Nowy akt oskarżenia w aferze podkarpackiej

Policjant Daniel Ś. w hotelu prowadzonym przez sutenerów miał dostać do dyspozycji dwupoziomowy „biały apartament” do imprez z prostytutkami i striptizerkami, z którego latami korzystał za darmo. „Rzeczpospolita” dotarła do zarzutów i głównych tez aktu oskarżenia przeciwko byłym policjantom.

„Biały apartament” do dyspozycji w agencji towarzyskiej sutenerów z Ukrainy, darmowe usługi prostytutek, tańce striptizerek, imprezy i whisky – takie korzyści przyjmowali za łapówki policjanci z „elitarnego” Centralnego Biura Śledczego Policji na Podkarpaciu. Obecnie to byli funkcjonariusze.

Na ławie oskarżonych zasiądą: Krzysztof B. (były szef zarządu CBŚP w Rzeszowie), pracujący tam Daniel Ś. (były naczelnik wydziału do zwalczania przestępczości ekonomicznej), Damian W. (naczelnik wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej) i Piotr J. (były naczelnik wydziału w Przemyślu), Ryszard J. (szef policyjnego Biura Spraw Wewnętrznych w Rzeszowie) oraz wywodzący się z policji Robert P. (ostatnio kierujący delegaturą CBA w Rzeszowie).

Jak donosi „Rzeczpospolita” na podstawie aktu oskarżenia – policjant Daniel Ś. miał u sutenerów największe „chody”. Oprócz „białego apartamentu” nr 27 (salon, sypialnie i łazienka z okrągłą wanną) do imprez z prostytutkami, miał przyjąć od braci co najmniej 40 korzyści majątkowych. Miał też zdradzać służbowe tajemnice i jako łapówkę przyjąć też pięć sztuk urządzeń do wypieku naleśników.

„Biały apartament” Daniel Ś. załatwił szefowi Krzysztofowi B., który miał sześciokrotnie przyjąć od braci korzyści w postaci darmowych usług prostytutek, tańców erotycznych i alkoholu.

W akcie oskarżenia są też opisane konkretne skandaliczne sytuacje. W grudniu 2014 r. Krzysztof B. ze szkolenia w Zakopanem kazał zawieźć służbowym autem siebie i towarzyszące mu osoby do agencji braci R. w Tarnowie na imprezę z udziałem prostytutek.

Ryszard J. miał z kolei przekazywać Danielowi Ś. obciążające go anonimy i ukryć informacje o bliskich kontaktach Ś. z osobą poszukiwaną 15 lat listem gończym.

Jak donosi dziennik, z darmowego seksu, trunków, posiłków mieli korzystać też Damian W. (16-krotne przyjęcie korzyści) i Piotr J. (pięciokrotne).

Afera podkarpacka

Głównymi bohaterami afery podkarpackiej są ukraińscy gangsterzy i zarazem bracia Aleksiej i Jewgenij R. Już w latach 90. zaczęli tworzyć na Podkarpaciu sieć ekskluzywnych agencji towarzyskich, do których ściągali m.in. kobiety z Ukrainy. W kilka lat stali się praktycznie monopolistami, jeśli chodzi o rynek agencji towarzyskich w regionie.

Według prokuratury Centralne Biuro Śledcze w Rzeszowie roztoczyło nad braćmi „parasol ochronny”. Dzięki układowi z policją sutenerzy i ich biznes byli nietykalni przez 16 lat – aż do 2017 r. Bracia R. zostali dwukrotnie skazani za sutenerstwo i dwa razy dostali zaskakująco niskie wyroki.

W 2019 r. były agent CBŚ powiedział mediom, że z agencji braci R. korzystało – i było w nich nagrywanych – wiele wpływowych osób, w tym ówczesny marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Płyta z tym nagraniem miała zostać skradziona z jego służbowej szafki. Nikt nie znalazł do tej pory rzekomych nagrań z agencji braci R.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest akt oskarżenia w jednym z wątków „afery podkarpackiej”

Jest akt oskarżenia w jednym z wątków afery podkarpackiej. Chodzi o nieprawidłowości związane ze sprzedażą elektrociepłowni w Przeworsku. Przed sądem w tej sprawie ma stanąć 15 osób. Oskarżeni mają odpowiadać przede wszystkim za spowodowanie szkody w jednej z państwowych spółek energetycznych. Mowa o 22 mln zł. Chodzi o sprzedaż po zawyżonej cenie przeworskiej elektrociepłowni właśnie tej firmie. Na ławie oskarżonych ma zasiąść m.in. kilka osób z ówczesnych władz państwowej spółki.

Reszta zarzutów dotyczy m.in. wyłudzenia kredytu, prania brudnych pieniędzy czy wręczania miliona euro łapówki.

W sumie w akcie oskarżenia podejrzanym zarzucono 43 przestępstwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Afera podkarpacka. Ukraińskie służby interesowały się klientami agencji na Podkarpaciu

Dziennik „Rzeczpospolita” dotarł do zeznań braci Jewgienija i Aleksieja R. z Ukrainy, którzy przez kilkanaście lat prowadzili agencje towarzyskie na Podkarpaciu. Mężczyźni twierdzili, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy interesowała się tym, kto korzystał z usług prostytutek.

Afera podkarpacka ma dwóch głównych bohaterów – braci R., Aleksieja i Jewgenija z Ukrainy. Obydwaj mieszkali od lat 90. w Polsce i prowadzili biznes hotelarski. Jednak po latach wyszło na jaw, że od 2004 do 2017 roku mężczyźni handlowali kobietami i zmuszali je do prostytucji. Obydwaj zostali aresztowani w 2016 roku, ale otrzymali bardzo łagodne kary: skazano ich na rok i półtora roku więzienia. Są już na wolności.

Z zeznań byłego agenta CBA Wojciecha J. wynika, że w agencjach towarzyskich braci R. miały być kamery, a wizyty przeróżnych gości miały być rejestrowane. W ten sposób Ukraińcy mieli w razie czego zabezpieczać się, jeśli ktoś zacząłby interesować się ich przestępczym biznesem. Prokuratura twierdzi jednak, że żadnych taśm nie znaleziono.

Afera podkarpacka. Bracia R. o ukraińskich służbach

Jak informuje „Rzeczpospolita”, bracia R. w 2011 r. w zawiadomieniu złożonym do prokuratury poinformowali, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy od 2007 r. szukała informacji o klientach korzystających z ich agencji towarzyskich. Chodziło w szczególności o polityków i biznesmenów. Według braci R., SBU miała m.in. wzywać w tej sprawie na nieformalne rozmowy ukraińskie tancerki. Ukraińcy mieli twierdzić, że przekazali oficerom SBU blisko milion złotych i jednocześnie nie dali się zwerbować.

W jawnej części akt brakuje informacji, czy polskie służby badały ten wątek i czy zdołały w jakikolwiek sposób potwierdzić prawdziwość zeznań.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Seksafera na Podkarpaciu. Nowe szczegóły śledztwa

Prokuratura Regionalna w Warszawie potwierdziła, że otrzymała złożone przez CBA zawiadomienie o popełnieniu przestępstw przez b. agenta biura Wojciecha J. Chodzi o tzw. aferę podkarpacką. B. agent CBA twierdzi, że jego przełożeni mieli tuszować skandal obyczajowy z udziałem ważnego polityka PiS. Zdaniem Biura, przestępstwa nie było. Rzeczniczka prasowa Prokuraty Regionalnej Agnieszka Zabłocka-Konopka nie chciała jednak powiedzieć, jakich przestępstw dotyczy złożone przez CBA zawiadomienie – informuje interia.pl za PAP.

W czwartek wieczorem CBA poinformowało na Twitterze, że dotyczyło ono poświadczenia nieprawdy i złożenia zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie.

„Fałszował dokumenty”

Do sensacyjnych twierdzeń byłego agenta CBA odniósł się w czwartek w Sejmie zastępca ministra koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik.

– Moja ocena jest taka, że nigdy żadnego nagrania nie było. Zostało ono wymyślone przez Wojciecha J. na użytek tego, żeby nie odejść ze służby [w CBA – red.], w sposób perfidny, kłamliwy i paskudny – powiedział Wąsik.

Zastępca Mariusza Kamińskiego powiedział, że „Wojciech J. fałszował dokumentację służbową” i CBA przygotowywało zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie.

Tuszowali skandal?

W marcu Radio Zet podało, że do prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry i premiera Mateusza Morawieckiego wpłynęło zawiadomienie dotyczące przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez szefa CBA Ernesta Bejdę. Miał je złożyć były agent CBA, który twierdzi, że jego przełożeni i koledzy tuszowali skandal obyczajowy z udziałem ważnego polityka PiS z Podkarpacia. Media informowały, że tym politykiem miał być marszałek Sejmu Marek Kuchciński, a sprawa miała dotyczyć seksu z nieletnią prostytutką z Ukrainy.

Wirtualna Polska informowała również, że CBA – zdaniem J. – miało nie tylko zatuszować ujawniony przez Radio Zet obyczajowy skandal z udziałem ważnego polityka PiS, który wstrząsnął opinią publiczną. Biuro miało także zignorować informacje m.in. o domniemanej korupcji w sądzie w Szczecinie czy łapówkach przyjmowanych przez funkcjonariuszy publicznych.

O to pytali w czwartek w Sejmie posłowie PO-KO Macieja Wąsika. Ten stwierdził, że Wojciech J. podczas swojej służby od maja 2016 r. do maja 2018 r. nigdy nie zarejestrował żadnych materiałów w formie elektronicznej, w formie płyt.
– Nie ma żadnego dokumentu i dowodu na to, że pozyskał jakiekolwiek nagrania i że je zarejestrował, jako materiały niejawne CBA – powiedział Wąsik.

Zastępca koordynatora służb specjalnych poinformował, że w sierpniu 2017 r. wobec Wojciecha J. CBA wszczęło postępowanie sprawdzające, przez co utracił on na jakiś czas dostęp do informacji niejawnych. Jak twierdzi, postępowanie zostało wszczęte, gdy Wojciech J. „zataił w procesie rekrutacji fakt, że leczył się psychiatrycznie między 2012 a 2016 r. Miał też korzystać ze zwolnienia od psychiatry.

W kwietniu 2018 r. Wojciech J. napisał notatkę, w której sugeruje, że złożono mu propozycję korupcyjną w zamian za nieujawnianie materiałów kompromitujących pewnego polityka.

– Wtedy było przesądzone, że nie uzyska on poświadczenia bezpieczeństwa, że nie będzie miał dostępu do informacji niejawnych i odejdzie ze służby – powiedział Wąsik. Jego zdaniem, notatka była „swoistym szantażem wobec szefa CBA”.

Wojciech J. zaprzecza

W związku z wystąpieniem ministra Wąsika, pełnomocniczka Wojciecha J. Beata Bosak-Kruczek wydała oświadczenie.

„Nie jest prawdą, że po odebraniu poświadczenia bezpieczeństwa b. funkcjonariusz CBA Wojciech J. był zmuszony do odejścia ze służby oraz że szantażował szefa CBA” – napisała radca prawna.

Bosak-Kruczek zaprzecza, że Wojciech J. „kiedykolwiek szantażował szefa CBA ujawnieniem kompromitujących materiałów jednego z polityków Prawa i Sprawiedliwości”. „Przeciwnie, raportem służbowym Wojciech J. poinformował o ustaleniach dokonanych w czasie pełnienie służby, które poczynione zostały na polecenie CBA” – pisze. „O każdej możliwości popełnienia przestępstwa funkcjonariusz zawsze meldował przełożonym, zarówno w CBA jak i wcześniej” – podkreśla.
Źródło info i foto: wp.pl

Były ważny działacz PSL aresztowany w związku z aferą podkarpacką

Bogusław P., były ważny działacz PSL, trafił na 3 miesiące do aresztu. Wcześniej zatrzymało go CBA pod zarzutem przyjęcia łapówki w zamian za załatwienie kontraktu dla znajomego biznesmena. To kolejna odsłona podkarpackiej ośmiornicy, gdzie główne role odgrywają byli już prominentni działacze PSL. Bogusław P. został zatrzymany przez CBA na polecenie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Przedstawiono mu dwa zarzuty korupcyjne. Bogusław B. należał do zaufanych ludzi Jana B., wtedy sekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa i barona PSL na Podkarpaciu. Był też szefem zarządu powiatowego ludowców w Dębicy.

Jak wynika z akt prokuratorskich, zaraz po wyborach parlamentarnych w 2007 roku Bogusław B. miał zapewniać lokalnego biznesmena, że załatwi mu korzystną umowę z Grupą Lotos S.A. Pomagać miał mu w tym Jan B., który w tym czasie został wiceministrem Skarbu Państwa.

Z materiałów zgromadzonych przez CBA i prokuraturę wynika, że obaj prominentni wtedy działacze PSL na Podkarpaciu działali wspólnie i w porozumieniu. Za załatwienie „sprawy” początkowo mieli obiecany 1 mln zł. Ostatecznie zadowolili się 700 tys. zł łapówki. Również drugi zarzut, który usłyszał Bogusław P., dotyczy załatwienia „preferencyjnych stosunków handlowych” z Grupą Lotos. I tym razem działacz PSL przekonywał biznesmena z Podkarpacia, że jest w stanie wpłynąć na decyzje wydawane przez ówczesnego prezesa spółki. W zamian miał wziąć 5 tys. zł łapówki.

Sąd w Katowicach zdecydował właśnie, że prokuratura uprawdopodobniła popełnienie przestępstwa przez Bogusława B. i aresztował go na 3 miesiące. Co ciekawe, wcześniej zarzut w tej samej sprawie usłyszał Jan B. Ale kiedy prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt, sąd jej odmówił. W zamian wymierzył wysokie poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Jak wynika z akt, pomysłodawcą całego procederu był Jan B., a Bogusław B. tylko mu pomagał. Mimo to ten pierwszy jest na wolności, a drugi spędzi najbliższe 3 miesiące w areszcie.

Koledzy od interesów

Afera podkarpacka wybuchła w 2015 roku. Rozpracowaniem lokalnej sitwy zajęło się Centralne Biuro Antykorupcyjne. Agenci odkryli sieć wzajemnych powiązań polityków PSL, biznesmenów i prokuratorów. Centralną postacią układu był Jan B., niedoszły sędzia, a w czasach PRL działacz Związku Młodzieży Polskiej.

Prawdziwą karierę zrobił jednak w wolnej Polsce w PSL. Jan B. szybko piął się po szczeblach politycznej kariery. Przez pierwsze dwie kadencje był posłem. Później, od 1998 r., radnym sejmiku podkarpackiego. W 2001 roku Jan B. został ponownie wybrany na posła i nieprzerwanie zasiadał na Wiejskiej aż do listopada 2015 roku. W tym samym czasie trafił do Krajowej Rady Sądownictwa. Zasiadał w niej nawet już po zatrzymaniu przez CBA w 2015 roku.

W 2007 roku został wiceministrem Skarbu Państwa. Resort sprawował kontrolę nad Grupą Lotos S.A., spółką Skarbu Państwa. Jan B. ma dziś postawionych 6 zarzutów korupcyjnych. Zatrzymany teraz przez CBA Bogusław P. już wcześniej przewijał się w aktach afery podkarpackiej. Razem z Janem B. był udziałowcem w spółce SO-RES. Jest też podejrzany o przyjęcie 350 tys. łapówki za załatwienie dotacji w Polskiej Agencji Przedsiębiorczości. Na tym jednak nie koniec. W 2006 roku Bogusław B. został skazany na 6 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata za posługiwanie się fałszywym dyplomem ukończenia kursu dla członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa.
Źródło info i foto: TVP.info

Macki afery podkarpackiej sięgają aż do stolicy

Opłacenie pobytu w Hiszpanii, bilety lotnicze, umeblowanie kuchni, pobyt w apartamencie nad morzem czy kolacja za 400 zł – zdaniem śledczych takie korzyści majątkowe przyjmował Zbigniew N., doradca ministrów sprawiedliwości w czasach PO-PSL. Portal tvp.info ujawnia szczegóły zarzutów postawionych byłemu prokuratorowi Zbigniewowi N.

Zbigniew N. to bohater jednego z wątków afery podkarpackiej. Prokuratorzy twierdzą, że za łapówki miał wpływać na decyzję śledczych, załatwiać sprawy w Urzędzie Skarbowym, Krajowym Rejestrze Sądowym czy Prokuraturze Apelacyjnej. Łapówki miały być wręczone w okresie od lutego 2013 roku do maja 2014 roku.

Jak podkreśla tvp.info, pozycja Zbigniewa N. nie osłabła po rozdzieleniu stanowiska Prokuratora Generalnego i ministra sprawiedliwości. Dokumenty, do których dotarł portal tvp.info, pokazują, że były śledczy doprowadził do umorzenia ważnych spraw prowadzonych przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie: wymuszania łapówek oraz wyrządzenia strat w elektronowi Kozienice.

Zbigniew N. miał się też powoływać na wpływy w Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, w Prokuraturze Rejonowej w Leżajsku, Sądzie Rejonowym w Rzeszowie, Ministerstwie Sprawiedliwości, Krajowej Radzie Sądownictwa, Komisji Egzaminacyjnej do Przeprowadzenia Egzaminu Adwokackiego przy Ministrze Sprawiedliwości, Izbie Skarbowej w Rzeszowie

Były szef gabinetu ministra sprawiedliwości za czasów Zbigniewa Ćwiąkalskiego miał też wymuszać dymisje niewygodnych prokuratorów. Nazywano go „kadrowym prokuratury”. Zarzuty w tej sprawie postawiono już także m.in. Janowi B., byłemu podkarpackiemu baronowi PSL i wiceministrowi skarbu państwa oraz Annie H., byłej prokurator krajowej. Ważnymi postaciami w śledztwie są biznesmeni z Podkarpacia, którzy mieli stworzyć ośmiornicę, której macki sięgały aż Warszawy.
Żródło info i foto: wp.pl

Zbigniew N. zatrzymany przez CBA

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało we wtorek b. prokuratora, doradcę kilku ministrów sprawiedliwości Zbigniewa N. – potwierdził nieoficjalne informacje PAP Piotr Kaczorek z Wydziału Komunikacji Społecznej CBA. Zatrzymanie związane jest ze sprawą tzw. afery podkarpackiej.

„Funkcjonariusze katowickiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali w Rzeszowie Zbigniewa N. doradcę ministrów sprawiedliwości, prokuratora w stanie spoczynku, związanego ze sprawą afery podkarpackiej” – powiedział PAP Kaczorek.

Zaznaczył, że po przeprowadzeniu wstępnych czynności, zatrzymany zostanie przewieziony do katowickiej prokuratury, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. „Trwają czynności na miejscu, dlatego nie udzielamy więcej informacji w tej sprawie” – powiedział.

Śląski wydział Prokuratury Krajowej chce przedstawić temu prokuratorowi, b. szefowi Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, zarzuty korupcyjne w jednym z wątków tzw. afery podkarpackiej. We wtorek prokuratorski sąd dyscyplinarny II instancji zgodził się na jego zatrzymanie i aresztowanie. Sąd ten utrzymał w mocy orzeczenie I instancji sądu dyscyplinarnego dla prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym, z 2 września. N. – który jest prokuratorem w stanie spoczynku – odwołał się od tej decyzji i we wtorek rozpoznano jego odwołanie.

Zgoda sądu dyscyplinarnego na zatrzymanie i areszt otwiera prokuraturze możliwość wystąpienia do sądu o zastosowanie takiego aresztowania. Już wcześniej w osobnym postępowaniu sąd dyscyplinarny prawomocnie uchylił immunitet Zbigniewowi N.

Jak we wrześniu informowali przedstawiciele śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej, Zbigniewowi N. zamierzają przedstawić cztery zarzuty o charakterze korupcyjnym: powoływanie się na wpływy w instytucjach. Łączna kwota łapówek, które miał za to przyjąć N., to prawie 500 tys. zł. Śledczy odmawiają podania dodatkowych szczegółów do czasu przedstawienia zarzutów.

W tym samym wątku afery podkarpackiej śląski wydział PK przedstawił już zarzuty b. prokurator apelacyjnej z Rzeszowa Anny H. Miało to miejsce w czerwcu, od tego czasu podejrzana jest w areszcie. Anna H. jest podejrzana o cztery przestępstwa, za które może grozić kara do ośmiu lat więzienia.

Chodzi o przyjmowanie korzyści majątkowych w związku z zajmowaną funkcją, powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych oraz przedłożenie fałszywego zaświadczenia w celu uzyskania pożyczki, a także przekroczenie uprawnień i wpływanie na przebieg konkursu ogłoszonego w prokuraturze.

Podejrzana miała przyjąć od przedsiębiorcy z Leżajska korzyści majątkowe w kwocie ponad 170 tys. zł – w tym w postaci drogiego alkoholu i usług budowlanych – w zamian za podjęcie się załatwienia spraw w instytucjach państwowych. H. miała się dopuścić tych czynów między kwietniem 2009 r. a lipcem 2014 r. Prokuratorzy podają, że podstawą zarzutów są zeznania świadków, wyjaśnienia innych podejrzanych, a także treść zarejestrowanych rozmów telefonicznych.

Anna H., która na prokuratora apelacyjnego w Rzeszowie została powołana w grudniu 2007 r., w czerwcu 2016 r. została prawomocnie wydalona z zawodu prokuratorskiego.

W listopadzie zeszłego roku katowicka prokuratura, która bada część wątków afery podkarpackiej, postawiła sześć zarzutów korupcyjnych b. posłowi PSL Janowi Buremu. Zdaniem śledczych, jako poseł i wiceminister skarbu przyjmował on wysokie korzyści majątkowe od co najmniej dwóch osób – które usłyszały już wcześniej zarzuty wręczania tych łapówek – za wpływanie na działanie różnych instytucji państwowych.

Później Bury usłyszał w katowickiej prokuraturze trzy kolejne zarzuty, dotyczące niezgodnego z prawem wpływania na obsadę stanowisk w Najwyższej Izbie Kontroli. W tym wątku PK chce przedstawić także zarzuty przekroczenia uprawnień prezesowi NIK Krzysztofowi Kwiatkowskiemu. W czerwcu 2016 r. skierowała do Sejmu wniosek o uchylenie mu immunitetu. To już druga próba uchylenia immunitetu Kwiatkowskiemu. W sprawie pierwszego wniosku Sejm poprzedniej kadencji nie zajął stanowiska.

Katowickie śledztwo toczy się od listopada 2013 r. po zawiadomieniu złożonym przez CBA. Początkowo wszczęto je pod kątem nadużycia uprawnień przez członków zarządu Elektrowni Kozienice i funkcjonariuszy publicznych w związku z postępowaniem przetargowym. Postępowanie ma jednak znacznie szerszy zakres. Do Katowic trafiły też niektóre wątki z postępowania toczącego się wcześniej w Warszawie.
Żródło info i foto: rp.pl

Była prokurator, Anna H. zostaje w areszcie

Anna H., była prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie, zatrzymana w tzw. aferze podkarpackiej, pozostaje w areszcie. Katowicki sąd nie uwzględnił zażalenia obrony i nie zezwolił na opuszczenie. Przypomnijmy, że prokuratura postawiła zarzuty Annie H. Są to m.in. zarzuty przyjęcia korzyści majątkowej o łącznej wartości ponad 170 tys. zł. Anna H. została zatrzymana pod koniec czerwca. Decyzją sądu została osadzona w areszcie na trzy miesiące. Zażalenie na tę decyzje złożył obrońca, ale sąd wniosku nie uwzględnił. Anna H. w areszcie pozostanie do końca września.
Żródło info i foto: nowiny24.pl

Była prokurator Anna H. w monitorowanej celi. Ma myśli samobójcze

Aresztowana w tzw. aferze podkarpackiej była szefowa rzeszowskiej prokuratury apelacyjnej Anna H. jest pod specjalnym nadzorem. Trafiła do monitorowanej całodobowo, jednoosobowej celi w oddziale psychiatrycznym – dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM. Takie kroki zostały podjęte, ponieważ kobieta wyznała, że ma myśli samobójcze.

Obsługa aresztu potraktowała deklarację Anny H. bardzo poważnie. W oddziale wzmocniono ochronę i wyznaczono dodatkowych strażników, których zadaniem jest wyłącznie pilnowanie byłej prokurator. Każde jej wyjście z celi odbywa się w asyście funkcjonariuszki. Nawet kąpiele są nadzorowane.

Te kroki podjęto – jak usłyszeliśmy – mimo że działania Anny H. mogą być elementem presji, dzięki której była prokurator może chcieć uzyskać zwolnienie z aresztu, a następnie wyrok w zawieszeniu.

Wcześniej Anna H. odmówiła spożywania posiłków i zgodziła się przyjmować wyłącznie płyny. Poprosiła też o kodeks karny i materiały do pisania – szykuje zażalenie na decyzję o areszcie. Anna H. jest podejrzana między innymi o wzięcie 170 tysięcy złotych łapówki od biznesmena z Leżajska. W zamian miała obiecywać mu pomoc w sprawach skarbowych i prokuratorskich.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Anna Habało zatrzymana przez CBA

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali dziś rano byłą szefową prokuratury apelacyjnej w Rzeszowie Annę Habało – donosi RMF FM. Kilka dni temu sąd dyscyplinarny drugiej instancji zastosował wobec niej najsurowszą karę, wydalając ją z zawodu. Habało nie jest już chroniona immunitetem.

Prokuratura prowadzi postępowanie karne przeciwko Annie Habało. Jak donosi RMF FM, agenci pojawili się wcześnie rano w jej domu w okolicach Rzeszowa. Była prokurator nie spodziewała się zatrzymania. Sądziła, że zostanie wezwana do prokuratury, gdzie od dawana planowano postawienie jej zarzutów. Do teraz nie można było tego zrobić, ponieważ panią prokurator chronił immunitet.

CBA zdecydowało się jednak na zatrzymanie Anny Habało, ponieważ mają jej zostać postawione bardzo poważne zarzuty. Chodzi o korupcję, płatną protekcję i powoływanie się na wpływy. Wcześniej zarzuty korumpowania Habało usłyszał przedsiębiorca z Leżajska. Chodziło między innymi o zakup samochodu i finansowanie budowy domu. Jak podkreśla RMF, wyjaśnienia Anny Habało mogą być przełomem w śledztwie dot. afery podkarpackiej.
Żródło info i foto: wPolityce.pl