Aktywiści zasłonili siedziby PiS i PO czarnymi płachtami. Policja zatrzymała 46 osób

Po akcji Greenpeace na siedzibach PiS i PO policja zatrzymała 46 osób. Aktywiści rozwiesili na budynkach partii czarne płachty z napisem „Polska bez węgla 2030”. Osoby pochodzące z 12 europejskich państw zatrzymano w związku „naruszeniem miru domowego”, za co grozi nawet więzienie.

Policja i straż pożarna brała udział w usuwaniu aktywistów Greenpeace, którzy brali udział we wtorkowej akcji. Rano działacze ze sprzętem wysokościowym weszli budynki przy ulicach Nowogrodzkiej i Wiejskiej,

Rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji informuje w rozmowie z Gazeta.pl, że zatrzymano „ponad 40 osób”, a Greenpeace precyzuje, że chodzi o dokładnie 48 z 12 krajów Europy. Zatrzymań dokonano w związku art. 193 Kodeksu karnego, który mówi o zakłócaniu miru domowego („Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”) oraz art. 63a Kodeksu wykroczeń (bezprawne umieszczenie ogłoszenia lub plakatu). – W tej chwili trwają czynności z zatrzymanymi – poinformował Marczak.

W akcjach wzięli udział aktywiści i aktywistki z Austrii, Chorwacji, Danii, Finlandii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Polski, Węgier, Wielkiej Brytanii i Włoch. Akcja Greenpeace miała na celu wezwanie polityków partii rządzącej oraz opozycji do realnych działań w związku z kryzysem klimatycznym. Jednym z elementów takich działań jest konieczność odejścia od energetyki opartej na węglu i innych paliwach kopalnych.

Politycy „nieustannie mylą smog ze zmianą klimatu”

– Od lat wydajemy raporty pokazujące wzrastające koszty węgla i konieczność przejścia na odnawialne źródła energii. Nasze uwagi, oparte o dane naukowe, są konsekwentnie ignorowane przez rządzących. Kwestia ochrony klimatu nie może czekać. Czas podjąć zdecydowane działania – komentowali w komunikacie Paweł Szypulski z Greenpeace. Zwrócił uwagę, że „dwie największe partie nie umieściły w swoich programach wyborczych żadnych istotnych planów dotyczących ochrony klimatu”. Stwierdził też, że Polacy – zarówno wyborcy PiS, jak i PO – chcą odejścia od węgla, co potwierdza ostatni sondaż Kantar.

– O tym, jak potrzebne są działania takie jak protest aktywistów Greenpeace na budynkach PO i PiS, świadczy choćby postawa Grzegorza Schetyny i Beaty Mazurek, którzy nieustannie mylą smog ze zmianą klimatu – ocenił z kolei Marek Józefiak, Koordynator kampanii Klimat i Energia z Greenpeace. Schetyna skomentował akcję Greenpeace pisząc, że „Łączy nas wspólny cel: czyste powietrze dla Polek i Polaków”, zaś Mazurek napisała, że „Ciekawe dlaczego Greenpeace nie protestował w ten sposób za rządów PO-PSL, a robi to dziś mimo iż rząd PiS to pierwszy rząd który poważnie zajął się tematem smogu”. Tyle, że dzisiejszy protest dotyczył zmian klimatu, a nie smogu. To osobne problemy, które zasadniczo wymagają różnych rozwiązań. Greenpeace postulował dziś odejście od energetyki węglowej, która produkuje gazy cieplarniane, ale nie smog. – Sama tylko elektrownia w Bełchatowie zużywa cztery razy więcej węgla niż wszystkie polskie gospodarstwa domowe razem wzięte – powiedział Józefiak.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tragiczny skutek obławy na członków ISIS na Sri Lance. Nie żyje 6 dzieci

Podczas ataku lankijskich służb na domniemanych dżihadystów, który miał miejsce w nocy z piątku na sobotę, zginęło co najmniej 15 osób, w tym sześcioro dzieci – poinformowała policja. Obława miała miejsce w Kalmunai, na wschodzie wyspy. Wcześniej informowano, że w akcji zginęły trzy osoby.

Gdy żołnierze i policjanci usiłowali wejść do kryjówki bojowników Państwa Islamskiego (IS) w Kalmunai, trzech mężczyzn wysadziło się w powietrze, zabijając trzy kobiety i sześcioro dzieci. Kolejnych trzech mężczyzn znaleziono martwych przed domem; zdaniem policji oni prawdopodobnie również byli kamikadze.

Policja podała, że wśród zabitych jest trzech podejrzanych, których szukano.

W sobotę nad ranem przedstawiciel armii oświadczył, że podczas rewizji przeprowadzonych w domach podejrzanych odnaleziono materiały wybuchowe, detonatory, „zestawy samobójcze”, uniformy wojskowe i flagi IS. Dodał, że żołnierze przygotowują się do dalszych akcji.

W obławach przeprowadzanych w całym kraju uczestniczy ok. 10 tys. żołnierzy i policjantów.

Władze Sri Lanki podejrzewają, że w kraju jest 140 osób związanych od 2013 roku z Państwem Islamskim. Policja poinformowała, że w piątek aresztowanych zostało 76 osób, wśród których są cudzoziemcy z Syrii i Egiptu.

Zamachy w Niedzielę Wielkanocną
W Niedzielę Wielkanocną zamachowcy samobójcy dokonali serii skoordynowanych ataków na kościoły, w tym dwa katolickie i jeden protestancki, oraz luksusowe hotele. Były to największe ataki na Sri Lance, odkąd w 2009 roku w kraju tym zakończyła się wojna domowa.

W czwartek przedstawiciel służb medycznych poinformował, że w niedzielnych zamachach zginęło ok. 250-260 osób, a nie 359, jak wcześniej podawano. Jeden z przedstawicieli rządu wyjaśnił, że kostnice podawały nieprecyzyjne informacje.

Po zamachach władze Sri Lanki oskarżyły o ich przeprowadzenie lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama’ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. We wtorek odpowiedzialność za ataki wzięło na siebie IS.

Agencja Reutera podkreśla, że jeśli za atakiem rzeczywiście stało IS, był to jeden z największych zamachów przeprowadzonych przez tę organizację terrorystyczną poza Irakiem i Syrią.
Źródło info i foto: interia.pl

Głośna akcja CBŚP. Zatrzymani napadali na tiry

Dwa tygodnie temu mieszkańcy Gorzowa donosili nam o akcji Centralnego Biura Śledczego Policji na terenie miasta. Funkcjonariusze zakwaterowali się w jednym z hoteli w mieście. Wiadomo, że prowadzili szeroko zakrojoną akcję, ale policjanci nie chcieli zdradzać jej szczegółów. Teraz dowiedzieliśmy się, że chodziło o rozbicie grupy przestępczej, która napadała na tiry.

Kradli towar z tirów w kilku krajach Europy, następnie sprzedawali go głównie w Polsce. Działalność grupy zakończyli policjanci CBŚP wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Gorzowie Wlkp. Podczas akcji, w której uczestniczyli także policjanci z KWP w Katowicach i Gorzowie Wlkp., BOA KGP, Czech, Austrii i Niemiec oraz funkcjonariusze z KAS-u zatrzymano, a następnie aresztowano 10 podejrzanych. Odzyskano także towar wart ponad 500 tys. zł.
Źródło info i foto: gazetalubuska.pl

Francja: Trwa dewastacja radarów drogowych. Akcja „żółtych kamizelek”

Minister spraw wewnętrznych Francji Christophe Castaner poinformował, że od początku trwania protestów ruchu tak zwanych żółtych kamizelek zniszczeniu uległo 60 proc. radarów drogowych w całym kraju.

Dewastujących radary, minister Christophe Castaner nazwał „niekonsekwentnymi durniami”, ponieważ urządzenia te służą poprawie bezpieczeństwa na drogach. Według oficjalnych danych w całej Francji zamontowanych jest około 3200 stałych radarów.

W 2017 r. przyniosły one wpływ do budżetu państwa w wysokości miliarda euro. Dla wielu użytkowników francuskich dróg radary stały się symbolem agresywnej polityki państwa. W wakacje gniew zmotoryzowanych wzbudziło obniżenie dozwolonej prędkości z 90 do 80 kilometrów na godzinę, które od początku lipca obowiązuje na dwukierunkowych drogach drugiej kategorii niemających centralnego separatora.

Zmotoryzowani twierdzą, że państwo w ten sposób wymusza na nich haracz. Dlatego kierują agresję przeciw radarom. Przekonanie o wymuszaniu pieniędzy na właścicielach aut i motocykli pobrzmiewa także w trwającym od 17 listopada proteście ruchu „żółtych kamizelek”. Rozpoczął się on od sprzeciwu wobec planowanej przez rząd podwyżki podatków na paliwa, która miała obowiązywać od początku roku.

Zdaniem protestujących najbardziej uderzyłaby w mieszkańców małych miast oraz wsi i przyczyniłaby się do ich zubożenia. Pod wpływem protestów rząd wycofał się z podwyżki. Władze dotąd nie podały dokładnej liczby strat powstałych wskutek protestów „żółtych kamizelek”.
Źródło info i foto: TVP.info

W Niemczech zatrzymano podejrzanego o jeden z największych cyberataków w historii RFN

Funkcjonariusze Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) zatrzymali 20-latka podejrzanego o opublikowanie w Internecie danych setek niemieckich polityków, dziennikarzy i celebrytów. Jak ustalili dziennikarze „Spiegla” mężczyzna miał przyznać się do winy.

„Podejrzany najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy ze skali akcji, za którą jest odpowiedzialny” – mówią śledczy, cytowani we wtorek przez portal internetowy Spiegla. Według wstępnych ustaleń 20-latek mieszkający w Hesji z rodzicami działał sam. Funkcjonariusze nie znaleźli na razie dowodów na powiązania mężczyzny z obcymi służbami.

Policjanci z BKA wytropili hakera dzięki zeznaniom świadków i „cyfrowym śladom”, które pozostawił w Internecie. Do przeszukania domu, w którym mieszkał, doszło już w niedzielę. Do tego czasu podejrzany zdążył jednak zniszczyć swój komputer.

Ucierpieli przedstawiciele wszystkich partii

W okresie Bożego Narodzenia w sieci zostały opublikowane dane teleadresowe, dokumenty i zapisy rozmów przez komunikatory ponad 900 niemieckich polityków, dziennikarzy i osobistości show-biznesu. Wśród poszkodowanych była m.in. kanclerz Angela Merkel i prezydent Frank-Walter Steinmeier.

Ucierpieli przedstawiciele wszystkich partii reprezentowanych w Bundestagu, oprócz narodowo-konserwatywnej Alternatywy dla Niemiec (AfD), co sugeruje, że dane zostały wykradzione zanim dostała się ona do niemieckiego parlamentu (październik 2017 r.).

W reakcji na – jak określają go niektóre niemieckie media – jeden z największych ataków hakerskich w historii RFN MSW zapowiedziało rozbudowanie struktur odpowiedzialnych za zapewnianie bezpieczeństwa w sieci. Szef resortu Horst Seehofer ma przedstawić projekt ustawy zawierającej kompleksowe rozwiązanie problemu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Reporterzy nagrali policyjną akcję z zatrzymania „dilerów śmierci”

Pod koniec lipca w Łodzi i Bełchatowie po zażyciu dopalaczy zmarło 10 osób. – Takiej sytuacji, kiedy pojawiają się zgony w takiej liczbie, jeszcze nie mieliśmy. Wiedzieliśmy, że na łódzkim czarnym rynku pojawił się jakiś środek, jakaś mieszanka, która okazywała się dla zażywających śmiertelna – wyjaśniała Joanna Kącka z łódzkiej policji. Ekipa „Uwagi!” TVN jako jedyna uczestniczyła w policyjnych akcjach, podczas których zatrzymano „dilerów śmierci”. Reporterom „Uwagi!” TVN, jako jedynym udało się uczestniczyć w zatrzymaniach dilerów. Za działania odpowiadała specjalnie powołana grupa policjantów.

– Chcemy doprowadzić do zatrzymania osoby, która może posiadać broń palną, dlatego musimy zachować szczególną ostrożność. Wykorzystamy funkcjonariuszy z pododdziału antyterrorystycznego – wyjaśniał podczas odprawy jeden z policjantów.

Specgrupa

Już w trakcie odprawy, część policjantów ze specgrupy obserwowała dilera. Policjanci chcieli zatrzymać mężczyznę na gorącym uczynku. Najpierw samochód dilera zatrzymał na jednym z łódzkich parkingów. W pewnym momencie do auta wsiadł mężczyzna, a po chwili wysiadł. To był klient. Obu mężczyzn zatrzymali antyterroryści. Znaleziono dopalacze i narkotyki. Diler miał przy sobie około 20 działek. Zdaniem policji, mogła być to ilość tylko na jeden wyjazd. Reporterzy „Uwagi!” TVN próbowali porozmawiać z człowiekiem, który kupił dopalacze. Ten przyznał, że z powodu zażycia lub wypalenia tych substancji w szpitalu na oddziale intensywnej terapii przebywa jego kolega.

– Wie, że znajomi są na OIOMI-e [Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej – przyp. red.], a jednak przychodzi kupić. Czasami to wygląda, jakby ten OIOM to była reklama, że dobry środek. Nie mogę tego zrozumieć – podkreślał jeden z policjantów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rozbito grupę, która okradała bankomaty

Kradli audi 80 lub toyota corolle, by przy ich pomocy włamywać się do bankomatów. Samochodów używali do wyrwania drzwiczek od maszyn, za pomocą stalowych lin i haka, przyczepionego w odpowiednim miejscu. Jednak o ile z kradzieżami samochodów nie mieli żadnych problemów, to już obrobienie bankomatów nie szło tak dobrze. Na 15 akcji, udało im się sforsować zabezpieczenia tylko trzech urządzeń. Teraz czteroosobowa grupa odpowie za to przed sądem.

W 2017 r. na terenie Warszawy i okolic, policja zaczęła odnotowywać coraz więcej włamań do bankomatów. Maszyny były wysadzane, wyrwane z umocnień lub forsowano drzwiczki do kasety z pieniędzmi. Aby ukrócić rozpasanie przestępców w Komendzie Stołecznej Policji powołano specjalną grupę śledczą. W jej skład weszli funkcjonariusze Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw oraz Wydziału Kryminalnego.

Członkowie specgrupy śledczej wytypowali pewną ilość maszyn, które mogłyby znaleźć się na celowniku rabusiów bankomatów. Niektóre urządzenia były pod stałą operacją. Jednocześnie, policjanci ustalili operacyjnie krąg osób podejrzewanych o paranie się tego rodzaju przestępczością. Tym bardziej, że kilka włamań do bankomatów przeprowadzono według podobnego schematu: złodzieje podjeżdżali pod maszynę w ustronnym miejscu i wyrywali przednie drzwiczki za pomocą haka na stalowej linie, ciągniętej przez auto

Udana zasadzka

Funkcjonariusze zorganizowali kilka zasadzek. W jedną z nich, w Grójcu wpadli tajemniczy złodzieje. 22 października 2012 r. policjanci obserwujący bankomat na terenie Centrum Handlowego Dekada zauważyli ok. godz. 3.20, że na parking przed budynkiem wjechało z dużą prędkością audi 80. Chwilę później obok tego samochodu zaparkowała toyota corolla. Z aut wysiadło czterech mężczyzn. Jeden z nich stanął na czatach. Pozostali zabrali się za bankomat.

Przestępcy podczepili specjalnie spreparowany hak w szczelinę drzwiczek i przygotowali się do podłączenia metalowej liny do samochodu. W tym momencie na miejscu pojawiło się kilka radiowozów, które otoczyły parking i zablokowały wyjazd z terenu centrum. Na widok policjantów, przestępcy wskoczyli do toyoty i ruszyli z piskiem opon w kierunku blokady. Policjanci chcieli zatrzymać desperatów i po oddaniu strzałów ostrzegawczych otworzyli ogień w kierunku uciekinierów. Wiadomo, że wystrzelili 27 pocisków.

Bandyci w toyocie staranowali jeden z radiowozów i przebili się do jezdni. W trakcie pościgu zderzyli się z kolejnym samochodem policji. Nie mogąc dalej jechać przestępcy wyskoczyli z pojazdu i dalej uciekali pieszo. Ku wściekłości funkcjonariuszy, całej czwórce udało się uciec.

Metoda „na hak”

Już następnego dnia zatrzymano pierwszego z rabusiów. Jego wspólnicy wpadli kolejno w listopadzie i grudniu. Śledczy z policji i Prokuratury Okręgowej w Warszawie ustalili dokładnie jak działali rabusie, nazywanie żartobliwie „wędkarzami”. – W skład grupy wchodzili złodzieje związani luźno z „Wołominem”. Norbert W. zajmował się kradzieżami samochodów. Najłatwiej kradło mu się audi 80 i toyoty corolle więc, takich właśnie pojazdów używano podczas skoków. Do każdej próby włamania do bankomatu był kradziony „nowy” samochód – opowiada jeden ze śledczych.

Pierwszych rabunków dokonywała ekipa w składzie: Norbert W. Piotr S. oraz Marcin F. Znali się od dziecka i wiedzieli, że mogą na siebie liczyć. Pierwszy kradł samochody, drugi z mężczyzn był odpowiedzialny za zakup sprzęt do włamań, który kupował na giełdzie w Słomczynie lub w markecie budowlanym w Markach. W 2017 r. do grupy dołączył Dominik F.

„Wędkarze” działali zawsze tak samo. W środku nocy podjeżdżali kradzionym samochodem pod wolnostojący bankomat. Podczepiali specjalny hal na stalowej linie i wyrywali drzwiczki. Zdarzyło im się wyrwać także całą maszynę. Okazało się jednak, że skuteczniejsi byli w kradzieżach samochodów niż włamaniach do bankomatów.

Dekada w więzieniu

Cała czwórka została oskarżona o 12 usiłowań i trzy kradzieże z bankomatów. Ponadto ekipa odpowie za czynna napaść na funkcjonariuszy oraz zniszczenie dwóch radiowozów.

– Norbert W. usłyszał 34 zarzuty, Marcin F. – 25, Dominik F. – 17 a Piotr S. – 31. Pierwszych trzech podejrzanych nie przyznało się do zarzucanych im czynów. Piotr S. przyznał się i dobrowolnie poddał karze 5 lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres próby lat 10 i obowiązek naprawienia szkody – powiedział tvp.info prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W postępowaniu wykorzystano opinie biegłych z zakresu m.in. daktyloskopii, mechanoskopii, traseologii, osmologii, badań wizualnych genetyki. Przeanalizowano także tysiące połączeń i logowań telefonów komórkowych w miejscach ataków „wędkarzy”.

Trzem oskarżonym grozi 10 lat więzienia, choć wyroki mogą być surowsze dla większości z nich, ponieważ odpowiadają w warunkach recydywy.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci ze Śląska rozbili kolejną grupę przestępczą

Śląscy policjanci rozbili zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się czerpaniem korzyści majątkowych z prostytucji. Podczas akcji prowadzonej na Śląsku, stróże prawa wkroczyli do jednego z nocnych klubów i miejsc, gdzie przebywali członkowie szajki. W sumie zatrzymano 6 osób związanych z przestępczym procederem.

Nad sprawą zorganizowanej grupy przestępczej działającej na obszarze Śląska kryminalni z Wodzisławia Śląskiego wraz z zespołem zwalczającym handel ludźmi z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach pracowali od kilku miesięcy. Śledczy starannie kompletowali informacje i dowody na przestępcze działanie grupy, której członkowie czerpali korzyści majątkowe z prostytucji. W policyjnej akcji związanej z zatrzymaniem członków grupy uczestniczyło ponad 50 kryminalnych z Wodzisławia oraz Katowic, śląscy antyterroryści, a także przewodnicy z psami do wykrywania narkotyków. Policjanci wkroczyli do jednego z nocnych klubów i mieszkań osób powiązanych z grupą, a efektem tych działań było zatrzymanie 4 mężczyzn i 2 kobiet podejrzanych o udział w przestępczym procederze. Śledczy zabezpieczyli także środki odurzające oraz gotówkę w walucie polskiej i zagranicznej, która mogła pochodzić z przestępstw.

Wobec 3 członków grupy (w tym wobec zatrzymanej kobiety) sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące, zaś w stosunku do pozostałych dwóch osób prokurator zastosował dozór policji. Wszyscy usłyszeli zarzuty czerpania korzyści majątkowych z cudzego nierządu oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Grozi im do 5 lat więzienia.

Sprawa jest rozwojowa, śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymani za wyłudzenie dofinansowania z ARIMR-u

Kilka miesięcy wytężonej pracy CBŚP i Prokuratury Regionalnej w Warszawie zakończyło się akcją przeprowadzoną wczoraj w woj. mazowieckim. Do sprawy zatrzymano 10 osób podejrzanych o wyłudzenie dofinansowania z krajowych środków oraz z Unii Europejskiej na podstawie sfałszowanej lub nierzetelnej dokumentacji. Z wstępnych ustaleń śledczych wynika, że z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wyłudzono kwotę nie mniejszą niż 21 mln zł.

Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Zarządu w Warszawie wspólnie z prokuratorami Prokuratury Regionalnej w Warszawie prowadzą śledztwo dotyczące doprowadzenia Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości, którego kwota jest nie niższa niż 21 mln zł. Wszystko zaczęło się od kontroli przeprowadzonej w instytucji, podczas której stwierdzono nieprawidłowości polegające na zawyżaniu przez podmioty gospodarcze kwot na pokrycie kosztów inwestycji podawanych we wnioskach o dofinansowanie, które były następnie wypłacone przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. O swoich spostrzeżeniach przedstawiciele instytucji poinformowali organy ścigania.

Funkcjonariusze potrzebowali kilku miesięcy, aby zebrać informacje dotyczące okoliczności sprawy i wytypować osoby mogące mieć związek z wyłudzeniem. Z ich ustaleń wynika, że składano nierzetelną dokumentację w celu uzyskania dofinansowania ze środków finansowych krajowych oraz z Unii Europejskiej. W ten sposób wprowadzono w błąd pracowników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie, co do rzeczywistej wysokości ponoszonych kosztów inwestycyjnych.

Działania zostały przeprowadzone wczoraj, kiedy to policjanci CBŚP wkroczyli do kilkunastu lokali na terenie województwa mazowieckiego zatrzymując 10 osób. Po doprowadzeniu do Prokuratury Regionalnej w Warszawie podejrzanym przedstawiono zarzuty dotyczące oszustwa popełnionego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej na szkodę Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Unii Europejskiej, a także przedłożenie, podczas ubiegania się o dofinansowanie poświadczających nieprawdę, nierzetelnych dokumentów o przyznanie pomocy finansowej na pokrycie kosztów inwestycji gospodarczych.

Tego typu przestępstwa zagrożone są karą pozbawienia wolności do 10 lat, karą grzywny, a także przepadek przedmiotów i korzyści pochodzących z przestępstw lub ich równowartość.

Sprawa ma nadal charakter rozwojowy i śledczy wyjaśniają wszystkie fakty związane z przestępczym procederem.
Źródło info i foto: Policja.pl

Ministerstwo Technologii robi różańce dla ojca Tadeusza Rydzyka?

Poseł PO Marcin Kierwiński złożył w Sejmie interpelację, pytając Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii o treści publikowane w mediach związanych z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, tj. „Naszym Dzienniku”, Telewizji Trwam i Radiu Maryja. Odpowiedź może zaskakiwać. Z oficjalnej odpowiedzi podsekretarza stanu w MPiT, Marcina Ociepy, złożonej na ręce Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, dowiadujemy się, że:

Zakład Tworzyw Sztucznych „Artgos” S.A. (spółka z udziałem Skarbu Państwa, wobec której prawa z akcji/udziałów należących do Skarbu Państwa wykonuje Minister Przedsiębiorczości i Technologii), zawarła 1 sierpnia 2017 r. umowę ze SPES Sp. z o.o. na mocy której w 2018 r. miała miejsce publikacja reklam graficznych w „Naszym Dzienniku”. Umowa została zawarta w formie kompensaty. Firma produkowała dla SPES Sp. z o.o. formę wtryskową do wyrobu różańców oraz różańce jako wyrób gotowy w ilości 200 000 szt.

Okazało się również, że rząd PiS zapłacił za wyrób różańców dla ojca Tadeusza Rydzyka 26,5 tys. zł netto.

To jest HIT!? Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przez spółkę zależną produkuje RÓŻAŃCE. A w rozliczeniu zamiast zapłaty dostaje reklamę w „Naszym Dzienniku”. Tak wyprowadza się publiczne pieniądze – napisał Marcin Kierwiński na Twitterze.
Źródło info i foto: Dziennik.pl