Prezydent Andrzej Duda ułaskawił mężczyznę, który podpalił las

Dawida Szydło skazano na rok bezwzględnego więzienia za nieumyślne podpalenie lasu w Czarnogórze. 29-latek napisał listo do prezydenta z prośbą o pomoc. Andrzej Duda zainterweniował, dzięki czemu mężczyzna wyjdzie na wolność – podaje onet.pl. Jak przypomina portal, od 14 czerwca Polak przebywał w Zakładzie Karnym w Wadowicach, z którego został przeniesiony do Trzebini, wtedy złożył wniosek o zastosowanie prawa łaski. Prezydent podjął decyzję 20 września.

Mężczyzna przeprosił

– Chciałbym wszystkich was, i państwo Czarnogórę, i mieszkańców miejscowości Bar prosić o wybaczenie tej nieroztropnej wyprawy, tego, co się wydarzyło w tę noc. To nie było umyślne. Przepraszam, że naraziłem was na takie niebezpieczeństwo. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczycie i że czas zaleczy wasze rany – mówił w 2017 r. na nagraniu Dawid Szydło.

27-letni Dawid Szydło razem ze znajomymi z Oratorium Salezjańskiego w Oświęcimiu był w sierpniu w okolicach Baru w Czarnogórze.

Jednego z ostatnich dni udał się na samotny spacer w góry i zabłądził.

„Trasa okazała się bardzo zaniedbana i koniec końców wymagająca. Wracając zabłądziłem, stoczyłem się na dół zbocza w gęste chaszcze, z których nie mogłem się wydostać. Skończyła mi się woda, było bardzo upalnie” – opisywał w liście do prezydenta Andrzeja Dudy.

„Padła decyzja, by rozpalić ogień”

Udało mu się skontaktować z lokalnymi służbami ratunkowymi, którym usiłował wskazać miejsce pobytu. Powiadomił też uczestników wycieczki, którzy wezwali policję i także próbowali odnaleźć 27-latka.

„Znaki, jakie dawałem, machając koszulką zawieszoną na 4-5 metrowym kiju nie zostały zauważone. Padła decyzja, by rozpalić ogień. Jako skaut miałem przy sobie zapalniczkę, igłę, nici, taśmę oraz kilka innych przydatnych rzeczy” – relacjonował.

„Płomienie w ciągu kilku sekund przeskoczyły i zajęły sąsiednie rośliny”

Jak podkreślił, wiedział, że „ogień w tych warunkach jest ekstremalnie niebezpieczny”.

„Od kilku miesięcy w tym rejonie nie padał deszcz. Wszystko było wysuszone na wiór. Skleciłem małe palenisko z kamieni i zapaliłem patyki, suchą trawę i trochę liści, by powstał dym. Nikt go nie zauważył. Wiedziałem, że nie mogę zapalić większego ognia, bo ten szybko przeniesie się na pobliskie krzewy i trawy” – opisywał.

Jak podkreślił, to ratownicy kazali mu rozniecić ogień. „Stwierdzili nawet, że jeśli coś się zapali to będę bezpieczny, ponieważ płomienie powędrują w górę zbocza. Tak się stało. Kiedy tylko zapaliłem nazbierany chrust płomienie w ciągu kilku sekund przeskoczyły i zajęły sąsiednie rośliny” – napisał.

„Byłem przekonany, że piekło się skończyło. To był dopiero początek”

Ogień rozprzestrzeniał się niebezpiecznie szybko i Szydło zmuszony był przed nim uciekać. Jak opisywał, stoczył się 20 metrów w dół, przy czym bardzo poranił plecy. Na dole znaleźli go dwaj mężczyźni.

„Byłem przekonany, że piekło właśnie się dla mnie skończyło. To był dopiero początek. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, powiedziano mi, że musimy pojechać na policję złożyć zeznania, że pożar powstał nieumyślnie, że miałem dać tylko znaki ratownikom na ich wyraźne polecenie, także policjantki, z którą byłem cały czas w kontakcie, pod numerem 112. Mówiła wyraźnie, że ognisko to znak, bym słuchał ratowników, nawet gdy miałem skoczyć w przepaść” – opisywał mężczyzna w liście do prezydenta.

„Z ofiary ratującej życie stałem się kryminalistą”

Według jego relacji, został natychmiast zatrzymany. Jak dodał, tylko dzięki stanowczym prośbom został zawieziony do szpitala i opatrzony. Kolejne trzy noce spędził w areszcie w Barze, później sąd orzekł wobec niego 30-dniowy areszt w Podgoricy.

„Z ofiary ratującej własne życie stałem się kryminalistą, terrorystą – podpalaczem. Odłączony od swojego kraju, języka, rodziny, bliskich i Kościoła. Zamknięty. Skazany bez wyroków. Przez ten czas adwokat z urzędu odwiedził mnie tylko raz. Pierwszego dnia w Podgoricy. Bardzo pomaga mi Konsul, pan Ryszard Michalski, ofiarując swoje wsparcie, kontaktując się z moją rodziną, odwiedzając mnie” – napisał mężczyzna.

27-latek opisywał, że w celi przebywa m.in. z „mordercą, gwałcicielem i przemytnikiem kobiet”. Nie ma też prawa kontaktu z rodziną ani przyjaciółmi.

„Wiem, że ma Pan całą Polskę na głowie”

„Jeśli mógłby Pan zrobić dla mnie cokolwiek w tej sprawie, by przyspieszyć mój powrót do domu, do Polski, do mojej pracy, rodziny… będę niezwykle wdzięczny. Nie jestem zbrodniarzem czy przestępcą, a zostałem tak potraktowany, w nieludzki sposób” – napisał do prezydenta.

„Wiem, że ma Pan całą Polskę na głowie i ogrom pracy na co dzień. Jestem za to niepowtarzalnie wdzięczny. Modlę się za Pana i całą Polską Rodzinę. Mimo wszystko wierzę, że znajdzie Pan chwilę, by zerknąć na moją sprawę, bym mógł wrócić do mojej rodziny. Liczę na Pańską pomoc” – dodał.

Według szacunków lokalnych władz, straty powstałe wskutek pożaru mogą wynieść nawet 3 miliony euro.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chciał „przemycić” przez granicę pięcioro Wietnamczyków

Pomagał w nielegalnym przedostaniu się przez granicę Rzeczypospolitej Polskiej. 29 latek, pochodzący z Armenii usłyszał zarzuty oraz został aresztowany na najbliższe trzy miesiące. Przewożonych przez niego pięcioro Wietnamczyków, nielegalnie przebywających na terytorium Polskich bez żadnych dokumentów czy rzeczy osobistych zostało zatrzymanych i przekazanych Straży Granicznej. Oczekują na deportację do rodzinnego kraju.

Świebodzińscy policjanci z Wydziału Kryminalnego w wyniku działań operacyjnych ustalili miejsce przebywania i po realizacji zatrzymali sześć osób. Te ewidentnie starając się pozostać przez nikogo nie zauważonymi wsiadało do auta. Wszystko działo się niedaleko trasy K-92 w rejonie miejscowości Stok. To główny szlak komunikacyjny prowadzący z centralnej Polski w kierunku granicy z zachodem.

Kiedy biały lexus zapełniał się „podróżnymi” do działań wkroczyli policjanci ze Świebodzina. Pięcioro z zatrzymanych to pochodzące z Wietnamu osoby w wieku od 16 do 38 lat. Nielegalnie, bez żadnych dokumentów czy też rzeczy osobistych przedostali się najpierw na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a następnie próbowali dotrzeć do Niemiec. Czynności prowadzone z zatrzymanymi początkowo były utrudnione z powodu bariery językowej ponieważ zatrzymani posługiwali się jedynie językiem ojczystym. Podczas czynności procesowych z udziałem tłumacza, mieli jednak okazję do złożenia wyjaśnień. Zebrany przez śledczych materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie im zarzutów. Pięcioro z nich odpowie za nielegalne przekroczenie oraz usiłowanie przekroczenia granicy Polski.

Po przeprowadzeniu z nimi kolejnych czynności zostali przekazani Oddziałowi Straży Granicznej w Słubicach. Następnie zostaną deportowani do kraju pochodzenia. Szósta osoba, zatrzymana wraz z nimi, to 29 -letni Armeńczyk, który legalnie przebywał na terytorium Polski. Ale to właśnie ten mężczyzna pomagał im w przejeździe przez Polskę i odpowiadał za próbę przedostania ich na terytorium Niemiec. Usłyszał zatem zarzut związany z pomaganiem w nielegalnym przekroczeniu granic. Mężczyzna na wniosek Policji i Prokuratury Rejonowej ze Świebodzina został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

Brutalne szczegóły masakry we Florynce. 29-latek zabił matkę, sąsiadce wydłubał oczy nożyczkami

Makabryczna zbrodnia, do jakiej doszło we Florynce pod Nowym Sączem wstrząsnęła mieszkańcami całej Małopolski. 29-letni mężczyzna najpierw zabił swoją 63-letnią matkę, a następnie udał się do domu 78-letniej sąsiadki, której wydłubał oczy nożyczkami. Kobieta walczy o życie w szpitalu.

Nic nie zapowiadało tragedii

To było spokojne popołudnie w miejscowości Florynka położonej pomiędzy Nowym Sączem a Gorlicami w Małopolsce. Do czasu, gdy okoliczni mieszkańcy zorientowali się, że dzieje się coś niepokojącego.

Zaraz przed 16 służby ratunkowe otrzymały przerażające zgłoszenie od wnuczki 78-letniej mieszkanki miejscowości, która poinformowała, że jej babcia została bestialsko zaatakowana przez sąsiada. Jak się okazało, był to tylko wierzchołek góry lodowej – pół godziny później małopolscy policjanci otrzymali bowiem zgłoszenie dotyczące zabójstwa.

Szokujące kulisy zbrodni

Według wstępnych ustaleń śledczych 29-letni mieszkaniec Florynki najpierw zabił swoją 63-letnią matkę i rozciął jej brzuch, a następnie z niewyjaśnionych przyczyn wybił okno w domu sąsiadów i wtargnął do budynku, gdzie ciężko zranił 78-latkę.

Jak relacjonują świadkowie, z którymi rozmawiała nasza korespondentka, zaniepokojeni wnukowie udali się do domu babci, skąd dochodziły niepokojące odgłosy. To co zobaczyli było przerażające – napadnięta ofiara miała wydłubane oczy, a narzędziem tortur okazały się nożyczki. Gdy przybyli do domu, 29-letni sprawca uciekał w kierunku rzeki Biała. Mieszkańcy wsi widzieli go zupełnie nago, gdy miał zmywać z siebie ślady zbrodni.

Agresywnego mężczyznę udało się obezwładnić synowi napadniętej 78-latki oraz sąsiadowi. Następnie został on przekazany przybyłym na miejsce policjantom.

Napad na staruszkę okazał się jednak wierzchołkiem góry lodowej, bowiem 29-letni Stefan W. kilka minut wcześniej zabił swoją matkę i rozciął jej brzuch. Jak udało nam się ustalić mężczyzna miał problemy psychiczne.
Źródło info i foto: se.pl

29-latek trafił do aresztu za napady na kierowców

Policjanci zatrzymali 29-latka, który napadał na kierowców jednej z korporacji świadczącej usługi transportowe. „Trafił do aresztu na 3 miesiące. Grozi mu kara do 12 lat więzienia” – poinformował oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Wołominie Tomasz Sitek.

Do komisariatu policji zgłosiło się dwóch kierowców. Z relacji obu wynikało, że pewien mężczyzna zamówił u nich kurs, wsiadł do samochodu, a następnie w trakcie podróży kazał im zjechać na pobocze drogi. Wybierał niezamieszkałe, ustronne miejsca.

Gdy kierowcy zatrzymywali auto, wówczas mężczyzna wyciągał przedmiot przypominający broń i żądał od nich wydania gotówki, kart bankomatowych i telefonów. Dusił ich przewodem elektrycznym lub sznurem, po czym zabierał należące do nich pieniądze i telefony komórkowe – mówi Tomasz Sitek.

Policjant dodał, że niedługo potem kolejne tego typu przestępstwo zgłosił inny kierowca. On również utracił w wyniku działania sprawcy telefon komórkowy i pieniądze. Dwa dni po tym zdarzeniu zgłosił się następny poszkodowany kierowca firmy transportowej. W jego przypadku sprawca dopuścił się jedynie kradzieży portfela z zawartością paszportu, pieniędzy oraz kart bankomatowych. Łącznie poszkodowani utracili blisko 5300 złotych, trzy telefony komórkowe, karty bankomatowe i paszport – mówi Sitek.

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z komisariatu w Radzyminie oraz z wydziału kryminalnego z wołomińskiej komendy. Wytypowali miejsce, w którym może przebywać podejrzewany. Okazało się, że to 29-letni mieszkaniec jednej z miejscowości w gminie Radzymin na Mazowszu. Kryminalni zatrzymali mężczyznę.

W jego mieszkaniu znaleźli trzy karty bankomatowe skradzione jednemu z poszkodowanych. 29-latek usłyszał zarzut dokonania trzech przestępstw rozbójniczych oraz jednej kradzieży. Decyzją sądu rejonowego w Wołominie mężczyzna trafił do aresztu na okres najbliższych 3 miesięcy – dodaje Sitek.

Podejrzanemu grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

Niewykluczone, że 29-latek mógł popełnić więcej podobnych przestępstw.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Bielsko-Biała: 29-latek zatrzymany z amfetaminą

29-latek za nic w świecie nie chciał iść do więzienia, toteż postanowił połknąć worek z amfetaminą.

„Dramat” rozegrał się w centrum Czechowic-Dziedzic w piątek, które zostało obrane przez funkcjonariuszy jako cel, gdzie mogą znajdować się przestępcy narkotykowi. Akurat wtedy właśnie zauważyli dziwnie zachowującego się 29-latka. Gdy mężczyzna zobaczył idących w jego kierunku funkcjonariuszy, postanowił uciekać jak najdalej nogi poniosą.

29-latek uświadomił sobie, że nie ma szans w tym pościgu. Toteż zdecydował się połknąć tajemniczy woreczek foliowy. Jak się później okazało był on wypełniony amfetaminą. Na nic zdały się próby wyrwania z policyjnego uścisku. Podejrzany typ został zakuty w kajdanki i obezwładniony. To zresztą nie było jedyne zatrzymanie tego wieczoru – policjanci zatrzymali także 20-latka paradującego z marihuaną w centrum Bielska-Białej.

– Obaj zatrzymani spędzili noc w policyjnym areszcie, a po jego opuszczeniu usłyszeli zarzuty. Za posiadanie narkotyków grozi im do 3 lat więzienia. O ich dalszym losie zdecyduje niebawem sąd. Zwalczanie przestępczości narkotykowej, to jeden z priorytetów Policji podczas letnich wakacji. Przy realizacji tego zadania stróże prawa kierują się zasadą zero tolerancji – podsumowuje bielska policja.
Źródło info i foto: se.pl

Poszukiwany 29-latek nie żyje. Tak zakończył się wieczór kawalerski w rejonie Międzybrodzia Żywieckiego

Nie żyje 29-latek, którego od niedzieli wieczorem poszukiwano w rejonie Międzybrodzia Żywieckiego. Rzecznik policji w Żywcu Mirosława Piątek poinformowała, że w poniedziałek rano jego ciało zostało znalezione przy brzegu jeziora. Policja podała, że mężczyzna przebywał z przyjaciółmi w domku letniskowym nad Jeziorem Międzybrodzkim. Bawił się na wieczorze kawalerskim.

Po raz ostatni był widziany w niedzielę tuż po północy. Był wówczas nietrzeźwy. Rano nie wrócił do domu w Targanicach koło Andrychowa.

W niedzielę rozpoczęto poszukiwania. Zaangażowano w nie policjantów, osoby prywatne, strażaków ochotników, a także blisko trzydziestu ratowników GOPR z psem Gają. Goprowcy podali, że przeszukano teren o powierzchni 16 km kw.

Późną nocą z niedzieli na poniedziałek, ze względu na warunki pogodowe, akcję przerwano. Wznowiono ją rano. Wówczas zostało odnalezione ciało mężczyzny. Jak powiedziała Mirosława Piątek, znajdowało się ono w rejonie brzegu jeziora”.

Sprawę bada policja pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Opole Lubelskie: 29-latek zamordował żonę. Trafił do aresztu

29-latek z Opola Lubelskiego usłyszał zarzut zabójstwa 27-letniej żony. Ciało kobiety zostało znalezione w nocy z czwartku na piątek w jednym z mieszkań. Kobieta miała liczne obrażenia, wszystko wskazuje na to, że sprawca morderstwa poderżnął jej gardło.

29-letni mieszkaniec Opola Lubelskiego usłyszał zarzut zabójstwa po tym, jak w nocy z czwartku na piątek w jednym z mieszkań znaleziono ciało jego 27-letniej żony. Zwłoki znajdowały się w łóżku, miały liczne obrażenia, m.in. rany kłute. Jak podaje portal Lublin.wyborcza.pl, sprawca najprawdopodobniej poderżnął ofierze gardło.

„Jeszcze tego samego dnia policjanci zatrzymali 29-letniego mężczyznę – męża kobiety. Istniało uzasadnione podejrzenie, że to on ma związek z jej śmiercią” – podaje lubelska policja.

Opole Lubelskie. Zabójstwo 27-latki

– Wszystko wskazuje na to, że pomiędzy małżonkami doszło do kłótni – mówi w rozmowie z „Kurierem Lubelskim” prokurator Piotr Sitarski z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Jak podaje „Rzeczpospolita”, 29-latek miał powiedzieć policjantom, że znalazł martwe ciało żony dopiero po powrocie do mieszkania. To jednak nie przekonało śledczych.

Mężczyzna trafił do aresztu, przejdzie badania psychiatryczne. Grozi mu dożywocie. Para wspólnie wychowywała roczne dziecko. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl

29-latek z zarzutami za wielokrotne gwałty na nastolatce

Nastolatka przeżyła koszmar. W lutym zboczeniec zaczaił się dziewczynkę, gdy wracała ze szkoły. Uwięził ją na ogródkach działkowych i wielokrotnie zgwałcił w altanie. Najprawdopodobniej był wtedy pod wpływem narkotyków. Prokuratura w Zielonej Górze postawiła już zwyrodnialcowi zarzuty. 29-latkowi za brutalną napaść grożą trzy lata więzienia.

Zwyrodnialec zaatakował 7 lutego na terenie ogródków działkowych w Zielonej Górze. 29-latek uprowadził wracającą ze szkoły dziewczynkę poniżej 15 lat. Doskoczył do niej i związał oczy opaską, a następnie zaciągnął siłą do jednej z altanek. Groził nastolatce, że ją zabije, jeśli ta zacznie krzyczeć lub uciekać.

Na działkach wielokrotnie doszło do gwałtu. Przez cały czas nastolatka miała na oczach przepaskę, co tylko potęgowało jej przerażenie. W końcu brutal pozwolił dziewczynce odejść. Aby ta nadal nie zobaczyła jego twarzy, wyprowadził ją z ogródków i dopiero przy głównej drodze odsłonił jej oczy. Wówczas znów zagroził, że jeśli obróci się za siebie i zobaczy z kim miała do czynienia, nigdy nie wróci do domu. Nastolatka posłusznie ruszyła więc jak najdalej od oprawcy.

Mimo iż dziewczynka nie widziała twarzy 29-latka, policji w końcu udało się go namierzyć. Przyznał się do wielokrotnego gwałtu, a swoje makabryczne zachowanie tłumaczył tym, iż poprzedniej nocy brał amfetaminę. W trakcie trwającego śledztwa biegli ustalili, że pedofil jest uzależniony od narkotyków. Teraz stanie przed sądem, a za to co zrobił nastolatce może trafić za kraty na trzy lata.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Napad na stację paliw w Łódzkiem. Padły strzały

Domniemany sprawca napadu został zatrzymany we wtorek około godz. 7:30 w lesie nieopodal miejscowości Bobrowniki (Łódzkie). W jego poszukiwania zaangażowanych było kilkuset policjantów. 29-latek na widok policjantów oddał kilka strzałów, jednak funkcjonariuszom udało się go obezwładnić.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek około godz. 17 na jednej ze stacji paliw w miejscowości Krzeczów w powiecie wieluńskim (Łódzkie). Mężczyzna oddał tam dwa strzały i ukradł dwa napoje energetyczne, a następnie odjechał autem. Nikomu nic się nie stało.

– 29-letni mieszkaniec powiatu wieluńskiego dysponował bronią myśliwską, na którą miał pozwolenie – powiedziała Polsat News mł. insp. Joanna Kącka z Łódzkiej Policji.

Policjanci poszukiwali sprawcy oraz auta, którym się poruszał – niebieskiego Peugeota 307. Ślady prowadziły m.in. do województw śląskiego i opolskiego. Mężczyzna został zatrzymany we wtorek około godz. 7:30 w lesie nieopodal miejscowości Bobrowniki (Łódzkie).

Podczas zatrzymania doszło do wymiany ognia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

29-latek z Chotomowa skatował dwumiesięcznego syna. Dziś śledczy rozszerzą zarzuty

Prawdopodobnie jeszcze dziś śledczy rozszerzą zarzuty dla 29-latka podejrzanego o skatowanie dwumiesięcznego syna w podwarszawskim Chotomowie. Zgodnie z poleceniem prokuratura generalnego – prokuratorzy postawią mu dodatkowo zarzut usiłowania zabójstwa. Wcześniej zarzucano mu znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem.

Dwumiesięczne niemowlę jest w ciężkim stanie. Chłopiec ma pęknięcia kości czaszki, złamane żebra, kość łonową i siniaki na całym ciele.
Źródło info i foto: interia.pl