Posts Tagged “afery”

W sprawie afery GetBack została zatrzymana kolejna osoba. To Radosław K., który został zatrzymany przez CBA na zlecenie prokuratury w Warszawie. Według prokuratury zatrzymany mężczyzna miał działać w celu osiągnięcia korzyści majątkowej m.in. wspólnie z b. prezesem GetBack oraz jej b. członkiem zarządu – dyrektorem zarządzającym spółki. Rzeczniczka podała, że we wtorek 10 lipca w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie przedstawiono mu zarzuty płatnej protekcji.

Według nieoficjalnych informacji PAP zatrzymany to biznesmen Radosław K. Jego działalność w tej sprawie dotyczy I połowy tego roku.

Po wykonaniu czynności procesowych z podejrzanym i analizie złożonych przez niego wyjaśnień, prokuratorzy podejmą decyzję w przedmiocie środka zapobiegawczego wobec jego osoby – powiedziała PAP Zabłocka-Konopka.

Zarzucono mu płatną protekcję – powoływanie się na wpływy w polskich służbach specjalnych; deklarował też doprowadzenie do przeszukań w siedzibie większościowego akcjonariusza spółki GetBack. Miał też rozpowszechnić w mediach informacje kompromitujące większościowych akcjonariuszy GetBack. W zamian za to miał otrzymać nie mniej niż 3 mln zł w gotówce – podała rzeczniczka.

Prok. Zabłocka-Konopka wyjaśniła, że dla wypłaty takiej kwoty przez władze GetBack zawarta została pozorna umowa o świadczeniu usług z kobietą, której GetBack zobowiązał się zapłacić ponad 4,3 mln zł. Kobieta (Kinga M.-P. – PAP) została już wcześniej zatrzymana przez CBA i po postawieniu zarzutów aresztowana na trzy miesiące.

Podejrzanemu zarzuca się również sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia GetBack znacznej szkody majątkowej w wysokości ponad 1 mln zł – dodała.

Przestępstwa, które zarzucono zatrzymanemu przez CBA mężczyźnie, zagrożone są karą do 10 laty więzienia – zaznaczyła rzeczniczka.

9 osób zatrzymanych do tej pory w śledztwie dotyczącym GetBack
Do tej pory w śledztwie dotyczącym GetBack, CBA zatrzymało dziewięć osób. Wobec sześciu z nich, m.in. b. prezesa spółki Konrada K., wiceprezes Anny P. i Kingi M.-P. sąd zgodził się na trzymiesięczny areszt. Wobec dwu zezwolił na wpłacenie kaucji, ale prokuratura odwołała się od tej decyzji sądu i b. członkowie zarządu pozostają nadal w areszcie czekając na decyzję sądu drugiej instancji.

Wobec dziewiątej osoby – Dariusza S. – brata b. członkini zarządu GetBack Beaty S. prokuratura nie wniosła o areszt – zastosowała poręczenie majątkowe w wysokości 1 mln zł, zakaz opuszczania kraju i dozór policji.

Śledztwo dotyczące GetBack nadzoruje warszawska Prokuratura Regionalna. Zostało ono podjęte 24 kwietnia w ramach zespołu prokuratorów, który został powołany przez Prokuraturę Krajową po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie GetBack. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji.

KNF zarzuciła byłemu kierownictwu spółki przeprowadzanie operacji finansowych, mających na celu uniknięcie realnej wyceny posiadanych przez spółkę pakietów wierzytelności.

Spółka GetBack zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. Powstała w 2012 r., a w lipcu 2017 r. jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ramach przeprowadzonej pierwszej oferty publicznej. W kwietniu GPW, na wniosek KNF, zawiesiła obrót akcjami GetBack. Stało się to po tym, gdy 16 kwietnia rano firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln zł.

Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono “ze wszystkimi zaangażowanymi stronami”, tymczasem PKO BP i PFR zdementowały informacje, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF. W efekcie rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada K. ze stanowiska prezesa spółki.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Polską Grupę Zbrojeniową oplotła sieć niejasnych powiązań między stowarzyszeniami, firmami i osobami związanymi z Bartłomiejem Misiewiczem. Sprawę afer niewygodnych dla PiS opisują Marek Pyza i Marcin Wikło w dzisiejszym wydaniu tygodnika “Sieci”. Sam Misiewicz nazwał artykuł “paszkwilem” i zapowiedział podjęcie kroków prawych przeciwko autorom tekstu.

Dlaczego o podobnych aferach nie jest głośno w mediach? Autorzy “Sieci” stawiają tezę, że Zjednoczona Prawica unika pokazywania swoich ludzi, którzy mają problemy z prawem. Z kolei PO zapowiada likwidację CBA i twierdzi, że służba jest “policją polityczną”. Aresztowania ludzi obecnej władzy nie wpisują się w tę narrację opozycji.

Cena szkolenia: 1800 zł za godzinę

Tymczasem CBA prowadzi liczne postępowania w sprawach, które mają bezpośredni związek z PiS. “Sieci” ujawniają zawiadomienie do prokuratury, które dotyczy szkoleń z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu i koncertu “Głos Wolności” w czerwcu 2016 roku.

Najpierw PGZ zamówiło szkolenia u Stowarzyszenia dla Dobra Rzeczpospolitej – Propter Bonum Republicae. Choć organizacja nie miała żadnego doświadczenia w branży, na jej konto trafiły 491 964, 33 złote. Co ważne, faktura została wystawiona za szkolenia.

Stowarzyszenie niemal natychmiast przelało 391 tys. złotych firmie PR Ten Team. Dlaczego? Bartłomiej Misiewicz wskazał Ten Team jako organizatora koncertu “Głos Wolności” oraz wystawy z okazji 40-lecia KOR. Zaproponował również, by PGZ przejęła finansowanie obu wydarzeń.

Co ciekawe, koszty organizacji koncertu wskazane przez Misiewicza wynoszą dokładnie 491 964, 33 złote. Okazuje się więc, że Stowarzyszenie dla Dobra Rzeczpospolitej stało się pośrednikiem. Osoby decyzyjne w PGZ wiedziały, że niemal pół miliona złotych przelanych na konto stowarzyszenia nie miało zostać przeznaczone na szkolenia, za które wystawiono fakturę.

Sprawa szkoleń wróciła, gdy CBA zaczęło domagać się wyjaśnień. PGZ i Stowarzyszenie dla Dobra Rzeczpospolitej stworzyły dokumenty, z których wynika, że koszt godzinnego szkolenia jednego pracownika to niemal 1800 złotych. To absurdalne stawki, w które nikt nie wierzy.

Przeniesiony koncert i znikająca wystawa

Koncert “Głos Wolności”, upamiętniający zryw robotników z 1976 roku, odbył się 26 czerwca 2016 roku. Jednak wbrew zapisom zawartym w umowie nie koncertowano na pl. Piłsudskiego w Warszawie, ale w hotelu Victoria.

Zarząd PGZ zatwierdził właściwy wniosek o finansowanie wydarzenia dwa tygodnie po dacie koncertu (7 lipca). Z kolei Rada Nadzorcza potwierdziła wszystkie wydatki na imprezę (516 tys. złotych) dopiero 5 września. Co ciekawe, pięć dni wcześniej do składu Rady Nadzorczej PGZ dołączył Bartłomiej Misiewicz.

Umowa dotycząca organizacji koncertu zostaje podpisana 26 września. W jej ramach stowarzyszenie miało również zorganizować wystawę multimedialną w Kielcach. Protokół należytego wykonania wystawy podpisano na dziesięć dni przed zawarciem samej umowy (16 września). Jednak wystawa wcale się nie odbyła -ustaliło CBA.

Mąż właścicielki apteki, w której pracował Misiewicz

Ostatecznie na konto stowarzyszenia trafiają 737 947,74 złote. Z tej kwoty 705 tys. złotych otrzymuje Ten Team. W sprawę zamieszanych jest kilka osób, jednak kluczową rolę odgrywa wiceprezes PGZ Radosław Obolewski.

Prywatnie jest on mężem Anny Obolewskiej, właścicielki apteki w Łomiankach, w której przed wejściem do polityki pracował… Bartłomiej Misiewicz. CBA uzyskało informacje o relacjach osobistych między Obolewskim a Misiewiczem.

To tylko wierzchołek niejasnych powiązań, które wytworzyły się wokół PGZ. CBA ma wiele dowodów na istnienie swoistej sieci firm, które oplotły Polską Grupę Zbrojeniową. Więcej o sprawie przeczytasz w artykule “Pilnowanie dobrej zmiany”, autorstwa Marka Pyzy i Marcina Wikły, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu tygodnika “Sieci”.

Misiewicz komentuje doniesienia tygodnika “Sieci”

Do artykułu odniósł się Bartłomiej Misiewicz, który stwierdził, że artykuł mija się z prawdą i zapowiedział, że podejmie kroki prawne w sprawie.

“W związku ze szkalującymi mnie treściami zawartymi w artykule »Tak CBA łapie swoich« w Tygodniku Sieci informuję, że przedstawiony opis ma się nijak do rzeczywistości, a więc autorzy tego paszkwilu muszą się liczyć z konsekwencjami prawnymi” – napisał Misiewicz na Twitterze.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Miasto szło na rękę handlarzom roszczeń, którzy mimo braku praw do nieruchomości otrzymywali zapewnienia od urzędników, że ich sprawa zostanie załatwiona – ustalił portal Onet.pl. Dokumenty, o których informuje Onet.pl – według dziennikarzy portalu – podważają wersję o ratowaniu elitarnego gimnazjum przy Twardej 8/12 przed tzw. handlarzami roszczeń.

“Całość tych dokumentów podważa zarówno zeznania Marcina Bajko przed Komisją Weryfikacyjną, jak i linię obrony władz Warszawy o ratowaniu stołecznego gimnazjum przed tzw. handlarzami roszczeń” – pisze Onet.

Chodzi o reprywatyzację nieruchomości przy ul. Twardej 8/12. Stoi tam gimnazjum, z którego w ubiegłym roku uczniowie musieli się wyprowadzić, gdyż znaleźli się spadkobiercy gruntów przy Twardej. Wszystko działo się w atmosferze protestów niezadowolonych rodziców i ich dzieci.

Jak informuje Onet.pl, z dokumentów wynika, że ówczesny burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski już 5 marca 2013 roku w piśmie do dyrektora BGN informował, że podjął działania zmierzające do przeniesienia szkoły z końcem sierpnia 2014 roku. “Uprzejmie informuję, że w związku z planowanym zwrotem następcom prawnym byłych właścicieli nieruchomości przy ul. Twardej 8/12, na której usytuowane jest Gimnazjum Dwujęzyczne nr 42 podjąłem działania zmierzające do przeniesienia do dnia 31 sierpnia 2014 siedziby szkoły do innej lokalizacji” – pisał Bartelski.

Burmistrz: dołożę starań, by termin został dotrzymany
Z kolei w piśmie z 20 maja 2013 roku cytowanym przez Onet, burmistrz Śródmieścia w korespondencji z mecenasem Andrzejem M. pisał tak: “W odpowiedzi na pismo z dnia 29 kwietnia 2013 r. uprzejmie informuję, że działania zmierzające do przeniesienia siedziby Gimnazjum nr 42 przy ul. Twardej 8/12 w Warszawie do innej siedziby są obecnie w toku. Jednocześnie informuję, że dołożę starań, aby termin przeniesienia szkoły do dnia 31 sierpnia 2014 r został dotrzymany”.

“Oba te dokumenty pokazują jasno, że już wiosną 2013 roku zapadła nieformalna decyzja o przeniesieniu szkoły, pomimo iż Maciej M. dysponował wówczas roszczeniem w wysokości 3/22 do gruntu przy ul. Twardej 10, bez praw do pozostałych działek, na której znajdowało się gimnazjum. Więcej, ustanowienie prawa użytkowania wieczystego działki dla M. nastąpiło dopiero po roku od cytowanej korespondencji” – czytamy na Onet.pl.

“Nie zrobiłem nic złego”

Wojciech Bartelski twierdzi, że powodem podjęcia przez niego działań zmierzających do szybkiego przeniesienia gimnazjum miało być przekonanie, że roszczeniem objęty jest cały teren, na którym stoi szkoła. Jak informuje Onet.pl, dopytany przez portal o cytowane pisma, powiedział: – Nie zrobiłem nic złego. To nie była żadna służalczość, lecz chciałem, aby ta przeprowadzka stała się jak najszybciej, skoro są już te roszczenia. Można mnie krytykować za tę decyzję, ale będę się bronił przed robieniem ze mnie złodzieja – dodał.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Po wybuchu afery Amber Gold nie miałam nigdy ani możliwości, ani okazji wytłumaczyć premierowi Donaldowi Tuskowi, co mój Urząd robił w tej sprawie – stwierdziła w środę przed komisją śledczą b. prezes UOKiK Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel.

Jak zastrzegła Krasnodębska-Tomkiel – która była prezesem UOKiK w latach 2008-2014 – premier Tusk “miał prawo do swojej oceny działań instytucji, którą nadzorował”. “Natomiast drugim elementem tej prawdy jest to, że po wybuchu afery, gdy premier zainteresował się sprawą, a przynajmniej tak to z mojej perspektywy wyglądało (…), ja nie miałam nigdy ani możliwości, ani okazji wytłumaczyć tego, co UOKiK robił, czego nie robił i dlaczego” – zeznała.

O ocenę działań UOKiK ws. Amber Gold przez ówczesnego szefa rządu pytał Jarosław Krajewski (PiS). Poseł przypomniał wystąpienie ówczesnego premiera wygłoszone w 2012 r. z sejmowej mównicy.

Premier Tusk 30 sierpnia 2012 r. – już po wybuchu afery Amber Gold – mówiąc w Sejmie o sprawie odniósł się m.in. do działań UOKiK. “Wydaje się, że tu zabrakło albo refleksu, albo odwagi, albo gotowości do działania, może nie standardowego, ale na pewno zgodnego z przepisami. Mówię tu o instrumentach, które mogą doprowadzić do zakazu reklamy (…) działanie UOKiK w tej sprawie powinno być zdecydowanie bardziej jakby pryncypialne i zdeterminowane po stronie konsumentów. W mojej ocenie tu tego refleksu zabrakło” – mówił Tusk.

“Czy ma pani poczucie, że premier Tusk znalazł kozła ofiarnego w postaci UOKiK?” – zapytał Krajewski. Krasnodębska-Tomkiel odpowiedziała, że nie lubi używać takich sformułowań. “Ale niewątpliwie jest tak, że jako prezes organu podporządkowanego premierowi wydaje mi się, że mogłabym liczyć na to, żeby przynajmniej zaprezentować swoje stanowisko” – zaznaczyła.

“Takiej możliwości w tamtym czasie już nie było, być może wynikało to z gorącej atmosfery tamtych dni” – dodała.

Krasnodębska-Tomkiel wskazała też, że obecnie mówi się, iż “wszyscy wiedzieli, czym było Amber Gold, jakim było przekrętem i UOKiK zaspał, bo był leniwy albo tępy”. “Chcę powiedzieć z całą stanowczością, że (…) ta informacja (o Amber Gold – PAP) do UOKiK nie dotarła” – podkreśliła.

“Prezes UOKiK nie wiedział, pytanie dlaczego” – powiedziała świadek.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Do kancelarii w Sejmie wpłynęły akta z różnych służb specjalnych i tam zapewne jest bardzo interesująca wiedza w sprawie Amber Gold – powiedziała w środę przewodnicząca sejmowej komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS). Wassermann była pytana w “Kwadransie politycznym” TVP1 o środowe posiedzenie komisji, podczas którego zeznania ma złożyć prokurator Barbara Kijanko. To ona pierwsza prowadziła postępowanie dotyczące Amber Gold.

“Komisja zrobiła to, co powinna. Przeprowadziliśmy postępowanie. Uznaliśmy, iż jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez nią przestępstwa. Zawiadomienie (do prokuratury – PAP) zostało złożone. Zostało wszczęte postępowanie” – powiedziała Wassermann.

“Tutaj materiał jest tak bogaty, że pani prokurator ma szansę odpowiedzieć na zarzuty, które są w opinii publicznej. Jeżeli z tej szansy nie skorzysta, drugą będzie miała przed prokuratorem” – dodała.

Kijanko była prokuratorem referentem prowadzącym sprawę Amber Gold w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz po zawiadomieniu Komisji Nadzoru Finansowego – od grudnia 2009 r. do czerwca 2012 r., gdy postępowanie trafiło do prokuratury okręgowej.

Miała być pierwszym świadkiem przesłuchanym przez komisję śledczą jeszcze w zeszłym roku. Wassermann podkreślała w październiku, że Kijanko “to kluczowy świadek do rozpoczęcia tej historii, by zarówno członkowie komisji, jak i opinia publiczna szli od początku i zobaczyli, jak wyglądał przebieg tej sprawy”. Kijanko przedstawiła jednak wówczas zaświadczenie lekarskie, z którego wynikało, że nie może się stawić na przesłuchaniu.

W marcu 2013 r. – już po wybuchu afery – w analizie przygotowanej przez Komitet Stabilności Finansowej jako “czynniki krytyczne” ws. Amber Gold wymieniono m.in.: “niedostateczne działania prokuratora-referenta na etapie prowadzenia postępowania sprawdzającego, w szczególności ograniczenie się do zgromadzenia szczątkowej dokumentacji, w wyniku czego podjęto decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa”, “wadliwe wykonanie przez prokuratora-referenta zalecenia Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe, w szczególności niewykonanie szeregu czynności wskazanych w zaleceniu, co skutkowało umorzeniem dochodzenia” i “brak odpowiedniej reakcji” na zawiadomienia kierowane przez KNF.

Amber Gold – firma powstała na początku 2009 r. – miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukano w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Pierwszy zarzut oszustwa znacznej wartości wraz z wnioskiem o areszt wobec szefa Amber Gold Marcina P. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła pod koniec sierpnia 2012 r. Jesienią 2012 r. śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która w czerwcu 2015 r. sporządziła akt oskarżenia ws. Amber Gold.

Według łódzkich śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia. Proces Marcina P. i jego żony trwa przed gdańskim Sądem Okręgowym.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

​W środę po godzinie 10. rozpoczęło się drugie w tym roku posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Komisja ma przesłuchać tylko jednego świadka – Annę Skupną, prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Skupna będzie zapewne pytana o sprawę koordynacji i wymiany informacji między poszczególnymi sądami, zajmującymi się szefem Amber Gold Marcinem P.

W połowie grudnia zeszłego roku Jarosław Gowin, który był ministrem sprawiedliwości od listopada 2011 r. do maja 2013 r. w zeznaniach przed komisją śledczą odniósł się m.in. do spotkania z 20 sierpnia 2012 r. w Gdańsku, podczas którego spotkał się z przedstawicielami tamtejszego wymiaru sprawiedliwości (uczestniczyli w nim m.in. ówczesny prezes gdańskiego SO Ryszard Milewski i prezes Skupna). Jak mówił, on i jego współpracownicy odnieśli wrażenie, że mieli do czynienia “z próbą wprowadzania ministra sprawiedliwości w błąd ze strony co najmniej” Milewskiego.

- Zastanawiająca jest jedna sekwencja dat: mianowicie 20 sierpnia jestem w Gdańsku i tam w obecności prezesa Milewskiego padają słowa, że nie ma podstaw do stwierdzenia jakichkolwiek uchybień ze strony kogokolwiek, a on już wie, że są takie podstawy, ale milczy. Następnie 21 sierpnia ja rano spotykam się z najbliższym kręgiem współpracowników, czyli z wiceministrami i zapowiadam, że wystąpię o akta (spraw Marcina P.- przyp. red.) do sądu gdańskiego i tego samego 21 sierpnia prezes Milewski informuje, że zlecił lustracje doraźne w zespołach kuratorskich w Malborku. Zlecił przygotowanie wniosku o wszczęcie czynności dyscyplinarnych wobec kuratorów, o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ – wskazywał Gowin.

- Mówiąc krótko, to mi wygląda w ten sposób, że on jeszcze 20 sierpnia liczył na to, że, mówiąc kolokwialnie, sprawa przyschnie. 21 sierpnia bardzo możliwe, że dostał informację z ministerstwa, że ja zamierzam wystąpić o te akta i wtedy natychmiast podjął decyzję o wszczęciu tych kroków, wiedząc, że i tak te sprawy wyjdą na jaw – mówił.

W środę – o godz. 16 – planowana jest też niejawna część posiedzenia komisji śledczej. Ma na niej m.in. odbyć się dyskusja na temat dotychczasowych wniosków wynikających z przesłuchań świadków – przedstawicieli organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Sejmowa Komisja Śledczej ds. Amber Gold przesłucha dziś kolejnych świadków w sprawie afery związanej z działalnością gdańskiej spółki. O godzinie 10 swoje zeznania jako pierwszy złoży prokurator Andrzej Łojkowski, były rzecznik dyscyplinarny Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, a popołudniu jego zastępca prokurator Katarzyna Brzezińska. Członek komisji i poseł Krzysztof Brejza (PO) mówi IAR, że świadkowie będą pytani o szczegóły postępowań dyscyplinarnych jakie toczyły się wobec prokuratorów związanych ze sprawą Amber Gold.

- Na pewno będą pytania o zarzuty, umiejętność uzasadnienia, odwołania od wyroków sądów dyscyplinarnych. – mówi poseł.

Postępowanie dyscyplinarne Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku prowadziła wobec czterech osób: prokurator-referent Barbary Kijanko z Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, która bezpośrednio nadzorowała sprawę Amber Gold, prokuratorów Witolda Niesiołowskiego i Marzanny Majstrowicz – szefów tej jednostki, a także prokurator Hanny Borkowskiej z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku – kontrolującą Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz. Jak mówi przewodnicząca komisji, poseł Małgorzata Wassermann (PiS) wszystkie postępowania zakończyły się uniewinnieniem, dlatego świadkowie będą pytani o sposób formułowania zarzutów.

- Będziemy pytać o zarzuty, wiedzę i wynik tych postępowań oraz o satysfakcję z tym związaną. Proszę zwrócić uwagę, że nawet rzecznik dyscyplinarny Prokuratora Generalnego, gdy je zobaczył, bez czytania akt, powiedział, że są z góry skazane na niepowodzenie. – mówi przewodnicząca komisji.

Małgorzata Wassermann nawiązała do wczorajszego przesłuchania prokuratora Jacka Radoniewicza, byłego rzecznika dyscyplinarnego Prokuratury Generalnej, który przyznał, że miał zastrzeżenia do wniosków opracowanych przez Prokuraturę Apelacyjną w Gdańsku.

Pod koniec sierpnia 2012 roku, po wybuchu afery Amber Gold ówczesny Prokurator Generalny Andrzej Seremet na konferencji prasowej zapowiedział wszczęcie postępowań dyscyplinarnych wobec prokuratorów zajmujących się sprawą gdańskiej spółki. Jutro Andrzej Seremet również ma złożyć zeznania przed Sejmową Komisją Śledczą ds. Amber Gold.

Celem Sejmowej Komisji Śledczej jest zbadanie prawidłowości i legalności działań organów i instytucji publicznych wobec podmiotów wchodzących w skład Grupy Amber Gold. Spółka Amber Gold powstała w 2009 roku, jej siedziba znajdowała się w Gdańsku. Firma miała inwestować pieniądze klientów w metale szlachetne, takie jak złoto, czy platyna. Oferowała lokaty, których oprocentowanie było wyższe od bankowych. W sierpniu 2012 roku ogłosiła likwidację. Oszukała prawie 19 tysięcy osób.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Jak dowiedziały się Wiadomości TVP, stołeczna Delegatura CBA zatrzymała w czwartek rano Marzenę K., zamieszaną w aferę reprywatyzacyjną w Warszawie. K. to była urzędniczka z Ministerstwa Sprawiedliwości. K. to siostra znanego mecenasa, który zajmował się ponad 50 sprawami związanymi z reprywatyzacją w Warszawie. Centralne Biuro Antykorupcyjne przejęło śledztwo w sprawie byłej urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości w połowie września. Postępowanie dotyczy poświadczenia nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. Wcześniej urzędniczkę ukarało już kierownictwo resortu.

Komisja Dyscyplinarna w Ministerstwie Sprawiedliwości nie ma wątpliwości, że urzędniczka zamieszana w aferę reprywatyzacyjną w Warszawie skłamała w oświadczeniu majątkowym złożonym za lata 2011-2015, a także w korekcie za lata 2012-2014. Ona sama zrezygnowała z pracy w ministerstwie. Grozi jej kilka lat więzienia.

Chodzi o 38 milionów złotych, które Marzena K. miała zarobić na reprywatyzacji. To do niej należy m.in. część udziałów w słynnej działce pod przedwojennym adresem Chmielna 70 – przypomina serwis wp.pl.
Żródło info i foto: wPolityce.pl

Comments Brak komentarzy »

Sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold, która w środę przed południem zbiera się na pierwszym, merytorycznym posiedzeniu, ma dyskutować nad wystąpieniem do organów państwowych o udostępnienie akt spraw, dokumentów i materiałów będących w sferze jej zainteresowania. Małgorzata Wasserman (PiS), szefowa sejmowej komisji ds. afery Amber Gold zapowiedziała, że będzie przekonywała posłów, aby zwrócili się do wszystkich instytucji o przesłanie dokumentów, jakie mają w tej sprawie.

– Spodziewamy się, że będzie tego bardzo, bardzo dużo. Samych postępowań karnych i około karnych toczyło się kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt. Zobaczymy, jak szybko instytucje, ministerstwa czy prokuratura będą wysyłać dokumenty – dodała.

Posłowie mają też rozmawiać na temat toku prac, mają ponadto ustalić listę i harmonogram przesłuchań osób, które miałyby stawić się przed komisją.

– Mam tutaj koncepcję. Będę chciała ją zaprezentować na roboczym posiedzeniu – zaznaczyła Wassermann.

Komisja wskaże stałych doradców

Komisja ma też wskazać liczbę swych stałych doradców; propozycje ich kandydatur zgłoszą poszczególni posłowie. Krzysztof Brejza (PO) zapowiedział, że podczas środowego posiedzenia komisji zgłosi plan „sprawnego, szybkiego i przejrzystego procedowania”. Jak mówił, choć komisja jest powołana od lipca, to jej prezydium przed wakacjami nie wystąpiło o potrzebne dokumenty.

– Widać, że chyba komuś zależy, aby komisja pracowała w ociężały sposób. A to jest komisja, która może rozpoznać sprawę w trzy-cztery miesiące – podkreślił polityk.

Wiceszef komisji Paweł Grabowski (Kukiz’15) chciałby – jak mówił – być „głosem rozsądku” i reprezentantem całej opozycji prezydium Komisji. Jego zdaniem, komisja powinna przede wszystkim sformułować wnioski legislacyjne w zakresie nadzoru państwa nad rynkiem finansowym.

– Nad tym trzeba popracować (…) na pewno komisja będzie się też przyglądała postępowaniu prokuratury. Mam nadzieję, że praca komisji to nie będzie awantura z argumentami ad personam – zaznaczył poseł Kukiz’15.

Wasserman, Krajewski i Pięta

Komisja śledcza powstała pod koniec lipca i wtedy też wybrano jej skład. Szefową została Wassermann, a jej zastępcami – Grabowski i Marek Suski (PiS). W komisji będą pracować ponadto: Brejza, Witold Zembaczyński (Nowoczesna), Andżelika Możdżanowska (PSL) oraz posłowie PiS: Joanna Kopcińska, Jarosław Krajewski i Stanisław Pięta.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

– Wniosek o powołanie komisji śledczej do zbadania afery Amber Gold ma zostać rozpatrzony w Sejmie w środę popołudniu – poinformował dziennikarzy szef wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

– W skład komisji wejdą prawdopodobnie przedstawiciele trzech największych klubów – zapowiedział Terlecki we wtorek na konferencji prasowej. Zgodnie z projektem uchwały w skład komisji wchodzi 9 członków.

Terlecki poinformował, że komisja rozpocznie pracę jeszcze przed wakacjami. – To jest ogromny materiał, który wymaga opracowania, zapoznania się z nim przez członków komisji, których wyznaczą kluby – zaznaczył wicemarszałek. Zapowiedział też, że na czele komisji stanie posłanka PiS Małgorzata Wassermann.

„Zbadanie tej sprawy (afery Amber Gold) przez sejmową komisję śledczą jest podyktowane koniecznością ustalenia i wskazania przyczyn braku działań ze strony organów i instytucji publicznych w stosunku do podmiotów z Grupy Amber Gold w okresie prawie trzech lat, których podjęcie pozwoliłoby uniknąć wyrządzenia tak znacznej szkody, tak wielu osobom” – czytamy w uzasadnieniu projektu uchwały.

Jak podkreślono, 18 tysięcy obywateli ulokowało swoje oszczędności w produktach finansowych, oferowanych prze podmioty z Grupy Amber Gold, a środki te w kwocie około 850 mln zł zostały sprzeniewierzone. „Zbadanie prawy Amber Gold ma znaczenie fundamentalne dla funkcjonowania instytucji państwa, których nieskuteczność została obnażona w tak znacznym stopniu” – głosi uzasadnienie. projektu.

Zakres działań komisji

Do zakresu działań komisji należeć będzie zbadanie i ocena prawidłowości i legalności działań podejmowanych w odniesieniu do działalności prowadzonej przed podmioty wchodzące w skład Grupy Amber Gold przez: członków Rady Ministrów i podległych im funkcjonariuszy publicznych, prezesa UOKiK, Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego i podległych im funkcjonariuszy publicznych, urzędów skarbowych, izb skarbowych oraz urzędów kontroli skarbowej, a także prokuraturę oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefów ABW, CBA oraz komendanta Głównego Policji i podległych im funkcjonariusz publicznych.

Premier Beata Szydło i ministrowie jej rządu przedstawili w maju w Sejmie raport podsumowujący rządy koalicji PO-PSL. Szefowa rządu zapowiedziała wówczas, że zwróci się do Sejmu o powołanie komisji śledczej ds. wyjaśnienia afery Amber Gold.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Żródło info i foto: tvpparlament.pl

Comments Brak komentarzy »