Starcia po zabiciu George’a Floyda wymknęły się spod kontroli

Prezydent Donald Trump ostro potępił w sobotę (30 maja) – jako „dzieło rabusiów i anarchistów” – zamieszki w amerykańskich miastach, które wybuchły po zabiciu w Minneapolis przez policję Afroamerykanina George’a Floyda. Ostatniej nocy do starć doszło nawet przed Białym Domem. „Śmierć George’a Floyda na ulicach Minneapolis to ogromna tragedia” – podkreślił Trump. Dodał jednak, że „jego pamięć została zhańbiona przez uczestników zamieszek, rabusiów i anarchistów”.

„To, co teraz widzimy na naszych ulicach, nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością czy też pokojem” – powiedział prezydent. Zapewnił, że jego rząd położy kres przemocy.

Aresztowano ponad 50 osób

W sobotę, 30 maja, tysiące osób demonstrowało m.in. przed wieżowcem prezydenta USA Trump Tower, na 5. Alei, Times Square oraz na Brooklynie. Uczestnicy manifestacji we wszystkich pięciu dzielnicach miasta blokowali ruch uliczny. Doszło do podpalenia co najmniej dwóch policyjnych samochodów. Niektórzy wywracali kosze na śmieci, rzucali na interweniujących funkcjonariuszy butelkami, śmieciami i odłamkami z gruzów. Nie reagowali na wezwania stróżów porządku, aby ograniczyć się do zgromadzeń i przemarszów po chodnikach.

„Żadnych chodników. To protest. Ulice należą do nas”, „Bez sprawiedliwości nie ma pokoju” – skandowali. Wznosili okrzyki przywołujące pamięć Floyda. Mieli transparenty z napisami np. „Czarne życie ma znaczenie”, „Biała cisza to biała przemoc”.

Z powodu demonstracji wyłączone były z ruchu samochodowego mosty Brooklyn Bridge i Manhattan Bridge na Rzece Wschodniej. Zamknięto też część autostrady West Side Highway.

Policja używała dla rozproszenia tłumów gazu pieprzowego. W powietrzu unosił się helikopter. Według wstępnych informacji, aresztowano ponad 50 osób. W mediach społecznościowych ukazały się zdjęcia i filmy wideo pokazujące, jak funkcjonariusze wywlekali ich z tłumów.

Burmistrz Nowego Jorku: To jest nie do zaakceptowania

Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio mówił na konferencji prasowej, że pośród uczestników manifestacji znalazła się mała grupa tych, którzy uciekli się do aktów przemocy. Ostrzegał, że nie będzie to tolerowane i poniosą oni konsekwencję swych czynów.

„Byli tu niestety tylko dlatego, by atakować policjantów, którzy nas chronią. To jest nie do zaakceptowania” – przekonywał, sugerując, że agresorzy przybyli z zewnątrz, nie reprezentując lokalnej społeczności. Zapewniał tych, którzy protestują w pokojowy sposób, o pragnieniu rozwiązania problemów, potrzebie sprawiedliwości i prawdziwych zmian społecznych.

„Jeśli jesteście, by domagać się pokojowych zmian, jesteście wysłuchani. Zmiany zachodzą w mieście i nie mam co do tego wątpliwości. Wierzymy w protesty pokojowe, w obywatelskie nieposłuszeństwo, korzystanie przez ludzi z ich demokratycznych praw, ale nie atakowanie policjantów i społeczności” – akcentował burmistrz.

Przyznał, że w Nowym Jorku jest wiele do zrobienia, ale jest miejsce na wielkie zmiany i postęp, co nastąpi. Zwrócił jednocześnie uwagę, aby nie zapominać o zwalczaniu ogromnego kryzysu związanego z COVID-19.

„Walczymy z tym razem jako jeden Nowy Jork. (…) W ostatnich trzech miesiącach nowojorczycy są zjednoczeni, walcząc z kryzysem, jakiego nie można sobie nigdy było wyobrazić, z chorobą, o której nawet nie wiedzieliśmy” – zaznaczył.

Przekonywał, że także obecnie nowojorczycy będą razem w przezwyciężaniu wyzwań, w których obliczu stoją.

Głos komisarza policji

Komisarz nowojorskiej policji Dermot Shea przyznał, że wszyscy są zdenerwowani i „będzie to długa noc”. „Wszyscy, racjonalne umysły, możemy się zgodzić, że pójście do przodu będzie wynikać z dyskusji, protestów, aktywizmu, ale nie z większej przemocy” – tłumaczył.

Lokalni politycy obecni na demonstracjach zapowiadali zmiany w przepisach. „Dla tych z nas, którzy są we władzach, obowiązkiem jest zapewnić zmiany i zamierzamy je wprowadzić” – obiecywał w telewizji CBS senator stanu Nowy Jork Michael Gianaris. Wtórowała mu senator stanowa Jessica Ramos. Twierdziła, że jeśli dojdzie do współpracy, można naprawić wszystko. „Musimy jednak pozwolić przewodzić ludziom, którzy najbardziej doznali bólu” – wyjaśniała.

Śmierć 46-letniego czarnoskórego George’a Floyda

Zarzewiem zamieszek stała się sprawa 46-letniego czarnoskórego George’a Floyda, który zmarł w trakcie zatrzymania przez policję w Minneapolis. W poniedziałek, 25 maja, do internetu trafiło nagranie z incydentu, na którym widać, jak jeden z policjantów brutalnie przyciska mężczyźnie kolanem szyję do ziemi, nie reagując na jego krzyki, że nie może oddychać. Wkrótce mężczyzna zmarł. Słowa przyciskanego do ziemi Floyda – „Nie mogę oddychać” – stały się głównym hasłem protestów.

Śmierć Floyda wywołała gwałtowne protesty i zamieszki w wielu innych amerykańskich miastach. W czasie protestów śmierć poniosły już trzy osoby – w Detroit, Oakland i Minneapolis.

Zamieszki w Minneapolis

W Minneapolis protesty po śmierci Afroamerykanina trwają kolejną noc, mimo że w mieście obowiązuje godzina policyjna. Według CNN, siły porządkowe użyły gazu łzawiącego i grantów hukowych, by nie dopuścić demonstrantów pod budynek policji.

Godzina policyjna w Minneapolis rozpoczęła się w sobotę wieczorem o godz. 20 czasu lokalnego. Wcześniej gubernator stanu Minnesota Tim Walz wezwał mieszkańców Minneapolis do pozostania w domach. Ostrzegł też protestujących, że znajdą się w „bardzo niebezpiecznej sytuacji”, jeśli ponownie złamią godzinę policyjną.

Po raz pierwszy od drugiej wojny światowej gubernator zmobilizował Gwardię Narodową. Na razie jednak żołnierze tej formacji nie biorą udziału w konfrontacjach z protestującymi.
Źródło info i foto: interia.pl

„Gang pruszkowski” przed sądem. 1698 stron aktu oskarżenia

Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. ps. Parasol to główni oskarżeni mającego ruszyć dzisiaj przez Sądem Okręgowym w Warszawie, procesu gangu pruszkowskiego i ochranianej przez niego grupy oszustów wyłudzających VAT. W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69. Samo odczytanie, liczącego 1698 stron, aktu oskarżenia może zająć nawet kilkanaście godzin!

Proces pruszkowskich bossów, ich pomagierów oraz oszustów wyłudzających VAT ma się rozpocząć w poniedziałek w sali 252, największej w stołecznym sądzie okręgowym. Przewinęło się przez nią większość znanych, bardziej lub mniej, członków gangów z Warszawy i okolic. Na razie wyznaczono 33 terminy rozpraw. Proces poprowadzi sędzia Piotr Maksymowicz.

W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69 świadków i odczytać zeznania kolejnych 99 osób. Materiał dowodowy w sprawie to ponad 300 tomów akt głównych oraz ponad 400 tomów załączników. Akt oskarżenia liczy zaś 1698 stron. Odczytanie go może zająć prokuratorowi kilkadziesiąt kilkanaście godzin.

Zamiana referenta

Pierwotnie referentem sprawy był, od 9 września 2019 r., sędzia Krzysztof Ptasiewicz. Przestał nim być 19 grudnia, po tym jak w połowie grudnia cofnięto mu nagle delegację do sądu okręgowego. Według „Rzeczpospolitej” decyzję taką podjęła wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowską, po tym jak sędzia odrzucił wnioski prokuratury o zastosowanie aresztu w „pewnej sprawie karnej o sygn. XVII 246/19”.

Wymieniona sprawa dotyczy właśnie gangu pruszkowskiego. Z ustaleń tvp.info wynika, że sędzia Ptasiewicz wydał postanowienia o możliwości zmiany tymczasowego aresztowania na poręczenie majątkowe – po uiszczeniu określonej kwoty poręczenia. I tak Andrzej Z. ps. Słowik miał zapłacić 400 tys. zł, Leszek D. ps. Wańka – 200 tys. zł, Janusz P. ps. Parasol – 120 tys. zł, Krzysztof O. ps. Kręcony – 150 tys. zł. Termin uiszczenia poręczeń minął 6 grudnia. Do tego dnia, tylko za Leszka D. wpłacono wymaganą sumę i odzyskał on wolność.

Sprawę warunkowego uchylenia aresztów ujawnił 20 listopada portal tvp.info. Co ciekawe, sędzia Ptasiewicz uważany jest przez stołecznych prokuratorów za „dobrego i rzetelnego” przedstawiciela Temidy.

Powrót do przeszłości

Portal tvp.info opisywał część przestępstw, za które mają odpowiedzieć pruszkowscy mafiosi. Jednym z nich była próba wymuszenia miliona złotych haraczu od jednego z przedsiębiorców we wrześniu 2014 r. Zmuszanie biznesmenów do przekazywania gangsterom firm czy płacenia „za ochronę”, to rzeczywistość lat 90. Wtedy to niewiele osób decydowało się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości. W XXI wieku wiele się zmieniło. Zastraszany przez bossów przedsiębiorca nie bał się zawiadomić policji.

Mafiosi odpowiedzą także za przestępstwo, o którym zapewne woleliby zapomnieć. Według prokuratury w czerwcu 2016 r. chcieli okraść rosyjskich gangsterów handlujących narkotykami, ale pomylili samochody i napadli na ojca z dwoma synami. W ataku mieli wziąć udział: „Słowik”, „Wańka” wraz z synem Adamem K. oraz „Parasol”. Bossowie usłyszeli prokuratorskie zarzuty uszkodzenia ciała i usiłowania rozboju. Gangsterzy twierdzą, że są niewinni.

W 2016 r. grupa pruszkowska zrabowała kilkadziesiąt kilogramów bursztynu o wartości 440 tys. zł, ukradła także dwóm kolekcjonerom zegarki o łącznej wartości ponad miliona złotych.

„Pruszków” bierze się za VAT

Według prokuratury nowy gang „Słowika”, bo to jego śledczy wskazują jako lidera grupy, działał od września 2014 r. do września 2018 r. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy boss kierował nim zza krat, m.in. przy pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami czy podrabianiem dokumentów. Śledczy zarzucają także gangsterom handel kokainą.

Na trop pruszkowskich gangsterów wpadli funkcjonariusze CBŚP i śledczy prokuratury regionalnej ze Szczecina, rozpracowując grupę, która wyłudzała podatek VAT. Na jej czele miał stać Sebastian W. Gang działał w latach 2012-2107, a na jego działalności Skarb Państwa miał stracić blisko 193 mln zł.

Z grupą tą, zdaniem śledczych, związali się w 2013 r. „Słowik” i „Wańka”. – Ich rola polegała na zapewnianiu środków pieniężnych w funkcjonowanie tej grupy, zapewnianiu ochrony interesów majątkowych grupy, w tym związanych z rozliczeniami na tle konfliktów z innymi grupami przestępczymi – poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie po skierowaniu akt oskarżenia w listopadzie 2018 r.

Drugi gang rozpracowany przez śledczych to już typowa gangsterska ekipa, na czele której miał stać Andrzej Z. ps. Słowik. W jej skład wchodzili m.in. Leszek D. ps. Wańka, Janusz P. ps. Parasol, Krzysztof K. ps. Kręcony, Artur R. ps. Pinokio, Adam K. ps. Młody Wańka czy Sebastian F. Do ekipy tej należeli byli członkowie kilku stołecznych gangów poza „Pruszkowem”, m.in. grupy ożarowskiej i mokotowskiej.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy. Wjechał autem w tłum ludzi. Sprawca zostanie przesłuchany

Niemieccy śledczy mają nadzieję na przesłuchanie we wtorek 29-latka, który w poniedziałek wjechał w pochód karnawałowy w Volksmaren w północno-zachodnich Niemczech. Rannych zostało ponad 50 osób, w tym 18 dzieci. Według mediów w poniedziałek przesłuchanie nie było niemożliwe z powodu urazu głowy mężczyzny.

Do zdarzenia doszło koło godziny 14.30 w poniedziałek w miejscowości Volkmarsen w Hesji, 160 kilometrów od stolicy tego landu, Wiesbaden. Naoczni świadkowie mówili, że srebrny mercedes taranował ludzi na odcinku około 30 metrów. Według ich relacji, kierowca nie zwalniał, lecz dodawał gazu.

Służby nie wiedzą, jakimi pobudkami kierował się sprawca wjeżdżając w tłum ludzi, ale przypuszczają, że, jak cytuje jednego ze śledczych dziennik „Bild”, „działał celowo, a przyczynić się mogły do tego jego problemy psychiczne”. Według cytowanego przez gazetę śledczego, dotąd nie ma przesłanek, które by wskazywały na podłoże polityczne tego czynu.

Niektóre niemieckie media sugerowały, że mężczyzna mógł być pod wpływem alkoholu lub narkotyków, ale śledczy do tej pory nie odnieśli się do tych doniesień. Rzecznicy policji i prokuratury odmówili również skomentowania doniesień, że w związku ze zdarzeniem zatrzymano drugą osobę. Radio Deutschlandfunk przekazało, że ktoś filmował moment zdarzenia, ale nie jest jasne, w jaki sposób miałby być zamieszany w sprawę.

Jak poinformowała policja, we wtorek siedemnaście osób opuściło już szpitale, a trzydzieści pięć wciąż przebywa na oddziałach. Do zdarzenia w Volksmaren doszło niespełna tydzień po zamachu w Hanau w zachodnich Niemczech, gdzie napastnik otworzył ogień w dwóch barach z fajkami wodnymi. Mężczyzna zastrzelił 10 osób, w tym swoją matkę, po czym popełnił samobójstwo. Atak miał najprawdopodobniej podłoże rasistowskie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Niemcy: Atak na synagogę w Halle. Sprawca transmitował atak w sieci

Horst Seehofer, szef niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, stwierdził, że – bazując na dotychczasowych informacjach – można założyć antysemickie podłoże ataku w Halle. 27-latek transmitował wszystko w sieci, prawdopodobnie zainspirowany sprawcą zamachu w Christchuch, gdzie zginęło ponad 50 osób.

– Bazując na bieżących informacjach musimy założyć, że to był atak antysemicki. Według biura prokuratury federalnej istnieje wystarczająca ilość wskazówek by uznać, że był to prawdopodobnie prawicowy, ekstremistyczny motyw – stwierdził w oświadczeniu Horst Seehofer. Minister przyznał, że sprawca był świetnie uzbrojony i próbował wedrzeć się do synagogi w Halle. „Der Spiegel” poinformował, że mężczyzna, który otworzył ogień, to 27-letni Stephan B., mieszkaniec kraju związkowego Saksonia-Anhalt. Policjanci mają dysponować nagraniem z kamery napastnika.

Halle. Sprawca transmitował atak przed synagogą

Jak podaje agencja AP, sprawca nagrywał atak i transmitował na żywo w serwisie Twitch – popularnej platformie dla miłośników gier wideo. Władze Twitcha informowały, że „pracują, by jak najszybciej usunąć te treści”. Poinformowały też, że każde konto, którego właściciel powiela transmisję tego „odrażającego czynu” będzie blokowane. Rita Katz, szefowa organizacji Site Intelligence Group, która zajmuje się obserwowaniem ekstremizmów, również informuje o opublikowanym wideo. Na 35-minutowym nagraniu słychać, jak sprawca – jeszcze – przed atakiem mówi:

Uważam, że Holokaust nigdy się nie wydarzył, feminizm jest przyczyną spadku urodzeń na Zachodzie, a ten jest kozłem ofiarnym masowej imigracji. Źródłem wszystkich tych problemów są Żydzi.

Władze Niemiec nie nazywają zdarzenia zamachem terrorystycznym, ale sprawę od lokalnej policji przejęła prokuratura federalna, co zgodnie z procedurami ma miejsce, gdy zachodzą podejrzenia o terroryzm lub polityczny ekstremizm. Wbrew początkowym doniesieniom sprawca prawdopodobnie działał w pojedynkę. Policja odwołała wieczorem stan zagrożenia w Halle.

Strzelanina w Halle

W strzelaninie nieopodal synagogi w Halle zginęły dwie osoby. Do zdarzenia doszło w środę, w dniu Jom Kippur – najważniejszego żydowskiego święta. Sprawca próbował wedrzeć się do domu modlitwy, gdzie przebywało kilkadziesiąt osób. Strzelił trzykrotnie w drzwi synagogi i próbował rzucać w nie materiałami wybuchowymi, jednak bezskutecznie – ludzie w środku zdążyli zabarykadować wejście. Wówczas Stephan B. zastrzelił przypadkową kobietę i odjechał kilka ulic dalej, do baru z kebabem. Tam zabił jeszcze jedną osobę. Mężczyzna po wejściu do baru miał problem z bronią, której prawdopodobnie nie potrafił obsługiwać. Dzięki temu kilka osób zdążyło uciec, choć były zaledwie kilka metrów od niego.

Sprawca został postrzelony przez policję, ale zdołał odjechać wypożyczonym autem. We wsi Landsberg podjechał do zakładu mechanicznego, gdzie zażądał nowego samochodu, postrzelił pracownika zakładu, który próbował go powstrzymać i ukradł taksówkę. W końcu został schwytany, gdy zderzył się z ciężarówką.

Jak informuje „The Telegraph”, w ostatnim czasie służby wywiadowcze informowały o rosnącym prawicowym ekstremizmie w regionie. Halle jest znanym centrum sympatyków skrajnej prawicy, zwłaszcza Identytaryzmu. Ruch był oskarżany o związki z Brentonem Tarrantem, zamachowcem z nowozelandzkiego Christchurch, którym – sądząc po nagraniu – inspirował się sprawca ataku na synagogę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zaginął prom z 50 osobami na pokładzie

Prom z 50 osobami na pokładzie zaginął tydzień temu na wodach Kiribati, państwa wyspiarskiego w środkowej części Oceanu Spokojnego – poinformowały w sobotę ekipy ratunkowe, które prowadzą poszukiwania jednostki.

Nowozelandzka marynarka wojenna napisała w oświadczeniu, że współpracuje z ekipami ratunkowymi z Fidżi i Kiribati, które próbują zlokalizować prom MV Butiraoi. Drewniany katamaran o długości 17,5 m wypłynął 18 stycznia z atolu Nonouti i miał po dwóch dniach dotrzeć do oddalonego o 240 km atolu Tarawa. Oba są częścią Kiribati. Na pokładzie MV Butiraoi było 50 osób.

W sobotę biorący udział w poszukiwaniach nowozelandzki samolot patrolowy P-3K2 Orion przeczesał 26 proc. obszaru, na którym może znajdować się zaginiona jednostka, ale nie odnalazł żadnych jej śladów.

Kiribati to archipelag położony w środkowej części Oceanu Spokojnego. Składa się z 33 atoli oraz wyspy wulkanicznej Banaba, rozrzuconych na obszarze ponad trzy mln km kwadratowych. Wiele atoli jest zamieszkana. Większość z nich jest bardzo nisko położona, co wiąże się z zagrożeniem wynikającym ze wzrostu poziomu oceanów na skutek globalnego ocieplenia.
Źródło info i foto: interia.pl

Ruszył karnawał w Kolonii. Kolejne zarzuty molestowania

W Kolonii i innych miastach Nadrenii na zachodzie Niemiec rozpoczął się karnawał, którego punktem kulminacyjnym będzie tradycyjnie Różany Poniedziałek 12 lutego 2018 roku. Policja zatrzymała już ok. 50 osób; część z nich pod zarzutem molestowania seksualnego.

Zabawa rozpoczynająca karnawał rozpoczęła się zgodnie z tradycją w sobotę o godz. 11.11. Tysiące mieszkańców i turystów wyległo na ulice miasta. Porządku w Kolonii strzegło 1000 policjantów. Pomimo tego w mieście doszło do molestowania seksualnego kobiet i przypadków uszkodzeń ciała.

Niezidentyfikowana osoba rzuciła w tłum ludzi kufel piwa, raniąc dwie kobiety. Z obrażeniami głowy odwieziono je do szpitala – informuje agencja dpa.

„Im późniejsza pora, tym większa zawartość alkoholu we krwi, co prowadzi do bójek i pyskówek” – powiedział rzecznik kolońskiej policji. Spokój zapanował dopiero w niedzielę nad ranem.

Zabawy karnawałowe odbyły się też w Duesseldorfie, Akwizgranie i Bonn.

Kolonia jest pod szczególną obserwacją od czasu zajść, które miały miejsce w noc sylwestrową w 2015 roku. W okolicach katedry doszło wówczas do licznych napaści seksualnych i rabunkowych na kobiety. Ich sprawcami byli imigranci, przede wszystkim przybysze z Afryki Północnej. Grupy młodych mężczyzn otaczały kobiety, molestowały je i okradały. Niewystarczające siły policyjne przez wiele godzin nie były w stanie opanować sytuacji. Kilkaset poszkodowanych kobiet złożyło zawiadomienia o przestępstwie.
Źródło info i foto: interia.pl

Jedna z większych operacji CBŚP. Zatrzymano 50 gangsterów

Wyprodukowanie ponad 900 kg amfetaminy, przemyt setek kilogramów marihuany, handle bronią maszynową, fałszywymi euro czy kradzieże samochodów – tym wszystkim zajmowała się grupa Dominika O. ps. Suchy, którą właśnie rozbili policjanci CBŚP i stołeczna Prokuratura Okręgowa. Ponad 50 osób usłyszało przeszło 200 zarzutów! „Suchy” skupił wokół siebie „bezpańskich” członków gangów: mokotowskiego, żoliborskiego, szkatułowego i mławskiego. W akcji zatrzymania 43 gangsterów wzięło udział ponad 330 funkcjonariuszy, w tym niemieckich, francuskich i holenderskich.

To była jedna z największych operacji CBŚP w ostatnich latach. Do uderzenia w gang „Suchego” policjanci stołecznego zarządu „polskiego FBI” musieli zaangażować kolegów z kilku zarządów wojewódzkich oraz Komendy Stołecznej Policji, Komendy Powiatowej Policji w Płońsku oraz Biura Operacji Antyterrorystycznych KGP. W poniedziałek 25 września, funkcjonariusze wkroczyli do 80 domów, mieszkań, magazynów firm w Polsce ( m.in.: w Warszawie, Radomiu, Ciechanowie, Płońsku, Pułtusku, Wyszogrodzie i Gdyni) oraz Niemczech i Francji.

Kombinat sprawiedliwości

Podczas akcji zatrzymano 43 osoby, w tym 3 we Francji i Niemczech. To jednak nie był koniec „polowania”. Do prokuratury doprowadzono z więzień i aresztów kolejnych 11 osób. Niemal wszyscy mają za sobą bogatą kryminalną przeszłość. – Grupa „Suchego” to zbieranina niedobitków i roninów z gangów Warszawy i Mazowsza, głównie z takich gangów jak: mokotowski, „szkatułowy”, żoliborski, mławski czy pułtuski. Kiedyś ci ludzie „biegali” dla potężnych bossów, ale gdy ci poszli siedzieć w latach 2004-2010, to przeszli pod skrzydła młodszego pokolenia, bardziej obytego w Europie – opowiada jeden ze śledczych.

Trwającą trzy dni operację nadzorowano w Hadze. – W celu sprawnego przeprowadzenia czynności, w siedzibie Eurojust w Hadze stworzono centrum koordynacyjne, w ramach, którego prokuratorzy z poszczególnych krajów, w tym z Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz przedstawiciele Europolu na bieżąco wymieniali informacje o przebiegu czynności. Również wcześniej w toku prowadzonego śledztwa polscy prokuratorzy wielokrotnie udawali się do Hagi, gdzie omawiane były kwestie dotyczące działalności grupy oraz planowano kolejne czynności śledcze – mówi tvp.info prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik stołecznej Prokuratury Okręgowej.

Do przesłuchań zatrzymanych i dowiezionych przestępców, zaangażowano wszystkich prokuratorów Wydziału II ds. Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Od narkotyków, przez broń po lewe papierosy

Lista przestępstw, o jakie są podejrzani zatrzymani gangsterzy jest bardzo bogata. – Dominik O. ps. Suchy, usłyszał w sumie osiem zarzutów w tym kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Pozostałe osoby są podejrzane m.in. o: wyprodukowanie ponad 900 kg amfetaminy, wewnątrzwspólnotowego nabycia środków odurzających i substancji psychotropowych, udział w obrocie znacznymi ilościami narkotyków, produkcję i rozprowadzanie nielegalnych wyrobów tytoniowych, handel bronią palną (m.in. kałasznikowami i pistoletami maszynowymi PM-63), nielegalne posiadanie broni, kradzież luksusowych pojazdów i wiele innych. Jednemu z podejrzanych odpowie za usiłowanie zabójstwa – wylicza „grzechy” zatrzymanych kom. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Wiadomo, że gangsterzy wysyłali do Francji, Holandii i Niemiec broń oraz narkotyki. Na Zachodzie Europy mieli swoich rezydentów, którzy pilnowali szlaków przemytniczych i współpracowali z zagranicznymi grupami przestępczymi. Spośród ponad 50 podejrzanych, aż 37 osoby trafiły do aresztów. Wobec pozostałych zastosowano poręczenia majątkowe, dozory policji oraz zakazy opuszczania kraju.

Prezent dla trzylatka

Podczas przeszukań policjanci znaleźli kilka pistoletów i karabinków wraz z amunicją, kilogramy narkotyków oraz fałszywe banknoty euro, oraz nielegalnie wyprodukowane papierosy i krajankę tytoniową. Przechwycono także dziesiątki telefonów komórkowych używanych przez gangsterów. Wiadomo, że boss grupy używał jednocześnie od 30 do 50 telefonów. Aparaty i karty były zmieniane, co kilka tygodni lub w razie wpadki.

Śledczy zajęli jednocześnie majątki przestępców, warte ponad 4,5 mln zł. Zabezpieczono 500 tyś. zł w gotówce, luksusowe samochody oraz nieruchomości. W sprawie wykorzystano tzw. konfiskatę rozszerzoną. Ci ciekawe prokuratura zabrała majątek trzyletniemu dziecku. Okazało się, że maluch jest szczęśliwym posiadaczem nieruchomości, którą jego ojciec kupił na niego.

Prokuratura i policja przekonują, że liczba osób związanych z działalnością „Suchego” i jego kompanów, może przekroczyć setkę. – Kolejne zatrzymania to kwestia czasu. Musimy się obrobić po zatrzymaniu takiej masy ludzi, ale zapewniam, że pozostali przestępcy nie powinni się czuć zbyt długo bezkarnie – mówi jeden ze śledczych.

Zaczynał od spożywczaków

„Suchy” to przykład kariery „od zera do milionera”. W latach 90. Jego nazwisko nie pojawiało się w kronikach kryminalnych. Pod koniec lat 90 trafił do więzienia, gdy razem z kompanem „obrobili” sklep spożywczy w rodzinnym Pułtusku. Obaj rabusie zostali zatrzymani, gdy z łupem wracali do domu. O. trafił na kilka miesięcy do więzienia, ale gdy tylko dostał przepustkę za dobre sprawowanie, to nie zamierzał już tracić wolności.

W 2004 roku Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce wystawiła za nim list gończy. A pięć lat później Sąd Okręgowy w Ostrołęce w 2009 roku wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania, ponieważ pojawiły się informacje, że ukrywa się w Niemczech lub Holandii. Wtedy nie był już sklepowym włamywaczem, ale liderem prężnie działającego gangu, handlującego znacznymi ilościami narkotyków, głównie amfetaminy i marihuany.

Dominik O. wpadł w kwietniu 2010 r., gdy przyjechał na kilka dni do ojczyzny. W samochodzie, którym jechał, funkcjonariusze znaleźli na 20 apartów telefonicznych i ponad 30 kart sim oraz 55 tys. zł w gotówce. Po zatrzymaniu policjanci prorokowali, że „teraz O. spędzi wiele lat w więzieniu”. Wtedy się pomylili.
Źródło info i foto: TVP.info

Przemytnik ludzi utopił 50 migrantów w Jemenie

Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM) podała, że nawet 50 młodych migrantów z Somalii i Etiopii zostało rozmyślnie utopionych przez przemytnika ludzi. Mężczyzna kazał im wyskoczyć do morza u wybrzeży Jemenu. IOM nazwał to zdarzenie „szokującym i nieludzkim”.

Przemytnik zmusił 120 osób, które były na jego łodzi, by wskoczyły do wzburzonego Morza Arabskiego, gdy jednostka zbliżała się do wybrzeży Jemenu. Wielu migrantów tego nie przeżyło.

Pracownicy IOM znaleźli płytkie groby 29 osób na plaży podczas rutynowego patrolu – podała organizacja w komunikacie wydanym w środę wieczorem. Utopieni ludzie, których ciała morze wyrzuciło na brzeg, zostali pogrzebani przez tych, którym udało się przeżyć. Co najmniej 22 osoby uważa się za zaginione.

Średnia wieku pasażerów łodzi wynosiła 16 lat. Według IOM wśród tych, którzy zginęli albo zaginęli, było wiele kobiet i dzieci.

Pracownicy IOM udzielili pomocy 27 pasażerom łodzi, którzy wciąż byli na plaży. Reszta migrantów już ją wcześniej opuściła.
W ostatnich latach wąski przesmyk między Rogiem Afryki a Jemenem jest szlakiem migracji wielu osób, które chcą trafić do bogatych krajów Zatoki Perskiej. Szacuje się, że od początku roku było ich ok. 55 tys., w tym wielu ludzi z Somalii i Etiopii uciekających przed biedą i przemocą. Ok. jedną trzecią stanowiły kobiety.

„Zbyt wielu młodych ludzi płaci przemytnikom w płonnej nadziei na lepszą przyszłość” – powiedział szef misji IOM w Jemenie Laurent de Boeck.
Źródło info i foto: interia.pl

We Francji zlikwidowano międzynarodowy gang zajmujący się praniem pieniędzy

Policja francuska przy współudziale marokańskich, holenderskich i belgijskich służb specjalnych zlikwidowała międzynarodową szajkę zajmującą się praniem brudnych pieniędzy. Pochodziły one z handlu narkotykami. W Europie aresztowano pięćdziesiąt osób, mózg operacji został zatrzymany w Maroku.

Wytropienie sposobu organizowania całego procederu zajęło policjom czterech krajów rok. Dzięki specjalnej metodzie w sumie, w ciągu czterech lat przesłano do Francji niemal pół miliarda euro. W czasie przeszukań, policja poza gotówką znalazła siedem kilogramów w sztabkach złota, dziesięć kilogramów kokainy i siedemset kilogramów marihuany. Francuzów, Belgów, Holendrów i Marokańczyków prowadzących dochodzenie wspierał w tym Europol – policja europejska, której wysokiej rangi przedstawiciel stwierdził, że w swojej karierze nie miał do czynienia z praniem brudnych pieniędzy na taką skalę.

Pieniądze uzyskane ze sprzedaży narkotyków były przekazywane oficjalnie zarejestrowanej firmie, która przekazywała je na konto przedsiębiorstwa zarejestrowanego w innym państwie. Policja wpadła na trop po tym jak celnicy w Vaucluse znaleźli w czasie kontroli samochodu 300 tysięcy euro.
Żródło info i foto: onet.pl

Calais: Ostre starcia migrantów z policją

Koło obozowiska migrantów w Calais doszło do starć policji z manifestującymi mimo zakazu ok. 200 migrantami i popierającymi ich 50 osobami. Policja użyła gazu łzawiącego i armatki wodnej. Lekko rannych zostało trzech policjantów. Migranci i popierające ich osoby zebrali się pod mostem, aby wyruszyć do centrum Calais w marszu protestu przeciwko warunkom życia w obozowisku, tzw. dżungli.

Działacze organizacji poparcia dla migrantów i oni sami obrzucili policję kamieniami. Według agencji AFP kamienie ciskano także w ciężarówki jadące do portu. Do starć doszło mimo wydanego w środę przez prefekturę Pas-de-Calais zakazu demonstracji poparcia dla migrantów. W demonstracji wziął udział również kandydat skrajnej lewicy na prezydenta.

Z Paryża w sobotę wyruszyło też czterema autokarami ok. 200 innych demonstrantów, ale policja zatrzymała ich na drodze około 40 km od Calais i zmusiła do zawrócenia. Według prefektury jechali nimi „bojownicy paryskiej ultralewicy i migranci z Paryża”. Francuski rząd chce do końca roku zlikwidować „dżunglę” pod Calais, w której mieszka od 7 do 10 tys. migrantów pragnących przedostać się do Wielkiej Brytanii.
Żródło info i foto: RMF24.pl