Były oficer ABW Marcin S. skazany za płatną protekcję

Marcin S., były oficer i naczelnik jednego z wydziałów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, został skazany za płatną protekcję. Przyznał się on do winy i poddał dobrowolnie karze. Nadal nie zapadł jeszcze wyrok wobec kobiety i mężczyzny, którzy również są oskarżeni w tej sprawie.

Powoływali się na wpływy w MSWIA?

Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli uznał Marcin S. jest winny tego, że w 2016 r. w wspólnie z pozostałymi oskarżonymi powoływał się na swoje wypływy w MSWIA : „w zamian na korzyść majątkową w kwocie 55 000 zł (…)”. Na poczet kary Marcinowi S. zaliczono wcześniejszy pobyt w areszcie.

O co dokładnie chodziło w tej sprawie, którą opisywała m. in. „Rzeczpospolita” i portal tvn24.pl ? Firma biznesmena Jacka P. z Wolsztyna zajmowała się handlem bronią i szkoleniami militarnymi m. in. na poligonie w Babimoście (woj. lubuskie). W 2015 doszło tam do nieszczęśliwego wypadku postrzelenia mężczyzny, w związku z czym MSWIA wydało decyzję o cofnięciu tej firmie koncesji.

Jacek P. odwołał się od tej decyzji i wynajął jedną z warszawskich kancelarii do obsługi prawnej tej sprawy. Z kancelarią tą współpracował właśnie Marcin S., były naczelnik jednego z wydziałów ABW, oraz pozostali oskarżeni Jolanta S. – H. (po urzędowej zmianie danych – Sara W.) oraz Andrzej K., były żołnierz Gromu. W lipcu 2016 r. w jednym z zajazdów niedaleko Konina Jacek P. przekazał Marcinowi S. 55 tys. zł w gotówce i został zatrzymany na gorącym uczynku przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. W doniesieniu dla CBA Jacek P. twierdził, że pieniądze te były przeznaczone m. in. na łapówkę dla urzędnika MSWIA, który miał załatwić sprawę koncesji. Właściciel kancelarii prawnej i pozostali oskarżeni utrzymywali, że była to umówiona zapłata za usługi prawne.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowy szef ABW i sprawa „willi Kwaśniewskich”. Nowe informacje

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, nowy szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ppłk Krzysztof Wacławek przed laty miał odegrać ważną rolę ws. „willi Kwaśniewskich”, czyli operacji „Krystyna”. Miał działać na polecenie obecnego ministra spraw wewnętrznych i koordynatora ds. służb, a wówczas szefa CBA.

Ppłk Krzysztof Wacławek, który od tygodnia kieruje ABW to absolwent Akademii Tolniczo-Technicznej w Olsztynie (specjalność ochrona środowiska) oraz Szkoły Głównej Handlowej (zarządzanie). Pracował w CBA, a potem NIK, gdzie był wicedyrektorem delegatur w Olsztynie i w Bydgoszczy. Od 2015 r. był wiceszefem ABW.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, powołując się na relację wysokiego rangą funkcjonariusza CBA oraz akt śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga badającego legalność operacji „Krystyna”, Wacławek miał odegrać w tej operacji istotną rolę. Miałoby chodzić o lata 2006-09, kiedy sprawa zaczęła się w kierowanym przez obecnego szefa ABW wydziale analiz departamentu postępowań kontrolnych CBA.

– Przeczuwałem, że będziemy robić sprawę Kwaśniewskich. Wiedziałem z prywatnych rozmów z Kamińskim (…) nigdy nie krył się z tym, że Kwaśniewskiego nienawidzi. (…) Bardzo się jednak zdziwiłem, gdy zjawił się u nas Wacławek i przyniósł analizę wyjściową do sprawy operacyjnej – miała już kryptonim „Krystyna” – domagając się, byśmy wszczęli operację specjalną – opowiada o zaangażowaniu Wacławka rozmówca „GW”.

Jak podkreśla, było to poza kompetencjami Wacławka. Informator „Gazety Wyborczej” twierdzi, że wykonywał wtedy bezpośrednie polecenia Mariusza Kamińskiego. – Nasz problem z tym był taki, że nie mieliśmy pojęcia, jak w ogóle tę sprawę zakwalifikować prawnie. Taka kwalifikacja jest konieczna, bo przy wszczęciu działań musi być już napisane, o jakie przestępstwo chodzi. Głowiliśmy się nad tym, trochę licząc, że Kamiński odpuści, było przecież masę znacznie ważniejszych spraw, ale dosyć szybko zjawił się ponownie Wacławek, dopytując, co ze sprawą. No a potem wezwał nas Kamiński i w obecności Wacławka kazał nam ruszyć dupy i dopaść tego „komucha”, czyli Kwaśniewskiego. No to ruszyliśmy, zakwalifikowaliśmy przestępstwo jako „pranie brudnych pieniędzy” i wszystko przejął Zarząd Operacyjno-Śledczy, w ramach którego działał „agent Tomek” i inni przykrywkowcy od operacji specjalnych – opowiada w dzienniku oficer CBA.

„GW” nie otrzymała odpowiedzi na swoje pytania ws. roli Wacławka w operacji „Krystyna”.

Przypomnijmy, że poprzedni szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotr Pogonowski podał się do dymisji pod koniec stycznia. Jak ustalił Onet, oprócz sprawy szefa NIK Mariana Banasia, do jego odejścia doprowadziła cicha wojna z ministrem koordynatorem ds. służb Mariuszem Kamińskim.

Sprawa „willi Kwaśniewskich” wróciła za sprawą reportażu „Superwizjera” TVN, w którym Tomasz Kaczmarek, czyli słynny agent Tomek oskarżył szefa MSWiA, ministra koordynatora służb specjalnych, b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego oraz b. wiceszefa CBA Macieja Wąsika o wywieranie na niego nacisków podczas operacji dotyczącej rzekomej willi Kwaśniewskich.

GW
Źródło info i foto: Fakt.pl

Janusz M. naraził Skarb Państwa na straty wysokości 50 mln złotych. Wpadł we Włoszech

Na prośbę funkcjonariuszy ABW, dzięki wykorzystaniu przez polskich policjantów z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji międzynarodowego kanału ENFAST oraz wzorowej współpracy z włoskimi organami ścigania, w wigilijny poranek, 24 grudnia 2019 r. w San Dona di Piave, niedaleko Wenecji we Włoszech zatrzymano poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania Janusza M. Zatrzymany 60-latek m.in. naraził Skarb Państwa na uszczuplenie podatku VAT w kwocie nie mniejszej niż 50 mln zł.

Policjanci z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP na prośbę funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego natychmiast podjęli czynności i uruchomili współpracę międzynarodową w celu ustalenia miejsca pobytu i zatrzymania poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania 60-letniego Janusza M. Mężczyzna podejrzany jest o szereg przestępstw m.in o kierowanie grupą przestępczą, pranie pieniędzy oraz oszustwa podatkowe na kwotę nie mniejszą niż 50 mln zł.

Mężczyzna wiedział, że jest poszukiwany i dotychczas skutecznie się ukrywał. W sprawę zaangażowano Punkt Kontaktowy ENFAST w Wydziale Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP.

ENFAST (European Network of Fugitive Active Search Teams) to sieć współpracy grup poszukiwań celowych działających w krajach UE umożliwiająca natychmiastowy przekaz informacji z grupy poszukiwawczej w jednym kraju do grupy poszukiwawczej w innym kraju, co skutkuje natychmiastowym działaniem, bez zbędnej zwłoki.

Dzięki wzorowej współpracy polskich i włoskich służb ustalono miejsce przebywania poszukiwanego. W wigilijny poranek w San Dona di Piave, niedaleko Wenecji Janusz M. został zatrzymany. 60-latek był bardzo zaskoczony i nie spodziewał się wizyty funkcjonariuszy.

Z uzyskanych przez funkcjonariuszy ABW informacji wynikało, że mężczyźnie towarzyszyła 25-letnia Paulina P., która również została zatrzymana. Na trop przestępcy natrafiono m.in. dzięki aktywności kobiety w mediach społecznościowych.

60-latek nie stronił od luksusu i oprócz kilku sportowych i bardzo drogich samochodów korzystał z równie luksusowych łodzi. Cena jednej z nich to co najmniej kilka milionów złotych.

Podejrzany w najbliższym czasie, zgodnie z Europejskim Nakazem Aresztowania zostanie przetransportowany do Polski, a następnie doprowadzony do Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.
Źródło info i foto: Policja.pl

ABW udaremniła zamach na galerię handlową w Puławach. Zatrzymano Ukraińca

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała obywatela Ukrainy, którego podejrzewa o przygotowywanie się do zamachu terrorystycznego. Maksym S., który niedawno przeszedł na islam, miał rozważać zamach na galerię handlową w Puławach – uważają śledczy.

Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik poinformowała, że Maksym S. to Ukrainiec mieszkający od dwóch miesięcy w Polsce.

– Zatrzymany przez ABW mężczyzna miał swym zachowaniem w relacjach z innymi osobami wzbudzać uzasadnione obawy, że czyni przygotowania do przeprowadzenia eksplozji materiałów wybuchowych, która zagraża życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach – powiedziała Bialik.

Konwersja na islam

Według ABW, w ostatnich tygodniach mężczyzna dokonał konwersji na islam, przyjął nowe imię – Muhamat – i uległ silnej radykalizacji.

– Będąc w Warszawie mężczyzna przebywał w towarzystwie cudzoziemców prezentujących radykalne podejście do zasad islamu. Utrzymywał bliskie kontakty z cudzoziemcami, m.in. z Tadżykistanu, a także obywatelami Federacji Rosyjskiej narodowości czeczeńskiej – podał rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Zaznaczył, że oprócz działań wobec obywatela Ukrainy, funkcjonariusze ABW przeszukali też miejsce zamieszkania tych cudzoziemców, z którymi utrzymywał kontakty.

Podejrzanemu przedstawiono zarzuty przygotowania do sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach oraz formułowania gróźb karalnych.

Rzecznik powiedział, że materiały zgromadzone przez prowadzącą śledztwo lubelską delegaturę ABW pozwoliły zatrzymać mężczyznę 4 grudnia.

Przygotowania do zamachu

Żaryn poinformował, że ze śledztwa wynika, iż mężczyzna rozważał atak z wykorzystaniem samochodu-pułapki, ładunków wybuchowych albo broni palnej.

Przygotowania do zamachu miały polegać na wejściu w porozumienie z innymi osobami o radykalnych poglądach religijnych, wyrażaniu gotowości do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego polegającego na zdetonowaniu samochodu-pułapki w obiektach użyteczności publicznej oraz uzyskiwanie środków – w postaci pieniędzy oraz broni.

Za takie czyny grozi do 5 lat więzienia.

ABW radzi, co robić w razie ataku terrorystycznego

– Zamach miał przygotowywać co najmniej od 1 października działając w Puławach i Warszawie – powiedział rzecznik.

Auto miało być zdetonowane przed jednym z centrów handlowych w Puławach bądź w budynku.

Radykalizacja i groźby

– ABW ustaliła, że mężczyzna zapoznawał się z materiałami o charakterze terrorystycznym, a o swoich planach opowiadał współpracownikom oraz osobom ze swojego otoczenia – wyjaśnił Żaryn.

Niedoszły zamachowiec ponoć deklarował, że zamach ma pochłonąć jak najwięcej ofiar.

Podejrzany groził „pobiciem przez radykałów niewiernych lub bezwyznaniowców”. Wiele wskazuje na to, że mężczyzna mógł zostać „wydany” przez ludzi, z którymi pracował lub mieszkał.

Śledczy uważają, że znajomi Maksyma S. byli przez niego zastraszeni. Uważali go za niebezpiecznego radykała religijnego.

Zatrzymy na 3 miesiące

Ukrainiec został zatrzymany i doprowadzony do Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

– Nadzorujący śledztwo Agencji wydział (…) postawił mu zarzuty, a sąd zaakceptował jego wniosek o trzymiesięczny areszt – podała prok. Ewa Bialik.
Źródło info i foto: polskieradio24.pl

ABW wszczęła postępowanie wobec Mariana Banasia

Jak ustaliły RMF FM i „Rzeczpospolita”, Marianowi Banasiowi, szefowi NIK, odebrano dostęp do tajemnic i informacji niejawnych w związku z kontrolą wszczętą wobec niego przez ABW. „W praktyce oznacza to, że jego funkcje w NIK mogą się ograniczać tylko do administrowania” – opisuje rozgłośnia.

Marian Banaś w środę 4 grudnia wydał oświadczenie, w którym oznajmił, że „w poczuciu odpowiedzialności za Najwyższą Izbę Kontroli” będzie kontynuował swoją misję w roli prezesa NIK. Przypomniał przy tym, że tę misję wyznaczył mu parlament (głosami PiS Banaś, ówczesny minister finansów, został szefem NIK).

Banaś w środę potwierdził też doniesienia „Dziennika Gazety Prawnej”, że był gotowy podać się do dymisji, ale zmienił zdanie. – Z przykrością stwierdziłem jednak, że moja osoba stała się przedmiotem brutalnej gry politycznej – mówił.

W środę wieczorem „Rzeczpospolita” poinformowała, że od 2 grudnia 2019 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi kontrolne postępowanie wobec Banasia. Informacje na temat kontroli potwierdził rzecznik ministra koordynatora ds. służb specjalnych Stanisław Żaryn.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zatrzymani przez ABW mieli wyrządzić polskiej spółce 850 milionów złotych szkody

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała trzech byłych członków zarządu spółki EuRoPol GAZ – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Michał S., Zdzisław J. i Mirosław D. mieli wyrządzić spółce szkodę w wysokości 848 milionów złotych.

Chodzi o okoliczności zawarcia w 2010 roku niekorzystnej dla Polski umowy na dostawy gazu z Rosji.

Według śledczych, zatrzymani doprowadzili do zawarcia kontraktów, w którym znalazły się rażąco niekorzystne zapisy dla Polski. Chodzi o rezygnację z popierania pozwu przeciwko Gazpromowi o zapłatę za przesył gazu przez Polskę w 2007 roku.

Polska strona zapewniła też o wykonaniu przez Gazprom wszelkich zobowiązań dotyczących przesyłu gazu w latach 2006-2009 i zapewniła o braku roszczeń w stosunku do rosyjskiego giganta. W ten sposób spółka odeszła od dochodzenia od Gazpromu setek milionów złotych także zasądzonych przez międzynarodowy arbitraż.

Zatrzymani mają usłyszeć zarzuty w łódzkiej Prokuraturze Regionalnej, za które grozi 10 lat więzienia.

Zarzuty dla byłej wiceminister gospodarki

W śledztwie zarzuty usłyszała też była wiceminister gospodarki Grażyna H. Jest ona podejrzana o oświadczenie nieprawdy w rządowej dokumentacji, a chodziło o rzekomo pozytywne opiniowanie przez szereg instytucji rządowych, w tym MSZ, wniosku dotyczącego niekorzystnych dla Polski zmian w umowie gazowej z Rosją.

Według śledczych, umowa na dostawę gazu z 2010 roku była nie tylko niekorzystna dla Polski, ale także niezgodna z unijnym prawem.

Polsko-rosyjska spółka

Spółka EuRoPol GAZ jest właścicielem polskiej części gazociągu tranzytowego Jamał-Europa. Została powołana, żeby w celu świadczenia usługi transportu gazu ziemnego przez nasz kraj. W jej skład wchodzą przedstawiciele Polski i Rosji, przy czym strona polska i rosyjska posiadają po 48 procent akcji natomiast 4 proc. należy do spółki Gas Trading S.A.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wpisany na listę osób niepożądanych w Polsce Konstantin B. utrzymywał kontakty z przedstawicielami skrajnej prawicy

Wpisany właśnie na listę osób niepożądanych w Polsce Rosjanin Konstantin B. od lat utrzymywał kontakty z przedstawicielami skrajnej prawicy z Polski – ustaliła „Wyborcza”. Według ABW planował wykorzystanie środowisk neonazistowskich do niezgodnych z prawem działań.

„Wyborcza” podała, że Konstantin B. ps. „Truvor” to zawodowy kulturysta. „Był m.in. mistrzem Rosji i Europy Wschodniej. Od lat pozostaje jednym z filarów rosyjskich neonazistów” – napisano.

Dodano, że jest on m.in. „liderem skrajnie prawicowej organizacji PPDM – Grupy Dziadka Mroza, zrzeszającej takich jak on – dobrze zbudowanych, wytatuowanych zwolenników segregacji rasowej i »nowego białego świata«”.

Poinformowano, że z Grupą Dziadka Mroza „współpracują podobni do rosyjskich neonaziści z całej Europy”. „I to niezależnie od zaszłości historycznych, również z Niemiec i Polski” – dodano.

Jak napisano, „to właśnie za współpracę z przedstawicielami polskiej skrajnej prawicy Konstantin B. wpisany został na listę osób niepożądanych w naszym kraju”.

– Według ustaleń Agencji planował wykorzystanie środowisk neonazistowskich w Polsce na rzecz niezgodnych z prawem działań, które miały być realizowane w naszym kraju. W ocenie ABW nieskrępowana obecność Rosjanina na terytorium RP niesie za sobą zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego, a także godzi w interes RP, w tym międzynarodowy wizerunek państwa – uzasadniał rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.
Źródło info i foto: onet.pl

Duża akcja ABW. Zatrzymani mieli przygotowywać ataki na muzułmanów

ABW zatrzymała dwie osoby podejrzewane o przygotowywanie ataków z użyciem materiałów wybuchowych – poinformował w środę rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Do zatrzymań doszło w Warszawie i Szczecinie, podejrzani trafili do aresztu. Akcja była efektem śledztwa w sprawie grupy planującej prześladowania muzułmanów.

Jak poinformował rzecznik, zatrzymanie nastąpiło 10 listopada, a „akcja była efektem zgromadzonych wcześniej informacji na temat ekstremistycznej grupy, której celem było zastraszanie osób wyznania islamskiego, zamieszkałych na terenie RP”.

„Ustalono, że poza szykanami i prześladowaniami, grupa planowała również bardziej radykalne działania z wykorzystaniem broni palnej i materiałów wybuchowych” – przekazał Żaryn. Dodał, że grupa w planach wzorowała się na zamachach terrorystycznych dokonanych m.in. przez Andersa Breivika w 2011 r. w Norwegii, Brentona Tarranta w Nowej Zelandii i Philipa Manhausa w Norwegii.

Skoordynowana akcja
Rzecznik zaznaczył, że czynności dotyczyły m.in. dwóch osób, które już w 2013 r. objęte były śledztwem prowadzonym przez ABW przeciwko Brunonowi K., a jeden z mężczyzn – pomimo orzeczonego przez sąd zakazu kontaktów i zainteresowań w zakresie broni, amunicji i eksperymentów pirotechnicznych – nadal zajmował się wytwarzaniem broni palnej i materiałów wybuchowych.

„W skoordynowanej akcji przeprowadzono przeszukania w wielu miejscach na terenie województw: mazowieckiego, zachodniopomorskiego, podkarpackiego. W trakcie jednego z nich, w domu jednorodzinnym na terenie warszawskiej dzielnicy Włochy, funkcjonariusze ABW zabezpieczyli substancje i środki chemiczne niezbędne do produkcji dużej ilości materiałów wybuchowych, a także broń palną, elementy konstrukcyjne służące do przerabiania broni oraz amunicję. Ujawniony materiał wybuchowy – po przeprowadzeniu niezbędnych eksperymentów procesowych – został zneutralizowany na terenie poligonu Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce koło Warszawy” – poinformował Żaryn.

W trakcie przeszukań znaleziono również osiem fiolek z silnie toksycznymi substancjami chemicznymi, ponad 170 książek dotyczących wytwarzania materiałów wybuchowych, a także elektroniczne nośniki danych, mogące służyć do utrzymywania szyfrowanej łączności pomiędzy członkami grupy. Znaleziono także 16,1 g środków odurzających

Areszt i zarzuty dla zatrzymanych

Zatrzymanym przedstawiono zarzuty przygotowania do przestępstwa sprowadzenia zdarzeń zagrażających życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mających postać eksplozji materiałów wybuchowych, publicznego nawoływania do zabójstwa wobec grup etnicznych i wyznaniowych oraz posiadania bez pozwolenia prekursorów materiałów wybuchowych, broni palnej i amunicji oraz przewóz narkotyków wewnątrz UE.

Sąd zastosował wobec zatrzymanych areszt. Śledztwo w sprawie prowadzi ABW pod nadzorem Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Szczecinie. Zatrzymania podejrzanych zostały przeprowadzone we współpracy z Pododdziałami Kontrterrorystycznymi policji z KSP w Warszawie oraz KWP w Szczecinie, Kielcach i Rzeszowie.

W ubiegłym tygodniu Żaryn informował, że szef MSWiA – podzielając obawy ABW – wydalił z Polski obywatela Szwecji należącego do neonazistowskiego Nordyckiego Ruchu Oporu, który przyjechał do naszego kraju na szkolenie w posługiwaniu się bronią.
Źródło info i foto: interia.pl

Tajemnicza akcja ABW w Warszawie. Planowano zamach?

Według nieoficjalnych informacji, do których dotarła w niedzielę Gazeta Wyborcza, ABW zabezpieczyła cały arsenał materiałów wybuchowych w jednym z domów rodzinnych w warszawskiej dzielnicy Włochy. Na razie funkcjonariusze nie udzielają szerszych informacji w sprawie tajemniczej akcji. Znalezione materiały mogą mieć związek z działalnością Brunona Kwietnia, który planował zamach na Sejm.

Jak podaje Gazeta Wyborcza, w niedzielę w domu rodzinnym w warszawskich Włochach ABW odkryła duże pokłady materiałów wybuchowych. Według doniesień gazety, odkrycie miało miejsce w tym samym budynku, gdzie w 2013 roku znaleziono podobną ilość materiałów pirotechnicznych.

Dom ten w 2013 roku zamieszkiwał wspólnik Brunona Kwietnia – terrorysty, który planował atak na Sejm. Niedoszły zamachowiec zmarł w kwietniu 2019 roku, w więzieniu. Zachodzi więc podejrzenie, że dzisiejsze zdarzenie może mieć związek z działaniami terrorystycznymi. Policja jednak na razie nie potwierdza tej informacji i nie komentuje sprawy – czytamy w Wyborczej.

Tajemnicza akcja ABW przed Świętem Odzyskania Niepodległości

Dom rodzinny przy ulicy Paganiniego w warszawskich Włochach w niedzielę od rana przeszukiwało około 20 funkcjonariuszy ABW. Jak informowali dziennikarze Wyborczej, ulica na czas akcji została zamknięta i całkowicie wyłączona z ruchu. Budynek zaś odcięto od dostawy prądu i gazu.

W akcji brali udział policyjni pirotechnicy, na miejscu było kilka radiowozów policyjnych, straż pożarna a także ambulans MSWiA – podaje gazeta. Jak nieoficjalnie przekazał dziennikarzom jeden z oficerów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, data wykrycia takiej ilość niebezpiecznych materiałów nie jest przypadkowa, ponieważ polskie służby prowadzą tego typu działania operacyjne przed corocznym Świętem Odzyskania Niepodległości.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa Piotr Ś. mógł przekazać Rosji plany dywizji NATO

​Piotr Ś., zatrzymany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa, mógł przekazać Rosji plany NATO-wskiej dywizji w Polsce – informuje portal Onet.pl. Mężczyzna koordynował bowiem rozbudowę infrastruktury jednej z dywizji. Piotr Ś. był menedżerem spółki AMW Sinevia, będącej córką Agencji Mienia Wojskowego. Firma działała na rynku budowlanym, ale większość jej kontraktów pochodziła od armii.

Jak informuje Onet, mężczyzna został zatrudniony tam w ubiegłym roku, poza konkursem. Informator portalu twierdzi, że został „przyniesiony w teczce”. „Od razu oddelegowano go do Elbląga, gdzie miał nadzorować modernizację i rozbudowę budynków wojskowych dla Wielonarodowej Dywizji Północny Wschód” – mówi.

Dowództwo Wielonarodowej Dywizji Północny Wschód koordynuje działania grup bojowych rozmieszczonych w krajach bałtyckich i w Polsce – nie tylko zajmują się one szkoleniami, ale także monitorowaniem sytuacji w regionie.

Według Onetu, za zatrudnieniem Piotra Ś. stali prezes zarządu AMW Sinevia Maciej Więckowski i wiceprezes Marek Jassak.

Prace budowlane w Elblągu ruszyły w 2017 roku, więc Piotr Ś. dołączył do projektu w trakcie jego realizacji.

Kariera Piotra Ś. po powrocie z Elbląga przyspieszyła – zmuszony do odejścia z centrali został jeden z dyrektorów, a na jego miejsce przyjęto właśnie Piotra Ś. Po firmie krążyły plotki, że razem z prezesami i wysokimi rangą wojskowymi jeździ na polowania.

„Jeżeli Piotr Ś. rzeczywiście podjął współpracę z obcym wywiadem, to został dobrze ulokowany. Umieszczenie go w spółce zależnej od Agencji Mienia Wojskowego to inteligentny ruch, bo praca tam otwiera szansę poznawania różnych ludzi z armii samemu nie funkcjonując w rygorze wojskowym” – mówi w rozmowie z Onetem Janusz Zemke, były wiceminister obrony narodowej.

Piotr Ś. zatrzymany za szpiegostwo

Piotr Ś. został zatrzymany 24 października, kiedy do biur AMW Sinevia w Nowym Dworze Mazowieckim wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW przeszukało biuro i samochód mężczyzny, a także jego miejsce zamieszkania. Zabezpieczono nielegalnie posiadaną broń krótką, amunicję, a także nośniki elektroniczne i dokumenty.

Piotr Ś. usłyszał zarzuty usiłowania działania na rzecz obcego wywiadu, posiadania broni palnej i amunicji bez zezwolenia, a także posługiwania się sfałszowanym dokumentem. Sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt.
Źródło info i foto: interia.pl