Śląsk. 37-latek przyjechał zobaczyć się z dzieckiem. Zniszczył dom i podpalił samochody

01.29.2018 Zielona Gora Swiatla sygnaly policyjne na radiowozie fot. Piotr Jedzura/REPORTER

37-latek z Rybnika przyjechał w weekend na widzenie się z dzieckiem. Gdy zdał sobie sprawę, że w mieszkaniu w Jastrzębiu-Zdroju nikogo nie ma, wpadł w szał. Chwycił za siekierę, którą wybił drzwi i szyby domu. Eksces zakończył podpaleniem pobliskich samochodów, które oblał benzyną…

Historię ze Śląska przybliżył „Dziennik Zachodni”. W sobotę, 24 sierpnia, na ulicy Osińskiej w Jastrzębiu-Zdroju rozegrały się dantejskie sceny. Gdy mężczyzna zdał sobie sprawy, że nie zobaczy się z dzieckiem rozpętał w okolicy istne piekło. Zaczął od sięgnięcia po siekierę i wybijania szyb oraz drzwi. Skończył na oblaniu benzyną pobliskich aut i ich podpaleniu. Mieszkańcy uciekli z domu tylnym wyjściem do sąsiada. 

Sąsiedzi wezwali na miejsce policję. 

„Policjanci byli pierwsi na miejscu i przed domem pod wskazanym adresem zastali płonącego mercedesa” – BARTOSZ FRĄTCZAK Z JASTRZĘBSKIEJ POLICJI, DLA „DZIENNIKA ZACHODNIEGO”

Policjanci i mieszkańcy gasili pojazd, z którego ogień mógł łatwo rozprzestrzenić się na dom. Później ich obowiązki przejęli strażacy. Poszukiwanie podpalacza trwało krótko. Okazało się, że ukrywał się „w niedalekich krzakach z siekierą w ręce”.

– Sprawca siekierą walił w drzwi, siekierą walił w okna i siekierą powybijał przednie szyby i reflektory w trzech zaparkowanych przed domem pojazdach – to były dwa fiaty panda oraz mercedes. A potem wyjął 5 litrowy baniak, polał mercedesa i podpalił – dodał Frątczak w rozmowie z dziennikiem.

Mężczyzna trafił do aresztu. Wkrótce usłyszy zarzuty.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wałbrzych: 37-latek udusił żonę sznurówką

Rodzinna tragedia w Wałbrzychu (Dolny Śląsk). Wszystko wskazuje na to, że 37-latek udusił swoją żonę sznurówką. Wpadł, bo zadzwonił po karetkę tłumacząc, że znalazł na ziemi nieprzytomną partnerkę. Śledczy nie dali wiary jego tłumaczeniom, a przeprowadzona sekcja zwłok tylko potwierdziła, że 40-latka została uduszona.

Dramat rozegrał się w nocy z piątku na sobotę w wałbrzyskiej dzielnicy Podgórze, przy ulicy Niepodległości. Na pogotowie zadzwonił mieszkaniec jednego z tamtejszych bloków, informując z przerażeniem, że znalazł na podłodze nieprzytomną żonę. Ambulans natychmiast udał się pod wskazany adres. Ratownicy nie mieli jednak komu już pomagać, bowiem przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon kobiety.

Dramat rozegrał się w nocy z piątku na sobotę w wałbrzyskiej dzielnicy Podgórze, przy ulicy Niepodległości. Na pogotowie zadzwonił mieszkaniec jednego z tamtejszych bloków, informując z przerażeniem, że znalazł na podłodze nieprzytomną żonę. Ambulans natychmiast udał się pod wskazany adres. Ratownicy nie mieli jednak komu już pomagać, bowiem przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon kobiety.

Jak zawsze w takich przypadkach sprawą zajęła się policja oraz prokurator. Podejrzenia szybko padły na męża 40-latki, którego zaczęto podejrzewać o uduszenie partnerki. Przeprowadzono sekcję zwłok, która tylko potwierdziła przyczynę zgonu, a niedługo potem mężowi ofiary postawiono zarzut zabójstwa.

37-latek od początku utrzymuje, że jest niewinny. Jego zapewnienia jednak nie wystarczyły i został aresztowany na 3 miesiące. Za morderstwo żony, do którego zdaniem śledczych miała posłużyć sznurówka, mężczyzna może dostać nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Andrespol: Zabójstwo 42-letniej kobiety

Makabrycznego odkrycia dokonano w jednym z domów jednorodzinnych na terenie Andrespola pod Łodzią. Policjanci znaleźli tam zakrwawione ciało 42-letniej właścicielki mieszkania. Wokół było mnóstwo krwi. Funkcjonariusze zatrzymali już mężczyznę podejrzewanego o okrutną zbrodnię. 37-latkowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

W sobotę (27 lipca) około godziny 5 nad ranem policjanci zostali powiadomieni, że w jednym z domów jednorodzinnych na terenie Andrespola znajdują się zwłoki kobiety. Kiedy funkcjonariusze udali się pod wskazany adres, dokonali makabrycznego odkrycia. Na podłodze w mieszkaniu leżało zakrwawione ciało kobiety. Wokół było mnóstwo krwi. Kobieta została zamordowana.

Na miejscu zbrodni policjanci zabezpieczyli szereg śladów. Rozpoczęło się typowanie i szukanie sprawcy. Ze zgromadzonych materiałów wynikało, że związek z zabójstwem kobiety może mieć jej konkubent. Policjanci natychmiast udali się w miejsce zamieszkania 37-latka. Tam jednak nikt nie otwierał im drzwi.

Funkcjonariusze podejrzewali, że mężczyzna się ukrywa. Dlatego też policjanci – przy użyciu drabiny – weszli przez uchylone okno do domu. Po przeszukaniu pomieszczeń funkcjonariusze odnaleźli poszukiwanego w… szafie. Policjanci nie byli w stanie z nim się porozumieć. 37-latek miał ponad 1,3 promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna został zatrzymany. Jak się okazało, w przeszłości miał już wielokrotnie konflikty z prawem.

Z informacji łódzkiej policji wynika, że 37-latek w amoku zamordował swoją partnerkę. Zadawał 42-latce ciosy nożem i uderzał tępym narzędziem. Dlaczego zabił? To ustali śledztwo. Za zabójstwo grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Areszt dla radnego, który zaatakował policjantów nożem

Sąd Rejonowy w Busku-Zdroju (Świętokrzyskie) na wniosek miejscowej prokuratury aresztował w poniedziałek (20 maja) na trzy miesiące 33-latka podejrzanego m.in. o usiłowanie zabójstwa policjanta, a na dwa miesiące – 37-latka podejrzanego o kierowanie gróźb. Młodszy mężczyzna zaatakował nożem funkcjonariusza przed jednym ze sklepów.

O decyzji buskiego sądu poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach, sędzia Tomasz Durlej.

„Wobec mężczyzny podejrzanego o usiłowanie zabójstwa i czynną napaść na funkcjonariusza policji zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na trzy miesiące, ustalając iż zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że dopuścił się zarzucanego mu czynu, a czyn – w szczególności ten dotyczący usiłowania zabójstwa – jest zagrożony surową karą, i to jest samodzielna przesłanka do zastosowania tego środka” – opisywał sędzia Durlej.

W niedzielę 33-letni Łukasz Sz. z Buska-Zdroju usłyszał w tutejszej prokuraturze dwa zarzuty. Jak informował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz, pierwszy zarzut dotyczy usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji, dokonania czynnej napaści na niego oraz wywierania wpływu na czynności służbowe i spowodowania u niego obrażeń ciała. Drugi zarzut jest związany ze znieważeniem innego funkcjonariusza podczas i w związku z pełnieniem przez niego czynności służbowych. Podejrzany nie przyznał się i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań.

Drugiego z zatrzymanych sąd aresztował na dwa miesiące. 37-letni Łukasz W. z Kielc, usłyszał zarzut kierowania gróźb karalnych wobec klientki sklepu, przed którym interweniowali policjanci. Mężczyzna także nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

Łukaszowi Sz. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności, a Łukaszowi W. – kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Dwaj policjanci z Buska-Zdroju (Świętokrzyskie) zostali zaatakowani podczas sobotniej interwencji przed jednym z miejscowych marketów. W trakcie szamotaniny jeden z policjantów dwukrotnie został dźgnięty nożem w plecy, a drugi doznał rozcięcia dłoni. W związku ze sprawą zatrzymano dwóch mężczyzn. Jeden z zatrzymanych to buski radny.
Źródło info i foto: portalsamorzadowy.pl

Policjant raniony nożem podczas interwencji

Funkcjonariusz policji został ugodzony nożem w plecy podczas dramatycznych wydarzeń w sklepie w Busku-Zdroju (woj. świętokrzyskie) – informuje RMF FM. Policja została wezwana do markety przy ul. Poprzecznej w Busku Zdroju. Tam dwóch mężczyzn awanturowało się, a jeden z nich groził nożem klientce. Gdy służby dotarły na miejsce, doszło do szamotaniny. Napastnik zaatakował nożem policjanta, zadał mu kilka ciosów w plecy.

32-latka i 37-latka udało się obezwładnić dzięki pomocy klientów i przechodniów, a policjanta przewieziono do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Mężczyzny prawdopodobnie byli pod wpływem środków odurzających. Reporter RMF FM dowiedział się nieoficjalnie, że jednym z napastników jest radny Buska-Zdroju.
Źródło info i foto: kielce.onet.pl

Policjanci zatrzymali seryjnego włamywacza. W okradanym mieszkaniu zgubił swój telefon

Policjanci zatrzymali seryjnego włamywacza, który nocami okradał mieszkania. Mężczyznę udało się ująć m.in. dzięki temu, że w miejscu przestępstwa zostawił swój telefon. 37-latek usłyszał 93 zarzuty, decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.

Mężczyzna przyznał się do winy, grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności. 37-latek okradał mieszkania i domy w Krakowie oraz na terenie gminy Zielonka nocą, gdy właściciele spali. Rabuś najczęściej wykorzystywał niezabezpieczone drzwi mieszkań, a w jednym przypadku wszedł do cudzego domu przez właz dla psów – poinformowała w poniedziałek Barbara Szczerba z zespołu prasowego małopolskiej policji

Pierwsze zawiadomienie w tej sprawie policjanci przyjęli w styczniu. Wówczas łupem złodzieja padły dokumenty, pozostawione przez najemcę w przedpokoju mieszkania. Jak się okazało, był to początek serii kradzieży i włamań – stwierdziła przedstawicielka biura prasowego małopolskiej policji.

W ciągu kolejnych miesięcy włamywacz splądrował kilkanaście kolejnych mieszkań. Zabierał z nich nie tylko portfele z pieniędzmi, dokumentami oraz kartami bankomatowymi, ale także biżuterię, perfumy, smartfony, tablety i laptopy. Interesował się też elektronarzędziami przechowywanymi przez właścicieli w piwnicach. Chętnie korzystał również ze skradzionych kart, posługując się nimi podczas transakcji płatniczych, których wykonał niemal 70.

Intensywna praca operacyjna oraz żmudna analiza akt postępowań doprowadziły policjantów do 37-letniego krakowianina, wielokrotnie karanego za przestępstwa przeciwko mieniu, który w więzieniu spędził łącznie 11 lat. Pomocny w typowaniu sprawcy okazał się smartfon, który mężczyzna nieopatrznie pozostawił w jednym z okradzionych mieszkań – powiedziała Szczerba.

W ostatnią środę kryminalni przygotowali zasadzkę na mężczyznę. 37-latek został zatrzymany na obrzeżach Krakowa, gdy wracał swoim samochodem do domu. Podczas przeszukania policjanci znaleźli przy nim kilka skradzionych telefonów komórkowych i prawie 38 g amfetaminy. Natomiast w wynajmowanym przez niego mieszkaniu funkcjonariusze zabezpieczyli pochodzące z rabunków elektronarzędzia oraz opróżnione portfele i torby.

Mężczyzna usłyszał łącznie 93 zarzuty – podejrzany jest o szereg kradzieży, włamań, posługiwanie się cudzymi kartami płatniczymi, posiadanie substancji psychotropowych, znieważenie oraz naruszenie nietykalności cielesnej policjantów, a także groźby kierowane pod adresem kobiety, która obudziła się, gdy usiłował splądrować jej dom. Za większość czynów odpowie w warunkach tzw. recydywy.

Sąd zastosował wobec 37-latka tymczasowy areszt na wniosek Prokuratury Rejonowej Kraków-Prądnik Biały.
.Źródło info i foto: Dziennik.pl

37-latek wszedł z kanistrami benzyny do katedry w Nowym Jorku. Zarezerwował też bilet do Rzymu

W środę do nowojorskiej katedry Świętego Patryka na Manhattanie wszedł mężczyzna z dwoma kanistrami benzyny, płynem do zapalniczek i zapałkami – podała lokalna policja. 37-latek został zatrzymany. W czwartek usłyszał zarzuty między innymi próby podpalenia i stworzenia zagrożenia życia. Oskarżony to 37-letni Marc Lamparello, mieszkaniec stanu New Jersey i pracownik wydziału filozofii nowojorskiego City University.

Mężczyzna wszedł do znajdującej się na Manhattanie katedry przed godziną 20 czasu lokalnego. Według policji miał przy sobie ponad 4 galony (ponad 15 litrów) benzyny, dwie butelki innego palnego płynu oraz dwie zapalniczki. Mężczyzna został zatrzymany przez ochronę i poproszony o opuszczenie świątyni. Gdy odwrócił się i zaczął kierować do wyjścia, na podłogę rozlał zawartość kanistrów. Nie wiadomo, czy zrobił to celowo.

Pracownicy ochrony natychmiast zawiadomili policję, która – po wstępnym przesłuchaniu – przewiozła mężczyznę do aresztu. 37-latek twierdził, że chciał przejść przez świątynię, by skrócić sobie drogę do samochodu, w którym skończyło mu się paliwo. Policja sprawdziła pojazd. Okazało się, że jego bak był pełen.

„Zachowanie, które powinno wzbudzić poważne obawy”

Jak poinformował John Miller, zastępca szefa wydziału do spraw wywiadu i antyterroryzmu nowojorskiej policji, monitoring miejski zarejestrował, jak Lamparello krążył swoim minivanem wokół katedry na ponad godzinę przed zatrzymaniem. Później zaparkował samochód w pobliżu świątyni, przeszedł się po okolicy, wrócił do samochodu i wyciągnął z niego kanistry z benzyną. – Gdy ktoś wchodzi do tak znanego miejsca, jak katedra Świętego Patryka, mając przy sobie cztery galony benzyny, płyn do zapalniczek i zapalniczki, to jest to zachowanie, które powinno wzbudzić poważne obawy – stwierdził Miller.

Zapytany, czy działanie mężczyzny mogło mieć podłoże terrorystyczne, odpowiedział, że „jest zbyt wcześnie, by to ocenić”, ale nie wykluczył tej wersji. Poinformował jednak, że „nie wydaje się, by [oskarżony – red.] był związany z jakąkolwiek grupą terrorystyczną”. Nawiązując do pożaru w katedrze Notre Dame, Miller zauważył, że incydent w nowojorskiej świątyni „wskazuje na coś bardzo podejrzanego”.

Do incydentu doszło dwa dni po głośnym pożarze słynnej paryskiej katedry Notre Dame. Agencja Reutera dodatkowo zwraca uwagę, że w ostatnim czasie, między 26 marca a 4 kwietnia, w Luizjanie spłonęły trzy afroamerykańskie kościoły. Sprawca podpaleń został zatrzymany i usłyszał zarzut przestępstwa motywowanego nienawiścią. Neogotycka katedra Świętego Patryka to jedna z najbardziej charakterystycznych budowli w Nowym Jorku. Jest uważana za jeden z najważniejszych symboli Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych. W sercu Manhattanu stoi od 1879 roku.

„To dom boży, powinien być otwarty”

Jak pisze Fox News, w poniedziałek miał miejsce inny incydent z udziałem Lamparello, tym razem w Newark w stanie New Jersey. Po wieczornej mszy w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa mężczyzna odmawiał opuszczenia świątyni. Gdy wezwano policję, miał powiedzieć: – To dom boży, powinien być otwarty. Będziecie musieli mnie zamknąć. Wiadomo również, że Lamparello miał zarezerwowany na czwartek bilet lotniczy do Rzymu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Strzelanina w Radlinie. 23-latek postrzelił 37-letniego mężczyznę

Policjanci z Radlina zatrzymali 23-latka, który postrzelił 37-letniego mężczyznę. Te dramatyczne sceny rozegrały się po tym, jak 37-latek zwrócił uwagę kierowcom na zbyt szybką i agresywną jazdę. Wtedy pasażer jednego z samochodów sięgnął po śrutową broń pneumatyczną i zaczął strzelać. Mężczyzna z ranami postrzałowymi trafił do szpitala.
Źródło info i foto: nowiny.pl

Kolejny brutalny gwałt na plaży w Rimini. Sprawcą 37-latek z Bangladeszu

Włoska policja zatrzymała podejrzanego o gwałt 37-latka pochodzącego z Bangladeszu. Mężczyzna był dobrze znany śledczym, miał w kartotece już trzy inne podejrzenia o napaści seksualne, w tym jedną na osobę nieletnią.

Ofiarą jest turystka z Danii. 26-latka wieczorem pokłóciła się z chłopakiem i sama wracała do hotelu. To wtedy zaczął zaczepiać ją uliczny handlarz różami. Miał najpierw „komplementować” kobietę, a później zaciągnął ją w krzaki i brutalnie zgwałcił.

Krzyczącą ofiarę usłyszał klient pobliskiej restauracji. Przybiegł na miejsce, przez co wystraszył oprawcę. Już po zatrzymaniu gwałciciela, świadek go rozpoznał i pomógł zidentyfikować – informuje breitbart.com.

To kolejny gwałt na turystce we Włoszech w ostatnim czasie. Niedawno ofiarą napaści seksualnej padła inna turystka z Danii, która wypoczywała z rodziną nad jeziorem Garda. Rok temu ofiarą gwałtu w Rimini padła też młoda Polka.
Źródło info i foto: o2.pl

Łódź: 37-latek z zarzutami. Zaatakował nożem ratownika medycznego, który chciał mu pomóc

Do 10 lat więzienia grozi 37-latkowi, który w sobotę w Łodzi zaatakował ratowników medycznych, chcących udzielić mu pomocy. Jednego z nich zaatakował nożem. Mężczyzna usłyszał zarzuty czynnej napaści, znieważenia funkcjonariusza publicznego i gróźb karalnych. W sobotę w Łodzi do leżącego na chodniku mężczyzny wezwany został zespół ratownictwa medycznego. Gdy ratownicy przyjechali na miejsce i chcieli udzielić pomocy mężczyźnie, ten stał się agresywny. Jednego z ratowników zaatakował nożem.

Na miejsce wezwano policję, która zatrzymała napastnika.

– Podczas niedzielnego przesłuchania przed prokuratorem mężczyzna mówił, że nic nie pamięta. W chwili zdarzenia był pijany – powiedzial rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Śledczy zapowiedzieli złożenie wniosku o areszt dla 37-latka.

Rzecznik wyjaśnił również, że surowa kwalifikacja czynu wynika z tego, że ratownicy, wykonując czynności służbowe korzystają z ochrony jak funkcjonariusz publiczny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl