Marek Falenta nie zostanie ułaskawiony

Nie będzie ułaskawienia Marka Falenty – dowiedziało się RMF FM. Sąd który skazał biznesmena na 2,5 roku więzienia za udział w aferze podsłuchowej, bez rozpoznania pozostawił prośbę o łaskę dla Falenty.

Jak podaje RMF FM decyzja jest formalna, podjęta w oparciu o przepis kodeksu postępowania karnego, który pozwala sądowi nie rozpoznawać wniosku o ułaskawienie, jeśli złożono go przed upływem roku od negatywnego rozpatrzenia poprzedniej prośby. Ta została złożona przez córkę Falenty 19 stycznia zeszłego roku, a sąd odrzucił ją 6 kwietnia.

Obecna decyzja jest z 3 kwietnia 2019 roku. Wcześniej wniosek o ułaskawienie był u prezydenta – także Andrzej Duda nie przystał na skorzystanie z prawa łaski wobec skazanego.

Zgodnie z art. 561 Kodeksu postępowania karnego prośbę o ułaskawienie przedstawia się sądowi, który wydał wyrok w pierwszej instancji. Powinien on rozpoznać prośbę o ułaskawienie w ciągu 2 miesięcy od daty jej otrzymania. Zgodnie z art. 565 prośbę o ułaskawienie skierowaną bezpośrednio do Prezydenta RP przekazuje się Prokuratorowi Generalnemu w celu nadania jej biegu.

Rozpoznając prośbę o ułaskawienie sąd powinien mieć na względzie zachowanie się skazanego po wydaniu wyroku, rozmiary wykonanej już kary, stan zdrowia skazanego i jego warunki rodzinne, naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem, a przede wszystkim szczególne wydarzenia, jakie nastąpiły po wydaniu wyroku.

Marek Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Chodziło o nagrywane od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osoby z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

Wyrok na Falentę uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Obrońcy biznesmena złożyli kasację do Sądu Najwyższego, zaś w styczniu ubiegłego roku do prezydenta Dudy trafił wniosek o ułaskawienie biznesmena.

Falenta miał stawić się w zakładzie karnym w celu odbycia kary 1 lutego, ale nie zrobił tego. Od tamtego momentu ukrywał się i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 roku.

22 marca Wydział Kryminalny Komendy Stołecznej Policji poinformował sąd, że „skazany Marek F. nie został zatrzymany na podstawie listu gończego i opuścił terytorium Polski”. Następnie 28 marca Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Europejski Nakaz Aresztowania Falenty. Do zatrzymania Falenty na podstawie ENA doszło w piątek w Hiszpanii.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Wniosek o ułaskawienie Marka Falenty prezydent przekazał prokuraturze

Prezydent Andrzej Duda przekazał do prokuratury wniosek o ułaskawienie zamieszanego w aferę podsłuchową biznesmena Marka Falenty – poinformował rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Jak zaznaczył, jest to standardowa procedura i nie oznacza, że prezydent zamierza zastosować prawo łaski wobec skazanego za podsłuchiwanie polityków Falenty. Z informacji tvn24.pl wynika, że wniosek o ułaskawienie Marka Falenty do Kancelarii Prezydenta 19 stycznia 2018 złożyła córka biznesmena.

„Standardowa procedura, jeżeli chodzi o wnioski o ułaskawienie”

– To jest zwykła, standardowa procedura, jeżeli chodzi o wnioski o ułaskawienie, które są składane do Pałacu Prezydenckiego. W trybie zwykłym, a tu został przyjęty tryb zwykły, one są przesyłane do Prokuratury Krajowej, która dalej procedurę prowadzi – przekazał w środę Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy.

Jak dodał, prezydent będzie teraz oczekiwał na opinię sądu w sprawie wniosku. Zaznaczył, że nadanie sprawie biegu nie świadczy w najmniejszym stopniu o intencjach prezydenta dotyczących ułaskawienia Falenty. O nadaniu przez prezydenta biegu wnioskowi o ułaskawienie biznesmena informował wcześniej RMF.

Prośba o ułaskawienie

Zgodnie z artykułem 561 Kodeksu postępowania karnego prośbę o ułaskawienie przedstawia się sądowi, który wydał wyrok w pierwszej instancji. Powinien on rozpoznać prośbę o ułaskawienie w ciągu dwóch miesięcy od daty jej otrzymania. Zgodnie z artykułem 565 prośbę o ułaskawienie skierowaną bezpośrednio do Prezydenta RP przekazuje się Prokuratorowi Generalnemu w celu nadania jej biegu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kulisy zatrzymania Marka Falenty

Biznesmen Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii przez polską policję. O kulisach akcji powiedział w rozmowie z TVN24 rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

Ponieważ biznesmen – mimo wyroku sądu – nie stawił się do odbycia kary 2,5 roku pozbawienia wolności, od lutego był poszukiwany przez policję. Do sprawy włączył się także detektyw bez licencji Krzysztof Rutkowski. W piątek 5 kwietnia w godzinach wieczornych Joachim Brudziński poinformował, że służby zatrzymały biznesmena w Hiszpanii. „Tak jak mówiłem, polska policja jak zawsze dała radę. Marek Falenta zatrzymany. Słowa uznania kieruję do funkcjonariuszy zaangażowanych w tę akcję” – napisał szef MSWiA.

Z ustaleń TVN24 wynika, że Marka Falentę tropił zespół funkcjonariuszy z Poznania i Komendy Stołecznej Policji. Ponieważ Falenta nie posługiwał się żadnymi urządzeniami elektronicznymi i zacierał za sobą ślady, praca śledczych była utrudniona. W rozmowie z TVN24 rzecznik Komendanta Głównego Policji poinformował, że biznesmenowi w momencie zatrzymania, do którego doszło w okolicach Walencji w Hiszpanii, towarzyszyła kobieta z Polski. – Ta kobieta prawdopodobnie pomagała mu się ukrywać. Również w momencie zatrzymania próbowała negocjować z policjantami hiszpańskimi i polskimi, aby nie zatrzymywać poszukiwanego – powiedział Mariusz Ciarka. Rzecznik KGP dodał, że „w momencie zatrzymania biznesmen wszedł na balustradę, a więc groził, że może popełnić samobójstwo – taka była sugestia”. – Dzięki naszej rozmowie, negocjacjom, zszedł z balustrady i został skutecznie zatrzymany – podkreślił Mariusz Ciarka.

Według ustaleń TVN24 kobieta, która towarzyszyła Markowi Falencie, to jego pełnomocniczka. To, czy jej rola wykroczyła poza doradztwo prawne i stanowiła pomoc w ukrywaniu się przed polskim wymiarem sprawiedliwości, ustalą prokuratura oraz policja.

Afera podsłuchowa

Przypomnijmy – w grudniu 2016 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Marka Falentę na dwa i pół roku bezwzględnego więzienia w tak zwanej aferze podsłuchowej. Falenta został uznany winnym większości zarzutów, m.in. zlecania podsłuchów. Zdaniem prokuratury motywy działania osób związanych z aferą miały „charakter biznesowo-finansowy”. Sprawa dotyczyła nagrywania w warszawskich restauracjach rozmów osób z kręgów polityki czy biznesu. Proceder trwał od lipca 2013 roku do czerwca 2014 roku. Wyrok uprawomocnił się w 2017 roku. Obrońcy Marka Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego. W październiku 2018 roku Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił ich wniosek o odroczenie wykonania przez Marka Falentę kary pozbawienia wolności. Jednocześnie zgodnie z postanowieniem sądu, samo wykonanie kary zostało wstrzymane do czasu „rozpoznania ewentualnego zażalenia”.

31 stycznia 2019 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że Marek Falenta trafi do więzienia na 2,5 roku więzienia, tym samym podtrzymał wyrok niższej instancji i odrzucił zażalenia obrońców, którzy wnioskowali o odroczenie wykonania kary ze względu na zły stan zdrowia klienta.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Sąd wstrzymał wykonanie kary wobec Marka F.

Skazany prawomocnym wyrokiem Marek F. 23 maja miał stawić się w więzieniu dla odbycia kary 2,5 roku pozbawienia wolności. Sąd zarządził jednak przeprowadzenie postępowania ws. jego sytuacji osobistej i wstrzymał wykonanie kary. O tej decyzji jako pierwsze poinformowało Radio ZET.

W środę 23 maja Marek F. miał stawić się w zakładzie karnym na warszawskim Grochowie. Decyzja sądu o przeprowadzeniu postępowania odnośnie jego sytuacji osobistej wstrzymała jednak wykonanie kary. Skazany na 2,5 roku więzienia za podsłuchy w stołecznych restauracjach Marek F. już 29 grudnia 2016 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie został uznany winnym większości zarzutów, m.in. zlecania podsłuchów. Zdaniem prokuratury motywy działania osób związanych z aferą miały „charakter biznesowo-finansowy”. Sprawa dotyczyła nagrywania w warszawskich restauracjach rozmów osób z kręgów polityki czy biznesu. Proceder trwał od lipca 2013 roku do czerwca 2014 roku. W grudniu 2017 roku wyrok ten podtrzymał Sąd Apelacyjny. Informację o wstrzymaniu wykonania kary miał potwierdzić w rozmowie z Radiem ZET adwokat F., Marek Małecki.

„Afera taśmowa”
W czerwcu 2014 r. we „Wprost” ujawniono sześć nagrań, których dokonano w dwóch warszawskich restauracjach – Amber Room oraz Sowa&Przyjaciele. Były to m.in. stenogramy i nagrania rozmów szefa MSW, prezesa Banku Centralnego, byłego ministra transportu oraz Jana Vincenta-Rostowskiego z Radosławem Sikorskim. Do redakcji „Wprost” docierały też wiadomości o kolejnych taśmach. Nagrane miało zostać spotkanie wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, do którego doszło na początku czerwca. Po kilku miesiącach okazało się, że istnieje więcej nagrań. Kelnerzy Łukasz N. i Konrad L. powiedzieli prokuratorom, że istniało nagranie rozmowy Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera oraz wiele innych.

Po publikacji materiałów przez tygodnik „Wprost”, 16 czerwca do redakcji dwukrotnie wkroczyła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Teksty dotyczące afery taśmowej można znaleźć na stronie Wprost.pl: Handel głową Rostowskiego, Afera podsłuchowa i Rozmowa Nowaka. „Wsadzą mnie do więzienia, k***”. Taśmy z posłuchów publikował także m.in. tygodnik „Do Rzeczy”oraz Telewizja Republika.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Polityczne bitwy w CBA

Paweł D. – funkcjonariusz z długim stażem i wieloma sukcesami, trzy lata temu złapał i doprowadził do zwolnienia z Centralnego Biura Antykorupcyjnego agenta, który miał wynosić z Biura tajne dokumenty. Dziś Paweł D. jest bez pracy, a złapany przez niego agent wraz z ludźmi PiS wrócił do służby. Materiał programu „Czarno na białym”. Na początku 2015 roku wszystkie polskie służby zajmowały się aferą podsłuchową, ale Centralne Biuro Antykorupcyjne miało też inny problem – problem z tak zwanym kretem w swoich szeregach, czyli człowiekiem, który wynosił z biura tajne dokumenty i informacje.

11 lutego 2015 roku Telewizja Republika opublikowała tajne dokumenty wprost wydrukowane z systemów CBA. To opisy i treść rozmów oficerów operacyjnych CBA z Markiem Falentą, który zlecił nielegalne nagrywanie rozmów polityków w restauracji „Sowa i przyjaciele” i później został za to skazany.

TV Republika podaje tajne kryptonimy współpracowników służb, w studiu jest Ernest Bejda, adwokat, który za pierwszych rządów PiS był wiceszefem CBA. Bejda zwraca uwagę, jak bardzo wrażliwe informacje zawierają ujawnione dokumenty.

Jak mówi „Czarno na białym” Paweł D. – były funkcjonariusz, który prowadził sprawę przecieków w CBA – szybko udało się znaleźć odpowiedzialnego za wyciek informacji. Jego zdaniem, był to Artur C. Artur C. został zwolniony ze służby. – Podejmując decyzje o zwolnieniu ze służby z uwagi na oczywistość czynu, czy oczywistość domniemanego przestępstwa, miałem ku temu istotne przesłanki – mówi Paweł Wojtunik, ówczesny szef CBA. Wojtunik przekazuje sprawę do prokuratury, która wszczyna śledztwo.

Artur C. przywrócony do służby

Pod koniec 2015 roku, kiedy władzę przejął PiS, zaczęły się kłopoty wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do wyrzucenia Artura C.. Pierwszy ze służbą pożegnał się szef delegatury CBA we Wrocławiu Zbigniew Stawarz. – Zarzucono mi zrobienie prowokacji w stosunku do podwładnego funkcjonariusza razem ze swoimi byłymi przełożonymi. Ten funkcjonariusz – jak się potem okazało – był bliskim znajomym nowego szefa CBA – mówi Stawarz. Twierdzi, że był zastraszany, dochodziły do niego informacje, że „jak się nie uspokoisz to coś ci tam wynajdziemy'”. Paweł D. twierdzi, że materiały obciążające Artura C. nie budziły żadnych wątpliwości. Ale gdy tylko Ernest Bejda wrócił do CBA i stanął na jego czele, przywrócił do służby Artura C. Bo według niego, „oczywiście nie wynosił” on informacji. Rzecznik CBA Temistokles Brodowski tłumaczy, że Artur C. nie mógł wynieść dokumentów, bo w czasie, kiedy pokazała je Telewizja Republika, nie miał do nich dostępu.

„Spotkanie z prostytutką”

Artur C. zasłynął w mediach już wcześniej. To on – według Zbigniewa Stawarza – podczas nocnej służby miał zaprosić do delegatury CBA prostytutkę. – Nie została wpisana do stosownych dokumentów. Przebywała przez kilka godzin w siedzibie instytucji, gdzie są dokumenty niejawne – mówi Stawarz, który nie ma żadnych wątpliwości, że była to prostytutka. Rzecznik CBA twierdzi, że „była to znajoma naszego funkcjonariusza”. Nie umie jednak określić celu takiej wizyty.

„Wobec mnie zaczęto stosować mobbing”

Paweł D. nadzorował największe sprawy w CBA. Za swoją pracę był kilkanaście razy nagradzany, między innymi przez prezydenta. Znalezienie tak zwanego kreta wśród oficerów CBA było jego ostatnim poważnym zadaniem. Z tego zadania postanowiło go rozliczyć nowe szefostwo. Bejda temu zaprzecza, ale Paweł D. twierdzi, że już w pierwszym tygodniu urzędowania poprosił go, żeby jak najszybciej przekazał mu materiały sprawy Artura C.

– Już wtedy wiedziałem, że będę miał problemy w związku z tą sprawa. Materiały przekazałem, oddałem wszystko. A ten funkcjonariusz w ciągu tygodnia, czy dwóch pojawił się z powrotem w biurze. Spotkałem go na korytarzu. Uśmiechał się do mnie szyderczo – mówi Paweł D.

– On święci triumfy, a wobec mnie zaczęto stosować mobbing, nie boję się tego powiedzieć. Podjęto szereg działań, które miały na celu upokorzenie mnie i doprowadzenie do tego, żeby mnie zwolnić ze służby. To jest kara za to, że dotknęliśmy człowieka, który gdzieś tam był powiązany politycznie – ocenia.

Sprawa umorzona

Gdy PiS przejął prokuraturę i jej czele stanął Zbigniew Ziobro, umorzono sprawę Artura C. i przecieku w CBA. Paweł D. mówi, że nie był nawet przesłuchany, choć prowadził tę sprawę. – Z tego co wiem, to żaden z prowadzących funkcjonariuszy nie był przesłuchiwany – dodał. Dariusz Korneluk, prokurator działający w stowarzyszeniu prokuratorów „Lex super omnia”, ocenia, że takie przesłuchanie „jest kluczowe”. Prokuratura nie jest w stanie powiedzieć, kto umorzył postępowanie, choć zdaniem Korneluka sprawdzenie tego zajęłoby prokuraturze nie więcej jak 15 sekund.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Są już zarzuty dla Zbigniewa G. Grozi mu 10 lat więzienia

Znany z ujawnienia akt afery podsłuchowej i kontrowersyjnej działalności w internecie biznesmen jest podejrzany o wyrządzenie jednej z krakowskich spółek szkody w wysokości prawie 30 milionów złotych. S. w maju ubiegłego roku został skazany na rok więzienia za oszustwo.

Biznesmen jest podejrzany o działanie na szkodę spółki, której był prokurentem. Jak ustaliła prokuratura, Zbigniew S. przekraczał swe uprawnienia, między innymi sprzedając składniki majątku spółki po zaniżonych cenach, przez co naraził firmę na stratę 29 mln zł.

Oprócz zarzutu wyrządzenia spółce szkód w celu uzyskania korzyści majątkowych, Zbigniew S. został również oskarżony o poświadczania nieprawdy w dokumentach. Kontrowersyjnemu biznesmenowi grozi 10 lat więzienia.

Poprzednia sprawa, za którą S. został skazany na rok więzienia, dotyczyła nieprawidłowości podczas rozliczenia z klientem. Biznesmen początkowo został uniewinniony, jednak po apelacji prokuratury sąd uchylił wyrok i prawomocnie skazał Zbigniewa S. Podczas odsiadki przedsiębiorca wielokrotnie uskarżał się na złe traktowanie – utrzymywał, że został pobity i jest przetrzymywany w warunkach, które zagrażają jego zdrowiu.
Źródło info i foto: wp.pl

Afera podsłuchowa. Marek F. prawomocnie skazany na 2,5 roku więzienia

Biznesmen Marek F. jest już prawomocnie skazany na 2,5 roku więzienia i grzywnę za podsłuchy w stołecznych restauracjach. Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał wyrok sądu pierwszej instancji wobec biznesmena. Jednocześnie Sąd Apelacyjny utrzymał we wtorek prawomocnie ubiegłoroczne wyroki Sądu Okręgowego w Warszawie wobec pozostałych oskarżonych.

Tylko kasacja do Sądu Najwyższego

Szwagier F. został skazany na karę 10 miesięcy w zawieszeniu i grzywny. Z kolei jednego z kelnerów skazano na karę 10 miesięcy w zawieszeniu i grzywnę. Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok sądu pierwszej instancji, odstępujący od ukarania innego kelnera, Łukasza N. Nakazano mu zapłatę 50 tysięcy złotych świadczenia pieniężnego. Sąd Okręgowy orzekł przepadek korzyści z przestępstwa, uzyskanych przez N. (92,5 tysięcy złotych) oraz Lassotę (27,5 tysięcy złotych). Od wyroku bezwzględnego więzienia przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego.

„Słuszne ustalenia i wnioski”

We wtorek Sąd Apelacyjny uznał za bezzasadne apelacje obrony, która wniosła o uniewinnienie trzech podsądnych albo o zwrot ich sprawy do Sądu Okręgowego. Za bezzasadne uznano też apelacje pełnomocników oskarżycieli posiłkowych – pełnomocnik Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego mecenas Roman Giertych chciał skazania trzech głównych podsądnych na kary od 5 do 1,5 roku bez zawieszenia. Sąd Apelacyjny uwzględnił zaś apelację prokuratury co do drobnych korekt prawnych wyroku Sądu Okręgowego, nie rzutujących na wymierzone kary.

Sąd Apelacyjny za słuszne uznał ustalenia i wnioski Sądu Okręgowego. Jak mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Tyrała, SA uznał za niezasadne wnioski dowodowe obrony o przeprowadzenie przez SA określonych czynności. Obrona powoływała się na fakt, że proces w SO był prowadzony według zasad tak zwanej kontradyktoryjności, kiedy inicjatywa dowodowa spoczywa głównie na stronach procesu, a nie na sądzie. Sędzia podkreśliła, że nawet w modelu kontradyktoryjnym [który od roku już nie obowiązuje – przyp. red.] dowody przeprowadzają strony, ale po dopuszczeniu ich przez sąd, czego „obrona zdaje się nie dostrzegać”.

Podsłuchy w restauracjach

Sprawa dotyczy nagrywania w latach 2013-2014 osób z kręgów polityki i biznesu w dwóch restauracjach. Nagrano między innymi ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury – Elżbietę Bieńkowską, prezesa Narodowego Banku Polskiego Marka Belkę oraz szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Pawła Wojtunika. W sumie podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań utrwalono rozmowy ponad 100 osób. Prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97. Ujawnione w mediach nagrania wywołały w 2014 roku kryzys w rządzie Donalda Tuska.
Źródło info i foto: tvn24.pl

„Gazeta Wyborcza”: Agenci CBA stoją za aferą podsłuchową?

Za podsłuchiwaniem polityków Platformy Obywatelskiej stoją agenci CBA z Wrocławia, „politycznie i towarzysko” związani z obecnym koordynatorem służb specjalnych – twierdzą informatorzy „Gazety Wyborczej”.

Według rozmówców gazety, to nie Marek Falenta był inicjatorem nagrywania polityków PO. Pomysł miał mu podsunąć kelner Łukasz N., który, według tajnych akt śledztwa, współpracę z CBŚ rozpoczął już w 2010 roku. Wiedziało o nim również CBA. Polityków zaczął nagrywać w 2011 roku, gdy świętowali zwycięstwo wyborcze Platformy Obywatelskiej w restauracji LemonGrass, gdzie był wówczas kelnerem.

Według „Wyborczej”, pośrednikiem między wrocławskim CBA a Kamińskim był powiązany z PiS prawnik Martin Bożek, dziś radny tej partii w Kozienicach i jeden z głównych prawników państwowego dystrybutora prądu ENEA. Bożek zeznał w sądzie, że nie znał Falenty, mimo że w mailu zachęcał do kontaktu z nim szefa ABW w Katowicach. Przedwczoraj ujawniono kolejne taśmy nagrane w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, na których słychać m.in. księdza Kazimierza Sowę, biznesmena Jerzego Mazgaja czy b. szefa kancelarii premiera Pawła Grasia. Nagrań tych nie ma w aktach śledztwa i procesu ws. afery podsłuchowej. Jeden z rozmówców „GW” tłumaczy, że kelnerzy przekazywali Falencie tylko część podsłuchów. „Wyborcza” twierdzi, że pozostałe materia nadal są w rękach osób, które były faktycznymi inspiratorami afery „i precyzyjnie zaplanowały akcję ujawniania kolejnych taśm”.
Źródło info i foto: onet.pl

Zbigniew Stonoga: „akta afery podsłuchowej przekazał mi Kurski”

– Akta (afery podsłuchowej) dostałem od Kurskiego – przyznał Zbigniew Stonoga w programie „Skandaliści” w Polsat News. Prowadzącej program „Skandaliści”, Agnieszce Gozdyrze tłumaczył, że w zamian miał otrzymać ułaskawienie – dzięki któremu z kolei mógłby ubiegać się o mandat poselski. – Kupili mnie. Świadomie ja się na to zgodziłem. I on się umówił ze mną na to ułaskawienie – stwierdził Stonoga. Niedowierzająca temu co słyszy Gozdyra zapytała ponownie. – Duda z Kwiatkowskim umówili się ze mną na to ułaskawienie. Wtedy jeszcze nie był prezydentem – wyjaśnił Stonoga.

– Mam to szczęście, że te wszystkie nieudaczniki życiowe lecą raz dwa do sądu. Więc gdybym nie miał, to bym pewnie tego tu nie mówił – odpowiedział na pytanie o przekonujące dowody na poparcie rzucanych słów. – Jeśli zajdzie taka konieczność, to te dowody się znajdą. One dziś nie mają większego znaczenia – dodał Stonoga.

– (Akta) dał mi Jacek Kurski. 7 czerwca 2015 roku. To była akcja, która odbyła się wspólnie i w porozumieniu z Prawem i Sprawiedliwością. Z pełną premedytacją ją przeprowadziłem. Cieszę się, bo jednak takie szkodniki, jak cudowne dziecko polskiej demokracji Radek Sikorski jest, gdzie jest. Natomiast gdy widzę skutki tego, co zrobiłem, że tak ten chory, psychiczny PiS rządzi samoistnie… – powiedział Stonoga.
Żródło info i foto: wp.pl

Marek Falenta z wyrokiem

Sąd ogłosił wyrok w sprawie afery podsłuchowej. Marek Falenta został skazany na 2,5 roku więzienia. Na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu i grzywnę sąd skazał Krzysztofa Rybkę i kelnera Konrada Lassotę. Sąd odstąpił od ukarania drugiego z kelnerów, Łukasza N. Ma on wpłacić 50 tys. zł na cel społeczny. Wyrok sądu okręgowego jest nieprawomocny. Skazani mogą się od niego odwołać do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Żaden z nich nie stawił się na ogłoszeniu wyroku. Obrońcy biznesmena zapowiedzieli już, że złożą apelację.

Prokuratura żądała półtora roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 540 tys. zł grzywny dla Marka Falenty Na ławie oskarżonych zasiedli jeszcze dwaj kelnerzy – Konrad Lassota i Łukasz N. i Krzysztof Rybka, współpracownik biznesmena. Prokuratorzy domagali się też po 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata dla Lassoty i Rybki. N. miałby jedynie wpłacić 50 tys. zł na fundusz pomocy pokrzywdzonym.

Pełnomocnicy Jacka Rostowskiego i Radosława Sikorskiego, którzy byli oskarżycielami posiłkowymi, domagali się 3 lub 4 lat pozbawienia wolności dla biznesmena. Twierdzą też, że proces nie dał odpowiedzi na pytanie kto był zleceniodawcą podsłuchów, a oskarżeni są jedynie „wierzchołkiem góry lodowej” w aferze podsłuchowej w rządzie Donalda Tuska.

Proces ws. afery podsłuchowej

Podczas procesu obrońcy Marka Falenty występowali o zwrócenie się do ABW i CBŚP o informację w sprawie kontaktów biznesmena ze służbami. Sąd oddalił te wnioski, uznając, że albo nie mają one znaczenia dla procesu i są obliczone na jego przedłużenie, albo są niemożliwe do przeprowadzenia, albo już zostały częściowo przeprowadzone. Marek Falenta utrzymuje, że informował służby o podsłuchach i z nimi współpracował. Obrona wnioskowała o uniewinnienie oskarżonych w sprawie afery podsłuchowej. Marek Falenta i Krzysztof Rybka nie przyznali się do winy. Natomiast Lassota i N. tak. W przypadku N. prokuratura chce odstąpienia od kary, ponieważ składał obszerne wyjaśnienia. N zaznał, że Marek Falenta zlecał nagrywanie rozmów w restauracjach. Prokuratura uznała, że motywy działania oskarżonych miały „charakter biznesowo-finansowy”.

Natomiast Marek Falenta po jego zatrzymaniu utrzymywał, że w aferę podsłuchową w rządzie Donalda Tuska został wrobiony przez górników, którzy robią interesy na pośrednictwie w handlu węglem.

Afera podsłuchowa w rządzie Donalda Tuska

Proces rozpoczął się w maju, a sprawa dotyczy nagrywania osób z kręgu polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach od lipca 2013 do czerwca 2014 roku. Ujawnione w mediach nagrania afery podsłuchowej wywołały kryzys w rządzie Donalda Tuska. Znaleźli się na nich ówcześni ministrowie Radosław Sikorski, Bartłomiej Sienkiewicz i Elżbieta Bieńkowska. Nagrano też m.in Sławomira Nowaka, Jacka Rostowskiego, szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika. Prokuratura ustaliła, że łącznie podsłuchano ponad sto osób.

Afera podsłuchowa w rządzie Donalda Tuska ujawniła rozmowy, w których szef MSW mówił o istnieniu państwa tylko teoretycznie, minister spraw zagranicznych o usługiwaniu Amerykanom, a prezes NBP rozmawiał o zmianie ministra finansów.

Bezpośrednio po ujawnieniu afery podsłuchowej w rządzie Donalda Tuska nie doszło do dymisji rządu i nagranych ministrów, czego domagała się opozycja. Premier Tusk stwierdził, że rząd musi wyjaśnić kto odpowiada za nielegalne podsłuchy, a dymisje ministrów byłyby działaniem zgodnym z zamiarami osób stojącymi za podsłuchami.
Żródło info i foto: wp.pl