Oleśnica: Nastolatkowie przyszli do szkoły z plecakami pełnymi narkotyków

Kryminalni z Oleśnicy (woj. dolnośląskie) zatrzymali do kontroli trzech uczniów. W plecaku jednego z nich znaleźli woreczki z suszem, substancję w proszku oraz tabletki. Analiza laboratoryjna potwierdziła, że były to narkotyki. Cała trójka trafiła do policyjnej izby dziecka. O ich losie zdecyduje sąd rodzinny.

Oleśniccy kryminalni nie zatrzymali chłopców przypadkowo, działali w oparciu o zgromadzony materiał operacyjny. Podczas kontroli wiedzieli, że nastolatkowie mogą mieć przy sobie niedozwolone substancje.

Podejrzenia funkcjonariuszy potwierdziły się, ponieważ w plecaku jednego z chłopców znaleziono różnego rodzaju substancje – tabletki, susz roślinny i biały proszek. Chłopcy mieli przy sobie również sporo gotówki, choć policja nie podała ile dokładnie. Cała zawartość plecaka została zabezpieczona i szczegółowo zbadana.

Ecstasy, marihuana, amfetamina i MDMA

– Analiza laboratoryjna wykazała, że w plecaku młodzieńcy posiadali 130 tabletek ecstasy oraz narkotyki, z których można by uzyskać ponad 400 porcji handlowych marihuany, a także ponad 1000 porcji handlowych amfetaminy i MDMA – poinformowała mł. asp. Aleksandra Pieprzycka z oleśnickiej policji.

Trójka nastolatków trafiła do policyjnej izby dziecka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBA skontroluje oświadczenia majątkowe szefa resortu finansów Mariana Banasia

Biuro przedłużyło o trzy miesiące kontrolę oświadczeń majątkowych szefa resortu finansów Mariana Banasia. Sprawdzanie ma się zakończyć w połowie października – ustalił „Dziennik Gazeta Prawna”. W listopadzie ubiegłego roku Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło analizę przedkontrolną oświadczeń ówczesnego wiceministra finansów i szefa Krajowej Administracji Skarbowej.

Kilka tygodni temu DGP jako pierwszy podał, że agenci biura przeszli do kolejnego etapu sprawdzania, czyli regularnej kontroli. Ta miała się skończyć w połowie lipca, ale z naszych ustaleń wynika, że została wydłuża o kolejne trzy miesiące i obecnie przewidywany termin jej zakończenia to połowa października.

W międzyczasie Marian Banaś awansował na szefa całego Ministerstwa Finansów i znalazł się na liście faworytów do zastąpienie Krzysztofa Kwiatkowskiego w fotelu prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Obecnemu szefowi kadencja wygasa 27 sierpnia. Nie wiadomo czy fakt, że CBA wciąż prześwietla majątek szefa resortu finansów pokrzyżuje mu plany przejścia do NIK.

Wyniki kontroli poznamy zapewne tuż po wyborach do parlamentu albo chwilę przed nimi. Dzisiaj trwają wciąż spekulacje czy prezydent zdecyduje się na datę 13 czy 20 października.

Nie udało nam się ustalić dlaczego CBA zdecydowało się w przypadku Mariana Banasia na wydłużenie kontroli, chociaż jest to standardowa procedura i zdarza się, że cały proces trwa dłużej. Rzecznik Biura Temistokles Brodowski potwierdził nam jedynie fakt, że na wyniki trzeba będzie poczekać do połowy października.

Co ciekawe nie każda analiza przedkontrolna kończy się wszczęciem przez funkcjonariuszy znacznie rzadszej kontroli oświadczeń majątkowych. W przypadku Marka Chrzanowskiego, byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego, którego nagrał miliarder Leszek Czarnecki, a rozmowa ma być dowodem, że ten pierwszy domagał się korzyści majątkowej w zamian za przychylność dla jego banków, na analizie się skończyło. Chrzanowski ma postawione zarzuty przekroczenia uprawnień i spędził dwa miesiące w areszcie tymczasowym.

Zarówno biuro prasowe KAS, jak i MF informowały już DGP, że minister sam zwrócił się o analizę swoich oświadczeń oraz udostępnił do kontroli swoje rachunki bankowe. Cała sprawa dotyczy najprawdopodobniej działek oraz kamienicy w Krakowie, które znalazły się w oświadczeniach majątkowych Banasia.

Dzisiaj jego oświadczeń majątkowych z czasów gdy był wiceministrem finansów nie ma na stronie resortu finansów. W Biuletynie Informacji Publicznej Kancelarii Premiera jest jednak to złożone w związku z objęciem fotela szefa ministerstwa.

Pobieżna analiza dokumentów złożonych przez Mariana Banasia, którymi dysponujemy pokazuje panujący w nich bałagan jeśli chodzi o działki czy nieruchomości należącego do ministra.

Gdy Banaś obejmował pierwszy urząd w listopadzie 2015 r., wpisał do oświadczenia działkę o powierzchni 380 mkw. W dokumencie złożonym już na koniec 2015 r. ma ona powierzchnię 370 mkw. (wszystkie inne składniki majątku się zgadzają). Dodatkowo wpisana została również kamienica o powierzchni ok. 400 mkw., z której osiągnął on dochód w poprzednim roku w wysokości ok. 40 tys. zł. W kolejnym oświadczeniu datowanym na początek grudnia 2016 r. – gdy Banaś awansował na sekretarza stanu – działka ma powierzchnię blisko 10-krotnie większą i wynosi 3600 mkw. Jednocześnie nie ma informacji, żeby poprzednia została sprzedana, ani wzmianki o zakupie tej większej. Nasi rozmówcy z MF wskazywali, że różnice w powierzchni to po prostu błąd ówczesnego wiceministra.

W oświadczeniu z grudnia 2016 r. pojawia się też informacja, że Banaś podpisał przedwstępną umowę sprzedaży kamienicy, która ma zostać sfinalizowana w 2017 r., oraz informacja o zawarciu kolejnej przedwstępnej umowy, tym razem zakupu mieszkania o powierzchni 40 mkw. Również ma być zrealizowana w 2017 r. Banaś składa później oświadczenie roczne według stanu na koniec 2016 r., czyli trzy tygodnie późniejszego niż poprzednie. Wszystkie informacje są zbieżne z wcześniejszym dokumentem, chociaż nie ma wzmianki o zakupie mieszkania.

Nie wiadomo, czy szef skarbówki zawarł ostatecznie obie transakcje: sprzedaży jednej nieruchomości i zakupu drugiej. Na stronach internetowych MF nigdy nie pojawiło się bowiem oświadczenie majątkowego za 2017 r. Służby prasowe KAS zapewniały, że zostało złożone, ale przepisy pozwalają je zastrzec dla opinii publicznej.

Patrząc na oświadczenie na dzień objęcia przez Mariana Banasia stanowiska ministra finansów, czyli 4 czerwca 2019 r. można próbować ocenić co się działo w 2017 i 2018 r. z jego majątkiem. Działki, która zmieniała swoją powierzchnię już nie ma w oświadczeniu. Ministrowi nie udało się sprzedać za to kamienicy, ale powiódł się zapowiedziany zakup 40-metrowego mieszkania i jeszcze jednego o powierzchni 71 mkw. W sumie z tych trzech nieruchomości minister osiągnął w 2018 r. dochód w wysokości 65,7 tys. zł. Na jego kontach zmalała za to gotówka z przeszło 500 tys. zł do ok. 121 tys. zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Poszukiwania 5-letniego Dawida w toku. Jest nagranie z monitoringu

Grodzisk Mazowiecki, 11.07.2019. Poszukiwania 5-letniego Dawida ¯ukowskiego w Grodzisku Mazowieckim, 11 bm. Policjanci zg³oszenie o utracie kontaktu z ch³opcem i jego ojcem dostali ok. pó³nocy od zaniepokojonej osoby z rodziny. Poszukiwania dziecka rozpoczê³y siê w nocy. Funkcjonariusze wykorzystuj¹ przy tym m.in. drony Komendy G³ównej Policji i psy tropi¹ce. (pkus) PAP/Jakub Kamiñski

Kamery miejskiego monitoringu zarejestrowały samochód, który mógł jechać ojciec Dawida Żukowskiego wraz ze swoim 5-letnim synem. Policja analizuje obecnie to nagranie, aczkolwiek nie potwierdza, że to rzeczywiście to auto. 

Nagranie z Grodziska Mazowieckiego trafiło na Kontakt 24 redakcji TVN Warszawa, natychmiast zostało również przekazane policji. Z uwagi na prowadzone śledztwo, portal publikuje jedynie dwa ujęcia – na każdym z nich auto marki Skoda, którym potencjalnie mogli przemieszczać się ojciec z synem, zmierza w innym kierunku (być może kierowca w pewnym momencie zawrócił):

Czy rzeczywiście Skoda, którą widać na filmie, może być tym samym autem, którym Paweł Ż. wiózł swojego 5-letniego syna? Kom. Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji nie potwierdził tej informacji. W rozmowie z Wirtualną Polską potwierdził natomiast, że nagranie jest dokładnie analizowane przez śledczych. 

– „To jest informacja, która jest w naszej dyspozycji. Trafiają do nas liczne materiały: zarówno drogą telefoniczną, jak i e-mailową. Sprawdzamy każdą informację, nawet jeśli wydaje się błaha. Za każde zgłoszenie dziękujemy” – zaznaczył.

Policja publikuje wizerunek ojca 5-latka

5-letni Dawid Żukowski został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17 w środę. Według informacji policji, przed godz. 21 ojciec najprawdopodobniej odebrał sobie życie. Mężczyzna zginął potrącony przez pociąg. Informacje o śmierci grodziscy policjanci otrzymali przed godz. 21. Poszukiwania Dawida rozpoczęły się o północy w środę. W piątek wieczorem na stronie warszawskiej policji opublikowano wizerunek ojca chłopca. Do zdjęcia policjanci dołączyli informację, w co mężczyzna był ubrany: czarną kurtkę, granatowe materiałowe spodnie, beżowe wsuwane buty i koszulę polo z jasnym kołnierzykiem. Chłopiec z kolei nosił szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie jeansy i niebieskie trampki z logo Zygzaka McQueena – czerwonej wyścigówki z bajki „Auta”.

Mężczyzna z chłopcem odjechał z Grodziska w nieznanym kierunku szarą skodą fabią o numerze rejestracyjnym WGM 01K9. Samochód na szybie przy miejscu pasażera od strony kierowcy ma zasłonę przeciwsłoneczną z logo Zygzaka McQueena. Policja ustaliła, że mężczyzna mógł przemieszczać się między Grodziskiem a lotniskiem na Okęciu. Znaleziono ten samochód, ale ważna jest informacja, którędy jechał i gdzie się zatrzymywał.

Zaginiony Dawid Żukowski

Rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak w rozmowie z PAP ponowił apel do wszystkich osób, które widziały tę skodę, Dawida lub jego ojca, o kontakt. Funkcjonariusze proszą o wskazanie miejsca, w którym widziano mężczyznę i dziecko. Pomóc może także przejrzenie nagrań z kamer samochodowych, zwłaszcza z jazdy w środę między godz. 17 a 21 na trasie między Grodziskiem a Okęciem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

8 osób odpowie za przywiezienie do Borkowic groźnych chemikaliów

Osiem osób stanie przed sądem za przywiezienie do Borkowic (woj. mazowieckie) ponad tysiąca ton toksycznych odpadów. Niebezpieczne substancje odkryto pod koniec listopada w magazynach nieopodal szkoły. Wstępne analizy odpadów wykazały, że mogą należeć m.in. do niebezpiecznej rodziny trichloroetenu. Mieszkańcy domagali się ich szybkiego usunięcia, ponieważ obawiali się swoje zdrowie i życie.

Zatrzymani pochodzą z Mazowsza i Wielkopolski. Wśród nich jest jedna kobieta. Trzon grupy stanowiły cztery osoby, które nielegalnie składowały odpady niebezpieczne w innych miejscach Polski, m.in. w Toruniu czy w Osiecku (pow. otwocki).

Policjanci zabezpieczyli też nieruchomości warte ok. 7 mln złotych na poczet przyszłych kar.

Zagrożenie dla ludzi i środowiska

Pojemniki z odpadami nie miały żadnych oznaczeń, które pozwoliłyby na identyfikację ich składu chemicznego ani miejsca pochodzenia. Radomska prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Wstępne analizy substancji wykazały, że mogą należeć m.in. do rodziny trichloroetenów czyli substancji, które mogą zagrażać zdrowiu i życiu osób przebywających w ich pobliżu. Mogą także powodować zanieczyszczenie środowiska, w tym powietrza i gleby.

„Zatrzymani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było składowanie odpadów niebezpiecznych. Grozi im do pięciu lat pozbawienia wolności” – poinformowała policja.

Mieszkańcy obawiają się trucizny

Mieszkańcy Borkowic obawiali się, że groźne składowisko zagrozi ich życiu i zdrowiu. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w grudniu wniósł do wójta o natychmiastowe zobowiązanie posiadacza odpadów do ich usunięcia. Niebezpieczne substancje pozostały jednak w miejscu składowania.

– Koszt usunięcia tych odpadów to około 3-3,5 mln zł. Ale nie możemy za to zapłacić, bo magazyn znajduje się na terenie prywatnym. Z kolei właściciel mówi, że wynajął go komuś innemu – powiedział polsatnews.pl wójt gminy Robert Fidos.

W kwietniu z powodu zagrożenia dla zdrowia, uczniowie ze szkoły w Borkowicach zostali przeniesieni do innych placówek. Magazyn z chemikaliami znajdował się bowiem tuż obok szkolnego boiska. Dzieci do dziś nie wróciły do swojej szkoły.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Agenci CBA prześwietlają majątek Marka Chrzanowskiego

CBA sprawdza oświadczenia majątkowe byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego – dowiedział się reporter RMF FM. To analiza dotyczy prawdziwości tych dokumentów, a także spraw formalnych związanych ze składaniem oświadczeń.

Ta analiza dotyczy przede wszystkim stanu majątkowego byłego szefa KNF. Sprawdzane są jego dochody, ale także zobowiązania.

Departament postępowań kontrolnych będzie ustalał, czy Marek Chrzanowski ma możliwość regulowania tych zobowiązań, analizowane też będą zmiany wartości majątku. Trzeba zaznaczyć, że to dopiero analiza przed kontrolna, prowadzona głównie na ogólnodostępnych materiałach. Jeśli agenci będą mieli jakieś podejrzenia – wtedy wszczęta zostanie kontrola. Ona rządzi się już innymi prawami.

Funkcjonariusze CBA mają w niej wgląd w konta bankowe kontrolowanego, w rachunki w instytucjach finansowych, sprawdzają ewidencje nieruchomości, a także szczegóły przepływów finansowych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śledztwo w sprawie willi Kwaśniewskich zostanie przedłużone

Śledztwo w sprawie willi w Kazimierzu Dolnym, którą mieli kupić Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy, nie zakończy się przed wyznaczonym terminem. Śledczy złożą wniosek o przedłużenie postępowania z powodu „rozległej analizy rachunków bankowych” – wynika z informacji tygodnika „Gazeta Polska”.

Tygodnik podaje, że do tej pory w związku ze sprawą willi Kwaśniewskich przesłuchano ponad 50 osób i przeanalizowano kilkaset rachunków bankowych. Kolejne czekają. „Dotychczasowe ustalenia pokazują ogromną skalę przeprowadzonych operacji finansowych” – czytamy.

Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach Waldemar Łubniewski powiedział „GP”, że postępowanie prowadzone jest „w sprawie”. Jak na razie nikt nie usłyszał zarzutów.

„Według śledczych na obecnym etapie postępowania nie wiadomo, kiedy zostaną przesłuchani Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy” – dodaje tygodnik.

„GP” ustaliła, że prokuratura bada m.in. operacje finansowe, których dokonano na różnych rachunkach bankowych, w tym znajomych i współpracowników Kwaśniewskich.

Potwierdzam, że w toku postępowania są badane przepływy środków finansowych na kilkudziesięciu rachunkach bankowych prowadzonych na rzecz osób fizycznych pozostających w zainteresowaniu śledztwa – powiedział Waldemar Łubniewski cytowany w tygodniku. Ze względu na ilość i zakres poddawanych analizie informacji obecnie nie sposób precyzyjnie określić ostatecznego terminu opracowania analizy kryminalnej – dodał.

Jak obracano pieniędzmi?

Według informacji „GP” prokuratura, badając konta bankowe, chce ustalić dokładny obrót pieniędzmi i sprawdzić, czy poprzez operacje finansowe nie doszło do tzw. prania brudnych pieniędzy. „Postępowanie jest bowiem prowadzone w sprawie uchylania się ustalonych osób zobowiązanych od opodatkowania oraz podejmowania, wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, działań mogących utrudnić stwierdzenie przestępczego pochodzenia środków płatniczych. Czyli dotyczy ono prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa” – czytamy.

Tygodnik przypomina, że śledztwo w sprawie tzw. „willi Kwaśniewskich” ponownie podjęto w grudniu w 2016 r., a przedłużone zostało w maju tego roku.

„Pierwsze postępowanie zostało wszczęte 11 lat temu. Prokuratura rozpoczęła wtedy śledztwo, które miało wykazać legalność posiadanego przez Kwaśniewskich majątku. Prokuratorzy sprawdzili, jak zakupione były domy w Wilanowie i Kazimierzu Dolnym oraz inne nieruchomości byłej pary prezydenckiej” – czytamy w „GP”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sąd aresztował podejrzanego o zgwałcenie dwóch 13-letnich dziewczynek

Na trzy miesiące aresztował Sąd Rejonowy w Bolesławcu (Dolnośląskie) 45-letniego Grzegorza K., podejrzanego o zgwałcenie w 2009 r. dwóch 13-letnich dziewczynek. Domniemany sprawca został wytypowany po analizie profilu genetycznego i porównaniu go z informacjami z niemieckiej i czeskiej baz danych.

Zdaniem prokuratury Grzegorz K. zgwałcił dwie 13-letnie dziewczynki w 2009 r. w jednej z miejscowości w powiedzie bolesławieckim. Wówczas – jak podała w poniedziałek w komunikacie Prokuratura Krajowa – mimo przeprowadzonego na szeroką skalę śledztwa i intensywnych czynności procesowych sprawca nie został wykryty.

„W 2018 r. dokonano analizy profilu genetycznego pochodzącego ze śladów biologicznych sprawcy, porównując go z niemiecką oraz czeską bazą danych. Na tej podstawie ustalono, że jest on zbieżny z profilem zarejestrowanym w niemieckiej bazie danych. Ponadto ustalono, że ten sam profil genetyczny został zarejestrowany na terenie Czech, jako pochodzący od sprawcy zgwałcenia, którym okazał się Grzegorz K.” – podano w komunikacie.

W bolesławieckiej prokuraturze K. usłyszał zarzuty zgwałcenia dwóch 13-letnich dziewczynek. Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy we Wrocławiu aresztował go na trzy miesiące. Mężczyźnie grozi do 20 lat więzienia.

PK podała również, że w kwietniu tego roku K. został zatrzymany do odbycia kary 14 lat pozbawienia wolności orzeczonej za inne przestępstwa. Mężczyzna – jak podano – był wielokrotnie karany sądownie, w tym za dwa przestępstwa zgwałcenia, których dopuścił się w Czechach w 2009 i 2011 r. i został za nie skazany na 5 i 7 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Pożary w Grecji spowodowane podpaleniem?

Są „poważne przesłanki”, by sądzić, że pożary w Attyce były spowodowane podpaleniem – oświadczył grecki minister ds. porządku publicznego Nikos Toskas. W pożarach zginęły co najmniej 83 osoby, w tym dwoje Polaków. Minister poinformował, że analiza obrazu satelitarnego i wyniki inspekcji lokalnych sugerują, że ogień, który w poniedziałek wybuchł w krótkim czasie w wielu miejscach, najprawdopodobniej został spowodowany podpaleniami.

– Kwestia pożaru, który zaczął się na górze Pentelikon i rozprzestrzenił na Mati, miasto, gdzie jest najwięcej ofiar, budzi wiele pytań – powiedział Toskas na wspólnej konferencji prasowej z rzecznikiem rządu Dimitrisem Canakopulosem oraz szefami straży pożarnej i policji. – Martwi nas wiele czynników i mamy fizyczne ślady, które są przedmiotem dochodzenia – dodał minister, ale nie podał szczegółów.

Dochodzenie prowadzi specjalna sekcja strażaków badająca wszystkie większe pożary. Przed konferencją prasową Toskasa mowa była o możliwości wywołania pożaru przez iskrzenie z uszkodzonego pylonu sieci elektrycznej.

Poszukują zaginionych

Do środy opanowano prawie wszystkie pożary, które szalały głównie w Attyce w pobliżu Aten, ale również m.in. w Koryncie i na Krecie. W czwartek nadal trwała identyfikacja i poszukiwanie ofiar ognia na wybrzeżu na wschód od Aten. Teren przeczesuje 300 strażaków i ochotników, ponieważ kilkadziesiąt osób jest zaginionych. W identyfikacji zwłok, w większości bardzo trudnych do rozpoznania, pomaga ekipa specjalistów medycyny sądowej z Niemiec.

Wśród zabitych są całe rodziny z dziećmi. W wyniku pożarów zginęło między innymi dwoje Polaków – zatonęła łódź, na której była matka z synem po ewakuacji z hotelu na terenach zagrożonych pożarem. Większość ofiar to ludzie, którzy z powodu pożarów zostali uwięzieni w swoich domach lub samochodach; pozostali utonęli w morzu, uciekając przed płomieniami.

Ogień zniszczył wiele budynków i wymusił ewakuację kilku miejscowości. W Grecji ogłoszono stan wyjątkowy i kończącą się w czwartek trzydniową żałobę narodową.

Tegoroczne pożary w Grecji należą do najtragiczniejszych w skutkach w Europie w XXI wieku. Liczba ofiar przekroczyła liczbę osób, które zginęły w licznych pożarach na Półwyspie Peloponeskim z 2007 roku; zginęło wówczas około 70 osób i spaliło się 200 tys. hektarów lasów i pól uprawnych.
Źródło info i foto: TVP.info

Koniec kontroli CBA w siedzibie TVP

Centralne Biuro Antykorupcyjne skończyło analizę dokumentów finansowych Telewizji Polskiej. Funkcjonariusze mieli skontrolować procesy zakupowe z obszaru IT realizowane przez obecny zarząd. CBA nie stwierdziło nieprawidłowości – nieoficjalnie dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl.

W kwietniu 2017 roku pisaliśmy o prowadzeniu przez funkcjonariuszy CBA analizy dokumentów finansowych publicznego nadawcy. Po zakończeniu czynności miała zapaść decyzja, czy zostanie w tej sprawie podjęta kontrola lub śledztwo. W trakcie analizy nie wykryto żadnych nieprawidłowości, dlatego nie wydano zaleceń pokontrolnych. Chodziło o sprawdzenie procesów zakupowych z obszaru IT od początku 2016 roku, kiedy prezesem Telewizji Polskiej jest Jacek Kurski, a członkiem zarządu Maciej Stanecki. Służby nie dopatrzyły się żadnych uchybień oraz nie wystosowały żadnych zaleceń pokontrolnych. Tym samym ucięto wszelkie spekulacje na temat jakichkolwiek nieprawidłowości.

Biuro prasowe Telewizji Polskiej nie odpowiedziało na nasze pytania. Nadal czekamy też na komentarz CBA. W połowie ub.r. Telewizja Polska zaciągnęła pożyczkę w wysokości 800 mln złotych ze Skarbu Państwa, z której ma być sfinansowana m.in. rewitalizacja i budowa nowych ośrodków regionalnych – w Gdańsku, Gorzowie Wielkopolskim i w Kielcach firma zbuduje nowe siedziby z nowoczesnymi studiami. Publiczny nadawca otrzyma także 860 mln zł rekompensaty z budżetu z tytułu zwolnień z abonamentu. W ub.r. Telewizja Polska zanotowała wzrost wpływów z abonamentu radiowo-telewizyjnego o 69,9 proc. do 622,5 mln zł oraz spadek przychodów z reklam i sponsoringu o 8,4 proc. do 798,6 mln zł. Firma osiągnęła 500 tys. zł zysku, a w br. spodziewa się, że będzie mieć ponad 100 mln zł straty.
Źródło info i foto: wirtualnemedia.pl

Poznań: Wybuch w kamienicy próbą zatuszowania morderstwa? Nowe informacje

Nowe informacje w sprawie katastrofy budowlanej w Poznaniu. W trzech mieszkaniach, które znajdowały się w pionie zawalonym po eksplozji, nie został przeprowadzony przegląd techniczny instalacji gazowej. Początkowo z dokumentów miało wynikać co innego – donosi „Głos Wielkopolski”. Według informacji gazety, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego otrzymał dokumenty od zarządcy kamienicy dwa dni po katastrofie. Początkowo wydawało się, że wszystko było w porządku. Późniejsza analiza dokumentów wykazała jednak, że przeglądy – choć odbywały się w kamienicy na czas – nie zostały przeprowadzone we wszystkich mieszkaniach.

– W całej kamienicy przeglądu nie przeprowadzono w kilku mieszkaniach. Trzy z nich znajdowały się w pionie, który się zawalił po wybuchu. Przeglądu instalacji gazowej nie przeprowadzono też w mieszkaniu, w którym doszło do eksplozji – poinformował w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” Paweł Łukaszewski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego.

Przypomnijmy, że do katastrofy budowlanej w Wielkopolsce doszło w ubiegłą niedzielę (5 marca). Na poznańskim Dębcu runęła cześć kamienicy. W akcji poszukiwawczo-ratowniczej spod gruzów wydobyto pięć ciał. Wszystko wskazuje na to, że przyczyną katastrofy był wybuch gazu. 21 osób zostało rannych. Od poniedziałku śledztwo w sprawie katastrofy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. W środę śledczy potwierdzili, że wybuch w kamienicy mógł być spowodowany celowo, by zatrzeć ślady innego przestępstwa. Wyniki sekcji zwłok czterech ofiar katastrofy potwierdzają, że ich śmierć nastąpiła bez udziału osób trzecich. Natomiast obrażenia stwierdzone na pierwszym badanym ciele wskazują, że osoba została zamordowana.

Według doniesień mediów, zamordowana osoba to kobieta – Beata J. Do eksplozji miało dojść w jej domu. Jak informuje „Głos Wielkopolski”, było to jedno z trzech mieszkań, w których nie został przeprowadzony przegląd techniczny instalacji gazowej.
Źródło info i foto: interia.pl