Zabójstwo w pralni w Gorzowie Wielkopolskim. Napastnik zastrzelony podczas obławy

Do dramatu doszło w środę po południu w pralni przy ul. Owczej w Gorzowie Wielkopolskim. Do środka wszedł 26-letni mężczyzna, który zastrzelił młodą kobietę i uciekł – ustaliła reporterka Polsat News Dorota Wleklik. Według nieoficjalnych informacji, Paweł R. został zastrzelony podczas obławy na terenie Niemiec.

– Czekamy na oficjalne stanowisko w tej sprawie. Z przekazanych nam informacji wynika, że mężczyzna został zatrzymany do kontroli drogowej niedaleko Berlina i kiedy wysiadał z auta sięgnął po broń. Wówczas jeden z niemieckich funkcjonariuszy strzelił do niego. W wyniku postrzału 26-latek zmarł – powiedział Maludy.

Dodał, że prowadzący sprawę czekają na przekazanie przez stronę niemiecką dokładnych informacji na temat przebiegu tego zdarzenia.

„Wszedł, wymierzył z pistoletu i strzelił”

Z relacji świadków wynika, że przed godz. 13 sprawca wszedł, wymierzył z pistoletu i strzelił w jedną z pracownic, a następnie uciekł – poinformował rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

– Przebieg zabójstwa wskazuje na to, że było to działanie z premedytacją, wymierzone w konkretną osobę. Świadkami sytuacji byli pozostali pracownicy pralni. Postrzelonej kobiety nie udało się uratować – powiedział Maludy.

Według informacji reporterki Polsat News Doroty Wleklik, kobieta miała 26 lat i była narodowości ukraińskiej. Motywem działania sprawcy miał być zawód miłosny.

– W terenie pracują kryminalni. Osoby będące świadkami tragedii zostaną objęte opieką psychologiczną – zaznaczył Maludy.

Obława

Policja szybko wytypowała podejrzewanego o dokonanie zabójstwa i ruszyła za nim obława. Informacja o jego poszukiwaniach trafiła do wszystkich jednostek w regionie i w ościennych województwach.

– Kryminalni powiadomili również niemiecką policję, gdyż poszukiwany mógł próbować uciec do tego kraju. Po kilku godzinach dotarła do nich (polskich funkcjonariuszy) informacja o zastrzeleniu mężczyzny podczas próby jego zatrzymania niedaleko stolicy Niemiec – powiedział Maludy.

Celował w policjantów

Brandenburska policja poinformowała na Twitterze, że męźczyzna, który poruszał się samochodem marki Mazda, został zatrzymany przez mundurowych na autostradzie A10 o godz. 15.30. Auto miało polskie tablice rejestracyjne i widniało jako poszukiwane w związku z przestępstwem dokonanym w Polsce. Po tym, jak mężczyzna wycelował broń w policjantów, został przez nich śmiertelnie postrzelony. Jak zaznacza policja, nadal trwają czynności w celu potwierdzenia tożsamości mężczyzny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Poszukiwany 26-latek poszukiwany za napad w Niemczech zatrzymany w Wałbrzychu

dav

Wałbrzyscy policjanci zatrzymali 26-letniego mężczyznę, którzy był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania m.in. za włamanie do sklepu jubilerskiego w Niemczech. Został zatrzymany, gdy przechodził w niedozwolonym miejscu przez jezdnię.

Jak poinformowała w poniedziałek PAP rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu nadkom. Magdalena Korościk, 26-latek został zatrzymany przez policjantów z wydziału ruch drogowego. Przechodził przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

„Po sprawdzeniu w policyjnej bazie danych sprawcy wykroczenia okazało się, że 26-letni mieszkaniec Wałbrzycha poszukiwany jest przez Interpol i wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania” – przekazała Korościk.

Mieszkaniec Wałbrzycha jest podejrzewany o przestępstwa popełniane w Niemczech, w tym włamanie do sklepu jubilerskich, gdzie straty wyniosły prawie 140 tys. euro.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policyjny pościg za pijanym 26-latkiem na Dolnym Śląsku. Pościg zakończył się na dachu budynku

Na dachu budynku gospodarczego zakończył się policyjny pościg za 26-latkiem w Jedlinie-Zdrój (województwo dolnośląskie). Mężczyzna kierował samochodem pod wpływem alkoholu i narkotyków, nie miał też prawa jazdy i był poszukiwany za inne przestępstwa. Policjanci z Dolnego Śląska informują, że pościg za 26-letnim kierowcą rozpoczął się w Jedlinie-Zdroju (dolnośląskie) we wtorek około godziny 7:40. Mężczyzna nie chciał się zatrzymać do kontroli, gdy funkcjonariusze zauważyli, że przemiesza się z niesprawnym tłumikiem. Zamiast się zatrzymać, mężczyzna gwałtownie przyspieszył i rozpoczął ucieczkę.

Dolny Śląsk. Policyjny pościg zakończył się na dachu budynku gospodarczego

26-latek uciekał przed policyjnym radiowozem przez około trzy kilometry, by ostatecznie wjechać na teren jednej z posesji. Kiedy droga wewnętrzna się skończyła, swoją podróż zakończył na… dachu budynku gospodarczego. Tam został zatrzymany przez policjantów.

Po wylegitymowaniu okazało się, że mężczyzna nie ma uprawnień do kierowania pojazdami. Po zatrzymaniu uwagę policjantów zwróciła jego bełkotliwa mowa i poszerzone źrenice. Ostatecznie mężczyzna sam przyznał się, że jest pod wpływem narkotyków. Policjanci znaleźli też przy nim dwa woreczki z metamfetaminą.

To nie był koniec kłopotów 26-latka. Mężczyzna posiadał już wydane przez Sąd Rejonowy w Wałbrzychu w 2018 i 2019 roku dwa aktywne zakazy kierowania pojazdami i był poszukiwany celem osadzenia w zakładzie karnym – relacjonuje policja.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Lubartów: Zatrzymano 26-latka, który śmiertelnie potrącił rowerzystę. Zwłoki leżały w rowie

Funkcjonariusze z Lubartowa (województwo lubelskie) zatrzymali kierowcę, który we wtorkowy poranek śmiertelnie potrącił jadącego na rowerze mężczyznę. 26-latek sam zgłosił się na policję.

Mężczyzna uciekł z miejsca wypadku. Do tragicznego zdarzenia doszło około 6.00. Policję z Lubartowa o leżących w przydrożnym rowie zwłokach poinformował jadący kierowca, który je zauważył. 46-letni rowerzysta nie wykazywał oznak życia. Po przybyciu na miejsce ratownicy medyczni stwierdzili zgon. Mężczyzna posiadał na ciele liczne obrażenia.

Kierowca samochodu nie udzielił pomocy poszkodowanemu. Policjanci ustalili wstępnie, że ofiara została potrącona kilka godzin przed znalezieniem jej zwłok w rowie, a sprawca wypadku uciekł. Niedaleko ciała mężczyzny znaleziono złamany w pół rower.
Źródło info i foto: o2.pl

Marki: 26-letni mężczyzna skatował trzymiesięczne dziecko

Policja z podwarszawskich Marek zatrzymała 26-latka podejrzanego o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad swoim trzymiesięcznym dzieckiem – podaje Onet. Niemowlak z poważnymi ranami głowy i twarzy trafiło do szpitala. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Niemowlę z poważnymi ranami głowy i twarzy trafiło do szpitala. Według wstępnej diagnozy, obrażenia ciała mogły skutkować śmiercią dziecka.

– Ze wstępnych oględzin wynikało, że obrażenia twarzy i głowy dziecka mogły powstać w wyniku pobicia – powiedział Onetowi asp. sztab. Tomasz Sitek z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie. Dziecko było uderzone w głowę wielokrotnie.

Policjanci natychmiast udali się do mieszkania rodziców chłopca. W środku zastali 26-letniego ojca dziecka. Był pod wpływem alkoholu. Badanie wykazało blisko 1,7 promila alkoholu w jego organizmie. Mężczyzna został zatrzymany.

Niemowlę zostało wypisane ze szpitala. Jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Decyzją sądu dziecko trafiło do rodziny zastępczej.

26-latkowi grozi 25 lat więzienia, a nawet dożywocie

– Zebrane w sprawie materiały trafiły do prokuratury i sądu rodzinnego w Wołominie. Opinia biegłego sądowego oraz ustalenia, jakie przeprowadzili śledczy, pozwoliły na przedstawienie 26-letniemu ojcu chłopca zarzutów znęcania się fizycznego ze szczególnym okrucieństwem nad swoim dzieckiem oraz usiłowania jego zabójstwa – wyjaśnia asp. sztab. Tomasz Sitek.

Mężczyźnie grozi do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Toruń: Matka i dziecko zabite na przejściu dla pieszych

Tragiczny wypadek na przejściu dla pieszych w Toruniu. BMW prowadzone przez 26-latka potrąciło dwie kobiety na przejściu dla pieszych. Obie zmarły w szpitalu. Wypadek wydarzył się w sobotę wieczór na przejściu bez sygnalizacji świetlnej na ul. Grudziądzkiej w Toruniu (w okolicach Centrum Handlowego Kometa). BMW jechało w kierunku miasta.

– Obie piesze były reanimowane na miejscu, a później zostały przewiezione do szpitala. Obrażenia były jednak zbyt rozległe i kobiety po godzinie zmarły – wyjaśnia Wirtualnej Polsce podinsp. Wioletta Dąbrowska z toruńskiej policji.

Kobiety miały 52 i 18 lat – to matka i córka.
Źródło info i foto: wp.pl

Strzelanina na gdańskiej Oruni. Nie żyje mężczyzna

Strzelanina na gdańskiej Oruni. 26-letni mężczyzna umówił się w parku na spotkanie ze swoją byłą dziewczyną. 37-letnia kobieta przyszła w towarzystwie swoich dwóch kolegów. To prawdopodobnie wywołało gniew 26-latka, który wyciągnął broń i oddał strzały w kierunku mężczyzn. Następnie prawdopodobnie strzelił sobie w głowę. Obrażenia 26-latka okazały się śmiertelne. Dwaj mężczyźni z ranami postrzałowymi trafili do szpitala.

Do strzelaniny doszło w zeszły wtorek, 23.X.2018 r. Z ustaleń śledczych wynika, że 26-latek umówił się na spotkanie ze swoją byłą dziewczyną. 37-letnia kobieta przyszła z dwoma kolegami. To miało wywołać gniew 26-latka.

– Prawdopodobnie doszło do sprzeczki, podczas której 26-latek wyjął pistolet i oddał kilka strzałów w kierunku dwóch mężczyzn – informuje w rozmowie z Fakt24.pl Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. – Następnie prawdopodobnie oddał strzał samobójczy. Na broni zostały znalezione ślady biologiczne tego mężczyzny – mówi.

26-latek z raną postrzałową głowy został znaleziony przez spacerowiczów. Wówczas mężczyzna jeszcze żył. Zmarł dwa dni później w szpitalu.

Mężczyzna strzelał z broni, na którą nie trzeba mieć zezwolenia. Dwaj mężczyźni z ranami postrzałowymi trafili do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Policja wyjaśnia przyczyny tragedii.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gwałt na 14-latce w Tychach. Opiekowała się dzieckiem oprawcy

Koszmar w Tychach. 14-latka przychodziła do małżeństwa opiekować się ich 2-letnim dzieckiem. Została uwięziona i brutalnie zgwałcona przez ojca chłopca. Prokuratura ujawnia szokujące szczegóły.

Jak informuje TVN24, zaczęło się od 14-letniej dziewczyny, która przychodziła opiekować się dwuletnim synem pary. – W czerwcu tego roku nastolatka została brutalnie zgwałcona przez 26-latka. W tym czasie jego żona spała – tłumaczy Monika Stalmach-Ćwikowska z prokuratury rejonowej w Tychach.

Dziewczynka była też bita, a do domu wypuszczona po kilku godzinach.

Na policję zgłosiła się także 46-latka, która również została zgwałcona. Przyszła do domu małżeństwa, bo miała zaopiekować się wieczorem ich synem. Prokurator relacjonuje, że kobieta została uwięziona i wielokrotnie zgwałcona zarówno przez mężczyznę jak i kobietę. W tym czasie w mieszkaniu miał przebywać także 2-latek. 46-latka została wypuszczona dopiero następnego dnia.

Prokurator potwierdza, że to małżeństwo rzeczywiście ma dwuletnie dziecko, ale, jak się okazało, poszukiwania opiekunki były tylko przykrywką do planowanego gwałtu. Pokrzywdzonych może być więcej.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego tyskiej komendy, prowadząc śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Tychach, apelują, by osoby, które zostały potraktowane w podobny sposób, jak i osoby, które mają jakiekolwiek informacje w tej sprawie zgłosiły się do Komendy Miejskiej Policji w Tychach lub skontaktowały się telefonicznie pod numerem telefonu (32) 32- 56- 235, 32-56-280 lub 32-56-255.

Małżeństwo zostało zatrzymane w czerwcu. Przebywa obecnie w areszcie. Para nie przyznaje się do winy. Nie okazuje też skruchy.
Źródło info i foto: wp.pl

Lesko: Ciało 26-latka znalezione w koronie drzewa

W Lesku (woj. podkarpackie) znaleziono zwłoki 26-letniego mężczyzny. Przechodzień zobaczył ciało zawieszone w koronie drzewa. Denat poszukiwany był od początku sierpnia. „Gazeta Wyborcza” pisze, że ciało 26-latka było zawieszone na wysokości sześciu metrów w koronie drzewa rosnącego przy ul. Przemysłowej w Lesku. Ustalono już, że zmarłym jest mieszkający pod Leskiem mężczyzna, który zaginął 5 sierpnia.

Przyczyny śmierci nie są jednak na razie znane. Sprawą zajęła się miejscowa prokuratura rejonowa.

– Zwłoki były powieszone na drzewie. Wszystko wskazuje na to, że to samobójstwo, ale prowadzimy też śledztwo w sprawie art. 151. Chodzi o nakłanianie do targnięcia się na życie, za co grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności – relacjonuje w rozmowie z „GW” Maria Chrzanowska z Prokuratury Rejonowej w Lesku.

Sprawą zajęła się miejscowa prokuratura rejonowa.
Źródło info i foto: onet.pl

Kolejny areszt za wprowadzenie narkotyków oraz środków odurzających na rynek

Dzięki stołecznym policjantom z wydziału do walki z przestępczością narkotykową kolejna osoba trafiła do aresztu za wprowadzanie na rynek krajowy i zagraniczny środków odurzających, substancji psychotropowych oraz psychoaktywnych, tzw. dopalaczy. 26-latek jest już dziewiątą zatrzymaną osobą, działającą w grupie, która zajmowała się tym nielegalnym procederem, a do tego jak ustali funkcjonariusze jednym z jego organizatorów. Michał B. usłyszał już w prokuraturze zarzuty. Może mu grozić kara co najmniej 3 lat więzienia.

W ostatnim czasie, dzięki stołecznym policjantom z wydziału zajmującego się zwalczaniem przestępczości narkotykowej osiem osób trudniących się wprowadzaniem na rynek środków odurzających, substancji psychotropowych oraz psychoaktywnych usłyszało zarzuty za te przestępstwa. W trakcie prowadzonych działań funkcjonariusze zabezpieczyli około 122 kilogramów dopalaczy i narkotyków. Jako pierwsi w kraju, skutecznie doprowadzili również do zlikwidowania dwóch, prawdopodobnie największych polskich sklepów internetowych oferujących do sprzedaży dopalacze, których bazy danych znajdowały się na serwerach jednego z krajów azjatyckich.

Dla policjantów zajmujących się tą sprawą priorytetem było zatrzymanie organizatora narkotykowego procederu. Po tym jak kilku członków grupy zajmującej się wprowadzaniem na rynek zabronionych substancji trafiło za kratki, mężczyzna opuścił miejsca zamieszkania i zaczął się ukrywać. Z informacji funkcjonariuszy wynikało, że 26-latek dotarł na Pomorze. Został zatrzymany w niewielkiej, nadmorskiej miejscowości, a następnie przewieziony do Komendy Stołecznej Policji.

Jak ustalili funkcjonariusze, 26-latek przydzielał zadania osobom działającym w grupie wprowadzającej na rynek narkotyki. Mężczyzna miał przygotowywać transport nielegalnego towaru, organizować miejsca gdzie ma być przechowywany oraz porcjowany. Michał B. miał również wielokrotnie przywozić narkotyki z terenu Chin oraz zajmować się ich przemytem z Holandii. Wprowadzone na rynek zabronione środki mogły trafić nawet do 15 tys. osób, które były klientami sklepu.

Dopalacze sprzedawane w sieci doprowadziły do śmierci 16-latka we wrześniu ubiegłego roku oraz ciężkiego zatrucia mężczyzny. Funkcjonariusze ustalają teraz, czy wprowadzane na rynek narkotyki nie spowodowały zagrożenia życia oraz zdrowia innych osób.

Mężczyzna usłyszał już zarzuty w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Praga Północ i został tymczasowo aresztowany przez sąd. Śledztwo w tej sprawie prowadzą stołeczni policjanci pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: Policja.pl