Nowa afera w CBA. Paweł Wojtunik idzie na wojnę z obecnym szefem Biura

Paweł Wojtunik, były szef CBA, złożył zawiadomienie do prokuratury obecnego – Ernesta Bejdę. To efekt afery w CBA – były agent tej służby twierdzi, że Bejda zlecił mu „szukanie haków” na Wojtunika.

O Wojciechu J., byłym superagencie Biura, jest głośno od kilku tygodni. Oskarża on swoich byłych przełożonych, że został zwolniony po tym, jak trafił na nagranie ważnego polityka PiS w niedwuznacznej sytuacji z nieletnią prostytutką.

Choć CBA zaprzecza jego wersji, J. ma dokumenty nadające mu specjalne uprawnienia, wystawione przez obecnego szefa Biura. Ernest Bejda miał dać mu jedno zadanie: rozpracować Pawła Wojtunika, poprzedniego szefa CBA i byłych szefów delegatur Biura.

Jak donosi tvn24.pl, Paweł Wojtunik w środę złożył do prokuratury zawiadomienie, w którym zarzuca Ernestowi Bejdzie przekroczenie uprawnień. – To tak rażący przykład poszukiwania materiałów obciążających na siłę, że nie może pozostać bez mojej reakcji. Dziennikarze zrobili swoją robotę śledczą. Ciekawe, czy zrobi to prokuratura – skomentował Wojtunik w rozmowie z TVN24.
Źródło info i foto: wp.pl

Amber Gold: Adwokat chce uniewinnienia Marcina P.

W gdańskim sądzie zakończyła się mowa końcowa obrońcy Marcina P., twórcy spółki Amber Gold. Mecenas Michał Komorowski przekonywał sąd, że firma prowadziła rzetelną działalność, do czasu aż zostały zablokowane jej konta bankowe. Sam oskarżony przed sądem powiedział tylko jedno zdanie.

Mowa końcowa adwokata Marcina P. trwała nieco ponad kwadrans. Jego zdaniem firma prowadziła rzetelną działalność. Obrońca nie zgodził się też z wyliczeniami prokuratury, co do liczby pokrzywdzonych i sumy strat.

OSKARŻONY NIE BYŁ ROZMOWNY

– Nie była to piramida finansowa, a mój klient nie może odpowiadać za niekorzystne rozporządzanie mieniem wielu osób – mówił mecenas Michał Komorowski.

Oskarżony powiedział jedynie, że wnosi o to samo, co jego obrońca. Wcześniej w toku procesu odmawiał wyjaśnień, a podczas pierwszej rozprawy nie przyznał się do winy.

WYROK 20 MAJA

6 maja mowy końcowe wygłosi druga z oskarżonych, Katarzyna P., a także jej obrońca. Wyrok ma zapaść 20 maja.

Przypomnijmy, że prokuratura żąda dla obojga oskarżonych kar 25 lat więzienia, grzywien i obowiązku naprawienia szkody. Marcina i Katarzynę P. oskarża o oszukanie ponad 19 tysięcy osób, na ponad 850 milionów złotych.

KUSILI WYSOKIM OPROGRAMOWANIEM

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 roku, a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. Komisja Nadzoru Finansowego złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację. Tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: radiogdansk.pl

Koniec procesu Amber Gold. Wyrok siedem lat od wybuchu afery

Siedem lat po wybuchu afery Amber Gold jest szansa na wyrok skazujący szefów piramidy finansowej Marcina i Katarzyny P. Jeśli się odwołają od orzeczenia, batalia sądowa potrwa kolejnych kilka lat. Odzyskają wolność najpóźniej w 2027 r., gdy będą mieli po 43 lata. Największego aferzystę w historii – Bernarda Madoffa – skazano w USA sześć miesięcy po aresztowaniu.

Dobiega końca proces twórców Amber Gold Marcina P. i Katarzyny P. Jeszcze tym w tym miesiącu przed Sądem Okręgowym w Gdańsku mają zostać wygłoszone mowy końcowe. Sprawa toczy się od trzech lat. Wcześniej – od sierpnia 2012 do czerwca 2015 – trwało śledztwo prokuratorskie, w którym przesłuchano kilkanaście tysięcy klientów spółki. Od 2012 r. Marcin i Katarzyna P. przebywają w areszcie tymczasowym, który jest im sukcesywnie przedłużany. Latem 2015 r. Katarzyna P. urodziła dziecko, którego ojcem jest strażnik więzienny.
Źródło info i foto: trojmiasto.wyborcza.pl

Po aferze Huawei polski rząd zrezygnuje z chińskich komórek?

Rząd może pożegnać się z telefonami komórkowymi i innymi mobilnymi urządzeniami chińskich firm. ABW przygotowała rekomendacje dot. korzystania z produktów chińskich marek – informuje „Rzeczpospolita”. W piątek polskie władze poinformowały o zatrzymaniu przez ABW pod zarzutem szpiegostwa Weijinga W. i Piotra D. Sąd podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie dla obu podejrzanych.

Zatrzymany Polak był w przeszłości funkcjonariuszem służb specjalnych i pełnił ważne funkcje w innych instytucjach publicznych, a W. jest związany z chińską firmą telekomunikacyjną.

Rekomendacje ABW ws. telefonów

„Rz” zwraca uwagę, że od 2011 r. najważniejsze osoby w państwie, w tym polski premier i prezydent, mają specjalny telefon do rozmów poufnych, który działa w systemie niejawnej mobilnej łączności rządowej CATEL. „Problem w tym, że ministrowie, a także ich dyrektorzy posługują się także zwykłymi telefonami z rynku, m.in. prywatnymi komórkami” – zauważa „Rz”.

– ABW przygotowała rekomendacje i zalecenia dotyczące korzystania z produktów i usług chińskich firm telekomunikacyjnych. Informacje w tej sprawie trafiły do ministerstw. Z uwagi na ich niejawny charakter szczegóły stanowiska ABW nie mogą zostać podane do publicznej wiadomości – poinformował „Rzeczpospolitą” rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Z nieoficjalnych informacji „Rz” wynika, że rząd na wniosek ABW rozważa rezygnację z urządzeń mobilnych chińskich marek. Na razie zaleca administracji publicznej ostrożne korzystanie z nich.
Źródło info i foto: businessinsider.com.pl

Prokuratura odmówiła przyjęcia rekordowego poręczenia majątkowego w aferze GetBack. Chodzi o 108 mln złotych

Prokuratura odmawia przyjęcia poręczenia majątkowego w wysokości 108 mln zł za Piotra Osieckiego, b. szefa Altus TFI – poinformowała we wtorek PAP jego pełnomocnik Katarzyna Szwarc.

Jak wyjaśniła, po zgłoszeniu się we wtorek rano do prokuratury z wekslami in blanco na kwotę 108 mln zł, nie została wpuszczona do środka. Według pełnomocnik, prokuratura argumentuje to złożeniem zażalenia z wnioskiem o wstrzymanie poniedziałkowego postanowienia sądu o zastąpieniu aresztu poręczeniem w wysokości 108 mln zł.

– To absolutne bezprawie. Postanowienie sądu o zwolnieniu z aresztu poręczeniu jest wykonalne, a prokuratura je blokuje. Tylko sąd może orzec o jego wstrzymaniu, a na tą chwilę takie orzeczenie nie zapadło – powiedziała mec. Szwarc.

W poniedziałek sąd zdecydował, że Osiecki może wyjść z aresztu za poręczeniem w wysokości 108 mln zł. Prokuratura zapowiedziała, że odwoła się od tej decyzji. Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu dla b. szefa Altusa upływa 29 listopada br.

W aferze GetBack zarzuty ma już 20 osób. Wśród nich jest biznesmen i główny akcjonariusz Altus TFI Piotr Osiecki. Miał on naciągnąć GetBack na podejrzaną transakcję i sprzedać mu inną spółkę windykacyjną za ponad 200 milionów złotych.

GetBack miał przepłacić co najmniej 160 milionów i właśnie wyrządzenie takiej szkody zarzucają Osieckiemu śledczy. Informację o tym, że prokuratura chciała aby pozostał w areszcie oraz kwotę poręczenia jako pierwsze w piątek podało Radio Zet.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były szef KNF w rękach CBA

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego. – Mężczyzna trafi do prokuratury w Katowicach, gdzie usłyszy zarzuty korupcyjne – poinformował Temisitokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej Biura.

– Dzięki intensywnej pracy agentów CBA w ubiegłym tygodniu, w tym przeszukaniom prowadzonym przez funkcjonariuszy Biura, przesłuchaniom świadków, zabezpieczeniu dokumentacji, a także sprzętu elektronicznego oraz nośników danych udało się w szybkim tempie dokonać zatrzymania Marka Ch. w celu postawienia mu zarzutów – oświadczył dziś rano Brodowski. Działania te są wynikiem afery KNF, której początek dała publikacja dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Według śledczych ekspertyza wykonana przez ABW miała kluczowe znaczenie dla oceny prawno-karnej materiału przekazanego przez Czarneckiego.

Śledztwo ws. afery KNF nadzoruje śląski wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej, który przekazał je do prowadzenia CBA.

Afera KNF

„Gazeta Wyborcza” informowała 13 listopada, że w marcu 2018 r. ówczesny przewodniczący KNF zaoferował Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Brytyjski „Financial Times”, pisząc o sprawie, podawał z kolei 13,6 miliona. Po artykule w „GW” Chrzanowski złożył dymisję, a premier ją przyjął.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto 14 listopada. Jako wstępną kwalifikację prawną przyjęto z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego – przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią. Śledztwo prowadzi śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej, zostało ono powierzone do prowadzenia przez CBA.

Funkcjonariusze Biura 14 listopada przeszukali siedzibę KNF, a także miejsca zamieszkania Marka Chrzanowskiego. Agenci zabezpieczyli wtedy dokumentację, a także sprzęt elektroniczny i nośniki elektroniczne, których używał b. przewodniczący KNF. W śledztwie zabezpieczono też dokumenty: protokoły i nagrania posiedzeń KNF dotyczące sprawy.

– Samo złożenie oferty zatrudnienia konkretnego człowieka można uznać za korupcję (…) Wskazanie jednego procenta to tylko jej dopełnienie – komentował sprawę pełnomocnik Czarneckiego, Roman Giertych. – Przestępstwo korupcyjne nie wymaga określenia konkretnej wartości – podkreślał. Odniósł się w ten sposób do „relacji medialnych”, według których wartość 1 proc. wartości banku była zapisana na kartce, ale nie pojawia się ona w rozmowach.

– Nawet gdyby ten jeden procent nie padł, to i tak korupcja byłaby ewidentna (…) Ale skoro ta wartość padła, to możemy mówić o dopełnieniu oferty korupcyjnej – wskazywał Giertych.

Zobacz także – KNF: informacje, które pojawiły się w „GW”, są nieprawdziwe

W sprawie afery KNF po pierwszej publikacji „Gazety Wyborczej” pojawiały się kolejne doniesienia mediów na jej temat. „Rzeczpospolita” 23 listopada informowała, że „Chrzanowski za pomocą nieznanych w Polsce obligacji hybrydowych miał podeprzeć ofertę korupcyjną dla Leszka Czarneckiego. To za ich wprowadzenie mógł zażądać 1 proc. skapitalizowanej wartości banku biznesmena”.
Źródło info i foto: onet.pl

Przełom w sprawie Amber Gold?

Nigdy nie udało się przesłuchać go prokuraturze, ABW, a nawet komisji śledczej. Adwokat Łukasz D. umiejętnie chował się za statusem obrońcy Marcina P., twórcy piramidy Amber Gold. Zarzuty wreszcie udało mu się postawić przez… samochód. Jak pisze „Rzeczpospolita”, 9 listopada postawiła zarzuty gdańskiemu adwokatowi Łukaszowi D, byłemu dyrektorowi zarządzającemu OLT Express Jarosławowi F., a także twórcy piramidy finansowej Finroyal Andrzejowi K.

Za przełomowe można uznać zarzuty dla prawnika, który jest najbliższym współpracownikiem Marcina P. od samego początku jego działalności. To on wyciągnął późniejszego twórcę Amber Gold z więzienia w 2006 r. przed końcem kary i umożliwił mu budowę przestępczego biznesu.

Łukasz D. pracował w spółkach grupy Amber Gold i był bezpośrednio zaangażowany we wszystkie nielegalne działania Marcina P. Mimo to nigdy nie został nawet przesłuchany przez ABW i prokuraturę. Nie poradziła sobie z nim nawet sejmowa komisja śledcza.

Prawnik skutecznie wykorzystał status obrońcy Marcina P., który umożliwiał mu odmawianie składania zeznań z uwagi na tajemnicę adwokacką.

Łódzka Prokuratura Regionalna, która bada, co się stało z milionami wyprowadzanymi z Amber Gold, znalazła jednak sposób na Łukasza D. Wykazała, że adwokat przejął od Amber Gold luksusowe BMW X5 na podstawie fikcyjnej umowy.

Auto miało być zapłatą za szkolenie zarządu Amber Gold, którego prawnik jednak w rzeczywistości nie przeprowadził. Obrończyni Łukasza D. zapewnia, że zarzuty prokuratury są absurdalne i jej klient nie przyznaje się do winy.
Źródło info i foto: Money.pl

Afera w KNF. Marek Chrzanowski wrócił do kraju. Podejrzenie przekroczenia uprawnień

Podejrzenie przekroczenia uprawnień – to wstępna kwalifikacja czynu, jakiego mógł się dopuścić Marek Chrzanowski, szef Komisji Nadzoru Finansowego. On sam podał się do dymisji, a jego miejsce może zająć człowiek premiera Morawieckiego.

We wtorek ujawniliśmy, że właściciel Getin Noble Banku Leszek Czarnecki zawiadomił 7 listopada prokuraturę, iż szef KNF złożył mu korupcyjną propozycję. W zamian za przychylność dla swoich banków miał zatrudnić wskazanego przez Chrzanowskiego prawnika – Grzegorza Kowalczyka z Częstochowy. Szef KNF zasugerował (pisząc na kartce) jego wynagrodzenie – 1 proc. wartości grupy Getin za trzy lata. Wedle wyliczeń Czarneckiego to ok. 40 mln zł.

Bankier nagrał rozmowę w cztery oczy z Chrzanowskim 28 marca w siedzibie KNF. „Wyborcza” opublikowała jej stenogram, nagranie audio i krótki zapis wideo.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Miliardy euro wyciągnięte z państwowych kas. Sprawa dotyczy również Polski?

„Największa podatkowa kradzież w historii Europy”. „Miliardy euro wyciągnięte z państwowych kas”. To cytaty z zachodnioeuropejskich mediów. Kilka dni temu, o aferze nazwanej „cum-ex files” mogliście dowiedzieć się ogólnikowo również z mediów w Polsce. To była informacja z zagranicy. Nie dowiedzieliście się jednak, że dziennikarskie śledztwo kilkunastu renomowanych redakcji wskazuje, że ta afera może dotyczyć również… Polski.

Prywatne odrzutowce i wysepki na ciepłych morzach, ekskluzywne jachty i luksusowe apartamenty na najwyższych piętrach wieżowców. Superbogacze kupują je częściowo za… Wasze pieniądze. Za kasę którą, zapłaciliście w podatkach za nich, bo ich doradcy potrafią podatki omijać.

Autorzy śledztwa, przeprowadzonego przez dziennikarzy kilkunastu europejskich redakcji, podają, że przeprowadzili prowokację przypominającą scenariusz sensacyjnego filmu, a także przejrzeli 180 tysięcy stron dokumentów. Jak twierdzą, mają dowody na to, że bardzo bogaci klienci siatki prawników i speców od finansowej inżynierii, uzyskali w ciągu kilkunastu lat dziesiątki miliardów euro nienależnych im podatkowych ulg. Upraszczając, wyciągnęli z państwowych kas pieniądze, zapłacone przez miliony biednych podatników, ściganych przez równie biednych urzędników podatkowych za każdy błąd w PIT.

To pieniądze, które zamiast na rezydencje, biżuterię i samochody z limitowanych edycji, mogły trafić na szpitale, szkoły, uczelnie, przedszkola, drogi, czy pomoc społeczną.

Według szacunków dziennikarskiej grupy, w której uczestniczyły m.in. redakcje Thomson Reuters, La Repubblica, Le Monde czy Die Zeit, dzięki wykorzystaniu arbitrażu dywidendowego, czyli obrotu papierami wartościowymi w czasie wypłaty związanych z nimi zysków, uzyskano nienależne korzyści finansowe o wartości co najmniej 55 miliardów euro, z czego większość pochodziła z państwowej kasy Niemiec.

Dla zobrazowania skali wyłudzeń: to odpowiada kosztowi polskiego programu 500 plus przez 10 lat albo polskich wydatków na szkolnictwo przez ponad dwa lata. Albo inaczej: każdy z pół miliarda mieszkańców Unii Europejskiej zapłacił na te zwroty dla bogatych 500 złotych w swoich podatkach.

Jak działa diabelska machina?

Cum-ex, to nazwa zaczerpnięta z żargonu magików inżynierii finansowej. Pochodzi od łacińskich słów „z”-„bez”. Ten termin oznacza w uproszczeniu mechanizm szybkiego obrotu papierami wartościowymi w czasie wypłaty związanej z nimi dywidendy. Dywidendy obłożone są tzw. podatkiem u źródła. W różnych krajach regulacje i stawki są różne, a kraje Unii wiążą umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Mechanizm pozwala nie tylko nie płacić podatku, ale też uzyskiwać nienależne jego zwroty i to nawet w kilku krajach jednocześnie.

Według niemieckiej prokuratury siatka bankierów i prawników w tym celu wykorzystywała przez lata luki w prawie oraz brak właściwego przepływu informacji podatkowej między krajami. Śledcza grupa dziennikarzy twierdzi zaś, że zdobyła dowody na to, że ta „diabelska maszyna” do pomnażania pieniędzy wciąż działa.

Dzięki radom tzw. sygnalisty, skruszonego uczestnika procederu, dwaj dziennikarze mieli zyskać zaufanie siatki, podając się za spadkobierców niemieckiej fortuny stalowej.

Udawaliśmy niemieckich spadkobierców miliardowej fortuny. Do nawiązania kontaktu użyliśmy firmy zarejestrowanej dziesięć lat temu w raju podatkowym – mówi mi jeden z dziennikarzy. Potem po prostu staraliśmy się zachowywać i wyglądać jak bardzo bogaci inwestorzy, choćby wynajmując na spotkanie drogi apartament w Londynie.

Na spotkaniu, zorganizowanym w najwyższym wieżowcu w Unii Europejskiej, udawani miliarderzy mieli uzyskać propozycję skorzystania z finansowej usługi, która miała im dać kilkadziesiąt procent zwrotu. Bez ryzyka, bez wysiłku, chociaż oczywiście za opłatą dla siatki złożonej z prawników i bankierów.

O jakich bankierów chodzi?

Według zachodnich mediów w śledztwie niemieckiej prokuratury dotyczącym procederu cum-ex przewijają się nazwy z pierwszej światowej bankowej ligi: Deutsche Bank, Commerzbank, Warburg, JPMorgan, Meryll Lynch, Morgan Stanley, UBS, BNP Paribas i Santander.

Prokuratorzy w ostatnich dniach przeszukiwali bankowe biura w Niemczech i zabezpieczali dokumenty. Władze banków albo nie komentują sprawy albo zapewniają, że nie wiedziały o procederze i że będą w współpracować z prokuratorami. Pełną współpracę deklaruje choćby bank Santander, który prowadzi interesy również w naszym kraju, przeprowadzając właśnie efektowną kampanię rebrandingu, czyli zmiany nazwy kupionego przed siedmioma laty BZ WBK.

Polski oddział co najmniej jednego międzynarodowego banku zaangażowany był w uzyskiwanie ulg od niemieckich władz podatkowych – twierdzi tymczasem Frederik Richter, jeden z dziennikarzy którzy zorganizowali prowokację.

Na moją prośbę o podanie nazwy tego banku odpowiada, że na to jest za wcześnie. Połowa z wymienionych banków ma od jakiegoś czasu oddziały w Polsce.

Czy stracili na tym też polscy podatnicy?

W Polsce od wielu miesięcy słyszymy o uszczelnianiu podatków, a dokładniej o tym że udało się ograniczyć proceder wyciągania z budżetu nienależnych zwrotów podatku VAT. To była walka ze średniakami. Teraz czas na wielkich. Władze zapowiadają, że przychodzi czas na uszczelnienie systemu podatku od firm. Zastrzegają, że to będzie trudniejsze, bo przeciwnikami będą tym razem najlepsi prawnicy, zatrudniani przez wielkie, międzynarodowe firmy.

Jeden z najbardziej szanowanych specjalistów od podatków w Polsce mówi mi wprost, że to będzie bardzo nierówna walka, bo politycy nie ma pojęcia, jak działa globalny system finansowy, a doświadczeni specjaliści, którzy mogliby zrozumieć międzynarodowe pułapki i odpowiednio uszczelnić system podatkowy, wolą pracować w bankach albo kancelariach.

Wróćmy jednak do afery, bo jak się dowiedziałem – wspomniane dziennikarskie śledztwo wskazuje, że sprzedawcy mechanizmu cum-ex oferowali superbogatym klientom wykorzystywanie również polskiego budżetu.

Dysponujemy dowodami na to, że sprzedawcy cum-ex oferują inwestycje oparte na zwrotach podatkowych w szeregu krajów, w tym w Polsce. Udało nam się to uzyskać podczas naszej tajnej operacji w Londynie – twierdzi Frederik Richter.

Czy możliwe, że polscy podatnicy również stracili na tym procederze? O jakie sumy może chodzić?

Zapytane o to Ministerstwo Finansów twierdzi, że nasze przepisy są szczelne, różnią się od zachodnioeuropejskich i gwarantują bezpieczeństwo państwowej kasy. Jak tłumaczy specjalizujący się m.in. w podatkach międzynarodowych wiceminister Filip Świtała: Wstępna analiza prowadzi do wniosku, że tego typu wyłudzenia oparte o strukturę tzw. „cum-ex” są w Polsce systemowo niemożliwe.

Jednocześnie wysoki urzędnik resortu przyznaje, że nieprawidłowości nie można wykluczyć, o ile w grę wchodziłyby nieuczciwie wystawione dokumenty. Ale to byłoby fałszerstwo – podsumowuje.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejne zatrzymania w sprawie afery GetBack

Kolejne sześć osób w środę rano zostało zatrzymanych w śledztwie dotyczącym spółki GetBack, wśród nich jest były wiceprezes zarządu tej spółki – poinformowała Prokuratura Regionalna w Warszawie.

– Dziś na polecenie Prokuratury Regionalnej w Warszawie doszło w godzinach rannych do zatrzymania kolejnych sześciu osób, które mają związek z przestępstwami popełnionymi na szkodę spółki GetBack S.A. – powiedziała w środę rano rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Warszawie prok. Agnieszka Zabłocka-Konopka.

Jak dodała „wśród tych zatrzymanych jest m.in. były wiceprezes zarządu spółki GetBack S.A. oraz dwóch byłych dyrektorów spółki, a także były asesor komorniczy i były komornik sądowy”.

– Zatrzymanym osobom prokuratorzy ogłoszą postanowienia o przedstawieniu zarzutów dotyczące m.in. popełnienia przestępstwa nadużycia zaufania w obrocie gospodarczym, które doprowadziły do wyrządzenia GetBack S.A. szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – powiedziała prok. Zabłocka-Konopka.

Jak zaznaczyła zatrzymania nastąpiły w ramach śledztwa prowadzonego przez prokuraturę regionalną, które dotyczy działalności GetBack. – Postępowanie jest prowadzone w wydziale I ds. przestępczości gospodarczej PR w Warszawie przez zespół prokuratorów powołany przez prokuratora krajowego – dodała.

Zaznaczyła, że dalsze informacje w sprawie prokuratura przekaże zapewne w ciągu dnia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl