Zaginął 27-letni Filip Nachyła

Zaginął Filip Nachyła, lat 27 – alarmuje strona „Zaginieni przed laty”. Mężczyznę ostatni raz widziano w piątek, około godziny 22.00 na Stadionie Narodowym w Warszawie. 27-0latek przebywał tam na koncercie zespołu Bon Jovi.

„Filip ostatni raz był widziany 12.07.2019 w Warszawie około godziny 22-22.30 (pod koniec lub wraz końcem) koncertu Bon Jovi na Stadionie Narodowym” – czytamy na Facebooku.

Ostatnie logowanie telefonu Filipa do sieci zanotowano w niedzielę około 12.00, z lokalizacją na warszawskim Solcu, w okolicy szpitala. Od tamtej pory jego telefon pozostaje w trybie offline.

27-letni mężczyzna pochodzi z województwa zachodniopomorskiego. Mieszka i pracuje w Dziwnowie.

Policja apeluje o pomoc w poszukiwaniach

Filip Nachyła ma 180 centymetrów wzrostu i waży około 90 kilogramów. Jest ciemnym blondynem o brązowych oczach. W okolicach prawej stopy ma charakterystycznie wyglądającą bliznę – informuje strona „Zaginieni przed laty”.

Policja apeluje do wszystkich, którzy mają jakąkolwiek wiedzą na temat miejsca pobytu 27-latka o natychmiastowy, pilny kontakt z komisariatem przy ulicy Wilczej 21 w Warszawie. Z policją można kontaktować się pod numerem telefonu 22 603 82 39. Możliwy jest także kontakt z redakcją strony „Zaginieni przed laty”. Organizacja ma swój profil m.in. na Facebooku.

Na Filipa czekają zmartwieni rodzice i bliscy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

27-letni haker ukradł właścicielowi hotelu w Zakopanem 800 tys. złotych

800 tys. zł wyprowadził z konta właściciela jednego z hoteli pod Tatrami 27-letni haker. Policjanci zatrzymali mężczyznę w jego warszawskim mieszkaniu. Grozi mu nawet do 10 lat więzienia – poinformował rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń.

W minioną środę zakopiańscy policjanci otrzymali zgłoszenie, że nieznany wówczas sprawca przełamał zabezpieczenia bankowości elektronicznej na koncie właściciela jednego z hoteli pod Tatarami i wyprowadził z niego 800 tys. złotych na założony specjalnie w tym celu rachunek w innym banku.

Funkcjonariusze ustalili, że sprawcą przestępstwa może być 27-letni mieszkaniec Warszawy. Przy doskonałej współpracy z kolegami ze stolicy po kilku dniach intensywnych czynności zatrzymali hakera. Był kompletnie zaskoczony wizytą policjantów oraz tym, że został zidentyfikowany. Niemal cała skradziona suma została odzyskana – poinformował Gleń.

Okazało się że zatrzymany mężczyzna ma na koncie jeszcze inne przestępstwa i był poszukiwany m.in. dwoma listami gończymi.

27-latek usłyszał zarzuty, a sąd zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Norwegia: Kilkuset chłopców ofiarami pedofila

Udawał w sieci, że jest „Sandrą”. 27-letni Norweg został w piątek skazany na 16 lat więzienia za wykorzystywanie seksualne kilkuset nieletnich chłopców, w tym gwałt – podały norweskie media.

Przez kilka lat mężczyzna, który pełnił również funkcję sędziego piłkarskiego, wykorzystywał oszustwa i groźby w internecie w celu uzyskania filmów o charakterze seksualnym lub skatologicznym od około 460 chłopców, zwykle w wieku poniżej 16 lat. Przez kilka lat w sieci udawał dziewczynę, najczęściej używając imienia Sandra. Obiecywał swoim ofiarom zazwyczaj słodycze albo iPhone’a, a kiedy dostawał wideo, żądał następnych, grożąc ujawnieniem już otrzymanych. Czasami żądał spotkania.

Zapłaci 1,9 mln euro odszkodowania

Zarzuty przeciwko niemu, w tym o wykorzystywanie seksualne i gwałt, dotyczyły 270 ofiar. Przyznał się do niektórych zarzutów przed sądem rejonowym Nedre Romerike. Wyrok należy do najsurowszych orzeczonych w związku z wykorzystywaniem seksualnym w kraju skandynawskim, zgodnie z twierdzeniem prokuratury, że był to „największy przypadek wykorzystywania seksualnego w Norwegii”.

Skazanemu nakazano również wypłacenie 18,6 mln norweskich koron (1,9 mln euro) odszkodowania dla ofiar. Mężczyznę, którego tożsamości nie ujawniono, zatrzymano po raz pierwszy w 2016 roku, ale szybko zwolniono i ponownie aresztowano kilka miesięcy później.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Maroko: Prokuratura zażądała kary śmierci dla trzech zabójców Skandynawek

Marokańska prokuratura zażądała w czwartek kary śmierci dla trzech spośród 24 oskarżonych w sprawie zabójstwa dwóch turystek ze Skandynawii z grudnia 2018 r. Morderstwa dokonano w imię Państwa Islamskiego (IS). Najwyższego wymiaru kary prokuratura domaga się dla 25-letniego Abdesamada Edżdżuda, uznawanego za szefa grupy, oraz dla dwóch zradykalizowanych Marokańczyków 27-letniego Junesa Uzijada i 33-letniego Raszida Afattiego.

Dwaj pierwsi przyznali się do zamordowania 24-letniej Louisy Vesterager Jespersen z Danii i 28-letniej Maren Ueland z Norwegii, podczas gdy Afatti mówił, że nagrał film z całego zdarzenia.

Pozostali oskarżeni w tym samym procesie, w wieku od 20 to 51 lat, usłyszeli zarzuty tworzenia grupy w celu popełniania aktów terroru, propagowania terroryzmu czy naruszania porządku publicznego. Prokuratura domaga się dla nich kar od 15 lat więzienia do dożywocia.

„Krwiożercze bestie”

Jak wynika z aktu oskarżenia, grupa mężczyzn przed zamordowaniem turystek popełniła wiele innych aktów terroru wymierzonych w różne cele. Podkreślono ponadto, że tylko trzy spośród wszystkich oskarżonych osób nie przyznało się do popierania dżihadystycznego IS.

Zabójców kobiet nazwano „krwiożerczymi bestiami”.

Trzej mężczyźni, wobec których zażądano kary śmierci, mówili przed sądem, że wcześniej próbowali dołączyć do IS. Gdy im się to nie udało, „zdecydowali prowadzić dżihad” na własną rękę. Na kilka dni przed zdarzeniem złożyli na nagraniu wideo przysięgę wierności IS. Państwo Islamskie oficjalnie nie wzięło na siebie odpowiedzialności za ten zamach.

Zwłoki Dunki i Norweżki znaleziono 17 grudnia na terenie Atlasu Wysokiego niedaleko wsi Imlil, ok. 60 km na południe od Marrakeszu. Tam, w odludnym miejscu turystki rozbiły namiot. Obu odcięto głowy. Gdy media obiegła informacja o morderstwie turystek, w internecie zaczęła krążyć petycja, w której domagano się kary śmierci dla ich zabójców.

Marokański wymiar sprawiedliwości wciąż wydaje wyroki kary śmierci, jednak od 1993 r. obowiązuje moratorium na ich wykonywanie; temat zlikwidowania kary śmierci jest w tym kraju obecny w debacie publicznej, a nowa konstytucja z 2011 roku wyraźnie mówi o „prawie do życia”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Trener „Młodej Gieksy” podejrzany o pedofilię

27-letni trener akademii Młoda GieKSa w Katowicach został zatrzymany w związku z podejrzeniami o pedofilię. Fundacja prowadząca akademię zawiesiła go już w obowiązkach i zapewniła, że o podejrzeniach wiedzą już wszyscy rodzice chłopców, z którymi trener miał kontakt.

Z informacji do których dotarła katowicka „Gazeta Wyborcza” wynika, że śledztwo w tej sprawie trwa od niedzieli. Wówczas na komendę policji w Będzinie zgłosili się rodzice jednego z podopiecznych 27-latka.

Do molestowania miało dojść w sobotę wieczorem podczas podróży samochodem na mecz rozgrywanych w Polsce piłkarskich mistrzostw świata do lat 20. „Według naszych informacji chłopiec skutecznie się obronił, powiadomił rodziców, a ci z kolei policję” – podały sportowefakty.wp.pl. Trener miał prosić chłopca o milczenie, przeprosić jego oraz rodziców, a następnie zniknąć. Policjanci szybko go jednak namierzyli. Został zatrzymany w poniedziałek w Lubelskiem.

Do sprawy odniósł się we wtorek zarząd fundacji „Sportowe Katowice”, która prowadzi Wielosekcyjną Akademię „Młoda GieKSa”. „Fundacja przywiązuje wielką wagę do prawidłowego i bezpiecznego rozwoju wszystkich swoich podopiecznych. Dlatego informacja dotycząca podejrzenia niedopuszczalnego zachowania jednego z pracowników sprawiła, że podjęte zostały natychmiastowe i zdecydowane działania. Fakt ten został niezwłocznie zgłoszony na policję. Decyzją zarządu Fundacji pracownik został od razu zawieszony w obowiązkach” – napisał zarząd w komunikacie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Katowice: Lekarz odkrył, że 4-miesięczny chłopiec mógł być maltretowany. Rodzice aresztowani

Rodzice przywieźli do szpitala w Katowicach swojego 4-miesięcznego synka z urazem ręki. Lekarz badający niemowlę stwierdził, że ma ono jeszcze inne poważniejsze obrażenia i wezwał policję. Kobieta i mężczyzna zostali aresztowani pod zarzutem znęcania się nad swoim dzieckiem. Zostali aresztowani. Nie przyznają się do winy.

Matka i ojciec chłopczyka w czwartek zgłosili się z dzieckiem do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Twierdzili, że ich synek ma uraz ręki.

– Dziecko trafiło na szpitalny oddział ratunkowy z rodzicami. W trakcie badań lekarz nabrał podejrzeń, że chłopczyk nawet wcześniej mógł być już maltretowany, dlatego powiadomił policję – powiedział reporterowi Polsat News Przemysławowi Białkowskiemu rzecznik prasowy centrum Wojciech Gumułka.

Według lekarzy, dziecko miało m.in. uszkodzenia klatki piersiowej i uraz głowy.

Prokuratura wszczęła śledztwo.

– Rodzicom postawiono zarzuty znęcania się nad synem ze szczególnym okrucieństwem i spowodowanie u niego obrażeń ciała, za co grozi od roku do 10 lat więzienia – poinformowała Anna Musiorska z Prokuratury Rejonowej Katowice Północ.

21-letnia matka i 27-letni ojciec chłopca nie przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli obszerne wyjaśnienia.

Chłopiec nadal jest w szpitalu, jego stan jest dobry.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mateusz C. skazany na dożywocie za zabicie swojej dziewczyny tłuczkiem do mięsa

Dożywotnie więzienie. Takim wyrokiem zakończył się proces Mateusza C. (27 l.), który tłuczkiem do mięsa zmasakrował swoją dziewczynę Kamilę (+25 l.), bo śmiała porozmawiać z byłym chłopakiem. To była zbrodnia tak okrutna i krwawa, że Sąd Okręgowy w Lublinie nie dopatrzył się żadnych okoliczności łagodzących.

Tę zbrodnię spowodowała chora zazdrość. Doszło do niej w nocy z 6 na 7 maja 2017 roku w Lublinie. Wieczorem feralnego dnia Mateusz i Kamila grillowali ze znajomymi w pobliskim wąwozie. Kiedy późną nocą wrócili do domu, doszło do kłótni. Mężczyzna już wcześniej czynił Kamili wymówki, że podczas spotkania za długo rozmawiała ze swoim byłym chłopakiem, a teraz po prostu wpadł w furie. Działał jak szaleniec.

– Chwycił tłuczek do mięsa i co najmniej kilka razy uderzył dziewczynę w głowę. Potem dusił ją i dźgał nożem. Kamila, dopóki była przytomna, próbowała się bronić. Potem zbrodniarz już tylko maltretował bezwładne ciało – stwierdzili śledczy.

Kiedy morderca miał już pewność, że jego ofiara nie żyje, upchnął jej ciało w podróżnej walizie, a następnie zadzwonił do swej matki i opowiedział jej o tym, co zrobił. Potem, ubrany jedynie w krótkie spodenki, wyszedł za okno na gzyms. – Zabiłem swoją dziewczynę i siebie też zabiję – krzyczał wniebogłosy z wysokości 11 piętra, na którym znajdowało się mieszkanie.

Na dole zaroiło się od służb – strażacy rozstawili skokochron, pomogli również policjantom dostać się do mieszkania. – Pracuję w policji dziesięćlat, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem – wyznał policjant, który jako pierwszy wszedł do mieszkania. Pokój, przedpokój i łazienka dosłownie tonęły we krwi. A w tej stygnącej krwawej masie leżało ciało młodej dziewczyny z pogruchotaną czaszką.

W chwili, kiedy mundurowi przekroczyli próg mieszkania, Mateusz C. skoczył. Życie ocaliło mu drzewo, które zamortyzowało upadek. Po kilku miesiącach na tyle doszedł do siebie, że mógł stanąć przed sądem. Teraz został skazany na dożywocie. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: se.pl

Policja poszukuje 27-letniego Damiana Gralaka

Policjanci z Komisariatu Policji w Grodkowie, na podstawie listu gończego wydanego przez Sąd Rejonowy w Nysie, poszukują Damiana Gralak. Mężczyzna ten poszukiwany jest do odbycia kary więzienia. Osoby posiadające jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu poszukiwanego, proszone są o kontakt osobisty lub telefoniczny z funkcjonariuszami z Komisariatu Policji w Grodkowie pod numerem tel. 77 424 17 43 lub z najbliższą jednostką na terenie całego kraju pod numerem alarmowym 112.

Damian Gralak

s. Tomasza, Bożeny

ur. 25.11.1991 r.

zam. Grodków ul. Elsnera 2/6

Sąd Rejonowy w Nysie skazał Damiana Gralak na karę więzienia za liczne kradzieże i włamania. 27-latek nie stawił się jednak w Zakładzie Karnym i ukrywa się przed organami ścigania. Dlatego Sąd Rejonowy w Nysie wydał za nim list gończy.

Osoby posiadające jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu poszukiwanego, proszone są o kontakt osobisty lub telefoniczny z funkcjonariuszami z Komisariatu Policji w Grodkowie tel. 77 424 17 43 , bądź najbliższą jednostką Policji na terenie całego kraju pod numerem alarmowym 112.
Źródło info i foto: Policja.pl

Śledczy szykują się do przesłuchania nożownika z Gdańska

Nieznana jest pora zaplanowanego na poniedziałek przesłuchania 27-letniego Stefana W. – sprawcy niedzielnego ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Prokuratorzy kontynuują czynności poprzedzające planowane przesłuchanie.

Jeszcze nie zapadła decyzja co do czasu, w którym zostanie przesłuchany mężczyzna – powiedziała PAP w poniedziałek rano Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowa prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która to jednostka prowadzi śledztwo pod kątem usiłowania zabójstwa. Rzecznik wyjaśniła, że prokuratorzy prowadzą nadal czynności poprzedzające przesłuchanie. Odmówiła podania szczegółów dotyczących pracy prokuratorów. Wyjaśniła, że śledztwo będzie obejmowało wiele wątków, w tym motywy działania sprawcy, sam przebieg zdarzenia, a także sposób zabezpieczenia imprezy, w trakcie której doszło do napaści.

Podczas gdańskiego finału WOŚP o godz. 20, gdy odliczano czas do „Światełka do nieba” na scenę, na której był Adamowicz, wtargnął mężczyzna. Na nagraniu zdarzenia widać, jak przebiega przez scenę, podbiega do prezydenta Gdańska i uderza go nożem. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa, ponownie podchodzi do Adamowicza i zabiera mikrofon.

Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz – krzyczał ze sceny, zanim obezwładnili go ochroniarze – wynika z filmów, na których zarejestrowano zdarzenie. Na scenie reanimowano Adamowicza, potem przewieziono go do szpitala. Tam lekarze podjęli operację prezydenta Gdańska, która trwała pięć godzin. Proszę państwa, pacjent żyje, chociaż jego stan jest bardzo, bardzo ciężki – informował w nocy z niedzieli na poniedziałek lekarz, który operował Adamowicza, doktor Tomasz Stefaniak.

Przetoczyliśmy 41 jednostek krwi. Urazy były bardzo ciężkie – poważna rana serca, rana przepony, rany narządów wewnątrz jamy brzusznej. O wszystkim zadecydują najbliższe godziny – mówił chirurg.

Policja i prokuratura zaraz po zdarzeniu podjęły czynności w sprawie ataku na prezydenta miasta. Prokuratorzy uczestniczyli we wszystkich czynnościach związanych ze zdarzeniem – na miejscu, w komendzie, gdzie składali zeznania świadkowie i w szpitalu, gdzie był operowany Adamowicz. Według śledczych, napastnikiem jest 27-letni mieszkaniec Gdańska, karany za napady na banki. Policja zawiozła go na badanie krwi, noc spędził w izbie zatrzymań. Prokuratorzy zabezpieczyli nóż, którym został ugodzony Adamowicz, zbierają dowody ze wszystkich źródeł – podał minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kim jest nożownik, który zaatakował prezydenta Pawła Adamowicza?

Policja potwierdziła, że mężczyzna, który zaatakował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i przez mikrofon krzyczał, że ma na imię Stefan, to 27-letni mieszkaniec miasta skazany wcześniej m.in. za rozboje. Prawdopodobnie jest to mężczyzna, który przed kilkoma laty napadł na cztery gdańskie banki.

Tuż przed godziną 20.00 podczas finału WOŚP prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został dźgnięty nożem przez mężczyznę, który dostał się na scenę. Asp. Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku przekazała w rozmowie z Gazeta.pl, że napastnikiem był 27-letni mieszkaniec Gdańska w przeszłości karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu m.in. za rozboje. Policja znalazła przy nim identyfikator z napisem „Media”.

Ppłk. Elżbieta Krakowska, rzeczniczka SW, powiedziała dla Onetu, że „napastnik nie wyszedł na przepustkę”. – Zakończył on odbywanie kary – dodała.

Chwilę po tym, jak mężczyzna zaatakował prezydenta, wykrzyczał na scenie: „Halo! Halo! Nazywam się Stefan (?), siedziałem niewinny w więzieniu, siedziałem niewinny w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz”.

Nożownik to prawdopodobnie Stefan W.
Świadkowie zdarzenia, którzy usłyszeli dokładnie nazwisko mężczyzny, szybko dotarli do jego możliwej tożsamości. Napastnik to prawdopodobnie Stefan W. skazany na karę więzienia za czterokrotną napaść na banki z bronią w ręku. Miał wtedy 22 lata.

Stefan W. w okresie od 8 maja do 12 czerwca 2013 roku napadł na trzy gdańskie placówki SKOK-ów oraz na bank Crédit Agricole – podawał w 2014 roku lokalny oddział „Gazety Wyborczej”. Przy każdym napadzie wykorzystywał moment, kiedy nie było klientów, wyciągał broń, terroryzował personel i zabierał pieniądze. W sumie zrabował około 15 tys. złotych. 

Policji udało odzyskać jedynie 2,5 tys. złotych z ostatniego napadu. „Pozostałe pieniądze mężczyzna przehulał – wyjechał na tygodniową wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie, grał w kasynach, żywił się w restauracjach” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

Stefan W. przyznał się do winy podczas procesu. Nie wyraził jednak skruchy. Zeznał, że „chciał mieć pieniądze, których nie potrafił zarobić”, a o tym, jak przeprowadzić napad dowiedział się z filmów. 

Skazany na 5,5 roku więzienia

Stefan W. został w 2014 roku skazany na karę pozbawienia wolności – miał tam spędzić 5,5 roku. Miał również zapłacić ponad 30 tys. złotych. – Materiał dowodowy nie budzi żadnych wątpliwości, że Stefan W. jest winny wszystkich przypisanych mu czynów. Popełnił jedno z najpoważniejszych przestępstw, a jego zachowanie przypominało sceny z klasycznych filmów gangsterskich – argumentował sędzia Radomir Boguszewski. Jednocześnie podkreślił, że celem kary miało być wychowanie sprawy, a nie represja.
Źródło info i foto: Gazeta.pl