Warszawa: Morderstwo na plebanii

11 kwietnia 38-letni Jan B. wtargnął na teren parafii św. Augustyna na warszawskich Nowolipkach. Tam zaatakował dwie osoby. Z zimną krwią zamordował 65-letniego mężczyznę, który był zatrudniony w parafii jako cywilny pracownik i ranił księdza spieszącego na ratunek ofierze napaści. Następnie bandyta stracił przytomność. Już wówczas śledczy spekulowali, że napastnik mógł być pod wpływem środków odurzających. Prokuratura Okręgowa w Warszawie otrzymała już wyniki badań toksykologicznych. Co z nich wynika?

– Z opinii biegłego wynika, iż we krwi podejrzanego Jana B. stwierdzono obecność tetrahydrokanabinolu, jest on głównym składnikiem psychoaktywnym produktów ziela konopi innych niż włókniste, oraz jego metabolitów – informuje w oficjalnym oświadczeniu prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Oznacza to, że Jan B. mógł przed napadem palić marihuanę. Nie był jednak totalnie odurzony. Jak podaje TVN Warszawa, śledczy zastrzegają, że wysokość stężenia substancji wskazuje na to, że podejrzany był „w stanie po spożyciu” a nie „pod jej wpływem”.

Teraz prokuratura czeka na wyniki badań sądowo–psychiatrycznych. Dzięki nim będzie wiadomo, czy w chwili napaści Jan B. był poczytalny i świadomy napaści, której się dopuścił.

Plebania spłynęła krwią

W kwietniu na plebanii kościoła św. Augustyna przy ul. Nowolipie na stołecznym Muranowie doszło do tragedii. Około godziny 17 do domu parafialnego podszedł mężczyzna i zapukał. Otworzył mu cywilny pracownik. Wtedy intruz – 38-letni Jan B. – rzucił się na niego z pięściami! Hałas usłyszał ksiądz, który zadzwonił na policję, a potem ruszył z odsieczą. Został także zaatakowany.

Gdy napastnik został obezwładniony przez policjantów, stracił przytomność. Konieczna była reanimacja. Napastnik i 65-letni pokrzywdzony trafili do szpitala. Ten drugi był reanimowany już po przewiezieniu na OIOM. Niestety nie udało się go uratować.

Tuż po ataku głos zabrał rzecznik Archidiecezji Warszawskiej, ks. Przemysław Śliwiński. „Polećmy Bogu zmarłego w wyniku dzisiejszej napaści w przedsionku domu parafialnego przy kościele św. Augustyna w Warszawie. To Tato jednego z księży Archidiecezji Warszawskiej. Przybył do kościoła do spowiedzi” – napisał duchowny na Twitterze.

Zabójcy postawiono zarzuty

Jak informował w kwietniu TVN Warszawa, Jan B. usłyszał zarzut zabójstwa 65-latka. Oprócz tego usłyszał zarzut spowodowania obrażeń ciała u księdza, który ruszył na pomoc zaatakowanemu mężczyźnie. Do tej pory Jan B. nie przyznał się do winy. Nie złożył też żadnych wyjaśnień. Grozi mu dożywocie.

Jan B. nie jest postacią anonimową dla wymiaru sprawiedliwości. Kilka lat temu został skazany za kradzież rozbójniczą i naruszenie nietykalności cielesnej, znieważenie i spowodowanie obrażeń ciała. Z kolei w 2008 roku mężczyzna był notowany za jazdę pod wpływem alkoholu.

Jan B. trenował sztuki walki, ale też regularnie bywał w kościele na mszach św.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawa zabójstwa Grażyny Kuliszewskiej. Kim jest tajemniczy świadek?

Nowe fakty w sprawie Grażyny Kuliszewskiej – tragicznie zmarłej 34-letniej mieszkanki Borzęcina, której ciało po prawie dwóch miesiącach poszukiwań wyłowiono z rzeki Uszwica. Detektyw Bartosz Weremczuk twierdzi, że w tej sprawie miał zgłosić się tajemniczy świadek, który miałby dowody na niewinność męża kobiety – Czesława K.. Według detektywa tym świadkiem jest kobieta, która miała mieć romans z 38-latkiem.

Mąż Grażyny Kuliszewskiej – 38-letni Czesław K. podejrzany o zamordowanie swojej żony pozostaje w areszcie oczekując na decyzję brytyjskiego sądu. Kolejne posiedzenie sądu w Londynie zaplanowano na 17 września.

Czesław K. zwrócił się do sądu o zmianę prawnika. Chce, żeby w jego imieniu występował tzw. barrister, czyli wyższy rangą adwokat reprezentujący klienta przed sądem w trudniejszych sprawach karnych. Ostateczne posiedzenie w sprawie ekstradycji wyznaczono na 1 października. Wtedy prawdopodobnie zapadnie decyzja, czy 38-letni Polak zostanie wydalony z Wielkiej Brytanii.

Detektyw Bartosz Weremczuk, który przez kilka miesięcy pracował na zlecenie Czesława K., twierdzi, że obrońcy męża Grażyny Kuliszewskiej obecni w sądzie wskazywali, że istnieją dowody na jego niewinność. Jednak jedyny świadek jak do tej pory nie złożył zeznań. „Dowód ten ma rzekomo posiadać polska prokuratura, która nie przedłożyła go brytyjskiemu sądowi, co dla podejrzanego i jako obrońców jest wyraźnym sygnałem na brak rzetelności i bezstronności polskiego wymiaru sprawiedliwości” – pisze detektyw Weremczuk.

„Kobieta, która nawiązała bliższą relację z Czesławem”

Kim jest świadek, który miał zeznawać na korzyść Czesława K.? – W naszej ocenie tajemniczym świadkiem może być kobieta, która po śmierci Grażyny Kuliszewskiej nawiązała bliższa relację z Czesławem i miała pomagać mu zdobywać dowody na jego niewinność. Zebrane przez nas materiały mogą świadczyć o tym, że niedługo po pogrzebie żony Czesław miał romans z młodą Polką – przekonuje detektyw Bartosz Weremczuk w rozmowie z Fakt24. Nie wiadomo, dlaczego tajemnicza kobieta nie złożyła jeszcze zeznań na korzyść Czesława K. Czy to możliwe, że sama ma wątpliwości, co do jego niewinności?

Prokuratura nie chce odnosić się do relacji detektywa. – Nie komentujemy doniesień medialnych – zaznacza prokurator Marcin Michałowski z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie w rozmowie z Fakt24 i dodaje, że osobom zainteresowanym sprawą poleca zapoznanie się z procedurą Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Mamed Chalidow w prokuraturze. Ma usłyszeć zarzuty

Były zawodnik mieszanych sztuk walki Mamed Chalidow został doprowadzony do śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej. Ma usłyszeć zarzuty dotyczące paserstwa luksusowych samochodów.

Mieszkający od lat w Polsce zawodnik MMA czeczeńskiego pochodzenia został zatrzymany we wtorek pod Olsztynem. Akcja policji, w której wzięli udział antyterroryści, przebiegła spokojnie. W trakcie przeszukań w domu sportowca i miejscu prowadzonej przez niego działalności zabezpieczono wartościowe przedmioty, które mogą pochodzić z przestępstwa – podawała policja.

Według ustaleń dziennikarzy RMF FM, policyjni antyterroryści weszli do domu Chalidowa około godziny 6:00 rano, mieli wyważyć okna. Chalidow nie stawiał oporu.

Zatrzymanie 38-letniego Mameda Chalidowa ma związek z prowadzoną pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Katowicach sprawą paserstwa luksusowych samochodów. Jak informowała wcześniej Prokuratura Krajowa, sprawa dotyczy m.in. aut: Porsche Panamera, Range Rover Evoque, BMW M6 i BMW serii 7.

W tym samym śledztwie, które toczy się od stycznia 2018 roku, już wcześniej zostały aresztowane cztery inne osoby. Po przesłuchaniu Mameda Chalidowa zapadnie decyzja w sprawie stosowania wobec niego środków zapobiegawczych. Po zakończeniu przesłuchania prokuratura ma także poinformować o przebiegu tych czynności i szczegółach dotyczących zarzutów.

Urodzony w 1980 roku w Groznym Mamed Chalidow jest jednym z najbardziej znanych zawodników MMA, występował także w filmach i reklamach. W Polsce mieszka od 1997 roku. W 2010 roku odebrał polskie obywatelstwo i reprezentował polskie barwy.

Jeszcze w Groznym trenował karate, po przyjeździe do Polski uprawiał taekwondo, boks i zapasy. Po przyjeździe do Polski, od 2004 roku startował w mieszanych sztukach walki, odnosząc w tej dyscyplinie wiele sukcesów. Był m.in. mistrzem Polski w MMA oraz międzynarodowym mistrzem świata KSW (Konfrontacji Sztuk Walki). Występował m.in. na ringach w USA i Japonii. Karierę sportową zakończył w grudniu 2018 roku. W styczniu na ekrany kin wszedł film pt. „Underdog”, w którym zagrał jedną z ról.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wyrok dla policjanta z Brodnicy oskarżonego o przestępstwa seksualne

Krzysztof G., były policjant z Brodnicy oskarżony o przestępstwa seksualne, do których dochodziło na komisariacie, został nieprawomocnie skazany. Mężczyzna spędzi więzieniu dwa i pół roku. Sąd Rejonowy w Brodnicy uznał, że między Krzysztofem G. a przebywającą na posterunku w 2017 roku doszło do zbliżenia. Kobieta utrzymywała, że została zgwałcona, ale zachowanie policjanta zostało ostatecznie zakwalifikowane jako „nadużycie stosunku zależności” przy doprowadzeniu do obcowania płciowego.

Tuż po tym, jak 25-latka zgłosiła przestępstwo, 38-letni wówczas funkcjonariusz został aresztowany i wyrzucony ze służby, a prokuratura postawiła mu zarzuty. W piątek zapadł wyrok: dwa lata i sześć miesięcy bezwzględnego więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: 38-latek strzelał z kuszy w kierunku przedszkola. Został zatrzymany

​Policjanci zatrzymali 38-latka, który strzelał z kuszy. Bełty lądowały głównie na placu zabaw pobliskiego przedszkola. Jacek P. usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – poinformowała nadkomisarz Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII.

Policjanci zostali wezwani do jednego z przedszkoli. Jego dyrektorka wskazała, że na podwórku, na którym bawią się dzieci są bełty prawdopodobnie od kuszy. Funkcjonariusze przeprowadzili rozmowę ze zgłaszającą i jedną z mam, która znajdowała takie przedmioty wcześniej – mówi nadkom. Joanna Węgrzyniak.

Patrolowcy szybko wytypowali mieszkanie, z którego prawdopodobnie były oddawane strzały. Niedługo potem zapukali do jego drzwi. Ponieważ właściciela nie było na miejscu poczekali na jego pojawienie się i zatrzymali go. W środku znaleźli i zabezpieczyli kuszę, cięciwy i bełty.

38-letni Jacek P. twierdził, że nie miał pojęcia o tym, że na taką broń należy posiadać pozwolenie, twierdził, że kupił ją na portalu za granicą, jednocześnie próbował zaprzeczać, by to on z niej strzelał – tłumaczy nadkom. Węgrzyniak.

Kryminalni i dochodzeniowcy przeprowadzili niezbędne czynności, a zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 38-latkowi zarzutu narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dodatkowo mężczyzna odpowie też za wykroczenie z ustawy o broni i amunicji. Decyzją sądu podejrzany został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: 38-letni Ukrainiec zaatakował nożem pod sklepem nocnym

38-letni obywatel Ukrainy najprawdopodobniej pobił i zaatakował nożem przypadkowego mężczyznę dlatego, że ten nie chciał oddać mu kupionej chwilę wcześniej butelki wódki. Napastnik usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa w związku z rozbojem, został tymczasowo aresztowany. Wszystko wydarzyło się po zmroku w Warszawie. Policjanci otrzymali wezwanie od ekspedientek sklepu, pod którym doszło do dramatu. Na miejscu znaleźli zakrwawionego mężczyznę, który musiał zostać zabrany przez pogotowie.

Jak wynikało z relacji kobiet, pokrzywdzony najpierw kupił w sklepie wódkę, a chwilę później ekspedientki odmówiły sprzedaży wódki przyszłemu napastnikowi, ponieważ był nietrzeźwy. Gdy mężczyzna wyszedł ze sklepu zaczepił pokrzywdzonego, pobił go, a na koniec ugodził kilkakrotnie nożem. Obywatel Ukrainy zaatakował, ponieważ jego ofiara nie chciała mu oddać butelki wódki.

Niebezpieczny 38-latek został zatrzymany w krótkim czasie od napaści. Obywatel Ukrainy usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa w związku z rozbojem. Został tymczasowo aresztowany. Grozi mu do 25 lat lub dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawca strzelaniny w siedzibie „The Capital Gazette”. „Udałem się do biura, aby wszystkich zabić”

38-letni Jarrod Ramos, który w siedzibie „The Capital Gazette” śmiertelnie postrzelił w czwartek pięć osób, wysłał trzy listy z groźbami. Listy datowane są na dzień, w którym doszło do ataku – podał w poniedziałek The Washington Post.

„(…) Udałem się do biura pozwanego Capital-Gazette Communications (…) aby zabić wszystkich obecnych” – fragment jednego z listów podał The Baltimore Sun. Listy zostały wysłane do sądu w Baltimore, do sądu apelacyjnego w Maryland i do firmy prawniczej.

Nie ujawniono do kogo były adresowane; ich pełna treść także nie została przekazana do publicznej wiadomości. Na listach znajdowała się data 28 czerwca – dzień, w którym doszło do ataku.

12-strzałowy pistolet i granaty dymne

„The Capital Gazette” wydawana w Annapolis, stolicy stanu Maryland powstała z połączenia z wydawaną od roku 1727 „The Maryland Gazette” i jest jedną z najstarszych gazet nieprzerwanie wydawanych w Stanach Zjednoczonych.

38-letni Jarrod Ramos, mieszkaniec miasteczka Laurel w stanie Maryland, wszedł w czwartek ok. godziny 15 czasu miejscowego do siedziby „The Capital Gazette” w Annapolis, w stolicy stanu Maryland. Ramos był uzbrojony w 12-strzałowy, samopowtarzalny pistolet i granaty dymne. Metodycznie strzelał do pracowników dziennika. Wstępne śledztwo wykazało, że Ramos zabarykadował drzwi wyjściowe siedziby gazety uniemożliwiając potencjalnym ofiarom ucieczkę z budynku.

W wyniku strzelaniny zginęło pięć osób: czworo dziennikarzy i jedna pracownica działu dystrybucji dziennika. Dwie osoby w stanie krytycznym przebywają w szpitalu.

Zdaniem prowadzących śledztwo, sprawca czwartkowej masakry był powodowany pragnieniem osobistej zemsty. Policja podczas rewizji w mieszkaniu Ramosa ustaliła, że od dawna planował swój atak na redakcję „The Capital Gazette”.

W 2013 r. pogróżki ustały

Ramos, jak poinformował prokurator Wes Adams w piątek, od dawna miał pretensje do dziennika, a nawet złożył wobec dziennika pozew o zniesławienie po tym jak „The Capital Gazette”, w roku 2011 opublikowała publicznie dostępne informacje, że otrzymał wyrok w zawieszeniu za uporczywe nękanie (ang. stalking) w mediach społecznościowych swojej byłej koleżanki szkolnej.

Sędzia odrzucił pozew Ramosa wobec gazety jako bezpodstawny. Mimo tej decyzji sędziego, Ramos wielokrotnie groził redakcji dziennika w swoich wpisach w serwisach społecznościowych.

Wydawcy „The Capital Gazette” z powodu tych pogróżek rozważali nawet w roku 2013 złożenie skargi na Ramosa, jednak zrezygnowali z takiego kroku, ponieważ obawiali się „pogorszenia sytuacji”. W roku 2013 pogróżki Ramosa wobec redakcji dziennika nagle ustały.

Ramosowi postawiono pięć zarzutów popełnienia morderstwa. Sąd nie zgodził się na zwolnienie Ramosa za kaucją i nakazał zatrzymanie go w areszcie śledczym w oczekiwaniu na proces.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Koniec policyjnej obławy w Sanoku. Zatrzymano 38-latka, który postrzelił żonę

Policja ujęła 38-letniego mieszkańca Sanoka, który w czwartek rano, prawdopodobnie z wiatrówki, miał zranić swoją żonę. Poszukiwany uciekał m.in. samochodem. Podczas obławy zderzył się z radiowozem. Poszkodowanych zostało dwóch funkcjonariuszy. Do zatrzymania mężczyzny doszło w czwartek około godz. 23. Mężczyzny od czwartku poszukiwało stu funkcjonariuszy policji.

Próbował wynająć pokój w sanockim hotelu

Policjanci ustalili, że 38-latek próbował wynająć pokój w jednym z hoteli na terenie miasta. Został zatrzymany razem z 39-letnim kolegą. Nie stawiał oporu.

Mężczyzna jeszcze w piątek ma stanąć przed prokuratorem.

Postrzelona śrutem żona mężczyzny została lekko ranna i nie wymagała leczenia szpitalnego. Według nieoficjalnych informacji, para była w trakcie rozwodu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lublin: Ciała trzech osób z ranami postrzałowymi głowy

W jednym z mieszkań w Lublinie policja znalazła ciała trzech osób z ranami postrzałowymi głowy. To członkowie jednej rodziny – podaje RMF FM. Jak ustaliło RMF FM, policja o tragedii dowiedziała się w piątek wieczorem. W jednym z mieszkań funkcjonariusze odnaleźli ciała 72-letniego Wojciecha B., jego 70-letniej żony oraz 38-letniej córki. Obok ofiar leżała dubeltówka. Wojciech B. miał na nią pozwolenie.

Policja podejrzewa samobójstwo rozszerzone – podaje RMF FM. Mężczyzna najprawdopodobniej najpierw zastrzelił żonę i córkę, a następnie popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania Paweł R. zatrzymany w USA

Policjanci Wydziału Kryminalnego pruszkowskiej komendy, przy ścisłej współpracy z Wydziałem Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP w wyniku działań operacyjnych ustalili miejsce pobytu 38-letniego Pawła R., poszukiwanego w związku z głośną sprawą zabójstwa z 1997 roku w Komorowie. W 2014 roku sąd wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

Mężczyzna był poszukiwany od kilku lat za przestępstwo rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia do sprawy głośnego zabójstwa w Komorowie w 1997 roku. W sierpniu 2013 roku nie powrócił z przepustki do zakładu karnego, gdzie odbywał karę pozbawienia wolności.

Policjanci z pruszkowskiej komendy prowadzący poszukiwania mężczyzny ustalili, że przebywa on najprawdopodobniej na terenie Stanów Zjednoczonych. Wszczęto za nim międzynarodowe poszukiwania. Funkcjonariusze z Pruszkowa, przy ścisłej współpracy z Wydziałem Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP w wyniku działań operacyjnych ustali miejsce pobytu mężczyzny, a amerykańcy policjanci dokonali jego zatrzymania.

Policjanci ze Stanów Zjednoczonych poinformowali o zatrzymaniu poszukiwanego ENA mężczyzny. 38-latek został już deportowany do Polski i osadzony w zakładzie karnym.
Źródło info i foto: Policja.pl