Tychy: Jest akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnie dziecko

Prokuratura Rejonowa w Tychach skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnią koleżankę swojej córki. Jej matka milczała, bo mężczyzna groził, że zabije dziewczynkę.

Mężczyzna usłyszał zarzuty zgwałcenia 6-latki oraz dopuszczenia się wobec niej „innej czynności seksualnej” oraz doprowadzenia jej do takiej czynności. Kolejne zarzuty, które mu postawiono, dotyczą pokazywania jej pornografii i grożenia pozbawieniem życia lub zdrowia.

Policjant miał wykorzystywać 6-latkę, gdy przychodziła na noc do jego córki. Z ustaleń śledczych wynika, że groził jej śmiercią, jeśli powie komukolwiek o tym, co z nią robi. Matka dziewczynki dowiedziała się o wszystkim ale milczała, bojąc się, że mężczyzna spełni swoje groźby.

Gdy sprawa wyszła na jaw, 6-latkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Ekspert uznał, że jej słowa są wiarygodne. Mężczyzna trafił do aresztu. Wcześniej pracował w jaworznickiej drogówce. Jest już bezrobotny.
Źródło info i foto: wp.pl

Elbląg: Jest akt oskarżenia w sprawie strzelaniny sprzed dwóch lat

Dwa lata trwało prokuratorskie śledztwo w sprawie głośnej strzelaniny w centrum Elbląga z kwietnia 2017 roku. Ranni zostali dwaj mężczyźni. Zarzuty postawiono obecnie 37-letniemu Rafałowi Sz. i jego partnerce. Akt oskarżenia trafił do sądu.

Strzały na parkingu przy ul. Kosynierów Gdyńskich w Elblągu padły 12 kwietnia 2017 roku, około godz. 16. Ranni zostali wtedy dwaj mężczyźni: bracia w wieku 20 i 30 lat. Z ranami postrzałowymi nóg trafili do szpitala. Po udzieleniu pierwszej pomocy okazało się, że ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia samochodem. Policja natychmiast rozpoczęła jego poszukiwania. Teren, na którym doszło do strzelaniny, został ogrodzony, na miejscu pracowali kryminalni technicy. Zabezpieczono ślady. Policjantom szybko udało się ustalić nazwisko podejrzewanego.

— Mamy pewne ustalenia i zatrzymanie tego mężczyzny to tylko kwestia czasu, ale dla dobra śledztwa nie możemy zdradzać żadnych szczegółów operacyjnych — mówił nam dzień po strzelaninie Jakub Sawicki z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Elblągu.

Sprawca został zatrzymany już dwa dni po zdarzeniu. Okazał się nim obecnie 37-letni Rafał Sz. Został oskarżony o usiłowanie zabójstwa i decyzją sądu trafił do tymczasowego aresztu, gdzie przebywa do dzisiaj. Prokuratorski zarzut udzielenia pomocy do usiłowania zabójstwa oraz kierowanie gróźb karalnych usłyszała także partnerka mężczyzny, Dominika Sz., wobec której jest zastosowany dozór policji z zakazem opuszczania kraju oraz środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego.

Podczas śledztwa oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i przedstawili swoją wersję zdarzenia.

— Wynikało z niej, iż sami zostali zaatakowani przez inne osoby, czyli pokrzywdzonych, mających maczetę, siekierę, miotacz gazu i, działając w obronie własnej, Rafał Sz. oddał do sprawców strzały z pistoletu. Wystrzelił cały magazynek, po czym uciekli — informuje Prokuratura Okręgowa w Elblągu.

Śledczy nie uwierzyli jednak w tę wersję wydarzeń. Prokuratorskie dochodzenie w tej sprawie trwało aż dwa lata i zakończyło się skierowaniem aktu oskarżenia do Sądu Okręgowego w Elblągu.

— Rafał Sz. został oskarżony o to, że w dniu 12 kwietnia w Elblągu, działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia, w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, z chęci zemsty, usiłował pozbawić życia dwóch mężczyzn poprzez oddanie w ich kierunku, z bliskiej odległości nie mniej niż ośmiu strzałów z broni palnej, na skutek czego pokrzywdzeni doznali ran postrzałowych w obrębie ud naruszających czynności ich narządu ruchu na okres powyżej 7 dni, lecz zamierzonego celu sprawca nie osiągnął z uwagi na interwencję osób trzecich — mieszkańców pobliskich budynków i natychmiastową pomoc medyczną — informuje Prokuratura Okręgowa.

Za usiłowanie zabójstwa w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie Rafałowi Sz. grozi kara nie krótsza niż 12 lat więzienia.

Oboje oskarżeni byli wcześniej karani. Termin ich rozprawy nie jest jeszcze znany.
Źródło info i foto: dziennikelblaski.pl

Niemka będąca członkinią IS oskarżona o zabójstwo

27-letnia Niemka, która przeszła na islam, stanęła przed sądem w Monachium. Jest oskarżona o to, że jako członkini Państwa Islamskiego (IS) w Iraku dopuściła do tego, że pięcioletnia jezydka, którą trzymała jako niewolnicę, zmarła z pragnienia.

Akt oskarżenia zarzuca Jennifer W. zabójstwo przez zaniechanie udzielenia pomocy, zbrodnię wojenną i członkostwo w organizacji terrorystycznej. Jeśli zostanie uznana za winną, może jej grozić kara dożywotniego więzienia.

Jennifer W. miała biernie przypatrywać się, jak dziecko umierało, przykute łańcuchem przed domem i pozbawione wody. Miała to być kara za zmoczenie pościeli.

Matka ofiary występuje jako oskarżycielka posiłkowa. Jej prawniczką jest Amal Clooney, żona amerykańskiego aktora George’a Clooneya, specjalizująca się w prawie międzynarodowym i w sprawach dotyczących praw człowieka.

Clooney w oświadczeniu wyraziła nadzieję, że sprawa Jennifer W. będzie bodźcem do pociągania do odpowiedzialności kolejnych członków IS powracających do swoich krajów.

Według prokuratury Jennifer W. przedostała się do Iraku w 2014 r., by przyłączyć się do Państwa Islamskiego. W 2015 r. jako członkini „policji moralnościowej” patrolowała parki w Faludży i Mosulu, pilnując, by kobiety przestrzegały rygorystycznych nakazów dotyczących ubioru i zachowania. Latem 2015 r. kupiła wraz z mężem małą jezydkę i jej matkę jako niewolnice.
Źródło info i foto: TVP.info

Dwóch pracowników PARP-u miało wyłudzić 13 mln złotych. Wynik kontroli CBA

Po kontroli Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości do sądu trafił akt oskarżenia przeciw dwóm pracownikom warszawskiej spółki – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa. Mieli oni wyłudzić 13 mln zł z PARP przedstawiając nierzetelną dokumentację.

Temistokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej Biura powiedział we wtorek, że kontrolę, która doprowadziła do skierowania przez prokuraturę aktu oskarżenia do sądu, CBA prowadziło od września 2016 do maja 2017 r. i obejmowała ona lata 2009-15.

CBA sprawdziło wówczas, jak PARP gospodaruje środkami publicznymi przy udzielaniu dofinansowania jednej z warszawskich spółek na projekt zarządzania kadrami w ramach pro­gramu operacyjnego Kapitał Ludzki.

Kontrolerzy Biura znaleźli wówczas szereg powiązań kapitało­wych i osobowych między beneficjentem projektu, a wykonawcami jego komponentów i wskazali na naruszenie zasad konkurencyjności przez warszawską spółkę.

Wyłudzenie dofinansowania

Sama procedura wyboru wykonawców miała, według CBA, pozorny charakter: beneficjenci projektu i wykonawcy pozostawali w stałych relacjach – mieli ten sam adres, wspólną obsługę księgową i prawną czy też wzajemne udzielanie pożyczek. Mimo to osoby reprezentujące spółkę składały oświadczenia o braku powiązań między beneficjentem a dostawcami i wykonawcami, czym wprowadzały w błąd PARP i uzyskiwały od niej płatność, co było wyłu­dze­niem dofinansowania – wskazało CBA.

Po śledztwie z zawiadomienia CBA z sierpnia 2017 r. po roku Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola przedstawiła Janowi P. pięć zarzutów i Jakubowi Sz. trzy, a ostatnio akt oskarżenia.

Po kontroli CBA sama Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przeanalizowała dokumentację innych projektów z udziałem tej spółki. lub powiązanych z nią podmiotów. PARP podała, że po tej analizie prowadzi postępowanie administracyjne o zwrot środków – ponad 10 mln zł z czterech z pięciu umów, w której występowała spółka.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości to agencja rządowa, centralny organ administracji podległy Ministrowi Rozwoju. Zarządza funduszami pochodzącymi z budżetu państwa i Unii Europejskiej, przeznaczonymi na wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw oraz rozwój zasobów ludzkich.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zamknęli 2-letnie dziecko w pralce. Jest gotowy akt oskarżenia

Ta sprawa zbulwersowała opinię publiczną w sierpniu ubiegłego roku. Na nagraniu upublicznionym w sieci widać było dwuletniego Kacperka zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób. Do sądu w Radomiu trafił akt oskarżenia wobec dwóch oprawców.

Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód oskarżyła dwóch mężczyzn o znęcanie się fizyczne i psychiczne ze szczególnym okrucieństwem nad niespełna dwuletnim chłopcem. Według śledczych to 22-letni Tomasz K., który był partnerem matki dziecka i pod którego opieką znajdował się Kacperek, oraz 18-letni Adam B. zamknęli dziecko w pralce automatycznej, gdzie przebywało ono około minuty.

– Nagrywali z tego zdarzenia filmik telefonem komórkowym, który potem ukazał się w sieci. Naśmiewali się z chłopca, a także fotografowali go z włożonym do ust papierosem – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas.

Zdaniem śledczych mężczyźni narazili chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

Dodatkowo Adamowi B. prokuratura postawiła zarzut polegający na fałszywym oskarżeniu innego kolegi o znęcaniem się nad dwulatkiem. Za fałszywe oskarżenie innej osoby o przestępstwo, której nie popełniła, grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od lat dwóch.

Zdarzenie wyszło na jaw w sierpniu ubiegłego roku dzięki filmikowi, który ktoś wrzucił do sieci. Na nagraniu widać było dwuletniego chłopca zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest gotowy akt oskarżenia przeciwko organizatorom „urodzin Hitlera”

Jest akt oskarżenia wobec organizatorów i uczestników tak zwanych urodzin Adolfa Hitlera zorganizowanych w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego – poinformowała rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

Jak powiedziała rzeczniczka, akt został wysłany w środę. Ma on dotyczyć propagowania nazistowskiego ustroju państwa.

Główny organizator „uroczystości” został dodatkowo oskarżony o przygotowanie i rozpowszechnianie plakatu z zaproszeniem na spotkanie, wznoszenie nazistowskich gestów i posiadanie broni palnej bez zezwolenia – wynika z nieoficjalnych informacji PAP. Zarzuty dotyczą także wznoszenia przez innych oskarżonych nazistowskich pozdrowień w trakcie Festiwalu Orle Gniazdo zorganizowanego przez środowiska związane z ruchem narodowym.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte na polecenie Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry w styczniu 2018 roku, w dniu emisji reportażu w telewizji TVN dotyczącego obchodów „urodzin Hitlera”, który miały miejsce ponad pół roku wcześniej w lesie w Wodzisławiu Śląskim. Na polecenie prokuratury zatrzymano wówczas uczestników tego spotkania i przeszukano ich mieszkania.

Znaleziono w ich domach flagi, odznaki, naszywki i publikacje o symbolice nazistowskiej. Jednocześnie Prokurator Generalny zlecił działania zmierzające do delegalizacji stowarzyszenia „Duma i Nowoczesność”, z którym byli związani uczestnicy „urodzin”.

13 tys. zł grzywny

Prowadząca śledztwo w tej sprawie gliwicka prokuratura oskarżyła już wcześniej jednego z uczestników „urodzin” – Adama B. – który dobrowolnie poddał się karze. Poza propagowaniem nazizmu odpowiadał także za nielegalne posiadanie broni – pistoletu i kilkunastu sztuk amunicji. Sąd w Wodzisławiu skazał go na ponad 13 tys. zł grzywny i zobowiązał go do pokrycia kosztów postępowania.

Prokuratorskie postępowanie było pokłosiem wyemitowanego przed rokiem materiału „Superwizjera” TVN. Na nagraniach, które zostały zarejestrowane ukrytą kamerą, pokazano m.in. zorganizowane w maju 2017 r. w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego „obchody” 128. urodzin Adolfa Hitlera.

Widać tam m.in. rozwieszone na drzewach flagi ze swastykami i „ołtarzyk” ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku zostaje podpalona.

Wszyscy podejrzani w tej sprawie, który zostali zatrzymani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, usłyszeli zarzuty propagowania nazistowskiego ustroju poprzez zorganizowanie i przeprowadzeniu 128. rocznicy urodzin przywódcy Rzeszy Niemieckiej, w trakcie której pochwalano, afirmowano te rządy, prezentowano i wykorzystywano emblematy, nagrania i teksty oraz inne gesty nawiązujące do symboliki nazistowskiej.

Opłacona maskarada? TVN pozywa „Sieci”

Powołując się na wyjaśnienia jednego z podejrzanych, Mateusza S., portal wPoltyce.pl napisał 8 listopada, że cała impreza została zamówiona przez tajemniczych mężczyzn i była maskaradą, za którą zapłacono jej organizatorowi 20 tys. zł. Zleceniodawcy mieli mieć jednak jeden warunek, by na „urodziny” zaprosić Annę Sokołowską – według portalu to w rzeczywistości dziennikarka „Superwizjera” i współautorka reportażu Anna Sobolewska.

Redakcja „Superwizjera” TVN wydała oświadczenie, w którym kategorycznie zaprzecza, aby którykolwiek członek ekipy TVN biorącej udział w realizacji reportażu „Polscy neonaziści” przekazał jakiekolwiek pieniądze Mateuszowi S. lub komukolwiek, kto brał udział w organizacji urodzin Adolfa Hitlera. „Powielanie takich informacji narusza dobra osobiste autorów reportażu oraz stacji TVN” – podkreśliła redakcja.

Kilka dni później TVN zapowiedział pozew przeciwko portalowi wPolityce.pl i tygodnikowi „Sieci”, które napisały, że styczniowy reportaż telewizji pt. „Polscy neonaziści” był opłaconą inscenizacją. Oskarżenia te są całkowicie niezgodne z prawdą, co wykaże postępowanie przed sądem – podkreśla TVN.

W związku z obchodami „urodzin” Hitlera prokuratura zwróciła się również do stacji TVN o udostępnienie całości nagrań. Telewizja odmówiła. Jak pisał w odpowiedzi na zapytanie Centrum Monitoringu Wolności Prasy Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski „w udzielonej Prokuraturze odpowiedzi, datowanej na 23.01.2018 r., stacja TVN wskazała, że odszukanie wszystkich nagrań nastręcza jej trudności „ze względu na okres ferii zimowych”. W kolejnym piśmie z dnia 5.02.2018 r. poinformowała, że nagrań nie udało się odnaleźć” – pisał Święczkowski w grudniu ubiegłego roku.

„W zaistniałej sytuacji prokuratura dysponuje wyłącznie krótkimi kilkugodzinnego spotkania, wyemitowanymi w kilkunastominutowym reportażu TVN. Nie posiada całości nagrania ,”urodzin Hitlera”, co niewątpliwie stanowiłoby obiektywny i bardzo cenny materiał dowodowy, pozwalający odtworzyć ich przebieg „od początku do końca”. Pozwoliłoby to na wszechstronne wyjaśnienie sprawy i mogłoby być jednocześnie potwierdzeniem, że zaangażowani w tę sprawę reporterzy TVN dochowali standardów dziennikarskiej uczciwości i rzetelności” – informował Święczkowski.

4 stycznia gliwicki sąd rozpoczął rozpoznawanie wniosku o delegalizację „Dumy i Nowoczesności”. Złożył go w połowie lutego ub. roku starosta wodzisławski. Do postępowania zmierzającego do delegalizacji stowarzyszenia włączyła się także gliwicka prokuratura.
Źródło info i foto: polskieradio.pl

Ciało noworodka znalezione w sortowni śmieci. Jest akt oskarżenia dla 27-letniej matki

Gdańska prokuratura oskarżyła o zabójstwo 27-letnią kobietę. W kwietniu 2017 roku urodziła ona w domu dziecko i – zdaniem śledczych – nie udzieliła mu pomocy, doprowadzając do jego śmierci. Martwe niemowlę kobieta porzuciła na śmietniku, znaleziono je w sortowni odpadów.

O skierowaniu do Sądu Okręgowego w Gdańsku aktu oskarżenia przeciwko 27-latce poinformowała w środę Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Jak przypomniała, martwego noworodka znaleźli 20 kwietnia 2017 roku pracownicy sortowni odpadów będącej częścią Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku.

Już następnego dnia gdańska policja ustaliła personalia i zatrzymała matkę dziecka – 27-letnią mieszkankę Gdańska. Kobieta twierdziła, że nie zdawała sobie sprawy, iż jest w ciąży, a gdy w nocy z 14 na 15 kwietnia 2017 roku poczuła się źle, uznała, iż bóle, które odczuwała, związane były z zaparciem. Z zeznań kobiety wynikało, że dziecko urodziła w łazience, a noworodek nie oddychał i nie dawał oznak życia. 27-latka włożyła martwe dziecko do pudełka i porzuciła na śmietniku.

Po zmianie zarzutów kobiecie grozi dożywocie

Początkowo kobiecie postawiono zarzut dzieciobójstwa popełnionego podczas porodu, pod wpływem jego przebiegu. Grozi za to do pięciu lat więzienia. Na wniosek prokuratury sąd aresztował kobietę. Wawryniuk poinformowała, że w toku śledztwa prokuratura zdecydowała o zmianie zarzutu postawionego kobiecie. Zarzucono jej popełnienie zabójstwa z zamiarem ewentualnym, za popełnienie którego to czynu grozi co najmniej osiem lat więzienia, a maksymalnie nawet dożywocie. Kobieta nie przyznała się do popełnienia przestępstwa i odmówiła złożenia wyjaśnień.

Dziecko miało szanse na przeżycie

Zmiana zarzutu związana była z treścią opinii wydanej przez biegłych, którzy badali martwe niemowlę. Jak poinformowała Wawryniuk, z opinii tej wynikało, że dziecko urodziło się w 8. miesiącu ciąży. Przyszło na świat żywe i samodzielnie oddychało, nie miało wad rozwojowych, które uniemożliwiałyby mu życie poza organizmem matki, urodziło się jednak w zamartwicy i wymagało natychmiastowej pomocy lekarskiej.

– Jej udzielenie z dużym prawdopodobieństwem dałoby szanse na przeżycie dziecka – poinformowała rzecznik. Wyjaśniła też, że z ustaleń śledztwa wynika, iż od początku akcji porodowej do urodzenia minęło około dwóch godzin.

– Według biegłych, był to wystarczający czas, by podejrzana mogła podjąć decyzję o wezwaniu pogotowia bądź innej pomocy – poinformowała Wawryniuk. Dodała, że 27-latka została poddana obserwacji sądowo–psychiatrycznej.

– Biegli nie stwierdzili u niej zaburzeń psychicznych związanych z przebiegiem porodu – wyjaśniła rzecznik.
)Źródło info i foto: tvn24.pl

Dziś rusza proces ws. uprowadzenia i pomocy w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary

We wtorek w poznańskim sądzie okręgowym rozpocznie się proces przeciwko Mirosławowi R. ps. Ryba i Dariuszowi L. ps. Lala. Według prokuratury, oskarżeni mieli uprowadzić poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętarę, a następnie przekazać go osobom, które zabiły reportera.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 roku. Był absolwentem poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz Ziętarę widziano 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Akt oskarżenia przeciwko Mirosławowi R. ps. Ryba i Dariuszowi L. ps. Lala o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary skierował do poznańskiego Sądu Okręgowego Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie

Ciało rozpuszczone w kwasie

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany; śledztwo dwukrotnie umarzano. W 2011 r. członkowie Społecznego Komitetu „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary” i redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i ponowne śledztwo w tej sprawie.

Spowodowało to analizę śledztwa w Prokuraturze Generalnej i przekazanie go do Krakowa. W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo.

Jak podała PK, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego ustalono, że oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L., podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku prowadzonego postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą.

Jak wynika z ustaleń prokuratury, motywem zbrodni była praca Jarosława Ziętary jako dziennikarza i jego zawodowe zainteresowania dotyczące afer gospodarczych, w których dochodziło do przenikania się świata przestępczego ze światem biznesu oraz polityki, a co za tym idzie – obawa o ujawnienie przez dziennikarza opinii publicznej szczegółów sprzecznej z prawem albo odbywającej się na granicy prawa działalności.

Ochroniarze podejrzani

Oskarżeni, obecnie 60-letni Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalność pozostawała w zainteresowaniu zawodowym Jarosława Ziętary – ustaliła PK.

Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanego im czynu i złożyli wyjaśnienia sprzeczne z ustaleniami śledztwa. Grozi im kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie.

Dwaj byli ochroniarze Mirosław R. i Dariusz L. byli już podejrzani o pomocnictwo w porwaniu i zabójstwie dziennikarza. W grudniu 2015 roku prokuratura nieprawomocnie umorzyła śledztwo w tym wątku. O tej decyzji zdecydowała zmiana zeznań przez głównych świadków, na podstawie których sformułowano zarzuty. Zażalenie na decyzję prokuratury o umorzeniu złożył brat dziennikarza Jacek Ziętara.

Jak poinformowała w komunikacie Prokuratura Krajowa: „Analiza materiałów postępowania oraz argumentacji podniesionej w pisemnym zażaleniu legła u podstaw podjęcia przez Zastępcę Prokuratora Generalnego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji decyzji z 14 kwietnia 2018 roku o dalszym prowadzeniu postępowania przeciwko wskazanym wyżej osobom oraz w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary w Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie”.

Widział moment uprowadzenia

Jednym z kluczowych świadków w rozpoczynającym się we wtorek procesie ma być osoba, która widziała moment porwania dziennikarza. W połowie listopada dziennik „Głos Wielkopolski” opublikował rozmowę z tym świadkiem. Materiał był wynikiem wspólnej pracy z redakcją „Superwizjera” TVN. Mężczyzna, który miał widzieć moment porwania dziennikarza to były funkcjonariusz SB i UOP. Zajmował się m.in. śledzeniem i podsłuchiwaniem osób. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że ma pełna wiedzę o zbrodni na Jarosławie Ziętarze.

„Mam kolejne dowody. Jak położę je na stół, to pozamykają wszystkich z kierownictwa dawnego Elektromisu. Oni wiedzą, co ja wiem, i może dlatego na razie nic mi się nie stało” – podkreślał świadek na łamach gazety. Dodał, że o fakcie, że śledził Ziętarę, wiedział twórca Elektromisu Mariusz Ś., Krystian Cz. i Krzysztof S. – ścisłe kierownictwo firmy. Zlecenie na inwigilację dziennikarza miał otrzymać, ponieważ Ziętara „wiedział o wielkim przemycie Elektromisu”.

Świadek miał mówić śledczym, że jeździł za Ziętarą, robił zdjęcia, dokumentował jego codzienne zwyczaje, założył podsłuch w mieszkaniu dziennikarza. 1 września 1992 roku, siedząc w samochodzie pod mieszkaniem Ziętary, miał widzieć, jak pod kamienicę podjeżdża policyjny radiowóz, następnie Ziętara wsiada do samochodu z dwoma funkcjonariuszami, trzeci kierował autem. Kiedy świadek miał zatelefonować z tą informacją do Krystiana Cz. – ten nie miał być zdziwiony wiadomością. Niedługo później – świadek rozpoznał „funkcjonariuszy” w pracownikach Elektromisu. Według informacji świadka, Ziętara miał zostać zabity, a jego ciało rozpuszczone w kwasie.

Świadek zaczął wycofywać się z zeznań

Świadek w rozmowie z dziennikarzami podkreślił ponadto, że „jego zdaniem to Mariusz Ś. i Krystian Cz. polecili usunąć Ziętarę”. O tym, co wie w sprawie Ziętary, miał zeznać śledczym w 2013 roku i wówczas miał obciążyć kierownictwo Elektromisu. Początkowo miał status świadka incognito. Liczył też, że prokuratura „pomoże” mu w jego własnych konfliktach z prawem. Pod koniec 2014 roku zatrzymano „Lalę” i „Rybę”. Trzecim z „funkcjonariuszy”, który miał brać udział w porwaniu dziennikarza, miał być „Kapela”. W 1993 roku zginał; postrzelił się, choć pojawiały się teorie, że samobójstwo zostało upozorowane, bo „Kapela” miał mieć wyrzuty sumienia i obawiano się, że „pęknie” z powodu tego, co się stało z Ziętarą.

Na późniejszym etapie świadek zaczął się jednak wycofywać z zeznań. Stracił status incognito, prokuratura umorzyła wątek porwania dziennikarza. Od tej decyzji się odwołano, sprawę przekazano innemu prokuratorowi, który ostatecznie – głównie na podstawie zeznań tego świadka – skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko „Rybie” i „Lali”.

W rozmowie z dziennikarzami świadek zapewnił, że w sądzie podtrzyma wcześniejsze zeznania i powie o okolicznościach porwania dziennikarza. „Istnieje dokument, który czarno na białym pokazuje, że ludzie Elektromisu tym wszystkim kierowali. Prokuratura nie dostała wcześniej tego materiału, bo czekałem, co zrobi w moich sprawach” – podkreślił świadek na łamach gazety.

Kilka godzin po publikacji artykułu, Krystian Czarnota i twórca Elektromisu Mariusz Świtalski (zgodzili się na publikację pełnych nazwisk) odnieśli się do treści artykułu w przesłanym Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu.

Poinformowali, że 22 października 2018 roku w Prokuraturze Krajowej Wielkopolski Wydział Zamiejscowy w Poznaniu złożone zostało zawiadomienie o przestępstwie szantażu, którego miał dokonać bohater publikacji. Na dowód zostało załączone nagranie audio, na którym opowiada on „jak za kwotę 3 mln złotych jest gotowy zmieniać swoje zeznania opisujące rolę kierownictwa Elektromisu w sprawie Ziętary”. Sprawą zajmuje się obecnie Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

W czerwcu 2015 r. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Proces w tej sprawie rozpoczął się w styczniu 2016 r. i nadal się toczy. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Mirosław R. i Dariusz L. byli świadkami w procesie byłego senatora. Składając zeznania w styczniu 2016 roku, twierdzili, że nie mają „nic wspólnego ze sprawą dziennikarza”.

W wydziale zamiejscowym PK w Krakowie prowadzone jest nadal odrębne postępowanie dotyczące bezpośrednich sprawców zabójstwa Jarosława Ziętary, w tym ustalenia miejsca ukrycia szczątków jego zwłok i ich identyfikacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Żory: dziadek zgwałcił 12-letnią wnuczkę. Gotowy akt oskarżenia

Do Sądu Rejonowego w Żorach trafił akt oskarżenia przeciwko 58-letniemu mężczyźnie. Według prokuratury zgwałcił on swoją 12-letnią wnuczkę. W przeszłości miał także wykorzystać seksualnie swoją córkę. 30 czerwca ubiegłego roku, 58-latek od rana pił alkohol. W nocy zakradł się do łóżka 12-letniej wnuczki, która nocowała u dziadków. Położył się obok niej i wykorzystał ją seksualnie. Wybudzona ze snu dziewczynka przerażona uciekła do babci – informuje portal nowiny.rybnik.pl.

Dwa dni później rodzice dziewczynki, którzy dowiedzieli się o tym, co się wydarzyło w domu dziadków 12-latki, zawiadomili o wszystkim policję.

– 3 lipca śledczy przeprowadzili pierwsze czynności. Dziewczynkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Na podstawie zeznań dziecka i opinii specjalisty stwierdzono, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że doszło do wykorzystania seksualnego osoby małoletniej – powiedziała portalowi nowiny.rybnik.pl prok. Edyta Hraciuk-Tomecka z Prokuratury Rejonowej w Żorach. Podejrzanego poddano badaniom psychiatrycznym. Stwierdzono, że w momencie popełniania przestępstwa był całkowicie poczytalny.

Mężczyzna – jak informuje portal nowiny.rybnik.pl – przyznał się do winy. Tłumaczył się, że był pijany. Grozi mu od 2 do 12 lat więzienia. – Na procesie wystąpię raczej o karę bliską górnej granicy, bo czyn był drastyczny. Rodzina przeżywa ogromną traumę. Tego rodzaju przestępstwa bolą szczególnie, gdy ich sprawcami są osoby najbliższe – przyznała portalowi prok. Hraciuk-Tomecka.

Według ustaleń „Dziennika Zachodniego”, w trakcie śledztwa także dorosła córka mężczyzny oskarżyła ojca o gwałt, którego miał się na niej dopuścić w latach 90., gdy była jeszcze nieletnia. Mężczyzna początkowo usłyszał zarzut także w tej sprawie, ale ostatecznie ten wątek śledztwa umorzono.

– Sprawę umorzono z powodu przedawnienia – poinformowała prokurator.

58-latek od lipca przebywa w areszcie tymczasowym.
Źródło info i foto: wp.pl

Rosja oficjalnie oskarżyła zatrzymanego Amerykanina o szpiegostwo

Rosja oficjalnie oskarżyła zatrzymanego Amerykanina o szpiegostwo – poinformowała agencja Interfax powołując się na dobrze poinformowane źródło. Twierdzi ono, że 48-letniemu Paulowi Whelanowi przedstawiono akt oskarżenia. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. 

Byłego żołnierza piechoty morskiej, rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa zatrzymała 28 grudnia w Moskwie pod zarzutem szpiegostwa jakoby w trakcie „wykonywania operacji szpiegowskiej”. FSB nie ujawniła jednak, na czym miały polegać działania agenturalne Whelana. 

Amerykanie chcą natychmiastowego zwolnienia

Natychmiastowego zwolnienia Amerykanina zażądał wczoraj amerykański sekretarz stanu, Mike Pompeo. W Brazylii do której udał się na uroczystość zaprzysiężenia tamtejszego prezydenta, Jaira Bolsonaro, zażądał też wyjaśnienia powodów zatrzymania Paula Whelana. Powołując się na Konwencję Wiedeńską Amerykański departament stanu domaga się pozwolenia na jego spotkanie ze służbami konsularnymi. 

Federalna Służba Bezpieczeństwa przekazując informację o zatrzymaniu, oświadczyła, że wszczęła przeciwko Paulowi Whelanowi postępowanie karne. Grozi mu do 20 lat więzienia. 

Paul Whelan niewinny?

Tymczasem rodzina zapewnia, że były żołnierz Marines jest niewinny. Jego brat-bliźniak David Whelan napisał w oświadczeniu opublikowanym na Twitterze, że Paul przyleciał do Moskwy na ślub swojego przyjaciela z piechoty morskiej, który wybrał na żonę Rosjankę. Wyraził głębokie zaniepokojenie o los brata i nadzieję, że jego prawa będą przestrzegane, a także że będzie on dobrze traktowany.  

Paul Whelan pracuje w firmie dostarczającej części samochodowe do wielu krajów na całym świecie. Odpowiada za kwestie bezpieczeństwa, co sprawia, że dużo podróżuje. W ostatnich latach wielokrotnie odwiedzał Rosję. 

Podczas grudniowej konferencji prasowej prezydent Rosji Władimir Putin ponownie zarzucił krajom Zachodu, że bezpodstawnie oskarżają jego kraj o działalność szpiegowską, próbując osłabić pozycję Moskwy na arenie międzynarodowej. Rosja jest oskarżana między innymi o ingerowanie w przebieg wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2016 roku, a także o usiłowanie otrucia w marcu zeszłego roku w Wielkiej Brytanii byłego podwójnego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl