Koniec procesu Amber Gold. Wyrok siedem lat od wybuchu afery

Siedem lat po wybuchu afery Amber Gold jest szansa na wyrok skazujący szefów piramidy finansowej Marcina i Katarzyny P. Jeśli się odwołają od orzeczenia, batalia sądowa potrwa kolejnych kilka lat. Odzyskają wolność najpóźniej w 2027 r., gdy będą mieli po 43 lata. Największego aferzystę w historii – Bernarda Madoffa – skazano w USA sześć miesięcy po aresztowaniu.

Dobiega końca proces twórców Amber Gold Marcina P. i Katarzyny P. Jeszcze tym w tym miesiącu przed Sądem Okręgowym w Gdańsku mają zostać wygłoszone mowy końcowe. Sprawa toczy się od trzech lat. Wcześniej – od sierpnia 2012 do czerwca 2015 – trwało śledztwo prokuratorskie, w którym przesłuchano kilkanaście tysięcy klientów spółki. Od 2012 r. Marcin i Katarzyna P. przebywają w areszcie tymczasowym, który jest im sukcesywnie przedłużany. Latem 2015 r. Katarzyna P. urodziła dziecko, którego ojcem jest strażnik więzienny.
Źródło info i foto: trojmiasto.wyborcza.pl

Dopiewo: Ojciec gwałcił syna ze swoimi kolegami?

Dwa lata trwał koszmar chłopca z Dopiewa pod Poznaniem. Wojciech K. miał wykorzystywać seksualnie swojego syna. Prokuratura ustaliła, że dziecko krzywdził też przyjaciel i sąsiad mężczyzny. Cała trójka nie przyznaje się do winy – podaje Fakt24.pl.

Dramat chłopca z Dopiewa trwał w 2013 i 2014 r. Zaczął się w momencie, kiedy ofiara miała 7 lat. Jak podaje Fakt24.pl, śledczy dostawali sygnały o tym, że chłopiec może być ofiarą przemocy seksualnej, ale sprawy umarzano z braku dowodów. Zwrot nastąpił w 2015 r., kiedy w szkole rzekomo przyłapano chłopca na symulowaniu stosunku seksualnego z kolegą. Miał wtedy tłumaczyć, że czerpał wzorce z tego, co spotkało go ze strony ojca, Wojciecha K. i jego kolegów – Marcina W. i Karola K.

Magdalena Mazur-Prus z poznańskiej prokuratury poinformowała, że akt oskarżenia dotyczy trzech osób. – Zarzuty mówią o wielokrotnym doprowadzeniu przemocą do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej. Oskarżeni są w areszcie i nie przyznają się do winy – wyjaśniła dla Fakt24.pl.

Proces, który właśnie ruszył w poznańskim sądzie utajniono, ale na jaw nieoficjalnie wychodzą przerażające szczegóły znęcania się nad ofiarą. Chłopiec miał być gwałcony, usypiany tabletkami i pokazywano mu pornografię.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Przełom w śledztwie sprzed 7 lat? Znaleźli zwłoki zaginionej kobiety

Policja jest bliska wyjaśnienia zagadki zaginięcia 41-letniej Grażyny Żelaznej z Rumi (woj. pomorskie). Po ponad siedmiu latach poszukiwań, ukryte szczątki kobiety odnaleziono w Rozewiu. Portal Trójmiasto.pl pisze, że najpewniej został zatrzymany mąż ofiary. – Policjanci z gdańskiego Archiwum X odnaleźli dziś w Rozewiu zwłoki kobiety, która zaginęła w czerwcu 2009 roku. Jej zaginięcie zostało zgłoszone przez jej męża, a wiele wskazuje na to, że to właśnie on ją zamordował – przekazał portalowi informator.

Żelazna zaginęła w tajemniczych okolicznościach. W trakcie przygotowywania mężowi obiadu oznajmiła, że musi na chwilę wyjść do sklepu oraz do koleżanki. Kiedy po godzinie kobieta nie wróciła do domu jej mąż obdzwonił wszystkich znajomych i rozpoczął poszukiwania na własną rękę.

O pomoc wezwano również policję, ale szeroko zakrojone poszukiwania funkcjonariuszy również nie przyniosły skutku. Sprawę zaginięcia rumianki umorzono, ale po pewnym czasie zajął się nią Zespół Przestępstw Niewykrytych, funkcjonujący przy Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

Nowe informacje

– W ostatnim czasie policjanci z zespołu ds. przestępstw niewykrytych oraz funkcjonariusze sekcji poszukiwań i identyfikacji osób KWP w Gdańsku dotarli do informacji, które pozwoliły im na wytypowanie prawdopodobnego miejsca ukrycia zwłok kobiety – powiedział podkom. Michał Sienkiewicz z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

– Prokuratura podzieliła zdanie policji wydając stosowne postanowienie o przeszukaniu wskazanej posesji w powiecie wejherowskim. W czynnościach brał udział prokurator, kilkudziesięciu policjantów z komendy wojewódzkiej, technicy kryminalistyki z Wejherowa, oraz biegli z zakresu badań terenowych i medycyny sądowej – wyjaśnił Sienkiewicz.

Szczątki znaleziono na głębokości kilkudziesięciu centymetrów. W związku ze sprawą zatrzymano 49-letniego mężczyznę. Portal Trójmiasto.pl dowiedział się nieoficjalnie, że jest nim mąż zabitej kobiety. Został aresztowany na trzy miesiące i usłyszał zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci.
Żródło info i foto: TVP.info

Udało się odnaleźć 7-letniego Japończyka pozostawionego w lesie

7-letni chłopiec, którego przed sześcioma dniami za karę rodzice pozostawili w gęstym lesie, został w piątek rano czasu lokalnego odnaleziony żywy – poinformowała policja. Dziecka szukano w górach na wyspie Hokkaido, na północy Japonii. Malca odnalazł żołnierz w pobliżu bazy wojskowej.

– Chłopiec został odnaleziony żywy. Na razie nie wiemy, w jaki jest stanie – powiedział agencji AFP jeden z ratowników.

W dobrym stanie

Policja podała natomiast, że Yamato Tanooka wydaje się być w dobrej kondycji. Dziecko przewieziono śmigłowcem do szpitala na badania. – Chłopiec nie miał żadnych widocznych obrażeń – powiedział rzecznik policji. Przez ostatnie dni cała Japonia żyła poszukiwaniami siedmiolatka; programy informacyjne co godzinę podawały nowe informacje, a tysiące ludzi w internecie apelowały o modlitwę w intencji chłopca i krytykowały jego rodziców.

Bo był niegrzeczny

W sobotę pozostawili oni chłopca w gęstym lesie, by ukarać go za to, że był niegrzeczny. Yamato nie miał ze sobą jedzenia ani wody. Gdy widziano go po raz ostatni, był ubrany w koszulkę i jeansy. W nocy w tym rejonie temperatury spadają do 7 stopni Celsjusza, przechodziły tam też ulewy. Rodzice siedmiolatka najpierw utrzymywali, że chłopiec zniknął, gdy szukał w lesie jadalnych dzikich roślin. Później powiedzieli jednak policji, że zostawili go samego przy drodze, by ukarać za obrzucanie ludzi i samochodów kamieniami.

Gdy kilka minut później rodzice wrócili w to miejsce, chłopca już tam nie było.
Żródło info i foto: TVP.info

Trwają poszukiwania 7-latka zostawionego w lesie

Japońskie wojsko przyłączyło się do poszukiwań 7-letniego chłopca, którego rodzice zostawili w lesie w górach na wyspie Hokkaido, na północy kraju, by ukarać go za to, że był niegrzeczny. 75 członków sił samoobrony dołączyło do 200 policjantów, strażaków i cywilów, przeczesujących z psami gęsty las w pobliżu miejscowości Nanae.

Do poszukiwań zaangażowano też lokalnego myśliwego, gdyż w rejonie, w którym w sobotę zaginął Yamato Tanooka, odnaleziono świeże ślady niedźwiedzia – podała agencja prasowa Jiji. Rodzice Yamato najpierw utrzymywali, że chłopiec zniknął, gdy szukał w lesie jadalnych dzikich roślin. Później powiedzieli jednak policji, że zostawili go samego przy drodze, by ukarać za obrzucanie ludzi i samochodów kamieniami. Gdy kilka minut później rodzice wrócili w to miejsce, chłopca już tam nie było.

Region, w którym zaginął Yamato, jest tak niedostępny, że sami mieszkańcy regionu twierdzą, że rzadko się tam zapuszczają. Mimo powiększenia ekipy poszukiwawczej, w środę nie odnaleziono nowych śladów. Chłopiec nie miał ze sobą jedzenia ani wody. Gdy widziano go po raz ostatni, Yamato był ubrany w koszulkę i jeansy. W nocy w tym rejonie temperatury spadają do 7 stopni Celsjusza, ostatnio odnotowano tam ulewne deszcze.

Cała Japonia żyje poszukiwaniami siedmiolatka; programy informacyjne co godzinę podają nowe informacje, a tysiące ludzi w internecie apeluje o modlitwę w intencji chłopca i krytykuje rodziców za zaniedbanie.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl.pl

Gościn: 49-latek miał 5 promili alkoholu w organizmie. Wiózł autem córki

Policjanci z Gościna zatrzymali 49-latka, który kierował BMW mając 5 promili alkoholu w organizmie. Mężczyzna trzeźwieje teraz w policyjnym areszcie a następnie w trybie przyspieszonym trafi na salę sądową. Grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności. Już stracił prawo jazdy. Wczoraj około godziny trzynastej na obwodnicy miejscowości Gościna policjanci zatrzymali do kontroli drogowej kierującego BMW, który poruszał się po jezdni tzw. wężykiem .

– Od mężczyzny wyczuwalna była silna woń alkoholu. Kierowca wracał z Kołobrzegu do miejsca zamieszkania w powiecie drawskim. – mówi mł.asp.Tomasz Kwaśnik – Badanie stanu trzeźwości mężczyzny wykazało, że wsiadł „za kółko” mając prawie pięć promili alkoholu w organizmie. Dodatkowo pasażerami pojazdu były dwie córki 49-latka w wieku 7 i 9 lat. Kierujący został zatrzymany i noc spędził w policyjnym areszcie. Po wytrzeźwieniu usłyszy zarzut zagrożony karą do 2 lat pozbawienia wolności. Mężczyźnie funkcjonariusze zatrzymali prawo jazdy. Policjanci z Kołobrzegu zbierają teraz materiał dowodowy pozwalający na ukaranie sprawcy w trybie przyspieszonym.
Żródło info i foto: GS24.pl

Zaginął 7-letni Jerzy Giełdona

Policja w całym kraju szuka 7-letniego Jerzego Giełdona z Lęborka. Prawdopodobnie uprowadził go ojciec. – Matka nie ma kontaktu z dzieckiem od piątku – mówi Wirtualnej Polsce rzecznik policji w Lęborku asp. sztab. Daniel Pańczyszyn. Dziecko zostało zabrane przez ojca w piątek sprzed szkoły przed zajęciami. – Matka od razu zawiadomiła policję o tzw. uprowadzeniu rodzicielskim – mówi WP asp. sztab. Daniel Pańczyszyn z lęborskiej policji. Oboje rodzice mają prawa do opieki nad chłopcem i obydwoje wielokrotnie utrudniali sobie z nim kontakt.

W piątek sąd wydał decyzje, że dla dobra dziecka, do czasu rozprawy i ustanowienia prawnej opieki, dziecko należy przekazać pod opiekę matki i tym samym odebrać ojcu. Chłopca szuka specjalnie powołana grupa policjantów z Lęborka. Niestety, do dziś nie udało się odnaleźć ani mężczyzny, ani 7-latka. Z przekazanych przez matkę informacji wynika, że ojciec może poruszać się czarnym audi o numerze rejestracyjnym GLE14NH lub mercedesem o nr rejestracyjnym GMB2A54.

Chłopiec ma 134 cm wzrostu, lekką nadwagę, krótkie blond włosy, niebieskie oczy, okrągłą twarz, widoczne ubytki w uzębieniu – naturalne ubytki zębów mlecznych. W dniu zaginięcia ubrany był w niebieskie spodnie dresowe, czarną kurtkę, granatową czapkę i buty koloru zielono-szarego. Wszystkie osoby, które mają wiedzę na temat miejsca pobytu dziecka proszone są o pilny kontakt z najbliższą jednostką policji lub telefon na nr 997, 112 bądź też na numer dyżurnego lęborskiej policji 59 863 48 22, tel. kom. 723 695 399.
Żródło info i foto: wp.pl

Po 7 latach odnaleziono plecak zaginionego Grzegorza Mańkiewicza

Siedem lat temu zaginął Grzegorz Mańkiewicz z Woli Radziszowskiej koło Skawiny. Według policjantów z Archiwum X, którzy wciąż badają sprawę, chłopak został zamordowany. Śledczy już dawno wykluczyli możliwość nieszczęśliwego wypadku czy samobójstwa.

Policjanci z Archiwum X, którzy badają sprawę zaginionego siedem lat temu chłopaka, są przekonani, że Grzegorz Mańkiewicz z Woli Radziszowskiej koło Skawiny został zamordowany. Wykluczyli hipotezy samobójstwa i nieszczęśliwego wypadku. Teraz szukają mordercy. Możliwe, że pomoże im w tym badanie śladów na plecaku chłopaka, który nieoczekiwanie odnalazł się po latach. Wszyscy, którzy znali zaginionego wspominają go jako miłego, dobrego młodzieńca. Całe życie miał pod górkę – najpierw zmarł jego ojca i wychowywany był tylko przez mamę, w domu bieda, w końcu w 2007 r. trafił do domu dziecka w Krakowie.

Matki chłopaka po prostu nie było stać na utrzymanie synów, bo Grzegorz miał jeszcze młodszego brata. Umieszczony w domu dziecka tęsknił za rodziną. Gdy tylko mógł załatwiał przepustki, by odwiedzić dom. Na początku jednodniowe, potem weekendowe, kiedy mógł spędzić z mamą i bratem więcej czasu. Bardzo chciał pomagać mamie finansowo. Jak często tylko mógł brał udział w zbiórkach w hipermarketach. Wtedy wychowankowie domów dziecka dostają część zebranych środków – Grzegorz każdy zarobiony grosz oddawał rodzinie. Gdy był w domu dorabiał u cioci w sąsiedniej wsi. To tam widziano chłopaka po raz ostatni. Do domu cioci szedł zawsze kilka kilometrów pieszo. 20 maja 2007 r. wyszedł do pracy tuż po godz. 8:00, gdzie był do godz. 13:00. Ubrany był w czarny T-shirt z napisem „puma”, szare bojówki długości 3/4. Ze sobą miał też brązowy plecak i stary telefon nokia, sklejony brązową taśmą.

Gdy nie wrócił do domu, mama zgłosiła się na policję. Akcja poszukiwawcza nie przyniosła jednak efektów, mimo że dokładnie przeczesany został cały teren, m.in. okoliczne lasy. Tam śledczy znaleźli spalone kości, jednak nie można określić czy były ludzkie, czy zwierzęce. W ciągu przesłuchań całej rodziny i znajomych policjanci też nie wpadli na żaden trop. Do dziś ciała Grzegorza nie znaleziono. Rodzina chłopaka ma działkę, która leży na trasie, jaką feralnego dnia pokonywał. To tam, zupełnie niespodziewanie, odnaleziono plecak zaginionego. Działka stała nieodwiedzana, cała zarośnięta, a brązowy plecak został znaleziony właśnie przy koszeniu trawy. Kryminolodzy badają go teraz pod kątem wszelkich śladów daktyloskopijnych, biologicznych czy jakichkolwiek innych, które pomogłyby policjantom odnaleźć ciało. Jeśli uda się im cokolwiek znaleźć, śledztwo zostanie oficjalnie wznowione.
Żródło info i foto: wp.pl

Dylan Farrow ponownie oskarża Allena o molestowanie seksualne

Za „nieprawdziwe i haniebne” uznał słynny amerykański reżyser Woody Allen oskarżenia o molestowanie seksualne wytoczone mu ponownie przez jego adoptowaną córkę 28-letnią Dylan Farrow, która twierdzi, że miało to miejsce, gdy miała siedem lat. Agentka Allena, Leslee Dart, poinformowała w niedzielę w wysłanym mediom e-mailu, że Allen czytał list otwarty Dylan Farrow do dziennika „New York Times” w tej sprawie. – „Pan Allen przeczytał tekst i uważa, iż jest nieprawdziwy i haniebny” – poinformowała Dart, zapowiadając, że reżyser wkrótce szerzej wypowie się w tej sprawie. Dylan Farrow jest adoptowaną córką Allena i jego dawnej partnerki życiowej Mii Farrow. W liście otwartym do największej nowojorskiej gazety 28-latka opisuje domniemany przypadek molestowania, do którego miało dojść w 1992 roku w „ciemnym pokoju w domu rodziców”. – „Nigdy nie zapomnę, że mój ojciec robił rzeczy, których nie chciałam” – napisała. Żródło info i foto: onet.pl

Zgwałcił i zabił 13-latkę. Teraz jest wolnym człowiekiem

Siedem lat temu 13-letnia Sylwia została brutalnie zgwałcona i zamordowana przez kolegę z klasy. Chłopak po odbyciu kary w ośrodku poprawczym wrócił teraz do domu, który stoi około stu metrów od domu byłej ofiary. Rodzice zamordowanej Sylwii wspominają go jako osobę, która nie żałowała swojego czynu i są przerażeni tym, że muszą na co dzień oglądać mordercę córki. – „Ja normalnie dziecka nie poznałam, tak była zmasakrowana. Takie siniaki miała pod oczami, wszędzie na ciele, na szyi” – mówiła „Faktom” TVN Violetta Cieślak, matka zamordowanej dziewczyny. Cieślakowie twierdzą, że 21-latka wypuszczono na wolność bez żadnych badań i nie wzięto go pod nadzór kuratora. Ma też nie podlegać nadzorowi policji. Za dwa lata, kiedy ukończy 23 lata, z jego akt zostanie usunięty wpis o karalności. Żródło info i foto: Dziennik.pl