Warszawa: Agresywny mężczyzna zaatakował młodą kobietę przy stacji metra

Agresywny mężczyzna zaatakował młodą kobietę w okolicy jednej ze stacji warszawskiego metra. Policja potwierdza, że poszukuje sprawcy, choć pani Aleksandra, która nagłośniła tę sprawę w mediach, nie unika krytycznych uwag także pod adresem przedstawicieli służb. 

„DZIEWCZYNY W Warszawie kręci się chory psychicznie lub naćpany mężczyzna. Spodenki w kratkę, dość wysoki, szczupły i szara koszulka (później był widziany bez). Wyglądał jak robotnik. Próbuje gwałcić i dusić młode kobiety. Ostatnio widziany w okolicy metra Służew. Ja zdążyłam w ostatniej chwili się uwolnić dlatego proszę. Uważajcie na siebie i udostępniajcie ponieważ nikt nie wie gdzie on się teraz znajduje. Miejcie oczy szeroko otwarte, proszę” – czytamy.

Post udostępniło już ponad 1000 osób, a w komentarzach sporo kobiet pisze, że również spotkały agresywnego mężczyznę. Wedle ich relacji miał on grasować w okolicach placu Konstytucji, przy Rondzie Wiatraczna bądź w pociągach Kolei Mazowieckiej. 

Zaatakował ją przy stacji metra. Zgłosiła sprawę na policję

Następnie pani Aleksandra skontaktowała się z redakcją Wirtualnej Polski, której bardziej szczegółowo opisała całą sytuację. „Szłam osiedlową uliczką z psem. Patrzyłam w telefon. Ten mężczyzna podszedł mnie od tyłu, lewą rękę włożył mi między nogi, zaczął ściskać. Byłam sparaliżowana. Obok nie było nikogo, tylko starszy mężczyzna gdzieś w oddali. Odepchnęłam go. Zabrał rękę i stanął naprzeciwko mnie, około metr przede mną. Powiedział »przepraszam« i chwycił mnie za biust jedną ręką, a drugą sięgnął do mojej szyi i próbował dusić” – relacjonuje w rozmowie z WP. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Włochy: Pijany Polak jechał ciężarówką pod prąd. Kiedy przyjechał patrol policji, wpadł w szał

33-letni kierowca ciężarówki jechał pod prąd obwodnicą w Trydencie. Kiedy na miejsce przybyła włoska policja kierowca odmówił poddaniu się badaniu alkomatem i stał się agresywny. Po przewiezieniu na komisariat, gdzie ustalono, że faktycznie kierował pod wpływem alkoholu, Polaka ukarano wysoką grzywną. Chwilę później rzucił się na funkcjonariuszy, szarpiąc ich i bijąc.

O kierowcy ciężarówki jadącym w poniedziałek wieczorem pod prąd obwodnicą Trydentu policję poinformowali inni przerażeni kierowcy. Na miejscu szybko pojawił się patrol, który zatrzymał tira. Za kierownicą siedział Polak, od którego czuć było alkohol.

Kierowca nie zgodził się jednak na badanie alkomatem, więc zabrano go na komisariat. Tam potwierdzono, że znajduje się pod wpływem alkoholu. Polaka ukarano wysoką grzywną za jazdę w stanie nietrzeźwości, odebrano prawo jazdy i zwolniono.

Ukarany wprawdzie opuścił budynek policji, ale wciąż był agresywny, obrzucał funkcjonariuszy obelgami, a w końcu wspiął się na bramę odgradzającą komisariat od ulicy i wtargnął do budynku, gdzie zaczął szarpać mundurowych. Kiedy w szale zaczął okładać ich pięściami, został obezwładniony i trafił do aresztu.

Polak usłyszał już wyrok. Za czynną napaść na funkcjonariuszy spędzi 5 miesięcy w więzieniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

29-letni Grzegorz T. z zarzutami podwójnego gwałtu

Zarzuty zgwałcenia dwóch młodych kobiet usłyszał 29-letni Grzegorz T. Według śledczych mężczyzna zaciągał swoje ofiary w ustronne miejsca, tam dusił i przygniatał ciężarem swojego ciała, aż do utraty przytomności. 8 sierpnia na wrocławskim Jagodnie doszło do gwałtu na 17-latce. Napastnik był brutalny, agresywny. Ofiara zgłosiła się na policję, a funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania mężczyzny. Policja nie zdradza sposobów swojej pracy, nazywając je ogólnikowo „działaniami operacyjnymi”. I właśnie w wyniku takich działań, niespełna tydzień po otrzymaniu zgłoszenia, ustalili potencjalnego sprawcę gwałtu. Był to 29-letni mieszkaniec Wrocławia. We wtorek 14 sierpnia miał nalot na mieszkanie, został zatrzymany. Był kompletnie zaskoczony.

Brutalny oprawca

W trakcie postępowania śledczy połączyli sposób działania mężczyzny z innym, podobnym zdarzeniem. 10 stycznia, również w południowej części miasta, zgwałcona została inna młoda kobieta. – W obu przypadkach Grzegorz T. stosował wobec pokrzywdzonych przemoc, polegającą na duszeniu oraz przyciskaniu własnym ciałem, co powodowało utratę przytomności u pokrzywdzonych – opisuje Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Sprawca miał dokonywać gwałtów na – jak to opisuje policja – „terenach zielonych”, ustronnych miejscach, z dala od przechodniów.

Więcej ofiar 29-latka?

Prokurator przedstawił 29-latkowi zarzut dokonania dwóch gwałtów, za co grozi mu do 12 lat więzienia. Sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. – Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, jak wyjaśnił, nigdy nie zgwałcił żadnej kobiety, nigdy żadnej z kobiet nie zaczepiał, nigdy też nikogo nie skrzywdził – mówi prokurator Klaus. Co innego uważają śledczy, bo łączą mężczyznę z trzecim tego typu zdarzeniem. Na razie zbierane są dowody, ale niewykluczone, że 29-latek usłyszy kolejne zarzuty.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Trwają poszukiwania protestującego, który popchnął funkcjonariusza. „Analizujemy wszystkie materiały”

Stołeczna policja prowadzi dochodzenie ws. agresywnego mężczyzny, który podczas czwartkowych manifestacji popchnął funkcjonariusza. Nie wiadomo, jak się nazywa. Policja próbuje ustalić jego tożsamość.

– W tym przypadku jest prowadzone postępowanie dotyczące naruszenia nietykalności policjanta – stwierdził w rozmowie z TVP Info kom. Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji.

Policja zwróciła się do Telewizyjnej Agencji Informacyjnej o przekazanie materiału filmowego, który będzie dowodem w postępowaniu o naruszenie nietykalności funkcjonariusza. – To jest tylko jeden z zarzutów, który może usłyszeć jeden z mężczyzn – zaznaczył Marczak.

Na nagraniu widać młodego człowieka, który napiera na jednego z policjantów, agresywnie skandując razem z tłumem „ZOMO”. Policja ustala jego tożsamość. – Cały czas analizujemy materiały. To jest dopiero pierwszy krok, ale będziemy zdeterminowani, dlatego że nie ma żadnego przyzwolenia na to, żeby policjanci byli atakowani, żeby wobec policjantów stosowano agresję – uznał kom. Marczak.

Po protestach to policji zarzucano m.in. użycie gazu. Kom. Marczak podkreślił, że stało się tak, ponieważ najpierw użyto go wobec funkcjonariuszy.

Protesty przeciwko reformie sądownictwa nasiliły się i mają burzliwy przebieg. Przed Sejmem doszło m.in. do aktów wandalizmu oraz przepychanek z policją. Zatrzymano wtedy cztery osoby. Sankcje objęły również byłych posłów Nowoczesnej – Joannę Schmidt, Ryszarda Petru i Joannę Scheuring-Wielgus, którzy na teren Sejmu „przemycili” dwóch działaczy Obywateli RP.
Źródło info i foto: wp.pl

Tak wyglądało zatrzymanie agresywnego trenera personalnego. Szarpanina, strzały i pościg

Agresywny mężczyzna miał wybijać szyby w samochodach, a potem próbować przeskoczyć przez zamkniętą bramę. Doszło do szarpaniny, w wyniku której padły strzały, a następnie funkcjonariusze policji ruszyli w pościg za zbiegiem, który okazał się być trenerem personalnym w jednej z poznańskich siłowni.

Do incydentu, który opisała poznańska „Gazeta Wyborcza”, doszło we wtorkowe popołudnie w dzielnicy Jeżyce. Dziennikarze zainteresowali się sprawą dzięki opisom na Facebooku. Internauci relacjonowali bowiem w emocjonujący sposób przebieg zdarzenia – pisali o szarpaninie i strzałach oraz policji goniącej jakiegoś mężczyznę.

Jak to wyglądało naprawdę? Zgodnie z wersją śledczych, policjanci patrolujący okolice ul. Staszica zauważyli agresywnego mężczyznę. Według świadków, miał on wybijać szyby w samochodach. Został więc zatrzymany przez funkcjonariuszy, ale po krótkiej szarpaninie wyrwał im się z rąk i zaczął uciekać.

Następnie sytuacja się powtórzyła. Wsparcie przyszło od poznańskich komandosów. Mundurowi złapali w końcu mężczyznę, ale i tak mieli problemy z obezwładnieniem go.

Agresywny trener personalny

W środę wyszły na jaw nowe fakty w sprawie. Agresorem okazał się być pracujący na siłowni trener personalny (co wyjaśnia, dlaczego tak trudno było go obezwładnić). Policjanci zatrzymali go, gdy próbował przeskoczyć przez zamkniętą bramę na ulicy Staszica. W momencie interwencji doszło do szarpaniny, w wyniku której padły strzały.

– Prawdopodobnie podczas tego skoku zostało wyrwane zabezpieczenie kabury, z której wysunęła się broń jednego z policjantów. Mężczyzna chwycił za pistolet i choć policjant złapał go za rękę, udało mu się kilka razy nacisnąć na spust. Pociski trafiły w ziemię. Policjant odebrał pistolet i zabezpieczył, ale mężczyzna kontynuował ucieczkę – mówi w rozmowie z „Wyborczą” rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.

Okazało się też, że jeden z policjantów z pieszego patrolu, którzy zetknęli się z trenerem w pierwszej fazie zdarzenia, odniósł obrażenia – został bowiem uderzony rękojeścią dużego składanego noża, w którego posiadaniu był agresor. Ponadto przeszukano mieszkanie mężczyzny, w którym znaleziono 250 ampułek z anabolikami. Jego samego odwieziono na oddział toksykologii jednego z poznańskich szpitali (był pod wpływem środków odurzających). Na razie nie zdecydowano, jakie zarzuty zostaną mu postawione.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Żołnierz, który pobił policjantów, to mistrz Polski w zapasach

W poniedziałek patrol w Lubsku legitymował agresywnego mężczyznę. Wywiązała się bójka. Mężczyzna pobił policjantów, potrzebne były posiłki. Okazuje się, jest on nie tylko żołnierzem, ale też mistrzem Polski w zapasach. Legitymowany był zawodowym żołnierzem, a do tego zawodnikiem sportów walki. Policjanci próbowali użyć wobec niego gazu pieprzowego, ale bez powodzenia. Agresywny mężczyzna dotkliwie ich pobił.

Wtedy zdecydowano się wezwać na pomoc wszystkie patrole z okolicy. Do Lubska przyjechało około 10 policjantów. Dopiero wówczas udało się obezwładnić i zatrzymać agresywnego mężczyznę.

Teraz „Gazeta Lubuska” podaje, że wiadomo, kim dokładnie jest mężczyzna. Okazuje się, że to nie tylko żołnierz i zawodnik, ale też medalista mistrzostw Polski w zapasach. Ma 21 lat.

Gazeta pisze też o przyczynach wezwania policji. Początkowo mowa była jedynie o próbie wylegitymowania żołnierza. Tymczasem policja miała zostać wezwana na interwencję do mieszkania, w którym poza nim przebywała jeszcze kobieta i dziecko. Mężczyzna miał zachować się agresywnie i stwarzać zagrożenie dla dziecka.

Grozi mu nawet 10 lat więzienia

Żołnierz usłyszał w zielonogórskiej prokuraturze kilka zarzutów. Najpoważniejsze z nich to czynna napaść na funkcjonariuszy oraz zmuszenie ich do odstąpienia od czynności poprzez użycie wobec nich siły. Grozi za to maksymalnie 10 lat więzienia. Sąd aresztował już mężczyznę tymczasowo na trzy miesiące. – Jakiejś współpracy z jego strony nie było – mówi przedstawiciel prokuratury.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwany za ugodzenie policjanta nożem został zatrzymany

Po dwóch tygodniach intensywnego śledztwa policjanci z tarnowskiej komendy Policji zatrzymali nożownika, który 15 czerwca br. ranił interweniującego policjanta. 22-letni mieszkaniec Tarnowa został zatrzymany w centrum miasta. Miał przy sobie trzy noże. W chwili zatrzymania był agresywny i nietrzeźwy.

W tej sprawie publikowaliśmy wcześniej komunikat o poszukiwaniu sprawcy napadu na policjanta i prezentowaliśmy zdjęcia z monitoringu miejskiego przedstawiające wizerunek nożownika.

Do zatrzymania nożownika doszło w czwartek, 29.06.br., nad ranem. Dyżurny Policji otrzymał zgłoszenie o zakłóceniu ciszy nocnej w centrum Tarnowa. Policjanci z Komisariatu Policji Tarnów – Centrum wylegitymowali na ulicy Krakowskiej dwóch mężczyzn. Jeden z nich był podobny do osoby poszukiwanej w związku z napadem na policjanta. W wyniku przeprowadzonej kontroli osobistej znaleziono przy nim trzy noże (dwa w plecaku, a jeden ukryty w kieszeni). Mężczyzna był nietrzeźwy i zachowywał się agresywnie. Został zatrzymany, a w jego miejscu zamieszkania przeprowadzono przeszukanie. Kryminalni znaleźli tam rzeczy, które potwierdzały, że jest to poszukiwany sprawca napadu. Mężczyzna miał charakterystyczny rower, czapkę i plecak widoczne na upublicznionym nagraniu z monitoringu. Podczas przeszukania ujawniono w mieszkaniu zatrzymanego także hodowlę konopi – 17 krzewów i 701 gramów gotowego suszu.

Z zatrzymanym przeprowadzono czynności procesowe. W sprawie tej przeprowadzono także badania DNA, których wyniki wskazują na zgodność śladów biologicznych ujawnionych na nożu odnalezionym na miejscu zdarzenia z materiałem biologicznym pobranym od zatrzymanego.

Mężczyzna został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Tarnowie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Zatrzymanemu przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa. Prokurator skierował wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego do tarnowskiego sądu. Za usiłowanie zabójstwa grozi kara pozbawienia wolności nie mniejsza niż 8 lat, a jej górna granica to 25 lat lub nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Żoliborz: Agresywny mężczyzna groził rozbojem. Trwa przesłuchanie

Warszawska policja zatrzymała agresywnego mężczyznę, który wdarł się do jednego z urzędów pocztowych na Żoliborzu i groził rozbojem. Jak ustaliło Radio ZET w Komendzie Stołecznej Policji, nikt nie ucierpiał. Zatrzymany napastnik będzie przesłuchiwany.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kim jest Leszek Pękalski, tzw. „wampir z Bytowa”?

O sprawie Leszka Pękalskiego, znanego jak „wampir z Bytowa”, głośno było na początku lat 90. Mimo że oskarżono go o kilkanaście zabójstw i gwałtów, to został skazany jedynie za zabójstwo 17-letniej Sylwii. Za zbrodnie mężczyzna dostał wyrok 25 lat więzienia. Niedługo może wyjść na wolność. O jego losie zdecydują biegli, którzy poddadzą go kilkutygodniowej obserwacji w Gostyninie. Obserwacja potrwa maksymalnie 21 dni. W tym czasie lekarze mają określić, czy Leszek Pękalski będzie stwarzał zagrożenie dla społeczeństwa, gdy zostanie wypuszczony na wolność.

Jeżeli psychiatrzy stwierdzą, że morderca nie zresocjalizował się i dalej będzie stwarzać zagrożenie, po odbyciu wyroku na stałe zamieszka w Gostyninie. W innym wypadku mężczyzna wyjdzie na wolność 11 grudnia 2017 roku.

Trudne dzieciństwo

Leszek Pękalski urodził się w 1966 r. w kilkunastotysięcznym mieście na północy Polski. Matka, Cecylia Pękalska, była alkoholiczką, która nie chciała zajmować się synem. Chłopak trafił więc do domu dziecka. Później zaś mieszkał u babki i wuja. Wątłej budowy i lekko upośledzony, nie był akceptowy przez rówieśników. Często wyjeżdżał i włóczył się po Polsce. Znikał tak na całe dnie lub tygodnie, nocując gdzie popadało: w lesie czy krzakach. Leszek Pękalski miał wielki popęd seksualny, którego nie był w stanie zaspokoić.

„Czy zostaniesz moją żoną?”

Z zarzucanych mu 17 zabójstw został skazany tylko za jedno – za mord na 17-letniej Sylwii R. Dziewczyna z pobliskiego Darżkowa przyuczała się do zawodu w jednym ze sklepów spożywczych w Bytowie. 27 czerwca 1991 roku, kiedy wracała po pracy do domu, spotkała w lesie Leszka Pękalskiego i dała mu coś do jedzenia (czyniła tak już wielokrotnie). Mężczyzna zapytał, czy zostanie jego żoną. Sylwia przestraszona obrotem rozmowy zaczęła uciekać.

Wyprowadziło to z równowagi Pękalskiego. Mężczyzna dogonił dziewczynę, potem zaczął ją dusić, a następnie dobił kosturem do sadzonek. Martwą dziewczynę zgwałcił. Policję zaalarmowała rodzina, zaniepokojona tym, że Sylwia nie wróciła do domu. – W lesie znaleźliśmy bucik Sylwii. Wtedy zrozumiałam, że coś złego musiało się stać – opowiadała matka zabitej dziewczyny. – Leżała pod świerkiem (…) skulona, miała wszystko ściągnięte, na głowie zawinięte. Złapałam ją za rękę. Zimna była – dodała.

Niektórym kobietom udało się zachować życie po spotkaniu z „wampirem”. Tydzień po brutalnym morderstwie Sylwii bliska śmierci była Bernadetta B. Kobieta szła polną droga w okolicach Bytowa. Cały czas śledził ją ubrany w beret i sweter mężczyzna. Był coraz bliżej. Bernadetta zaczęła nerwowo odwracać do tyłu. Zapytała: – Czego pan ode mnie chce? – Ja cię zamorduję! – odparł. Potem się na nią rzucił i zgwałcił. Kobieta na szczęście przeżyła napaść i zapamiętała sprawcę. Był nim Leszek Pękalski.

Stosunek albo śmierć

Zeznania Bernadetty B. pomogły ująć sprawcę. Szybko też skojarzono, że Leszek Pękalski może być odpowiedzialny za zabójstwo Sylwii. Przesłuchania odsłoniły straszną prawdę. Według śledczych, „wampir z Bytowa” (jak go nazwała prasa) od 1984 r. do 1992 r. mordował kobiety w całej Polsce, bijąc je i dusząc, a następnie gwałcąc. – Jak atakowałem ofiary, to najpierw je zagadywałem. Jak nie chciały się zgodzić na stosunek, to się denerwowałem i atakowałem – mówił policjantom Leszek Pękalski .

Prymitywne opisy pełne są szokujących szczegółów. – Spotkałem ją koło lasu, biłem rękami i chyba kijem. Potem rozebrałem i zaspokajałem się seksualnie. Było mi przyjemnie – zeznał o któreś ze zbrodni. W śledztwie Pękalski przyznał się do ponad 60 morderstw. Podczas procesu zmienił jednak wyjaśnienia i nie przyznał się do żadnego zarzutu. Twierdził, że do obciążenia samego siebie namówili go policjanci, obiecując lepsze traktowanie oraz dając paczki z żywnością i alkohol.

W grudniu 1996 r. Sąd Wojewódzki w Słupsku uznał Pękalskiego za winnego tylko jednego zabójstwa i zgwałcenia – 17-letniej Sylwii D. spod Słupska i orzekł karę 25 lat więzienia. Od pozostałych zarzutów uniewinniono go. Sąd podkreślił słabość aktu oskarżenia i uznał, że Pękalskiemu podpowiadano wiele szczegółów dotyczących zbrodni.
Źródło info i foto: TVP.info

Agresywny muzułmanin zwymyślał parę Polaków w WB. Usłyszał zarzuty

Policja w Peterborough zatrzymała 30-letniego Aruna Ali, który kilka dni temu zaatakował parę Polaków. Wulgarnie ich zwyzywał, próbował opluć kobietę. Film dokumentujący to wydarzenie trafił do sieci, zainteresowali się nim oficerowie Cambridgeshire Police, którzy nie mieli złudzeń, że doszło do przestępstwa z nienawiści.

24 lutego na jednej z ulic Peterborough doszło do stłuczki – zderzyły się dwa auta. Jednym z nich podróżowała para Polaków, drugim muzułmanin Arun Ali. Mężczyzna wpadł w furię i zaczął wyzywać Polaka i jego towarzyszkę, która wyjęła telefon komórkowy i zaczęła nagrywać to zdarzenie.

– Jesz wieprzowinę i wyglądasz jak świnia – krzyczał do Polaka Arun Ali. – Pi***na świnia, pi***na c***a – dodał. – To rasizm – odpowiedział atakowany mężczyzna. – Pi***rz się – przeklinał nadal furiat i w niewybrednych słowach kazał naszym rodakom wracać do swojego kraju.

Na tym jednak nie poprzestał. Podszedł do towarzyszącej kierowcy kobiety, która nagrywała jego skandaliczne zachowanie i próbował ją opluć. W tym momencie nagranie się urwało. Filmik trafił do sieci, a policjanci rozpoczęli poszukiwania krewkiego muzułmanina. Zatrzymano go w poniedziałek. Postawiono mu zarzuty rasistowskiego ataku, spowodowania wypadku drogowego i zakłócenia porządku publicznego. Arun Ali nie przyznaje się do winy.
Źródło info i foto: interia.pl