Staten Island: Mąż zabił żonę i utopił dwójkę swoich dzieci

W sobotę do domu na Staten Island znaleziono zwłoki 36-letniej matki i jej dwóch synów. Pochodząca z Rosji członkini Air National Guard została zakatowana na śmierć, a dzieci utopione w wannie. Policja podejrzewa o zbrodnię męża kobiety.

Ciała Alli Aushevej oraz jej synów Ivana (2 l.) i Elii (3 l.) znalazła przełożona 36-latki. Pojechała do domu przy Palisade Street na prośbę pracowników Fort Hamilton na Brooklynie, którym nie udało się z nią skontaktować. Skatowane ciało Alli Aushevy (36 l.) leżało na łóżku w sypialni. Jej synowie Ivan (2 l.) i Elia (3 l.) zostali utopieni w wannie. Śmierć całej trójki potwierdziła wezwana na miejsce policja.

Jak się okazało, mieszkający z 36-latką ojciec chłopców i mąż kobiety Shane Walker (36 l.) od kilku godzin był pod opieką policji. Około 7.30 am mundurowi zatrzymali go, gdy pijany błąkał się po ekspresówce przy Verrazano-Narrows Bridge i przewieźli do szpitala. Mężczyzna, służący w Siłach Powietrznych w tej samej bazie co jego żona, jest głównym podejrzanym o dokonanie makabrycznej zbrodni. Został już zatrzymany.

Pod domem kobiety w sobotę zebrał się tłum znajomych pary, którzy nie mogli uwierzyć w szokujące wieści. – To była cudowna osoba – mówiła jedna z koleżanek kobiety. Alla Ausheva przyjechała do USA w 2011 r. po wygranej w loterii wizowej. Siedem lat temu otrzymała obywatelstwo podczas uroczystości z udziałem Baracka Obamy (58 l.) w Białym Domu.
Źródło info i foto: se.pl

Matka poszła po piwo. 4-letnie dziecko wypadło z balkonu

36-letnia Koreanka usłyszała zarzut narażenia na niebezpieczeństwo swojego dziecka. Według policji, kobieta miała zostawić 4-latka w domu i wyjść po piwo. Podczas jej nieobecności chłopczyk wypadł z balkonu. Do zdarzenia doszło w niedzielę około godz. 23 na warszawskim Wilanowie.

Kobieta usłyszała zarzuty narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, co zagrożone jest karą do 3 lat pozbawienia wolności – mówi Robert Koniuszy z mokotowskiej komendy. Matka przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia.

W niedzielę około godz. 23 na warszawskim Wilanowie młoda kobieta zauważyła błąkające się po osiedlu dziecko, które miało zadrapania na twarzy i było wystraszone. Chłopczyk nie mówił po polsku. Kobieta wezwała policjantów oraz ratowników medycznych. Ustalono, że dziecko wypadło z balkonu jednego z mieszkań. W lokalu funkcjonariusze zastali 36-letnią Koreankę, która poinformowała, że właśnie szuka synka, który chwilę wcześniej spał w pokoju – powiedział Koniuszy.

Kobieta powiedziała policjantom, że wyszła z mieszkania na chwilę, gdy 4-latek zasnął w swoim pokoju. Przyznała, że udała się do sklepu po piwo, a później usiadła przed blokiem, żeby je wypić. Najprawdopodobniej wtedy chłopczyk obudził się i w poszukiwaniu mamy wyszedł na balkon. Dziecko wychyliło się i wypadło z drugiego piętra na rosnące pod budynkiem krzaki. To uratowało go przed poważnymi obrażeniami – podkreśla policjant.

Badanie na trzeźwość wykazało, że matka chłopca miała ponad pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

Chłopiec został przewieziony do szpitala, natomiast kobieta noc spędziła w policyjnej celi. O sprawie został poinformowany sąd rodzinny – powiedział Robert Koniuszy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kryminalni z Opola zatrzymali fałszywych policjantów

Kryminalni z Opola zatrzymali 36-letnią kobietę i jej 24-letniego brata. Oboje mieli podawać się za funkcjonariuszy policji i okradać seniorów. Wchodzili do mieszkań pod pretekstem fikcyjnego przeszukania. Rodzeństwo z Wrocławia wpadło już kilka dni po popełnionych przestępstwach. Zatrzymani usłyszeli zarzuty kradzieży z przywłaszczeniem funkcji publicznej. Decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani na 2 miesiące. Sprawa ma charakter rozwojowy – przestępczy proceder zatrzymanych mógł odbywać się nawet w całej Polsce.

Pierwszą ofiarą oszustów w naszym województwie była 84-letnia mieszkanka Opola. Kobieta zorientowała się, że straciła 2 000 złotych, chwilę po wizycie niespodziewanych gości. Po kilku godzinach identyczne zgłoszenie wpłynęło od seniorki ze Strzelec Opolskich – kobiecie skradziono z mieszkania 800 złotych i 150 euro. W oby przypadkach do drzwi mieszkania zapukali kobieta i mężczyzna podający się za funkcjonariuszy policji. Twierdzili, że to przeszukanie, i że muszą sprawdzić, czy w domu nie ma ukrytych fałszywych banknotów. Pokazywali jakieś dokumenty twierdząc, że to policyjne legitymacje. Po chwili ze skradzionymi pieniędzmi wychodzili w pośpiechu z mieszkania

Sprawą zajęli się kryminalni z Komendy Miejskiej Policji w Opolu. Zaraz po zebraniu niezbędnych informacji, funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwanie osób podejrzewanych o to przestępstwo. Trop w tej sprawie prowadził aż do Wrocławia. To tam, zdaniem naszych śledczych, miała przebywać kobieta, która mogła dopuścić się obu tych kradzieży.

Opolscy policjanci o wszystkim poinformowali swoich wrocławskich kolegów, którzy 7 września br. zatrzymali wytypowaną 36-latkę. Jej wspólnik cieszył się wolnością tylko 3 dni dłużej. 24-letni brat zatrzymanej wcześniej kobiety wpadł na jednej z ulic w Opolu. Rodzeństwo usłyszało już zarzuty kradzieży w związku z przywłaszczeniem funkcji publicznej. Dodatkowo okazało się, że oboje w 2017 roku wyszli z więzienia, gdzie odbywali wyrok za identyczne przestępstwa. Sprawa ta ma charakter rozwojowy. Policjanci ustalili już kolejnych poszkodowanych, między innymi w Zielonej Górze. 36-latka i 24-letni mężczyzna decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani na 2 miesiące. Teraz grozi im kara do 7,5 roku więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Areszt dla 19-latka, który pobił i podpalił 36-letnią konkubinę

Na trzy miesiące do aresztu trafi 19-latek z powiatu piotrkowskiego, który pobił i podpalił swoją 36-letnią konkubinę. Mężczyzna usłyszał w prokuraturze zarzut usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Jak podała aspirant Ilona Sidorko z Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim, do zdarzenia doszło 9 sierpnia na terenie posesji w małej miejscowości w gminie Aleksandrów. 19-letni właściciel nieruchomości był tego dnia nietrzeźwy i znęcał się nad swoją 36-letnią konkubiną – bił ją i kopał po całym ciele. W pewnej chwili wyciągnął za włosy swoją ofiarę na podwórko, polał górną część ciała kobiety benzyną i rzucił w nią zapałką.

Poszkodowana była tak zastraszona, że nie skorzystała z pomocy lekarskiej, nie powiadomiła też policji, która dowiedziała się o zdarzeniu dopiero po dwóch tygodniach. Według rzeczniczki piotrkowskiej KMP, ciężko ranna 36-latka początkowo podawała różne wersje zdarzenia, jednak zabezpieczone na miejscu dowody, ślady i ostateczne zeznania pokrzywdzonej, a także opinia biegłego lekarza dały rzeczywisty obraz zdarzenia.

Mężczyzna został zatrzymany 22 sierpnia; usłyszał prokuratorskie zarzuty usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Na wniosek Prokuratora Rejonowego w Opocznie sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Milejów: Ukrainka urodziła dziecko w pracy i schowała je do kosza

Na terenie zakładów przetwórstwa owocowo-warzywnego w Milejowie (woj. lubelskie) 36-letnia obywatelka Ukrainy, która pracowała przy taśmie produkcyjnej urodziła dziecko i schowała do plastikowego kosza w toalecie. Noworodek na szczęście przeżył.

Ukrainka nagle odeszła od taśmy produkcyjnej. Gdy długo nie wracała, jej nieobecnością zainteresowała się siostra. Znalazła zakrwawioną kobietę w toalecie, po czym zawołała na pomoc inne pracownice zakładu. Dwie Polki znalazły w plastikowym koszu przy toalecie dziecko Ukrainki. Noworodek nie oddychał, jednak kobiety zdołały je uratować.

Ukrainka i jej córka trafiły do szpitala. Kobiety na razie nie udało się przesłuchać. Prokuratura prowadzi śledztwo w kierunku usiłowania zabójstwa noworodka. Biorąc pod uwagę, że kobieta działała w szoku poporodowym, może jej grozić do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Tragedia rodzinna w Zelczynie. Wstępne ustalenia ws. śmierci 36-latki i trójki dzieci

Według wstępnych ustaleń prokuratury, prawdopodobną przyczyną śmierci 36-letniej kobiety w Zelczynie było powieszenie, a trójka jej dzieci zginęła przez uduszenie – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko. W środę 41-letni mężczyzna, po powrocie rano z pracy do domu w miejscowości Zelczyna, znalazł powieszone ciało 36-letniej żony. W łóżkach były ciała trójki dzieci w wieku 4, 9 i 12 lat. Na zwłokach dzieci nie było widocznych śladów obrażeń.

Po oględzinach biegły stwierdził, że prawdopodobnie zgon 36-letniej kobiety nastąpił na skutek powieszenia, zgon dwójki dzieci w wieku 12 i 4 lat w wyniku zadzierzgnięcia, zaś 9-letniego dziecka w wyniku zadławienia – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko.

Dokładne przyczyny śmierci pomogą ustalić sekcje zwłok w Zakładzie Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wykonane tam zostaną także badania toksykologiczne.

Śledztwo dotyczące zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem lub w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie prowadzi w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Wieliczce. Przesłuchano rodzinę i sąsiadów. 41-letni ojciec dzieci trafił do szpitala. Jest w szoku. Według wstępnych ustaleń śledczych, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tragedii jest samobójstwo rozszerzone. Śledczy zakładają, że kobieta najpierw zabiła swoje dzieci, a potem targnęła się na własne życie.

Policja nie miała żadnych zgłoszeń i interwencji dotyczących tej rodziny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

36-latka, która skatowała miesięczną córeczkę usłyszała zarzuty

Zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym usłyszała w środę 36-letnia matka zmarłej we wtorek miesięcznej dziewczynki. „Za ten czyn grozi do dożywocia” – powiedział PAP prokurator rejonowy w Radziejowie (Kujawsko-Pomorskie) Waldemar Kwiatkowski.

Kobieta została przesłuchana w charakterze podejrzanej. Przedstawiono jej zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Ona rzucała małym dzieckiem o zamarzniętą ziemię, a następnie je podduszała i pozostawiła na mrozie przy temperaturze -6 stopni Celsjusza, a więc godziła się na to, że dojdzie do zgonu dziecka. Taka też jest przyczyna śmierci podana po przeprowadzonej sekcji zwłok – dodał prokurator Waldemar Kwiatkowski.

Za ten czyn kobiecie grozi kara dożywotniego więzienia. Prokurator wskazał, że matka nie umiała do końca wyjaśnić, dlaczego to zrobiła, ale przyznała się do zabójstwa. Z jej wyjaśnień wynika, że zamiar pozbycia się dziecka zrodził się nagle – w nocy. Ta pani miała wcześniej epizody depresyjne, z powodu których była dwukrotnie hospitalizowana. Doszło do nich po urodzeniu wcześniejszego dziecka. Z naszych ustaleń wynika, że jest to matka dwójki dzieci, ale jest jeszcze mowa o trzecim. Nie zostało to jeszcze ostatecznie wyjaśnione – podkreślił prokurator.

Prokuratura złożyła do sądu wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu na okres trzech miesięcy z uwagi na grożącą wysoką karę. Miesięczna dziewczynka znaleziona we wtorek rano w pobliżu rodzinnego domu w gminie Piotrków Kujawski (Kujawsko-Pomorskie) zmarła po kilku godzinach w szpitalu w Toruniu. Dziecko było nieprzytomne, gdy je znaleziono. Policja tego samego dnia zatrzymała 36-letnią matkę.

Dyżurny policji w Radziejowie otrzymał informację około godziny 5.15, z której wynikało, że miesięczna dziewczynka jest nieprzytomna, wychłodzona i potrzebuje pomocy. Gdy policjanci przyjechali, dziewczynka była w domu, pomocy udzielali jej lekarze. Okazało się, że dziecko na polu w pobliżu domu znalazła krewna, jedna z domowniczek – powiedział PAP oficer radziejowskiej policji asp. szt. Marcin Krasucki.

Matka dziecka była trzeźwa, została zatrzymana przez policję. Funkcjonariusze policji, pod nadzorem prokuratury, wyjaśniają okoliczności zdarzenia. Jak poinformował rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Ludwika Rydygiera w Toruniu Janusz Mielcarek, dziewczynka, która została przywieziona do lecznicy przed godziną 10, zmarła o 12.55. Niemowlę trafiło do nas w stanie agonalnym. Nie podajemy innych informacji w tej sprawie – dodał rzecznik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowa Wieś: 36-latka zatrzymana za znęcanie się nad miesięczną córeczką

​Makabryczna historia z województwa kujawsko-pomorskiego. Mieszkanka powiatu radziejowskiego znęcała się nad miesięczną córeczką. W nocy 36-letnia mieszkanka Nowej Wsi wyniosła na pole swoją miesięczną córeczkę, którą rzucała o ziemię i podduszała. Niemowlę w ciężkim stanie trafiło do szpitala. Jak ustalili nasi dziennikarze – kobieta cierpi na depresję. Została zatrzymana.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano fałszywą policjantkę

Policjanci z mokotowskiego wydziału kryminalnego zatrzymali kobietę podejrzaną o oszustwo metodą „na policjanta”. Pokrzywdzona wypłaciła z banku gotówkę i przekazała ją 36-letniej Agnieszce K. Chwilę wcześniej ta sama osoba będąc przekonana, że bierze udział w policyjnej akcji wrzuciła pieniądze do kosza na śmieci. Kopertę z pieniędzmi podjął wtedy 19-letni Sebastian D. Nie zdążył jednak przekazać jej swoim zleceniodawcom, został zatrzymany i tymczasowo aresztowany.

Zatrzymanie Agnieszki K. to kontynuacja sprawy z 23 listopada ubiegłego roku. To wtedy dzięki determinacji i zaangażowaniu mokotowskich kryminalnych na gorącym uczynku przestępstwa zatrzymany został 19-letni Sebastian D. Mężczyzna podjął z kosza na śmieci kopertę z 25 000 złotych wrzuconą tam przez pokrzywdzoną. Policjanci odzyskali pieniądze, a 19-latek został tymczasowo aresztowany.

Funkcjonariusze z mokotowskiego wydziału kryminalnego ustalili sieć powiązań pomiędzy telefonistami, zleceniodawcami, werbownikami, a odbierakami działającymi w stolicy. Posiadając tę wiedzę po niespełna dwóch miesiącach policjanci w miniony wtorek zatrzymali 36-letnią Agnieszkę K. kolejną osobę zamieszaną w to przestępstwo. Kobieta od tej samej pokrzywdzonej odebrała 40 000 złotych.

Agnieszka K. usłyszała już zarzut oszustwa. Za ten czyn zgodnie z kodeksem karnym 36-latce grozi teraz do 8 lat pozbawienia wolności. Policjanci pracujący nad tą sprawą nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kraków: Zwłoki kobiety i dziecka w piwnicy jednego z bloków

We wtorek, w piwnicy jednego z krakowskich bloków przy ulicy Krowoderskich Zuchów znaleziono zwłoki kobiety i dziecka – podał LoveKraków. Kilkutygodniowe niemowlę ma rany kłute. Według nieoficjalnych informacji dziennikarza RMF FM, po godzinie 6:00 rano 36-letnia kobieta, która dwa tygodnie wcześniej urodziła dziecko, zabrała je do piwnicy i tam zadała mu kilka ciosów nożem w klatkę piersiową. Sama sobie zadała kilkanaście ciosów w brzuch.

Nic nie wskazuje na to, by w sprawę zamieszane były osoby trzecie – donosi reporter RMF FM Marek Wcisło. Z informacji podawanych przez lokalne media wynika, że wcześniej zaginięcie matki i dziecka zostało zgłoszone przez rodzinę.
Źródło info i foto: interia.pl