Halle: Atak na synagogę. Stephan Balliet żałował jednego: że zamiast Żydów zastrzelił białych Niemców

Równo rok temu społecznością żydowską w niemieckiej miejscowości Halle wstrząsnął atak prawicowego ekstremisty. Napastnik próbował wedrzeć się do synagogi – zabił dwie osoby. Zeznania przed niemieckim sądem ujawniły kulisy ataku z 9 października 2019 roku.

28-letni neonazista Stephan Balliet zeznawał przed sędzią niedługo po przeprowadzeniu ataku. Pojawił się też na rozprawie w lipcu i wrześniu tego roku. Jak pisze BBC, podczas procesu za każdym razem, gdy padało słowo „Holokaust”, śmiał się, a kiedy sędzia informował oskarżycieli i świadków, że koszty przyjazdu będą pokrywane przez sąd, wykonywał lekceważący gest pocierania kciuka o palec symbolizujący „pieniądze”.

Kiedy zaczął zeznawać 22 lipca, oświadczył, że jego atak na synagogę w Halle „nie był pomyłką”, a ludzie znajdujący się wewnątrz budynku „byli jego wrogami”. Skruchę wyraził w jednym momencie – że dwie osoby, które zastrzelił, okazały się białymi Niemcami niezwiązanymi ze społecznością żydowską.

Podczas rozprawy we wrześniu wyraził też raz współczucie względem niemieckiej pielęgniarki, która zobaczyła jedną z ofiar na ziemi. Kobieta powiedziała przed sądem, że tylko wiara chrześcijańska pomogła jej przetrwać przez ten trudny czas. Wówczas Balliet przeprosił i powiedział, że nie chciał wyrządzić jej krzywdy.

„Dołączyłam w szeregi ocalałych”

Jedną z uczestniczek odbywającej się w synagodze uroczystości z okazji święta Jom Kippur była Mollie. Dziewczyna na chwilę wyszła z budynku, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Chwilę później napastnik oddał pierwsze strzały z broni palnej w stronę drzwi, przez które wychodziła. Mollie siedziała na ławce w parku nieopodal – nie było jej widać z wysokości wieży ciśnień, z której Stephan Balliet przypuścił atak.

Kiedy usłyszała hałas, szybko zorientowała się, że dochodzi od strony synagogi – intuicja podpowiedziała jej, żeby się nie ruszać. Kiedy zaczęła w końcu wracać do synagogi, zobaczyła funkcjonariuszy policji i ciało leżące na ziemi. 40-letnia Jana L. była pierwszą ofiarą strzelaniny w Halle. Mollie weszła do budynku, ale sprawca ataku wciąż był na wolności. Zabił kolejną osobę, 20-letniego Kevina S., stojącego niedaleko restauracji serwującej kebaby.

Mollie jest prawnuczką ocalałego z Holokaustu. Kiedy stanęła przed sądem, powiedziała, że to dla niej możliwość przedstawienia ponad 100 członków rodziny zamordowanych przez nazistów w czasie drugiej wojny światowej. – Przez wiele lat mój pradziadek był jedynym ocalałym w naszej rodzinie – powiedziała. – 9 października 2019 roku dołączyłam w szeregi ocalałych. Stoję teraz obok mojego pradziadka – dodała.

U Mollie zdiagnozowano stan stresu pourazowego. Pod koniec zeznań przyznała, że codzienne obowiązki sprawiają jej trudności. – Po dzisiejszym dniu sprawca ataku już nie będzie mnie niepokoił. Dzisiaj się to kończy – podkreśliła, a zebrani w sądzie podziękowali Mollie oklaskami.

Policjanci nie rozumieli, czemu tłumnie się modlą w środku tygodnia

Podczas postępowania przed sądem dowody wskazały, że służby bezpieczeństwa nie były dostatecznie przygotowane na atak. Christina, jedna z oskarżycielek, powiedziała że w czasie największego żydowskiego święta Jom Kippur w okolicy nie było żadnej policji – wówczas oskarżony parsknął i pokiwał głową. Pojawiło się pytanie, jak to możliwe, że sprawca ataku mógł wiedzieć więcej na temat świąt żydowskich od niemieckiej policji.

Rabin Jeremy Borovitz w rozmowie z BBC zwrócił uwagę, że niemieckie służby w czasie ataku traktowały zgromadzonych w synagodze „jak obciążenie”. – Z pewnością brakowało im znajomości naszej kultury – dodał. Policjanci nie rozumieli, czemu w środku tygodnia modlą się wspólnie. Rabin wierzy, że zwracając na to uwagę w sądzie, uda się zmienić system.

W związku z tym wydarzeniem lokalne władze zdecydowały się przekazać środki na szkolenie policjantów, jak efektywnie postępować w przypadku antysemickich ataków.

„Muszę być teraz silny za nas obu”

Synagoga w Halle nie była jedynym celem ataku. Stephan Balliet chwilę po oddaniu strzałów w stronę drzwi świątyni, skierował się w stronę restauracji serwującej kebaby, znajdującej się dwa bloki dalej – sądząc, że uda mu się tam spotkać muzułmanów lub migrantów. To tam zginął Kevin S.

Traumę po ataku przeżyło dwóch właścicieli restauracji – bracia Ismet i Rifat Tekin. Mężczyźni przybyli do Niemiec z Turcji 12 lat temu. – Mój brat odczuł głębokie skutki tego ataku. Muszę być teraz silny za nas obu – powiedział Ismet.

Mężczyzna nigdy wcześniej nie martwił się, że spotka się z rasistowskim atakiem – aż do ataku sprzed roku. Teraz boi się o bezpieczeństwo swoich dzieci.

Skutki ataku odczuł również właściciel restauracji – przez długi czas nikt nie chciał przychodzić w to miejsce, bo miejscowym przypominało o straszliwym ataku. Prawnik Onur Ozata zwrócił się do niemieckiego rządu o pomoc dla mężczyzn, ponieważ poza tym, że zdarzenie odbiło się na ich psychice – wpłynęło również na ich finanse. Pomocy udzielił niemiecki związek zrzeszający studentów, który zorganizował zbiórkę pieniędzy, dzięki której udało się zebrać dla braci kilka tysięcy euro.

Proces w sprawie ataku na synagogę w Halle ma się ku końcowi – przewiduje się, że wyrok zapadnie pod koniec tego roku. Stephan Balliet oskarżony jest o zabicie dwóch osób i próbę zabójstwa kolejnych 68, a także o inne przestępstwa. Jeśli zostanie uznany winnym – grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sprawa zabójstwa Pauliny D. Biegli wydali decyzję ws. poczytalności Mamuki K.

Według psychiatrów Gruzin był poczytalny w momencie w momencie dokonywania zabójstwa na 28-letniej kobiecie w 2018 r. To oznacza, że mężczyzna będzie mógł odpowiadać za swoją zbrodnię. Grozi mu nawet dożywocie. Sprawa dotyczy zabójstwa Pauliny D. z Łodzi, do którego doszło w październiku 2018 r. 28-latka bawiła się przy ul. Piotrkowskiej. Rano wyszła z kolegą, a godzinę później kamery nagrały jak wchodzi z innym mężczyzną do mieszkania przy ul. Żeromskiego. Kilka dni później znaleziono zwłoki kobiety. Na ciele widoczne były ślady pobicia i rany kłute. Podejrzanym o gwałt i zabójstwo był Mamuka K.

Biegli psychiatrzy którzy zbadali mężczyznę uznali, że jest w pełni poczytalny – podaje se.pl. To oznacza, że 41-latek może stanąć przed sądem i odpowiadać za swoją zbrodnię. Prokuratura podkreśla, że ma już cały materiał dowodowy w sprawie. Śledztwo ma zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni. Na razie do sądu został skierowany wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec Gruzina.

Tuż po popełnieniu morderstwa Mamuka K. wyjechał z Łodzi, a następnie przekroczył granicę z Ukrainą i ukrywał się w Kijowie. Był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Ostatecznie mężczyzna trafił do polskiego aresztu, po tym jak nie było pewne, czy ukraińska strona wyda decyzję ws. ekstradycji. Gruzinowi grozi dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

Zaginął 28-letni Przemysław Czarnecki

Zaginął 28-letni Przemysław Czarnecki – informuje Fundacja ITAKA. Mężczyzna poszukiwany jest od 7 lutego 2020 r. 28-latek pochodzi z miejscowości Tarzymiechy Drugie (województwo lubelskie), ale ostatni raz widziany był w Zamościu. Policja apeluje o pomoc w poszukiwaniach.

Jak czytamy w komunikacie policyjnym na stronie komendy w Krasnymstawie, 28-letni Przemysław Czarnecki 7 lutego 2020 r. około godziny 16.00 wyszedł z zakładu pracy przy ulicy Kilińskiego na terenie Zamości. Od tamtego momentu, mężczyzna zapadł się pod ziemię. Do tej pory nie nawiązał żadnego kontaktu z rodziną, a miejsce jego pobytu pozostaje nieznane.

Przemysław Czarnecki pochodzi i mieszka w miejscowości Tarzymiechy Drugie (gmina Izbica, woj. lubelskie).

Rysopis zaginionego

Zaginiony Przemysław Czarnecki ma 182 centymetry wzrostu, średnią sylwetkę. Ma również ciemne, krótkie włosy, przyległe uszy i prosty noc. Mężczyzna posiada znak szczególny, którym jest blizna pooperacyjna w okolicy kolana – o długości ok. 15 cm. Poniżej publikujemy fotografię zaginionego:

Jak czytamy w komunikacie policyjnym na stronie komendy w Krasnymstawie, 28-letni Przemysław Czarnecki 7 lutego 2020 r. około godziny 16.00 wyszedł z zakładu pracy przy ulicy Kilińskiego na terenie Zamości. Od tamtego momentu, mężczyzna zapadł się pod ziemię. Do tej pory nie nawiązał żadnego kontaktu z rodziną, a miejsce jego pobytu pozostaje nieznane.

W chwili zaginięcia, 28-latek miał na sobie czarną kurtkę, ciemne spodnie, niebieską czapkę zimową a na nogach buty w typie „kamaszy”.

„Wszystkie osoby, które widziały zaginionego lub znają miejsce jej pobytu proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Krasnymstawie pod nr tel. 82 57 56 290 lub 112” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

28-letni Portugalczyk zgwałcił i skatował na śmierć 3-letniego Nikosia. Jest wyrok

Steve V. (28 l.) Portugalczyk, który zgwałcił i zakatował na śmierć 3-letniego Nikosia z Wieruszowa, nie zgnije w więzieniu. Sąd Apelacyjny w Łodzi złagodził mu wyrok z 25 do 15 lat więzienia. To oznacza, że już za 6 lat oprawca dziecka będzie mógł starać się o warunkowe zwolnienie.

Do tej makabrycznej zbrodni doszło we wrześniu 2017 r. Steve V. przyjechał do Polski do Żanety K. (25 l.), którą poznał przez internet. Razem z jej synkiem zamieszkali w wynajętym mieszkaniu w Wieruszowie. Oboje pracowali w szkole językowej. Kiedy Żaneta była w pracy, Nikoś zostawał w domu pod opieką Portugalczyka.

Któregoś dnia Steve zadzwonił do Żanety, mówiąc, że z dzieckiem coś się stało. Wezwała pogotowie, ale na ratunek było już za późno. Nikoś zmarł w szpitalu w Łodzi. Zdaniem biegłych, którzy zbadali jego ciałko, Nikoś został zgwałcony i tak bestialsko pobity, że nie udało się go uratować. Steve V. uparcie twierdził, że brał prysznic, a kiedy wyszedł z łazienki, Nikoś już leżał nieprzytomny. Że uderzył się o grzejnik…

Rok temu sąd w Sieradzu skazał Steve’a V. na 25 lat więzienia. Apelację od tego wyroku złożył zarówno prokurator, jak i obrońca. 5 lutego sąd apelacyjny uznał, że orzeczona przez sąd w Sieradzu kara jest zbyt surowa.

– Kara 25 lat więzienia i dożywotniego pozbawienia wolności to kary szczególne – uzasadniał sąd. – Wprawdzie przestępstwo, którego się dopuścił oskarżony, zasługuje na potępienie, ale można sobie wyobrazić przestępstwo jeszcze bardziej brutalne.

Sąd uznał, że Steve V. może odpowiadać tylko za zgwałcenie, ale już nie za zabójstwo, bo nie miał zamiaru zabić Nikosia.

– Mamy przestępstwo zgwałcenia nieletniego, ale nie związane z zabójstwem, tylko z pobiciem ze skutkiem śmiertelnym. Można mu więc przypisać najwyżej nieumyślną winę – stwierdził przewodniczący składu sędzia Krzysztof Eichstaedt.
Źródło info i foto: Fakt.pl

28-latek oszukał w sieci 150 osób. Usłyszał wyrok 20 lat więzienia

Mateusz L. jako 24-latek zaczął oszukiwać ludzi w sieci – w jego sprawie jest łącznie 150 poszkodowanych na 250 tys. zł. Jednak kilkanaście zbiegów okoliczności doprowadziło do tego, że obecnie 28-letni mężczyzna ma do odsiedzenia 20 lat więzienia. Cytowani przez tvn24.pl eksperci nie kryją zdziwienia: Ludzie nie dostają takich wyroków za morderstwo. Przecież Marcin P. za Amber Gold, oszukanie kilku tysięcy ludzi na kilkaset milionów, dostał mniej.

Portal tvn24.pl opisał zaskakującą historię obecnie 28-letniego Mateusza L. Mężczyzna jeszcze jako 24-latek, studiując w Krakowie, wpadł w sidła hazardu i by wyrównać zobowiązania, zaczął oszukiwać w sieci. Metoda była prosta: ogłaszał, że sprzeda telefon – w tym wypadku jeden z produktów Apple – po atrakcyjnej cenie. Aparat ostatecznie do nikogo nie trafiał, a oszukanych liczono w dziesiątkach, ostatecznie z całego kraju było ich około 150, a L. miał oszukać ich na łączną kwotę 250 tys. zł.

Gdy w końcu ujęto Mateusza L., najpierw sprawę badano w Krakowie i w 2016 roku zapadł wyrok na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Wtedy jednak poszkodowanych było około 100, a nadal – w trakcie procesu – zgłaszali się kolejni. To doprowadziło do chaosu, ponieważ L. był już skazany w Krakowie, a poszkodowani zgłaszali się na policję w swoich miejscach zamieszkania. Zapadały więc kolejne wyroki w zasadzie w tej samej sprawie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polak-bohater z London Bridge wydał oświadczenie

Polak, który stoczył bohaterską walkę z terrorystą na London Bridge, wydał oświadczenie ws. zajścia. Opowiedział m.in. o tym, jak znalazł się w grupie osób próbujących powstrzymać nożownika. „Kiedy zaczął się atak, działałem instyntkownie” – napisał i poprosił o to, by uszanować jego prywatność.

Londyńska policja opublikowała oświadczenie 38-letniego Łukasza, którego interwencja zapobiegła dalszemu rozlewowi krwi podczas ataku nożownika na London Bridge. W zamachu zginęła dwójka studentów Cambridge – 23-letnia Saskia Jones i 25-letni Jack Merrit. Brytyjskie media już wcześniej zaznaczały, że ofiar nożownika mogłoby być dużo więcej, gdyby nie interwencja świadków, którzy – nie zważając na własne bezpieczeństwo – rzucili się, by obezwładnić mężczyznę

Oświadczenie Polaka po ataku na London Bridge: ” Podczas ataku działałem instynktownie”

W oświadczeniu Polak zaznaczył, że nie trzymał kła narwala, a kij, który znalazł w restauracji. To w budynku, z którym znajduje się restauracja, nożownik zaczął atakować ludzi. W oświadczeniu czytamy:

W piątkowe popołudnie 29 listopada pracowałem normalnie w Fishmongers Hall, kiedy wydarzyło się coś niewyobrażalnego i doszło do tragicznego ataku terrorystycznego. Wraz z kilkoma innymi osobami próbowałem powstrzymać mężczyznę, który atakował ludzi w budynku. Użyłem drąga, który znalazłem, ktoś inny trzymał kieł narwala.

Łukasz przyznał, że już wtedy został zaatakowany, ale i tak pobiegł za terrorystą w stronę mostu:

Mężczyzna mnie zaatakował, po czym wybiegł z budynku. Byłem w grupie, która za nim podążyła i zatrzymała na moście. Zostałem pchnięty nożem, a później trafiłem do szpitala. Jestem wdzięczny, że mogłem wrócić do domu.

Jego szef, Toby Williamson, w rozmowie z mediami zdradził, że w pewnym momencie Łukasz został sam na sam z terrorystą, co dało innym ludziom czas na ucieczkę:

W pewnym momencie uderzył zamachowca w klatkę piersiową i odbił się od niej, wtedy wiedział już, że coś jest nie tak. A on miał na sobie tę kamizelkę. Później doszło do walki między nimi z użyciem noża. Łukasz został zraniony aż pięć razy. Był ciężko ranny, ale ani przez chwilę się nie zawahał. Później dołączyły do niego dwie lub trzy osoby. Napastnik uciekł po schodach, Łukasz biegł tuż za nim: był ranny, ale walczył do końca – opisywał. Łukasz podkreślił, że jego zachowanie w tej kryzysowej sytuacji było instynktowne. Poprosił też, by uszanować jego prywatność i dać czas na rekonwalescencję:

Kiedy doszło do ataku, działałem instynktownie. Próbuję teraz jakoś się uporać z traumą wywołaną przez to zajście i chciałbym, by pozwolono mi to zrobić w prywatności i ze wsparciem mojej rodziny.

Polak na końcu swojego oświadczenia przekazał wyrazy współczucia rodzinom ofiar nożownika: „Chciałbym przekazać swoje kondolencje rodzinom, które straciły ukochane osoby. Wysyłam im wyrazy wsparcia oraz wszystkim, którzy ucierpieli przez ten bezsensowny atak”.

Zamachowcem był 28-letni Usman Khan. Zabił dwie osoby, ranił trzy, w tym właśnie Łukasza. Media podkreślają, że walczący z nożownikiem mężczyźni podjęli się starcia, gdy wydawało się, że kamizelka, którą miał na sobie, zawierała ładunki wybuchowe. Jak się później okazało tzw. pas szahida Khana zawierał w sobie jedynie imitacje ładunków.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ciała dwóch Ukraińców w beztlenowej chłodni. Prokuratura prowadzi śledztwo

Fot. Damian Klamka/East News Nowy Sacz 23.08.2019. n/z tasma policyjna

Prokuratura Rejonowa w Rawie Mazowieckiej wyjaśnia okoliczności śmierci dwóch obywateli Ukrainy w wieku 28 i 46 lat, których ciała odnaleziono w beztlenowej chłodni do przechowywania owoców w miejscowości Sadkowice (Łódzkie).

Jak przekazała we wtorek sierż. sztab. Agata Krawczyk z Komendy Powiatowej Policji w Rawie Mazowieckiej, w niedzielę około godziny 11.00 dyżurny rawskiej komendy został powiadomiony o odnalezieniu zwłok dwóch mężczyzn na terenie przechowalni owoców w Sadkowicach.

Informację przekazał właściciel przechowalni, który wcześniej ujawnił ciała obywateli Ukrainy w wieku 28 i 46 lat w pozbawionej tlenu komorze chłodniczej.

Prokuratura prowadzi śledztwo

– Obaj obywatele Ukrainy mieszkali na terenie posesji, gdzie doszło do zdarzenia, jednak nie ustalono jeszcze, w jakich okolicznościach znaleźli się w chłodni, która jest pomieszczeniem o kontrolowanej, beztlenowej atmosferze.
Zwłoki zostały wyniesione na zewnątrz przez strażaków i dopiero później zbadane przez lekarza, który potwierdził zgon. Następnie do swoich czynności przystąpili policjanci, którzy zabezpieczyli miejsce, przesłuchali świadków i o zdarzeniu poinformowali Ambasadę Ukrainy.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Rawie Mazowieckiej.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zaginął 28-letni Damian Kowalski

Policjanci poszukują zaginionego mężczyzny. Jest nim 28-letni Damian Kowalski. Ostatni raz widziany był w nocy z piątku na sobotę na Starym Mieście w Elblągu. Do tej pory nie nawiązał kontaktu z rodziną. W dniu zaginięcia ubrany był w czerwoną pikowaną kurtkę, czerwoną koszulkę polo i ciemne dżinsy.

Zaginiony ma 186 cm wzrostu i 86 kg wagi. Osoby, które widziały mężczyznę po dacie zaginięcia proszone są o kontakt z policją pod nr tel.: 55 230 17 15 lub 112. Informację można przekazać także mailowo: policja@elblag.ol.policja.gov.pl
Źródło info i foto: se.pl

Rosja: 28-latka zamordowała roczne dziecko

28-letnia matka rocznego dziecka, które zaginęło 29 sierpnia, przyznała się do zabójstwa syna. Kobieta dusiła dziecko własnymi rękami, a kiedy przestało oddychać, pochowała go na podwórku przed domem. Powód makabrycznej zbrodni szokuje. 

Do dramatycznych wydarzeń we wsi Ismajlowo w rosyjskiej Baszkirii doszło 29 sierpnia. 28-latka zgłosiła na policję zaginięcie swojego syna. Z relacji kobiety wynikało, że dziecko zniknęło z domu w niewyjaśnionych okolicznościach.

Policja nie uwierzyła w wersję zdarzeń przedstawionych przez Rosjankę. Śledczy nie znaleźli na miejscu żadnych śladów świadczących o włamaniu. W końcu 28-latka przyznała się do makabrycznej zbrodni. Rosjanka powiedziała śledczym, że udusiła dziecko własnymi rękami, a kiedy przestało oddychać, pochowała go na podwórku pod warstwą nawozu.

28-latka tłumacząc śledczym motywy swojego działania stwierdziła, że zabiła dziecko, ponieważ nie miała pieniędzy na jedzenie dla syna. Jak ujawniły rosyjskie media, kobieta była zadłużona. Jej największy dług wynosi 55 tysięcy rubli. Rosjance za morderstwo dziecka grozi 20 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Leeds: Dwaj Polacy skazani na 21 lat więzienia za zabójstwo 30-letniego Maksyma Polomki

30-letni Maksym Polomka został zamordowany w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Oskarżeni o jego zabójstwo zostali dwa Polacy, 29-letni Tomasz D. i 28-letni Paweł S. Zostali skazani na 21 lat więzienia. Do zabójstwa 30-letniego Maksyma Polomki doszło w grudniu ubiegłego roku. Mężczyzna dostał osiem ciosów nożem w głowę, szyję i ciało na ulicy Robb Street w brytyjskim Leeds.

– To była niepotrzebna śmierć, żal obiecującego młodego życia. Każde morderstwo przerywa jedno życie, ale niszczy wiele innych – powiedział sędzia Tom Bayliss, uzasadniając wyrok 21 lat więzienia dla oskarżonych.

Maksym Polomka w drugi dzień świąt był na przyjęciu w domu Tomasza D. w Leeds. Towarzyszyła mu dziewczyna, Natalia P. W pewnym momencie para się pokłóciła, a Maksym miał potrząsnąć dziewczyną – informuje portal leeds-live.co.uk.

Nie spodobało się to jednemu z biesiadników, Pawłowi S. Złapał nóż kuchenny i powiedział do Maksyma: – Zaraz cię pokroję na kawałki. Gospodarz, Tomasz D. uderzył maksyma w głowę teleskopową pałką i też złapał za nóż kuchenny. Jego partnerka próbowała go powstrzymać, ale bezskutecznie.

Zdruzgotana rodzina

Maksym Polomka wyszedł z domu, ale mężczyźni poszli za nim i zaatakowali go na ulicy. Dostał osiem ciosów nożem. Karetka zabrała go do szpitala, gdzie zmarł po dwóch dniach. Sędzia odczytał zeznania bliskich i rodziny Maksyma. Jego dziewczyna powiedziała, że „ma złamane serce i po śmierci ukochanego jej życie jest pozbawione sensu”.

„Wciąż mamy łzy w oczach, jak tylko pomyślimy o naszym ukochanym synu. Każde Boże Narodzenie będzie nam przypominało o tym przerażającym dniu” – powiedzieli Andrzej i Małgorzata, rodzice Maksyma.
Źródło info i foto: wp.pl