Zaginęła 31-letnia Honorata Dąbrowska

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Wałczu poszukują zaginionej 31-letniej Honoraty Dąbrowskiej. Matka trójki dzieci w sobotę wyjechała do Piły. Do tej pory nie powróciła ani nie nawiązała kontaktu z rodziną. Zaginiona Honorata Dąbrowska jest mieszkanką Próchnowa (woj. zachodniopomorskie) i ma troje dzieci. W sobotę 21 września kobieta wyjechała do Piły i do tej pory nie powróciła. Ostatni raz widziana była w Pile w niedzielę około godz. 15.00.

Jak powiedziała Wirtualnej Polsce rodzina zaginionej, w sobotę wieczorem Honorata była z dwojgiem znajomych w klubie „Kawiarnia PRL” w Pile. Miała stamtąd wyjść i udać się do hotelu. Niestety, ślad po niej zaginął.

Honorata Dąbrowska ma 165 cm wzrostu, tęgą sylwetkę, włosy blond do ramion, oczy niebieskie. Znaki szczególne to tatuaż na lewym barku z napisem”Anna”, na lewym przedramieniu „Marysia” i „Zosia” oraz na prawym przedramieniu napis „Patrz, komu ufasz”.

W dniu zaginięcia 31-latka ubrana była w czarną bluzkę na ramiączkach, leginsy i adidasy w tym samym kolorze oraz niebieską kurtkę dżinsową. Miała też okulary lecznicze z czerwonymi oprawkami, a w uszach okrągłe srebrne kolczyki.

Osoby, które mają informacje na temat miejsca pobytu zaginionej Honoraty Dąbrowskiej proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Wałczu pod nr telefonu 67 250 45 12, tel. alarmowy 112 albo z najbliższą jednostką policji.
Źródło info i foto: wp.pl

Malmo: Okrutna zbrodnia w biały dzień. Zastrzelono 31-letnią kobietę trzymającą w rękach niemowlę

W poniedziałek w Malmo doszło do okrutnego zabójstwa. Ofiarą padała 31-letnia kobieta. W chwili, gdy do niej strzelano, trzymała w rękach swoje dziecko. Według mediów może chodzić o gangsterskie porachunki. Do zabójstwa doszło rano, o godz. 10. 31-letnia ofiara dwóch zamachowców była lekarką. Gdy padły strzały, kobieta trzymała w rękach swoje dwumiesięczne niemowlę. Premier Szwecji Stefan Lofven nazwał zbrodnię „niewiarygodnie okrutnym czynem”.

Malmo. Okrutna zbrodnia w biały dzień

Według relacji szwedzkich mediów, kobieta miała wcześniej zeznawać w sprawie o morderstwo. Z kolei AP podaje, że celem był ojciec dziecka – mężczyzna z kryminalną przyszłością. Takie jest główne założenie szwedzkiej policji, która podejrzewa, że tłem zabójstwa są porachunki gangsterskie.

Policja poinformowała również, że znalazła broń, z której prawdopodobnie strzelano. Nieopodal miejsca, gdzie doszło do zabójstwa, spłonął samochód. Według służb sprawy są powiązane, autem mogli poruszać się bandyci. W związku ze sprawą zatrzymano już jednego mężczyznę, według policji to jednak nie on pociągnął za spust.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Lubin: 31-letnia kobieta zostawiła niemowlę w nagrzanym aucie i poszła sprzedawać ubrania

Do pięciu lat więzienia może grozić 31-letniej kobiecie, która zostawiła na blisko godzinę swoje 8-miesięczne dziecko w zamkniętym samochodzie na parkingu. Temperatura na zewnątrz wynosiła ok. 25 stopni Celsjusza. Dziewczynka z objawami odwodnienia została przewieziona do szpitala. W sobotę na jednym z parkingów w Lubinie przechodnie zauważyli małe dziecko, które głośno płakało w zamkniętym samochodzie.

Matka zostawiła dziecko na blisko godzinę, podczas gdy na zewnątrz temperatura powietrza wynosiła około 25 stopni Celsjusza. Pojazd stał w nasłonecznionym miejscu.

Jak się okazało, matka 8-miesięcznej dziewczynki, 31-letnia kobieta, zostawiła dziecko w samochodzie, kiedy spało. W tym czasie poszła na giełdę handlować odzieżą. Kiedy dziecko się obudziło, zaczęło głośno płakać i to zaniepokoiło przebywających na giełdzie ludzi, którzy zadzwonili na policję – mówi Monika Kaleta z biura prasowego dolnośląskiej policji.

W tym samym czasie, gdy na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, do auta podeszła matka dziewczynki, która otworzyła drzwi samochodu. Była zaskoczona obecnością funkcjonariuszy. Pod jej opieką znajdowało się jeszcze dwoje dzieci – powiedziała policjantka.

Na miejsce zdarzenia wezwano zespół pogotowia ratunkowego. Dziewczynka z objawami odwodnienia została przewieziona do szpitala.

Pozostała dwójka małoletnich przekazana została ich ojcu, który pojawił się na miejscu interwencji. 31-letnia matka została zatrzymana i trafiła do policyjnej celi. Usłyszała już zarzuty – dodała Kaleta. Poinformowała, że za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia kobiecie grozi kara nawet do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dżihadystka z trójką dzieci zatrzymana tuż po powrocie do Niemiec

Ostatnie 4 lata 31-letnia Carla S. spędziła w tzw. Państwie Islamskim w Syrii. Została zatrzymana tuż po powrocie do Niemiec.

Carla S. wiedziała, co się szykuje, dlatego wylądowawszy na lotnisku w Stuttgarcie wcale nie była zaskoczona. 31-letnia Niemka z Zagłębia Ruhry przed czterema laty wraz z partnerem i trojgiem dzieci dobrowolnie przyłączyła się do tzw. Państwa Islamskiego w Syrii.

Dziś żałuje wyjazdu

W wyniku potajemnie zorganizowanej akcji została obecnie przewieziona przez Turcję do Niemiec. Na lotnisku w Stuttgarcie czekali już na nią policjanci z nakazem aresztowania w ręku. Na lotnisko przybyła także jej matka, babcia trojga wnuków. Policjanci pozwolili obydwu kobietom w spokoju porozmawiać – jak opowiadał adwokat Carli S. Mahmut Erdem w rozmowie z aencją DPA, który angażował się na rzecz powrotu młodej kobiety i innych Niemców z Syrii. Carla została zatrzymana przez niemiecką policję pod zarzutem uprowadzenia dzieci, ponieważ odseparowała ona dzieci od ich ojca żyjącego w Niemczech.

Carla S. w roku 2015 wraz ze swoim ówczesnym partnerem, dżihadystą i trojgiem swoich dzieci wyjechała do Syrii. Jedno z dzieci zmarło w Syrii – jak donosi agencja DPA. W roku 2017 urodziła ona tam następne dziecko, którego ojcem był jeszcze inny mężczyzna – wyjaśnia adwokat Erdem. Kobieta mieszkała między innymi w Racce. W tym okresie została zatrzymana przez syryjską armię i osadzona w obozie. Przez niemiecki MSZ adwokat i jej matka zabiegali o powrót do Niemiec. Dzieci Carli S. są obecnie w wieku od 2 do 10 lat. Jak podkreśla adwokat, kobieta żałuję obecnie, że swego czasu wyjechała do Syrii i domaga się, żeby umożliwić także powrót innych osób do Niemiec, przede wszystkim kobiet z dziećmi. – Nie można dzieci pozostawić w takiej sytuacji – twierdzi adwokat.

Rząd się nie kwapi

Niemiecki rząd w ostatnim czasie sprowadził do Niemiec kilkoro dzieci osób, które są więzione w Iraku, a które były w szeregach tzw. Państwa Islamskiego. Dzieci przekazane zostały krewnym w RFN. Jak poinformował MSZ, obecnie jeszcze ośmiu obywateli niemieckich jest więzionych w Iraku, po tym jak zostały one skazane za przynależność do terrorystycznej organizacji IS. Jest wśród nich między innymi Levent Oe. skazany przez sąd w Bagdadzie na karę śmierci. Wyjechał on do Iraku w roku 2013; w jego sprawie złożone zostało odwołanie od wyroku. Także w przypadku innych procesów przeciwko niemieckim członkom IS nie ma jeszcze prawomocnych wyroków.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest wyrok w sprawie córki „polskiego Fritzla”

W 2016 roku, Alicja B., latami gwałcona przez własnego ojca, nazywana córką polskiego Fritzla, zabiła tuż po porodzie własne dziecko. Sąd Apelacyjny w Białymstoku skazał ją na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Z zasądzonych 1,6 miesięcy sąd zaliczył odbycie 6 – miesięcznego aresztu, a pozostały okres kary odbędzie w systemie dozoru elektronicznego

31-letnia Alicja B. to ofiara głośnej przed laty sprawy „polskiego Fritzla”, który latami więził córkę, znęcał się nad nią i wielokrotnie gwałcił. Zmienił życie 15-letniej wtedy dziewczyny w istny koszmar. W czasie tych lat urodziła ojcu dwóch synów. Jednego w 2005 r. we Wrocławiu, drugiego w 2007 r., po przeprowadzce na Podlasie. Obu zrzekła się w szpitalu, zaraz po porodzie. Próbowała uciec od ojca, a nawet popełnić samobójstwo. Nikt z bliskich nie chciał jej pomóc. O horrorze, jaki przechodzi odważyła się opowiedzieć policji dopiero po 6 latach. Krzysztof Bartoszuk został skazany na 12 lat więzienia.

W 2016 roku kobieta urodziło kolejne dziecko. Tym razem jednak to ona stała się oprawcą. 10 grudnia policja znalazła zwłoki noworodka zakopane w przydomowym ogródku we wsi Kępiaste (woj. mazowieckie). 29-latka została wówczas oskarżona o to, że „w bliżej nieustalonym czasie, najpóźniej do 27 listopada 2016 r.” celowo zabiła swojego dopiero co narodzonego synka.

O finale tragicznej sprawy poinformowali dziennikarze „Pułtuskiej Gazety Powiatowej” W 2018 roku Sąd Okręgowy w Ostrołęce wymierzył jej karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, jednak 7 lipca Sąd Apelacyjny w Białymstoku zaostrzył karę do 1 roku i 6 miesięcy.

Sąd Apelacyjny zaostrzając wyrok argumentował, iż był to czyn wyjątkowo odrażający, zasługujący na potępienie, ofiara była bezbronną istotą, a sprawcą śmierci matka. Sędzia brał również pod uwagę fakt, iż oskarżona wcześniej urodziła czwórkę dzieci, które oddała do adopcji.

Z zasądzonych 1,6 miesięcy pozbawienia wolności sąd zaliczył odbycie 6 – miesięcznego aresztu, a pozostały okres kary odbywa w systemie dozoru elektronicznego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zaginęła 31-letnia Małgorzata Łapczyńska

Krakowska policja poszukuje 31-letniej Małgorzaty Łapczyńskiej. Kobieta ostatni raz widziana była 6 lipca w okolicy ul. Pachońskiego. Do tej pory nie nawiązała kontaktu z rodziną. Zaginiona ostatni raz widziana była 6 lipca w rejonie ul. Pachońskiego w Krakowie. Kobieta w dniu zaginięcia ubrana była w szary dres. 31-letnia Małgorzata Łapczyńska mierzy 170 centymetrów wzrostu, waży 53 kilogramy, ma szczupłą budowę ciała i ciemne, długie włosy do ramion.

Zaginiona kobieta ponadto ma na ciele dwa tatuaże. Jeden typu „bluszcz” na lewej łopatce oraz drugi typu „drzewo” na lewej nodze.

Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionej proszone są o kontakt z III Komisariatem Policji w Krakowie: Tel. (12) 61-52-912, (12) 61-57-180 lub 997.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: 31-latka przyznała się do zabójstwa dzieci. Zabiła, bo mąż chciał rozwodu

Brandi Worley, podejrzewana o zabicie dwójki własnych dzieci, przyznała się do winy. Wcześniej adwokaci próbowali udowodnić, że jest niepoczytalna. Sąd ustalił, że dokonała zbrodni, bo mąż chciał się z nią rozwieść.

O sprawie poinformowała telewizja FOX59. 31-letnia Brandi Worley z Indiany przyznała się do dwóch zabójstw, czego wcześniej się wypierała. Ofiarami były jej dzieci – 7-letni syn Tyler i 3-letnia Charlee. Worley zamordowała ich rankiem 17 listopada 2016 roku w ich domu w Darlington. Do zbrodni wykorzystała nóż. Następnie sama dźgnęła się w szyję, po czym zadzwoniła pod numer alarmowy.

Dyspozytor wspomina rozmowę z Brandi Worley

Telefon odebrał dyspozytor Kyle Proctor. W rozmowie z telewizją FOX 59 powiedział, że w głosie kobiety nie było żadnych emocji. – Dlatego miałem nadzieję, że nie mówi prawdy, że ma tylko urojenia. Przecież nikt nie dzwoni na telefon alarmowy i nie przyznaje się do czegoś takiego – tłumaczył. Dyspozytor nie rozłączył się po przyjęciu zgłoszenia i kontynuował rozmowę z Worley.

– Nie wiedziałem co zamierza zrobić po tym, jak się rozłączymy. Nie byłem pewny, czy dalej nie będzie próbowała zrobić sobie krzywdy albo czy nie skrzywdzi kogoś innego – tłumaczył.

Nagle Kyle Proctor usłyszał w słuchawce inny głos. Była to matka kobiety, która przyjechała na miejsce. Dyspozytor poprosił, by sprawdziła w jakim stanie są dzieci. Po chwili usłyszał w słuchawce krzyki i płacz. – W tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że dzieci nie żyją – relacjonował dziennikarzom FOX 59.

Gdy mordowała dzieci, mąż spał w piwnicy
Brandi Worley została zabrana do szpitala, gdzie spędziła ponad tydzień. Następnie została przewieziona do więzienia Montgomery.

W trakcie procesu sąd ustalił, że mąż kobiety, Jason Worley, chciał się z nią rozwieść. Dzień przed morderstwami żony złożył papiery rozwodowe. Przed sądem Worley przyznała, że zamordowała dzieci, by mąż nie mógł jej ich zabrać. W chwili, gdy jego żona mordowała dzieci, Jason Worley spał w piwnicy.

Wyrok w sprawie Brandi Worley ma zapaść w kwietniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dziś wyrok w sprawie Damiana Ch.

Miał 15 lat, kiedy zorganizował pułapkę, w której zginąć miało dwoje policjantów. Ranił 31-letnią policjantkę, która cudem przeżyła. Niedoszły morderca jest sądzony jak dorosły, dzisiaj zapadnie wyrok w jego sprawie. „Hanysowi”, bo tak na 16-letniego dziś Damiana Ch. mówili koledzy, grozi 25 lat więzienia. Wyrok zapadnie w sądzie okręgowym w Płocku. Nastolatek przyznał się do usiłowanie zabójstwa i zaatakowania funkcjonariusza publicznego. Podczas śledztwa i procesu nie chciał składać wyjaśnień. Dzień po ataku, do którego doszło 14 lutego 2015 roku opowiadał o swoich planach przed sądem rodzinnym. Tłumaczył, że atak na policjantów miał być tylko pierwszym etapem jego planu. Damian Ch. po zabiciu policjantów miał zabrać im broń, ukraść radiowóz i pojechać do znienawidzonego kuzyna i „się zemścić” za to, że kiedyś go pobił.

Tragicznego dnia oskarżony wezwał policję do swojego domu rodzinnego pod Mławą (woj. mazowieckie) pod pretekstem awantury rodzinnej. W domu spał jeszcze tylko jego pijany (i niczego nieświadomy) kolega. Damian Ch. wziął dwie siekiery i czekał na patrol policji za drzwiami wejściowymi.

Zniszczone życie

Na miejsce podjechał dwuosobowy, mieszany patrol. Pierwszy do domu wszedł policjant, krok za nim była Alicja Piekut, 30-letnia wtedy funkcjonariuszka prewencji. Dostała cios siekierą w głowę. Partner policjantki obezwładnił nastolatka i wezwał pogotowie. Raniona w głowę policjantka cudem przeżyła, ale według komisji lekarskiej nigdy już nie wróci do służby.

„Pod złym wpływem”

W momencie ataku „Hanys” był pijany. Przez całe popołudnie pił alkohol ze znajomymi. Od momentu ataku przebywa w schronisku dla nieletnich. We wrześniu ubiegłego roku sąd rodzinny zgodził się, żeby Damian Ch. odpowiadał przed sądem jak dorosły.

– Przestrzegam przed zbyt jednoznacznym i pochopnym ocenianiem tej tragedii. Mój klient był pod złym wpływem środowiska, wychowywał się też w rodzinie patologicznej – tłumaczy mec. Maciej Ciesielski obrońca oskarżonego. W swojej mowie końcowej podkreślał, że ma wątpliwości co do decyzji biegłych, którzy zgodzili się na „dorosły” proces oskarżonego. Prokurator Marcin Bagiński zażądał dla Hanysa maksymalnej kary – 25 lat za kratkami.

– Nie spotkałem się dotąd z tak zdemoralizowaną osobą – mówi Bagiński. Przypomina o zeznaniach opiekunów „Hanysa” ze schroniska. Przed sądem zeznali, że oskarżony mówił znajomym, że „zaatakowałby jeszcze raz, jeżeli byłaby taka możliwość”. Nastolatek w ostatnich słowach przed odczytaniem wyroku przeprosił poszkodowaną policjantkę. W jego skruchę nie wierzy ani Alicja Piekut, ani jej rodzina.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Tajemnicze zaginięcie młodej matki z Czemiernik

Trwają poszukiwania zaginionej Katarzyny Szczepaniuk z Czemiernik (woj. lubelskie). 31-latka zaginęła 29 kwietnia. Kobieta porzuciła dwutygodniowe dziecko! Być może działa pod wpływem szoku poporodowego. Do tej pory znaleziono tylko jej samochód, którym wyjechała z domu. Stał porzucony obok rzeki Tyśmienica.

O zaginięciu 31-letniej Katarzyny Szczepaniuk informowaliśmy przed kilkoma dniami. Kobieta 29 kwietnia, około piątej rano, wyjechała ze swojego domu w Czemiernikach samochodem osobowym suzuki vitara. Jeszcze w dniu zaginięcia policja odnalazła samochód zaginionej. Pojazd stał porzucony w miejscowości Siemień, w rejonie rzeki Tyśmienica. Od dnia zginięcia 31-latka nie skontaktowała się z rodziną. Ślad po niej zaginął.

Teraz na jaw wyszły nowe informacje w sprawie. Jak informuje Barbara Salczyńska-Pyrchla z radzyńskiej policji, Katarzyna Szczepaniuk zostawiła w domu swoje dwutygodniowe dziecko.

– W poszukiwania zaginionej włączyli się policjanci KWP w Lublinie, strażacy oraz rodzina i znajomi zaginionej. Za pomocą specjalistycznego sprzętu sprawdzony został teren przyległy do miejsca znalezienia auta oraz koryto rzeki. Okolice nadrzeczne przeszukano także przy pomocy drona – mówi Salczyńska-Pyrchla.

Katarzyna Szczepaniuk jest średniego wzrostu (ok. 160–165 cm) i szczupłej budowy ciała. Kobieta ma kręcone blond włosy do ramion i niebieskie oczy. Pod nosem ma bliznę długości ok. 1 centymetra.

Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje dotyczące miejsca pobytu 31-letniej Katarzyny lub wiesz, co mogło się z nią stać, pilnie skontaktuj się z Komendą Powiatową Policji w Radzyniu Podlaskim osobiście lub pod numerem telefonu: 83 35 12 210, z najbliższą jednostką policji lub pod numerem alarmowym 997.

Być może młoda matka działa pod wpływem szoku poporodowego, który mógł u niej wywołać depresję poporodową. To stan obniżonej samooceny, utrzymujący się do trzech miesięcy od urodzenia dziecka. Związany jest z nową sytuacją rodzinną i opieką nad niemowlęciem. Na podobne dolegliwości cierpi nawet 20 procent kobiet, które urodziły dziecko. W skrajnych przypadkach szok poporodowy i depresja poporodowa mogą prowadzić do ucieczki matki z domu, porzucenia lub zabicia własnego dziecka lub samobójstwa matki.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Hiszpania: Polak zabił żonę i córkę a następnie popełnił samobójstwo

Ogromna tragedia w hiszpańskim miasteczku Torrevieja (niedaleko Alicante). W jednym z mieszkań znaleziono zmarłą rodzinę z Gdyni. Trzy ciała należały do małżeństwa Łukasz i Anny oraz ich 9 miesięcznej córki Maji. Według ustaleń policji to mąż zabił żonę i córkę, a następnie się powiesił!

Jak informuje Wyborcza.pl 35-letni Łukasz, jego 31-letnia żona Anna i ich dziewięciomiesięczna córeczka Maja od 21 grudnia byli uznani za zaginionych. w Hiszpanii przebywali już od jesieni. Ciała w wynajętym mieszkaniu odnalazła matka zmarłej, która wcześniej powiadomiła policję o ich zaginięciu. Za zbrodnię najprawdopodobniej odpowiedzialny jest 35-latek. Ciała żony i córki miały wyraźne ślady przemocy i leżały owinięte w koce. 35-letni Łukasz najprawdopodobniej popełnił samobójstwo przez powieszenie.

Dziennik ,,El pais” powołując się na ustalenia policji, poinformował, że żona i dziewięciomiesięczna córka zostały uduszone przez 35-latka, który po dokonaniu zbrodni odebrał sobie życie. Dramat rozegrał się co najmniej kilka dni przed odnalezieniem ciał. Nad wyjaśnieniem okoliczności śmierci rodziny pracuje hiszpańska policja.

Łukasz N. znany był w Trójmieście ze współorganizowania minifestiwalu kulturalnego SLOT, którego ideą jest zawieranie i umacnianie przyjaźni przez rozmowy, m.in. o kulturze, sztuce i filozofii. Aktywnie działał również w Kościele Chrześcijan Baptystów w Gdyni. O Łukaszu wypowiedział się wiceprezydent Gdyni, Michał Guć, który powiedział: – Jestem porażony tą informacją. Dzień przed wyjazdem prowadziliśmy z Łukaszem warsztaty dla ojców. Rzadko spotyka się ludzi o tak dobrej energii, optymizmie i chęci pozytywnego działania. Zarażał innych swoimi dobrymi emocjami. Planowaliśmy dalsze wspólne działania. Tym bardziej ta tragedia nie mieści mi się w porządku świata. Modlę się za ich dusze. Będzie mi ich brakowało.
Żródło info i foto: se.pl