Olecko: Przez 2 miesiące katowali swoją córkę. Bili i gwałcili

Szczegóły tej zbrodni porażają! Rodzice przez dwa miesiące pastwili się nad córeczką. Bili ją, gwałcili, w końcu zamordowali. Martwa 9-miesięczna Blanka została znaleziona w mieszkaniu w Olecku w piątek wieczorem. Wczoraj sąd aresztował na trzy miesiące jej zwyrodniałych matkę i ojca.

Przyczyną śmierci dziecka był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. – Niemowlę miało serce przebite żebrem, mogło być uderzane młotkiem lub wałkiem, ponadto mogło być uderzane o rant biurka lub stołu – mówi Ryszard Tomkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. – Sekcja zwłok wykazała też, że dziewczynka została zgwałcona. Matka miała problemy z narkotykami – dodaje rzecznik.

Rodzice dziewczynki, Grzegorz W. (42 l.) i Anna W. (37 l.), usłyszeli zarzuty znęcania się nad niemowlęciem, zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz wykorzystania seksualnego. Grozi im dożywocie.

Blanka mogła żyć! Na jakiś czas została wyrwana z rodzinnego piekła. – W listopadzie 2018 r. wyrokiem sądu dziecko zostało odebrane matce. Później sąd posiłkując się opinią biegłych, w tym psychiatry i kuratora, zwrócił dziecko matce. Było to w marcu 2019 r. – informuje Agnieszka Węglicka-Bogdan, wiceprezes Sądu Rejonowego w Olecku. – Kiedy kurator przychodził do domu, widział niemowlę, które nie miało śladów pobicia, było nakarmione i rozwijało się prawidłowo. Nic nie wskazywało, że mogłoby dojść do takiej tragedii – dodaje sędzia.

Anna W. miała jeszcze trójkę dzieci, każde z innego związku. Dzieci mieszkają u swych ojców. – Znamy doskonale Annę W. Co prawda nie korzysta z opieki społecznej, ale pobiera zasiłki z rządowych programów. To właśnie na nasz wniosek sąd odebrał jej dziecko i przekazał do rodziny zastępczej. Kiedy było oddawane rodzicom, nikt nie zwracał się do nas o opinię w tej sprawie, nie mieliśmy na to wpływu – informuje Edyta Truszczyńska, kierownik MOPS w Olecku.

– Kara dożywocia to dla takich potworów za mało. Dawać ich pod nasz blok, to ukamienujemy – komentuje 20-letnia sąsiadka rodziców-zabójców.
Źródło info i foto: se.pl

Olecko: 9-miesięczna dziewczynka miała być wykorzystywana seksualnie

Rodzice mieli m.in. uderzać dziecko w głowę, połamać dziewczynce żebra i uszkodzić jej serce. Według śledczych, mieli także wykorzystać dziecko seksualnie. 35-latka i jej 45-letni partner usłyszeli w poniedziałek zarzuty zabójstwa i znęcania się nad 9-miesięcznym dzieckiem. Trafią teraz do aresztu.

O śmierci dziewczynki w jednym z mieszkań w Olecku poinformowała w sobotę olecka policja. Prokurator zdecydował o przeprowadzeniu sekcji zwłok dziecka. Podjął także decyzję o zatrzymaniu rodziców.

– Przyczyną śmierci dziecka był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu – powiedział w poniedziałek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach Ryszard Tomkiewicz.

Jak dodał w rozmowie z Polsat News, do zabójstwa dziewczynki doszło w piątek. – (Rodzice) uderzyli ją narzędziem tępokrawędzistym po głowie i innych częściach ciała, powodując jej zgon, przy czym dziewczynka została wykorzystana seksualnie – powiedział.

Sekcja zwłok wykazała, że niemowlę miało serce przebite złamanym żebrem. Prokuratura nie precyzuje, czym było uderzane dziecko. Jak powiedział prokurator, mógł to być młotek lub wałek. Niemowlę mogło być także uderzone o rant biurka albo stołu.

Anna W. i Grzegorz W. usłyszeli zarzuty w tej sprawie. Nie przyznali się do winy.

Dziecko było w rodzinie zastępczej

Według śledczych, znęcali się oni nad dziewczynką od kwietnia. Jak dowiedziała się reporterka Polsat News, dziecko było wcześniej w rodzinie zastępczej. Dwa miesiące temu, decyzją sądu, zostało oddane rodzicom. W poniedziałek sąd w Suwałkach zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Jak podał prokurator, kobieta i mężczyzna nie byli wcześniej karani. 35-latka miała jeszcze trójkę dzieci, każde z innego związku. Dzieci mieszkają u swych ojców. 45-latek miał z kolei trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Znajomy matki zgwałcił 9-letnią córkę i przetrzymywał ją w wersalce. Kobieta nie szukała córki, „bo nie ma auta”

36-latka zgodziła się, by jej 9-letnia córka poszła sama do domu mężczyzny, z którym – jak sama twierdzi – nie jest blisko. Ten zgwałcił i uwięził dziewczynkę, a następnie powiedział matce, że ta uciekła. Kobieta nie zgłosiła sprawy policji.

24-letni Mateusz K. przyznał się do zarzutów m.in. doprowadzenia do obcowania płciowego z osobą małoletnią i pozbawieniem wolności ze szczególnym udręczeniem. Mężczyzna został zatrzymany przed tygodniem po tym, jak policjanci w jego mieszkaniu w Gorzowie znaleźli 9-letnią dziewczynkę. Była ona związana i zakneblowana w wersalce. Ledwo oddychała i zaraz po znalezieniu zabrano ją na salę operacyjną.

24-latek zabrał dziecko do swojego domu dzień wcześniej. Zgwałcił 9-latkę i uwięził ją. Gdy nie wróciła do domu, poinformował 36-letnią matkę, Annę W., że dziewczynka uciekła w czasie spaceru. Nie uwierzył w to jej 14-letni brat, który razem ze starszym kolegą udał się do mieszkania Mateusza K. i wezwał policję. Funkcjonariusze dostali się do środka z pomocą strażaków. Mężczyzny nie było na miejscu, został zatrzymany późno w nocy przez policję i trafił do aresztu.

„Fakt” podaje, że Annie W. grozi odebranie przez sąd praw rodzicielskich, z czym kobieta się nie zgadza. W rozmowie z dziennikiem powiedziała, że poznała Mateusza K. w szpitalu psychiatrycznym, gdzie leczył się wtedy jej nieżyjący już partner. Jakiś czas później mężczyzna zaproponował, by syn 36-latki zaczął dorabiać na jego straganie z warzywami. Dostał też od rodziny szczury, które należały do zmarłego partnera Anny W. Opisywała, że „dzieciom brakowało mężczyzny w domu”, a 24-latek mógł być dla nich wzorem.

Anna W. nie szukała córki, „bo nie ma samochodu”

W ubiegły weekend 9-letnia dziewczynka, nalegała by iść do mieszkania Mateusza K. zobaczyć szczury. Matka nie poszła tam z córką, bo „wtedy syn zostałby sam” w domu. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego pozwoliła, by młodsze dziecko spędziło całą noc u niemal obcego mężczyzny. Anna W. przyszła po córkę dopiero następnego dnia rano. Mateusz K. stwierdził wtedy, że dziewczynka uciekła, ale pomimo tego matka nie zawiadomiła policji i nie szukała Sary.

– Tak mi doradziła osoba z rodziny, ale nie mogę powiedzieć kto – powiedziała kobieta „Faktowi”. – Nie szukałam, bo nie mam samochodu – tłumaczyła.

14-letni Boguś i 9-letnia Sara trafią do ośrodka wychowawczego. Kobieta uważa, że to „zbyt wysoka kara”. – Co to za państwo, które w nagrodę z uratowanie życia siostry zabiera jej brata siłą do ośrodka – mówiła dziennikarzom.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

9-latka uwięziona w wersalce. Nowe szczegóły śledztwa

Dlaczego oddała własne dziecko potworowi? Dlaczego nie szukała Sary? Dlaczego zaufała obcemu mężczyźnie? Anna W. (36 l.) miała już dość medialnych domysłów i sąsiedzkich plotek. Wczoraj przerwała milczenie i opowiedziała portalowi gorzowianin.com jak to się stało, że jej córeczka padła ofiarą pedofila, który podstępnie wkradł się w łaski rodziny.

Koszmar! Tak jednym słowem można opisać to, co przeżywają Anna W. i jej dzieci – 9-letnia Sara i 14-letni Boguś. Sara powoli dochodzi do siebie w szpitalu, a jak z niego wyjdzie, trafi tam, gdzie już jest jej starszy brat – do ośrodka opiekuńczo-wychowawczego. Bo o to, co się stało, śledczy obwiniają również ich matkę, dlatego czasowo ograniczono jej prawa rodzicielskie.

Anna W. nie zgadza się z tym. – To nieprawda, że nie obchodziło mnie, co się dzieje z Sarą. Dzwoniłam do niej, a kiedy nie odebrała, od razu pojechałam do mieszkania Mateusza. Powiedział mi, że uciekła mu podczas spaceru. Nie uwierzyłam! Poszłam do domu na wypadek, gdyby Sara wróciła, a szukać jej zaczęli Boguś z kolegą – opowiada.

Dlaczego Sara w ogóle poszła do Mateusza K.? – Znaliśmy go dwa lata. Dzieci bywały u niego, bo dostał od nich na przechowanie trzy szczury. Odwiedzały swoje zwierzaki. Nigdy nic się nie stało. A o przeszłości Mateusza, że był w psychiatryku, nie mieliśmy pojęcia. Gdybym wiedziała, że on miał taka przeszłość, na pewno nie powierzyłabym mu dziecka

O tym, co wydarzyło w mieszkaniu mężczyzny w minioną niedzielę, opowiedziała mamie Sara. – Dał jej jakieś tabletki, a później zgwałcił moją córkę, związał, zakleił jej usta taśma i zamknął ją w wersalce. Udało się jej odkleić taśmę z ust, przez kilka godzin wołała o pomoc, aż w końcu usnęła. Obudziło ją kopanie w drzwi Bogusia.

To starszy bat Sary zawiadomił policję. Usłyszał zza drzwi jej głos i sprowadził pomoc. Drzwi do mieszkania zostały wyważone. – W sama porę, bo Sara już by nie żyła – mówi Anna W.

Gwałciciel został schwytany kilka godzin później. Prokuratura zarzuciła mu gwałt ze szczególnym okrucieństwem na 9-latce i pozbawienie jej wolności ze szczególnym udręczeniem. Decyzją sądu trafił do tymczasowego aresztu.
Źródło info i foto: se.pl

Szczegóły zbabójstwa 28-latki w Łaniętach. Motywem zazdrość o księdza

Na początku sierpnia w budynku parafialnym w Łaniętach Anna W. zaatakowała 28-latkę i jej siostrzeńca. Kobieta w wyniku napaści zmarła. Miejscowi twierdzą, że motywem zbrodni mogła była zazdrość o księdza.

3 sierpnia w Łaniętach 38-letnia Anna W. uzbrojona w nóż, wiatrówkę i miotacz gazowy włamała się do mieszkania parafialnego, w którym przebywała 28-letnia Karolina i jej 12-letni siostrzeniec. Najpierw nożem raniła chłopca w ucho, ten zdołał uciec, później zaatakowała 28-letnią kobietę. 28-latce udało się wydostać na zewnątrz, wtedy z kościoła wybiegł jeden z mieszkańców i obezwładnił Annę W.
Zabójstwo w Łaniętach. Motywem zazdrość o księdza

Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, w programie „Uwaga!” opisywał szczegóły zbrodni. – Kobietą kierowały bardzo silne emocje. Działała w szale. Świadczy o tym przede wszystkim ilość i lokalizacja obrażeń na ciele 28-letniej kobiety. Podczas sekcji stwierdzono zarówno rany szyi, okolicy głowy, jak i pleców. Wszystko wskazuje na to, że 28-latka była przypadkową ofiarą zbrodni. Faktycznym celem była matka 12-letniego chłopca – opowiadał Kopania. 28-letnia Karolina miała aż 10 ran: szyi, głowy, pleców. Zmarła z powodu wykrwawienia.

Napastniczka, Anna W., zajmowała się dekorowaniem kościoła w Łaniętach, w pobliskiej miejscowości strzelce prowadziła kwiaciarnię. Celem kobiety miała być nie Karolina, a jej starsza siostra Iwona, która od pewnego czasu mieszkała na terenie parafii i sprzątała kościół. Według mieszkańców W. była zakochana w księdzu i gdy ten zrezygnował z jej usług, zaczęła się mścić. Mieszkańcy są zgodni co do motywów zbrodni.

Chyba się zakochała. Powiedziała: „Ksiądz będzie mój”. Przywoziła mu torty. Walczyła o księdza. Była zazdrosna, że Iwonka mieszka na parafii – mówią reporterowi „Uwagi!”.

Anna W. nie przyznaje się do winy. Podczas przesłuchania stwierdziła, że nie pamięta zdarzenia. Za zabójstwo grozi jej dożywocie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Anna S. skazana na 10 lat więzienia za poranienie nożem swojego dziecka

Na karę 10 lat więzienia skazał tarnowski sąd okręgowy 35-letnią Annę S. za poranienie nożem swego 7-miesięcznego syna. Sąd uznał, że było to usiłowanie zabójstwa – poinformował rzecznik sądu Tomasz Kozioł. Do zranienia dziecka doszło 21 września 2013 roku. Anna W. zadała synowi nożem kuchennym osiem ran w okolice szyi i nadgarstków. Następnie zawinęła dziecko w koc i pozostawiła je w domu, a sama wyszła. Wieczorem do mieszkania przyszła teściowa, która znalazła zakrwawione dziecko i wezwała pogotowie ratunkowe. Dziecko przewieziono do szpitala, gdzie udzielono mu pomocy medycznej. Anna W. przez kilka dni ukrywała się w Krakowie. 25 września 2013 r. telefonicznie powiadomiła policję o miejscu swego pobytu i została zatrzymana. W toku śledztwa kobieta przyznała się do zranienia syna, ale twierdziła, że nie chciała pozbawić go życia; chciała uspokoić dziecko, ponieważ płakało.

Prokuratura oskarżyła ją o usiłowanie pozbawienia życia 7-miesięcznego dziecka i spowodowanie u niego sześciu ran ciętych szyi oraz ran obu nadgarstków. O takiej kwalifikacji prawnej zadecydował fakt, że rany umiejscowione były na szyi i nadgarstkach, a więc w miejscach, których uszkodzenie może spowodować poważne skutki, szczególnie dla niemowlęcia. Przemawiało za tym także użycie ostrego narzędzia i pozostawienie dziecka bez pomocy.

Biegli lekarze zawnioskowali o obserwację psychiatryczną matki; w opinii stwierdzili, że w momencie czynu była w pełni poczytalna. Przed sądem oskarżona wyraziła żal i zapewniała, że nie chciała zabić syna. Sąd uznał, że oskarżona działała umyślnie z zamiarem bezpośrednim w celu spowodowania śmierci dziecka – o czym świadczy umiejscowienie ran – i skazał ją na karę 10 lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
Żródło info i foto: wp.pl

Anna W. zabiła męża

Małżeństwem byli od dziesięciu lat, ale nie układało im się najlepiej. Anna W. (33 l.) i Łukasz Wieliński ( +32 l.) ciągle się kłócili. Ona znikała na całe dnie, piła wódkę. Miała go za niedojdę, obarczała winą za życiowe klęski. Trzy razy chciała go pozbawić życia. Raz wbiła mu kozik w ramię, potem widelec w plecy, a innym razem zdzieliła go z całych sił patelnią w głowę. W końcu doszło do najgorszego. Żródło info i foto: eFakt.pl