Kamilowi Durczokowi grozi 8 lat więzienia. Szczegóły aktu oskarżenia

Połknął leki powodujące senność, a w jego żyłach buzowało aż 2,6 promila alkoholu. Prokurator wystawił Kamilowi Durczokowi (52 l.) wysoki rachunek za ubiegłoroczny pijacki rajd, który znany dziennikarz może przypłacić 8 latami życia w więzieniu. Fakt dotarł do szczegółów aktu oskarżenia. Tylko cud sprawił, że na krajowej jedynce pod Piotrkowem Trybunalskim nikt wtedy nie zginął…

W lipcu ubiegłego roku Durczok wjechał swoim bmw x6 w słupki odgradzające pasy jezdni z powodu robót drogowych. Jeden z nich uderzył w nadjeżdżający z naprzeciwka samochód. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Jak się okazało, dziennikarz miał 2,6 promila alkoholu. Został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Od początku przyznawał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu, ale nie do spowodowania zagrożenia katastrofy w ruchu lądowym.

– Z dopuszczonych w toku postępowania trzech opinii biegłych dwie wskazują, że nie ma podstaw do postawienia takiego zarzutu – mówi Faktowi jego pełnomocnik, mec. Łukasz Isenko. Prokuratura jest innego zdania. – Oskarżony jechał latem na zimowych oponach. Przejechał około 370 km ze średnią prędkością 140 km/h, a w momencie utraty panowania nad pojazdem 96 km/h, w miejscu, gdzie z powodu remontu obowiązywało ograniczenie do 70. Ruch był bardzo duży. W ciągu godziny na tym odcinku przejechało 1100 samochodów, a w ciągu doby 40 tysięcy – wylicza Witold Błaszczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim.

Inni kierowcy mieli sporo szczęścia, że bmw Durczoka, które waży ponad 2200 kg, nie uderzyło w żadne inne auto. Wtedy potężny SUV taranowałby wszystko jak czołg. Śledczy uważają również, że postrzeganie dziennikarza, mogło być zaburzone na skutek zażytych leków zmieszanych z alkoholem.

– Biegli ustalili, że same w sobie obniżają koncentrację i zdolność reakcji. Nie powinno się prowadzić po nich auta przez 24 godziny – tłumaczy Faktowi prok. Witold Błaszczyk. Sąd nie aresztował Durczoka po wypadku, ale zastosował wobec niego dozór policji, poręczenie majątkowe w wysokości 15 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju. Po wyjściu z sądu Kamil Durczok przeprosił wszystkich za to, co zrobił. Przyznał, że było to karygodne. Grozi mu do 8 lat więzienia

Zła passa Kamila Durczoka

To nie jedyne problemy z prawem dziennikarza. Pod koniec ub. roku katowicka Prokuratura Regionalna postawiła mu zarzuty podrobienia dokumentów umożliwiających uzyskanie kredytu i przedłożenia ich w banku oraz doprowadzenia banku do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości.

Sprawa dotyczy podrobienia weksla i dokumentów towarzyszących zabezpieczeniu kredytu hipotecznego na blisko 3 mln zł z sierpnia 2008 roku. Prokuratura zarzuca dziennikarzowi oszustwo oraz przestępstwo dotyczące m.in. podrobienia papieru wartościowego, jakim jest weksel. Może za to grozić kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo kara 25 lat.

Śledczy wnioskowali w tej sprawie o areszt, sąd się do niego tego nie przychylił. – Śledztwo w tej sprawie wciąż jest w toku. Zarzuty wobec podejrzanego nie zmieniły się – poinformowała Fakt prok. Katarzyna Żołna, z zespołu prasowego Prokuratury Regionalnej w Katowicach.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Więzienie za picie alkoholu w ciąży? Propozycja rzecznika praw dziecka

Rzecznik praw dziecka chce, aby w ramach ochrony dziecka poczętego odpowiedzialność karną ponosiła pijąca alkohol przyszła matka.

Taki pomysł Mikołaj Pawlak przedstawił, prezentując raport ze swojej działalności. Znalazł się w nim następujący fragment: Niepokojący jest wysoki odsetek kobiet spożywających alkohol w trakcie ciąży. Może prowadzić to do występowania nieprawidłowości neurobehawioralnych oraz innych trwałych uszkodzeń organizmu dziecka. Należy podjąć działania edukacyjne, profilaktyczne i prawne, by pomóc dziecku i matce, w szczególności wprowadzić ochronę prawnokarną dziecka poczętego i odpowiedzialność karną matki spożywającej alkohol w trakcie ciąży.

Pomysł ma poparcie w PiS. Opozycja nie zostawia na nim suchej nitki. Marek Ast (PiS) z sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka przekonuje, że dla jego partii ochrona życia dziecka poczętego jest szczególnie ważna. – Dlatego konkretne zmiany ustawowe powinny stać się przedmiotem głębokiej refleksji – mówi. Jego zdaniem przekaz o szkodliwości picia w ciąży jest obecny w społeczeństwie. Nie można więc dłużej zasłaniać się niewiedzą. – To jak z kierowcami, którzy doskonale wiedzą, że prowadzenie pod wpływem alkoholu jest karane. Mimo to część się na to decyduje. Sankcje karne dla matek nie powinny budzić kontrowersji i sprzeciwu. Dyskusji wymaga ich wysokość i sposób, w jaki następowałoby ściganie przestępstwa. Bezapelacyjnie jednak powinien być to czyn zabroniony – dodaje.

Jak duży jest problem picia w Polsce przez kobiety w ciąży? 81 proc. Polek pije przynajmniej od czasu do czasu, a 54 proc. raz w miesiącu. Wskazówką może być to, że według PARPA częściej po alkohol sięgają kobiety w wieku rozrodczym.

Picie jest szczególnie groźne do 8. tygodnia ciąży. Czyli wtedy, kiedy wiele kobiet jeszcze nie wie, że spodziewa się dziecka. Następstwem może być FASD (spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych). Co roku w kraju mamy ponad 9 tys. urodzeń dzieci z tym syndromem. FASD jest wspólną nazwą dla wad, które powstały na skutek uszkodzeń wywołanych piciem. Wśród nich mogą być: wady wrodzone serca, ośrodkowego układu nerwowego, kończyn. Alkohol hamuje też wzrost płodu i może przyczynić się do poronienia.

„Obecnie organy prowadzące postępowanie przygotowawcze w sposób zbyt ogólnikowy, bez odniesienia się do realiów konkretnej, rozpoznawanej sprawy, uznają, że na gruncie przepisu art. 160 k.k. (narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu) dziecko poczęte nie podlega ochronie prawnej. Zdaniem Rzecznika Praw Dziecka, biorąc pod uwagę całokształt okoliczności i skutków z tym związanych jak i uregulowania innych gałęzi prawa, nie można spod ochrony przepisu art. 160 k.k. wyłączyć dziecka poczętego. Zasadnym byłoby, w celu usunięcia wątpliwości interpretacyjnych, rozważenie podjęcia inicjatywy ustawodawczej, która wprowadziłaby wprost unormowanie, zgodnie z którym przepisy przewidujące odpowiedzialność karną za czyny skierowane przeciwko zdrowiu i życiu dotyczą także dziecka poczętego” – napisał Mikołaj Pawlak.

Anna Kwiecień (PiS) z sejmowej komisji zdrowia popiera pomysł RPD. Ma też zarzuty wobec dotychczasowych działań edukacyjnych. – Edukujemy od lat, ale bez większych efektów. Rozumiem, że trzeba chronić prawa kobiet, ale co z prawami dzieci, które noszą pod sercem? Ich prawa są mniej istotne? Kobiety w ciąży nie mogą stać ponad prawem – mówi. – Jeśli matka nie chroni należycie swojego dziecka, musi za nią zrobić to państwo. Dla wszystkich jest jasne, że trzeba reagować, gdy widzimy dorosłego krzywdzącego dziecko. To samo powinno dotyczyć dzieci w okresie prenatalnym.

Wtóruje jej Anna Milczanowska (PiS) z sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. – Należy dążyć do takiej zmiany Kodeksu karnego, równolegle z działaniami profilaktycznymi i kampaniami edukacyjnymi. Kara za narażanie dziecka narodzonego na utratę zdrowia i życia nie budzi obiekcji. Dlatego rozszerzenie art. 160 k.k. na dziecko w okresie prenatalnym to dobry kierunek – mówi. I podkreśla, że sama praca nad społeczną świadomością to za mało. Musi też być świadomość kary. – RPD z pewnością przemyślał swoje słowa i ma na myśli holistyczne podejście do sprawy. Czyli też otoczenie opieką osoby uzależnionej. Alkoholizm jest chorobą. Dlatego należałoby wskazać listę miejsc, gdzie taka osoba dostanie pomoc medyczną i terapeutyczną.

Poprosiliśmy RPD o doprecyzowanie przedstawionego pomysłu, jednak do zamknięcia wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Pomysł RPD nie znalazł aplauzu po stronie opozycji. Słyszymy niepochlebne opinie. Anita Kucharska-Dziedzic, posłanka Lewicy, uważa, że to przejaw myślenia ludzi, który nienawidzą kobiet i rozwiązanie rodem z Salwadoru, gdzie karze się kobiety, które straciły ciąże. – Kodeksem karnym nie zlikwidujemy zjawiska – ocenia. – A dotychczasowa edukacja nie była skuteczna, bo albo za dużo było w niej ideologii, albo nie dotykała clou problemu. Zamiast karać, należałoby przebudować system opieki społecznej tak, by np. zwiększyć rolę asystenta rodziny.

Także w organizacjach zajmujących się problemem FASD słychać różne opinie. Janusz Morawiec, prezes Fascynującego Świata Dziecka, jest ojcem adopcyjnym dwóch chłopców z FASD. – Idąc w tym kierunku, doprowadzimy do sytuacji, w której kobiety będą jeszcze staranniej ukrywały, że spożywały alkohol. Bez względu na to, czy robią to regularnie, czy tylko sporadycznie – mówi. Sugeruje, że lepszym rozwiązaniem byłoby, aby do pijanej kobiety w widocznej ciąży wzywać policję, która z kolei mogłaby wlepić mandat.

Inaczej akcenty stawia Anna Grajcarek, prezes Fundacji Ad Vocem z Krakowa. – Nienarodzone dziecko jest zupełnie bezbronne, alkohol przenika przez łożysko, a jego kształtujące się organy nie są w stanie go zmetabolizować. Jeśli bierzemy pod uwagę ochronę prawno-karną nienarodzonego dziecka, należałoby wyraźnie w przepisach wskazać, że chodzi o sytuacje nadużywania alkoholu. Są medyczne dowody na to, że alkohol może uszkodzić system nerwowy nienarodzonego dziecka. FAS (najostrzejsza postać FASD) jest jednostką chorobową, dlatego według nas można by prawnie zabronić spożywania alkoholu w ciąży – mówi. I także przekonuje o konieczności równoległej edukacji społecznej.

Spytaliśmy Ministerstwo Sprawiedliwości o ocenę propozycji RPD. Czekamy na odpowiedź.

– MS przeszło rok temu zamówiło na ten temat ekspertyzę – mówi jej współautorka dr Teresa Jadczak-Szumiło, ekspert PARPA ds. FASD. Nie wie, co dalej się z nią stało. I choć uważa pomysł RPD za kontrowersyjny, to jednak liczy, że wywoła w końcu dyskusję, której wciąż brakuje. Sama apelowała o nią u rzecznika. Jak przekonuje, różne kraje inaczej podchodzą do tematu. W Szwecji niemal nie istnieje problem FASD, bo tam matki uzależnione od alkoholu zachęca się do aborcji. Kanada uznała z kolei FASD za epidemię społeczną XXI wieku. Wprowadziła jasne stopniowalne procedury. Jest lista ośrodków, gdzie kobiety mogą się leczyć i tych, gdzie mogą dostać niezbędną wiedzę. Jeśli wyjdzie na jaw, że przyszła matka piła, obowiązkowo musi przejść kurs edukacyjny. Z kolei we Francji lobby producentów wina jest tak silne, że kraj ma poważny problem z diagnozowaniem dzieci już urodzonych. Wielkim sukcesem było już tam umieszczenie na butelkach piktogramu przekreślonej kobiety w ciąży. A w Polsce? – W trakcie lockdownu dzwoniło do mnie wiele kobiet, które wypiły, nie wytrzymały napięcia. Dowiedziały się, że są w ciąży. Pytały, co robić. Niestety, nie mamy wciąż jasnych zasad postępowania.

To nie pierwszy raz, kiedy Biuro RPD mierzy się z problemem. Poprzedni rzecznik Marek Michalak wystąpił do prezydenta o rozważenie inicjatywy ustawodawczej. „Należy uruchomić procedurę, na podstawie której kobieta w ciąży, działająca na szkodę własnego dziecka poprzez spożywanie alkoholu, narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych, może zostać skierowana przez sąd na leczenie szpitalne. Procedura ta powinna być regulowana na poziomie ustawowym, a odpowiednim miejscem dla nowych przepisów – zdaniem rzecznika – jest Kodeks rodzinny i opiekuńczy jako podstawa materialna oraz Kodeks postępowania cywilnego jako podstawa procesowa” – pisał Michalak w piśmie do Andrzeja Dudy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Marek J. wydany USA. Przez 25 lat ukrywał się w Polsce

9 grudnia 1995 r. w Lake Forest w stanie Illinois doszło do śmiertelnego wypadku. O spowodowanie go oskarżono Polaka, Marka J., który prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Mężczyzna początkowo został aresztowany, ale wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji i uciekł do Polski. Przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości ukrywał się przez blisko 25 lat.

J. został oskarżony o spowodowanie wypadku na trasie 41, w wyniku którego zginął Dennis Bourass. Z ustaleń śledczych wynika, że Polak był pod wpływem alkoholu i jechał pod prąd.

Kierowca został aresztowany, ale wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji. Gdy wydawało się, że mężczyzna będzie czekać na proces w USA, prokurator zaostrzył zarzuty, oskarżając J. o „lekkomyślne zabójstwo”. Wiedząc, że w świetle prawa musi zostać ponownie aresztowany, a kaucja będzie wyższa, oskarżony uciekł do Polski. Z powodu obowiązujących przepisów o ekstradycji, Marek J. nie mógł zostać przekazany Amerykanom.

Aresztowany w 2020 r.

Przez prawie 19 lat sprawa stała w miejscu. Amerykańscy śledczy nie dali jednak za wygraną – na mocy nowej umowy o ekstradycji, polskie służby mogły ostatecznie przekazać go swoim odpowiednikom w USA. W 2014 r. do sprawy przydzielono policjanta Marka Sengera, który nawiązał współpracę z FBI i amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości. Ich celem było ustalenie dokładnego miejsca pobytu oskarżonego.

Poszukiwania J. zakończyły się w 2018 r. Mężczyzna został aresztowany przez polskie służby, a następnie… wypuszczony na wolność. Obiecał wówczas, że będzie pojawiał się w sądzie – słowa dotrzymał.

Decyzję o ostatecznym aresztowaniu mężczyzny polski sąd podjął po otrzymaniu listu, w którym rodzina zmarłego Dennisa Bourassa wyjaśniała całą sytuację ze swojej perspektywy. Ostatecznie J. trafił do aresztu w Przemyślu w lutym tego roku. Po czterech miesiącach i opóźnieniach w związku z pandemią koronawirusa, został przekazany stronie amerykańskiej 25 czerwca.

66-letni Marek J. 27 czerwca trafił do więzienia w Lake County 27 czerwca. Kaucję wyznaczono na milion dolarów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Diecezja kaliska nie komentuje odsunięcia bp Edwarda Janiaka przez Watykan

„Nie komentujemy decyzji Stolicy Apostolskiej w sprawie odsunięcia biskupa kaliskiego od kierowania diecezją. W komunikacie nie jest podane, z jakich powodów został wyznaczony zarządca” – powiedział rzecznik prasowy kurii diecezjalnej w Kaliszu ks. Marek Papuziński.

Nuncjatura Apostolska w Polsce ogłosiła w czwartek (25 czerwca), że Ojciec Święty Franciszek mianował administratora apostolskiego sede plena diecezji kaliskiej w osobie metropolity łódzkiego arcybiskupa Grzegorza Rysia.

„Sede plena oznacza, że biskup kaliski nie został odwołany z urzędu, został wyznaczony tymczasowy zarządca diecezji” – powiedział rzecznik prasowy diecezji kaliskiej ks. Mark Papuziński.

Dodał, że ks. Edward Janiak nie przestaje być biskupem diecezji kaliskiej, ale w czasie ustanowienia administratora apostolskiego, nie sprawuje w niej żadnej władzy.

„Od dzisiaj arcybiskup Grzegorz Ryś odpowiada przed Ojcem Świętym za diecezję kaliską” – dodał duchowny.

Biskup kaliski Edward Janiak był jednym z czarnych bohaterów najnowszego filmu dokumentalnego Tomasza i Marka Sekielskich, opisującego przypadki pedofilii wśród księży. Premiera filmu „Zabawa w chowanego” odbyła się w połowie maja. Dokument przedstawiał historię trzech chłopców – braci Bartłomieja i Jakuba oraz Andrzeja – wykorzystywanych przez tego samego księdza z diecezji kaliskiej – Arkadiusza H. W filmie ukazano, jak biskup kaliski Edward Janiak miał kryć przestępstwa seksualne podległych mu księży.

2 czerwca na stronie archidiecezji poznańskiej opublikowano komunikat metropolity poznańskiego abpa Stanisława Gądeckiego w sprawie biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka.

Wskazano, że „w następstwie formalnego zgłoszenia przekazanego do Stolicy Apostolskiej w dniach 18 i 20 maja 2020 r., Kongregacja ds. biskupów, w oparciu o motu proprio Ojca Świętego Franciszka „Vos estis lux mundi” (art. 10 §1), pismem z dnia 26 maja 2020 r. upoważniła arcybiskupa metropolitę poznańskiego do przeprowadzenia dochodzenia wstępnego w sprawie zasygnalizowanych zaniedbań biskupa kaliskiego w prowadzeniu spraw o nadużycia seksualne na szkodę osób małoletnich ze strony niektórych duchownych”.

Po premierze filmu „Zabawa w chowanego” przed siedzibą kurii diecezjalnej w Kaliszu odbył się protest mieszkańców przeciwko księżom pedofilom i biskupowi Janiakowi. Protestujący przynieśli ze sobą transparenty m.in. z hasłami: „Z parafii do parafii zamiast do celi”, „Biskupie, czas na sąd ostateczny”, „Jesteśmy z ofiarami”.

Specjalne oświadczenie po emisji filmu braci Sekielskich wydał także delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży abp Wojciech Polak. Przesłał on także zawiadomienie w sprawie biskupa kaliskiego do nuncjatury.

W oświadczeniu abp Polak stwierdził, że dokument braci Sekielskich „ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży”. Dodał, że chodzi o „sposób traktowania osób pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli niewypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne”.

Po premierze filmu oświadczenie wydała także kuria diecezjalna w Kaliszu. Poinformowano wówczas, że „od samego początku – mając na uwadze dobro pokrzywdzonych, którzy nie zgłosili się do kurii, oraz widząc konieczność wyjaśnienia sprawy – podjęta została współpraca z prokuraturą, zgodnie z przepisami prawa karnego”.

Biskup miał we krwi aż 3,44 promila alkoholu

To nie jedyne kontrowersje związane z ordynariuszem diecezji kaliskiej. 2 czerwca biskup Edward Janiak nietrzeźwy trafił do szpitala w Kaliszu z powodu podejrzenia udaru. Jak się okazało we krwi miał aż 3,44 promila alkoholu. Kaliska kuria nie komentuje tej sprawy. Głos zabrał za to rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski.

„Stanowczo oświadczam, że – jeśli informacje przekazane w mediach się potwierdzą – to opisywana sytuacja nigdy nie powinna się wydarzyć” – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Z kolei portal „Więzi” poinformował o toczącym się od 2018 r. postępowaniu wobec biskupa Edwarda Janiaka w sprawie nacisków biskupa kaliskiego na rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu.

Zbigniew Nosowski ujawnił, że naciski były związane z wymuszaniem przyjęcia kleryka, u którego znaleziono pornografię oraz nagabywał nieletnich do nocnych spotkań. Wcześniej kleryk został wyrzucony z innego seminarium za akty homoseksualne.

W 2018 r. ówczesny rektor kaliskiego seminarium, ks. dr Piotr Górski, złożył do nuncjatury zgromadzoną dokumentację dotyczącą „nieakceptowalnych działań biskupa”. Sprawa kleryka nadal toczy się w Watykanie.
Źródło info i foto: interia.pl

Abp Ryś zastąpi bp. Edwarda Janiaka. Decyzja papieża

Ojciec Święty mianował administratora apostolskiego sede plene dla diecezji kaliskiej. Został nim metropolita łódzki, abp Grzegorz Ryś – poinformowało Radio Watykańskie. Biskup Edward Janiak miał na początku czerwca trafić do szpitala kompletnie pijany. – Obecnie oczekujemy na rzetelne wyjaśnienie doniesień medialnych w sprawie tego zdarzenia, które – jeszcze raz zaznaczam – nigdy nie powinno mieć miejsca, szczególnie wśród ludzi Kościoła – poinformował rzecznik KEP ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Antybohater filmu Sekielskich

W filmie „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich pojawiło się oskarżenie pod adresem biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka, że tuszował czyny pedofilskie. Po jego emisji 16 maja delegat KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży abp Wojciech Polak wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że „trzeba wyjaśnić wszystkie sprawy”. Zaznaczył, że „nikt w Kościele nie może uchylać się od odpowiedzialności”.

Zwrócił się wówczas za pośrednictwem nuncjatury do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania nakazanego przez motu proprio papieża Franciszka, dotyczącego zaniechania wymaganego prawem działania.

Bp Janiak skrytykował działania prymasa

Bp Janiak 15 czerwca rozesłał do biskupów w kraju list, w którym skrytykował działania prymasa Wojciecha Polaka oraz poddał w wątpliwość wybór i działania Fundacji Św. Józefa KEP, której celem jest wspomaganie istniejących inicjatyw i podejmowanie nowych działań na rzecz różnorakiej pomocy osobom skrzywdzonym przez osoby duchowne.

– Podjęte przeze mnie działanie jest wyrazem ewangelicznej troski o dobro osób pokrzywdzonych i o prawdziwe dobro Kościoła, a także realizacją misji ochrony dzieci i młodzieży, powierzonej mi przez Konferencję Episkopatu Polski – odpowiedział abp Polak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szokujące doniesienia. Karetka zabrała pijanego biskupa Janiaka do szpitala?

Biskup kaliski Edward Janiak (67 l.), który jest antybohaterem filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele, miał trafić do szpitala w Kaliszu (woj. wielkopolskie) z podejrzeniem udaru. Na oddziale miało okazać się jednak, że duchowny był… kompletnie pijany. O swoich ustaleniach informuje „Gazeta Wyborcza”. Głos w sprawie zabrał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik.

W połowie maja miała miejsce premiera najnowszego dokumentu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, z którego wynika, że kaliski biskup Edward Janiak przez trzy lata nie reagował na doniesienia o podległym mu księdzu oskarżanym o czyny pedofilskie. Watykan wszczął już dochodzenie w tej sprawie.

Dwa tygodnie po publikacji filmu, 2 czerwca, biskup miał trafić do szpitala. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, tego dnia karetka zabrała go na oddział. Duchowny miał mieć problemy z wysławianiem się, kontakt z nim był ograniczony. Biskupa Janiaka przyjęto z podejrzeniem udaru późnym wieczorem i gruntownie przebadano. Jednak jak informuje „Wyborcza”, hierarcha kościelny był po prostu… kompletnie pijany, mając we krwi 3,44 promila alkoholu. Po kilku godzinach i podaniu kroplówek biskup został wypuszczony do domu.

Skontaktowaliśmy się z rzecznikiem diecezji kaliskiej, jednak ks. Marcin Papuziński nie chciał komentować sprawy przez telefon. Poprosił o przesłanie pytań mailem, na odpowiedź cały czas czekamy.

Jak jednak przekazał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”: „Ksiądz Biskup kilka lat temu przeszedł chorobę nowotworową i związaną z nią terapię onkologiczną. Od tego czasu jest pod stałą opieką specjalisty i regularnie przechodzi badania, które od czasu do czasu związane są z pobytami w szpitalu”.

Rzecznik Episkopatu zabrał głos

– W odpowiedzi na pytania dotyczące dzisiejszych publikacji na temat bp. Edwarda Janiaka, stanowczo oświadczam, że – jeśli informacje przekazane w mediach się potwierdzą – to opisywana sytuacja nigdy nie powinna się wydarzyć – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik po doniesieniach dotyczących biskupa Edwarda Janiaka.

– Jest zrozumiałym, że każde taka informacja wzbudza liczne reakcje społeczne oraz wywołuje emocje wśród wiernych. Obecnie oczekujemy na rzetelne wyjaśnienie doniesień medialnych w sprawie tego zdarzenia, które – jeszcze raz zaznaczam – nigdy nie powinno mieć miejsca, szczególnie wśród ludzi Kościoła – podkreślił ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Biskup Janiak nie widzi swojej winy

Po publikacji „Zabawy w chowanego” biskup Edward Janiak atakuje wszystkich, którzy ośmielą się go skrytykować. 7 czerwca we wszystkich parafiach diecezji kaliskiej odczytany został list biskupa, w którym pisał o „medialnej nagonce” na jego osobę. „Proszę o modlitwę w tym czasie medialnej nagonki na moją osobę, abym uświęcony niewidzialną mocą Ducha Świętego, mógł zawsze służyć Bogu Żywemu przez miłość i służbę ofiarną, której Chrystus jest początkiem, środkiem i dopełnieniem” – pisał bp Janiak w liście.

Po emisji filmu specjalne oświadczenie wydał delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży abp Wojciech Polak, w którym stwierdził, że dokument braci Sekielskich „ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży”. Dodał, że chodzi o „sposób traktowania osób pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli niewypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne”. Abp Polak powiadomił o sprawie Watykan.

Na odpowiedź bp Janiaka nie trzeba było długo czekać. 15 czerwca duchowny rozesłał do biskupów w kraju list, w którym skrytykował działania prymasa Wojciecha Polaka i poddał w wątpliwość wybór i działania Fundacji św. Józefa KEP, której celem jest wspomaganie istniejących inicjatyw i podejmowanie nowych działań na rzecz różnorakiej pomocy osobom skrzywdzonym przez osoby duchowne.

„Kaliski biskup twierdzi, że prymas wydał na niego wyrok, szkodzi wizerunkowi Kościoła i spiskuje z braćmi Sekielskimi, którzy są wrogami Kościoła. Polski Episkopat jeszcze nigdy nie był świadkiem takiej sytuacji” – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wójt Żelazkowa Sylwiusz J. jadąc po alkoholu uderzył w słup energetyczny?

Lokalne media opisują wypadek, do którego doszło w niedzielę w Wielkopolsce. Kierowca samochodu uderzył w słup energetyczny, a kiedy na miejscu zjawiła się policja, nie zastała go. Auto należy do wójta Żelazkowa Sylwiusza J., który ma problemy z alkoholem.

Do wypadku doszło w niedzielę po godzinie 18:00 w miejscowości Podzborów, na drodze między Żelazkowem a Morawinem. Osobowy mercedes dachował w przydrożnym rowie. Kiedy policja zjawiła się na miejscu, kierowcy już tam nie było. Wypadek przypisuje się wójtowi Żelazkowa Sylwiuszowi J., który od lat ma problemy z alkoholem. Pierwszą wskazówką jest to, że samochód do niego należy, drugą, że na miejscu znaleziono pustą butelkę po wódce (tzw. „małpkę”).

Jeden z reporterów Polsatu chciał zapytać o sprawę samego wójta i w tym celu wybrał się do Urzędu Gminy w Żelazkowie. Okazało się jednak, Sylwiusz J. wziął urlop.

Sylwiusz J. i jego problemy alkoholem przysporzyły mu już wielu problemów. We wrześniu zatrzymano go w Kaliszu podczas marszu równości, gdzie mając 2 promile zaatakował policjanta. Wójt miał także udzielić ślubu pod wpływem alkoholu czy znieważać strażaków oraz znęcać się nad swoją rodziną.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Pijany kierowca wjechał w dwie 14-latki. Jedna z nich nie żyje

Jednej z 14-latek nie udało się uratować, druga została przewieziona do szpitala po tym, jak kierowca audi wjechał w nastolatki, które szły poboczem. Po wypadku 40-latek uciekł z miejsca wypadku. Po zatrzymaniu go okazało się, że miał blisko promil alkoholu w organizmie. Do wypadku doszło w sobotę po godz. 21 w Porażu na ul. Karpackiej (woj. podkarpackie).

Jedna nie żyje, druga jest ranna

Według wstępnych ustaleń policji kierowca audi stracił panowanie nad autem i zjechał na pobocze drogi, którym spacerowały dwie 14-letnie dziewczynki. Jedna z potrąconych dziewczynek mimo prowadzonej reanimacji nie przeżyła wypadku. Druga dziewczynka trafiła do szpitala.

Uciekł z miejsca zdarzenia

Kierowca wjechał do rowu, a później uciekł z miejsca zdarzenia. Mężczyznę zatrzymali policjanci. Okazało się, że samochodem kierował 40-letni mieszkaniec powiatu leskiego. Badanie wykazało, że miał blisko promil alkoholu w organizmie. Szczegółowe okoliczności wypadku wyjaśniają policjanci pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Leśna bimbrownia zlikwidowana przez funkcjonariuszy KAS

Do akcji funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej doszło w lesie w okolicach Gródka (woj. podlaskiego). Mundurowi zaskoczyli 28-letniego bimbrownika. Podczas akcji zabezpieczono blisko 415 litrów nielegalnego alkoholu oraz aparaturę służącą do jego produkcji.

W lesie w okolicach Gródka (powiat białostocki) funkcjonowała bimbrownia, w której na dużą skalę produkowano nielegalny alkohol. Funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej wkroczyli na jej teren zaskakując nadzorującego produkcję 28-letniego mężczyznę, mieszkańca jednej z okolicznych miejscowości. Zobacz też: Siemiatycze. Nalot policji na domową bimbrownię. 60-latek usłyszał zarzut

– W zamaskowanej leśnej bimbrowni funkcjonariusze ujawnili m.in. kadzie na zacier, piece, kotły i chłodnice wykorzystywane w produkcji bimbru oraz 350 litrów własnie wyprodukowanego alkoholu o mocy 25 i 55 procent – informuje st. asp. Maciej Czarnecki, oficer prasowy podlaskiej KAS Izba Administracji Skarbowej w Białymstoku.

Kolejne 65 litrów bimbru funkcjonariusze KAS znaleźli w domu 28-latka. Funkcjonariusze KAS wszczęli przeciwko mężczyźnie postępowanie karne skarbowe rekwirując nielegalny alkohol oraz zabezpieczając aparaturę do jego produkcji.

Bimbrownik odpowie teraz przed sądem. Grozi mu grzywna, kara ograniczenia wolności albo kara pozbawienia wolności do roku.
Źródło info i foto: se.pl

Słynny lot nad rondem. Prokuratura przesłuchała kierowcę. „Nie pamięta skoku”

Prokuratura przesłuchała kierowcę, który w kwietniu po pijanemu wjechał w rondo niedaleko Łodzi, a następnie wzbił się w powietrze i z impetem uderzył w ziemię na terenie pobliskiej parafii. Mężczyzna nie pamięta wypadku i przekonuje, że chce naprawić wyrządzone szkody.

Chodzi o wypadek uwieczniony na słynnym już nagraniu z monitoringu w Rąbieniu k. Łodzi. Widzimy na nim, jak suzuki swift po uderzeniu w wysoki krawężnik wokół ronda wzbija się w powietrze i leci przez wiele metrów. Za kierownicą siedział 41-letni mężczyzna, który po kłótni z partnerką wsiadł w samochód i chciał pojechać do kolegi. Jak się później okazało, miał 2,8 promila alkoholu. Wcześniej pił wódkę i piwo.

41-latek po „wystrzeleniu” z ronda z dużą siłą uderzył w ziemię na terenie położonego niedaleko kościoła. Doznał poważnych obrażeń i ze względu na stan zdrowia dopiero teraz udało się go przesłuchać.

– Kierowca potwierdził, że tego dnia przed południem pił alkohol. Tłumaczył, że po kłótni z partnerką wypił 300 g wódki i piwo. Następnie wsiadł do samochodu i ruszył w drogę z Aleksandrowa Łódzkiego do Łodzi, gdzie miał przenocować u znajomego – mówi w depeszy PAP, podawanej m.in. przez Polsat News, Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

– Kierowca suzuki nie pamięta przebiegu zdarzenia. Ocknął się po upadku, kiedy był wyciągany z auta przez strażaków. Momentu uderzenia w rondo i samego „skoku” nie pamięta. Twierdzi, że rozmawiał już z przedstawicielami parafii i chce naprawić szkody, które wyrządził przy upadku, niszcząc teren kościoła – dodaje prok. Kopania.

Mężczyźnie postawiono zarzuty kierowania samochodu w stanie nietrzeźwości i wprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu drogowym. Grozi za to do 8 lat. Zastosowanego wobec niego dozór policyjny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl