Zaginęła 18-letnia Paulina Kiercul

Paulina Kiercul, 18-letnia mieszkanka Białegostoku, zaginęła 3 listopada. Policja apeluje o pomoc, bo nastolatka może być w niebezpieczeństwie. Paulina Kiercul była widziana po raz ostatni w niedzielę, 3 listopada, około południa. Dziewczyna wyszła z domu, a rodzina straciła z nią kontakt.

Policja „z powodu zaistniałych okoliczności” rozpoczęła poszukiwania natychmiast. Oznacza to, że zaginionej 18-latce może coś grozić.

Paulina Kiercul ma 164 centymetrów wzrostu, długie, ciemne włosy i szczupłą budowę ciała. Gdy wychodziła w niedzielę z domu, miała na sobie czarną kurtkę skórzaną, czarne leginsy i również czarne buty „Nike”.

Wszystkie osoby, które widziały zaginioną lub w jakikolwiek sposób mogą pomóc w ustaleniu miejsca jej pobytu, proszone są o pilny kontakt z dyżurnym IV Komisariatu Policji w Białymstoku pod numerem 85 670 3244 lub 112.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zwłoki noworodka znalezione w kontenerze na śmieci przy polskiej granicy

Zwłoki noworodka znaleziono w kontenerze na śmieci w Karwinie na Śląsku Cieszyńskim – podaje ”Onet”. Czeska policja apeluje do Polaków o pomoc w wyjaśnieniu okoliczności śmierci dziecka.

Do makabrycznego odkrycia przy polsko-czeskiej granicy w Karwinie doszło na początku lipca. Zwłoki noworodka umieszczone w kontenerze na śmieci odnalazł bezdomny mężczyzna. Ciało było zawinięte w ubrania i pościel. Policja w Czechach nie jest w stanie ustalić tożsamości matki dziecka – podaje ”Onet”.

„Zwracamy się do opinii publicznej z prośbą o pomoc. Interesują nas informacje związane z kobietą, która była w ciąży i nie ma z nią dziecka. Zwracamy się również do lekarzy o pomoc” – GABRIELA POKORNÁ, RZECZNIK POLICJI W KARWINIE

Czeska policja opublikowała zdjęcie pościeli znalezionej przy dziecku. W wyjaśnienie okoliczności śmierci dziecka może zaangażować się polska policja. Każda osoba posiadająca informacje na temat śmierci noworodka, proszona jest o kontakt z najbliższym posterunkiem policji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zaginęła 75-letnia Józefa Solarz z Chojnowa

Zaginęła 75-letnia mieszkanka Chojnowa, Józefa Solarz – alarmuje fundacja Itaka. Kobieta ostatni raz widziana była 30 czerwca. Policja apeluje o pomoc w poszukiwaniach. Na 75-latkę czeka mąż i pozostali bliscy.

75-letnia Józefa Solarz zaginęła 30 czerwca. Tego dnia spacerowała z mężem po lesie, niedaleko miejscowości Michałów (gmina Chocianów).  Małżeństwo zbierało jagody. W pewnym momencie, mąż 75-latki stracił ją z oczu. Policjanci z Polkowic prowadzą intensywną akcję poszukiwawczą mieszkanki Chojnowa.

75-letnia Józefa Solarz  w dniu zaginięcia miała na sobie spodnie w kolorze czarnym, brązową bluzkę i ciemne buty- mokasyny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zielona Góra: Potrącił dwie kobiety i uciekł. Jest apel policji

Zielonogórska policja poszukuje kierowcy, który minionej nocy wjechał w dwie kobiety siedzące na skraju chodnika na ul. Piaskowej w Nowogrodzie Bobrzańskim i uciekł z miejsca wypadku – poinformowała Małgorzata Barska z policji w Zielonej Górze.

Jedna z pokrzywdzonych kobiet odniosła poważne obrażenia – ma złamaną miednicę, odmę płucną i krwiaka wątroby. Druga doznała powierzchownych obrażeń i po opatrzeniu wyszła ze szpitala.

Z dotychczasowych ustaleń policji wynika, że kobiety po imprezie towarzyskiej postanowiły jeszcze porozmawiać i usiadły na chodniku. Około godziny 1.30 w niedzielę wjechał w nie kierowca auta osobowego i uciekł z miejsca wypadku. Policja apeluje o pomoc.

– Sprawca najprawdopodobniej poruszał się srebrnym Volkswagenem Touranem bądź Sharanem. Osoby mające jakiekolwiek informacje na temat tego zdarzenia prosimy o kontakt z zielonogórską policją. Oczywiście nasi funkcjonariusze również pracują nad ustaleniem i zatrzymaniem osoby odpowiedzialnej za to potrącenie – powiedziała Barska.

O zdarzeniu napisała w niedzielę na swoim portalu „Gazeta Lubuska”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

61-letnia mieszkanka Zabrza pochwaliła atak na prezydenta Gdańska. Nie spodziewała się konsekwencji

Mieszkanka Zabrza godzinę po ataku na Pawła Adamowicza napisała w internecie, że popiera to, co zrobił Stefan W. Nie spodziewała się, że do jej drzwi zapuka policja, a ona odpowie za swój wpis karnie.

Policja z Zabrza poinformowała, że zatrzymała 61-letnią mieszkankę miasta. Postawiono jej zarzut pochwalania zbrodni. Zabrzanka napisała na jednym z portali internetowych, że pochwala brutalną napaść na Pawła Adamowicza. Zrobiła to godzinę po ataku na prezydenta Gdańska.

Jak pisze zabrzańska policja, 61-latka była zaskoczona. „Kobieta nie spodziewała się odpowiedzialności karnej za umieszczenie wpisu” – czytamy. Oskarżona od razu się przyznała i dobrowolnie poddała się karze. Teraz o jej losie zdecyduje sąd.

W ostatnich tygodniach policja ze wzmożoną siłą monitoruje wszystkie przejawy takich zachowań. Pod koniec tygodnia informowaliśmy, że policja zatrzymała już 20 osób, które po śmierci Pawła Adamowicza groziło innym politykom. W Warszawie zatrzymano 72-latka, który zadzwonił na numer alarmowy i groził Andrzejowi Dudzie, a w Gdańsku 48-latka, który groził Donaldowi Tuskowi. Zatrzymano także liczne osoby, które umieszczały w internecie wpisy o takim wydźwięku.

Groźby karalne. Policja ostrzega

Policja w Zabrzu apeluje o rozsądne i odpowiedzialne korzystanie z portali i komunikatorów internetowych. Przypominają, że choć wiele osób nie traktuje poważnie gróźb na portalach internetowych, to policja ma na ten temat inne zdanie.

„Ludzie nie zdają sobie sprawy, że w każdej takiej sytuacji, na wniosek osoby poszkodowanej, mogą im grozić poważne konsekwencje prawne. Osoby takie nie mogą czuć się bezkarnie” – informuje policja.

Funkcjonariusze w całym kraju na bieżąco monitorują sieć i mają możliwości ustalenia i zatrzymania sprawców tego typu przestępstw oraz pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Porwana pracownica pomocy medycznej została zamordowana przez dżihadystów w Nigerii

Pracownica pomocy medycznej, przetrzymywana od marca w niewoli przez dżihadystów w Nigerii, została zamordowana – poinformowały w poniedziałek wieczorem nigeryjskie władze. W niedzielę informowano, że porywacze dali 24 godziny na spełnienie ich żądań, nim zabiją kobietę.

Hauwa Mohammed Liman, Alice Loksha i Saifura Hussaini Ahmed Khorsa zostały porwane przez bojowników tzw. Państwa Islamskiego w Afryce Zachodniej (ISWA) w marcu tego roku w mieście Rann. Ostatnia z wymienionych kobiet to pielęgniarka pracująca dla szpitala wpieranego przez UNICEF, która została zamordowana przez dżihadystów we wrześniu.

Władze: zrobiliśmy wszystko

Nigeryjskie ministerstwo informacji w przytaczanym przez agencję Reutera oświadczeniu poinformowało w poniedziałek o śmierci kolejnej z zakładniczek, nie precyzując której.

Niedługo później minister Lai Mohammed zamieścił jednak w mediach społecznościowych wyrazy współczucia dla rodziny Hauwa Liman zapewniając, że „rząd federalny zrobił wszystko, co w jego mocy, by ocalić jej życie”. „Będziemy kontynuować negocjacje i nadal pracować na rzecz uwolnienia niewinnych kobiet, które pozostają w niewoli u porywaczy” – zapewnił w oświadczeniu minister. We wrześniu terroryści zamieścili w internecie nagranie, na którym zapowiadali zamordowanie co najmniej jednej zakładniczki wraz z upływem 15 października terminu na spełnienie ich żądań. Nie ujawniono, jakie były to żądania. Groźba odnosiła się także do znajdującej w rękach islamskich terrorystów 15-letniej nigeryjskiej uczennicy Leah Sharibu. Dziewczynka została uprowadzona ze swojej szkoły w miejscowości Dapchi w lutym tego roku.

Dżihadystyczna rewolta

Nigeria od dziewięciu lat wstrząsana jest terrorystyczną działalnością dżihadystycznej organizacji Boko Haram, która zabiła już ponad 20 tys. osób, a setki tysięcy zmusiła do opuszczenia miejsc zamieszkania. Jak informuje Reuters ISWA w 2016 roku oddzieliła się od Boko Haram i w ostatnich miesiącach zamordowała w zamachach setki żołnierzy w północno-wschodniej Nigerii. Oba ugrupowania chcą utworzenia niezależnego państwa na ziemiach północno-wschodniej Nigerii, w którym obowiązywałoby ścisłe przestrzeganie surowego prawa islamskiego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Egipt: Magdalena Żuk padła ofiarą przestępstwa? Siostra zmarłej apeluje do Zbigniewa Ziobry

W sprawie śmierci Magdaleny Żuk wciąż nie widać przełomu. Siostra tragicznie zmarłej Polki w Egipcie postanowiła zaapelować do Zbigniewa Ziobry. „Dlaczego Prokuratura Okręgowa w Jelenie Górze milczy w sprawie Madzi ?” – pyta Anna Cieślińska.

Siostra Magdaleny Żuk w internetowym wpisie nie szczędzi słów krytyki wobec działań Prokuratury Okręgowej w Jelenie Górze. Kobieta wspomina moment, w którym prokuratorzy chętnie dzielili się informacjami o powołaniu biegłych psychiatrów, którzy mieliby popierać tezę o chorobie psychicznej jej siostry. Anna Cieślińska twierdzi, że z najnowszego materiału zgromadzonego w aktach sprawy wynika ponad wszelką wątpliwość, że Magdalena Żuk padła ofiarą przestępstwa.

„Prosiłam prokuraturę o opublikowanie informacji o stanie sprawy, ewentualnie o uchylenie wobec mnie obowiązku zachowania tajemnicy. Niestety prokuratura odmówiła mi ujawnienia tajemnicy śledztwa w zakresie o który wnosiłam, nie opublikowała także komunikatu o stanie śledztwa i nowych okolicznościach, które tłumaczą zachowanie Magdy i okoliczności jej śmierci, która samobójstwem nie była” – pisze.

Siostra tragicznie zmarłej Polki wystosowała apel do Zbigniewa Ziobry. Kobieta prosi o zainteresowanie się sprawą i publikację najnowszych ustaleń.

Śmierć Magdaleny Żuk

Magdalena Żuk pod koniec kwietnia 2017 roku samotnie wybrała się na wycieczkę do Egiptu. Początkowo miała to być niespodzianka dla jej partnera, ale ten posiadał tylko paszport tymczasowy, który nie pozwalał mu opuścić kraju. Na miejscu dziewczyna miała zacząć się dziwnie zachowywać. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia trafiła do szpitala. Kolejnego dnia miała wrócić wcześniej samolotem do Polski, jednak nie weszła na pokład. Miała zginąć po upadku z pierwszego lub drugiego piętra.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Śląsk: Policja poszukuje osób ze zdjęcia. Okradali drogerie na duże sumy

Komenda Miejska Policji w Rudzie Śląskiej apeluje o pomoc w ustaleniu tożsamości lub miejsca pobytu sprawców kradzieży. Widoczni na zdjęciu kobieta i mężczyzna mieli okradać sklepy drogeryjne. 16 czerwca bieżącego roku w jednej z drogerii w Rudzie Śląskiej para ukradła kosmetyki o łącznej wartości 1338 zł.

W sumie na kradzieży asortymentu drogeryjnego kobieta i mężczyzna bezprawnie wzbogacili się na znacznie większą kwotę. Z ustaleń śledczych wynika, że sprawcy działali w ten sposób także w innych sklepach na terenie województwa śląskiego.

Funkcjonariusze zabezpieczyli nagrania monitoringu i udostępnili wizerunki podejrzanych o kradzież.

Osoby, które rozpoznają sprawców, proszone są o kontakt z działającymi lokalnie funkcjonariuszami lub z najbliższą jednostką policji. Informacji można również udzielić poprzez pocztę elektroniczną, pisząc na adres mailowy: p1@ruda.ka.policja.gov.pl (z dopiskiem „kradzież kosmetyków KP1”).
Źródło info i foto: interia.pl

Ostrzeżenie Policji. Od początku roku już prawie 1200 zatruć dopalaczami

Prawie 1200 osób zatruło się dopalaczami od początku roku do połowy maja – wynika z najnowszych danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Na rynku z dopalaczami przoduje województwo łódzkie. Od początku roku doszło tam do ponad 320 zatruć.

Na Śląsku mowa jest o 300 zatruciach od początku roku do połowy maja. Najmniej zatruć zanotowano na opolszczyźnie. Do kilku zatruć doszło na Podkarpaciu oraz w woj. lubuskim. Do całej serii zatruć dopalaczami doszło niedawno w Zachodniopomorskiem. Wcześniej, od początku roku do połowy maja zanotowano tam 12 takich przypadków.

Śląsk to region w którym pojawiły się pierwsze dopalacze. Z kolei w woj. łódzkim mieściły się główne centra dystrybucyjne tych środków.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Austria: Jack Unterweger po uwolnieniu w latach 80. wciąż mordował kobiety

O uwolnienie Jacka Unterwegera apelowały w latach 80. w liście do prezydenta elity Austrii. Gdy w końcu wyszedł na wolność, obracał się w najwyśmienitszych kręgach. Pisał książki, reżyserował sztuki teatralne, często bywał na salonach. W międzyczasie mordował kobiety.

Johann Unterweger (szerzej znany jako Jack Unterweger) urodził się 16 sierpnia 1950 roku w Judenburgu. Był synem austriackiej prostytutki i prawdopodobnie amerykańskiego żołnierza. Matka porzuciła go, kiedy miał dwa lata, a wychowaniem zajął się dziadek, alkoholik. Swoje dzieciństwo Unterweger opisywał później jako bardzo ciężkie, pozbawione matczynej miłości. To matkę obwiniał także za swoje późniejsze życiowe błędy.

A błędy Unterweger zaczął popełniać już jako nastolatek. W wieku 16 lat wyspecjalizował się w kradzieżach, rabunkach i oszustwach. Gdy miał dwadzieścia lat uprowadził młodą dziewczynę i próbował zmusić ją do stosunku. Policja wielokrotnie otrzymywała na niego skargi od różnych kobiet.

W 1974 roku, pod pretekstem podwiezienia do domu, wywiózł za miasto młodą dziewczynę, brutalnie ją pobił i unieruchomił związując pończochami. Następnie, masturbując się, zgwałcił metalowym prętem. Dziewczyna opowiedziała o wszystkim policji i zidentyfikowała napastnika. Unterweger trafił do więzienia. Ale, jak się okazało, nie na długo. 

Za kratami zażył dużą ilość środków przeciwbólowych, które udało mu się przemycić do celi. Próba samobójcza poskutkowała przeniesieniem go do szpitala psychiatrycznego, z którego wkrótce został zwolniony.

Miesiąc później Unterweger zamordował 18-letnią dziewczynę dusząc ją jej własnym biustonoszem.

„Czyściec”

W lipcu 1976 roku Unterweger został skazany na dożywocie. Badający go psycholog orzekł, że ma sadystyczne skłonności psychopatyczne ze skłonnościami do narcyzmu i histerii.

Siedząc w więzieniu morderca ukończył liceum oraz kurs pisania (za który zapłaciła oczarowana nim wtedy dziennikarka) i napisał serię opowiadań, wierszy i sztuk teatralnych. Najważniejszym jego dziełem okazała się jednak autobiografia.

„Czyściec”, bo tak zatytułował swoją książkę, przedstawia smutną historię życia Unterwegera. Autor opowiada o życiu bez matki, ciągłej tęsknocie za nią. Przedstawia siebie jako biedne dziecko, które żyło w strasznych warunkach, śpiąc z dziadkiem alkoholikiem w jednym łóżku. Unterweger opisuje, że ma depresją z powodu pobytu w więzieniu. Często śni mu się moment zakładania kajdanek na ręce. Rozważa samobójstwo.

W książce morderca przedstawia siebie jako ofiarę złego losu. Stara się poruszyć czytelnika swoją historią i robi wrażenie człowieka, który bardzo chciałby żyć normalnie. Co ciekawe, nie wspomina o dokonanej zbrodni – „Czyściec” kończy się w 1971 roku, kiedy Unterweger trafia do więzienia za kradzież samochodu.

„Dzieło” napisane przez więźnia zrobiło ogromne wrażenie na czytelnikach, którymi w większości byli wiedeńscy artyści i intelektualiści. Uwierzyli oni, że Jack Unterweger jest skruszonym przestępcą, który za kratami przeszedł wewnętrzną przemianę. Na zabójstwo, którego dokonał, zaczęli patrzeć, jak na przykry skutek pasma nieszczęść ciągnącego się przez całe jego życie.

Literacka twórczość Unterwegera przysporzyła mu wielu zwolenników i niemałej sławy. W więzieniu zaczęto go traktować pobłażliwie, a nawet pozwolono na wieczory autorskie w zakładowej auli. Odwiedzali go intelektualiści, przedstawiciele rządu oraz dziennikarze. Pozwolono mu także pojawić się w Teatrze Ludowym na premierze jego sztuki i ekranizacji „Czyśćca”. Niewysoki, szczupły kryminalista o młodzieńczej twarzy rzucił urok na wpływową części Austriaków. Nie znając nawet dokładnie kartoteki Unterwegera, postanowili oni walczyć o jego uwolnienie.

Uwolnić mordercę

W 1985 roku austriackie elity podpisały list do ówczesnego prezydenta Austrii, Rudolfa Kirchschlagera . Apelowali w nim o uwolnienie Unterwegera. W tamtym momencie  odsiedział on za kratkami zaledwie 10 lat . Prezydent odmówił wcześniejszego wypuszczenia mordercy wyjaśniając, że zgodnie z prawem Austrii, przestępca skazany na dożywocie może być warunkowo zwolniony po co najmniej 15 latach. W związku z takim stanowiskiem, intelektualiści zaczęli liczyć, że Unterweger będzie mógł wyjść na wolność po odsiedzeniu najkrótszego, zgodnego z prawem wyroku.

Patrząc na wszystko z perspektywy czasu, wiele ważnych osobistości pewnie chciałoby wymazać z przeszłości swoje stanowcze apele. Sekretarz generalny reprezentujący austriackich pisarzy organizacji IG Autoren pisał wtedy np.

Abstrahując od ogólnych humanitarnych zasad, wiarygodność Ministerstwa Sprawiedliwości w kwestii rehabilitacji zostanie utrzymana lub pogrzebana zależnie od tego, jaki los spotka Jacka Unterwegera.
Jeden z najwybitniejszych w Austrii seksuologów Ernest Borneman napisał w liście do ministra sprawiedliwości:

Ten człowiek popełnił poważne przestępstwo, lecz wyraził głęboką skruchę, rozumie motywy swojego ówczesnego postępowania, przejawia cechy, które nigdy nie pozwolą mu na powrót do dawnego życia. Jako profesjonalny seksuolog jestem w stanie wydać bardziej merytoryczną ocenę niż niejeden psychiatra. Jestem zatem przekonany, że nigdy już nie popełni żadnego przestępstwa, i w związku z tym popieram jego starania o wcześniejsze zwolnienie z więzienia.
Warto zaznaczyć, że swój apel Boreman wystosował nie znając osobiście Unterwegera, ale jedynie po przeczytaniu „Czyśćca”. Podobnie zresztą zrobili niemal wszyscy zwolennicy jego uwolnienia.

W 1990 roku, po 15 latach w więzieniu, rozpoczęła się procedura zwolnienia warunkowego. Unterweger miał wtedy po swojej stronie ogromną część pisarzy i artystów, a nawet wielu polityków. Podczas procesu reprezentował go George Zanger – prawnik wiedeńskiej śmietanki towarzyskiej. Aby wyjść na wolność Unterweger potrzebował jednak nie tylko ważnych sprzymierzeńców, ale także pozytywnej opinii psychiatrycznej. Wydała ją Michaela Happala, doktor z niedużym doświadczeniem.

Happala opierała się w swojej opinii na temat Unterwegera głównie na… lekturze „Czyśćca”, niemal cytując niektóre jego fragmenty. Nie przeprowadziła jakichkolwiek niezależnych badań przeszłości mordercy. Nie przeczytała akt. Stwierdziła, że w osobowości Unterwegera zaszły pozytywne zmiany i nie zagraża on społeczeństwu. Dodatkowo, jak się później okazało, naczelnik więzienia nalegał, aby opinia na temat więźnia była możliwie jak najbardziej pozytywna.

Proces o zwolnienie warunkowe Unterwegera był przesądzony. 23 maja 1990 roku wyszedł na wolność.

Wolność

Jack świetnie odnalazł się na wolności. Jako przykład udanej resocjalizacji często zapraszany był do różnych programów publicystycznych oraz na wystawne przyjęcia. Do tego był artystą, autorem bestsellera i sztuk teatralnych.

W ciągu zaledwie roku od wyjścia z więzienia opublikował dwie książki i wyreżyserował dwie sztuki, na które dostał spore dotacje z Ministerstwa Edukacji i Kultury. Zaczął pracować także jako reporter. Obracał się w najwyśmienitszych kręgach i działał jak magnes na kobiety. Mieszkał w dużym apartamencie w eleganckiej części miasta i jeździł dobrym samochodem.

W tamtym czasie Wiedeń należał do najbezpieczniejszych miast na świecie. Do lat 90. XX wieku, policja nie miała tam żadnego przypadku seryjnego zabójstwa, a morderstwa nie zdarzały się często.

Kiedy wiosną 1991 roku przyzwyczajeni do spokojnego trybu pracy policjanci znaleźli w Lesie Wiedeńskim zwłoki prostytutki, byli w szoku. Kobieta była naga i leżała twarzą do ziemi. Zabójca rozłożył jej nogi w taki sposób, aby części intymne rzucały się w oczy znalazcy. Wokół szyi ofiara miała owiniętą pończochę. Sprawca wykonał skomplikowaną pętlę, która umożliwiała mu na przemian zaciskanie i rozluźnianie, co mogło przedłużyć cierpienie ofiary. Zwłoki, na których zabójca położył kilka gałęzi i trochę liści, pokryte były już warstwą niebieskawych grzybów, a prawa noga została niemal w całości zjedzona przez zwierzęta. Widok był przerażający.

Kilka dni później w lesie znaleziono zwłoki kolejnej prostytutki. Nagie ciało było ułożone w taki sam sposób jak w poprzednim przypadku. Tym razem zabójca do uduszenia ofiary użył elastycznej bluzki kobiety. Sposób wiązania był identyczny. Obrażenia twarzy świadczyły o tym, że przed śmiercią prostytutka musiała zostać dotkliwie pobita przez oprawcę.

W tamtym momencie wiedeńscy policjanci mieli już dwie zamordowane prostytutki, a kolejne dwie zaginęły. Śledczy przypuszczali, że one również padły ofiarą zabójcy. Prasa zaczęła rozpisywać się na temat seryjnego mordercy prostytutek.

Zapalony reporter

Jednym z reporterów zajmujących się tą sprawą był Unterweger. Przeprowadził serię wywiadów z prostytutkami, a także z szefem komendy głównej policji Maxem Edelbacherem. Unterweger opowiadał swoim rozmówcom, że zlecenie zrobienia reportażu w tej sprawie otrzymał ze względu na swoje wyjątkowe kompetencje: Jego ciotka była prostytutką i została zamordowana w 1967 roku przez swojego ostatniego klienta. Od niej dowiedział się wiele o „tamtym świecie”. Historię ciotki Unterweger umieścił także w swojej książce.

„Zapalony reporter” wydawał się być bardzo zaangażowany w temat wyjaśnienia morderstw prostytutek. Tymczasem znalazł się w kręgu podejrzanych. Dzień przed wywiadem z Maxem Edelbacherem, do komendy głównej zadzwonił emerytowany inspektor policji August Schenner i przypomniał, że Unterweger „bardzo dawno temu” zamordował dwie prostytutki. Ale w związku z tym, że wspomniany przestępca miał w przeszłości na koncie tylko jedną ofiarę i zgodnie z aktami nie była ona prostytutką, zgłoszenia nie potraktowano jednak poważnie.

Tydzień po przeprowadzeniu wywiadu, Unterweger znów pojawił się w komendzie u Edelbachera i oznajmił, że ma zamiar wyjechać do Los Angeles (miał przydzielonego kuratora i musiał zgłaszać takie plany policji). Powiedział, że chce napisać reportaż o tamtejszej przestępczości i sposobach działania organów ścigania. Mimo, że  Unterweger był na liście podejrzanych w sprawie morderstw prostytutek, Edelbacher udzielił mu zgody na wyjazd.

Morderca w „Mieście aniołów”

W Los Angeles Unterweger skontaktował się z tamtejszą policją. Wydawał się bardzo zainteresowany przestępczością w dużym mieście i sposobami walki z nią.

W trakcie pięciu tygodni jego pobytu w Ameryce, morderstwa w Wiedniu ustały. W tym czasie znaleziono jednak ciała trzech prostytutek w Los Angeles. Wszystkie nagie, zostały uduszone własnymi stanikami. Analizując te sprawy, amerykańscy policjanci szybko doszli do wniosku, że mają u siebie seryjnego zabójcę. Dodatkowo badania potwierdziły, że sposób wiązania stosowany przez sprawcę był wyjątkowo wymyślny i we wszystkich przypadkach taki sam.

W tamtym czasie w Stanach Zjednoczonych zjawisko seryjnego morderstwa było już czymś dobrze znanym i policjanci błyskawicznie łączyli ze sobą kolejne przypadki. Mając już trzy ofiary tego samego zabójcy, śledczy zaczęli intensywnie patrolować okolice, w których kobiety były widziane po raz ostatni. Mieli nadzieję, że morderca zaatakuje po raz kolejny. Tak się jednak nie stało. Funkcjonariusze z Los Angeles podejrzewali, że w takim razie przestępca albo zginął, trafił za kratki za inne przestępstwo, albo gdzieś wyjechał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl