Były dyrektor ds. kredytów w Plus Banku aresztowany

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ zdecydował o tymczasowym, trzymiesięcznym areszcie dla Marka W., byłego dyrektora ds. kredytów w Plus Banku. To areszt warunkowy – W. po wpłaceniu 150 tys. złotych zabezpieczania, będzie mógł przebywać na wolności.

Marek W., nawet w przypadku wpłacenia 150 tys. złotych, będzie miał zakaz opuszczania kraju. – Zdaniem prokuratury sąd nie powinien podjąć tak łagodnej decyzji względem Marka W. To jedna z kluczowych osób w śledztwie dot. narażenia na szkodę Plus Banku, a także wyłudzenia pieniędzy ze Skarbu Państwa w postaci nienależnego zwrotu podatku VAT – informuje reporter Polsat News Piotr Witkowski.

Zdaniem prokuratorów, Marek W. nie współpracował podczas przesłuchania. Miał też unikać odpowiedzi na „kluczowe pytania”. Prokuratura zapowiada zażalenie na decyzję sądu.

– Poręcznie majątkowe w kwocie 150 tys. złotych nie jest wystarczające, żeby zachować prawidłowy tok postepowania. Będziemy się domagać środka izolacyjnego – zapewnił rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Marcin Saduś.

Obrona również zapowiada odwołanie od decyzji. – Sąd nie uwzględnił w pełnym zakresie wniosku prokuratury, podzielił też częściowo argumentacje obrony – poinformował obrońca Marka W. Adrian Borkowski.

„Co najmniej 50 mln złotych szkody majątkowej”

Śledztwo prowadzone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne dotyczy podejrzenia wyrządzenia szkody majątkowej w wysokości co najmniej 50 mln zł w mieniu banku, w związku z udzieleniem kredytu na zakup centrum wystawowego w Opolu. Następnie odraczano terminy spłaty należności poprzez aneksowanie umowy kredytowej ukrywając tym samym straty banku. Dodatkowa kwota wyłudzeń dotyczy VAT i działania na szkodę Skarbu Państwa przez przedstawicieli mazowieckiej spółki i miała sięgnąć 23 mln zł.

Wśród zatrzymanych wcześniej przez CBA byli prezesi i członkowie zarządu, dyrektor oraz pracownicy banku komercyjnego – Plus Banku, a także byli i obecni prezesi spółek z woj. mazowieckiego – z Warszawy i Radzymina.

50 mln zł kredytu udzielono najprawdopodobniej pomimo braku zdolności kredytowej i bez ustanowienia szczególnej formy zabezpieczenia jego spłaty.

W związku z pozorną transakcją nabycia nieruchomości w Opolu postępowanie obejmuje także działanie na szkodę Skarbu Państwa przez przedstawicieli mazowieckiej spółki. Chcieli oni w ten sposób uzyskać nienależny VAT w wysokości 23 mln zł – podał w środę naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski. – Sprawa ma wiele wątków i rozwija się – dodał.

Areszty i poręczenia majątkowe

W śledztwie dotyczącym udzielenia kredytu i próby wyłudzenia VAT CBA zatrzymało we wtorek, 8 lipca osiem osób. Wśród nich znaleźli się prezesi i członkowie zarządu, dyrektor, pracownicy Plus Banku oraz byli i obecni prezesi spółek z woj. mazowieckiego. Prokuratura postawiła im zarzuty.

11 lipca Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ zdecydował o areszcie dla Adama K., byłego prezesa spółki, która zaciągnęła kredyt w Plus Banku na budowę centrum konferencyjno-handlowego DomExpo w Opolu. Sąd zastosował też środki zapobiegawcze względem 5 innych zatrzymanych w tej sprawie osób.

– Wobec byłego prezesa banku Tomasza K. zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy, ale z możliwością jego zamiany na poręczenie majątkowe w wysokości 250 tys. zł łącznie z zakazem opuszczania kraju. Wobec Przemysława S. także zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania z możliwością jego zamiany na poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł i także z zakazem opuszczania kraju. Wobec Bartłomieja S. zastosowano poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł, wobec Marka Z. poręczenie w wysokości 50 tys. zł, a wobec Ewy S. poręczenie w wysokości 20 tys. zł – poinformował Marcin Kołakowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Szereg skrajnie niekorzystnych umów

Spółka potrzebowała kredytów na budowę centrum konferencyjno-handlowego DomExpo w Opolu. Prezes spółki, do której należy centrum zawarł szereg skrajnie niekorzystnych dla niej umów. Między innymi dlatego centrum znalazło się w trudnej sytuacji finansowej.

Gdy bank, który nie otrzymywał spłat swoich kredytów, zaczął starać się o licytacje obiektu, prezes spółki złożył wniosek o ogłoszenie upadłości. W ten sposób utrudnił odzyskanie pieniędzy przez bank. Upadłość pozwoli jednak nadal kontrolować nieruchomość przez tych samych ludzi, którzy doprowadzili do jej finansowej zapaści.

Centrum podpisało umowy najmu lub dzierżawy ważne nawet do 2037 roku ze spółkami, które były osobowo i kapitałowo powiązane ze spółką będącą właścicielem DomExpo. Dzięki upadłości ludzie, którzy zarządzają spółką, nadal będą czerpać z niej korzyści. „Państwo w Państwie” ustaliło, że syndyk może zarobić w tym postępowaniu upadłościowym około 450 tys. zł.

Teraz bank zamiast odzyskać swoje należności w drodze licytacji, będzie musiał czekać na koniec upadłości.

Ekipa „Państwa w Państwie” była w siedzibie firmy księgowej, aby porozmawiać z Adamem K., który był prezesem spółki. Zdenerwowany mężczyzna, który przebywał w pomieszczeniach firmy księgowej wypychał reporterów z biura.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Afera Huawei: Funkcjonariusz ABW podejrzany o szpiegostwo na rzecz Chin wyszedł z aresztu

Dalszy ciąg afery Huawei. W styczniu aresztowano Weijinga W., jednego z dyrektorów polskiego oddziału firmy i Piotra D., byłego oficera ABW. Polak opuścił areszt za kaucją – podaje RMF FM. Onet pisał o aferze Huawei w styczniu 2019 roku. Weijing W. i Piotr D. zostali oskarżeni o szpiegostwo na rzecz Chin.

– Nigdy świadomie nie miałem kontaktu, a już na pewno nie współpracowałem z jakimkolwiek wywiadem, w szczególności z wywiadem chińskim – podkreślał w oświadczeniu Weijing W.

Po zatrzymaniu zabezpieczono materiały dowodowe, np. telefony i komputery. Warszawski sąd uznał, że Piotr D. raczej nie będzie mataczył, ale prokuratura obawiała się utrudniania śledztwa i wniosła zażalenie. Sąd odrzucił te wnioski i w efekcie umożliwił Piotrowi D. wyjście na wolność za kaucją w wysokości 120 tys. złotych. Weijing W. pozostanie w areszcie do października.

W 2016 roku – za czasów rządu Beaty Szydło – Piotr D. miał być konsultantem w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Do sprawy odniosła się na Twitterze była premier. „Przecinam medialne sensacje – zatrzymany nie był konsultantem u Szydło! Nie doradzał Szydło i nie pracował dla Szydło. Był natomiast przedstawicielem UKE w zespole przygotowującym wizytę Papieża Franciszka podczas ŚDM” – napisała.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowe zatrzymania ws. ustawianej sprzedaży nieruchomości w Krakowie

Trzy osoby zostały zatrzymane przez CBA w aferze dotyczącej ustawiania przetargów na wynajem, lub zakup atrakcyjnych nieruchomości w Krakowie – informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Zatrzymani to lekarka, pracownik lokali gastronomicznych i przedsiębiorca – współwłaściciel jednego z najbardziej popularnych miejsc rozrywki w Krakowie.

Osoby te miały dawać pieniądze, lub obiecywać ich wręczanie w zamian za ustawianie postępowań na kupno i wynajem lokali użytkowych i mieszkalnych. Wręczane kwoty wahały się od 20 do 25 tysięcy złotych. Jedno z postępowań dotyczyło lokalu znajdującego się w Sukiennicach.

W sumie w aferze podejrzanych jest 15 osób. Wątpliwości dotyczą umów na 42 nieruchomości.
Źródło info i foto: interia.pl

Agenci CBA zatrzymali 5 kolejnych osób w związku z aferą GetBack

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało pięć kolejnych osób w związku ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości w spółce GetBack – dowiedziała się PAP. Do tej pory zarzuty w tym śledztwie usłyszało już 49 osób.
Cztery zatrzymane przez CBA osoby podejrzewane są o manipulację kursem akcji spółki EGB Investments. Według śledczych miały one działać w celu zawyżenia wartości spółki.

Piąta zatrzymana przez CBA osoba, to b. pracownik jednego z banków podejrzewany o oszustwo i prowadzenie bez zezwolenia działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził w rozmowie z PAP w czwartek, że zatrzymań dokonali funkcjonariusze warszawskiej delegatury CBA.

Do tej pory zarzuty w tym śledztwie nadzorowanym przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie usłyszało już 49 osób – powiedział PAP Brodowski. Zaznaczył, że wszystkie zatrzymane przez CBA osoby trafią do tej prokuratury, gdzie mają im zostać postawione zarzuty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Gwiazda piłki nożnej Neymar oskarżony o gwałt

Brazylijski piłkarz Neymar został oskarżony o gwałt – poinformowały media, powołując się na raport sporządzony przez policję. Do zdarzenia miało dojść 15 maja w Paryżu, ale ofiara, obywatelka Brazylii, złożyła zeznania dopiero po powrocie do kraju. Na stronie internetowej gazety „O Globo” relacjonowano, że w odpowiedzi na pytania dziennikarzy o zarzuty wobec 27-letniego zawodnika Paris Saint-Germain jego przedstawiciele przekazali, iż nie znają jeszcze sprawy i nie wypowiedzą się o niej, dopóki nie zapoznają się ze szczegółami. Jednak powołując się na osobę z najbliższego otoczenia Neymara napisano, że prawnicy Brazylijczyka mają już dostęp do raportu policji w Sao Paolo i są w trakcie jego analizy. Władze Sao Paulo potwierdziły, że dokument, udostępniony publicznie, jest autentyczny.

Na antenie telewizyjnego programu „Brasil Urgente” ojciec i zarazem agent piłkarza Neymar da Silva Santos zaznaczył, że sportowiec pada ofiarą wymuszenia, a dowody zostały sfałszowane.

„Był agresywny, przemocą zmusił ją do stosunku”

Kobieta zeznała, że poznała Neymara przez media społecznościowe, gdzie oboje wymieniali wiadomości. Dodała, że przyleciała do Paryża 15 maja, a piłkarz opłacił jej bilety i zakwaterowanie. Relacjonowała, że już w dniu przyjazdu przyszedł do jej pokoju hotelowego, „prawdopodobnie pod wpływem alkoholu”. Jak napisano w raporcie, po kilku chwilach „rozmowy i wymiany czułości Neymar stał się agresywny i przemocą, wbrew woli ofiary, zmusił ją do odbycia stosunku”. Kobieta poinformowała także, że była później w złym stanie emocjonalnym i nie chciała zgłaszać tego zdarzenia w obcym kraju. Do Brazylii powróciła 17 maja.

Komentarz Neymara

Do całej sprawy bardzo szybko odniósł się sam piłkarz. Gwiazdor PSG nie przyznaje się do winy. Obiecał również, że upubliczni zapis rozmów z kobietą. – Zostałem oskarżony o gwałt, to ciężkie słowa. Byłem zaskoczony, dlatego udostępnię wszystkie rozmowy z tą kobietą. Są bardzo intymne, ale uważam, że to konieczne, by udowodnić nieprawdziwość tych oskarżeń – powiedział na filmiku udostępnionym w mediach społecznościowych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest zawiadomienie do prokuratury ws. podejrzenia popełnienia przestępstwa przez kard. Henryka Gulbinowicza

Do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu skierowano zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kard. Henryka Gulbinowicza. Złożył je mecenas Artur Nowak, który reprezentuje Karola Chuma oskarżającego hierarchę o molestowanie seksualne.

We wtorek na łamach „Gazety Wyborczej”, wrocławski informatyk i autor wierszy Karol Chum (jego prawdziwe nazwisko to Przemysław Kowalczyk), oskarżył o molestowanie kard. Henryka Gulbinowicza, legendę „Solidarności” i kawalera Orderu Orła Białego.

Zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu złożył w piątek pełnomocnik Przemysława Kowalczyka adwokat Artur Nowak. „Treścią zawiadomienia jest świadectwo pana Karola Chuma, podaliśmy w nim okoliczności, czas i miejsce popełnienia prawdopodobnego przestępstwa oraz wskazaliśmy osobę, którą można by w związku z tym przesłuchać” – powiedział PAP w sobotę mecenas Nowak.

Mamy nadzieję, że ta sprawa zostanie zbadana kompleksowo, również w tym kontekście, czy były jakieś skargi składane w tym zakresie, nie tylko do diecezji, ale przede wszystkim do Nuncjatury i do Kongregacji Nauki i Wiary – mówił adwokat.

Mecenas zwrócił uwagę, że zdarza się, iż pokrzywdzeni dopiero po kilkudziesięciu latach zgłaszają się i postępowania są wszczynane. – Było tak w przypadku kardynałów Pella, McCarricka czy Groera, kiedy ofiary zgłosiły się po 30-40 latach. Jest naturalnym i wynika to z badań klinicznych, że pokrzywdzeni dopiero po czasie są w stanie mówić o tym, co ich spotkało. Polska jest krajem głęboko sklerykalizowanym, więc nie mamy aż takich tradycji obywatelskich, tym trudniej o tym mówić. Po filmie braci Sekielskich nie tylko pan Karol, ale wielu pokrzywdzonych, czuje potrzebę, żeby zrobić coś z tym doświadczeniem – mówił mecenas Nowak.

Pełnomocnicy b. metropolity wrocławskiego, kard. Henryka Gulbinowicza na zwołanej w piątek konferencji prasowej wezwali media do zaprzestania publikacji zawierających „nieprawdziwe i niepotwierdzone” informacji na temat duchownego.

Jeden z pełnomocników kardynała, mec. Mateusz Chlebowski powiedział dziennikarzom, że jego kancelaria prowadzi obecnie analizę prawną treści zawartych w materiałach prasowych o kard. Henryku Gulbinowiczu, które do tej pory zostały opublikowane. – Po tym podejmiemy decyzję co do dalszych działań prawnych w tej sprawie – powiedział. Prawnik zaapelował także o uszanowanie prywatności kardynała.

Z kolei w ubiegłym tygodniu działaczki Dolnośląskiego Kongresu Kobiet złożyły do biura Rady Miejskiej Wrocławia wniosek o odebranie b. metropolicie wrocławskiemu kard. Henrykowi Gulbinowiczowie tytułu honorowego obywatela miasta. Była to reakcja na okoliczności przedstawione w filmie Tomasza Sekielskiego.

W dokumencie „Tylko nie mów nikomu” pojawia się m.in. postać byłego księdza Pawła K. W filmie wskazano, że po zatrzymaniu Pawła K. w 2005 r. poręczył za niego ówczesny metropolita wrocławski abp Marian Gołębiewski. Szybko jednak to poręczenie wycofał. Następnie, według dokumentu Sekielskiego, poręczenia udzieli kard. Henryk Gulbinowicz, emerytowany biskup archidiecezji wrocławskiej. Dzięki temu poręczeniu K. miał uniknąć tymczasowego aresztowania – wynika z dokumentu. Zdaniem działaczek Kongresu kard. Gulbinowicz nie tylko poręczył za Pawła K., ale też „po ujawnieniu jego skłonności, nie zrobił nic, by zapobiec kolejnym tragediom”.

Paweł K., który nie jest już księdzem, w 2015 r. został skazany przez wrocławski sąd na 7 lat więzienia za wykorzystanie seksualne trzech małoletnich chłopców. Sąd zakazał mu też dożywotnio pracy z młodzieżą i orzekł leczenie zaburzeń preferencji seksualnych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Skandal w US Navy. „Lista gwałtu” na atomowym okręcie podwodnym

Męscy członkowie załogi okrętu podwodnego USS Florida stworzyli sobie „listę gwałtu”, która była „rankingiem” ich koleżanek i zawierała opisy tego, czego to by z nimi nie zrobili. Jej odkrycie wywołało dużą aferę, choć początkowo tuszowaną. Afera jest tym głośniejsza, że lista powstała na drugim okręcie podwodnym, na którym w pełni dopuszczono do służby kobiety.

Sprawa wyszła na jaw za sprawą portalu Military.com, który wydobył od US Navy dokumenty ze śledztwa na podstawie Ustawy o dostępie do informacji. Opisane w nich wydarzenia miały miejsce niemal dokładnie rok temu, podczas wielomiesięcznego patrolu USS Florida – atomowego okrętu podwodnego typu Ohio, przenoszącego 154 rakiety cruise Tomahawk.

Koleżanki jako obiekty fantazji

Wiosną i latem 2018 roku na pokładzie okrętu służyła załoga „Złota”. Jednostki typu Ohio mają po dwie załogi, „Złotą” i „Niebieską”, które na zmianę odbywają wielomiesięczne patrole i odpoczywają oraz trenują na lądzie. W ten sposób sam okręt jest nieustannie wykorzystywany, podczas gdy ludzie mają okazję odpocząć psychicznie i fizycznie po spędzeniu nawet trzech miesięcy bez widoku nieba.

Służba w długiej, ciasnej i zatłoczonej metalowej puszcze zanurzonej pod wodą odciska jednak swoje piętno. US Navy bardzo długo nie dopuszczała do niej kobiet z obaw o to, jak przełoży się to na stosunki w załodze. Dopiero w 2011 roku zezwolono na służbę w broni podwodnej kobietom na stanowiskach oficerskich a w 2016 roku na wszystkich pozostałych. USS Florida była drugim atomowym okrętem podwodnym, który wyszedł wiosną 2018 roku na misję z mieszaną załogą. Spośród 173 osób na pokładzie 32 były kobietami.

I od razu na tym pierwszym patrolu została stworzona wspomniana „lista gwałtu” (ang. rape list). Była umieszczona w pokładowej sieci komputerowej i część męskich członków załogi oceniała w niej koleżanki, przyznając im gwiazdki. Im więcej, tym bardziej miały być atrakcyjnym obiektem fantazji seksualnych. W oddzielnym pliku dyskutowano i fantazjowano, co kto by z którą nie zrobił.

Upadek morale

W czerwcu 2018 roku jeden z męskich członków załogi wydrukował obie listy i pokazał je koleżance. Informacja zaczęła wędrować w górę łańcucha dowodzenia i w końcu dotarła do dowódcy, komandora Gregory Kerchera. Ten kazał znaleźć oryginalne pliki w sieci i ustalić, kto jest odpowiedzialny za ich utworzenie. Nie wszczął jednak formalnego dochodzenia i nie poinformował dowództwa.

– Choć podjął pewne działania, to były one minimalistyczne i zdecydowanie niewystarczające w stosunku do oczekiwanych w przypadku tak poważnego zdarzenia – napisał prowadzący dochodzenie kontradmirał Jeff Jablon. Przez następne tygodnie po ujawnieniu istnienia listy trwało półamatorskie dochodzenie, które momentami próbował prowadzić sam dowódca. Nie udało się jednak znaleźć plików z listami. Później, kiedy sieć okrętową przeszukiwali już profesjonalni wojskowi śledczy, też nie udało im się ich znaleźć.

W międzyczasie atmosfera na okręcie bardzo się „zepsuła”. Kobiety czuły się zdradzone, zagrożone i zignorowane. Jedna usłyszała od przełożonego, żeby „wzięła się w garść i przestała urządzać sceny”. Panował ferment, wzajemne oskarżenia i podejrzliwość. Dopiero po ponad miesiącu od początku afery, jedna z kobiet w randzie podoficera otwarcie poruszyła temat w rozmowie z dowódcą, a ten przyznał, że w sumie powinno się zrobić coś więcej niż dotychczas.

Poważne konsekwencje

I właśnie za tę zwłokę oraz pozwolenie, aby morale w jego załodze osiągnęło dno, komandor stracił stanowisko. Przełożeni uznali, że nie zachował się tak, jak powinien zachować się dowódca okrętu US Navy. Dodatkowo dwóch członków załogi zostało dyscyplinarnie zwolnionych ze służby, a kilku innych otrzymało różnego rodzaju nagany i kary. Można bezpiecznie założyć, że po czymś takim kariera komandora Kerchera została złamana. Usunięcie z dowództwa to bardzo poważna sprawa.

Cała afera kładzie się cieniem na staraniach US Navy mających na celu pełne włączenie kobiet do służby we flocie. Panie służył na amerykańskich okrętach od XIX wieku, ale było to raczej rzadkie i głównie jako sanitariuszki. Dopiero w latach 70. szerzej otworzono dla nich drzwi, dopuszczając do normalnej służby na okrętach nawodnych czy w lotnictwie. Wreszcie w 2016 roku zniesiono ostatnie ograniczenia i zaczęto przyjmować kobiety do służby w broni podwodnej.

Umieszczanie młodych mężczyzn i kobiet na ograniczonej przestrzeni odciętej nawet miesiącami od świata prowadzi jednak do różnorakich problemów. US Navy nie ma jednak zamiaru zmieniać kursu.

– Nie mogę zagwarantować, że taki incydent już się nie powtórzy. Mogę jednak zagwarantować, że nadal będę wymagał wysokich standardów zachowania w całej służbie – stwierdził w reakcji na artykuły o „rape list” wiceadmirał Chas Richard, dowódca Sił Podwodnych US Navy. – Oczekuję, że każdy podwodniak będzie traktował innych z szacunkiem oraz godnością i będę wyciągał konsekwencje, jeśli ktoś nie zastosuje się do tego – dodał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W przyszłą środę będzie gotowy raport z pracy komisji ds. Amber Gold

W przyszłą środę na posiedzeniu komisji zostanie posłom udostępniony raport końcowy – poinformowała w czwartek PAP przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS). W raporcie tylko dwie instytucje państwowe oceniono pozytywnie – KNF i Ministerstwo Gospodarki – dodała.

Podczas posiedzenia komisji raport zostanie udostępniony, a potem posłowie dostaną czas na zapoznanie się z nim – powiedziała Wassermann.

Raport na ten moment, a cały czas jeszcze coś dopisujemy, ma 633 strony, więc dam członkom komisji około miesiąca na zapoznanie się, sformułowanie uwag, potem będzie dyskusja, głosowanie, no i kończymy pracę – dodała szefowa komisji.

Pytana o główną tezę raportu Wassermann zwróciła uwagę, że „obowiązkiem komisji było badanie instytucji państwowych, które podlegały kontroli Sejmu”. Podkreśliła, że komisja nie miała za zadanie np. ustalać, gdzie jest przechowywane złoto Amber Gold albo gdzie zostały przekazane pieniądze.

Komisja tylko i wyłącznie miała za zadanie analizę postępowania tych funkcjonariuszy publicznych, którzy podlegają kontroli Sejmu – zaznaczyła Wassermann.

Przyznała też, że z powodów prawnych zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa komisja przekazywała na bieżąco, a nie zostawiała sobie na koniec prac.

Gdy zobaczyłam w roku 2016 dokumenty, zorientowałam się, że w przypadku dużej części przestępstw jesteśmy na granicy przedawnienia, nie możemy więc czekać, tylko musimy te zawiadomienia przesyłać na bieżąco – wyjaśniła.

Jak dodała, zawiadomienia zostały więc przekazane i „postępowania się toczą, nawet z efektami”. – Pokażę wyniki pracy prokuratury, na tyle ile mogę, żeby nie utrudnić postępowania – zapowiedziała. We wnioskach końcowych, związanych z raportem, wniosków do prokuratury już jednak nie będzie – przyznała.

Szefowa komisji dodała, że ocena instytucji państwowych, zawarta w raporcie „jest w największej części krytyczna”. – Są tylko dwie instytucje, które możemy ocenić pozytywnie lub pozytywnie z pewnymi uwagami, natomiast większość z tych ocen jest bardzo zła – powiedziała.

Te dwie instytucje ocenione pozytywnie to Ministerstwo Gospodarki oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Pozostałe, jak dodała, działały „w sposób zły albo nawet krytyczny”. Do instytucji najgorzej ocenionych należy np. prokuratura – poinformowała szefowa komisji.

Zgodnie z ustawą o sejmowej komisji śledczej, jej przewodniczący przygotowuje i przedstawia komisji projekt stanowiska w badanej przez komisję sprawie. Do tego stanowiska członkowie komisji mogą zgłaszać poprawki. Ostatecznie swój końcowy raport komisja przyjmuje w drodze uchwały.

Celem powołanej w lipcu 2016 r. komisji śledczej było zbadanie i ocena prawidłowości i legalności działań podejmowanych wobec Amber Gold przez rząd, w szczególności ministrów: finansów, gospodarki, infrastruktury, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i podległych im funkcjonariuszy publicznych. Od początku funkcjonowania komisja przesłuchała 150 świadków, zapoznała się też z dokumentami.

Do zadań komisji należało też zbadanie działań, jakie podejmowali w sprawie spółki: prezes UOKiK, Generalny Inspektor Informacji Finansowej, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a także prokuratura oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefowie ABW i CBA oraz Komendant Główny Policji i podlegli im funkcjonariusze publiczni. Komisja śledcza miała także zbadać działania podejmowane ws. Amber Gold przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Ostatnim przesłuchiwanym świadkiem, w listopadzie 2018 roku, był były premier Donald Tusk. Poza nim w 2018 roku zeznania przed komisją złożyli m.in. b. szef resortu finansów Jan Vincent-Rostowski, b. wiceszef MF Andrzej Parafianowicz, oraz b. szefowie: KPRM Tomasz Arabski, MSW – Jacek Cichocki, CBA – Paweł Wojtunik, ABW – Krzysztof Bondaryk, BOR – gen. Marian Janicki, a także syndyk masy upadłości Amber Gold Józef Dębiński.

We wrześniu ub. roku komisja zdecydowała, że m.in. wobec Parafianowicza złoży zawiadomienie do prokuratury „za szereg elementów składających się na niedopełnienie obowiązków po jego stronie” w związku ze sprawą Amber Gold.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Afera Amber Gold. Obrońca Katarzyny P. wniosła o uniewinnienie

W mowie końcowej wygłoszonej w poniedziałek w procesie Amber Gold przed Sądem Okręgowym w Gdańsku obrońca współoskarżonej Katarzyny P. wniosła o jej uniewinnienie. Kiedy ogłoszony zostanie wyrok końcowy?

Mowa końcowa obrońcy oskarżonej Anny Żurawskiej zakończyła proces, który toczył się przed gdańskim sądem od marca 2016 r. 18 kwietnia podczas pierwszych mów końcowych w procesie prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcom i założycielom Amber Gold – Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. – kar po 25 lat więzienia. Kilka dni później obrońca Marcina P. Michał Komorowski wniósł w mowie końcowej o uniewinnienie oskarżonego.

– Mam świadomość, że sprawa oskarżonych wzbudziła duże zainteresowanie opinii publicznej. Za sprawą mediów była przedstawiana jako jedna z największych afer ostatnich lat. Sąd również nadawał jej takie znaczenie wypowiadając się w kolejnych decyzjach w przedmiocie tymczasowego aresztowania. Media przed procesem i w trakcie procesu epatowały opinię publiczną informacjami na temat oskarżonych odzierając ich niejednokrotnie z prywatności, a nawet godności. Wielokrotnie przytaczały również nieprzychylne dla nich oceny i stawiały tezy związane z zarzutami – mówiła obrońca Katarzyny P.

Podkreśliła, że sam fakt postawienia komukolwiek jakiegoś zarzutu „niczego jeszcze nie przesądza”.

– Żyjemy w tej części Europy i świata, gdzie każdy ma prawo do rzetelnego procesu. Rzetelnego procesu rozumianego jako sprawiedliwe rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd. Prawo to zapewnia artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ratyfikowanej przez Polskę. Również konstytucja RP mówi, że każdy ma prawo do obrony i każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu – argumentowała.

Zaznaczyła, że prawo do rzetelnego procesu to nie jest „frazes” i „pustosłowie”.

– Rzetelny proces to jest przestrzeganie pewnych reguł związanych z prowadzeniem sprawy (…) O tym, do czego prowadzi jednostronność i tendencyjność prowadzonego postępowania przygotowawczego i brak pogłębionej refleksji i koniecznego obiektywizmu na etapie postępowania sądowego mogliśmy się przekonać niedawno na gruncie głośnej sprawy Tomasza Komendy, który spędził kilkanaście lat w więzieniu za czyn, którego nie popełnił – mówiła adwokatka.

Żurawska wyjaśniła, że oskarżona od początku procesu deklarowała gotowość bezpośredniego udziału w procesie. – Czy nie próbowano pozbawić jej tego prawa poprzez zaniechanie doprowadzania jej na rozprawę i organizowania tzw. wideokonferencji? (…) Czy na tym ma polegać prawo do rzetelnego procesu i prawo do obrony? – pytała adwokat.

W opinii adwokatki, „nieszczęściem” tej sprawy było także to, że równocześnie z procesem obradowała sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. Żurawska oceniła, że przebieg obrad komisji, a zwłaszcza publiczne komentarze jej członków mogły wpływać na zeznania świadków przed sądem.

Obrońca przytoczyła zeznania kilkunastu świadków, według których wszystkie decyzje inwestycyjno-finansowe w Amber Gold podejmował Marcin P., a Katarzyna P. nie miała wiedzy merytorycznej nt. działalności spółki.

– Czym jako członek zarządu zajmowała się moja klientka? Zajmowała się wyposażeniem lokali, wystrojem wnętrz i ich umeblowaniem, strojami dla pracowników, umiejscowieniem ulotek i plakatów. Zwracała uwagę na czystość pomieszczeń biurowych i zajmowała się organizacją imprez dla pracowników (…) Można z sarkazmem powiedzieć, że obszar władzy i decyzyjności mojej klientki w spółce był faktycznie imponujący. Moja klientka ufała mężowi. Ufała, że stworzona przez niego spółka działa zgodnie z prawem i w granicach prawa – przekonywała obrońca.

Zaznaczyła jednocześnie, że nie jest jej „intencją przerzucanie odpowiedzialności na współoskarżonego Marcina P.”. – Bo podzielam w całości wszystkie tezy z wystąpienia mojego kolegi, obrońcy Marcina P. – nadmieniła.

Według prokuratury, Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Śledczy uznali, że Katarzyna i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Cypr: Trwają poszukiwania ciał ofiar seryjnego mordercy

Na Cyprze trwają poszukiwania zwłok ofiar pierwszego w historii wyspy seryjnego mordercy. 35-letni kapitan cypryjskiej Gwardii Narodowej Nikos Metaxa przyznał się do zabójstwa siedmiu cudzoziemek, w tym dwóch dziewczynek w wieku sześciu i ośmiu lat.

Wyznania Metaxy dotyczące jego mordów, a także fakt, że mimo iż prawie wszystkie jego ofiary były zgłoszone jako zaginione, a policja nie prowadziła w tej sprawie żadnych dochodzeń, wstrząsnęły cypryjskim społeczeństwem.

Jesteśmy świadkami serii strasznych przestępstw popełnionych na ludziach, którzy przybyli tu szukać pracy, tak samo jak w przeszłości robiły to dziesiątki tysięcy Cypryjczyków. Ten przypadek jest bez precedensu i ani nasze sumienie, ani nasze społeczeństwo nie będą tego tolerować – powiedział prezydent Cypru Nikos Anastasiadis w telewizji orędziu.

Afera Metaxy wybuchła w niedzielę 14 kwietnia, kiedy niemiecki turysta, fotografując opuszczoną kopalnię pirytu w Mitsero, dostrzegł unoszące się na powierzchni wypełnionego wodą szybu zwłoki kobiety.

Policja szybko ustaliła, że ciało należy do zaginionej w maju ubiegłego roku 38-letniej obywatelki Filipin Mary Rose Tiburcio. Tiburcio pracowała na Cyprze jako pomoc domowa.

Według jej przyjaciółki, która zgłosiła zaginięcie, w dniu swojego zniknięcia Tiburcio była umówiona z mężczyzną, którego poznała na międzynarodowym portalu randkowym Badoo. Na spotkanie zabrała ze sobą swoją 6-letnią córeczkę Sierrę Graze Seucalliuc. Po obu zaginął wszelki słuch. Nikt jednak ich nie szukał.

Natomiast już po zidentyfikowaniu zwłok Tiburcio i ponownym przesłuchaniu jej znajomej policja szybko ustaliła tożsamość mężczyzny, z którym Filipinka miała się spotkać. Okazał się nim właśnie Metaxa. W jego komputerze i telefonie detektywi odkryli też zdjęcia i dane innych zaginionych kobiet. Po kilku dniach przesłuchań przyparty do muru Metaxa zaczął wyznawać swoje czyny; w sumie do tej pory przyznał się do siedmiu zabójstw w latach 2016-2018.

Wśród jego ofiar są cztery Filipinki, włączając w to sześcioletnią Sierrę, jedna Nepalka oraz Rumunka Livia Florentina Bunea z 8-letnią córką Eleną.

Zdaniem przewodniczącej Federacji Stowarzyszeń Filipińskich na Cyprze Ester Beatty Metaxa prawdopodobnie także zgwałcił przynajmniej dwie inne kobiety z Filipin. Tak jednak je zastraszył, że nie zgłosiły sprawy policji.

Jedna z tych kobiet w tej chwili z policją współpracuje. Jest zrozpaczona, że nie zgłosiła się wcześniej, ponieważ uważa, że być może doprowadziłoby to do wcześniejszego aresztowania mordercy. Druga ofiara wyjechała z Cypru – powiedziała Beatty.

Policja podejrzewa też, że Metaxa może być także sprawcą zabójstwa 40-letniej Wietnamki Dam Thi Hop, której ciało znaleziono na terenie północnego Cypru w styczniu tego roku.

Wszystkie kobiety zabite przez Metaxę były samotne i w trudnej sytuacji materialnej. Na Cypr przyjechały, by pracować, głównie jako pomoce domowe. W swoich rodzinnych krajach większość z nich pozostawiła zależne od siebie finansowo osoby, do których miesiąc w miesiąc wysyłały pieniądze.

Tak robiła 28-letnia Arian Palanas Lozano, zaginiona w lipcu 2018 r., której ciało znaleziono w tym samym szybie, co zwłoki Tribucio. Arian była bardzo piękna. W domu zostawiła chorych rodziców, którym co miesiąc pomagała finansowo. Są zdruzgotani – powiedziała jej przyjaciółka.

Rumunka Bunea była po rozwodzie. Jej sąsiedzi powiedzieli, że jej córka Elena była dzieckiem autystycznym, wymagającym specjalnej opieki, a matka, która spędzała z nią dużo czasu, miała problemy ze znalezieniem pracy.

Morderca wybierał na swoje ofiary osoby nisko sytuujące się w społeczeństwie cypryjskim, za którymi nikt nie stał, których nikt nie mógł obronić – powiedziała Lissa Jataas, mieszkająca na wyspie filipińska aktywistka na rzecz obrony praw człowieka, która pomaga kobietom z Filipin pracującym na Cyprze. Ubolewa, że nie skoncentrowała się bardziej na sprawie zaginionych.

Metaxa swoje ofiary gwałcił, a następnie dusił. Ich zwłoki wrzucał do szybu kopalni w Mitsero, dwóch jezior znajdujących się niedaleko kopalni, a także studni na pobliskim poligonie. Do tej pory policja zdołała odnaleźć w sumie trzy ciała – Tribucio, Lozano i prawdopodobnie Asmity Khadki Bisty z Nepalu. W dalszym ciągu poszukiwane są zwłoki małej Sierry, 30-letniej Maricar Valdez Arguiola z Filipin oraz 36-letniej Buney i jej córki.
Źródło info i foto: RMF24.pl