Ciało kobiety znalezione w zbiorniku wodnym. Nowe ustalenia śledczych

Makabryczne odkrycie w Gościeszynie (pow. wolsztyński) w Wielkopolsce. W zbiorniku wodnym na terenie jednej z prywatnych firm znaleziono zwłoki 47-letniej kobiety. Co tam się wydarzyło? Kim była ofiara? Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura.

Do makabrycznego odkrycia doszło we wtorek (23 czerwca). Na terenie jednej z firm, która zajmuje teren po byłym zakładzie PGR w Gościeszynie znaleziono zwłoki.

– Lekarz, który przyjechał na miejsce stwierdził zgon 47-letniej mieszkanki Wolsztyna – przekazał w rozmowie z „SE” asp.sztab. Wojciech Adamczyk, rzecznik prasowy KPP w Wolsztynie.

Sprawą zajmuje się prokuratura, która wyjaśnia okoliczności zdarzenia. Co tam się wydarzyło?

– Biegły obecny na miejscu ujawnienia zwłok i dokonujący ich oględzin nie stwierdził obrażeń zewnętrznych świadczących, że do śmierci kobiety przyczyniły się osoby trzecie – powiedział „SE” prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Czy wiadomo kim była 47-latka?

– Kobieta ta zajmowała się ochroną terenu. Nie mam informacji czy był pracownikiem zakładu, który jest właścicielem tego terenu – zdradza prok. Wawrzyniak.

W piątek ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok, która pozwoli na określenie przyczyny zgonu.
Źródło info i foto: se.pl

Miami: 47-latka oskarżona o zabójstwo 9-letniego syna. Początkowo informowała, że dziecko zostało uprowadzone

47-letnia kobieta z Miami na Florydzie (USA) początkowo informowała, że jej dziewięcioletni syn został uprowadzony. Świadek i monitoring ujawniły jednak zupełnie inny przebieg zdarzeń. Matka usłyszała zarzut zamordowania swojego autystycznego syna – donoszą lokalne media. Jak czytamy m.in. w CBS Miami w zeszły czwartek (22 maja) 47-latka zgłosiła zaginięcie swojego niepełnosprawnego dziecka. Policja rozpoczęła poszukiwania, jednak już następnego dnia okazało się, że dziewięciolatek nie żyje. Jego ciało odnaleziono w kanale – czytamy.

Kobieta początkowo relacjonowała, że jej syn został uprowadzony. Twierdziła, że podczas podróży samochodem jej drogę zajechało auto, z którego wysiadło dwóch czarnoskórych mężczyzn. Mieli oni żądać od kobiety narkotyków, a na końcu ją okraść i porwać syna.

Wersja ta szybko okazała się nieprawdziwa. Kobieta gubiła się w zeznaniach i nie potrafiła przekazać szczegółów zdarzenia. Nagranie z monitoringu w okolicy, a także zeznanie świadka ukazały zupełnie inny przebieg zdarzenia.

Jak się okazało, kobieta już wcześniej próbowała wepchnąć dziecko do wody. Uratował je wówczas przypadkowy przechodzień. Kobieta ponowiła jednak próbę morderstwa. Tym razem w okolicy nie było nikogo, kto mógłby pomóc chłopcu.

47-latka usłyszała zarzut morderstwa. Jak informują lokalne media, na sali sądowej tłumaczyła, że ciążyła jej opieka nad niepełnosprawnym synem. Z roku na rok dziecko miało się stawać coraz trudniejsze w wychowaniu i wymagać stałej opieki.
Źródło info i foto: interia.pl

Wielka Brytania: Pracownica kolei została opluta przez chorego na koronawirusa. Zmarła po dwóch tygodniach. Jest śledztwo

Brytyjskie służby wszczęły śledztwo w sprawie śmierci 47-latki, która podczas pracy na dworcu kolejowym w Londynie została opluta przez pasażera zakażonego koronawirusem. Dwa tygodnie po zdarzeniu kobieta zmarła. Jak podaje „The Guardian”, 47-letnia Belly Mujinga pracowała na dworcu kolejowym w Londynie. 22 marca ona i jeszcze jedna pracownica kolei zostały oplute przez osobę, która poinformowała je, że choruje na COVID-19. Po kilku dniach u kobiet rzeczywiście wystąpiły objawy zakażenia koronawirusem.

Mujinga miała kłopoty z oddychaniem, więc została przewieziona do szpitala, gdzie podłączono ją do respiratora. Kobieta zmarła 5 marca. Jak twierdzi kuzynka kobiety cytowana przez „The Guardian”, 47-latka błagała, aby nie musiała pracować poza kasą, bez zapewnionych środków ochrony. Krewna twierdzi, że pracodawcy wiedzieli o problemach Mujingi z oddychaniem, a mimo to kazali jej pracować na hali dworca i wchodzić w interakcje z pasażerami. Kolega z pracy zmarłej kobiety podkreśla, że nie pozwolono pracownikom nawet zakładać masek.

Angie Doll, dyrektorka zarządzająca Southern Railway i Gatwick Express, twierdzi, że „bardzo poważnie podchodzi do wszelkich zarzutów”, a bezpieczeństwo pasażerów i pracowników jest na pierwszym miejscu. Brytyjskie służby wszczęły dochodzenie w tej sprawie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polka porwana w Niemczech uwolniona

Po trwających tydzień poszukiwaniach Polka porwana w Niemczech przez dwóch rodaków została odnaleziona na terenie Francji i uwolniona z rąk porywaczy.

Prokuratura w Stuttgarcie poinformowała we wtorek wieczorem, że 47-letnia pielęgniarka została uwolniona, a jej porywacze aresztowani. Stan zdrowia kobiety jest dobry – podały władze. Po intensywnych poszukiwaniach policja francuska zlokalizowała miejsce pobytu porywaczy i ich ofiary – czytamy w komunikacie prokuratury i policji. W akcji uczestniczyli policjanci z Francji i Niemiec.

47-letnia Jolanta Szewczyk została uprowadzona w poniedziałek 3 czerwca w miejscowości Aspach koło Stuttgartu. Kobieta została wywieziona samochodem kempingowym w kierunku Francji. Policja zatrzymała byłego partnera porwanej, 51-letni Macieja I. oraz jego kolegę z pracy, 23-letniego Krzysztofa T.

W ostatnich dniach porywacze i ich ofiara przemieszczali się na piechotę. Porzucony pojazd znaleziono koło Strasburga, w odosobnionym miejscu w lesie. Policja znalazła tam dowody wskazujące na zastosowanie przemocy.

Z toku śledztwa wynika, że Jolanta Szewczyk w poniedziałek o 13.30 wyszła z pracy w Asbach, a następnie około 14:00 została siła zaciągnięta do kampera i wywieziona. O zdarzeniu poinformowali krewni osoby, którą opiekowała się Polka.

Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, główny sprawca porwania uważany jest za osobę zdolną do stosowania przemocy. Policja od początku przypuszczała, że sprawca działał z powodu urażonej dumy. Para ma dwoje wspólnych dzieci
Źródło info i foto: onet.pl

Prokurator domaga się po 25 lat więzienia za zabójstwo 47-letniej Teresy K.

Po 25 lat więzienia zażądał prokurator dla dwóch mężczyzn oskarżonych o zabójstwo 47-letniej kobiety, której zwłoki znaleziono późną wiosną 2012 r. w okolicach Lisiej Góry w Rzeszowie. We wtorek w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie zakończył się proces trzech osób: 28-letniego Łukasza T., 30-letniego Łukasza P. i 36-letniego Jacka K. Dwaj pierwsi odpowiadali za zabójstwo 47-letniej Teresy K., mieszkanki powiatu strzyżowskiego. Jacek K. – według prokuratury – pomógł sprawcom ukryć zwłoki kobiety. Dla Łukasza T. i Łukasza P. prokurator zażądał po 25 lat więzienia, zapłacenia przez obu po 10 tys. zł mężowi zamordowanej kobiety. Dla Jacka K. prokurator wniósł o rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 10 tys. zł grzywny. Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Zaginęła 47-letnia Lidia Skaraczyńska

Lidia Skaraczyńska ma 47 lat, 165 cm wzrostu i niebieskie oczy. Ostatnio była widziana 18 sierpnia 2012 roku na Dworcu Zachodnim w Warszawie. Do chwili obecnej nie nawiązała kontaktu z rodziną. Ktokolwiek widział Lidię Skaraczyńską lub ma jakiekolwiek informacje o jej losie proszony jest o kontakt z ITAKĄ – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych pod całodobowymi numerami: 801 24 70 70 oraz 22 654 70 70. Żródło info i foto: rp.pl

Łukasz T. i Łukasz P. usłyszęli zarzut zabójstwa 47-letniej kobiety

Zarzuty zabójstwa 47-letniej kobiety, której ciało znaleziono 1 czerwca w okolicach Lisiej Góry w Rzeszowie, usłyszało dwóch mężczyzn. W ręce policji wpadł również bezdomny, który – według funkcjonariuszy – pomagał sprawcom w ukryciu zwłok. Główni podejrzani to mieszkańcy Rzeszowa: 26-letni Łukasz T. i 27-letni Łukasz P. Zwłoki kobiety zostały odnalezione 1 czerwca przed południem przez przypadkowych przechodniów. Ciało leżało w krzakach nad brzegiem Wisłoka, niedaleko wypożyczalni sprzętu wodnego obok Lisiej Góry. Przez kilka tygodni policjanci ustalali personalia ofiary. Kobieta na ciele miała wytatuowaną różę. Funkcjonariusze apelowali o pomoc w rozpoznaniu kobiety. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Ewa O. próbowała zabić teściową

Sąd pierwszej instancji wymierzył Ewie O. osiem lat pozbawienia wolności. Jej obrońca uważa, że powinna być uniewinniona. Pod koniec marca sprawą zajmie się sąd apelacyjny. Pod koniec marca sprawą zajmie się sąd apelacyjny. 47-letnia Ewa O. nigdy nie była karana. Cieszyła się dobrą opinią, pracowała, prowadziła ustabilizowane życie. – „Przykre jest to, że pod wpływem jakiegoś impulsu podjęła decyzję, której teraz na pewno żałuje” – mówił sędzia Dariusz Głowacki, wymierzając jej w październiku karę 8 lat więzienia za próbę zabójstwa teściowej. Od wyroku odwołał się obrońca, który prosi sąd apelacyjny, aby uniewinnił Ewę O., albo uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Żródło info i foto: POLICYJNI.pl

Sposoby na ukrycie narkotyków

Pomysłowość posiadaczy i handlarzy narkotyków nie zna żadnych granic. Pewna 47-letnia mieszkanka Łukowa (Lubelskie) znalazła, jej zdaniem bardzo dobrą, kryjówkę na środki odurzające.
Paczki z amfetaminą schowała w puszce z napisem „kasza z gulaszem” – podaje se.pl
A kiedy policjanci, którzy już wcześniej obserwowali mieszkanie kobiety, wkroczyli do akcji, puszkę z „kaszą” schowała do torby. I to była pierwsza rzecz, po którą sięgnęli funkcjonariusze. Żródło info i foto: se.pl