Dwaj katalońscy aktywiści na rzecz niepodległości aresztowani

Hiszpański sąd zdecydował o areszcie dla dwóch liderów ruchu na rzecz niepodległości Katalonii. Jak podała agencja AP, aresztowanym aktywistom zarzuca się podburzanie ludzi. To Jordi Sanchez i Jordi Cuixart. Są w Madrycie prowadzi śledztwo w sprawie roli, jaką grali w czasie protestów w dniach 20-21 września w Madrycie.

Rząd Katalonii chce niepodległości

1 października w Katalonii zorganizowano referendum niepodległościowe, nieuznawane przez władze centralne w Madrycie. Według tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego głosowanie zarządzono wbrew prawu. Hiszpański rząd próbował zablokować październikowe referendum wszelkimi możliwymi sposobami. Konfiskowano urny i karty do głosowania, zamykano lokale referendalne. W niektórych miejscach brutalność policji i Gwardii Obywatelskiej doprowadziła do starć, w ruch poszły policyjne pałki i gumowe kule. Rannych zostało wówczas w sumie ponad 800 osób.

Ostatecznie frekwencja wyniosła 42,34 proc. – ponad 90 proc. głosujących opowiedziała się za secesją regionu. Kataloński rząd chce teraz negocjować z rządem w Madrycie.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy jest jednak przeciwko rozmowom z władzami Katalonii na temat niepodległości. – Nie jest możliwa mediacja między prawem demokratycznego państwa a nieposłuszeństwem, bezprawiem – stwierdził premier.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Turcja: Areszt śledczy wobec działaczy praw człowieka

Sąd w Stambule nakazał we wtorek wobec sześciu działaczy praw człowieka, w tym dyrektorki Amnesty International (AI) w Turcji, formalny areszt śledczy w oczekiwaniu na proces w związku z oskarżeniami o wspieranie zbrojnej organizacji terrorystycznej. Czterech innych aktywistów zostało zwolnionych z aresztu we wtorek i będą odpowiadać z wolnej stopy, czyli pozostaną na wolności do prawomocnego zakończenia postępowania. Muszą jednak regularnie stawiać się na policji i nie wolno im wyjeżdżać za granicę – informuje agencja Associated Press.
 
Nie sprecyzowano, o wspieranie jakiej organizacji terrorystycznej chodzi. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział jedynie, że grupa brała udział w spotkaniu, które miało „charakter kontynuacji” zeszłorocznej nieudanej próby zamachu stanu.

Zarzuca się im związki z Gulenem
 
Cała dziesiątka została zatrzymana w Turcji na początku lipca. Chodzi o ośmiu tureckich obrońców praw człowieka i dwóch zagranicznych, Niemca i Szweda. Wśród zatrzymanych była szefowa tureckiej sekcji Amnesty International, Idil Eser. Zatrzymania dokonano na wyspie Buyukada w pobliżu Stambułu, gdzie aktywiści zebrali się, aby wziąć udział w warsztatach AI z zarządzania informacją i bezpieczeństwa cyfrowego.
 
Na początku czerwca szef Amnesty International w Turcji Taner Kilic został zatrzymany przez policję, która weszła do jego domu w Izmirze. Następnie turecki sąd formalnie aresztował go pod zarzutem udziału w organizacji terrorystycznej. Zarzucono mu także związki z mieszkającym w USA islamskim kaznodzieją Fethullahem Gulenem, którego władze w Ankarze oskarżają o organizację wojskowego zamachu stanu z 15 lipca 2016 r.
 
Amnesty International nazwało aresztowanie Kilica „niszczycielską niesprawiedliwością” i wezwało do jego uwolnienia.

Ok. 50 tys. aresztowanych
 
Po nieudanej próbie puczu w Turcji aresztowano ok. 50 tys. zwolenników krytyków tureckich władz, pod zarzutem powiązań z organizacjami terrorystycznymi. Około 150 tys. osób zwolniono z pracy, w tym wielu wojskowych, policjantów, nauczycieli i urzędników państwowych. Zdaniem opozycji miało to obezwładnić politycznych przeciwników prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.
 
W maju AI zarzuciła władzom Turcji naruszanie wolności słowa i wolności zgromadzeń oraz łamanie prawa do niedyskryminacji w reakcji na ubiegłoroczną próbę zamachu stanu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Moskwa: Policja zatrzymała aktywistów podczas marszu ku pamięci zastrzelonych

Policja w Moskwie zatrzymała w czwartek siedem osób biorących udział w pochodzie upamiętniającym zastrzelonych 8 lat temu w rosyjskiej stolicy. Zginęli wówczas adwokat Stanisław Markiełow i dziennikarka Anastazja Baburowa. Pochód odbywał się za zgodą władz. W marszu, którego trasa przebiegała przez bulwary Moskwy, wzięło udział około 350 osób.

Aktywistka owinięta tęczową flagą

Wśród zatrzymanych jest aktywistka, która szła owinięta flagą w barwach tęczy, oraz kilku młodych ludzi, którzy zasłaniali twarze – podała niezależna telewizja Dożd. Policja nie dopuszczała na pochód osób z plakatami, których treść odbiegała od jego tematyki. 34-letni Markiełow, znany adwokat, współpracownik Anny Politkowskiej, i 25-letnia Baburowa, dziennikarka „Nowej Gaziety”, zostali zastrzeleni 19 stycznia 2009 roku w pobliżu Soboru Chrystusa Zbawiciela, kilkaset metrów od Kremla. Za zabójstwo skazano dwoje zwolenników neonazistowskiego ugrupowania Rosyjski Wizerunek – Nikitę Tichonowa i Jewgieniję Chasis.

Motywem zabójstwa Markiełowa była zemsta za jego udział w procesach sądowych przeciwko nacjonalistom. Baburowa zginęła, ponieważ była świadkiem zabójstwa. W maju 2011 roku sąd w Moskwie skazał Tichonowa na ddożywocie, a Chasis na 18 lat łagru.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Zatrzymania po zamachu w Stambule

Policja w Turcji zatrzymała 118 osób w operacjach na terenie całego kraju wymierzonych w aktywistów prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) w związku z zarzutami o powiązania ze zdelegalizowaną separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Jak poinformowała w poniedziałek turecka agencja Anatolia, operacje przeprowadzono po przyznaniu się w niedzielę powiązanej z PKK organizacji bojowej Sokoły Wolności Kurdystanu (TAK) do sobotniego podwójnego zamachu w Stambule, gdzie zginęło 38 osób, a rannych zostało 155.

Kilka godzin po przyznaniu się do ataków tureckie siły powietrzne przeprowadziły naloty na cele PKK w północnym Iraku, niszcząc kwaterę główną bojowników oraz okoliczne stanowiska ogniowe oraz kryjówki – poinformowała turecka armia w komunikacie. W poniedziałek o świcie około 500 policjantów, wspieranych przez pojazdy opancerzone i śmigłowiec, przeprowadziło operację w mieście Adana na południu Turcji. Zatrzymano 25 członków HDP.

W Stambule oddziały antyterrorystyczne policji zatrzymały 20 przedstawicieli HDP i przeprowadziły rewizje w wielu miejscach, w tym w głównej siedzibie partii w mieście – poinformowała agencja Anatolia. W Ankarze zatrzymano 17 członków tego ugrupowania, w tym wysokiego rangą przedstawiciela stołecznego oddziału HDP. 51 osób zatrzymano w mieście Mersin na południu kraju, a pięć w prowincji Manisa na zachodzie kraju.

Obecnie w Turcji trwa największa w historii kampania wymierzona w bojowników z PKK, która od ponad 30 lat walczy o większą autonomię dla Kurdów. PKK jest uznawana przez Turcję, USA i Unię Europejską za organizację terrorystyczną.
Żródło info i foto: interia.pl

Meksyk: kobieta walczyła na Twitterze z kartelami narkotykowymi. Gangsterzy na tym samym koncie pokazali jej śmierć

Meksykańscy gangsterzy wytropili i zamordowali popularną dziennikarkę obywatelską, która prowadziła w internecie kampanię przeciwko kartelom narkotykowym. Jakby tego było mało, użyli jej konta na Twitterze, na którym ostrzegała przed mafią, by pokazać jej martwe zwłoki i zastraszyć innych. Odrażająca zbrodnia znów przypomniała, że Meksyk jest jednym z najniebezpieczniejszych na świecie krajów dla przedstawicieli mediów i aktywistów.

Położony przy granicy z Teksasem meksykański stan Tamaulipas od lat jest areną krwawych starć dwóch potężnych karteli, walczących o wpływy oraz szlaki przemytu narkotyków do USA. Porwania, zabójstwa, wymuszenia czy strzelaniny to ponura rzeczywistość, z którą codziennie muszą borykać się zwykli ludzie.

Mafijna cenzura

Jak pisze portal „The Daily Beast”, rywalizujące ze sobą Kartel Zatokowy (najstarsza organizacja przestępcza w Meksyku) i Los Zetas mają tak długie macki, że sięgają one nie tylko polityków i służb, ale nawet lokalnych mediów. W rezultacie dokonywane przez gangsterów zbrodnie często przechodzą bez większego echa, bo dziennikarze boją się o nich pisać albo dostają sowite łapówki, by tego nie robić.

Nic więc dziwnego, że zdesperowani mieszkańcy Tamaulipas zwrócili się w stronę narzędzi, jakie daje społeczeństwu XXI wiek. Za pośrednictwem mediów społecznościowych zaczęli się dzielić informacjami na temat zorganizowanej przestępczości i skorumpowanych władz. Najpopularniejszą w całym stanie stroną prowadzącą kampanię przeciwko kartelom jest Valor por Tamaulipas („Odwaga dla Tamaulipas”) – jej profil na Twitterze obserwuje ponad 100 tys. osób, a na Facebooku ma przeszło pół miliona polubień.

Jednym z administratorów strony była dziennikarka obywatelska María del Rosario Fuentes Rubio, która popularność zdobyła dzięki Twitterowi. „The Daily Beast” pisze, że najbardziej znana była z aktualnych alertów na temat przestępczej działalności w regionie, w których na bieżąco ostrzegała przed strzelaninami czy aktywnością mafii. Dodawała też otuchy ofiarom karteli, apelowała o to, by nie pozostawali bierni i nie bali się zeznawać przeciwko gangsterom czy skorumpowanym policjantom.

Śmierć na Twitterze

Mimo że María pisała pod pseudonimem i bardzo dbała o swoją anonimowość, nie uchroniło ją to przed zemstą karteli. Już półtora roku temu jedna z organizacji ustanowiła prawie 50 tys. dolarów nagrody dla każdego, kto zdradzi tożsamość administratorów Valor por Tamaulipas. Na początku października na adres strony zaczęły przychodzić groźby wymierzone w dziennikarkę. Ta jednak nie zamierzała rezygnować z powziętej przez siebie misji.

W końcu jednak doszło do tragedii. 16 października na prowadzonym przez nią pod pseudonimem twitterowym profilu pojawiła się następująca wiadomość: „Przyjaciele i rodzino, moje prawdziwie imię to María del Rosario Fuentes Rubio. Jestem lekarzem. Dziś moje życie skończyło się”. Gdy zaraz potem na tym samym koncie pojawiły się kolejne posty, nie było wątpliwości, że są one dziełem przestępców.
Żródło info i foto: wp.pl

22-latek zdradził tajemnica Państwa Islamskiego. Teraz grozi mu śmierć

Ar-Rakka to nieoficjalna stolica Państwa Islamskiego na terenie Syrii, w której twarde porządki zaprowadzili sunniccy terroryści. Nie jest łatwo poznać kulisy życia w bastionie dżhadystów. Internetowy serwis Vice News dotarł do jednego z aktywistów, który z narażeniem życia dokumentował i relacjonował wydarzenia z serca islamskiego samozwańczego kalifatu.

Grupa 17 młodych mieszkańców, do której należał 22-letni Abu Ibrahim Rakkawi, działa pod nazwą „Rakka jest zarzynana w ciszy”. Niedawno, jeden z jej członków został schwytany przez islamistów. Bojownicy rozstrzelali go za filmowanie egzekucji. Jednak śmiertelne niebezpieczeństwo nie zniechęca pozostałych aktywistów.

– „Gdy zaczynaliśmy działanie, występowaliśmy przeciwko reżimowi Baszara al-Asada. Po uwolnieniu naszego miasta, Państwo Islamskiego odebrało nam wolność, więc zdecydowaliśmy się na ujawnianie wszystkich zbrodni, których dopuszczają się wszyscy dżihadyści, nie tylko ci z Państwa Islamskiego” – mówi 22-latek.

Kobiety są największym zagrożeniem

Młody mężczyzna w ciągu czterech lat przebył długą drogę od studenta medycyny, przez aktywistę przeciwko reżimowi Asada aż po sprawozdawcę z Państwa Islamskiego. Dwa tygodnie temu Rakkawi musiał uciec z miasta, bo groziła mu egzekucja. Do Syryjczyka dotarli reporterzy internetowego serwisu Vice.

Niedawno sieć obiegło nagranie zarejestrowane z ukrycia przez kobietę, która ukryła kamerę pod nikabem. 22-latek podkreśla, że takie filmowanie wymaga nie lada odwagi. – „Bojownicy instalują monitoring w całym mieście, by wiedzieć, kto robi zdjęcia. Jest też dużo punktów kontrolnych. Internet w mieście jest bardzo wolny, więc korzystamy z kafejek, a te są monitorowane przez Państwo Islamskie”.

Rakkawi podkreśla, że największe zagrożenie dla aktywistów stanowią… kobiety. – Najgorsza jest brygada Al-Chansa, żeńska brygada Państwa Islamskiego. One sprawiają najwięcej problemów. Mają broń i kontrolują kobiety w mieście, sprawdzają czy wszystkie noszą nikaby, przeszukują je. Większość z bojowniczek nie jest z Syrii. Niektóre nie potrafią nawet mówić po arabsku – relacjonuje Rakkawi. – Kiedy chcę zrobić zdjęcie na ulicy, to przecież wiele kobiet ma zakryte twarze, nie wiem nawet czy na mnie patrzą. I nie mam pojęcia, które z nich są z Al-Chansy. A jeśli to faktycznie one, to złapią cię natychmiast i zostaniesz z miejsca rozstrzelany przez mężczyzn – dodaje 22-latek.

Mieszkańcy chcą normalności

Aktywista podkreśla jednak, że to zwykłe kobiety mają najbardziej utrudnione życie. – Al-Chansa zabrania im nosić kolorowe buty, wciąż poszukują kobiet, które można wydać za mąż bojownikom – opowiada Rakkawi. Jednocześnie podkreśla, że Państwo Islamskie nie zmusza do ślubów bezpośrednio. Z reguły to ojcowie chcą, by ich córki wyszły za dżihadystów. Aktywista twierdzi, że jego grupa ma także zarejestrowane bezpośrednie dowody zbrodni popełnianych na kobietach przez islamistów. – Nagraliśmy jak kamienują dwie kobiety na śmierć. Mówili, że to za cudzołóstwo – relacjonuje.

Rakkawi twierdzi, że jedna część mieszkańców miasta jest już tak wyczerpana rządami Państwa Islamskiego, że cieszą ich bombardowania międzynarodowej koalicji, a druga ma, łącznie z nim samym, ma żal do Zachodu. – Jeśli chcieliście naszej wolności, to dlaczego nie bombardowaliście Asada, gdy użył broni chemicznej? Dlaczego, gdy przez cztery lata błagaliśmy o pomoc, to nic nie zrobiliście? – pyta aktywista, dodając, że wszyscy obawiają się, że naloty będą zabijały cywili. Twierdzi on bowiem, że bojownicy celowo ukrywają się w blokach mieszkaniowych, w których żyją także zwykłe rodziny.

Zdaniem Rakkawiego, tylko co dziesiąty mieszkaniec jest zadowolony z „kalifatu”, ale wyłącznie dlatego, że jest przez niego opłacany i zyskał dzięki niemu mocniejszą pozycję. 22-latek wspomina również, że przed nastaniem Państwa Islamskiego Rakka była normalnym miastem, w którym kobiety pracowały jako prawniczki, nauczycielki i lekarki, a wiele z nich nie nosiło nawet hidżabów (chust osłaniających włosy). – Miasto było mieszanką – mieszane małżeństwa, kawiarnie, restauracje – opowiada Rakkawi i dodaje, że wszystko zmieniła najpierw wojna, a później rządy dżihadystów.
Żródło info i foto: wp.pl

Dowódca islamistów z Ahrar al-Szam zginął w ataku samobójczym

Dowódca islamistów z Ahrar al-Szam zginął wczoraj w samobójczym ataku w mieście Aleppo w północno-zachodniej Syrii – poinformowało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Według aktywistów za zamachem stoi Islamskie Państwo Iraku i Lewantu (ISIL). – „Dali Amerykanom darmowy prezent, zabijając go” – skomentował wydarzenie anonimowy przedstawiciel islamistów. – „Z informacji wynika, że Abu Haled al-Suri zginął wraz z sześcioma innymi dowódcami oddziałów. Pięciu bojowników ISIL miało zaatakować siedzibę brygad, odciągając uwagę ochrony dowódcy Ahrar al-Szam, następnie zamachowiec samobójca zdetonował ładunek wybuchowy” – powiedzieli agencji Reuters przedstawiciele islamskich bojowników. – „Szejk Abu Haled był ważną figurą wśród dżihadystów, walczył z Amerykanami w Iraku i Afganistanie. Oni (ISIL) dali Amerykanom darmowy prezent, zabijając go – powiedział anonimowy przedstawiciel islamistów i podkreślił, że dowódca Ahrar al-Szam dobrze znał m.in. Osamę bin Ladena i Ajmana al-Zawahiriego, z którymi wcześniej współpracował”. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Izrael deportuje 680 zatrzymanych

Izrael deportuje wszystkich 680 cudzoziemców zatrzymanych podczas ataku na flotyllę propalestyńskich aktywistów. – „Uzgodniono, że zatrzymani będą deportowani natychmiast” – napisał rzecznik premiera Nir Hefez w oficjalnym oświadczeniu. USA wciąż nie zajęły stanowiska w sprawie incydentu, a Włochy wzywają do międzynarodowego dochodzenia.
Według agencji Reutera wśród deportowanych będą również te osoby, którym zagrożono wcześniej postępowaniem sądowym, oskarżając je o atak na izraelskich żołnierzy. Żródło info i foto: tvn24.pl