24-latek wyrzucił babcię przez okno i okradł mieszkanie. Gotowy akt oskarżenia

Prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu przeciwko 24-letniemu mężczyźnie, któremu zarzucono zabójstwo babci oraz rozbój na byłej partnerce – poinformowała w piątek PAP rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Akt oskarżenia przeciwko 24-latkowi do Sądu Okręgowego w Gdańsku skierowała Prokuratura Rejonowa w Wejherowie. Według śledczych, mężczyzna ten 19 września 2019 roku miał wypchnąć swoją 80-letnią babcię przez okno. Pokrzywdzona została przetransportowana do szpitala, gdzie zmarła – przekazała rzeczniczka Prokuratury Krajowej. Z opinii sądowo-lekarskiej wynika, że przyczyną śmierci 80-latki był wstrząs urazowy oraz niewydolność oddechowa, będące skutkiem licznych uszkodzeń ciała, do których doszło podczas upadku z wysokości” – podkreśliła prokurator.

Jak ustalili śledczy, 24-latek miał przyjść do babci i zażądać od niej pieniędzy. Gdy kobieta odmówiła, została przez niego wypchnięta przez okno. Oskarżony zabrał należące do pokrzywdzonej pieniądze w kwocie 578 złotych, biżuterię oraz telefony komórkowe o łącznej wartości 565 złotych – tłumaczyła.

Dodatkowo mężczyzna został oskarżony o rozbój na swojej byłej partnerce, od której także zażądał pieniędzy. Kobieta odmówiła. Gdy próbowała wyjść z mieszkania, zablokował jej drzwi i szarpał ją. Pokrzywdzona wyciągnęła z portfela 20 zł, które mężczyzna zabrał i wyszedł z mieszkania – dodała.

24-latek został zatrzymany tego samego dnia. Od tamtego momentu przebywa w areszcie. Za zarzucane czyny może mu grozić nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest akt oskarżenia ws. usiłowania zabójstwa sędziego i prokuratora

Prokuratura skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Kielcach przeciwko Pawłowi K, podejrzanemu m.in. o usiłowanie zabójstwa dwóch osób: sędziego i prokuratora. Grozi mu dożywocie. Do zdarzenia doszło w nocy z 3 na 4 kwietnia 2019 w Ostrowcu Świętokrzyskim. Paweł K., jak ustalono podczas śledztwa, od wieczora obserwował dom, w którym mieszkało małżeństwo – sędzia i prokurator.

– Gdy oboje już położyli się spać, sprawca około godziny 1 w nocy dokonał podpalenia budynku domu jednorodzinnego. Szczęśliwie pokrzywdzeni obudzili się chwilę później i zdołali się ewakuować z płonącego domu. Na miejsce przybyła straż pożarna i podjęła akcję gaśniczą – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz.

Sędzia prowadziła wobec oskarżonego czynności procesowe

Zebrany materiał dowodowy, w postaci przede wszystkim wyników oględzin miejsca zdarzenia, zeznań świadków, nagrań z monitoringu, wstępnych opinii biegłych z zakresu pożarnictwa – pozwolił na ustalenie przebiegu zdarzenia i jego sprawcy, którym okazał się Paweł K. Został on zatrzymany przez policjantów wieczorem 4 kwietnia ubiegłego roku

– Pokrzywdzona w tej sprawie to sędzia Wydziału III Karnego Sądu Okręgowego w Kielcach, która w przeszłości prowadziła wobec Pawła K. czynności procesowe. Pokrzywdzony to prokurator ostrowieckiej Prokuratury Rejonowej. Podczas śledztwa ustalono że zdarzenie ma związek z czynnościami służbowymi pokrzywdzonej – dodał Prokopowicz.

6 kwietnia ubiegłego roku prokurator przedstawił Pawłowi K. „zarzut usiłowania zabójstwa pokrzywdzonych i sprowadzenia zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach w postaci pożaru domu pokrzywdzonych, które to zdarzenie zagrażało położonym w pobliżu innym zabudowaniom”.

Zarzucono mu popełnienie czterech przestępstw

Prokopowicz poinformował, że w piątek prokurator skierował w tej sprawie akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Kielcach. Oskarżonemu zarzucono popełnienie czterech przestępstw „usiłowanie zabójstwa dwóch osób i zniszczenie mienia znacznej wartości (ponad 200.000 zł) poprzez podpalenie domu, w którym spali pokrzywdzeni. Znieważenia pięciu funkcjonariuszy policji podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych. Kierowania gróźb zniszczenia mienia poprzez podpalenie oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu wobec dwóch policjantów” – powiedział Prokopowicz.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach zaznaczył, że wszystkie te czyny miały miejsce od 4 do 5 kwietnia ubiegłego roku. Po przeprowadzonej obserwacji sądowo-psychiatrycznej biegli zgodnie orzekli, że w czasie popełniania zarzucanych mu czynów Paweł K. miał zachowaną zdolność do rozpoznania ich znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem.

Nie przyznał się do postawionych zarzutów

Przesłuchany w charakterze podejrzanego Paweł K. nie przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

– Oskarżony pozostaje tymczasowo aresztowany, za zarzucane mu czyny grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. W przeszłości był czterokrotnie karany, w tym za przestępstwa podobne do obecnie zarzucanych, tj. m.in. przeciwko mieniu, wolności, czy przeciwko działalności instytucji państwowych – podkreślił Prokopowicz.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruszył proces 25-letniego Mateusza K. Zgwałcił 9-latkę i zamknął ją w wersalce

9-letnia Sara poszła do znajomego i jakby zapadła się pod ziemię. Jej starszy brat wpadł na jej trop niemal w ostatniej chwili. Zakneblowaną i zgwałconą dziewczynkę znaleziono w wersalce w mieszkaniu Mateusza K. Ledwie oddychała. Właśnie ruszył proces 25-latka.

Przed Sądem Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim ruszył proces Mateusza K., który – zdaniem śledczych – zgwałcił, zakneblował i zamknął w wersalce 9-letnią Sarę. Ze względu na obecną sytuacją epidemiologiczną związaną z koronawirusem, proces toczy się za zamkniętymi drzwiami.

Co dokładnie prokuratura zarzuca mężczyźnie w akcie oskarżenia?

– Mateuszowi K. przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa małoletniej Sary, a także pozbawienia jej wolności ze szczególnym udręczeniem poprzez związanie jej rąk i nóg oraz zaklejenie ust taśmą klejącą, a następnie doprowadzenie przemocą do obcowania płciowego i spowodowanie naruszenia czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni – mówił w styczniu Roman Witkowski, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Mateusz K. przyznał się do gwałtu na małoletniej i pozbawienia jej wolności. Natomiast nie przyznał się do usiłowania zabójstwa. Grozi mu kara pozbawienia wolności od lat 12, kara 25 lat albo dożywotniego pozbawienia wolności.

Zamiast się leczyć, zapadł się pod ziemię

Mateusz K. to 25-latek, który w 2018 roku opuścił szpital psychiatryczny w Gorzowie Wielkopolskim. Trafił tam po tym, jak brutalnie zaatakował 7-latka. Wówczas biegli orzekli, że w chwili popełnienia przestępstwa był niepoczytalny, dlatego nie mógł odpowiadać przed sądem.

Po pięciu latach biegli stwierdzili, że dalsze leczenie w zamknięciu nie jest konieczne. W oparciu o tę opinię Sąd Rejonowy w Gliwicach zwolnił Mateusza K. Mężczyzna opuścił szpital. – Opinia biegłych była jasna i jednoznaczna. Wynikało z niej, że Mateusz K. może opuścić szpital, dlatego sąd podjął taką decyzję – tłumaczyła sędzia Agata Dybek-Zdyń, rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach.

Był jeden warunek. Mateusz K. na wolności miał się leczyć pod okiem specjalistów. Miał, ale tego nie robił. Przez 11 miesięcy sąd próbował ustalić, gdzie przebywa mężczyzna i dlaczego nie reaguje na kolejne wezwania na terapię.
Źródło info i foto: tvn24.pl

„Gang pruszkowski” przed sądem. 1698 stron aktu oskarżenia

Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. ps. Parasol to główni oskarżeni mającego ruszyć dzisiaj przez Sądem Okręgowym w Warszawie, procesu gangu pruszkowskiego i ochranianej przez niego grupy oszustów wyłudzających VAT. W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69. Samo odczytanie, liczącego 1698 stron, aktu oskarżenia może zająć nawet kilkanaście godzin!

Proces pruszkowskich bossów, ich pomagierów oraz oszustów wyłudzających VAT ma się rozpocząć w poniedziałek w sali 252, największej w stołecznym sądzie okręgowym. Przewinęło się przez nią większość znanych, bardziej lub mniej, członków gangów z Warszawy i okolic. Na razie wyznaczono 33 terminy rozpraw. Proces poprowadzi sędzia Piotr Maksymowicz.

W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69 świadków i odczytać zeznania kolejnych 99 osób. Materiał dowodowy w sprawie to ponad 300 tomów akt głównych oraz ponad 400 tomów załączników. Akt oskarżenia liczy zaś 1698 stron. Odczytanie go może zająć prokuratorowi kilkadziesiąt kilkanaście godzin.

Zamiana referenta

Pierwotnie referentem sprawy był, od 9 września 2019 r., sędzia Krzysztof Ptasiewicz. Przestał nim być 19 grudnia, po tym jak w połowie grudnia cofnięto mu nagle delegację do sądu okręgowego. Według „Rzeczpospolitej” decyzję taką podjęła wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowską, po tym jak sędzia odrzucił wnioski prokuratury o zastosowanie aresztu w „pewnej sprawie karnej o sygn. XVII 246/19”.

Wymieniona sprawa dotyczy właśnie gangu pruszkowskiego. Z ustaleń tvp.info wynika, że sędzia Ptasiewicz wydał postanowienia o możliwości zmiany tymczasowego aresztowania na poręczenie majątkowe – po uiszczeniu określonej kwoty poręczenia. I tak Andrzej Z. ps. Słowik miał zapłacić 400 tys. zł, Leszek D. ps. Wańka – 200 tys. zł, Janusz P. ps. Parasol – 120 tys. zł, Krzysztof O. ps. Kręcony – 150 tys. zł. Termin uiszczenia poręczeń minął 6 grudnia. Do tego dnia, tylko za Leszka D. wpłacono wymaganą sumę i odzyskał on wolność.

Sprawę warunkowego uchylenia aresztów ujawnił 20 listopada portal tvp.info. Co ciekawe, sędzia Ptasiewicz uważany jest przez stołecznych prokuratorów za „dobrego i rzetelnego” przedstawiciela Temidy.

Powrót do przeszłości

Portal tvp.info opisywał część przestępstw, za które mają odpowiedzieć pruszkowscy mafiosi. Jednym z nich była próba wymuszenia miliona złotych haraczu od jednego z przedsiębiorców we wrześniu 2014 r. Zmuszanie biznesmenów do przekazywania gangsterom firm czy płacenia „za ochronę”, to rzeczywistość lat 90. Wtedy to niewiele osób decydowało się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości. W XXI wieku wiele się zmieniło. Zastraszany przez bossów przedsiębiorca nie bał się zawiadomić policji.

Mafiosi odpowiedzą także za przestępstwo, o którym zapewne woleliby zapomnieć. Według prokuratury w czerwcu 2016 r. chcieli okraść rosyjskich gangsterów handlujących narkotykami, ale pomylili samochody i napadli na ojca z dwoma synami. W ataku mieli wziąć udział: „Słowik”, „Wańka” wraz z synem Adamem K. oraz „Parasol”. Bossowie usłyszeli prokuratorskie zarzuty uszkodzenia ciała i usiłowania rozboju. Gangsterzy twierdzą, że są niewinni.

W 2016 r. grupa pruszkowska zrabowała kilkadziesiąt kilogramów bursztynu o wartości 440 tys. zł, ukradła także dwóm kolekcjonerom zegarki o łącznej wartości ponad miliona złotych.

„Pruszków” bierze się za VAT

Według prokuratury nowy gang „Słowika”, bo to jego śledczy wskazują jako lidera grupy, działał od września 2014 r. do września 2018 r. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy boss kierował nim zza krat, m.in. przy pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami czy podrabianiem dokumentów. Śledczy zarzucają także gangsterom handel kokainą.

Na trop pruszkowskich gangsterów wpadli funkcjonariusze CBŚP i śledczy prokuratury regionalnej ze Szczecina, rozpracowując grupę, która wyłudzała podatek VAT. Na jej czele miał stać Sebastian W. Gang działał w latach 2012-2107, a na jego działalności Skarb Państwa miał stracić blisko 193 mln zł.

Z grupą tą, zdaniem śledczych, związali się w 2013 r. „Słowik” i „Wańka”. – Ich rola polegała na zapewnianiu środków pieniężnych w funkcjonowanie tej grupy, zapewnianiu ochrony interesów majątkowych grupy, w tym związanych z rozliczeniami na tle konfliktów z innymi grupami przestępczymi – poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie po skierowaniu akt oskarżenia w listopadzie 2018 r.

Drugi gang rozpracowany przez śledczych to już typowa gangsterska ekipa, na czele której miał stać Andrzej Z. ps. Słowik. W jej skład wchodzili m.in. Leszek D. ps. Wańka, Janusz P. ps. Parasol, Krzysztof K. ps. Kręcony, Artur R. ps. Pinokio, Adam K. ps. Młody Wańka czy Sebastian F. Do ekipy tej należeli byli członkowie kilku stołecznych gangów poza „Pruszkowem”, m.in. grupy ożarowskiej i mokotowskiej.
Źródło info i foto: TVP.info

Księgowa ukradła 5 mln złotych. Chcą to ukryć podpaliła ośrodek dla niepełnosprawnych dzieci w Katowicach

Zagadka podpalenia ośrodka dla niepełnosprawnych dzieci w Katowicach sprzed ponad półtora roku została rozwiązana. Jak ustalili policjanci, pożar wywołała ówczesna księgowa placówki. A wszystko z powodu przywłaszczenia przez kobietę ponad 4 i pół miliona złotych. Akt oskarżenia w tej sprawie został już wysłany do sądu.

Zaczęło się od kontroli miejskich urzędników, którzy postanowili sprawdzić finanse w ośrodku. Ale główna księgowa zwlekała z przekazaniem odpowiedniej dokumentacji. I nagle latem 2018 roku w ośrodku spłonęły pomieszczenia, gdzie znajdowały się dokumenty i komputery.

Strażacy od razu mówili, że możliwe było podpalenie. Straty po pożarze oszacowano na prawie 800 tysięcy złotych.

Policjanci drobiazgowo zaczęli sprawdzać dokumentacje bankowe i przelewy. Wówczas okazało się, że przez 5 lat księgowa systematycznie kradła pieniądze. W sumie było to ponad 4 i pół miliona złotych. Według ustaleń policji, kobieta w ciągu miesiąca potrafiła robić np. dla siebie po kilka przelewów, zaznaczając, że to wynagrodzenie.

Trudno w to uwierzyć, ale kobieta wszystko wydała na swoje bieżące potrzeby i zachcianki. Teraz grozi jej do 10 lat więzienia.

W lipcu 2018 roku ogień zniszczył również mnóstwo sprzętu rehabilitacyjnego, zabawek i komputerów. Giszowiecki OREW to wyjątkowy, najstarszy tego typu obiekt w Polsce. Prowadzone są tam różnego rodzaju zajęcia dla niepełnosprawnych. Działa również punkt wczesnej interwencji, prowadzone są warsztaty terapii zajęciowej. Dzięki nim niepełnosprawni uczą się życia w społeczeństwie oraz samodzielności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Radom: Jest akt oskarżenia ws. przedszkolanki podejrzanej o psychiczne znęcanie się nad dziećmi

Prokuratura w Radomiu skierowała akt oskarżenia wobec 60-letniej nauczycielki jednego z miejscowych przedszkoli. Według śledczych przedszkolanka znęcała się psychicznie nad podopiecznymi. Czyn ten jest zagrożony karą więzienia od sześciu miesięcy do ośmiu lat.

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas, prokurator zarzucił Ewie Ż. psychiczne znęcanie się nad siedmiorgiem trzylatków. – Przedszkolanka kierowała wobec dzieci poniżające i ośmieszające je wypowiedzi, groziła dzieciom naruszeniem nietykalności cielesnej czy zamknięciem w osobnym pomieszczeniu – powiedziała rzeczniczka.

W ocenie biegłych postępowanie nauczycielki miało wpływ na kondycję psychiczną przedszkolaków. – Rodzice zaobserwowali, że dzieci z płaczem wychodziły do przedszkola, były przestraszone, a niektóre reagowały agresywnie – powiedziała Galas.

Sprawa wyszła na jaw w czerwcu. W szafkach dzieci z grupy trzylatków pojawiły się kartki z informacją, że jedna z przedszkolanek znieważa maluchy oraz grozi im, że zamknie je w łazience lub zawinie w dywan.

Utrwalone na płycie nagrania otrzymała dyrektor przedszkola. Po jej odsłuchaniu potwierdzono, że głos należy do jednej z przedszkolanek. Nauczycielka rozpoznała swój głos na taśmie, ale twierdziła, że nagranie zostało zmanipulowane i nie przyznała się do winy.

Sprawa trafiła do prokuratury, która przedstawiła kobiecie zarzuty. Dotyczyły one okresu od września 2018 r. do maja 2019 r.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest akt oskarżenia w jednym z wątków „afery podkarpackiej”

Jest akt oskarżenia w jednym z wątków afery podkarpackiej. Chodzi o nieprawidłowości związane ze sprzedażą elektrociepłowni w Przeworsku. Przed sądem w tej sprawie ma stanąć 15 osób. Oskarżeni mają odpowiadać przede wszystkim za spowodowanie szkody w jednej z państwowych spółek energetycznych. Mowa o 22 mln zł. Chodzi o sprzedaż po zawyżonej cenie przeworskiej elektrociepłowni właśnie tej firmie. Na ławie oskarżonych ma zasiąść m.in. kilka osób z ówczesnych władz państwowej spółki.

Reszta zarzutów dotyczy m.in. wyłudzenia kredytu, prania brudnych pieniędzy czy wręczania miliona euro łapówki.

W sumie w akcie oskarżenia podejrzanym zarzucono 43 przestępstwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Duchowny oskarżony o seks z 14-latką. Obrona: dziewczynka się na to zgodziła, są nagrania

Pod koniec października 2019 roku do sądu wpłynęło oskarżenie wobec księdza, który miał uprawiać seks z 14-latką. Teraz linia obrony miała przedstawić śledczym nowe dowody, według których dziewczynka zgodziła się na współżycie z duchownym. Jak podaje „Dziennik Zachodni” sprawa dotyczy księdza, który pracował w jednej z parafii w gminie Koniecpol w województwie śląskim. Sprawę prowadzi Sąd Rejonowy w Myszkowie, do którego w ubiegłym roku wpłynął akt oskarżenia. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyła kuria diecezjalna.

Sprawa księdza oskarżonego o seks z 14-latką. Obrona podejrzanego zgłosiła nowe dowody

Duchownemu postawiono dwa zarzuty obcowania płciowego z osobą poniżej 15. roku życia. Według ustaleń dziennikarzy w przypadku obydwu zarzutów pokrzywdzoną jest ta sama nastolatka. Do kontaktów między nieletnią, a księdzem miało dojść w latach 2013-2014.

Śledczym udało się dotrzeć do dorosłej już dziś pokrzywdzonej, która została przesłuchana w obecności biegłych. Wobec podejrzanego zastosowano dozór policyjny i zakaz opuszczania miejscowości, w której mieszka. Teraz jednak obrońcy oskarżonego dostarczyli nowych dowodów wśród których mają znajdować się m.in. nagrania, z których wynika, że nastolatka współżyła z księdzem za swoją zgodą.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dariusz R. latami znęcał się nad matką. Prokuratura oskarżyła mężczyznę o zabójstwo

Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce oskarża Dariusza R. o zabójstwo i długotrwałe znęcanie się nad 67-letnią matką – przekazała PAP rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik. Sprawcy tragedii grozi dożywocie. Akt oskarżenia trafił do sądu. Dramat rozgrywał się przez co najmniej rok, od maja 2018 roku do marca 2019 roku. Zdaniem śledczych w tym czasie 39-letni R. znęcał się fizycznie i psychicznie nad matką.

„Wszczynał awantury domowe, podczas których wyzywał matkę słowami wulgarnymi, obelżywymi, bił ją i kopał po całym ciele, wyganiał z domu” – przekazała prokurator krajowa.

Kumulacja tragedii nastąpiła w nocy z 16 na 17 marca 2019 r.

„Wówczas oskarżony, będąc pod wypływem alkoholu, przycisnął pokrzywdzoną i unieruchomił jej klatkę piersiową przez ucisk kolanami. Następnie wielokrotnie zadawał matce silne ciosy pięściami po całym ciele” – opisała prokurator Bialik.

Wskutek wyrafinowanej przemocy 67-latka doznała licznych obrażeń ciała. Miała złamany mostek, żebra i lewy obojczyk. Do tego wiele obrażeń wewnętrznych.

„Bezpośrednią przyczyną zgonu pokrzywdzonej była ostra niewydolność oddechowa w następstwie zachłyśnięcia krwią, dodatkowo spotęgowana rozległym tępym urazem klatki piersiowej” – podała prokurator.

R. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Zaprzeczył, by znęcał się nad matką i doprowadził do jej śmieci. Dziś przebywa w areszcie tymczasowym. Za zabójstwo grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gotowy akt oskarżenia w sprawie korupcji w kopalniach

20 osób, w tym były wiceprezes Spółki Restrukturyzacji Kopalń oraz byli dyrektorzy kopalń „Boże Dary” i „Makoszowy”, zostało oskarżonych przez śląskie „pezety” Prokuratury Krajowej między innymi o korupcję i ustawianie przetargów. Łapówki miały pochodzić od śląskiego przedsiębiorcy Grzegorza G. i była to zarówno gotówka jak i sponsorowane wyjazdy zagraniczne czy wypożyczenie luksusowego samochodu.

Wszystko zaczęło się, gdy do prokuratury i agentów CBA dotarła informacja, że Grzegorz G., prezes firmy wykonującej zlecenia Spółki Restrukturyzacji Kopalń, może korumpować urzędników odpowiedzialnych za przetargi, w których startuje. Operacyjnie ustalono, że wspomniany biznesmen ma spotkać się z wiceprezesem zarządu SRK. CBA przygotowało operację specjalną. Agenci chcieli zatrzymać obu mężczyzn na gorącym uczynku.

W czerwcu 2017 roku na parkingu przed Centrum Handlowym Fashion House między Jaworznem i Sosnowcem Grzegorz G. spotkał się z Mirosławem S., wówczas wiceprezesem i dyrektorem Biura Likwidacji Kopalń i Ochrony Środowiska Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Gdy przedsiębiorca przekazał urzędnikowi 30 tys. zł, na parkingu pojawili się agenci CBA. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani.

W sieci korupcji

Śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zaczęli badać interesy Grzegorza G. oraz jego kontakty z osobami pełniącymi funkcje publiczne.

Prokuratura ustaliła, że przedsiębiorcy udało się skorumpować kilka innych osób. Zarzuty przyjęcia łapówek usłyszeli: Marek C. (były kierownik Zespołu Monitorowania Procesów Likwidacji Kopalń SRK), Przemysław K. (były dyrektor KWK „Boże Dary”) oraz Bogdan P. (były dyrektor KWK „Makoszowy”).

Według śledczych podejrzani mieli przyjąć korzyści majątkowe o łącznej wartości ponad 156 tys. zł, z czego 49 tys. zł w gotówce, a resztę między innymi w formie sponsorowanej wycieczki zagranicznej, czy użyczenie luksusowego samochodu z kartą na darmowe tankowanie. Teraz wspomnianym decydentom grozi do 10 lat więzienia.

Zmowa i niegospodarność

Podczas śledztwa odkryto, że część łapówek była przeznaczona na wygranie przetargów organizowanych na rzecz SRK. Zdaniem prokuratury, tak zwana zmowa przetargowa miała miejsce w co najmniej trzech przypadkach. Jeden dotyczył „utrzymania ruchu w zakresie systemu bezpieczeństwa” w kopalni „Krupiński”. Przetarg ten miał wartość ponad 7 mln zł. Kolejny przetarg – o wartości ponad 3 mln zł – dotyczył „utrzymania budynku lampowni i obsługi lampowni” w kopalni „Boże Dary”. Trzecim ustawionym konkursem było „uruchomienie urządzeń systemu ogólnozakładowej łączności oraz ogólnozakładowego systemu dyspozytorskiego” w kopalni „Centrum”, wycenione na ponad milion zł.

Ponadto prokuratura ustaliła, że SRK straciła ponad 540 tys. zł w związku z tym, że byli dyrektorzy Oddziału Centralnego Zakładu Odwadniania Kopalń oraz KWK „Boże Dary” odstąpili od nałożenia kar na wykonawców, którzy nie ukończyli w terminie zakontraktowanych robót. Za niegospodarność odpowiadają, zdaniem śledczych, pracownicy SRK, którzy poświadczali nieprawdę w protokołach odbioru poszczególnych prac.

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Będzinie.
Źródło info i foto: TVP.info