26-latek zatrzymany z dużą ilością narkotyków

Najbliższe trzy miesiące w areszcie spędzi 26-letni mieszkaniec gminy Łagów, który został zatrzymany przez policjantów z Rakowa. W zajmowanych przez niego pomieszczeniach funkcjonariusze znaleźli 1836 g amfetaminy, blisko 550 g marihuany oraz 289 tabletek ecstasy. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia.

Mundurowi z rakowskiego komisariatu od jakiegoś czasu przyglądali się działalności jednego z mieszkańców gminy Łagów. Policjanci podejrzewali, że notowany w przeszłości za narkotyki mężczyzna, nadal ma konflikt z prawem.

– Aby sprawdzić swoje przypuszczenia, kryminalni złożyli 26-latkowi wizytę. I szybko okazało się, że podejrzenia funkcjonariuszy były niezwykle trafne – informuje sierż. szt. Karol Macek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Kielcach. – Stróże prawa z Komisariatu Policji w Rakowie, w trakcie przeszukania pomieszczeń natrafili na foliowe worki, wypełnione zabronionymi substancjami. Policjanci zabezpieczyli łącznie 1836 g białego proszku, który po badaniu okazał się amfetaminą. Przejęte zostało również blisko 550 g marihuany oraz 289 tabletek, zakwalifikowanych jako ecstasy – dodaje.

26-latek trafił do policyjnego aresztu. Śledczy z komisariatu w Rakowie ustalili, że mężczyzna najprawdopodobniej trudnił się rozprowadzaniem narkotyków.

– Decyzją ostrowieckiego sądu 26-latek najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Grozi mu do 10 lat więzienia – podkreśla sierż. szt. Karol Macek.
Źródło info i foto: onet.pl

FBI zatrzymało 26-latka. Planował zdetonować bombę na wiecu w Los Angeles

W wyniku tajnej operacji FBI aresztowało weterana wojny w Afganistanie, który planował zdetonować bombę na wiecu białych nacjonalistów w Los Angeles – poinformowała w poniedziałek prokuratura federalna. Miała to być zemsta za ataki na meczety w Nowej Zelandii.

26-letni Mark Steven Domingo, były żołnierz piechoty morskiej USA, weteran wojny w Afganistanie, który przeszedł na islam, został aresztowany w piątek po otrzymaniu od zakonspirowanego informatora Federalnego Biura Śledczego (FBI) bomby domowej roboty. Prokuratura zapewniła, że ładunek nie był uzbrojony i w żadnym momencie nie stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

Wcześniej Domingo wielokrotnie spotykał się z działającym pod przykryciem informatorem FBI. Podczas tych spotkań mówił o swym poparciu dla radykalnych form islamu, w tym dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie. Deklarował także, że chce zostać „męczennikiem” za swą wiarę.

Zemsta za ataki w Christchurch

Według FBI Domingo rozważał m.in. zdetonowanie bomby na molo w Santa Monica. Ostatecznie celem jego ataku miał być zaplanowany na niedzielę na przedmieściach Los Angeles wiec zwolenników skrajnej prawicy. Domingo – jak twierdzi prokuratura federalna – chciał zabić jak najwięcej ludzi. Zamach miał być zemstą za ataki na meczety w nowozelandzkim mieście Christchurch w marcu tego roku. Zginęło w nich 50 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Domingo postawiono zarzut wspierania terroryzmu. Grozi mu do 15 lat więzienia.

W sobotę, w strzelaninie w synagodze Chabad-Lubawicz w Poway w pobliżu San Diego na południu Kalifornii, zginęła jedna osoba, a trzy zostały ranne. Sprawcą jest 19-letni John T. Earnest, biały mężczyzna z San Diego. Miesiąc wcześniej był on przesłuchiwany w sprawie podpalenia meczetu, ale został wypuszczony wobec braku przesłanek wskazujących, że miał w tym udział.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: W kinie pełnym dzieci szaleniec zabił człowieka. Obezwładnił go żołnierz

Mając do wyboru lepienie pierogów czy też pójście z córeczką Alicją do kina wybrałem to drugie – wyznaje żołnierz, szer. Tomasz Wolak (33 l.). – W życiu bym nie pomyślał że seans dla dzieci zmieni się w horror – mówi. Dzielny żołnierz był jedną z osób, które obezwładniły 26-letniego Michela F.. Ten szaleniec zadźgał nożem 30-latka, a drugiego zranił

Nie wiadomo, ile jeszcze osób zdołałby zaatakować, gdyby nie akcja odważnych ludzi. Tragedia rozegrała się przed świętami w szczecińskim centrum handlowym „Galaxy” krótko po tym, jak na sali kinowej, gdzie było około 80-rodziców z dziećmi, zgasło światło. Wtedy zazdrosny o swojego byłego partnera porzucony kochanek zaatakował go nożem. Najpierw zadał mu kilka ciosów, po czym rzucił się na jego towarzysza.

Widząc to żołnierz Tomasz Wolak zostawił 5-letnią córeczkę pod opieką siedzącej obok starszej kobiety, a sam rzucił się na ratunek. – Gdy podbiegłem, dwóch innych mężczyzn szarpało się już na podłodze z tym nożownikiem. Ja najpierw przygniotłem mu głowę kolanem do podłogi i starałem się wyrwać mu z ręki kuchenny nóż. Niestety, tak mocno zacisnął palce na rękojeści, że nie dałem rady, wtedy udało mi się wbić ostrze w podłogę i je złamać – wspomina.

Gdy nożownik został obezwładniony dzielny żołnierz zaczął udzielać pomocy ciężko rannemu mężczyźnie. Niestety, nie udało się go uratować.

Wojsko doceniło bohaterską postawę szeregowego. Tomasz Wolak z 12. Brygady Zmechanizowanej został nagrodzony przez dowódcę wyróżnieniem ze zdjęciem na tle sztandaru i miał okazje stojąc wraz z kadrą na trybunie przyjąć defiladę swoich kolegów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zaginął 26-letni Paweł Tula

Przed świętami zaginął 26-letni Paweł Tula. Od tej pory rodzina nie ma z nim kontaktu. Policja prosi o pomoc w odnalezieniu mężczyzny. Zaginiony wyszedł z domu 22 grudnia 2018 r. roku około godz. 17.00. W dniu zaginięcia był ubrany w niebieskie dżinsy, ciemną bluzę i czarną sportową kurtkę z kapturem.

Mężczyzna nie zabrał ze sobą portfela z dokumentami. Dzień później na ul. Tynieckiej znaleziono jego rzeczy osobiste. Szedł tamtędy w dniu zaginięcia, co uchwyciły kamery monitoringu. Tam ślad się urywa – podaje „Gazeta Krakowska”.

Według informacji gazety, Paweł Tula prawdopodobnie nadal ma przy sobie telefon komórkowy (granatowego Samsunga A7), z którego ostatni sygnał wykryto na ul. Konfederackiej.

Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionym, proszone są o kontakt z III Komisariatem Policji w Krakowie pod nr tel. 12 61 52 912 lub 12 61 57 180, albo pod nr: 997 albo 112.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabił matkę i córkę na przejściu dla pieszych. 26-latek trafił do aresztu i usłyszał zarzuty

To był makabryczny widok. Matka i córka leżały około 50 metrów od przejścia dla pieszych. To tam rozpędzone BMW kierowane przez 26-latka je potrąciło. 52-latka i 18-latka nie miały żadnych szans. Sprawca tłumaczył, że za późno je zauważył. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany i usłyszał zarzuty. Grozi mu od pół roku do ośmiu lat więzienia.

W sobotę, 29 grudnia, około godziny 19 na ulicy Grudziądzkiej w Toruniu doszło do tragicznego wypadku. W przechodzące przez oznakowane przejście dla pieszych kobiety uderzyło BMW kierowane przez 26-letniego Filipa K. Uderzenie było na tyle silne, że 52-letnia kobieta i jej 18-letnia córka zostały odnalezione około 50 metrów dalej. Poszkodowane zmarły niedługo po przewiezieniu do szpitala.

Kierowca został zatrzymany. 26-letni torunianin był trzeźwy, ale z uwagi na „przeszłość kryminalną” – jak podał TVN24 – pobrano mu krew do dalszych badań toksykologicznych. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że mężczyzna mógł jechać ze znaczną prędkością.

Filip K. usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Podejrzany przyznał się do winy. Wyjaśnił, że zbyt późno zauważył przechodzące kobiety i nie zdążył ich ominąć. Mężczyźnie grozi od pół roku do ośmiu lat więzienia. 26-latek został tymczasowo aresztowany na dwa miesiące.

Policjanci apelują do wszystkich osób, które były świadkami tego zdarzenia lub mogą pomóc w tej sprawie o pilny kontakt z Komendą Miejską Policji w Toruniu lub pod numerami telefonów: 56 641 23 69, 56 641 2609 lub 56 641 2607.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Łódź: 26-latek śmiertelnie potrącił kobietę i uciekł. Został zatrzymany

Policja zatrzymała 26-letniego kierowcę, który w poniedziałek rano w Łodzi śmiertelnie potrącił kobietę. Tuż po zdarzeniu mężczyzna uciekł z miejsca wypadku. Teraz grozi mu do 12 lat więzienia – poinformowała PAP Marzanna Boratyńska w łódzkiej policji. Dodała, że w chwili zatrzymania mężczyzna miał prawie 2 promile alkoholu w organizmie.

Do wypadku doszło na al. Rydza-Śmigłego, przy skrzyżowaniu z ul. Tymienieckiego. Kierujący jechał w kierunku centrum Łodzi. Na skrzyżowaniu z ul. Tymienieckiego potrącił 61-letnią kobietę. Według policji ofiara prawdopodobnie przechodziła w miejscu, gdzie było stare, ale już nieczynne przejście dla pieszych.

Tuż po zdarzeniu kierowca uciekł z miejsca wypadku. Został zatrzymany po kilku godzinach.

Trwają czynności wyjaśniające.
Źródło info i foto: interia.pl

Indie: Służby próbują odzyskać ciało misjonarza, który zginął z rąk tubylców

Indyjska policja w ostatnich dniach prowadziła dokładne obserwacje wyspy Sentinel Północny. To tam przez lokalne plemię został zamordowany 26-letni podróżnik i misjonarz, John Allen Chau. Służby chcą odzyskać ciało mężczyzny.

W ostatnich dniach indyjska policja prowadziła dokładne obserwacje wyspy Sentinel Północny w Zatoce Bengalskiej. Mieszkający tam Sentinelczycy zakopali ciało 26-letniego amerykańskiego podróżnika i chrześcijańskiego misjonarza Johna Allena Chau. Mężczyzna został zamordowany przez tubylców najprawdopodobniej strzałem z łuku w połowie listopada. Odwiedził wyspę, bo chciał tam szerzyć wiarę.

Służby zastanawiają się teraz, jak odzyskać ciało Amerykanina. W obserwacji Sentinelu Północnego pomagają dwaj rybacy, należący do grupy siedmiu osób zatrzymanych za umożliwienie 26-latkowi dotarcia na wyspę. Policja poprosiła również ekspertów – antropologów – o szczegółowe informacje dotyczące zachowań i zwyczajów Sentinelczyków.

Tubylcy z Sentinelu Północnego

Służby i urzędnicy zwykle nie udają się na tę wyspę. Mieszkający tam ludzie – najprawdopodobniej w liczbie nie większej niż kilkaset osób – żyją podobnie jak ich przodkowie tysiące lat temu. Na wszelkie próby zbliżenia się do wyspy i nawiązania kontaktu tubylcy reagują agresją.

Sentinelczycy strzelali już z łuków nie tylko do zbyt blisko nadpływających rybaków, ale także do helikopterów. Z rąk Sentinelczyków zginęło m.in. w 2006 r. dwóch kłusowników, którzy zapuścili się na wyspę. Ich ciał nigdy nie udało się zabrać na stały ląd.

„Nie miał nic oprócz miłości”

John Chau był – jak mówią o nim przyjaciele – odważny i zaangażowany. Pracował jako misjonarz w różnych zakątkach świata. Syn chińskiego uchodźcy z czasów rewolucji kulturalnej chętnie angażował się w programy edukacyjne, w tym piłkarskie, skierowane do dzieci znajdujących się w trudnej sytuacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Lubawa: 26-letni pedofil wtargnął do przedszkola i zaatakował 7-letnią dziewczynkę

Tylko dzięki czujności i ogromnej sile właściciela przedszkola w Lubawie nie doszło do tragedii. W szatni zboczeniec Krzysztof C. (26 l.) zaatakował 7-letnią dziewczynkę. Wykorzystał chwilę, gdy mama dziewczynki wróciła po ubranie i zaczął ciągnąć dziecko do łazienki! Wszystko działo się po południu. Napastnik wykorzystał moment, gdy rodzice przychodzą po dzieci i też wszedł do budynku przedszkola. Zauważył, że mama 7-latki wraca do szatni po ubranie i zaczął ciągnąć dziecko do łazienki. Dziewczynka krzyknęła. Usłyszał to właściciel przedszkola – były policyjny komandos Grzegorz Kowalkowski (41 l.).

– Zbiegłem po schodach i go złapałem. Dziewczynka uciekła, ale bandyta był dalej bardzo agresywny – mówi pan Grzegorz. – Rzuciłem nim o podłogę, ale ledwo mogłem go utrzymać. Musiał być pod wpływem narkotyków, bo był bardzo silny!

Policjanci, którzy przyjechali po 40 minutach, zabrali zboczeńca. To mieszkaniec wsi pod Iławą, dobrze znany miejscowej policji. Od dwóch miesięcy krążył po Lubawie. Był zatrzymywany kilkakrotnie za kradzieże, ale to były drobne występki, za które nie ma surowych kar. Po zatrzymaniu zawsze wychodził na wolność.

– To, czego się dopuścił w przedszkolu, jest po prostu zbrodnią! – wyjaśnia Jan Wierzbicki, prokurator rejonowy z Iławy. – Został aresztowany przez sąd na dwa miesiące. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

26-latek chciał zgwałcić dziewczynkę w przedszkolu

Prokuratura Rejonowa w Iławie przedstawiła 26-latkowi zarzut usiłowania gwałtu na kilkuletniej dziewczynce. Do przestępstwa miało dojść w budynku przedszkola w Lubawie (woj. warmińsko-mazurskie). Do przestępstwa doszło w poniedziałek. Mężczyzna wszedł do przedszkolnej szatni, w której przebierają się dzieci. Policja zatrzymała go krótko po tym zdarzeniu, już poza terenem przedszkola.

Jak poinformował prokurator rejonowy w Iławie Jan Wierzbicki, ze wstępnych ustaleń wynika, że 26-letni mężczyzna usiłował dokonać gwałtu na kilkulatce. Prokuratura nie podaje informacji o szczegółach tej sprawy. Przy zatrzymanym znaleziono woreczek foliowy z „suszem barwy zielono-brunatnej”. Dlatego – poza zarzutem usiłowania dokonania gwałtu na dziecku – przedstawiono mu też zarzut związany z posiadaniem narkotyków.

Mężczyzna jest mieszkańcem Lubawy. Nie był wcześniej karany za czyny przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Odpowiadał natomiast za przestępstwa przeciwko mieniu. Nie był pracownikiem przedszkola. Iławska prokuratura złożyła już do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. 26-latkowi grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż trzy lata.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: 26-letni Kamil W. napadł na kobiety i brutalnie je gwałcił

W zaledwie kilka godzin napadł na cztery kobiety, dwie zgwałcił, kolejnym dwóm udało się uciec. 26–letni Kamil W. był niezwykle brutalny – swoje ofiary szarpał, bił i gryzł po całym dziele. Gdy go zatrzymano, miał na sobie wciąż krew jednej z nich. Już po informacji o schwytaniu groźnego przestępcy, na policję zgłosiła się kolejna kobieta, którą zaatakował. Niewykluczone, że jest ich więcej.

Wszystko rozegrało się w ostatnią sobotę w okolicach Pałacu Kultury. Dochodziła 6.00 rano, wiele osób wracało z rozmaitych imprez, korzystając z przecinających się w centrum linii autobusowych i tramwajowych. Znalazł się tam też Kamil W.

26-latek podchodził do kobiet i bez słowa łapał je za piersi. Niektóre próbował też zaciągnąć w krzaki. Nie doszło jednak do najgorszego, bo został przepłoszony przez przechodniów. Ktoś wezwał też policję. Na miejsce przyjechał patrol, ale nie dało się namierzyć zboczeńca. Dwie ofiary, które próbował doprowadzić do stosunku oraz innej czynności seksualnej, dokładnie opisały funkcjonariuszom Kamila W.

Ten zdążył się już wówczas przenieść do Parku Saskiego. Zaczaił się w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza i ponownie zaatakował. Podbiegł do kobiety i zagroził, że ją zabije, a następnie wykorzystał seksualnie.

Drugą swoją ofiarę zaciągnął zaś siłą w krzaki, brutalnie zgwałcił i na koniec okradł. Ofiary z Parku saskiego też zawiadomiły policję. Stróże prawa pojawili się błyskawicznie. Tuż po godzinie 10.00 Kamil W. został zatrzymany i decyzją sądu trafił do aresztu. Jak dowiedziało się „Metro Warszawa” w chwili schwytania miał na sobie koszulkę, na której znajdowały się ślady krwi jednej z ofiar.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Kamil W. wrócił niedawno z Anglii, gdzie mieszkał przez kilka lat. Policjanci proszą wszystkie kobiety, które zostały przez niego skrzywdzone o kontakt w policjantami z komisariatu przy ul. Wilczej 21 w Warszawie, nr. tel. (22) 603-91-50. Już, że już po schwytaniu Kamila W., na policję zgłosiła się piąta kobieta, którą także zaatakował.
Źródło info i foto: Fakt.pl