Nowe zarzuty dla Marka Falenty

Nowe zarzuty ma usłyszeć w czwartek w prokuraturze okręgowej dla warszawskiej Pragi Marek Falenta, bohater „afery taśmowej” – dowiedzieli się dziennikarze tvn24.pl. W śledztwie chodzi o nieznane dotąd opinii publicznej nagrania, których ma być nawet „dwa tysiące godzin”. W czwartek o godzinie 10.40 do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga przywieziono Marka Falentę w konwoju, z obstawą dwóch samochodów z policjantami. Najpilniej strzeżony więzień w kraju trafił tam z aresztu śledczego na warszawskiej Białołęce. Po godzinie 11 rozpoczęło się przesłuchanie biznesmena. Według dwóch niezależnych źródeł dziennikarzy tvn24.pl chodzi o przedstawienie mu nowych zarzutów.

Dwa tysiące godzin nieznanych nagrań

Choć Falenta odsiaduje już wyrok 2,5 roku więzienia za organizację nielegalnych nagrań VIP-ów w warszawskich restauracjach, to sprawa dla prokuratorów jeszcze się nie zakończyła. Prowadzą śledztwo w sprawie, której przedmiot tak opisała rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik: „Śledztwo dotyczące nielegalnych nagrań, które pojawiły się w przestrzeni publicznej w okresie późniejszym względem pierwotnego śledztwa i procesu sądowego, zakończonego prawomocnym wyrokiem”. Według źródeł tvn24.pl biznesmen ma „nawet ponad dwa tysiące godzin” zarejestrowanych rozmów, które dotąd nie były znane opinii publicznej. Częścią z nich dysponuje już Centralne Biuro Antykorupcyjne i właśnie Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

– Biznesmen dokumentował na taśmach niemal całe swoje życie. Ma nawet nagrania niemal każdego swojego spotkania z agentami CBA, z którymi niejawnie współpracował do początku 2019 roku, gdy uciekł za granicę – mówi nam jeden ze współpracowników przedsiębiorcy, zastrzegając swoją anonimowość.

Ucieczka do Hiszpanii

Z kraju Falenta znikł na początku tego roku, gdy ostatecznie przegrał prawniczą batalię o uniknięcie wykonania wyroku 2,5 lat więzienia. Najpierw jego poszukiwaniami zajmowali się policjanci z komisariatu w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornie. Dopiero po ujawnieniu tego faktu przez media prokuratura wystąpiła do sądu o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Tropieniem Marka Falenty zajęli się wtedy funkcjonariusze z elitarnych zespołów poszukiwań celowych i już po kilkudziesięciu dniach namierzyli go w nadmorskim kurorcie, pod hiszpańską Walencją.

– Nie używał kart, telefonu, próbował zniknąć – mówili funkcjonariusze policji, gdy na początku czerwca hiszpańskie władze zgodziły się na przekazanie go Polsce.

Więzień numer 1

Od tamtej pory Falenta jest prawdopodobnie najpilniej strzeżonym polskim więźniem. Zadanie to powierzono elitarnej grupie Służby Więziennej, biznesmen przebywa w pojedynczej celi. Między innymi dlatego, że już podczas zatrzymania w Hiszpanii wszedł na balkon swojego apartamentu i groził skokiem.

– Również w hiszpańskim więzieniu przeżył załamanie. Jest w złej kondycji psychicznej, świat mu się zawalił, a jego majątek ścigają komornicy – mówi nam jeden z biznesowych przyjaciół 44-latka.

Finansowe problemy Falenty związane są między innymi z długiem wobec rosyjskiej spółki KTK Polska, która na wspólnym interesie straciła 30 milionów złotych. Stąd komornik próbuje odebrać przedsiębiorcy nawet jego dom.

– Zaangażowaliśmy prawników, którzy przed sądami w Polsce i za granicą walczą o odzyskanie należności. Mamy prawomocne wyroki sądu i wszczęte postępowania komornicze. Próbujemy ściągać długi z jego majątku – przekazał w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Iwan Gepting, prezes spółki KTK Polska. Wierzycielami Falenty są również państwowe agencje, które finansowały część z jego około 30 przedsięwzięć zapewniających mu przez kilka lat miejsce na liście „100 najbogatszych Polaków”.

„Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro”

Uciekając przed polskim więzieniem Marek Falenta napisał trzy listy do najważniejszych postaci w Polsce: prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Treść dwóch pierwszych ujawniły media, między innymi „Gazeta Wyborcza” i portal OKO.press. Biznesmen pisał w nich, że chce ułaskawienia przez prezydenta i że złożył wniosek do prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, by zostać świadkiem koronnym. Zapowiadał, że ujawni kulisy podsłuchów polityków i przedsiębiorców w 2014 roku i szczegóły swojej współpracy przy tej sprawie z politykami PiS oraz agentami CBA.

„Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro. Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Taka była obietnica panów z CBA” – napisał Falenta do Kaczyńskiego.

Chodzi mu o współpracę, jaką biznesmen nawiązał z dwoma agentami Centralnego Biura Antykorupcyjnego z wrocławskiej delegatury tej służby. Obaj po wyborach awansowali w służbie – jak informowaliśmy w tvn24.pl, jeden z nich został szefem największej delegatury tej służby specjalnej. Jeszcze bardziej niezwykły jest los drugiego agenta, z którym Falenta utrzymywał kontakt. Choć został przyłapany na organizowaniu miłosnych schadzek w delegaturze, a także był podejrzewany o przekazywanie tajnych informacji, to po wygranych przez PiS wyborach kary dyscyplinarne i sprawa prokuratorska zostały mu cofnięte. – Marek Falenta współpracował z CBA również po wygranych przez PiS wyborach – ujawnia nam jeden ze współpracowników skazanego w aferze podsłuchowej biznesmena.

– Przekazywał im dalsze taśmy, wykonywał polecenia operacyjne. Tak będzie brzmieć jego linia obrony w prokuraturze – podkreśla.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Marek Falenta siedzi sam w celi z kamerami

Marek Falenta trafił do jednoosobowej celi monitorowanej całą dobę, ma pomoc psychologa, został potraktowany jak szczególny więzień – informuje „Rzeczpospolita”. Marek Falenta w ubiegłym tygodniu został sprowadzony z Hiszpanii do Polski, by odbyć karę więzienia za swój udział w tzw. aferze taśmowej (skazano go na 2,5 roku za kratkami). W ostatni poniedziałek Falenta nie trafił jednak do zakładu półotwartego, a do zamkniętego.

Decyzją Służby Więziennej Marka Falentę, ze względów bezpieczeństwa, umieszczono w celi jednoosobowej, która jest monitorowana całą dobę – podaje „Rzeczpospolita”. Miały o tym zadecydować „szczególne okoliczności”. Jakie? Gdy Falenta zbiegł do Hiszpanii przed odsiadką, podczas zatrzymania, groził policjantom, że popełni samobójstwo. Wszedł na balustradę w trakcie akcji służb i straszył, że skoczy z 9. piętra.

Falenta, o czym przypomina dziennik, miał nie chcieć trafić do polskiego więzienia, argumentując to obawami o swoje życie. Marek Falenta dostał też pomoc psychologa, jest objęty dodatkową kontrolą. Biznesmena od afery taśmowej umieszczono w celi Aresztu Śledczego Warszawa-Służewiec przy ul. Kłobuckiej.

„Z uwagi na medialny charakter sprawy objęty jest nadzorem i wzmożoną kontrolą funkcjonariuszy Służby Więziennej mającą na celu zapewnienie mu bezpieczeństwa” – wyjaśniała te szczególne środki ostrożności w rozmowie z „Faktem” płk Elżbieta Krakowska, rzeczniczka Służby Więziennej.

Marek Falenta i afera taśmowa. Biznesmen grozi PiS „ujawnienie szczegółów”
Drugim powodem, przez który ma takie specjalne traktowanie, są niedawne rewelacje ujawnione przez „Rz”. Chodzi o list Falenty do prezydenta Andrzeja Dudy, napisany przez biznesmena, gdy był w areszcie w Hiszpanii.

Falenta prosi w nim prezydenta o ułaskawienie, a jednocześnie grozi, że jeśli do tego nie dojdzie, to „ujawni zleceniodawców i wszystkie szczegóły” afery taśmowej. Marek Falenta w swoim piśmie wskazuje 13 osób z otoczenia Prawa i Sprawiedliwości, które miały zachęcać go do nagrywania VIP-ów w warszawskich restauracjach i wiedziały o jego działaniach.

Wśród wymienionych przez Falentę ludzi PiS są prezes tej partii Jarosław Kaczyński, który miał zaakceptować nagrywanie, a także były skarbnik Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Kostrzewski, który miał zlecać mu dalsze pozyskiwanie nagrań. Biznesmen od afery taśmowej wskazuje też w piśmie, że w zamian za jego „pracę” ludzie PiS obiecywali mu szereg korzyści.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest decyzja SN w sprawie Marka Falenty

Sąd Najwyższy podjął decyzję w sprawie Marka Falenty. Postanowił nie uwzględniać wniosku o wstrzymanie orzeczenia – poinformowało biuro prasowe sądu. Oznacza to, że bohater afery podsłuchowej będzie musiał stawić się w więzieniu.

Sąd Najwyższy podjął decyzję w sprawie Marka Falenty. Postanowił nie uwzględniać wniosku o wstrzymanie orzeczenia – poinformowało biuro prasowe sądu. Oznacza to, że bohater afery podsłuchowej będzie musiał stawić się w więzieniu.

– Sąd nie stwierdził szczególnych okoliczności przemawiających za wstrzymaniem. Jest to środek nadzwyczajny, uwzględniany jedynie w przypadku stwierdzenia pewnych wyjątkowych okoliczności – mówi w rozmowie z Onetem rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski. – To oznacza, że kara, która została prawomocnie orzeczona podlega wykonaniu – dodał.

Jak pisaliśmy dziś w Onecie, materiały zgromadzone przez prokuraturę potwierdzają, że przed wybuchem afery Falenta utrzymywał regularne kontakty z funkcjonariuszami CBA i ABW. Przekazywał oficerom kontaktowym informacje, wskazujące na to, że ma dostęp do nagrań. Wiedza na ten temat nie dotarła jednak do szefów CBA i ABW. Wiele wskazuje na to, że stało się tak, bo część ludzi w służbach specjalnych już wtedy zaczęła się przygotowywać do zmiany władzy, ale Falenta ma inną wersję. Twierdzi, że za aferę taśmową odpowiedzialne są specsłużby, które miały zbierać haki na polityków.

Biznesmen został skazany w 2016 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie na karę 2,5 roku pozbawienia wolności. Kelner Konrad Lassota i Krzysztof Rybka zostali skazani na 10 miesięcy w zawieszeniu i grzywny. Sąd odstąpił od ukarania kelnera Łukasza N. – nakazując mu zapłatę 50 tys. zł na cel społeczny.

Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Obrońcy Marka Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego. Biznesmen chciał do czasu jej rozpoznania pozostać na wolności. Dziś Sąd Najwyższy nie przychylił się do wniosku o wstrzymanie orzeczenia.

Kiedy Sąd Najwyższy rozpatrzy kasację Falenty? – Nie ma wyznaczonego terminu w tej sprawie. Będzie to nie wcześniej niż w lutym przyszłego roku. Wtedy zostanie wyznaczony termin – mówi sędzia Laskowski.

Ujawnione w tygodniku „Wprost” rozmowy wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.
Źródło info i foto: onet.pl

Sąd wstrzymał wykonanie kary wobec Marka F.

Skazany prawomocnym wyrokiem Marek F. 23 maja miał stawić się w więzieniu dla odbycia kary 2,5 roku pozbawienia wolności. Sąd zarządził jednak przeprowadzenie postępowania ws. jego sytuacji osobistej i wstrzymał wykonanie kary. O tej decyzji jako pierwsze poinformowało Radio ZET.

W środę 23 maja Marek F. miał stawić się w zakładzie karnym na warszawskim Grochowie. Decyzja sądu o przeprowadzeniu postępowania odnośnie jego sytuacji osobistej wstrzymała jednak wykonanie kary. Skazany na 2,5 roku więzienia za podsłuchy w stołecznych restauracjach Marek F. już 29 grudnia 2016 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie został uznany winnym większości zarzutów, m.in. zlecania podsłuchów. Zdaniem prokuratury motywy działania osób związanych z aferą miały „charakter biznesowo-finansowy”. Sprawa dotyczyła nagrywania w warszawskich restauracjach rozmów osób z kręgów polityki czy biznesu. Proceder trwał od lipca 2013 roku do czerwca 2014 roku. W grudniu 2017 roku wyrok ten podtrzymał Sąd Apelacyjny. Informację o wstrzymaniu wykonania kary miał potwierdzić w rozmowie z Radiem ZET adwokat F., Marek Małecki.

„Afera taśmowa”
W czerwcu 2014 r. we „Wprost” ujawniono sześć nagrań, których dokonano w dwóch warszawskich restauracjach – Amber Room oraz Sowa&Przyjaciele. Były to m.in. stenogramy i nagrania rozmów szefa MSW, prezesa Banku Centralnego, byłego ministra transportu oraz Jana Vincenta-Rostowskiego z Radosławem Sikorskim. Do redakcji „Wprost” docierały też wiadomości o kolejnych taśmach. Nagrane miało zostać spotkanie wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, do którego doszło na początku czerwca. Po kilku miesiącach okazało się, że istnieje więcej nagrań. Kelnerzy Łukasz N. i Konrad L. powiedzieli prokuratorom, że istniało nagranie rozmowy Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera oraz wiele innych.

Po publikacji materiałów przez tygodnik „Wprost”, 16 czerwca do redakcji dwukrotnie wkroczyła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Teksty dotyczące afery taśmowej można znaleźć na stronie Wprost.pl: Handel głową Rostowskiego, Afera podsłuchowa i Rozmowa Nowaka. „Wsadzą mnie do więzienia, k***”. Taśmy z posłuchów publikował także m.in. tygodnik „Do Rzeczy”oraz Telewizja Republika.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Zbigniew S. za publikację w internecie akt z afery taśmowej trafi przed sąd

Zbigniew S. będzie odpowiadał za opublikowanie w internecie materiałów ze śledztwa w sprawie tzw. afery taśmowej. Akt oskarżenia trafił właśnie do sądu – informuje „Rzeczpospolita”. – Zbigniewowi S. grozi za to przestępstwo do dwóch lat pozbawienia wolności – mówi „Rzeczpospolitej” Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zdjęcia akt ze śledztwa, jak przypomina „Rz”, pojawiły się w sieci w czerwcu 2015 roku. Łącznie w internecie opublikowano kilkanaście tomów akt. Początkowo to Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, która prowadziła sprawę zarzucono, że nie upilnowała akt. Okazało się jednak, że to nie ona była źródłem przecieku.

Wgląd w akta miało 15 osób – pokrzywdzeni politycy i ich adwokaci oraz podejrzani m.in. biznesmen Marek Falenta (podejrzany w aferze taśmowej). Śledczy ustalili, że umieszczone w sieci fotokopie sporządził prawdopodobnie aplikant adwokacki pełnomocnika Falenty. Jak znalazły się w posiadaniu Zbigniewa S.? Tego prokuratorzy na razie nie ustalili.

Nie zdradził tego też Zbigniew S., który nie przyznał się do zarzutu – informuje „Rzeczpospolita”. Odmówił składania wyjaśnień i złożył oświadczenie, w którym „w niecenzuralny sposób odniósł się do działań organów ścigania” – podaje akt oskarżenia.
Żródło info i foto: wp.pl

Dwie osoby zatrzymane w związku z aferą podsłuchową. Kilkanaście przeszukań

Dwie osoby zostały zatrzymane w śledztwie dotyczącym zdarzeń powiązanych z tzw. aferą podsłuchową; przedstawiono im zarzuty – poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Jak dodał w całym kraju dokonano kilkunastu przeszukań.

„Prowadzimy śledztwo dotyczące zdarzeń powiązanych z tzw. aferą taśmową. W toku czynności procesowych, wykonywanych 13 i 14 października, dokonano kilkunastu przeszukań i zatrzymano dwie osoby. Osobom tym przedstawiono zarzuty” – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Łukasz Łapczyński.

Śledczy nie ujawniają innych szczegółów tej sprawy. Według nieoficjalnych doniesień chodzi o właściciela jednej z sieci agencji detektywistycznych, Krzysztofa S. oraz jego współpracownicę Katarzynę W.

Przed warszawskim sądem okręgowym toczy się proces biznesmena Marka Falenty oskarżonego ws. nielegalnych podsłuchów w stołecznych restauracjach oraz jego współpracownika Krzysztofa Rybki. Mężczyźni nie przyznali się do stawianych im zarzutów.

Chodzi o głośną sprawę nielegalnego nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Oskarżonymi w sprawie oprócz Falenty i Rybki są dwaj kelnerzy Konrad Lassota i Łukasz N. Lassota i N. przyznali się do zarzutów. N. zeznawał, że Falenta za pieniądze zlecał nagrywanie rozmów w restauracjach. Wszystkim grozi do 2 lat więzienia.

W sumie, podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań, utrwalono rozmowy ponad stu osób; prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97. Akt oskarżenia wysłała we wrześniu 2015 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Według niej motywy działania oskarżonych miały charakter biznesowo-finansowy. Media twierdzą, że nagrania miały być zemstą Falenty za śledztwo w sprawie firmy Składy Węgla, w której miał udziały, a także próbą zdobycia ważnych informacji dla działalności gospodarczej. Falenta twierdzi, że jest niewinny i liczy na uniewinnienie. Według prokuratury miał on zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji. Wszyscy odpowiadają z wolnej stopy.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Policjanci, którzy inwigilowali dziennikarzy teraz patrolują ulice

Kierowali Biurem Spraw Wewnętrznych, które inwigilowało dziennikarzy w tzw. aferze taśmowej, teraz patrolują perony i ulice. Jak ustaliło Radio ZET – czterej oficerowie BSW KGP trafili do komisariatu kolejowego na Dworcu Centralnym, komisariatu warszawskiego metra i do pilnowania ambasad.

Chodzi o dwóch zastępców szefa BSW, naczelnika zarządu i naczelnika wydziału – ustaliło Radio ZET. Decyzją Komendanta Głównego Policji, po odwołaniu zostali przeniesieni do pracy w garnizonie warszawskim. Zajmują stanowiska wykonawcze, a nie funkcyjne. Wszyscy ci funkcjonariusze są w dyspozycji Komendanta Głównego Policji i przez pół roku nie będą mieli obniżonych zarobków. Dwóch oficerów już po przeniesieniu przyniosło zwolnienia lekarskie.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci podsłuchiwali dziennikarzy?

Policjanci prowadzili czynności operacyjne wobec dziennikarzy – przyznał Komendant Główny Policji Zbigniew Maj. Chodzi o rok 2014 i podsłuchiwanie dziennikarzy, którzy ujawnili tak zwaną aferę taśmową. W jej ramach nagrani zostali między innymi ważni politycy Platformy Obywatelskiej.

Zbigniew Maj, na konferencji prasowej wyjaśniał, że na jego polecenie od dwóch tygodni audytorzy prowadzą kontrolę w Komendzie Głównej Policji. Audyt ujawnił, że zostały powołane dwie grupy operacyjne. Pierwsza pracowała od czerwca 2014 roku w ramach struktur Centralnego Biura Śledczego Policji. W jej skład wchodzili funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji, Biura Służby Kryminalnej i Biura Spraw Wewnętrznych. Druga grupa powstała w lipcu ubiegłego roku i składała się tylko z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych. Obie grupy miały „charakter poufny”, a druga była nadzorowana przez ówczesnego dyrektora BSW.

Komendant Maj wyjaśniał, że audyt wykazał wiele nieprawidłowości w działaniu drugiej grupy, która miała dużo większy zakres możliwości działań niż grupa pierwsza. W wyniku audytu ustalono szereg uchybień przy dokumentowaniu pracy operacyjnej i przy rejestrze kontroli korespondencji czyli podsłuchów. Ponadto, wyjaśniał Zbigniew Maj, w stosunku do dziennikarzy i ich najbliższych były stosowane „policyjne czynności operacyjne”.

Audyt stał się podstawą do wszczęcia 7 postępowań dyscyplinarnych w stosunku do 7 policjantów. Zbigniew Maj przyznał, że nie zachowała się żadna dokumentacja dotycząca działalności obu grup, które już już nie działają.

Dziś prokuratura zwróciła się do Komendanta Głównego Policji z prośbą o nadesłanie kopii raportu z audytu. Komendant Maj powiedział, że odniesie się do wniosku po jego przeanalizowaniu. Zbigniew Maj zapewnił również, że jeżeli będzie miał dowody, że jakiś policjant popełnił przestępstwo albo przekroczył uprawnienia, osobiście będzie wnioskował o jego ściganie.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Ile kosztuje ochrona podejrzanych kelnerów?

Ochrona dwóch kelnerów podejrzanych w aferze taśmowej kosztuje nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie – podaje RMF FM. Łukasz N. i Konrad L. mieli nagrywać m.in. polityków i biznesmenów w warszawskich restauracjach. Jak ustalili reporterzy RMF FM, podejrzani w aferze taśmowej kelnerzy przebywają w dwóch mieszkaniach operacyjnych policji. Mają całodobową ochronę, a na przesłuchania są dowożeni do prokuratury.

Wg RMF FM, na koszt całej operacji, która miesięcznie wynosi nawet kilkanaście tysięcy złotych, składa się nie tylko opłata za lokum, ale też utrzymanie obu podejrzanych.

Pod ochroną do procesu

Łukasz N. i Konrad L. twierdzą, że ich życie może być zagrożone przez to, że od początku śledztwa współpracowali z prokuraturą. Wg informacji RMF FM wynika, że cały czas są cennym źródłem informacji na temat procederu, który miał zlecić jeden z biznesmenów. Mężczyźni pozostaną pod opieką policji do początku procesu. To, kiedy on nastąpi, zależy od tempa pracy prokuratury, która wciąż prowadzi śledztwo i kompletuje listę nagranych osób.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Afera taśmowa: co CBA wiedziało o podsłuchach polityków?

Czy Centralne Biuro Antykorupcyjne miało wiedzę o treści rozmów nagrywanych polityków przed ich ujawnieniem w mediach? Tak wynika z opublikowanych tajnych dokumentów Biura. Przed wybuchem afery podsłuchowej CBA miało informacje o treści niektórych rozmów polityków. Ale z tajnych meldunków nie wynika, by wiedziało o podsłuchach w warszawskich restauracjach – pisze „Gazeta Wyborcza”. Tym samym agenci Biura albo uznali źródło informacji o treści rozmów w „Sowa i Przyjaciele” oraz „Amber Room” za sprawę drugorzędną, albo godzili się na nielegalne nagrywanie dialogów polityków.

Oficjalnie CBA nie komentuje kwestii wycieku tajnych dokumentów. Według informacji „Gazety Wyborczej”, szef Biura Paweł Wojtunik wszczął w tej sprawie wewnętrzne postępowanie. Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński ocenił całą sprawę jako „próbę uwikłania i wmanipulowania CBA w jakieś niejasne rozgrywki”.
Żródło info i foto: interia.pl