Peter Madsen poćwiartował na łodzi szwedzką dziennikarkę. Teraz ożenił się z rosyjską aktywistką

Duński wynalazca Peter Madsen wziął ślub z Jenny Kurpen, mieszkającą w Finlandii rosyjską aktywistką i dziennikarką. Mężczyzna odsiaduje w Danii wyrok dożywocia za zabójstwo szwedzkiej dziennikarki Kim Wall, do którego doszło w sierpniu 2017 r. Informacja o ślubie skazanego za morderstwo 49-letniego Petera Madsena i 39-letniej rosyjskiej aktywistki Jenny Kurpen pojawiła się w grudniu na profilach kobiety i mężczyzny w mediach społecznościowych.

Kurpen obecnie mieszka w Finlandii, gdzie w 2013 r. przyznano jej azyl. Mieszkając w Rosji, zajmowała się dziennikarstwem i polityczną działalnością. Uczestniczyła m.in. w manifestacjach przeciwko Władimirowi Putinowi. Z kolei Madsen odsiaduje wyrok w duńskim więzieniu Herstedvester.

Po tym, jak informacja o ślubie obiegła światowe media, kobieta wydała oświadczenie na Facebooku.

„Otrzymałam tysiące dziwnych, głupich, absurdalnych lub agresywnych komentarzy, wiadomości i gróźb o charakterze fizycznym od wielu tak zwanych normalnych, przestrzegających prawa dobrych ludzi, mężczyzn i kobiet, którzy tak bardzo nienawidzą przemocy, że są gotowi zabić mojego męża i mnie” – napisała.

„Nie zamierzam usprawiedliwiać mojego wyboru, ponieważ moje życie osobiste nie jest niczyją sprawą. (…) Kocham i szanuję męża, jestem dumna z niego i 49 lat jego życia, z wyjątkiem jednego dnia, który był i na zawsze pozostanie tragedią. Mój mąż popełnił straszną zbrodnię i jest za to karany. (…) Mój mąż jest jedną z dwóch ofiar jego zbrodni i pozostanie przy życiu było dla niego karą, a nie nagrodą ani szczęściem” – dodała.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak kwasem i śmierć Kateryny Handziuk. Były asystent posła aresztowany

Były asystent deputowanego prezydenckiego Bloku Petra Poroszenki w poniedziałek trafił do aresztu. Podejrzewany jest o współudział w zamachu na zmarłą 4 listopada aktywistkę Katerynę Handziuk, która opisywała powiązania między władzami Chersonia a prorosyjskimi separatystami. Kobieta zmarła w wyniku oblania kwasem.

Zatrzymany to Ihor Pawłowski, zwolniony 6 listopada z pracy asystent deputowanego do ukraińskiej Rady Najwyższej (parlamentu) Mykoły Pałamarczuka. Sam poseł zapewnia, że nie ma nic wspólnego z atakiem na Handziuk. Decyzję o umieszczeniu Pawłowskiego w areszcie bez prawa do zwolnienia za kaucją podjął sąd w Kijowie. Wcześniej, w sobotę, Pawłowski został zatrzymany w Chersoniu przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. W śledztwie traktowany ma być jako przypuszczalny współuczestnik ataku, według dziennikarek cytowanych przez ukraińską agencję Interfax – Oksany Denisowej i Tatiany Nikołajenko – jako pośrednik pomiędzy Handziuk i organizatorem ataku na nią. W związku ze śmiercią kobiety toczone jest postępowanie z paragrafu mówiącego o zabójstwie.

Organizacje chcą od władz natychmiastowych działań

W październiku wspólną odezwę do władz Ukrainy wystosowały w sprawie ataku na Katerynę Handziuk międzynarodowe organizacje Amnesty International, Human Rights Watch, Freedom House i Frontline Defenders. „Jesteśmy oburzeni stanem śledztw prowadzonych w sprawie napaści i zabójstw aktywistów społecznych i domagamy się zdymisjonowania kierownictwa chersońskiej policji, która od samego początku sabotowała śledztwo w sprawie napaści na Katerynę Handziuk” – napisano w odezwie. O ustalenie sprawców i zleceniodawców napaści na Handziuk apelowały też ambasady państw zachodnich: USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Kanady.

Atak kwasem na Handziuk

30-letnia Kateryna Handziuk, aktywistka na rzecz praw człowieka, dziennikarka i doradczyni mera miasta Chersoń na południu Ukrainy, 31 lipca została zaatakowana kwasem w bramie swojego domu. Substancja ciężko poparzyła 40 procent ciała kobiety.

Była leczona w kijowskim szpitalu, gdzie przeszła kilka operacji. Bezpośrednia przyczyna śmierci nie została jeszcze podana. Bliscy kobiety twierdzą, iż przyczyną napadu było to, że Handziuk opisywała na Facebooku powiązania między władzami Chersonia a prorosyjskimi separatystami, nadużycia policji oraz afery korupcyjne na południu Ukrainy. Atak na Handziuk wywołał ogromne poruszenie wśród Ukraińców. Jej znajomi założyli wraz z obrońcami praw człowieka stronę „Kto wydał zlecenie Katię” i zorganizowali szereg protestów przeciwko bezradności policji. W związku z atakiem zatrzymano pięciu podejrzanych, jednak wciąż nie ustalono, kto był jego zleceniodawcą.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nie żyje ukraińska aktywistka poparzona kwasem. Pisała o aferach i nadużyciach władz

Chersońska aktywistka Kateryna Handziuk, oblana kwasem siarkowym przez nieznanych sprawców, umarła w niedzielę rano w szpitalu. – To mogło spotkać każdego z nas – mówią ukraińscy obrońcy praw człowieka.

30-letnia Handziuk, aktywistka, dziennikarka oraz doradczyni mera miasta Chersoń, 31 lipca została zaatakowana kwasem w bramie swojego domu. Substancja ciężko poparzyła 40 proc. ciała kobiety. Handziuk była leczona w kijowskim szpitalu, gdzie przeszła kilka operacji.

Opisywała afery i nadużycia władz

Bliscy kobiety twierdzą, że przyczyną napadu było to, że opisywała na Facebooku powiązania między władzami Chersonia a prorosyjskimi separatystami, nadużycia policji oraz afery korupcyjne na południu Ukrainy.

Atak na Handziuk wywołał ogromne poruszenie wśród Ukraińców. Jej znajomi założyli wraz z ukraińskimi obrońcami praw człowieka stronę „Kto zlecił Katię”, poprzez którą zorganizowali szereg protestów przeciwko bezradności policji.

Po informacji o śmierci kobiety aktywiści zapowiedzieli na niedzielę wieczór akcje przed MSW i na placach najważniejszych ukraińskich miast. Planują zapalić znicze i demonstrować tam z plakatami przedstawiającymi zdjęcie Handziuk i napis „Zamordowano ją”.

„Zabójstwa, pobicia, niszczenie mienia”

– Reakcje opinii publicznej i międzynarodowych organizacji to jedyne, co może zmusić ukraińską policję do działań. Niedawno przez Ukrainę przetoczyła się cała fala ataków na aktywistów. Są to zarówno zabójstwa i pobicia, jak i zniszczenia własności działaczy – palenie samochodów, biur czy rzucanie granatów. Ofiarami są w większości ludzie, którzy sprzeciwiają się korupcji oraz przestępczości zorganizowanej, ekolodzy i obrońcy praw człowieka – mówi PAP Tetiana Peczonczyk, szefowa ukraińskiego Centrum Informacji o Prawach Człowieka.

– Przyczyną ataków jest brak reformy organów ścigania. Zleceniodawcy pozostają bezkarni. Niektórzy aktywiści byli atakowani już kilka razy, a mimo to nie objęto ich żadną ochroną – opowiada.

– Oprócz wyraźnej nieudolności policji i prokuratury w niektórych przypadkach podejrzewamy, że funkcjonariusze celowo sabotują dochodzenia, bo sami są powiązani ze skorumpowanymi władzami lokalnymi. Tak może być i w przypadku Handziuk, ponieważ Kateryna zajmowała się właśnie korupcją w chersońskiej policji – zauważa.

„Jeden z aresztowanych jest ewidentnie niewinny”

Zatrzymano pięciu podejrzanych o napad na Handziuk, jednak wciąż nie ustalono, kto był jego zleceniodawcą.

– Pierwszy z aresztowanych jest ewidentnie niewinny. Przebywał wtedy w innym mieście. Policja złapała go, by uspokoić opinię publiczną i odwrócić uwagę od realnych sprawców – wyjaśnia Peczonczyk.

– Atak na Katerynę Handziuk to cios w całe społeczeństwo obywatelskie Ukrainy. Dopóki sprawcy i zleceniodawcy nie zostaną przykładnie ukarani, żaden ukraiński aktywista nie może czuć się bezpiecznie. Domagamy się, by podali się do dymisji minister spraw wewnętrznych (Arsen Awakow) oraz prokurator generalny Ukrainy (Jurij Łucenko), ponieważ sabotowali oni reformę organów ścigania. Mamy świadomość, że to, co spotkało Katerynę, może spotkać każdego z nas – podkreśla szefowa ukraińskiego Centrum Informacji o Prawach Człowieka.

Wyrazy współczucia rodzinie Handziuk złożył na Facebooku prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Zaznaczył, że śmierć Handziuk jest straszną tragedią, i zwrócił się do organów ścigania o jak najszybsze wykrycie sprawców.

Zabójstwo „ze szczególnym okrucieństwem”

Tymczasem Narodowa Policja Ukrainy umieściła na swojej stronie internetowej informację, że będzie rozpatrywać napad na Handziuk jako „zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem”.

Międzynarodowe organizacje Amnesty International, Human Rights Watch, Freedom House i Frontline Defenders wystosowały w październiku wspólną odezwę do władz Ukrainy w sprawie ataków na działaczy.

„W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy 2018 roku naliczyliśmy ponad 50 napadów. Nie ustalono ani jednego zleceniodawcy. Władze Ukrainy powinny publicznie potępić wszelkie groźby pod adresem obrońców praw człowieka. Urzędnicy muszą natychmiast podjąć zdecydowane działania, aby zapewnić aktywistom pracę w bezpiecznym środowisku oraz bezpieczne korzystanie z przysługujących im praw do wolności słowa i zgromadzeń, a także do pracy bez zagrożenia atakami” – napisano w dokumencie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejne oskarżenia w sprawie skandalu seksualnego w Wielkiej Brytanii

Brytyjska opozycyjna Partia Pracy poinformowała o zawieszeniu 76-letniego posła Kelvina Hopkinsa w reakcji na doniesienia, że miał on dopuścić się niewłaściwego zachowania wobec młodszej o ponad 50 lat partyjnej aktywistki. Hopkins został oskarżony przez 27-letnią aktywistkę Avę Etemadzadeh, że wysyłał do niej „zabarwione seksualnie wiadomości”, a także „ocierał się o nią kroczem” po zorganizowanej przez nią debacie uniwersyteckiej.

W rozmowie z brytyjskimi mediami kobieta podkreśliła, że incydent został zgłoszony do biura lidera partii w 2014 r., ale nie podjęto wtedy żadnych działań dyscyplinarnych. Rok później Hopkins otrzymał nawet awans do gabinetu cieni.
Rzecznik Partii Pracy powiedział w rozmowie z dziennikiem „The Times”, że poseł został zawieszony na czas wewnętrznego śledztwa w tej sprawie.

Przypadki molestowania w Izbie Gmin

W piątek Jo Tanner z firmy doradczej InHouse Communications opisała na łamach dziennika „The Times” sytuację, w której do jej drinka w parlamentarnym barze wrzucono tabletkę gwałtu. Udało jej się uciec z Izby Gmin, ale – jak podkreśla – była zaniepokojona brakiem procedur i wsparcia ze strony pracowników budynku.

Przypadki Hopkinsa i Tanner to kolejne odsłony w trwającej od ponad tygodnia aferze dotyczącej molestowania i napastowania seksualnego przez posłów zasiadających w Izbie Gmin. Z powodu oskarżeń o takie zachowanie w środę rezygnację złożył minister obrony Michael Fallon. Prowadzone są wewnętrzne śledztwa dotyczące wicepremiera Damiena Greena i wiceministra handlu międzynarodowego Marka Garniera.

Od tygodnia po Westminsterze krąży także lista około 40 nazwisk posłów Partii Konserwatywnej, zawierająca niepotwierdzone oskarżenia o niewłaściwe zachowania na tle seksualnym. Niektóre z osób na tej liście jednoznacznie zaprzeczyły zarzutom.
We wtorek działaczka opozycyjnej Partii Pracy Bex Bailey ujawniła w rozmowie z radiem BBC, że kilka lat temu została zgwałcona przez wysokiej rangi działacza tego ugrupowania. Jak dodała, gdy zgłosiła sprawę władzom partii, zniechęcano ją do dalszego podnoszenia tego tematu i sugerowano, że może to zaszkodzić jej karierze.

Pozostałe partie także informowały, że pojawiły się oskarżenia pod adresem ich posłów lub wysokiej rangą aktywistów.

Liderzy rozwiążą problem?

Na najbliższy poniedziałek zaplanowane jest spotkanie liderów wszystkich partii parlamentarnych w celu wypracowania nowego modelu wsparcia dla ofiar molestowania i napastowania seksualnego, a także niezależnego od partii politycznych systemu zgłaszania skarg.
Źródło info i foto: interia.pl

Taisa Osipowa skazana na 8 lat łagru

Na osiem lat łagru Sąd Rejonowy w Smoleńsku skazał aktywistkę niezarejestrowanej, opozycyjnej partii Inna Rosja Taisę Osipową oskarżoną o produkcję i sprzedaż narkotyków. Osipowa nie przyznała się do winy. Twierdziła, że narkotyki jej podrzucono. Prokurator żądał dla niej czterech lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny. Obrona opozycjonistki zapowiedziała już apelację. To był drugi proces 27-letniej Osipowej z tego oskarżenia. W grudniu 2011 roku smoleński Sąd Rejonowy skazał ją już na 10 lat łagru. W lutym tego roku – po tym jak przypadkiem Osipowej zainteresował się ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew – Sąd Obwodowy w Smoleńsku uchylił wyrok sądu I instancji i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpatrzenia przez innego sędziego. Sąd apelacyjny zdecydował jednocześnie, że pozostanie ona w areszcie. Żródło info i foto: Dziennik.pl