Tuluza: Uzbrojony 17-letni napastnik uwolnił wszystkie zakładniczki

Cztery zakładniczki, przetrzymywane przez uzbrojonego napastnika w sklepie w Tuluzie we Francji zostały uwolnione. Sprawca został zatrzymany, był znany tamtejszej policji. Zapewniono, że nie doszło do aktu terrorystycznego.

Dramatyczne wydarzenia w Blagnac w pobliżu lotniska w Tuluzie rozpoczęły się we wtorek o godz. 16.20. Rzeczniczka francuskiej policji poinformowała, że uzbrojony napastnik wziął czterech zakładników w sklepie sieci PMU. Kolejne informacje mówiły o tym, że wszyscy zakładnicy to kobiety – właścicielka sklepu i trzy pracowniczki.

17-latek domagał się negocjacji z władzami. Dwie próby szturmu ze strony policji odstraszył strzałami z pistoletu. Na miejsce przybyły policyjne jednostki antyterrorystyczne, karetki pogotowia i dwa wozy strażackie.

Do wieczora mężczyzna uwolnił on wszystkie przetrzymywane kobiety, ale sam zabarykadował się w sklepie. Późnym wieczorem został jednak obezwładniony i aresztowany przez funkcjonariuszy elitarnej jednostki francuskiej policji RAID.

Według wstępnych ustaleń, chodziło o napad rabunkowy, który nie powiódł się napastnikowi. Wiadomo, że był on wpisany do kartotek policyjnych po tym, jak zatrzymano go 15 lutego w trakcie demonstracji „żółtych kamizelek”. Miałby wtedy utrzymywać, że jest „zbrojnym ramieniem” tego ruchu.

Kobiety, które przetrzymywał napastnik, nie odniosły żadnych obrażeń. W kartotekach notowany jest także ze względu na swoje wcześniejsze wykroczenia, m.in. kradzieże. Prokurator Tuluzy poinformował, że chłopak zostawił w domu listy, z których wynika, że jest w depresji i – jak to ujął – zrobi wszystko aby „żółte kamizelki” zwyciężyły.
Źródło info i foto: TVP.info

Ładunki wysłane do Baracka Obamy, Billa Clintona i CNN to „akt terrorystyczny”

Federalne Biuro Śledcze bada ładunki wybuchowe, które w środę zostały dostarczone do m.in. biur byłych prezydentów USA – Baracka Obamy i Billa Clintona, siedziby CNN w Nowym Jorku. Prezydent Stanów Zjednoczonych USA potwierdził, że podłożenie bomb było aktem wewnętrznego terroryzmu. Podejrzane przesyłki wysłano również do byłego prokuratora generalnego Erica Holdera, który sprawował ten urząd w administracji Obamy, byłej przewodniczącej Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, kongresmenki Debbie Wasserman Schultz i demokratycznej kongresmenki Maxine Waters.

Paczka wysłana do gubernatora stanu Nowy Jork Andrew Cuomo, która została początkowo uznana za kolejne urządzenie wybuchowe, okazała się niegroźna.

Urządzenia wysłane do Obamy i Clinton były podobne do ładunku, jaki w poniedziałek znaleziono w skrzynce pocztowej domu miliardera, filantropa i działacza politycznego George’a Sorosa pod Nowym Jorkiem – podaje „The New York Times”.

Doniesienia o przejęciu podejrzanej paczki wysłanej do Białego Domu zostały zdementowane przez Secret Service.
Podwyższone środki bezpieczeństwa w Nowym Jorku

To agenci Secret Service odkryli dwa urządzenie wybuchowe w biurach Obamy w Waszyngtonie i Clinton w hrabstwie Westchester pod Nowym Jorkiem.

W oficjalnym komunikacie Secret Service poinformował, że „paczki zostały natychmiast zidentyfikowane jako urządzenia wybuchowe podczas rutynowej procedury sprawdzania przesyłek pocztowych i zajęto się nimi w stosowny sposób. Obydwie paczki przejęto, zanim zostały dostarczone na wskazany adres. Osoby będące pod opieką (Secret Service) nie otrzymały przesyłek i nie było ryzyka, że je otrzymają”.

„Secret Service wdrożył śledztwo kryminalne na pełną skalę i skorzysta ze wszystkich dostępnych środków federalnych, stanowych i lokalnych, by określić pochodzenie paczek i zidentyfikować osoby odpowiedzialne” – głosi oświadczenie.

Śledztwo w sprawie urządzeń wybuchowych podjęło również FBI – podało CNBC.

Władze miasta zaostrzyły w związku z tym środki bezpieczeństwa – poinformował burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio, który na konferencji prasowej nazwał akcję rozsyłania ładunków wybuchowych „czystym aktem terroru”. Zapewnił jednak, że „nie ma innych, prawdopodobnych zagrożeń dla Nowego Jorku”.

Nowojorska policja poinformowała, że urządzenia wybuchowe wysłane w paczkach są podobnie skonstruowane i mogą być dziełem tej samej osoby, czy tych samych osób.

Główny specjalista ds. terroryzmu w nowojorskim FBI Bryan Paarmann zapowiedział, że agenci Biura „nie spoczną, póki (…) ta osoba lub osoby nie staną przed wymiarem sprawiedliwości”.
Ostra reakcja Trumpa

O wysłaniu ładunków wybuchowych do biur Obamy i Clinton poinformowany został prezydent Donald Trump, który powiedział, że „cała siła rządu USA jest zaangażowana w śledztwo w sprawie paczek”.

Prezydent poinformował, że briefingi w tej sprawie przedstawiły mu już FBI, Secret Service oraz resort sprawiedliwości, i obiecał gruntowne śledztwo. – Nie możemy tolerować tych tchórzliwych prób i zdecydowanie potępiam wszystkich, którzy wybierają przemoc – oznajmił.

Trump podkreślił, że „takie skandaliczne postępowanie” jest sprzeczne ze wszystkim, co stanowi wartość dla Amerykanów. – W takich czasach musimy się zjednoczyć, musimy stanąć razem – dodał prezydent.

Akcję rozsyłania urządzeń wybuchowych potępiła też pierwsza dama Melania Trump.

Rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders wydała komunikat, w którym poinformowała, że administracja Trumpa potępia „próby (przeprowadzenia) agresywnych ataków” przeciw byłemu prezydentowi i byłej sekretarz stanu oraz „innym osobom publicznym”.

„Te terroryzujące działania są nikczemne i każda osoba odpowiedzialna za nie będzie pociągnięta do odpowiedzialności w pełnym wymiarze prawa” – napisała Sanders.

Wiceprezydent Mike Pence napisał na Twitterze: „Te tchórzliwe działania są podłe i nie ma dla nich miejsca w tym Kraju”. Wkrótce potem Trump napisał w swoim tweecie, że „całym sercem” podziela zdanie Pence’a.

Szef republikańskiej większości w Senacie USA Mitch McConnell nazwał wysyłanie ładunków wybuchowych „terroryzmem wewnętrznym”.
Alert bombowy na kilka dni przed wyborami

Wkrótce po pojawieniu się informacji o ładunkach wysłanych do Obamy i Clinton nowojorska policja została wezwana do biura CNN w Nowym Jorku w budynku Time Warner Center w związku z podłożeniem podejrzanej paczki.

Biuro telewizji zostało ewakuowane włącznie z dziennikarzami prowadzącymi program na żywo, a emisja programu została podjęta z biura CNN w Waszyngtonie. Policja zaapelowała do osób znajdujących się w pobliżu Time Warner Center, by „znalazły schronienie”.

CNN podało nieco później, że wysłana do telewizji podejrzana przesyłka była zaadresowana do byłego szefa CIA Johna Brennana, który jest częstym gościem i komentatorem CNN.

Nowojorska policja poinformowała później, że paczka, która trafiła do CNN, zawiera ładunek wybuchowy oraz kopertę z białym proszkiem. Urządzenie było „prymitywne, ale skuteczne” – powiedzieli rozmówcy AP.

Prezes CNN Jeff Zucker oświadczył, że biura sieci na całym świecie są sprawdzane pod kątem podobnych zagrożeń.

Adres zwrotny podany na przesyłkach do Obamy i Clinton to adres Debbie Wasserman Schultz.

W mediach pojawiły się też doniesienia, że biuro Wasserman Schultz na Florydzie ewakuowano po znalezieniu podejrzanej paczki; FBI podało, że do biur kongresmenki wysłano dwie przesyłki.

Hillary Clinton powiedziała po odnalezieniu wysłanej do niej paczki, że dziękuje agentom Secret Service; dodała, że nadeszły „niepokojące czasy, czasy głębokich podziałów” politycznych.

AFP przypomina, że paczki z urządzeniami wybuchowymi zostały wysłane na 13 dni przed wyborami środka kadencji (midterm election), w okresie szczególnie nasilonych napięć politycznych pomiędzy Republikanami a wyborcami Demokratów.

Reuters zwraca uwagę, że paczki wysłano wyłącznie do Demokratów i bardzo ważnego sponsora Partii Demokratycznej, czyli Sorosa, oraz telewizji CNN, która jest krytyczna wobec prezydenta i często bywa obiektem ataków Trumpa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rachmat Akiłow skazany na dożywocie. Jest odpowiedzialny za zamach w Sztokholmie

Uzbek, który w zeszłym roku wjechał ciężarówką w przechodniów w Sztokholmie, zabijając pięć osób, został skazany na dożywocie za akt terrorystyczny.

Przed sądem Rachmat Akiłow mówił, że jego celem było mordowanie szwedzkich obywateli. Przyznał też, jak oddany jest sprawie kalifatu. – Nie należę do siebie samego. Należę do Państwa Islamskiego – mówił. Samo ISIS nie potwierdziło jednak, że stoi za atakiem.

40-letni obecnie Uzbek przyjechał do Szwecji w 2014 roku. Chciał tam osiąść, ale w grudniu 2016 roku odrzucono jego wniosek azylowy i nakazano w ciągu czterech tygodni opuścić kraj. Zniknął jednak z radarów służb i już na kilka miesięcy przed atakiem został umieszczony na oficjalnej liście osób poszukiwanych.

Do ataku w Sztokholmie doszło 7 kwietnia ubiegłego roku. Akiłow ukradł ciężarówkę i z dużą prędkością przejechał nią po jednej z najbardziej ruchliwych ulic szwedzkiej stolicy. Rajd zakończył w witrynie domu towarowego. W wyniku ataku zginęło pięć osób, a dziesięć kolejnych zostało rannych.

Akiłow, którego wniosek azylowy został odrzucony, z zakrwawioną i pociętą szkłem twarzą uciekł z miejsca zdarzenia, ale szybko został aresztowany i w trakcie przesłuchania przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wewnątrz samochodu policja znalazła ładunek wybuchowy w postaci kanistrów z benzyną, wypełnionych gwoźdźmi.
Źródło info i foto: rp.pl

Incydent z polskim autobusem traktowany jako akt terrorystyczny

Podłożenie ładunku wybuchowego pod polskim autobusem w okolicach Lwowa traktowane jest w śledztwie jako akt terrorystyczny – oświadczyła w poniedziałek Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Wszczęto postępowanie karne z paragrafu 258 (kodeksu karnego, który mówi o akcie terrorystycznym–PAP). Prowadzone są działania śledcze” – powiedział agencji Interfax-Ukraina przedstawiciel służby prasowej SBU Ołeh Aleksandrow. Funkcjonariusz nie ujawnił żadnych innych szczegółów śledztwa. Informacje na temat źródła tego wybuchu będzie znana po opracowaniu ekspertyzy – zaznaczył w rozmowie z gazetą internetową „Ukrainska Prawda”.

Do zdarzenia doszło w sobotę późnym wieczorem na parkingu hotelu na obwodnicy Lwowa. W autobusie, którym podróżowali turyści z Polski, nie było ludzi. W wyniku incydentu nikt nie ucierpiał.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ukraina: Eksplozja samochodu w centrum Kijowa

W wybuchu samochodu w centrum Kijowa zginął wieczorem obywatel Gruzji Timur Machauri, członek czeczeńskiego batalionu ochotniczego walczącego po stronie Ukrainy z prorosyjskimi separatystami w Donbasie. Policja oświadczyła, że w jego pojeździe, który eksplodował w pobliżu ruchliwego Rynku Besarabskiego, podłożono bombę. Wraz z Machaurim w aucie były jeszcze dwie osoby: kobieta, która walczy o życie w szpitalu i dziecko, które nie odniosło groźnych dla życia ran. Zdarzenie zakwalifikowano jako akt terrorystyczny.

– Według wstępnych informacji zadziałał podłożony w samochodzie ładunek wybuchowy. Ofiara jest obywatelem Gruzji, dość znanym w kręgach kryminalnych; nazywa się Timur Machauri. Utrzymywał kontakty z różnego rodzaju środowiskami czeczeńskimi – oświadczył rzecznik MSW Artem Szewczenko.

Agencja Interfax-Ukraina doniosła, że Machauri w lutym został skazany przez ukraiński sąd na pięć lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata za nielegalne posiadanie broni.

Znajomi zabitego powiedzieli tymczasem stacji telewizyjnej 112.Ukraina, że Machauri walczył w Donbasie w batalionie im. Dżochara Dudajewa i był „osobistym wrogiem” przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa. To, że walczył w batalionie czeczeńskim, potwierdził jego dowódca Muslim Czeberłojewski – podała Interfax-Ukraina.

Niejednoznaczna postać

Doradca szefa MSW i deputowany ukraińskiego parlamentu Anton Heraszczenko ocenił na Facebooku, że Machauri był postacią niejednoznaczną.

– Trzy lata temu Timur został zatrzymany przez władze tureckie jako podejrzany o zabójstwo pięciu Czeczenów, ukrywających się w tym kraju przed rosyjskim wymiarem sprawiedliwości. Tureckie władze i prasa oskarżały go wówczas, że pracuje dla Kremla, a tureckie media donosiły (…), że Machauri był bezpośrednio zaangażowany w likwidację samego Szamila Basajewa – napisał.

– W Turcji został z tych zarzutów całkowicie uniewinniony i zwolniony z aresztu. Na Ukrainę przybył legalnie i wstąpił do naszego oddziału – powiedział Czeberłojewski.

Szamil Basajew, radykalny czeczeński przywódca polowy, przyznał się do zorganizowania ataku na szkołę w Biesłanie na rosyjskim Kaukazie Północnym, w którym w 2004 r. zginęły 334 osoby, w tym 186 dzieci. Basajew zginął w 2006 r. w wyniku eksplozji ciężarówki z materiałami wybuchowymi na terytorium Inguszetii, republiki sąsiadującej z Czeczenią. Służby specjalne Rosji utrzymują, że to one go zabiły.

Zdarzenia w wąwozie Lopota

Heraszczenko napisał także, że Machauri był doskonale znany w Gruzji jako uczestnik wydarzeń w wąwozie Lopota, gdzie gruzińskie oddziały specjalne zlikwidowały w 2012 r. grupę bojowników czeczeńskich. – Wspierał go wtedy wiceminister spraw wewnętrznych Giorgi Lortkipanidze, który mówił, że Machauri nie jest terrorystą i agentem FSB (rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa), lecz patriotą Gruzji – napisał Heraszczenko na swoim Facebooku.

W związku z zamachem na Machauriego policja zablokowała drogi wyjazdowe w Kijowie i prowadziła wzmożoną kontrolę samochodów. Na ulice i stacje metra skierowano dodatkowe patrole policji i Gwardii Narodowej MSW.
Źródło info i foto: TVP.info

Węgry: Podejrzany o eksplozję usłyszał zarzut. „Chciał miliona euro”

Podejrzany w sprawie ubiegłorocznej eksplozji w Budapeszcie usłyszał zarzut przygotowania aktu terrorystycznego – poinformował w piątek prokurator generalny Węgier Imre Keresztes. W wyniku ataku ciężko rannych zostało dwoje policjantów.

Keresztes przekazał, że podejrzany Laszlo P., który znajduje się obecnie w areszcie, chciał uzyskać od węgierskiego MSW milion euro, grożąc kolejnymi wybuchami. Grozi mu za to kara pozbawienia wolności od 2 do 8 lat. Według Keresztesa siła eksplozji była taka, że życie mogli w niej stracić ludzie znajdujący się w promieniu 2,5-3 metrów od wybuchu i mogła spowodować obrażenia u osób znajdujących się dalej. Mężczyzna jest również podejrzany o próbę zaplanowanego wcześniej morderstwa z narażeniem życia wielu ludzi, za co grozi nawet dożywocie.

Po spowodowaniu eksplozji w Budapeszcie wysłał do MSW e-maila, w którym opisał skład substancji wybuchowej użytej z zamiarem zabicia policjantów oraz proces jej przygotowania i zapowiedział, że w późniejszym terminie wysunie konkretne żądania. Według Centralnego Biura Dochodzeń Prokuratora Generalnego mężczyzna chciał też zdobyć broń policjantów. O jego zatrzymaniu poinformowano w październiku ubiegłego roku. Jest to młody, niekarany wcześniej mężczyzna. W lutym prokuratura generalna podała, że zasadniczo przyznał się on do przestępstwa, ale „nie wykazuje autentycznej skruchy, a jego postawy nie można uznać za współpracującą”.

Ranni policjanci wrócili do pracy

Do wybuchu doszło 24 września wieczorem w pobliżu jednego z najbardziej ruchliwych skrzyżowań Budapesztu. Policja opisywała sprawcę jako mężczyznę w wieku 20-25 lat, mającego około 170 cm wzrostu. Na nagraniu z kamery ulicznej w miejscu zdarzenia było widać, że przez około 15 minut czekał na ulicy, a do eksplozji ładunku wybuchowego doszło dopiero, gdy zbliżyli się patrolujący ulicę policjanci.

Ranni policjanci po 8 miesiącach, w czerwcu tego roku powrócili do służby.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Petersburg: Ładunek w metrze zdetonował zamachowiec samobójca?

Co najmniej 11 osób zginęło, a 45 zostało rannych w poniedziałkowym wybuchu w metrze w Petersburgu. Komitet Śledczy Rosji wszczął śledztwo dotyczące aktu terrorystycznego. Łącznie wystawiono listy gończe za dwiema osobami. Jedna miała umieścić ładunek w wagonie metra, druga zostawiła bombę na jednej ze stacji. Ten drugi ładunek udało się zneutralizować. Tymczasem miejscowe media poinformowały, że ładunek został zdetonowany przez zamachowca samobójcę, młodego mężczyznę pochodzącego z Azji Centralnej.

Wieczorem liczba ofiar wzrosła do 11. Wcześniej o 10 zabitych poinformowali minister zdrowia Weronika Skworcowa oraz gubernator Petersburga Gieorgij Połtawczenko. Skworcowa podała także liczbę 47 rannych. Hospitalizowanych zostało 39 osób.

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zakwalifikował wybuch jako akt terrorystyczny. Jak podała rzeczniczka komitetu Swietłana Pietrienko, wszczęta została sprawa karna dotycząca aktu terrorystycznego, przy czym „śledczy mają zamiar sprawdzić również wszystkie inne możliwe wersje zdarzenia”.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że wybuch nastąpił ok. godz. 14.40 w wagonie metra na odcinku pomiędzy stacjami plac Sienny i Instytut Technologiczny. Do eksplozji doszło krótko po tym, kiedy pociąg ruszył. Gdy dojechał do stacji, rozpoczęła się ewakuacja pasażerów. Pierwsze doniesienia mówiły o dwóch wybuchach, później potwierdzono, że był tylko jeden.

Eksplodował niewielki ładunek

Źródła w siłach bezpieczeństwa poinformowały, że eksplodował niewielki ładunek wybuchowy domowej roboty. Telewizja Rossija24 przekazała, że ładunek miał siłę rażenia odpowiadającą 300 gramom trotylu, ale niewykluczone, że użyto w nim elementów zwiększających siłę rażenia. W mediach pojawiła się informacja, że ładunek podłożony był w teczce pozostawionej w wagonie.

Media podały również, że kamery wideo zarejestrowały jednego z domniemanych terrorystów.

Telewizja REN TV opublikowała najpierw kadr, a potem filmy z ubranym na czarno mężczyzną w czarnym nakryciu głowy. Petersburski portal fontanka.ru podał, że mężczyzna ten jest poszukiwany w związku z eksplozją w metrze. Wieczorem mężczyzna sam zgłosił się na policję i poinformował, że nie ma związku z wybuchem.

Media poinformowały z kolei, że ładunek wybuchowy został zdetonowany przez zamachowca samobójcę. – Według jednej z wersji ładunek wybuchowy w petersburskim metrze uruchomił terrorysta samobójca. Zgodnie ze wstępnymi danymi jest to 23-letni mężczyzna pochodzący z Azji Centralnej – powiedziało źródło w siłach bezpieczeństwa. Dodało ono, że mężczyzna wniósł ładunek wybuchowy w plecaku i że domniemany sprawca był związany z „radykalnymi islamistami”.

Petersburski portal Fontanka.ru podał, że domniemanym zamachowcem był Maksim Ariszew, obywatel Kazachstanu, który był w epicentrum eksplozji.

Drugi ładunek

Narodowy Komitet Antyterrorystyczny (NAK) potwierdził, że na innej stacji metra – plac Powstania – znaleziono ładunek wybuchowy, który nie eksplodował. Jak relacjonują agencje informacyjne, jest to ładunek wybuchowy domowej roboty o sile rażenia równej kilogramowi trotylu, w którym wykorzystano metalowe elementy zwiększające siłę rażenia.

Putin był w Petersburgu

Do eksplozji w metrze doszło w dniu, gdy w Petersburgu przebywał prezydent Rosji Władimir Putin. Podczas wizyty w tym mieście przeprowadził m.in. rozmowy z prezydentem Białorusi Alaksandrem Łukaszenką. Putin spotkał się z szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji i poinformował, że władze rozpatrują różne warianty zdarzenia, w tym o charakterze terrorystycznym. Wieczorem prezydent Rosji złożył kwiaty koło stacji metra Technologiczeskij Institut. Nie wypowiedział się potem dla mediów.

W reakcji na wybuch w metrze w Petersburgu Donald Trump powiedział, że stała się „straszna rzecz”. – Straszna rzecz – to dzieje się wszędzie na świecie – absolutnie straszna rzecz – podkreślił prezydent USA, który zadzwonił potem do Władimira Putina.

– Podczas rozmowy telefonicznej Donald Trump przekazał wyrazy głębokiego współczucia rodzinom i bliskim ofiar, które zginęły w rezultacie barbarzyńskiego zamachu terrorystycznego w petersburskim metrze i poprosił o przekazanie słów wsparcia dla narodu rosyjskiego – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.
Źródło info i foto: TVP.info

Rosja: Petersburg w żałobie po zamachu. Dwie bomby, jedna z nich wybuchła w metrze

W wybuchu w metrze w Petersburgu zginęło w poniedziałek co najmniej 10 osób, a ok. 50 zostało rannych. Komitet Śledczy Rosji wszczął śledztwo dotyczące aktu terrorystycznego. Według mediów kamery w metrze sfilmowały mężczyznę, który mógł być sprawcą wybuchu.

O 10 zabitych poinformowała minister zdrowia Weronika Skworcowa, a także gubernator Petersburga Gieorgij Połtawczenko. Skworcowa podała także liczbę 47 rannych. Hospitalizowanych zostało 39 osób. Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zakwalifikował wybuch jako akt terrorystyczny. Jak poinformowała rzeczniczka komitetu Swietłana Pietrienko, wszczęta została sprawa karna dotycząca aktu terrorystycznego, przy czym „śledczy mają zamiar sprawdzić również wszystkie inne możliwe wersje zdarzenia”.

Bomba w plecaku

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że wybuch nastąpił ok. godz. 14.40 w wagonie metra na odcinku pomiędzy stacjami Siennaja Płoszczad i Technologiczeskij Institut. Do eksplozji doszło krótko po tym, kiedy pociąg ruszył. Gdy dojechał do stacji, rozpoczęła się ewakuacja pasażerów. Pierwsze doniesienia mówiły o dwóch wybuchach, później potwierdzono, że był jeden.

Źródła w siłach bezpieczeństwa poinformowały, że eksplodował niewielki ładunek wybuchowy domowej roboty. Telewizja Rossija24 przekazała, że miał siłę rażenia odpowiadającą 300 gramom trotylu, ale niewykluczone, że użyto w nim elementów zwiększających siłę rażenia. W mediach pojawiła się informacja, że ładunek podłożony był w plecaku pozostawionym w wagonie. Media podały również, że kamery wideo zarejestrowały domniemanego – jak to określiły – „organizatora wybuchu”. Telewizja REN TV opublikowała kadr z ubranym na czarno mężczyzną w czarnym nakryciu głowy. Petersburski portal Fontanka.ru podał, że mężczyzna ten jest poszukiwany w związku z eksplozją w metrze.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Strzelanina w klubie Cameo w Cincinnati

Według służb bezpieczeństwa do zajścia doszło w nocnym klubie Cameo po 1:00 w nocy czasu lokalnego. Stan kilku poszkodowanych jest ciężki, udzielana jest im pomoc medyczna. Zdaniem lokalnej policji przyczyny zdarzenia są obecnie nieznane, więc nie ma powodów, żeby uznać je za akt terrorystyczny. Według policji co najmniej kilka osób uczestniczyło w strzelaninie.

– To będzie długa noc dla funkcjonariuszy, którzy badają tę sprawę – powiedział zastępca lokalnego szefa policji Paul Neudigate. Dodał, że trwają też poszukiwania świadków zdarzenia.

Setki osób w klubie

Wiele osób uciekło z klub zaraz po tym, jak wybuchła strzelanina – relacjonuje CNN, cytując przedstawiciela policji. Według jego informacji w chwili zdarzenia w klubie przebywały setki osób. W czerwcu ubiegłego roku doszło do strzelaniny w klubie dla homoseksualistów w Orlando na Florydzie, w której zginęło ok. 50 osób zginęło, a ponad 50 zostało rannych.

Według władz był to najbardziej krwawy incydent z użyciem broni palnej w historii USA, przewyższający liczbą ofiar masakrę na politechnice w Wirginii w 2007 roku. Odpowiedzialność za atak wzięło na siebie Państwo Islamskie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kanada: Strzelanina w meczecie. Nie żyje 6 osób, 8 zostało rannych

W mieście Quebec dwóch napastników otworzyło ogień do uczestników wieczornych modłów w meczecie – poinformowały lokalne media. Rzecznik policji oświadczył, że zginęło 6 osób, a 8 zostało rannych. Zatrzymano dwóch podejrzanych. Premier Kanady Justin Trudeau nazwał strzelaninę aktem terrorystycznym wymierzonym w muzułmanów w miejscu kultu.

Miejsce strzelaniny zabezpieczyła policja. Jej rzecznik stwierdził, iż nic nie wskazuje na to, by ataku dokonały trzy osoby, o czym wcześniej informował przedstawiciel lokalnej wspólnoty muzułmańskiej. Policja nie wyklucza, iż strzelanina mogła być zamachem terrorystycznym. Świadkowie cytowani przez Radio Canada powiedzieli, że w momencie napadu w meczecie, należącym do Islamskiego Ośrodka Kulturalnego, przebywało ok. 40 osób. Do meczetu wtargnęło ok. godz. 19.15 czasu lokalnego (1.15 w poniedziałek czasu polskiego) dwóch zamaskowanych mężczyzn i otworzyło ogień do wiernych.

Według lokalnego dziennika „Le Soleil” jeden z napastników miał ok. 27 lat, a drugi uzbrojony był w automatyczny karabin AK-47. Policja nie potwierdziła jednak tych informacji. Do meczetu weszli funkcjonariusze specjalnego oddziału antyterrorystycznego policji. Rejon wokół meczetu został zamknięty i otoczony przez policyjne radiowozy. Policja i służby bezpieczeństwa prowadzą zakrojone na szeroką skalę działania.

„Bezsensowna przemoc”

„Dzisiejszej nocy Kanadyjczycy opłakują tych, którzy zginęli w tym tchórzliwym ataku na meczet. Moje myśli są z ofiarami i ich rodzinami” – napisał na Twitterze premier Kanady Justin Trudeau. W wydanym w niedzielę wieczorem czasu lokalnego komunikacie premier potępił „akt terrorystyczny”. „Obserwowanie tak bezsensownej przemocy jest bolesne. Różnorodność to nasza siła, a tolerancja religijna to wartość, która nam, Kanadyjczykom, jest droga” – oświadczył.

„Kanadyjscy muzułmanie są istotną częścią” naszego narodu. W naszych społecznościach, miastach i w naszym kraju nie ma miejsca dla takich bezsensownych aktów” – dodał, zapewniając, że „organy ścigania będą bronić praw Kanadyjczyków i dołożą wszelkich starań, by zatrzymać sprawców”.

Wzrasta wrogość do muzułmanów

Reuters przypomina, że ostatnich latach w Quebecu nasilały się nastroje wrogie muzułmanom, m. in. w związku z polityczną debatą i towarzyszącymi jej sporami wokół zakazu noszenia nikabu, czyli chusty zasłaniającej twarz muzułmańskich kobiet.

Przed tym samym meczetem w czerwcu 2016 r. pozostawiono świński łeb z kartką z napisem po francusku „smacznego”. Był to gest wysoce obraźliwy bowiem muzułmanie nie jedzą wieprzowiny. W 2013 r. jeden z meczetów w miejscowości Saguenay, w Quebecu, spryskano czerwoną cieczą, prawdopodobnie świńską krwią. W sąsiedniej prowincji Ontario w 2015 r. nieznani sprawcy podpalili inny meczet.
Żródło info i foto: polsatnews.pl