Ciało 60-latka znalezione w jednym z mieszkań w Zielonej Górze. Miał rany kłute i tłuczone

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 01.05.2015. n/z: policja radiowoz

Ciało pełne ran kłutych i tłuczonych znalazła dziś w jednym z mieszkań Zielonej Góry tamtejsza policja. Służby wyjaśniają okoliczności śmierci 60-letniego mężczyzny. Policja otrzymała zgłoszenie o makabrycznym odkryciu po interwencji na numer 112 w sobotę przed południem. Na miejsce udała się grupa dochodzeniowo-śledcza.

„Ciało 60-latka z ranami kłutymi i tłuczonymi znaleziono w jego mieszkaniu po sygnale na numer alarmowy 112”

O udział w zbrodni posądza się dwie osoby. To syn i żona ofiary. Na ten moment służby nie ustaliły ich związku ze śmiercią 60-latka.

– Prokurator zarządził sekcję zwłok mającą ustalić przyczynę zgonu 60-latka. Na jego ciele znajduje się wiele ran kłutych i tłuczonych, co wskazuje, że prawdopodobnie mamy do czynienia z zabójstwem – dodała rzeczniczka.

O sprawie jako pierwsza informowała dziś rano „Gazeta Lubuska”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowy Jork: Krwawy atak nożem w metrze na Harlemie

Nowojorskie metro staje się coraz bardziej niebezpieczne. 60-letni mężczyzna został brutalnie zaatakowany nożem na stacji na Harlemie, tylko dlatego że wpadł niechcący na inną pasażerkę.

Wszystko wydarzyło się w środę o 8.50 pm na stacji East 116th Street-Lexington Avenue przy schodach prowadzących na peron metra linii 6. Policja podaje, że 60-latek wpadł na kobietę, która zareagowała wybuchem złości. Zaczęła krzyczeć, a potem po kogoś zadzwoniła. Chwilę później zjawił się przy niej mężczyzna, który zwyzywał 60-latka, po czym wyciągnął nóż i ciachnął go w twarz. Cięcie było głębokie i długie, od ucha do brody. Po ataku para uciekła. Ratownicy przewieźli krwawiącego do St. Luke’s Roosevelt Hospital, gdzie lekarze założyli mu kilkanaście szwów. W czwartek policja opublikowała wizerunek poszukiwanych napastników. Oboje to Afroamerykanie w wieku około 20 lat. Policja prosi o pomoc w schwytaniu agresywnej pary. Na wszelkie informacje czeka pod numerem: 1-800-577-TIPS (8477).
Źródło info i foto: se.pl

Namysłów: Klient wszedł do sklepu z odbezpieczonym granatem

Do sklepu pod Namysłowem (Opolskie) przyszedł starszy mężczyzna z odbezpieczonym niewybuchem. Klientów ewakuowano, a niebezpieczny przedmiot zabrali saperzy z Brzegu. Jak informuje Paweł Chmielewski z Komendy Powiatowej Policji w Namysłowie, 60-latek przyszedł do sklepu z zardzewiałym granatem obronnym typu F-1, pytając, co powinien z nim zrobić.

Personel sklepu wezwał policję. Ta po stwierdzeniu, że niewybuch jest całkiem skorodowany i nie ma zawleczki oraz tzw. łyżki zapalnika, a odłamki tego typu granatu mogą być niebezpieczne do 200 metrów od miejsca eksplozji, ewakuowała pracowników sklepu i mieszkańców okolicznych domów.

Wezwany na miejsce patrol saperski zabrał znalezisko i zdetonował je na poligonie.
Źródło info i foto: interia.pl

60-letni Polak zatrzymany na Sri Lance. Próbował przemycić złoto

60-letni Polak został aresztowany przez policję na Sri Lance – informują tamtejsze media. Mężczyzna próbował przemycić 100 sztabek złota. 31 maja 60-letni Polak podróżujący z Dubaju został zatrzymany w Porcie Lotniczym Kolombo. Według informacji podanych przez portal adaderana.lk mężczyzna miał przy sobie 100 sztabek złota, ważących w sumie 10 kg. Łącznie przemycany kruszec wart jest 65 milionów rupii lankijskich, czyli ponad 1,5 mln zł.

Schował sztabki w specjalnym pasie

60-latek został zatrzymany ok. godz. 9 czasu lokalnego. Uwagę celników przykuł specjalnie przygotowany pas biodrowy, w który zawinięte zostały sztabki. Jak informuje Sunil Jayarathne z urzędu celnego na Sri Lance, jakiś czas temu przemytnicy działający w tamtym regionie zmienili swój sposób działania. – Po tym, jak wprowadzona została dyrektywa, by zwracać większą uwagę na pasażerów z Indii i Pakistanu, w przemytach coraz częściej udział biorą Europejczycy – wyjaśnił.

Przemyty złota są często ujawniane na Sri Lance. Dwa tygodnie temu tamtejsi celnicy udaremnili przemyt złota, które para przemytników ukryła w odbytach. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: 60-latek podpalił się na Placu Defilad

Horror w centrum Warszawy. W czwartek przed godziną 17.00 na Placu Defilad podpalił się 60-letni mężczyzna. Przeżył, ale doznał rozległych poparzeń ciała. Policja wyjaśnia przyczyny tego dramatycznego samopodpalenia. W internecie pojawiają się głosy, że był to manifest polityczny skierowany przeciwko obecnej władzy.

Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o podpaleniu około godziny 16.30. Jak przekazał zgłaszający, mężczyzna podpalił się na Placu Defilad pod Pałacem Kultury i Nauki – najpierw oblał się łatwopalną substancją, a następnie zajął się ogniem. Na miejscu szybko pojawiła się policja, karetka pogotowia oraz straż pożarna. Gdy służby zjawiły się na miejscu, 60-latek nie płonął już. Ogień ugasili gaśnicami świadkowie zdarzenia. Jak informują ratownicy medyczni, mężczyzna jest nieprzytomny, ale żyje. Doznał rozległych oparzeń ciała.

Ze względu na stan zdrowia 60-latka, obecnie nie jest możliwe jego przesłuchanie. Policja wciąż wyjaśnia motywy samopodpalenia się mężczyzny. W sieci pojawiają się jednak doniesienia, że był to manifest przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości. Wokół mężczyzny leżały porozrzucane ulotki. Na jednej z nich miało być napisane: „(…) chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach”.

Mężczyzna zostawił też podobno list, którego fragment na Facebooku udostępnił warszawski radny Tomasz Sybilski. Polityk wychodził akurat z Pałacu Kultury i Natury, gdy doszło do tego dramatycznego zdarzenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gdańsk: Zatrzymano 60-letniego pedofila. Zaatakował 11-letnią dziewczynkę

Poczekał, aż w sklepie nie będzie klientów. Dopiero wtedy zaatakował 11-latkę. 60-latek z Gdańska jest podejrzany o to, że molestował dziewczynkę. Grozi mu nawet 12 lat więzienia. Policjanci zatrzymali 60-latka, który kilka dni temu miał molestować 11-latkę. Wszystko działo się w jednym ze sklepów spożywczych w Gdańsku Wrzeszczu.

– Mężczyzna, który tam pracował, zaatakował dziewczynkę, kiedy w sklepie nie było już innych klientów. Dopuścił się wobec niej innej czynności seksualnej. Dziewczynka wyrwała się temu mężczyźnie i uciekła do domu – informuje podkom. Aleksandra Siewert z gdańskiej policji.

Jak podkreśla Siewert, w całej sprawie bardzo ważny był czas. Policjanci wiedzieli, że w sklepie jest monitoring, ale była obawa, że podejrzany zdąży usunąć nagranie. Tak się nie stało, bo 60-latka szybko zatrzymano.

– Zapis jest dowodem w prowadzonym postępowaniu. Funkcjonariusze przeszukali również jego mieszkanie, gdzie zabezpieczyli komputer i nośniki pamięci – dodaje rzecznik gdańskiej policji.

Za kratami

We wtorek 60-latek z Gdańska trafił do policyjnego aresztu. W prokuraturze usłyszał zarzut „dopuszczenia się innej czynności seksualnej wobec małoletniej”. Sąd przychylił się do wniosku o areszt tymczasowy, dlatego najbliższe trzy miesiące mężczyzna spędzi w areszcie. Za molestowanie seksualne małoletniej poniżej 15. roku życia grozi kara pozbawienia wolności do 12 lat.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd zwolnił z aresztu Wenezuelczyka podejrzanego o molestowanie dziewczynek

Sąd Okręgowy w Gdańsku zwolnił z aresztu Wenezuelczyka, podejrzanego o molestowanie dziewczynek w prywatnej szkole w Sopocie. Zarzuty, jakie usłyszał mężczyzna i fakt jego aresztowaniu ujawniliśmy w styczniu. Ofiarami 60-latka padło 5 dziewczynek w wieku 6 i 7 lat.

Zażalenie w sprawie decyzji o areszcie, którą w grudniu podjął Sąd Rejonowy w Sopocie, złożyli obrońcy byłego nauczyciela języka hiszpańskiego. Sąd Okręgowy w Gdańsku rozpatrywał ją na dwóch posiedzeniach. Wczoraj podjął decyzję o zwolnieniu Wenezuelczyka. To ostateczne, prawomocne rozstrzygnięcie. Nie ma możliwości odwołania się od niego. W uzasadnieniu sąd wskazał, że nie ma obecnie obawy matactwa. Dowody są zebrane i brak jest przesłanek wskazujących na to, że podejrzany będzie utrudniał postępowanie – mówi o wczorajszej decyzji sędzia Tomasz Adamski, rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku. Dodaje, że wspomniany areszt, został zamieniony na zakaz opuszczania kraju.

W prokuraturze jednak alarmują nas o możliwych konsekwencjach zwolnienia. Prokurator konsekwentnie był mu przeciwny. Trwa bowiem śledztwo, prokuratorzy chcą dotrzeć do kolejnych pokrzywdzonych dziewczynek, przesłuchują też świadków. Wskazują, że mężczyzna nie ma stałego adresu zamieszkania. Sąd zajmował się tą kwestią. Stwierdził, że nie ma problemu z kontaktem z podejrzanym. On miał jakiś rodzinny konflikt, był kłopot z odbiorem korespondencji. Uznano natomiast, że środek wolnościowy będzie wystarczający. W ocenie sądu ilość materiału dowodowego jest zabezpieczona w taki sposób, że nie ma obawy, iż on w jakikolwiek sposób utrudni śledztwo – mówi Adamski. Podkreśla, że sąd zdaje sobie sprawę z zagrożenia karą, ale nie można automatycznie stosować aresztu wobec każdego, komu grozi wysoka kara.

Przypomnijmy, że Wenezuelczyk został zatrzymany tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W prywatnej szkole w Sopocie, przez około pół roku, uczył hiszpańskiego. Tego też okresu dotyczą zarzuty, które usłyszał. Podejrzanemu prokurator z Prokuratury Rejonowej w Sopocie przedstawił w dniu 22.12.2016r. pięć zarzutów dotyczących doprowadzenia 5 małoletnich osób, poniżej 15 lat, do poddania się innej czynności seksualnej. Grozi za to kara do 12 lat pozbawienia wolności – mówiła wtedy RMF FM Tatiana Paszkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Nauczyciel pochodzący z Wenezueli z zarzutami. Miał molestować 5 dziewczynek

Skandal w Sopocie. Według dotychczasowych ustaleń prokuratury, pięć dziewczynek padło ofiarą molestowania w niepublicznej szkole. Aresztowany został 60-latek, pochodzący z Wenezueli nauczyciel hiszpańskiego. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Śledczy zajmowali się sprawą od wiosny zeszłego roku. Wtedy niemal równocześnie trafiły do nich zawiadomienia pochodzące od jednego z rodziców dzieci, a także dyrekcji niepublicznej placówki. Od tego czasu mężczyzna był zawieszony w swoich obowiązkach.

Jak ustalili śledczy, mężczyzna miał molestować dzieci od października 2015 roku. Jego ofiary to dziewczynki w wieku 6 i 7 lat. Tuż przed świętami mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzuty.

Podejrzanemu prokurator z Prokuratury Rejonowej w Sopocie przedstawił w dniu 22.12.2016r. pięć zarzutów dotyczących doprowadzenia 5 małoletnich osób, poniżej 15 lat, do poddania się innej czynności seksualnej. Grozi za to kara do 12 lat pozbawienia wolności. Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Sopocie Sąd zastosował wobec podejrzanego jako środek zapobiegawczy w sprawie tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy – mówi RMF FM Tatiana Paszkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Zatrzymany to 60-latek. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że pochodzi z Wenezueli. Do Polski przyjechać miał w latach 90-tych.

Prokuratorzy nie zdradzają szczegółów sprawy. Według naszych ustaleń dziewczynki miały informować dorosłych o dotykaniu w miejscach intymnych, czy też „zabawie w pieski”. Wszystkie dzieci były przesłuchiwane przed sądem w obecności biegłego psychologa. Wykluczono, by mogły konfabulować.

Sprawa podzieliła rodziców

Według naszych informacji, sprawa pedagoga pochodzącego z Wenezueli podzieliła rodziców. Część z nich broni go, reszta zdecydowanie potępia. Poprosili nas o nagłośnienie sprawy, bo niepokoiły ich sygnały o tym, że władze szkoły nie wykluczają w przyszłości ponownego zatrudnienia tego człowieka.

W obecnym roku szkolnym, konkretnie od 16 października, ja w pełni odpowiadam za politykę kadrową szkoły. To ja podejmuję decyzję, kto w szkole będzie zatrudniony, a kto w niej nie będzie zatrudniony. Ze względu na kontrowersyjność tej postaci, nie wyobrażam sobie, żeby ona do nas powróciła. To jest niepodważalne. Mogę powiedzieć, że do momentu, w którym ja będę zarządzał kadrą szkoły, będę decydował, kto będzie tu zatrudniony. Nie planuję zatrudnienia rzeczonej osoby – zapewnił RMF FM Jarosław Jędza, dyrektor sopockiej szkoły Montessori.

Prokuratura zabezpieczyła też u aresztowanego różne nośniki pamięci, między innymi pendrive’y, czy płyty CD. Sprawdzane będą ewentualne powiązania z międzynarodowymi siatkami pedofilskimi.

Sprawa jest rozwojowa, trwają czynności. Kontynuowane są przesłuchania świadków, w tym małoletnich. Niezbędne jest uzyskanie opinii biegłego, co do zabezpieczonych nośników. W sprawie wyjaśniane są wszelkie wątki i pojawiające się okoliczności – informuje prokurator Paszkiewicz.

Śledczy sprawdzą działania kuratorium

Prokuratura sprawdzi działania Pomorskiego Kuratorium Oświaty w sprawie aresztowanego nauczyciela. Jak dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa, kuratorium umorzyło swoje postępowanie dotyczące tego mężczyzny. Zajmowało się sprawą jeszcze przed postawieniem prokuratorskich zarzutów. Nauczyciel był już wtedy zawieszony – przynajmniej w szkole, w której doszło do molestowania. Umorzenie sprawy przez kuratoriom mogło jednak skutkować tym, że mężczyzna mógłby dalej pracować, ale w innym miejscu.

Trzeba wyjaśnić przyczyny, dla których kuratorium podjęło taką decyzję – powiedziała RMF FM Tatiana Paszkiewicz, rzecznik prokuratury okręgowej w Gdańsku. Z Moniką Kończyk, Pomorskim Kuratorem Oświaty nie udało się nam dziś skontaktować.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Lekarz kradł morfinę

Policjanci z Otwocka zatrzymali 60-letniego lekarza podejrzewanego o kradzież w jednej z placówek służby zdrowia morfiny i innych podobnie działających substancji. Podczas kontroli osobistej w bieliźnie mężczyzny odnaleziono kilkanaście skradzionych ampułek. Sprawa ma charakter rozwojowy. Do jednej z otwockich placówek służby zdrowia zostali wczoraj wezwani otwoccy policjanci. Oficer dyżurny komendy w Otwocku ustalił, że na terenie tej placówki doszło do kradzieży morfiny oraz innych leków o podobnych właściwościach.

Policjantka z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą wraz z funkcjonariuszami z wydziału dochodzeniowo-śledczego, którzy chwilę po zgłoszeniu znaleźli się we wskazanej polacówce służby zdrowia ustalili, że kradzieży dokonano z sejfu, w którym przechowywano szczególnego rodzaju leki. Podjęte przez mundurowych działania pozwoliły szybko ustalić wszystkie osoby mające tego dnia dostęp do sejfu, a także wytypować osobę podejrzewaną. Okazał się nią 60-letni lekarz, pełniący tego dnia dyżur. Mężczyzna zaprzeczał, by miał cokolwiek wspólnego z tym przestępstwem. Jednak podczas szczegółowej kontroli osobistej, jakiej został poddany przez funkcjonariuszy, w jego bieliźnie znaleziono część pochodzących z kradzieży leków, w tym 9 ampułek morfiny.

Mężczyzna trafił do policyjnej celi. Sprawa ma charakter rozwojowy.
Żródło info i foto: Policja.pl

Jerzy P. groził podpaleniem MOPS-u

Chwile grozy przeżyli w piątek pracownicy MOPS przy Kniaziewicza. 60-letni szaleniec groził, że zgotuje im „drugi Maków”. Na szczęście doświadczenie i zimna krew jednego z urzędników udaremniły zakusy frustrata. Jerzy P. został w porę obezwładniony, usłyszał zarzuty, a święta spędzi za kratkami!

W ubiegłym tygodniu w Makowie pod Skierniewicami rozegrał się prawdziwy dramat. 62-letni mężczyzna oblał benzyną kilku pracowników Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, zamknął ich w pokoju i podłożył ogień. Urzędnicy znaleźli się w potrzasku. Śmiertelnym, jak się okazało. Dwie kobiety zginęły, jedna na miejscu, w płomieniach, druga, ciężko poparzona, skonała po kilku dniach w szpitalu. Kilka innych zostało rannych. – Niestety, medialne nagłośnienie sprawy odniosło odwrotny skutek. Spowodowało, że powtórka była tylko kwestią czasu. Trafiło na Wrocław – mówi nam jeden z pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

W ubiegły piątek, chwilę po 9.00, do ośrodka pomocy społecznej przy Kniaziewicza przyszedł 60-letni mężczyzna. Jerzy P. jest doskonale znany pracownikom, bo od dawna korzysta z pomocy MOPS. Tym razem chciał się dowiedzieć, na jakim etapie jest postępowanie o przyznanie mu zasiłku. Kiedy usłyszał, że nie wszystko idzie po jego myśli i nie dostanie go przed świętami, wszczął awanturę. Zaczął wyzywać pracowników i grozić, że ich pozabija, urządzając drugi Maków. Wyciągnął dezodorant i zapalniczkę, i prysnął w stronę jednego z urzędników, jednocześnie odpalając ogień. Ten, na szczęście, zdążył uchylić się przed płomieniem. Zachował zimną krew i chwilę później obezwładnił szaleńca.

Na miejscu szybko zjawili się policjanci z Rakowca. Jerzy P. został skuty i przewieziony na komisariat. Stamtąd trafił prosto przed oblicze prokuratora. – Usłyszał zarzut znieważenia pracownika MOPS, kierowania wobec niego gróźb karalnych i narażenia go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi za to do 3 lat więzienia – mówi st. asp. Paweł Petrykowski (35 l.) z dolnośląskiej policji. Krewki staruszek został tymczasowo aresztowany przez sąd na 2 miesiące.

Najgorszy i najsmutniejszy w tym wszystkim jest fakt, że staruszek mógł doprowadzić do tragedii, choć wcale nie działa mu się krzywda. Pracownicy MOPSu nie odmówili mu pomocy. Przeciwnie. Jak dowiedzieliśmy się w ośrodku przy Kniaziewicza, chodziło tylko o terminy wypłat, których ten nie chciał zaakceptować. Wprawdzie urzędnicy opieki społecznej są, niestety, przyzwyczajeni do impulsywnych reakcji niektórych swoich podopiecznych, nie mniej, cały czas nie mogą się do tego przyzwyczaić. Bo i jak można przywyknąć, że ktoś, komu chcemy pomóc, chce wyrządzić nam krzywdę?
Żródło info i foto: Fakt.pl