Samochód wjechał w tłum ludzi w Nowym Orleanie. 28 osób rannych

Pikap wjechał w sobotę w tłum podczas karnawałowej parady w Nowym Orleanie, w stanie Luizjana. Rannych zostało 28 osób. Sprawca, który najpewniej był pod wpływem alkoholu lub innych substancji, został zatrzymany – poinformowała lokalna policja. Do incydentu doszło w sobotę o godz. 19 czasu lokalnego (godz. 2 czasu polskiego w niedzielę).

Pikap jechał otwartą dla ruchu ulicą wzdłuż trasy parady Krewe of Endymion, największej i najpopularniejszej imprezy kończącej karnawał w Nowym Orleanie. Kierowca staranował trzy pojazdy, w tym śmieciarkę, po czym skręcił i wjechał w tłum, oglądający paradę. Szef lokalnej policji Michael Harrison nie odpowiedział na pytanie, czy sprawa może mieć związek z terroryzmem, mimo podobieństwa do zamachów z grudnia 2016 roku w Berlinie czy z Nicei z lipca 2016 roku.

Harrison powiedział tylko, że wydaje się, iż kierowca był pijany. Mężczyzna jest obecnie przesłuchiwany. Kobieta, która była świadkiem incydentu, 21-letnia Kourtney McKinnis, powiedziała mediom, że kierowca sprawiał wrażenie, jakby nie był świadomy tego, co zrobił. „Wydawało się, że nie wie, gdzie jest” – relacjonowała.

Do szpitala trafiło 21 osób, a siedem odmówiło hospitalizacji. Wśród rannych są dzieci w wieku 3 i 4 lat; najstarsi ranni mają ok. 40 lat. Obrażenia odniosła m.in. policjantka. Przypomnijmy, że raptem kilkanaście godzin wcześniej w niemieckim Heidelbergu doszło do podobnego incydentu.
Żródło info i foto: interia.pl

CBŚP rozbiło grupę produkująca i rozprowadzająca nielegalne kosmetyki i odzież

Ponad 300 tys. flakonów (10 tys. litrów/ 10 ton) markowych perfum o wartości ponad 10 mln zł zabezpieczyli policjanci CBŚP i celnicy z Warszawy w nielegalnej rozlewni oraz 5 magazynach w powiecie grodziskim i pruszkowskim. Funkcjonariusze zlikwidowali największą, nielegalną fabrykę perfum i zatrzymali 28 osób, spośród których 21 usłyszało zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej jak również związane z naruszeniem prawa własności przemysłowej. Grozi im do 5 lat pozbawienia wolności. Wobec organizatora przestępczego procederu Sąd Rejonowy w Pruszkowie na wniosek prokuratora zastosował tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące, któremu za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Do pierwszego zatrzymania doszło podczas przeładunku towaru. Policjanci zatrzymali kuriera i osoby trudniące się handlem podrobionym towarem. Funkcjonariusze CBŚP i Izby Celnej z Warszawy jednocześnie w 26 lokalizacjach powiatu pruszkowskiego i grodziskiego przeprowadzili akcję zatrzymań 28 osób, zamieszanych w proceder obrotu podrobionymi perfumami. W miejscowości Milanówek w powiecie grodziskim, policjanci trafili do nielegalnej rozlewni perfum, gdzie znajdowały się plastikowe kanistry z perfumami (z nazwami producentów), fiolki i maszyny do napełniania flakonów. Magazyny z gotowym towarem znajdowały się w miejscowościach Opacz Kolonia, Michałowice, Milanówek, Biskupice i Piastów. Tam funkcjonariusze zabezpieczyli podrobione perfumy znanych światowych marek. Policjanci i celnicy weszli również do drukarni, gdzie produkowane były opakowania, jak i do pakowalni podrobionych produktów, gdzie zabezpieczono 18 palet tzw. „poligrafii” – opakowań do konfekcjonowania kosmetyków.

W miejscowości Biskupice oprócz nielegalnych perfum zabezpieczono ponad 7 tys. ubrań z podrobionymi znakami towarowymi producentów znanych światowych marek. Policjanci w różnych miejscowościach na Mazowszu zatrzymali 28 osób związanych z przestępczym procederem. 21 z nich usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wprowadzania do obrotu towarów z podrobionymi znakami towarowymi. Z przestępczego procederu sprawcy uczynili sobie stałe źródło dochodu.

Policjanci zabezpieczyli dwa samochody wartości ponad 300 tys. zł oraz około 100 tys. zł na poczet przyszłych kar. Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Pruszkowie, sąd zastosował tymczasowe aresztowanie w stosunku do jednej osoby. Pozostałe podpisywać będą policyjny dozór. Sprawa jest rozwojowa. Funkcjonariusze nie wykluczają dalszych zatrzymań. Dalszy nadzór nad sprawą przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Żródło info i foto: Policja.pl

Tunezyjczyk z zarzutem zabójstwa 21-latka w Ełku

28 osób zatrzymała policja po zamieszkach, do jakich doszło w niedzielę w Ełku na Mazurach po śmierci 21-latka, który zginął w Sylwestra przed kebab-barem od ciosów nożem. Protestujący rozeszli się przed północą. Według policji w mieście jest teraz spokojnie. Do gwałtownych protestów doszło w miejscu śmierci 21-letniego Daniela, który zginął w noc sylwestrową. Kilkuset mieszkańców Ełku zebrało się przed prowadzonym przez cudzoziemców barem Prince Kebab, żeby wyrazić sprzeciw wobec tej tragedii i zapalić znicze.

W tłumie były też osoby agresywne, które wybiły szyby i niszczyły mienie w witrynie lokalu, rzucały petardami, butelkami oraz kamieniami w stronę funkcjonariuszy i radiowozów.

28 zatrzymanych

Jak poinformował w poniedziałek rano sierż. szt. Rafał Jackowski z zespołu prasowego warmińsko-mazurskiej policji, w związku z tymi wydarzeniami zatrzymano łącznie 28 osób. Mogą one odpowiadać za zniszczenie mienia albo zakłócenie porządku publicznego. Według niego protest zakończył się w niedzielę przed północą. – W tej chwili w Ełku jest spokojnie. Policjanci nadal zabezpieczają to miejsce, żeby nie doszło do ponownego zakłócenia porządku. Będą interweniować, gdyby tak się stało – stwierdził.

Jackowski powiedział też, że w niedzielę wieczorem policja użyła środków przymusu bezpośredniego „adekwatnych do sytuacji”, w tym gazu pieprzowego, żeby zaprowadzić porządek w miejscu zgromadzenia. Dodał, że nie ma informacji, żeby ktokolwiek z uczestników niedzielnego protestu lub policjantów odniósł jakieś urazy. Przypomniał, że policja w dalszym ciągu apeluje o zachowanie spokoju i przestrzeganie prawa.

Posiłki z Olsztyna

Do Ełku ściągnięto dodatkowych policjantów z oddziałów prewencji z Olsztyna i innych jednostek z województwa warmińsko-mazurskiego. Jest także żandarmeria wojskowa.

Śledztwo w sprawie śmierci 21-letniego Daniela prowadzi ełcka prokuratura rejonowa. Według policji mężczyzna zginął w noc sylwestrową po awanturze pod barem Prince Kebab; miał dwie rany kłute, prawdopodobnie od noża. W poniedziałek wykonana zostanie sekcja zwłok, by ustalić szczegółowo przyczynę jego śmierci.

Jak informowała policja, po tej tragedii zatrzymano czterech mężczyzn, wśród nich cudzoziemców; funkcjonariusze, zasłaniając się dobrem śledztwa, nie ujawnili ich narodowości. Poinformowali jedynie, że zatrzymani byli trzeźwi. W poniedziałek zostaną oni przesłuchani przez prokuraturę, ponieważ tego dnia ok. godz. 23 mija 48 godzin od ich zatrzymania. W intencji tragicznie zmarłego 21-letniego Daniela w poniedziałek o godz. 18 w katedrze pw. św. Wojciecha w Ełku zostanie odprawiona msza św., której będzie przewodniczył biskup ełcki Jerzy Mazur.
Żródło info i foto: TVP.info

Po zamieszkach w Ełku zatrzymano 28 osób

Policja zatrzymała 28 osób po zamieszkach, do jakich doszło w Ełku. Protestujący rozeszli się przed północą. Według policji, w mieście jest teraz spokojnie.

Do gwałtownych protestów doszło w miejscu śmierci 21-letniego Daniela, który zginął w noc sylwestrową od ciosów zadanych nożem. Kilkuset mieszkańców Ełku zebrało się przed prowadzonym przez cudzoziemców barem Prince Kebab, żeby wyrazić sprzeciw wobec tej tragedii i zapalić znicze. W tłumie były też osoby agresywne, które wybiły szyby i niszczyły mienie w witrynie lokalu, rzucały petardami, butelkami oraz kamieniami w stronę funkcjonariuszy i radiowozów.

Policja zabezpiecza miejsce

Jak poinformował w poniedziałek rano sierż. szt. Rafał Jackowski z warmińsko-mazurskiej policji, w związku z tymi wydarzeniami zatrzymano łącznie 28 osób. Mogą one odpowiadać za zniszczenie mienia albo zakłócenie porządku publicznego. Według niego, protest zakończył się w niedzielę przed północą. – W tej chwili w Ełku jest spokojnie. Policjanci nadal zabezpieczają to miejsce, żeby nie doszło do ponownego zakłócenia porządku. Będą interweniować, gdyby tak się stało – stwierdził.

Jackowski powiedział też, że w policja użyła środków przymusu bezpośredniego „adekwatnych do sytuacji”, w tym gazu pieprzowego, żeby zaprowadzić porządek w miejscu zgromadzenia. Dodał, że nie ma informacji, żeby ktokolwiek z uczestników niedzielnego protestu lub policjantów odniósł jakieś urazy. Przypomniał, że policja w dalszym ciągu apeluje o zachowanie spokoju i przestrzeganie prawa.

Apel o zachowanie spokoju

O zachowanie spokoju i uszanowanie tragedii, jaką przeżywa rodzina 21-letniego Daniela, apelował też w niedzielę do mieszkańców prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz. Jak mówił, otrzymał ze strony policji zapewnienie, że w ciągu najbliższych dni w mieście będzie więcej funkcjonariuszy. Do Ełku ściągnięto dodatkowych policjantów z oddziałów prewencji z Olsztyna i innych jednostek z województwa warmińsko-mazurskiego. Jest także Żandarmeria Wojskowa.

Śledztwo w sprawie śmierci

Śledztwo w sprawie śmierci 21-letniego Daniela prowadzi ełcka prokuratura rejonowa. Według policji, mężczyzna zginął w noc sylwestrową po awanturze pod barem Prince Kebab, miał dwie rany kłute, prawdopodobnie od noża. W poniedziałek wykonana zostanie sekcja zwłok, by ustalić szczegółowo przyczynę jego śmierci.

Jak informowała policja, po tej tragedii zatrzymano czterech mężczyzn, wśród nich cudzoziemców. Funkcjonariusze, zasłaniając się dobrem śledztwa, nie ujawnili ich narodowości. Poinformowali jedynie, że zatrzymani byli trzeźwi. Zdaniem sierż. Jackowskiego, można spodziewać się, że w poniedziałek zostaną oni przesłuchani przez prokuraturę, ponieważ tego dnia ok. godz. 23 mija 48 godzin od ich zatrzymania.

Inny incydent w Ełku

Radny z Ełku Michał Tyszkiewicz powiedział, że należący do ełckiego przedsiębiorcy lokal Prince Kebab wynajmowali obywatele Tunezji, Algierii i Maroka i są to osoby, które zostały zatrzymane przez policję po śmierci 21-latka. Jak dodał, podczas niedzielnych zamieszek wybito szyby również w drugim prowadzonym przez nich barze.

Według Tyszkiewicza, niektórzy z uczestników niedzielnych zamieszek próbowali łączyć tragedię, do której doszło w Sylwestra, z incydentem na ełckim osiedlu Jeziorna z marca ub. roku. Doszło wówczas do awantury w innym barze z kebabami, również prowadzonym przez cudzoziemców. Zatrzymano wtedy dwóch mieszkańców Ełku, którym zarzucono naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie z powodu przynależności rasowej pracowników lokalu – Egipcjanina i Algierczyka. Jeden z zatrzymanych złożył natomiast zawiadomienie o ranieniu go nożem podczas tej awantury przez pracownika baru.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Uchodźca z Syrii dokonał zamachu w Ankarze

Środowego zamachu w Ankarze dokonał obywatel Syrii, który do Turcji dostał się z uchodźcami. Został zidentyfikowany na podstawie odcisków palców – poinformował w czwartek prorządowy turecki dziennik „Yeni Safak”. W eksplozji samochodu pułapki zginęło 28 osób. W środę nikt nie przyznał się do przeprowadzenia ataku. Czwartkowy dziennik nie ujawnił źródła swoich informacji.

Według gazety zamachowiec, zidentyfikowany jako Salih Necar, dostał się do Turcji razem z uchodźcami z Syrii. Przy przekraczaniu granicy zostały od niego pobrane odciski palców, co umożliwiło zidentyfikowanie go przez policję – pisze „Yeni Safak” na stronie internetowej. Gazeta podała, że samochód wykorzystany do zamachu w Ankarze został wynajęty w mieście Izmir na zachodzie Turcji około dwóch tygodni temu.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Turcja: Wybuch w centrum Ankary. Nie żyje 28 osób

Eksplozja w centrum Ankary (Turcja). 28 osób zginęło, a 61 zostało rannych w środowym zamachu w centrum stolicy Turcji, gdzie samochód pułapka eksplodował w pobliżu wojskowych pojazdów czekających na czerwonym świetle – poinformowały władze.

Do zamachu w centrum Ankary, gdzie znajduje się wiele ministerstw, sztab generalny armii, koszary, parlament i inne budynki rządowe, doszło w przedwieczornych godzinach szczytu. Potężną eksplozję było słychać w dużej części miasta, wywołała panikę wśród mieszkańców – pisze z Ankary AFP.

W związku z zamachem premier Turcji Ahmet Davutoglu odwołał wizytę w Brukseli, gdzie w czwartek miał uczestniczyć przed szczytem unijnym w spotkaniu na temat kryzysu uchodźczego. Zaplanowaną wizytę w Azerbejdżanie odroczył też prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan.

Cytowane przez agencję Reutera źródła w tureckich służbach bezpieczeństwa podały, że pierwsze oznaki sugerują, iż za zamachem stała Partia Pracujących Kurdystanu (PKK). Z kolei inne źródła, z zamieszkanego głównie przez Kurdów południowego wschodu kraju, sądzą, że atak był dziełem Państwa Islamskiego (ISIS).

Minister sprawiedliwości Bekir Bozdag potępił na swym Twitterze „akt terrorystyczny” bez przypisywania go komukolwiek i zaapelował o spokój. Rzecznik rządu powiedział, że na razie nie ma informacji o tym, kto dokonał zamachu, lecz podkreślił, że był on starannie zaplanowany.

Turcja, członek NATO, staje w obliczu licznych zagrożeń dla swego bezpieczeństwa – pisze Reuters, przypominając, że Ankara jest w dowodzonej przez USA koalicji zwalczającej IS w sąsiedniej Syrii i w Iraku, a w ostatnich dniach ostrzeliwuje kurdyjskich bojowników w północnej Syrii. Walczy też na własnym terenie, w jego części południowo-wschodniej, z bojownikami PKK. W lipcu ubiegłego roku załamały się rozmowy i zerwany został rozejm między bojownikami PKK a tureckimi siłami bezpieczeństwa.

PKK domaga się większej autonomii dla Kurdów w Turcji, atakuje głównie policjantów i żołnierzy.
Żródło info i foto: onet.pl

Starcia w Londynie

Podczas demonstracji tysięcy antykapitalistów z ruchu Anonymous wieczorem doszło do starć między policją a uczestnikami protestu. „Jedyne rozwiązanie to rewolucja” skandowali manifestanci. Zatrzymano 28 osób, a trzech policjantów zostało rannych. Zamieszki miały miejsce w centrum Londynu w Dniu Guya Fawkesa.

„Protestujący starli się z policją przed Pałacem Buckingham i siedzibą premiera Wielkiej Brytanii, Davida Camerona” – pisze agencja AFP.

Według londyńskiej policji 28 osób zatrzymano z powodu zakłócania porządku publicznego. Trzech rannych funkcjonariuszy przewieziono do szpitala. Demonstranci rzucali w kierunku policjantów fajerwerkami i butelkami. Wielu protestujących udało się także do londyńskiej dzielnicy handlowej wokół Oxford Street, gdzie wybijali szyby sklepów.

„Jedyne rozwiązanie – rewolucja” (One solution – revolution) oraz „Czyje są ulice? Nasze!” – skandowali manifestanci, z których wielu nosiło maski z podobizną Guya Fawkesa będącego symbolem ruchu Anonymous. Protestowali przeciwko nierówności – informują brytyjskie media.

Londyńska policja przed demonstracją zarządziła specjalne środki bezpieczeństwa. Było to wynikiem zeszłorocznego protestu, podczas którego także doszło do starć i aresztowań. Demonstranci mieli pozostać w określonych strefach centrum miasta i rozejść się o 21 czasu lokalnego. Ponadto mieli obowiązek zdjąć maski, jeśli zostaliby o to poproszeni przez policjantów.

Na Dzień Guya Fawkesa (zwany też Nocą Ognisk – Bonfire Night) przypada rocznica Spisku Prochowego z 1605 r., kiedy to spiskowcy zamierzali wysadzić w powietrze parlament razem z królem Jakubem I i jego dworem.

Spiskowcami była grupa 13 brytyjskich katolików chcących obalić protestanckich monarchów; był wśród nich także Guy Fawkes. Spisek wykryto dzięki przechwyceniu listu do jednego z członków dworu Jakuba I z ostrzeżeniem, by nie przychodził tego dnia do parlamentu.

Fawkes i jego towarzysze, oskarżeni o zdradę i zamiar zamordowania króla, zostali osądzeni i straceni, a wcześniej poddani torturom. 30 i 31 stycznia 1606 r., na dziedzińcu Pałacu Westminsterskiego, powieszono ośmiu spiskowców, wśród nich Fawkesa; wydarto im wnętrzności, a ciała poćwiartowano.

Imieniem spiskowca nazywa się kukły palone w rocznicę udaremnionego zamachu, dokonując od kilkuset lat swego rodzaju egzekucji na wizerunku, na wzór zwyczajów Inkwizycji, która nierzadko nakazywała zamiast egzekucji rzeczywistej – symboliczną, poprzez spalenie wizerunku lub portretu heretyka.
Żródło info i foto: onet.pl

Policjanci CBŚ uderzyli w odradzającą się grupę „ożarowską”

Policjanci Centralnego Biura Śledczego wspierani przez funkcjonariuszy BOA KGP, KSP i komendy powiatowej w Sochaczewie zatrzymali 28 osób, członków grupy „ożarowskiej”, w tym jednego z liderów 48-letniego Roberta B. „Bedzio”. Policjanci zabezpieczyli 10 kg trotylu, 3 kg plastycznego materiału wybuchowego, 6 granatów i 6 sztuk broni palnej wraz z amunicją. Grupa „ożarowska” powstała pod koniec lat 90. XX wieku jako jeden z głównych odłamów grupy „pruszkowskiej”. Członkowie „Ożarowa” specjalizowali się w produkcji, obrocie i przemycie narkotyków, uprowadzeniach dla okupu, handlu bronią i materiałami wybuchowymi. Śmierć jednego z liderów szajki doprowadziła do rozhermetyzowania struktury, co wykorzystali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, którzy bardzo dokładnie rozpracowali to środowisko. Pierwsze uderzenie w „ożarowską” nastąpiło w kwietniu 2008 roku – wtedy w ręce funkcjonariuszy wpadło kilkudziesięciu członków grupy, w tym także jej ścisły zarząd. Dzięki temu doszło do kompletnego rozłamu szajki. Jednak pozostający na wolności byli jej członkowie podejmowali próby reaktywowania „Ożarowa”.Żródło info i foto: Policja.pl

Newtown: fałszywy alarm bombowy w kościele

Kościół w Newtown (stan Connecticut), miejscowości gdzie w piątek doszło do masakry, która kosztowała życie 28 osób, został w niedzielę ewakuowany po informacji o zagrożeniu w świątyni. Po sprawdzeniu terenu przez policję alarm okazał się na szczęście fałszywy. Na spotkaniu z dziennikarzami rzecznik kościoła Św. Róży z Limy, Brian Wallace wyjaśnił, że mniej więcej w połowie mszy jedna z obecnych osób podniosła się z ławki i zbliżyła do ołtarza, aby poinformować księdza Roberta Weissa o wiadomości, którą odebrała na swym telefonie komórkowym: mówiła ona o zagrożeniu świątyni. Na wezwanie księdza wszyscy opuścili kościół. Wkrótce świątynię otoczyło kilkunastu policjantów z oddziału antyterrorystycznego. Przeszukali kościół i przyległe budynki. Fotograf Associated Press mówił, że widział policjantów wynoszących z kościoła jakiś przedmiot owinięty w czerwoną plandekę. Spory tłum wiernych zebrał się na zewnątrz. Żródło info i foto: TVP.info

Zlikwidowano obóz pracy przymusowej

28 osób z Rumunii było przetrzymywanych i zmuszanych do pracy za głodową stawkę nawet po kilkanaście godzin dziennie na bazarach na terenie całego Dolnego Śląska. Obóz pracy, który mieścił się w Ściniawie, działał od 2007 roku. Od 2007 roku w dwóch domach w Ściniawie przetrzymywane były osoby wywożone z małych wsi na terenie Rumunii, które do pracy w Polsce za około 1000 Euro rocznie namawiał ich rodak, Nikolae L. Gdy osoby przyjeżdżały do kraju, zamykał je w skandalicznych warunkach i zmuszał do kilkunastogodzinnej pracy za głodową stawkę. Zabierał im wszystkie dokumenty, co uniemożliwiało ucieczkę. okrzywdzonym nie wolno było wykonywać telefonów, byli monitorowani 24 godziny na dobę i pilnowani przez Nikolae L. W końcu dwóm osobom udało się uciec z obozu pracy. Zostali zatrzymani przez policjantów w Krakowie i opowiedzieli im o wszystkim. Żródło info i foto: se.pl

Żródło info i foto: pOmponik.pl