Biskup Saad Sirop Hanna porwany przez Al-Kaidę. Opowiada swoja historię

Chrześcijanie na świecie są brutalnie prześladowani. W Nigerii, Pakistanie, Afganistanie, Syrii i w Iraku są zmuszani do opuszczenia swoich domów, porywani, a w kościołach organizowane są zamachy bombowe – powiedział PAP biskup Saad Sirop Hanna, Irakijczyk porwany i torturowany przez Al-Kaidę w 2006 r.

Biskup Saad Sirop Hanna został uprowadzony przez terrorystów z Al-Kaidy 15 sierpnia 2006 r. zaraz po tym, jak odprawił mszę św. w parafii, w której był wówczas proboszczem. Więzili go 28 dni. W 2017 r. napisał książkę „Porwany w Iraku”, która została przetłumaczona na angielski, szwedzki i polski.

Hierarcha podkreślił, że w czasie swojej niewoli czterokrotnie był nakłaniany przez porywaczy do porzucenia wiary i konwersji na islam. W tym czasie wielokrotnie był bity – także kijami – kopany i poniżany, ale udało mu się pozostać wiernym Chrystusowi.

– Siłę dała mi wiara. To ona trzymała mnie przy życiu przez te 28 trudnych dni, dawała nadzieję, że zostanę uwolniony. Wiara w Boga dała mi także siłę do tego, by dyskutować i spierać się z ludźmi, którzy mnie porwali – mówił. – Były momenty, że Bóg zdawał się odległy, ale nawet wtedy On tam ze mną był. Dawał mi to odczuć na wiele sposobów – zapewnił.

Bp Hanna przyznał, że nie do końca wie, dlaczego ostatecznie został uwolniony. Przez cały czas uwięzienia trwały negocjacje terrorystów ze zwierzchnikiem Kościoła chaldejskiego i jego rodziną, został za niego także zapłacony okup.

– Myślę jednak, że to nie był jedyny powód mojego uwolnienia. Przez ten czas coś się zmieniło w ludziach, którzy mnie uwięzili. Chyba zrozumieli, że porywając mnie, uczynili zło. Sądzę, że ocalenie zawdzięczam przede wszystkim Bożej Opatrzności – ocenił.

Jak zaznaczył bp Hanna, do porwania by nie doszło, gdyby sytuacja chrześcijan w Iraku nie zmieniła się diametralnie po obaleniu reżimu Saddama Husajna w 2003 r. – Rozpoczęła się wówczas wojna domowa o władzę w Iraku między szyitami i sunnitami, a kraj pogrążył się w chaosie – wyjaśnił.

Zdaniem hierarchy przed przewrotem chrześcijanie w Iraku pełnili w społeczeństwie istotną rolę, wielu miało wyższe wykształcenie i zajmowało kierownicze stanowiska.

– Żyliśmy wśród muzułmanów, ale mieliśmy z nimi dobre, sąsiedzkie relacje. Po upadku Husajna do Iraku przyjechało wielu ludzi, którzy nie znali chrześcijan i obawiali się nas. Do społeczeństwa przeniknęli fanatycy, którzy rozpoczęli prześladowania chrześcijan jako najsłabszej grupy, która stała się łatwym celem. Wielu chrześcijan zostało wyrzuconych z pracy, porwanych, zabitych lub wysiedlonych ze swoich domów. Ja także zostałem porwany właśnie dlatego, że byłem chrześcijaninem i księdzem – wyjaśnił.

Dodał, że pogarszająca się sytuacja skłoniła wielu chrześcijan do opuszczenia Iraku. – Przed 2003 r. w Iraku żyło ok. miliona chrześcijan, obecnie mieszka ich ok. 350 tys. Na początku wojny w rejonie Bagdadu, gdzie byłem proboszczem, pracowało 4 księży, a w każdej parafii mieszkało 500-600 chrześcijańskich rodzin. Niedawno musieliśmy zamknąć dwa kościoły, pozostał tylko jeden ksiądz, a liczba chrześcijańskich rodzin spadła z 4 tys. do 400 – poinformował bp Hanna.

Jego zdaniem „chrześcijanie na świecie są brutalnie prześladowani”. – W wielu regionach są zmuszani do opuszczenia swoich domów, porywani, w kościołach organizowane są zamachy bombowe. Przykład tego mieliśmy w ostatnich tygodniach na Sri Lance, ale chrześcijanie prześladowani są każdego dnia także w Nigerii, Pakistanie, Afganistanie i w Syrii – podkreślił.

Dodał, że szczególnie ważnym regionem dla chrześcijaństwa jest Bliski Wschód, ponieważ to tam narodził się Jezus Chrystus. – Chrześcijanie są tam od pierwszych wieków i przetrwanie chrześcijan w tym regionie jest bardzo ważne – ocenił. Jednak – jak podkreślił – postępująca w regionie islamizacja społeczeństwa i rozwój ekstremizmu zmuszają chrześcijan do emigracji. – Przetrwanie chrześcijan w krajach muzułmańskich zależy od siły prawa. Oni nie mają broni ani wojska, więc tam, gdzie rząd nie jest w stanie egzekwować prawa, chrześcijanie są prześladowani – stwierdził.

W opinii bpa Hanny prześladowanych chrześcijan można wesprzeć przez modlitwę w ich intencji, a także przez informowanie opinii publicznej na całym świecie o dramacie, który przeżywają. – To pomoże w ustanawianiu w krajach, gdzie trwają prześladowania, prawa, które będzie chroniło chrześcijan, i ogólnie prawa człowieka – zaznaczył.

Zdaniem hierarchy prześladowanym chrześcijanom należy pomagać zarówno w krajach, gdzie trwają prześladowania, aby umożliwić im pozostanie tam, jak i pomagać uchodźcom w osiedlaniu się w krajach Zachodu.

– Chrześcijanom, którzy zdecydowali się pozostać w swoich domach, musimy pomóc poprawić warunki życia. A tym, którzy z ważnych przyczyn wyjechali, powinniśmy pomóc w osiedleniu się tam, gdzie chcą dotrzeć – stwierdził bp Hanna.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

17 lat temu terroryści uderzyli w serce USA

11 września 2001 roku dwa uprowadzone samoloty pasażerskie z impetem wbiły się w nowojorskie wieże World Trade Center. Niecałą godzinę później Boeing 757 uderzył w Pentagon w Waszyngtonie. Terroryści z Al-Kaidy zabili tego dnia prawie 3 tys. osób, w tym sześciu Polaków. Zamach na WTC do dziś pozostaje najtragiczniejszym w historii.

Dziesiątki tysięcy nowojorczyków, który tego dnia spieszyło się do pracy, nie spodziewało się, że na ich oczach rozegra się jeden z największych dramatów w historii. O godzinie 8:46 Boeing 767 z 92. osobami na pokładzie wleciał w północną wieżę World Trade Center w Nowym Jorku. Kilkanaście minut później kolejny samolot Boeing 767 z 65. pasażerami uderzył w wieżę południową.

Uwięzieni pracownicy WTC próbowali wydostać się z płonącego budynku. Wiele osób w desperacji wyskakiwało z okien wieżowców. W akcji ratunkowej zginęło ponad 300 funkcjonariuszy straży pożarnej i policji. W ciągu pół godziny obie wieże runęły na ziemię, grzebiąc blisko 3 tys. osób.

Terroryści porwali jeszcze 2 samoloty. Pierwszy z nich z o godzinie 9:37 spadł na Pentagon w Waszyngtonie. Zginęło 64 pasażerów oraz 125 osób na ziemi. Drugi Boeing 767 rozbił się na polach Pensylwanii, około 15 minut od Waszyngtonu. Na pokładzie były 44 osoby, a pasażerowie podjęli próbę odbicia samolotu.

Zamach na WTC głęboko zapisał się w pamięci nie tylko Amerykanów, ale też wszystkich ludzi na świecie. Prezydent USA George W. Bush zainicjował wojnę z terroryzmem, a głównym celem stała się Al-Kaida z jej przywódcą Osamą Bin Ladenem. W wielu krajach wprowadzono ustawy antyterrorystyczne oraz zaostrzono środki bezpieczeństwa na lotniskach.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

To nie koniec działań Al-Kaidy. Gdzie teraz są jej członkowie?

Żołnierze walczący od 17 lat na wojnie Ameryki w Afganistanie, stają w obliczu zagadki: co się stało z al-Kaidą, wrogiem, który ich tam ściągnął? Nie wiadomo, czy niedobitki grupy, która przeprowadziła ataki 11 września 2001, wciąż jeszcze knują międzynarodowe spiski, a jeśli tak to gdzie, pisze Wesley Morgan z POLITICO.

Al-Kaida, grupa, której ataki terrorystyczne z 11 września spowodowały amerykańską inwazję w 2001 roku, popadła w pewne zapomnienie wśród innych misji wojskowych w Afganistanie, wyparta przez nowsze zagrożenia, takie jak lokalne oddziały Państwa Islamskiego (ISIS). Jest też kwestią do dyskusji, jaka część al-Kaidy pozostająca na terenie Afganistanu wciąż koncentruje się na przeprowadzaniu ataków zagranicą, mówią byli i obecni wojskowi, urzędnicy, eksperci i Afgańczycy z obszarów, na których działa grupa.

Jedynie niewielki odsetek z 15 tys. amerykańskich żołnierzy w Afganistanie jest zaangażowanych w misję antyterrorystyczną, którą wojsko nazywa „kluczowym celem” na tym terenie. Jeszcze mniej z nich ściga al-Kaidę, której obecność w kraju skurczyła się po latach ataków dronów. Zamiast tego amerykańskie siły specjalne koncentrują się na afgańskiej komórce ISIS, mniej sekretnego ugrupowania, która pod pewnymi względami stanowi łatwiejszy cel.

Zmiana charakterystyki amerykańskiej misji, która dziś skoncentrowana jest na pomocy afgańskiemu rządowi w wojnie domowej z Talibami, pokazuje jak hierarchia celów w tym konflikcie ewoluowała w porównaniu z oryginalnym zadaniem: zapobieżeniem powtórce 9/11 i ukaraniem jego sprawców. Taka była również intencja Kongresu, który w 2001 roku zgodził się na wojnę. Pentagon wciąż bazuje na tej decyzji wysyłając oddziały bojowe do krajów Bliskiego Wschodu i Afryki.

„Zdziesiątkowaliśmy al-Kaidę” w Afganistanie, powiedział w czerwcu w Kongresie kolejny amerykański generał, który ma objąć dowództwo misji USA i NATO. Militarna ocena opublikowana w tym samym miesiącu głosi, że ci nieliczni z przywódców al-Kaidy, którzy pozostają w Afganistanie „koncentrują się na własnym przetrwaniu”, a członkowie lokalnych podgrupek al-Kaidy głównie pomagają Talibom na polu walki, a nie obmyślają ataki zagranicą.

Al-Kaida znika z radarów
Jednak niektórzy eksperci ostrzegają, że wojsko nie powinno tracić tego ugrupowania z pola widzenia. Twierdzą, że al-Kaida usilnie próbuje zniknąć z radaru i zamaskować swoje prawdziwe intencje, przez co amerykańskim agencjom wywiadowczym niezwykle trudno jest je wyśledzić i ocenić.

– Al-Kaida mogła uznać: „Zapomnijmy na razie o zagranicznych atakach i skupmy się na samym Afganistanie i pomocy Talibanowi” – mówi Seth Jones, ekspert od spraw terroryzmu w Center for Strategic and International Studies, który doradza oddziałom antyterrorystycznym. – To może być strategiczna decyzja na tę chwilę, która za jakiś czas zostanie odwołana.

Eksperci twierdzą również, że brakuje dowodów, by afgańska komórka ISIS była zaangażowana w planowanie ataków w Stanach Zjednoczonych. Oddział ISIS, według oceny amerykańskiego wywiadu, składa się głównie z Afgańczyków i Pakistańczyków, którzy walczą zarówno przeciwko afgańskiemu rządowi jak i Talibanowi.

Za rządów Obamy najważniejszym zadaniem ściśle tajnego oddziału antyterrorystycznego w Afganistanie było polowanie na kilku członków globalnego kierownictwa al-Kaidy. Dotyczy to wąskiej grupy, która zdaniem amerykańskiego wywiadu wciąż, ponad dekadę po 11 września, aktywnie koordynuje przyszłe ataki na Zachód z odizolowanych kryjówek w trudno dostępnej północnowschodniej części kraju.

Jednak w ataku wojskowych dronów przeprowadzonym pod koniec 2016 roku, zginęła większość spośród tych liderów. Od tego czasu ataki wymierzone w ISIS w Afganistanie są znacznie częstsze niż te na al-Kaidę, twierdzi dwóch oficerów sił specjalnych, którzy o tajnych operacji zgodzili się mówić pod warunkiem zachowania anonimowości.

– Amerykanie wciąż ścigają tu al-Kaidę przy pomocy dronów i operacji specjalnych, ale ISIS jest teraz dla nich dużo większym priorytetem – mówi w wywiadzie Bilal Sarwary, kandydat do parlamentu i dziennikarz z północnowschodniej prowincji Kunar, w której al-Kaida obecna jest od dawna.

Afgańscy urzędnicy mówią, że aktywność al-Kaidy w tej okolicy zmalała po latach ataków dronów. – Obecnie w górach siedzi tylko garstka Arabów. Są schwytani w pułapkę – powiedział w zeszłorocznym wywiadzie Mawlawi Shahzada Shahid, duchowny, który służy jako łącznik pomiędzy rządem, a afgańskimi powstańcami. – Teraz raczej wyjeżdżają do Syrii, Libii i Iraku zamiast przyjeżdżać tutaj.

To pokrywa się z militarną analizą z 2017 roku, która opisuje exodus „najważniejszych ludzi al-Kaidy” z Afganistanu i Pakistanu na Bliski Wschód. Wprawdzie grupa pozostanie zapewne aktywna w Afganistanie, prognozowali autorzy raportu „to przyszły strategiczny kierunek rdzenia al-Kaidy będzie prawdopodobnie bliżej związany z dynamiką wydarzeń w Lewancie”, co stanowi nawiązanie do twierdzy jaką stworzyła sobie al-Kaida w chaosie syryjskiej wojny domowej.

Al-Kaida przeniosła się na Bliski Wschód?
Opublikowany w ubiegłym miesiącu raport Rady Bezpieczeństwa ONZ sugeruje, że „eksperci al-Kaidy ds. uzbrojenia i materiałów wybuchowych”, przenieśli się ostatnio z Afganistanu do Syrii.

– Z perspektywy al-Kaidy nie wiem, czemu mieliby jeszcze trzymać swoje dowództwo w Afganistanie, gdzie są zabijani, podczas gdy Jemen i Syria są znacznie wygodniejsze dla ich celów – wtóruje Jonathan Schroden dyrektor programu operacji specjalnych w Center for Naval Analyses, think-tanku finansowanego przez rząd.

Jednak „nie sądzę, by mieli całkowicie wynieść się z Afganistanu”, przestrzega wysoki rangą oficer oddziałów specjalnych z doświadczeniem antyterrorystycznym na tym obszarze. – Są świetni w zapadaniu się pod ziemię i ponownym objawianiu się w innych formach.

To właśnie, zdaniem niektórych ekspertów, którzy zajmują się al-Kaidą, grupa dokładnie robi w Afganistanie – przestaje się koncentrować na małej grupie zagranicznych agentów, którzy potajemnie planują globalne ataki, na rzecz większej, nowszej regionalnej podgrupy zwanej al-Kaidą Subkontynentu Indyjskiego.

Założona w 2014 roku podgrupa subkontynentu indyjskiego jest czasami lekceważona jako „nieprawdziwa al-Kaida”, mówi Thomas Joscelyn, analityk ds. terroryzmu w Foundation for the Defense of Democracies – po części dlatego, że składa się w większości z lokalnych mieszkańców, a nie Arabów, którzy pełnią wiele spośród kluczowych funkcji w al-Kaidzie.

O ile większość kierownictwa al-Kaidy „próbuje się ukryć”, to jak mówił w ubiegłym roku odchodzący dowódca w Kabulu, generał John Nicholson, członkowie podgrupy są „bardziej aktywni”, ale skoncentrowani na szkoleniu Talibów do walki z afgańskim rządem.

Afgański minister obrony stwierdził w tym tygodniu, że zagraniczni bojowcy brali udział w ataku Talibów na położone na wschodzie miasto Ghazni, stolicę prowincji, w której w ostatnich latach podgrupa al-Kaidy działała wspólnie z Talibami.

Ostatnim razem, kiedy wojskowi pochwalili się zabiciem znanego lidera al-Kaidy, był to Pakistańczyk, zastępca dowódcy podgrupy. Armia poinformowała o jego śmierci – w ataku pod Ghazni w grudniu ubiegłego roku – przedstawiając go jako doradcę Talibów i nie wspominając o planowanych atakach poza Afganistanem.

Dla odmiany, kiedy dron w 2016 roku zabił długoletniego komendanta al-Kaidy w Afganistanie, posiadającego podwójne, saudyjsko-katarskie obywatelstwo Farouqa al-Qahtaniego, wojsko podało, że był on „bezpośrednio zaangażowany w planowanie ataków przeciwko USA w ubiegłym roku”.

Joscelyn mówi, że wyznaczanie zdecydowanego podziału pomiędzy główną grupą, a regionalną podgrupą, jest błędem. – Nie ma czytelnej linii pomiędzy ludźmi planującymi ataki zagraniczne, a tymi którzy szkolą lokalnych powstańców – mówi, zauważając, że Qahtani, który był powszechnie uważany za członka najściślejszego kierownictwa al-Kaidy, był również głęboko zaangażowany w szkolenie lokalnych talibskich bojowników.

Wojsko podkreśla, że nigdy nie straciło z oczu al-Kaidy w Afganistanie, mimo że rzadko ostatnio ogłasza ataki przeciwko grupie, a od potwierdzenia śmierci jakiegoś znanego bojownika zaangażowanego w przygotowywanie zamachów za granicą minęły prawie dwa lata.

– Aktywnie ścigamy al-Kaidę od najprostszego szeregowca po ich emira i każdego pomiędzy – mówił Nicholson w wywiadzie dla POLITICO na początku roku.

Rzecznik kwatery Nicholsona powiedział, że w tym roku w operacjach wojskowych zginęło 65 członków al-Kaidy, ale nie potrafił ocenić, ilu z nich było częścią podgrupy lub jak wielu było cudzoziemcami. W tym tygodniu wspierani przez USA afgańscy komandosi poinformowali o zabiciu agenta al-Kaidy – prawdopodobnie Egipcjanina – który pomagał Talibom na południu, daleko od regionu północnowschodniego, uznawanego tradycyjnie za główny bastion grupy w Afganistanie.

Nicholson przyznaje jednak, że „większość” antyterrorystycznych ataków lotniczych jest obecnie wymierzonych w cele ISIS.

Przeznaczanie więcej dronów i innych aktywów na atakowanie ISIS w Afganistanie sprawia, że mniej środków zostaje na ściganie al-Kaidy, mówią nasze dwa źródła w siłach specjalnych.

Al-Kaidy nie należy spuszczać z oczu
Do 2016 roku siły antyterrorystyczne w Afganistanie służyły głównie do ścigania al-Kaidy. Jednak, gdy nowy oddział ISIS zaczął wdzierać się do wschodniego Afganistanu, administracja Obamy poinstruowała jednostki antyterrorystyczne, że mają użyć swojej morderczej mieszanki dronów i ataków lądowych, by powstrzymać tę ofensywę.

– Istniała obawa, że jeżeli USA nie będą uważać, to możemy mieć w Afganistanie powtórkę z tego, co stało się w Mosulu i Ramadi – mówi Jones analityk ds. terroryzmu w Center for Strategic and International Studies, nawiązując do ofensywy ISIS w Iraku w 2014 roku. „Priorytetem Waszyngtonu stał się ISIS”, mimo że zdaniem Jonesa bardzo mało wskazywało, by bojowcy ISIS w Afganistanie mieli ambicje przeprowadzania ataków poza Azją Południową.

Tak jest do dzisiaj. Pytany w tym tygodniu, czy afgański odział ISIS stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych lub Europy, głównodowodzący amerykańskiej armii, generał Joseph Votel, udzielił wymijającej odpowiedzi. Powiedział, że „być może” były zagraniczne spiski związane z afgańską grupą, ale on nie może sobie przypomnieć żadnego.

W ubiegłym miesiącu raport ONZ sugerował, że „niektóre spiski, które wykryto i zneutralizowano w Europie miały swoje korzenie” w ISIS w Afganistanie. Autorzy raportu powołali się przy tym na władze niesprecyzowanego kraju.

Jednak nieliczne publiczne dowody, takie jak plan ataku na Nowy Jork z 2016 roku sugerują, że choć liderzy ISIS w Afganistanie mogą utrzymywać pośredni kontakt z rodzimymi bojowcami, którzy knują swoje spiski zagranicą, a potem starają się o błogosławieństwo grupy, ISIS nie planuje, ani nie wydaje rozkazów z Afganistanu w sprawie własnych ataków zagranicznych, tak jak to robi al-Kaida.

Rangersi prowadzący misję antyterrorystyczną w Afganistanie, chętnie zabrali się za tropienie ISIS, powiedziały dwa źródła z sił specjalnych. Wynika to po części z faktu, że w porównaniu z agentami al-Kaidy, którzy żyją w górach i nauczyli się unikać podsłuchów, ISIS kontroluje cały dystrykt i może zostać łatwo namierzony i zaatakowany z powietrza.

ISIS „stało się głównym celem, ponieważ z góry szła presja, by powstrzymać ich ekspansję, a ponadto okazji nie brakowało”, mówi jeden z oficerów. – W przypadku al-Kaidy była to długa i żmudna robota wywiadowcza, natomiast z ISIS podrywasz drona, dostrzegasz ruch i uderzasz.

Przyjście Trumpa niczego w tej kwestii nie zmieniło. – Mamy zgodę na uderzanie w wiele łatwych celów, co jest dużo bardziej satysfakcjonujące niż ściganie miesiącami al-Kaidy, po to by na końcu zabić może jednego z nich – mówi drugi z oficerów.

Podczas prawie dwóch lat od zabicia ostatniego poważnego stratega al-Kaidy w Afganistanie – Qahtaniego – oddział antyterrorystyczny zlikwidował już kilku kolejnych liderów ISIS w tym kraju.

Odgadnięcie prawdziwych zamiarów i możliwości konkretnej komórki tajnej grupy, takiej jak al-Kaida, zawsze było trudne i „subiektywne” i zawsze takie będzie, mówi Jeff Eggers, były dowódca Navy SEAL i wysoki rangą urzędnik ds. zwalczania terroryzmu w administracji Obamy. – Ktoś mógłby ocenić, że mają zamiar, ale już nie możliwość, aż do dnia, w którym przeprowadziliby atak na Zachodzie.

Rozsądnie jest traktować al-Kaidę w Afganistanie jako międzynarodowe niebezpieczeństwo, nawet jeżeli dowody nie są jednoznaczne, zgadza się Joshua Geltzer, były wysoki rangą urzędnik ds. zwalczania terroryzmu, zarówno w administracji Obamy jak i Trumpa, ponieważ wiedza o prawdziwych zamiarach tej grupy jest tak szczątkowa.

Oficjalna ocena służb wywiadowczych jest taka, że bez względu na to, czy planują oni misje zagraniczne, to zarówno niedobitki głównej organizacji al-Kaidy w Afganistanie jak i ich koledzy w afgańskiej podgrupie „utrzymują zamiar przeprowadzania ataków wymierzonych w Stany Zjednoczone i Zachód”.

Jeżeli al-Kaida nie może być zniszczona w Afganistanie, oczywistą alternatywą dla armii jest „nieustanne ściganie ich, żeby musieli się ukrywać”, mówi Eggers. – To może być skuteczne, ale również kosztowne i nie wiadomo jak trwałe.

Niekończące się operacje wojskowe nigdy jednak całkowicie nie zneutralizują ataków al-Kaidy, mówi Jones, ponieważ grupa zawsze może przerzucić się na model stosowany przez ISIS – wspieranie na odległość rodzimych ekstremistów, którzy nigdy nie wystawili nosa poza Zachód, nie mówiąc już o odbyciu uciążliwej podróży do obozu treningowego w górach Afganistanu.

To podejście pozwala ISIS podczepiać się pod strzelaniny, zamachy bombowe, ataki nożowników czy z użyciem ciężarówek, dokonywane przez lokalnych ekstremistów od Stanów Zjednoczonych i Kanady po Wielką Brytanię i Francję.

– Wielu napastników dzisiaj i tak nie potrzebuje zagranicznego szkolenia – mówi Jones. – Być może nie potrzebowali go tak naprawdę także w przeszłości, ale ataki takie jak te w Manchesterze i Nicei pokazują, że z pewnością nie potrzebują go teraz.
Źródło info i foto: onet.pl

To pierwszy wywiad z matką Osamy bin Ladena. „Spotkał ludzi, którzy zrobili mu pranie mózgu”

Alia Ghanem przez lata odmawiała rozmów o swoim synie. Teraz w rozmowie z „The Guardian” przyznała, że był zdolnym i nieśmiałym chłopcem. – To ludzie na uniwersytecie go zmienili, stał się innym człowiekiem – tłumaczy.

Chodzi o Uniwersytet im. Króla Abdulaziza, gdzie Osama Bin Laden studiował m.in. ekonomię. – Był bardzo dobrym dzieckiem, dopóki nie spotkał ludzi, którzy zrobili mu pranie mózgu – stwierdziła Ghanem. – Zawsze mówiłam mu, żeby trzymał się od nich z daleka, a on nigdy nie przyznał się do tego co robił, ponieważ tak bardzo mnie kochał – dodała. Czy kiedykolwiek podejrzewała, że ​​może zostać dżihadystą? – Nigdy nie przyszło mi to do głowy – oznajmiła Alia Ghanem.

Bracia Osamy Bin Ladena obecni w trakcie rozmowy wyznają, że matka nigdy nie pogodziła się z uznaniem jej syna za głównego sprawcę zamachów na World Trade Center w 2001 roku. – Kocha go tak bardzo, że nie chce go winić. Zamiast tego obwinia tych, którzy go otaczają. Zna tylko dobrą stronę, którą wszyscy widzieliśmy. Nigdy nie poznała strony dżihadystycznej – mówi jeden z nich.

Dla nich udział Osamy Bin Ladena jest oczywisty. – Wiedzieliśmy od początku (że to był Osama – red.) w ciągu pierwszych 48 godzin. Od najmłodszego do najstarszego, wszyscy wstydziliśmy się go. Wiedzieliśmy, że wszyscy będziemy musieli zmierzyć się z okropnymi konsekwencjami – przyznają.

Rodzina Bin Ladena zdradza, że ostatni raz widziała Osamę w 1999 roku w Afganistanie. Do dziś jest jedną z najbogatszych rodzin w Arabii Saudyjskiej. Dziennikarzy brytyjskiego dziennika przyjmuje w bogato urządzonej rezydencji w Jeddah. W pomieszczeniu, gdzie odbyła się rozmowa ustawiono zdjęcia Osamy w różnym wieku.
Źródło info i foto: onet.pl

Terroryści Państwa Islamskiego mają nową bazę

​Ponad 10 tysięcy bojowników organizacji Państwo Islamskie (ISIS) i Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu (AQMI) przebywa obecnie na kontynencie afrykańskim – poinformował szef MSZ Maroka Nasser Burita po spotkaniu koalicji antydżihadystycznej.

W ramach zmiany strategii Daesz (arabski akronim ISIS) Afryka należy teraz do stref najbardziej narażonych na atak – powiedział marokański minister spraw zagranicznych i współpracy międzynarodowej.

Burita wezwał do koordynacji działań między krajami afrykańskimi a koalicją międzynarodową kierowaną przez Stany Zjednoczone, której przedstawiciele spotkali się we wtorek w Schiracie, niedaleko Rabatu.

Poza Syrią, Irakiem i Afganistanem to w krajach afrykańskich dochodzi do największej liczby ataków, a „liczba ofiar tych ataków jest większa niż na kontynencie europejskim” – podkreślił szef marokańskiej dyplomacji na konferencji prasowej z udziałem Bretta McGurka, specjalnego wysłannika prezydenta USA Donalda Trumpa ds. koalicji międzynarodowej.

Spotkanie regionalne, które zgromadziło 50 delegacji, w tym 20 z Afryki, w szczególności umożliwiło „dzielenie się informacjami w celu ochrony krajów, uniemożliwiania terrorystom przekraczania granic, znalezienia finansowania i przeciwdziałania ich szkodliwej ideologii” – wskazał McGurk.

Oprócz potrzeby „dzielenia się zasobami i wiedzą” w obliczu zagrożenia terrorystycznego w Afryce, „bardzo owocne” dyskusje koncentrowały się na potrzebie – jak to ujął McGurk – „zakończenia pracy w Syrii”, w szczególności poprzez rozwijanie tam programów odbudowy.

Specjalny wysłannik Trumpa poinformował następnie, że koalicja przekaże 90 milionów dolarów na programy odbudowy w Syrii i Iraku.

Według marokańskiego MSZ spotkanie w Schiracie, które zgromadziło „ograniczoną grupę państw członków koalicji”, kraje afrykańskie i organizacje regionalne, było pierwszym spotkaniem tego rodzaju.

Kraje afrykańskie muszą się wiele nauczyć od utworzonej w 2014 roku pod wodzą USA koalicji w celu zwalczania ISIS w Syrii i Iraku – oświadczył minister Burita.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Aresztowano ochroniarza Osamy bin Ladena

Aresztowany w poniedziałek Tunezyjczyk Sami A., który był członkiem ochrony Osamy bin Ladena, znajduje się w areszcie, gdzie oczekuje obecnie na deportację do Tunezji – poinformował we wtorek rzecznik miasta Bochum Peter van Dyk.

Sprawa Samiego A. wypłynęła, gdy niemieckie media ujawniły w kwietniu, mieszkający od 1997 roku w Bochum mężczyzna otrzymuje zasiłki socjalne, mimo że agencje wywiadowcze uznały go za osobę stanowiącą potencjalne zagrożenie.

„Nie ma przeszkód”

Jak poinformował Van Dyk, Sami A. stanął w poniedziałek przed sądem, który zdecydował, że podejrzanego należy zatrzymać na okres oczekiwania na deportację. Dodał, że władze miasta otrzymały od Federalnego Urzędu do Spraw Migracji i Uchodźców (Bamf) zawiadomienie, w którym stwierdzono, że nie ma przeszkód dla jego deportacji.

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer nakazał władzom imigracyjnym przyśpieszenie postępowania, które pozwoliłoby niemieckim władzom na deportowanie Tunezyjczyka.

W kraju grozą mu tortury

Jak wynika ze śledztwa przeprowadzonego przez gazetę „Bild”, władze niemieckie próbowały już od 2006 roku deportować Samiego A., jednak ze względu na grożące mu tortury w jego ojczystym kraju zaniechano dalszych działań.

Osama bin Laden, mózg zamachów z 11 września 2001 roku w USA, w których zginęły niemal 3 tys. ludzi, został zabity w maju 2011 roku w Islamabadzie, stolicy Pakistanu, w wyniku operacji amerykańskich służb specjalnych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak talibów na bazę wojskową w Afganistanie. Zginęło 17 żołnierzy

Co najmniej 17 afgańskich żołnierzy zostało zabitych w piątek wieczorem podczas ataku talibów na bazę wojskową w prowincji Herat na zachodzie Afganistanu – poinformował w sobotę przedstawiciel lokalnych władz. Według lokalnych władz bojownicy talibscy zabrali również broń, która znajdowała się w bazie.

Tymczasem w sobotę afgańscy talibowie niespodziewanie ogłosili trzydniowe zawieszenie broni z siłami rządowymi w czasie przypadających pod koniec przyszłego tygodnia obchodów święta Id al-Fitr. Zastrzegli jednak, że będą kontynuowali operacje przeciwko siłom międzynarodowym.

Agencje podkreślają jednak, że jest to pierwsza oferta tego rodzaju wysunięta przez talibów od 2001 roku, kiedy utracili władzę po interwencji USA w Afganistanie. W czwartek prezydent Afganistanu Aszraf Ghani ogłosił jednostronne bezwarunkowe zawieszenie broni z talibami od 12 do 20 czerwca, co zbiega się z zakończeniem święta ramadan. Zastrzegł jednak, że zawieszenie broni nie dotyczy Państwa Islamskiego i Al-Kaidy.
Źródło info i foto: TVP.info

Islamiści zaatakowali w stolicy Somalii

Do co najmniej 38 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych piątkowego zamachu samobójczego i zamachu bombowego w stolicy Somalii Mogadiszu – poinformowały somalijskie służby ratunkowe. Do ataków przyznało się związane z Al-Kaidą islamistyczne ugrupowanie Al-Szabab. Wcześniejszy bilans mówił o 18 zabitych i 20 rannych.

Według piątkowych doniesień policji do pierwszego wybuchu, który prawdopodobnie był atakiem samobójczym, doszło w pobliżu siedziby służb wywiadu Somalii. Druga eksplozja miała miejsce niedaleko budynku parlamentu, gdzie funkcjonariusze ochrony byli akurat zajęci wymianą ognia z grupą podejrzewaną o próbę ataku na pałac prezydencki. W pobliżu siedziby prezydenta było słychać w piątek długotrwałe odgłosy strzelaniny.

W sobotę agencja AFP podała, że pierwsza eksplozja, po której nastąpiła seria z broni automatycznej, miała miejsce przy punkcie kontrolnym niedaleko budynku rządowego Villa Somalia. Do drugiej eksplozji doszło przy niedawno otwartym hotelu Doorbin. Policja potwierdziła przy tym, że jeden z ataków nastąpił w pobliżu pałacu prezydenckiego.

Według przedstawiciela sił bezpieczeństwa Abdulahiego Ahmeda pięciu napastników zostało zastrzelonych przez siły porządkowe i „sytuacja powróciła do normalności”. Grupa somalijskich islamskich ekstremistów Al-Szabab, powiązana z Al-Kaidą, wzięła na siebie odpowiedzialność za ataki w komunikacie opublikowanym w internecie.

Piątkowe wybuchy przerwały wielomiesięczny okres pokoju w Mogadiszu po październikowej eksplozji dwóch ciężarówek z materiałami wybuchowymi, w wyniku czego zginęło 512 osób. Był to najkrwawszy zamach w historii Somalii, za który odpowiedzialnością obarczono Al-Szabab.
Źródło info i foto: TVP.info

Żołnierze IS przechodzą do Al-Kaidy?

Al-Kaida prowadzi werbunek islamistów z tracącego terytoria i zasoby Państwa Islamskiego (IS) – poinformował w piątek „The Guardian”. Werbunek wprawdzie nie odbywa się na masową skalę, ale i tak może przyczynić się do osłabienia samozwańczego kalifatu.

Kampania rekrutacyjna Al-Kaidy rozpoczęła się latem ubiegłego roku, gdy IS kontrolował spore terytoria na terenie Syrii i Iraku, m.in. Mosul oraz Ar-Rakkę – odnotowuje afrykański korespondent „The Guardian” Jason Burke. Jego zdaniem pokazuje to wagę, jaką organizacja założona przez Osamę bin Ladena przywiązuje „do rywalizacji o bojowników i zasoby” ze swoimi islamistycznymi konkurentami.

Wypowiadanie lojalności przez bojowników to kluczowy czynnik w kwestii dalszego oporu IS, które traci „terytorium, zasoby, bojowników oraz prestiż” – czytamy w brytyjskimi dzienniku.

„Transfery” z IS do Al-Kaidy
Jak pisze korespondent „The Guardian”, w Nigerii przywódcy Al-Kaidy „dotarli do radykałów, którzy w zasadzce zabili czterech amerykańskich komandosów” w Nigrze. Z kolei w Jemenie do tej sunnickiej organizacji terrorystycznej dołączyli bojownicy IS „zniechęceni swoimi liderami”. W artykule przytaczane są również przykłady przechodzenia do Al-Kaidy islamskich radykałów w Algierii, Syrii oraz Afganistanie.

Nigeryjski Boko Haram, który przysiągł lojalność IS w 2015 roku, jest teraz podzielony, ale główne grupy nadal są wierne samozwańczemu kalifatowi – odnotowuje Burke.

Przepływ bojowników do Al-Kaidy nie jest na razie masowy. „Z pewnością jest to strużka, a nie powódź” – twierdzi anonimowo cytowany w artykule ekspert. Ci z bojowników IS, którzy mają „mniejsze zobowiązania ideologiczne czy personalne, mogą jednak niedługo szukać alternatywy” – wskazuje Burke.

Co dalej z bezpieczeństwem w Europie?
„Te doniesienia są analizowane przez zachodnie służby bezpieczeństwa, które próbują zrozumieć ewolucję zagrożenia IS w nadchodzących miesiącach oraz latach” – napisano w „The Guardian”. Według niektórych z analityków samozwańczy kalifat będzie wykorzystywał swoją rozległą sieć sojuszniczych frakcji na całym świecie, by przeprowadzać kolejne ataki terrorystyczne na Zachodzie.

Państwo Islamskie wciąż „inspiruje do ataków” i może „organizować ambitne terrorystyczne operacje w Europie oraz USA” – wskazuje Burke. Przedstawiciele służb bezpieczeństwa twierdzą jednak, że trudno jest przewidzieć, jak upadek IS wpłynie na bezpieczeństwo Zachodu. Al-Kaida nie przeprowadzała ataków na zachodnie państwa „od jakiegoś czasu”, ale wynika to z jej „strategicznej decyzji, a nie ze słabości” – czytamy w dzienniku.

„Jest jasne, że IS z ograniczonym terytorium, prestiżem oraz pieniędzmi będzie trudniej rekrutować (…)” – wskazuje cytowany w artykule Daveed Gartenstein-Ross, ekspert z amerykańskiego think tanku Foundation for Defense of Democracies. „Jeśli jednak skorzysta na tym Al-Kaida, nikt nie uzna tego za optymalne rozwiązanie” – podkreśla.
Źródło info i foto: interia.pl

W ataku lotnictwa USA w Somalii zginęło ponad 100 bojowników Al-Szabab

Pentagon poinformował dziś, że w operacji amerykańskiego lotnictwa przeciw ugrupowaniu Al-Szabab 200 km od stolicy Somalii, Mogadiszu, zginęło ponad 100 bojowników tej organizacji. Nalot został uzgodniony z rządem federalnym Somalii. Resort obrony USA podkreślił w komunikacie, że będzie nadal prowadził operacje przeciw bojownikom Al-Szabab.

Od 2013 roku Pentagon współpracuje z somalijskimi siłami zbrojnymi, wspierając je w walce z tą powiązaną z Al-Kaidą organizacją.

Na wiosnę siły amerykańskie i somalijskie nasiliły kampanię przeciw tej organizacji; prezydent USA Donald Trump zaaprobował te operacje oraz naloty amerykańskich sił powietrznych w Somalii. Pentagon wysyłał do Somalii kilkudziesięciu żołnierzy, których zadaniem jest szkolenie logistyczne somalijskiej armii. Wcześniej w operacjach w tym kraju brały udział tylko amerykańskie jednostki specjalne.

W walkach z Al-Szabab armię Somalii wspierają wojska Unii Afrykańskiej.

Islamistyczne ugrupowanie Al-Szabab walczy o narzucenie w Somalii surowej wersji islamu i obalenie prozachodniego rządu. Choć ekstremiści ponieśli w ostatnich latach straty i zostali wyparci ze stolicy, ich ugrupowanie nadal przeprowadza krwawe ataki w Mogadiszu i w wielu rejonach Somalii.
Źródło info i foto: onet.pl