Policjanci poszukują 32-letniego oszusta ze zdjęcia

Policjanci z Krzyża Wielkopolskiego poszukują Piotra Górnego. Mężczyzna ma na swoim koncie oszustwa i powinien przebywać w więzieniu. Jeśli ktoś ma wiedzę o miejscu pobytu 32-latka to powinien skontaktować się z funkcjonariuszami.

Sąd Rejonowy w Oleśnicy wydał list gończy za Piotrem Górnym. Mężczyzny poszukują policjanci z Krzyża Wielkopolskiego.

– Poszukiwany na mocy wyroku Sądu Rejonowego w Oleśnicy, ma odbyć karę 7 miesięcy pozbawienia wolności za przestępstwo oszustwa. 32-latek ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości, dlatego wydano za nim list gończy – przekazali policjanci z KPP Czarnków.

Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu poszukiwanego, proszone są o kontakt telefoniczny z funkcjonariuszami z Komisariatu Policji w Krzyżu Wlkp. pod numerem 67 35 28 330, bądź najbliższą jednostką Policji na terenie całego kraju pod numerem alarmowym 112.
Źródło info i foto: se.pl

Kuria zwolniła ks. Szymona Cz. Miał proponować seks nieletniej. Usłyszał zarzuty

Ks. Szymon Cz. został zwolniony z pracy w parafii św. Maksymiliana w Oświęcimiu i odsunięty od pracy duszpasterskiej – poinformowała w komunikacie Diecezja Bielsko-Żywiecka. Księdzu postawiono zarzuty wykorzystywania seksualnego osoby poniżej 15 roku życia. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu. Jak podaje „Gazeta Wyborcza” 32-letni Szymon Cz., wikary z parafii św. Maksymiliana, miał nakłaniać do kontaktu o charakterze seksualnym nieletnią mieszkankę Oświęcimia.

Oświęcim. Kuria zwolniła księdza podejrzanego o molestowanie

– Podejrzany złożył dziewczynce poprzez internet propozycję obcowania płciowego. Postawiono mu zarzut z art. 200 a paragraf 2 Kodeksu Karnego. Grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności – powiedział dziennikowi zastępca prokuratora rejonowego w Oświęcimiu Mariusz Słomka.

Jak podaje „Wyborcza”, dziewczynka pokazała treść wiadomości ojcu, który następnie zawiadomił o sprawie organy ścigania. Duchowny znajduje się pod dozorem policji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Podwójny zabójca zatrzymany na polsko-ukraińskim przejściu granicznym

Na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej na Podkarpaciu zatrzymano 32-letniego Ukraińca. Mężczyznę w całej Europie poszukiwano pilnym nakazem aresztowania. Jest podejrzany o dwa zabójstwa na terenie Czech.

Ścigany Ukrainiec od dłuższego czasu przebywał w Czechach i tam dokonał zbrodni. Według portalu Novinky.cz, doszło do niej 17 listopada w internacie, przerobionym na hostel w Opatovicach nad Łabą. Pokoje wynajmowali tu głównie sezonowi pracownicy ze Wschodu.

Wieczorem doszło do awantury. Dwóch mężczyzn znaleziono w kałuży krwi. Ktoś wezwał karetkę. Ofiary próbowano reanimować, ale bezskutecznie. Zginęły od ciosów zadanych nożem.

Nożownik ulotnił się przed przyjazdem policji. Postanowił natychmiast uciec z kraju. W Pradze wsiadł do autobusu, jadącego do Kijowa. Sądził, że śledczy nie zdążą wpaść na jego trop.

Ale sygnał o poszukiwaniach błyskawicznie dotarł do polskich służb granicznych. Kiedy w Korczowej mundurowi kontrolowali pasażerów i sprawdzali ich paszporty w bazach danych, od razu zorientowali się z kim mają do czynienia.

– W stosunku do Ukraińca zachodziła uzasadniona obawa, że może być niebezpieczny i uzbrojony. W czasie zatrzymania mężczyzna był zaskoczony i nie stawiał żadnego oporu – relacjonują funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Ukrainiec na razie pozostaje w dyspozycji przemyskiej prokuratury i oczekuje na rozpoczęcie procedury ekstradycyjnej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

32-latek udusił pasażera w pociągu. Nie stanie przed sądem

„32-letni mężczyzna, który w listopadzie 2018 r. w wagonie Szybkiej Kolei Miejskiej zabił 59-letniego pasażera, nie odpowie za swój czyn przed sądem” – donosi RMF24. Biegli stwierdzili, że mężczyzna był niepoczytalny, dlatego zamiast do więzienia trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego.

Jak podaje RMF24, tragedia miała miejsce 19 listopada 2018 r. W wagonie Szybkiej Kolei Miejskiej doszło do bójki pomiędzy dwoma mężczyznami. O wydarzeniu zawiadomieni zostali policjanci. Gdy dotarli na miejsce 32-letni mężczyzna dusił przypartego do podłogi 59-latka. Po interwencji policji okazało się, że starszy mężczyzna jest nieprzytomny. Został przewieziony do szpitala. Nazajutrz zmarł.

Ofiara przypominała mu kogoś innego

W toku śledztwa 32-letniemu mężczyźnie postawiono zarzut zabójstwa. Podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił złożenia wyjaśnień. W wyniku obserwacji sądowo-psychiatrycznej biegli stwierdzili, że mężczyzna jest chory psychicznie.

32-latek, „dokonując zarzuconego mu czynu miał całkowicie zniesioną zdolność rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem” – poinformowała rzecznik prasowej Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyny Wawryniuk. Twierdził również, że mężczyzna, którego udusił śmiał się z niego oraz przypominał mu osobę, która w przeszłości zrobiła mu krzywdę.

Biegli orzekli również, że z powodu „wysokiego ryzyka” ponownego popełnienia przez niego podobnego czynu, mężczyzna powinien zostać umieszczony na leczeniu w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

32-latek od chwili zatrzymania przebywa w areszcie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zawodowy żołnierz zgwałcił 13-miesięczną córkę znajomych. Grozi mu 15 lat więzienia

32-letni Łukasz K., żołnierz w stopniu szeregowego, zgwałcił 13-miesięczną córeczkę znajomych, którą opiekowała się jego żona. W rozmowie z prokuratorem tłumaczył, że nie wie, co nim powodowało i co go do takiego działania popchnęło. Grozi mu nawet piętnaście lat więzienia.

Do tragedii doszło 10 września w Szczecinku. Małżeństwo powierzyło swoją 13-miesięczną córkę sąsiadce, która miała się nią przez jakiś czas zaopiekować. Kobieta zostawiła dziewczynkę na chwilę ze swoim mężem Łukaszem K. To wtedy miało dojść do gwałtu na dziecku.

Sprawa wyszła na jaw, gdy dziewczynka trafiła z powrotem w ręce rodziców. Dziecko miało zakrwawione ubranka, dlatego rodzice zawieźli je do szpitala. To co usłyszeli od lekarzy, zmroziło im krew w żyłach. W trakcie badania u dziewczynki stwierdzono rany krocza, które wskazywały, że mogły one powstać w wyniku gwałtu. Stan dziecka był na tyle poważny, że zostało ono przetransportowane do kliniki ginekologii w Szczecinie.

Łukasz K. został zatrzymany przez policję. Jak się okazało, jest zawodowym żołnierzem. Postawiono mu zarzut zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem. – Łukasz K. przyznał się do popełnienia zarzucanego przestępstwa i złożył wyjaśnienia, że wykorzystał dziecko seksualnie. Przekazał, że nie wie, co nim powodowało i co go do takiego działania popchnęło. Uczynił to pod wpływem nagłego impulsu – przekazał Polsatowi Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. Mężczyźnie grozi nawet 15 lat pozbawienia wolności. Czeka teraz na rozprawę sądową w specjalnie strzeżonej celi w więzieniu w Czarnem.

Zarzuty postawiono również Kindze K., żonie oskarżonego. Prokuratura zarzuca jej narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo osobę, która znajdowała się pod jej opieką.

Prokuratura będzie również sprawdzać, czy dzieci małżeństwa – 2-letnia dziewczynka i 6-letni chłopiec – także nie padli ofiarą przemocy seksualnej. Członkowie rodziny oskarżonych, do których dotarł Polsat News zapewniają jednak, że zostały one przebadane przez lekarza, który nie stwierdził żadnych śladów molestowania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gwałt na 13-miesięcznej dziewczynce. Jest zarzut dla 32-latka

Zarzut zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem 13-miesięcznej dziewczynki postawiła w piątek 32-letniemu Łukaszowi K. Prokuratura Rejonowa w Szczecinku. Mężczyzna częściowo przyznał się do winy. Grozi mu kara do 15 lat pozbawienia wolności.

O postawieniu zarzutu zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem 13-miesięcznej dziewczynki Łukaszowi K. poinformowała dziennikarzy w piątek prokurator Prokuratury Rejonowej w Szczecinku Marzena Ludwiniak-Aniołowska. Jeszcze dziś sąd, na wniosek prokuratury, decydować będzie o zastosowaniu trzymiesięcznego tymczasowego aresztu wobec podejrzanego.

Podejrzany częściowo przyznał się do zarzucanego czynu, za którego popełnienie grozi kara od 5 lat do 15 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura poinformowała, że z drugą osobą zatrzymaną w sprawie „jeszcze dziś będą prowadzone czynności”. Prokuratura planuje postawić jej zarzut narażenia na niebezpieczeństwo dziecka, które znajdowało się pod jej opieką. Nie planuje wnioskować jej o tymczasowy areszt.

Prokurator potwierdziła wcześniejsze nieoficjalne informacje dotyczące braku pokrewieństwa obu osób z pokrzywdzoną 13-miesięczną dziewczynką. Dziecko miało być pod ich opieką.

Ludwiniak-Aniołowska nie chciała mówić o szczegółach postępowania, zasłaniając się dobrem śledztwa.

Z informacji uzyskanych przez PAP ze źródeł zbliżonych do śledztwa wynika, że podejrzany i druga z osób zatrzymanych to jego żona. Mają dwoje kilkuletnich dzieci.

To szpital w Szczecinku, do którego w środę dziewczynkę przywieźli jej rodzice, powiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa na dziecku. Według informacji przekazanych dziennikarzom w piątek przez dyrektora ds. medycznych szpitala Marka Ogrodzińskiego wynika, że w trakcie badania dziecka „lekarz stwierdził obecność rany krocza”. Wstępne rozpoznanie potwierdziły konsultacje z lekarzem ginekologiem i pediatrą. Lekarze mieli podejrzenie, iż uraz u dziecka powstał „w wyniku czynu nierządnego”. Lekarze zdecydowali, że konieczne jest przetransportowanie dziecka do placówki o wyższej referencyjności, do Szczecina. Dziewczynka nadal jest hospitalizowana.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Chojnów: 32-letni Sebastian R. gwałcił 18-miesięcznego Szymka. Matka o tym wiedziała?

Koszmar chłopczyka zaczął się w maju tego roku, gdy w jego krótkim życiu pojawił się 32-letni Sebastian R. Mama Szymka i jego starszego brata poznała mężczyznę przez internet. Niedługo później wprowadził się do jej mieszkania. Mimo krótkiej znajomości, Justyna Z. pozwalała partnerowi opiekować się dziećmi. Nie widziała też nic złego w tym, że brał młodszego chłopca ze sobą do łóżka!

Koszmar rozegrał się w niewielkim Chojnowie na Dolnym Śląsku. 32-letni zwyrodnialec w zaciszu mieszkania gwałcił bezbronnego, 18-miesięcznego chłopca. Matka dziecka poznała Sebastiana R. przez internet. Niedługo później, w maju zamieszkał z nią i jej dziećmi: małym Szymkiem i jego 5-letnim bratem.

Choć 28-letnia Justyna Z. znała mężczyznę bardzo krótko, od razu mu zaufała. Zostawiała synów pod jego opieką, a z 18-miesięcznym Szymkiem pozwalała mu nawet spać. Krzywdę dziecka zauważył dopiero lekarz rodzinny. Skierował dziecko do szpitala. Tamtejsi specjaliści nie mieli wątpliwości – chłopczyk został brutalnie zgwałcony!

Sebastian R. usłyszał zarzut wielokrotnego zgwałcenia małoletniego poniżej 15 lat ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu za to kara więzienia na czas nie krótszy niż 5 lat. Był już wcześniej karany za przestępstwa narkotykowe oraz przeciwko zdrowiu i życiu. Matka dziecka, Justyna Z. jest oskarżona o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (również wielokrotnego). Może trafić do więzienia na 5 lat. Obaj chłopcy znajdują się pod opieką ciotki.

W czwartek, 25 lipca odbyła się pierwsza rozprawa. Oboje oskarżeni szli do sądowej sali ze spuszczonymi głowami. Słychać było tylko szczęk łańcuchów, którymi skuto ręce i nogi Sebastiana R. Na pytanie Fakt24, czy żałuje tego, co zrobił, odburknął: „Nic nie zrobiłem”. Sąd, na wniosek obrońcy, utajnił proces. Jak podkreślał, zrobił to nie tylko ze względu na to, że wyjaśnienia oskarżonego mogłyby naruszać dobre obyczaje, ale też ze względu na dobro skrzywdzonego dziecka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Włochy: Wznowiono poszukiwania zaginionego kierowcy

Włoskie służby wznowiły poszukiwania kierowcy, który przed kilkoma dniami zaginął nad jeziorem Garda. Wbrew informacjom podawanym przez włoskie dzienniki zaginiony nie jest Polakiem, ale Ukraińcem pracującym w firmie transportowej ze Zduńskiej Woli. Lokalne służby skanują dno jeziora w okolicy Prà de la Fam, a po płetwonurkach i ratownikach górskich do akcji włączono śmigłowiec.

32-letni Igor, ukraiński kierowca zatrudniony w firmie ze Zduńskiej Woli zaginął przed kilkoma dniami. Kiedy kontakt firmy z nim się urwał, a GPS wskazał, że Renault Master, którym jeździł, znajduje się w okolicach jeziora Garda, przedstawiciele przedsiębiorcy skontaktowali się z włoskimi służbami.

Wbrew informacjom podawanym przez włoskie dzienniki, na które powoływaliśmy się w czwartek, zaginiony nie jest Polakiem, ale Ukraińcem pracującym dla firmy ze Zduńskiej Woli, co jej właściciel potwierdził polsatnews.pl.

Z auta nic nie zginęło

Auto odnaleziono w pobliżu Prà de la Fam – po zachodniej stronie jeziora Garda. W pobliżu dostawczego renaulta znaleziono leżak, a lina przywiązana do haka przyczepy prowadziła wprost do jeziora. Przybyli z Polski koledzy zaginionego stwierdzili, że z otwartego auta nic nie zginęło.

Straż pożarna z Salò i Brescii rozpoczęła w poniedziałek poszukiwania, do których włączono płetwonurków przybyłych z Mediolanu i Wenecji oraz śmigłowiec. Do akcji przystąpili również ratownicy alpejscy, którzy przeczesali brzeg jeziora, miejscami bardzo stromy. W środę wieczorem poszukiwania przerwano, gdyż nad jeziorem Garda rozpętała się burza z gradem, a porywisty wiatr przewrócił wiele drzew przez co lokalne drogi stały się nieprzejezdne.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Grupa mężczyzn zaatakowała nożami spacerującą parę w Kostrzynie nad Odrą

W nocy z wtorku na środę w Kostrzynie nad Odrą (województwo lubuskie) doszło do tragicznej w skutkach bójki. Grupa mężczyzn zaatakowała nożami parę Bułgarów spacerującą przy ulicy Jana Pawła II. 32-letni mężczyzna zginął na miejscu, a jego 26-letnia partnerka walczy o życie w szpitalu.

Do zabójstwa przy ulicy Jana Pawła II w Kostrzynie nad Odrą doszło 14 maja przed północą – opisuje Polsat News. Z relacji świadków wynika, że z dwóch samochodów, które zajechały drogę spacerującej parze Bułgarów, wysiadło sześciu mężczyzn. Sprawcy podbiegli do 32-latka i jego partnerki i zaatakowali ich nożami. Mężczyzna zmarł na miejscu, a kobieta została przewieziona do szpitala w ciężkim stanie.

Kostrzyn nad Odrą. Para zaatakowana nożami przez kilku sprawców

Do ataku doszło kilkaset metrów od kostrzyńskiego komisariatu policji. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu po czterech minutach, ale sprawcom udało się uciec. Na miejscu zdarzenia zabezpieczono noże, którymi zadawali ciosy.

Poszukiwania sprawców zabójstwa trwają. – Wykluczony został napad na tle rasowym lub narodowościowym – powiedział nadkomisarz Marcin Maludy z gorzowskiej policji w rozmowie z „Gazetą Lubuską”. Jak dodał, z ustaleń śledczych wynika, że ofiarami nie były przypadkowe osoby, a sprawcy planowali zaatakować właśnie tę parę. Policja z uwagi na dobro śledztwo nie udziela więcej informacji. 26-letnia kobieta ze względu na ciężki stan zdrowia nie została jeszcze przesłuchana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kto jest odpowiedzialny za pożar w Notre Dame?

Julien Le Bras (32 l.) obiecywał, że jego firma nie narazi Notre Dame na niebezpieczeństwo. Po tym, jak ogień strawił część katedry, zagraniczne media nazywają jego zapewnienia przechwałkami.

Kiedy firma Le Bras Freres wygrała przetarg na renowację iglicy Notre Dame, Francuz mówił, że najważniejsze dla niego jest zapewnienie bezpieczeństwa historycznego budynku. Opowiadał, że jego fachowcy są kompetentni i dumni z tego, że restaurują zabytkowe budynki. Chwalił się, że stawia na Francuzów i nie zatrudnia „taniej siły roboczej” z zagranicy. Był podekscytowany, że malutka firma, którą założył w 1954 r. jego dziadek, w przetargu pokonała międzynarodowych gigantów.

Właśnie pod iglicą, gdzie prowadzono prace renowacyjne, zdaniem śledczych wybuchł pożar, który zniszczył dach katedry. Prokuratorzy przesłuchują pracowników Le Brasa. Podejrzewają, że to właśnie oni przypadkiem mogli doprowadzić do pożaru. Le Bras podkreśla, że zachowali wszelkie środki bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: Fakt.pl