Kamilowi Durczokowi grozi 8 lat więzienia. Szczegóły aktu oskarżenia

Połknął leki powodujące senność, a w jego żyłach buzowało aż 2,6 promila alkoholu. Prokurator wystawił Kamilowi Durczokowi (52 l.) wysoki rachunek za ubiegłoroczny pijacki rajd, który znany dziennikarz może przypłacić 8 latami życia w więzieniu. Fakt dotarł do szczegółów aktu oskarżenia. Tylko cud sprawił, że na krajowej jedynce pod Piotrkowem Trybunalskim nikt wtedy nie zginął…

W lipcu ubiegłego roku Durczok wjechał swoim bmw x6 w słupki odgradzające pasy jezdni z powodu robót drogowych. Jeden z nich uderzył w nadjeżdżający z naprzeciwka samochód. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Jak się okazało, dziennikarz miał 2,6 promila alkoholu. Został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Od początku przyznawał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu, ale nie do spowodowania zagrożenia katastrofy w ruchu lądowym.

– Z dopuszczonych w toku postępowania trzech opinii biegłych dwie wskazują, że nie ma podstaw do postawienia takiego zarzutu – mówi Faktowi jego pełnomocnik, mec. Łukasz Isenko. Prokuratura jest innego zdania. – Oskarżony jechał latem na zimowych oponach. Przejechał około 370 km ze średnią prędkością 140 km/h, a w momencie utraty panowania nad pojazdem 96 km/h, w miejscu, gdzie z powodu remontu obowiązywało ograniczenie do 70. Ruch był bardzo duży. W ciągu godziny na tym odcinku przejechało 1100 samochodów, a w ciągu doby 40 tysięcy – wylicza Witold Błaszczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim.

Inni kierowcy mieli sporo szczęścia, że bmw Durczoka, które waży ponad 2200 kg, nie uderzyło w żadne inne auto. Wtedy potężny SUV taranowałby wszystko jak czołg. Śledczy uważają również, że postrzeganie dziennikarza, mogło być zaburzone na skutek zażytych leków zmieszanych z alkoholem.

– Biegli ustalili, że same w sobie obniżają koncentrację i zdolność reakcji. Nie powinno się prowadzić po nich auta przez 24 godziny – tłumaczy Faktowi prok. Witold Błaszczyk. Sąd nie aresztował Durczoka po wypadku, ale zastosował wobec niego dozór policji, poręczenie majątkowe w wysokości 15 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju. Po wyjściu z sądu Kamil Durczok przeprosił wszystkich za to, co zrobił. Przyznał, że było to karygodne. Grozi mu do 8 lat więzienia

Zła passa Kamila Durczoka

To nie jedyne problemy z prawem dziennikarza. Pod koniec ub. roku katowicka Prokuratura Regionalna postawiła mu zarzuty podrobienia dokumentów umożliwiających uzyskanie kredytu i przedłożenia ich w banku oraz doprowadzenia banku do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości.

Sprawa dotyczy podrobienia weksla i dokumentów towarzyszących zabezpieczeniu kredytu hipotecznego na blisko 3 mln zł z sierpnia 2008 roku. Prokuratura zarzuca dziennikarzowi oszustwo oraz przestępstwo dotyczące m.in. podrobienia papieru wartościowego, jakim jest weksel. Może za to grozić kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo kara 25 lat.

Śledczy wnioskowali w tej sprawie o areszt, sąd się do niego tego nie przychylił. – Śledztwo w tej sprawie wciąż jest w toku. Zarzuty wobec podejrzanego nie zmieniły się – poinformowała Fakt prok. Katarzyna Żołna, z zespołu prasowego Prokuratury Regionalnej w Katowicach.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Aleksandra B. za zabójstwo 29-latka nożem została skazana na 8 lat więzienia

Aleksandra B. (35 l.) z Łodzi najpierw dała popis erotycznego tańca na imprezie, a potem ugodziła ukochanego Mateusza (29 l.) nożem w samo serce. Sąd był łaskawy i skazał kobietę tylko na 8 lat więzienia. Byli parą od kilku miesięcy i wszystko szło w dobrym kierunku. Dzieci Oli bardzo polubiły Mateusza. Aż do pewnego dnia …

Dwa lata temu w majówkę Ola dostała zaproszenie na imprezę w Aleksandrowie Łódzkim u Kamila C., przyjaciela Mateusza. W gronie trzech mężczyzn doskonale się bawiła. Rozkręciła się tak, że dała pełen emocji pokaz striptizu. Na dokładkę jednemu z biesiadników namiętnie rozerwała koszulę.

Pokłócili się w kuchni

Po tym wyzywającym popisie Mateusz wyszedł z Aleksandrą do kuchni. Nie był zachwycony zachowaniem swojej dziewczyny. A ona wykrzykiwała, że nie wie, czy naprawdę ją kocha. Kłótnię kochanków podsłuchał Kamil C.

Usłyszał, jak kobieta grozi Mateuszowi: – Zabiję cię, szmato – wygrażała Aleksandra.

Chwilę później zobaczył, jak Mateusz z wbitym prosto w serce nożem osunął się na ziemię. Aleksandra sama zadzwoniła na policję. – Zabiłam człowieka – krzyczała. Potem okazało się, że była kompletnie pijana – miała we krwi 3 promile alkoholu.

– Doszło do nieporozumienia. Dotarło do niej, że Mateusz miał ją zdradzić – mówiła przed sądem siostra zamordowanego.

Sąd Okręgowy w Łodzi wydał właśnie wyrok

– Oskarżona działała z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia, ale ten zamiar miał charakter nagły pod wpływem silnych emocji. Nie było to zabójstwo zaplanowane z premedytacją – wyjaśniał sędzia Krzysztof Szynk, skazując kobietę na 8 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

34-latek poznawał swoje ofiary w internecie, rozkochiwał i okradał

Najpierw zdobył serce kobiety, a potem ograbił ją z majątku. Tak działał 34-letni amant polujący w internecie. Jego ofiara przejrzała na oczy, dopiero dzięki policjantom. Cwany złodziejaszek w sieci poznał 38-latkę z Kielc. Najpierw wymieniali wiadomości, a w końcu zaczęli się umawiać na randki. Amant wydawał się szarmancki i zakochany. Znajomość nabrała intymnego charakteru. Kobieta zaczęła go zapraszać do swojego mieszkania. Tam kochanek czujnie się rozglądał. Spodobała mu się zwłaszcza kolekcja złotej biżuterii.

Kobieta w końcu zorientowała się, że straciła drogocenne błyskotki. Straty oszacowała na 33 tys. zł. Była przekonana, że padła ofiarą pospolitych włamywaczy, ale śledczy nie znaleźli żadnych śladów. Wtedy pod lupę wzięli amanta i złapali go w Krakowie. – Będzie odpowiadał nie tylko za rabunek, ale i za wyłudzenie od kobiety 800 zł. Grozi mu do 8 lat więzienia – mówi sierż. szt. Karol Macek z kieleckiej policji. Mundurowi ustalają, czy oszust nie ma na sumieniu więcej ofiar.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Opatów: Opiekun z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej podejrzany o znęcanie się nad dziećmi

Marcin B., opiekun z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Opatowie, jest podejrzany o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad podopiecznymi. Mężczyzna miał być postrachem dzieci od 2017 roku aż do maja 2020. Grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat więzienia!

Prokuratura ustaliła, że Marcin B. miał wykorzystywać swoją pozycję jako opiekuna i znęcać się nad grupą dzieci i młodzieży, nieporadnych ze względu na wiek oraz stan psychiczny i fizyczny. Opiekun został zatrzymany przez policję 23 maja, dwa dni później doprowadzono go Prokuratury Rejonowej w Opatowie, gdzie usłyszał zarzut, do którego się nie przyznał.

Marcin B. złożył wyjaśnienia, ale prokurator jeszcze tego samego dnia skierował do Sądu Rejonowego w Opatowie wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny. Najbliższe trzy miesiące opiekun młodzieży z Opatowa spędzi za kratkami.

– W śledztwie kompletowany będzie materiał dowodowy niezbędny do jednoznacznego ustalenia okoliczności sprawy. Za czyn zarzucany podejrzanemu grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności – informuje Daniel Prokopowicz, rzecznik kieleckiej prokuratury.
Źródło info i foto: se.pl

Śledztwo ws. 2 ton poubojowych odpadów w Barcicach. Uwaga, drastyczne zdjęcia

Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu przejęła śledztwo w sprawie ujawnionych w Barcicach koło Starego Sącza dwóch ton odpadów poubojowych. Według śledczych ubój został dokonany „w sposób nieprofesjonalny”.

Z poczynionych wstępnych ustaleń wynika, iż ubój zwierząt został dokonany bez mechanicznego ogłuszenia i bez wykorzystania profesjonalnych urządzeń. Na obecnym etapie postępowania podejmowane są czynności mające na celu ustalenie sprawców przedmiotowego zdarzenia – przekazał rzecznik nowosądeckiej prokuratury – prok. Leszek Karp.

7 maja na polnej drodze w Barcicach znaleziono poubojowe odpady w postaci wnętrzności, głów, racic, skóry oraz kopyt oraz truchła całych zwierząt. Na razie nie udało się ustalić sprawcy tego czynu. Śledztwo jest prowadzone pod kątem sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego. Ten czyn podlega karze od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci zatrzymali 58-latka poszukiwanego listem gończym

Policjanci z Sekcji Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego KWP zs. w Radomiu zatrzymali 58-latka poszukiwanego listem gończym przez Sąd Okręgowy w Radomiu. Mężczyzna miał na swoim koncie nielegalne posiadanie broni, rozboje i porwania, a do odsiedzenia 8 lat więzienia.

Ostatnie tygodnie to czas wytężonej pracy dla „poszukiwaczy”. Na swoim koncie mają kolejne zatrzymania osób, które były do tej porty nieuchwytne dla wymiaru sprawiedliwości. Wielu z nich zatrzymali w bardzo nietypowych okolicznościach. „Poszukiwacze” należą do elity policjantów wydziałów kryminalnych. W sekcji nie ma przypadkowych osób. Policjanci spędzają ze sobą dużo czasu, co przynosi efekty. Zdarza się, że muszą wyjechać na kilka dni, więc najważniejsze jest doświadczenie, zgranie i zaufanie. Muszą myśleć nieszablonowo. Często, by wpaść na trop ukrywających się przestępców „wcielają” się w różne role. W czasie częstych „burz mózgów” analizują zachowania podejrzanych, rozkładają na czynniki pierwsze ich wcześniejsze postępowanie.

Tak było i tym razem. Radomianin już na początku wieku miał na koncie nielegalne posiadanie broni, rozboje i porwania. Jak wynikało z ustaleń policjantów, poszukiwany 58-latek mógł teraz przemieszczać się pociągami, by nie zwracać na siebie uwagi. Kilka dni temu „poszukiwacze” ustali, że może przebywać na terenie powiatu kozienickiego. I tam postanowili go zatrzymać. Mężczyzna był bardzo „elektryczny” i często zmieniał wygląd. Został ujęty po krótkim pościgu.

Przy zatrzymanym policjanci odnaleźli kilka dokumentów tożsamości, w tym zagraniczne, a także kilka telefonów komórkowych i narkotyki. Jednak co najciekawsze, miał także przy sobie maszynkę do włosów oraz farby, by bardzo szybko zmienić swój wygląd, nawet będąc w podróży. Jak ustalono, by nie pokazywać twarzy, w maseczce chodził jeszcze przed wprowadzeniem przepisów epidemiologicznych. Mężczyzna już trafił do zakładu karnego, gdzie spędzi najbliższe 8 lat za popełnione przestępstwa.

Sekcja Poszukiwań i Identyfikacji Osób istnieje od jesieni 2016 r. Swoją podległością należy do struktury Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Gdańsk: Tomasz D. oferował „lek na koronawirusa”. Grozi mu kara 8 lat więzienia

Policja zatrzymała mężczyznę, który oferował „lek na koronawirusa”. Teraz jest podejrzany o oszustwo i grozi mu 8 lat więzienia. O sprawie informuje RMF FM. 49-letni Tomasz D. oferował za pośrednictwem przez Internetu i portali społecznościowych „leki na koronawirusa”. Substancja miała zwalczać COVID-19.

Najmniejsza dawka substancji kosztowała 350 zł, a pieniądze ze sprzedaży trafiały na konto fundacji prowadzonej przez 49-latka. Tomasz D. oszukał co najmniej sześć osób, a na koncie pojawiło się łącznie 11 tys. złotych.

Mężczyzna „leczył nie tylko na koronawirusa”. Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu znaczne ilości tabletek i płynów, które miały zwalczać takie nieuleczane choroby jak cukrzyca, autyzm, nowotwory, czy udar.
Źródło info i foto: wp.pl

Małopolska: Uprawiał konopie indyjskie. W prokuraturze powiedział, że ma koronawirusa

120 krzewów konopi indyjskich oraz kompletną linię do ich uprawy zabezpieczyła policja w domu w Radłowie (woj. małopolskie). 46-letni właściciel plantacji doprowadzony do prokuratury gorzej się poczuł i stwierdził, że może być zarażony koronawirusem. Mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia.

Na posesji 46-latka z Radłowa policjanci interweniowali w związku z wznieceniem kilkumetrowego ognia. Przy okazji tej sytuacji ich uwagę przykuły pojedyncze sadzonki konopi indyjskich. Jak się okazało, mężczyzna prowadził zorganizowaną i zautomatyzowaną plantację w domu.

Konopie w chlebaku

W trakcie przeszukania policjanci ujawnili licząca 120 sztuk domową plantację konopi oraz profesjonalny sprzęt służący do jej uprawy. Rośliny sięgały od 30 do 150 centymetrów, były praktycznie we wszystkich pomieszczeniach domu, w przeróżnych miejscach m.in. w chlebaku. Funkcjonariusze odnaleźli również pół kilograma suszu marihuany.

Grozi mu 8 lat więzienia

46-latek został zatrzymany. Mężczyzna usłyszał już zarzuty. Doprowadzony do prokuratury w Tarnowie gorzej się poczuł i stwierdził, że może być zarażony koronawirusem. Test na obecność patogenu jednak wykluczył u niego zakażenie. Teraz właścicielowi plantacji grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

31-latek pluł na pasażerów SKM i straszył, że jest zarażony koronawirusem

31-letni mężczyzna wywołał awanturę w pociągu Szybkiej Kolei Miejskiej. Pasażerów, kontrolerów biletów oraz policjantów straszył, że jest zakażony koronawirusem. Teraz grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności. Do zdarzenia doszło w sobotę, 4 kwietnia. Jak poinformowała w niedzielę rzeczniczka KMP w Gdańsku st. asp. Karina Kamińska, policjanci otrzymali zgłoszenie, że podróżujący pociągiem Szybkiej Kolei Miejskiej mężczyzna grozi współpasażerom oraz kontrolerom biletów. Mówił, że jest nosicielem SARS-Cov-2.

„Najpierw mężczyzna wulgarnie zwracał się do jednej z pasażerek, na co zareagowali kontrolerzy biletów. Wywiązała się awantura. Agresywny 31-latek zaczął krzyczeć, pluć na pasażerów i naruszać ich nietykalność cielesną. Straszył, że jest zarażony koronawirusem” – relacjonowała st. asp. Kamińska.

Na miejsce przyjechali policjanci. Zachowując wszelkie środki ostrożności, zatrzymali 31-latka. Mężczyzna został przewieziony do szpitala na badania. Tam okazało się, że nie ma żadnych objawów wskazujących na to, że choruje na COVID-19. Awanturnik trafił do celi.

„31-latek odpowie za stworzenie sytuacji, która wywołała przekonanie o istnieniu zagrożenie dla zdrowia i życia wielu osób oraz spowodowania reakcji służb dbających o bezpieczeństwo, kierowania gróźb karalnych, naruszenia nietykalności cielesnej. Wszystkich tych czynów dopuścił się z pobudek chuligańskich” – przekazała rzeczniczka KMP w Gdańsku. Dodała, że za popełnione przestępstwa grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Policjanci zwrócili się do prokuratora, aby złożył wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie mężczyzny.

„Żart” gdańszczanina

Mundurowi interweniowali również w związku z żartem, którego dopuścił się jeden z mieszkańców Gdańska. „Mężczyzna napisał na portalu społecznościowym, że umyślnie kaszle na produkty spożywcze w związku z panującą pandemia koronawirusa” – powiedziała st.asp. Kamińska.

Sprawą zajęli się śledczy z wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji. Szybko dotarli do autora wpisu i poprosili interwencję funkcjonariuszy z komisariatu na Oruni.

Mundurowi z zachowaniem środków ostrożności złożyli mu wizytę. Zaskoczony mężczyzna powiedział stróżom prawa, że jego wpis był bezmyślnym żartem. Jak przekazała Kamińska, policjanci ustalają, czy mężczyzna dopuścił się przestępstwa.
Źródło info i foto: interia.pl

30-latek odpowie za fałszywy alarm o ładunku wybuchowym w bloku

Kryminalni zatrzymali 30-latka, który telefonicznie przekazał policji, że jeden z mieszkańców gminy w Ożarowie Mazowieckiem chce wysadzić w powietrze blok mieszkalny – poinformowała w piątek podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja z Komendy Powiatowej Policji dla Powiatu Warszawskiego Zachodniego. Mężczyzna usłyszał zarzut fałszywego zawiadomienia o podłożeniu ładunku wybuchowego. Grozi mu kara do 8 lat więzienia.

Jak przekazała policjantka, w połowie marca do dyżurnego komisariatu w Ożarowie Mazowieckim wpłynęło zgłoszenie, że jeden z mieszkańców gminy chce wysadzić w powietrze blok mieszkalny. Funkcjonariuszy powiadomił mężczyzna, który twierdził, że rozmawiał z lokatorem tego budynku i ten mu powiedział o planach wysadzenia.

Na miejsce błyskawicznie udali się policjanci, którzy dowiedzieli się od strażaków, że mieszkaniec, który miał grozić podłożeniem ładunku wybuchowego, objęty jest kwarantanną domową, ponieważ kilka dni wcześniej wrócił z zagranicy.

Pirotechnicy ubrani w kombinezony ochronne sprawdzili budynek wraz z terenem do niego przyległym, jednak nie znaleźli ładunku wybuchowego. Nie potwierdziła się również informacja, aby 30-latek odbywał kwarantannę domową. Został zatrzymany do czasu wytrzeźwienia i wyjaśnienia jego udziału w sprawie fałszywego zawiadomienia o podłożeniu ładunku wybuchowego – poinformowała podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja. Badanie alkomatem wykazało u niego 2 promile alkoholu w organizmie.

W czwartek funkcjonariusze zatrzymali mieszkańca powiatu otwockiego, który zawiadomił policję. Mężczyzna w momencie przekazywania informacji o ładunku wiedział, że zagrożenie nie istnieje. Pomimo to swoim zachowaniem wywołał niepotrzebne czynności służb odpowiedzialnych za ochronę bezpieczeństwa i porządku publicznego mające na celu uchylenie tego zagrożenia – podała podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja.

30-latek usłyszał zarzut fałszywego zawiadomienia o podłożeniu ładunku wybuchowego. Grozi mu za to kara do 8 lat więzienia. Mężczyzna został objęty policyjnym dozorem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl