Podlasie: Arkadiusz A. zamordował żonę. Domaga się niższego wyroku

Przez lata udawał pokrzywdzonego męża, którego opuściła zła żona. Arkadiusz A. (54 l.) wmawiał wszystkim, że bez słowa wyjechała za granicę. Ale policjanci Archiwum X mu nie odpuścili. Odkryli, że zamordował żonę z zimną krwią. Dwa lata temu został skazany na 15 lat więzienia, ale właśnie odwołał się od wyroku. Powód? Twierdzi, że 8 lat za kratkami to wystarczająca dla niego kara.

Krystyna A. (†41 l.) z Bielska Podlaskiego zaginęła w 2011 roku. Przez siedem lat jej mąż przekonywał najbliższych, że żona uciekła za granicę. Dla uwiarygodnienia swojej wersji złożył nawet w jej imieniu PIT i wziął zaocznie rozwód.

Rodzina jednak nie uwierzyła w nagłą ucieczkę kobiety. Bliscy Krystyny zeznali w sądzie, że nie opuściłaby rodziny bez słowa. I w końcu przerażająca prawda wyszła na jaw. Na zawinięte w dywan ciało Krystyny A. natknął się w lecie spacerowicz.

Wtedy Arkadiusz A. przyznał się do zabicia żony. Bronił się jednak, że zrobił to niechcący, podczas szarpaniny.

– Ona złapała za nóż, krzycząc, że mnie zarżnie. Wyrwałem go jej, ale złapała mnie za ubranie. Popchnąłem ją, lecz przewracając się, pociągnęła mnie za sobą. To był ułamek sekundy. Nagle zobaczyłem nóż wbity w jej bok – opowiadał w sądzie Arkadiusz A., twierdząc, że tragedia wydarzyła się przypadkowo.

Dlatego odwołał się od wyroku. Uważa, że powinien być sądzony za zbrodnię w afekcie, bo żona nadużywała alkoholu i się awanturowała.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policjanci wracają do sprawy zabójstwa sprzed 21 lat

43-latek został znaleziony martwy po tym, jak pił alkohol na tzw. betonach. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Wówczas nie udało się ustalić sprawcy. Funkcjonariusze liczą, że rozwój kryminalistyki pomoże im zawęzić krąg podejrzanych.

Sprawa dotyczy wydarzeń, do których doszło w 1999 r. w Żaganiu (woj. lubuskie). 43-latek miał spotkać się z kolegami, aby napić się z nimi alkoholu. Wychodząc z mieszkania natknął się na młodą kobietę, którą zaprosił „na wódkę” na tzw. betonach. Podczas spotkania mężczyzna stał się natarczywy i miało dojść do szamotaniny. Kobieta w końcu się uwolniła i pobiegła do domu.

Następnego dnia 43-latek został znaleziony martwy. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Śledczy dokonali wówczas licznych przesłuchań świadków. Zebrany wtedy materiał dowody nie pozwolił na wniesienia aktu oskarżenia przeciwko konkretnym osobom. Nie udał się ustalić sprawcy zabójstwa.

Po 21 latach policjanci z „Archiwum X” wracają do sprawy. Funkcjonariusze liczą, że uda im się zawęzić krąg podejrzanych, dzięki rozwojowi kryminalistyki oraz nowym metodom laboratoryjnym badania śladów biologicznych. Podkreślają, że ślady biologiczne są niezbywalne i niepowtarzalne. Kryminalni nie wykluczają również powrotu do ponownych badań wariograficznych. Ich celem jest wznowienie postępowania w sprawie.
Źródło info i foto: wp.pl

Są nowe ustalenia ws. zaginięcia Iwony Wieczorek

Reporterka TVP Info dotarła do nowych ustaleń w sprawie głośnego zaginięcia Iwony Wieczorek sprzed dziesięciu lat. W programie „Alarm” przedstawiono relację sąsiadów, którzy twierdzą, że w nocy z 16 na 17 lipca 2010 r. słyszeli kłótnię nastolatki ze znajomymi.

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 stycznia 2010 r. 19-letnia wówczas dziewczyna wyszła z jednego z sopockich klubów, ale nie dotarła do domu. Śledztwo prowadziła Komenda Wojewódzka Policji i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W trakcie śledztwa przesłuchano 300 świadków i sprawdzano kilkanaście hipotez. W sprawę zaangażowało się też krakowskie „Archiwum X”.

Mimo upływu dziesięciu lat, nadal jednak nie ustalono, co stało się z nastolatką.

Sąsiedzi mieli słyszeć kłótnię

Reporterka TVP dotarła do sąsiadów, którzy twierdzą, że w noc zaginięcia słyszeli kłótnię Iwony Wieczorek ze znajomymi. Policja zgłosiła się po nagranie z monitoringu dopiero po dwóch tygodniach, gdy nagrał się już nowszy materiał.

Dziennikarka rozmawiała też z wychowawczynią nastolatki, która do tej pory nie została przesłuchana. Śledczy zjawili się w szkole dwa lata po zaginięciu Wieczorek.

„Myślę, że Iwona nie mogłaby uciec. Nie miała powodu, by to robić” – powiedziała nauczycielka w rozmowie z TVP.

„Reporterce programu ‚Alarm’ bez problemów udało się dotrzeć do ludzi, do których z opóźnieniem lub wcale nie dotarli śledczy. Być może dlatego nie udało im się wyjaśnić tej sprawy. Do dziś nikt nie rozmawiał z sąsiadami, którzy twierdzą, że słyszeli kłótnię Iwony ze znajomymi” – czytamy na stronie TVP Info.

Matka zaginionej: To potwierdza moją wersję

„Jak policja robiła rozeznania, to nikt nic nie wiedział. Być może rozmawiali z innymi osobami, albo wówczas ludzie bali się o tym mówić. Te ustalenia potwierdzają jednak moją wersję, że Iwona była pod domem i to właśnie tutaj wydarzyła się tragedia. Pozostaje tylko pytanie, co się później z nią stało” -komentuje ustalenia TVP w rozmowie z „Faktem” Iwona Kinda, matka Iwony zaginionej.

Kobieta zarzuca policji, że popełniono wiele błędów w śledztwie. „Mam wielkie zastrzeżenia do pracy policji” – mówi.
Źródło info i foto: interia.pl

Mariusz G. z zarzutami zabójstwa kolejnych kobiet

Mężczyzna, zatrzymany za zabójstwo kobiety na terenie gminy Kołobrzeg, usłyszał kolejne zarzuty. Jak informuje prokurator ze szczecińskiego „Archiwum X”, mężczyzna jest podejrzany o zamordowanie także dwóch innych kobiet. Polsat informuje, że Mariusz G. rozkochiwał w sobie kobiety, a potem przejmował ich majątek. 6 listopada usłyszał zarzut zabójstwa 54-latki. Bogusława R. była poszukiwana od 7 czerwca. Jej ciało znaleziono niedaleko rzeki Parsęty w Kołobrzegu. Miała zmasakrowaną głowę – sprawca prawdopodobnie użył siekiery.

43-letni mężczyzna przywłaszczył sobie też jej mienie. Chciał także znajomemu sprzedać samochód kobiety.

Jak informuje prokuratura, w przeszłości Mariusz G. utrzymywał kontakty z dwiema innymi kobietami, które zaginęły w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach. Polsat podaje, że jedna z nich, 37-letnia Aneta, zaginęła w październiku 2018 roku. Tego samego dnia była widziana właśnie z 43-latkiem. Przed zniknięciem przepisała mu swoje mieszkanie. Druga z kobiet zaginęła wiosną 2016 roku.

Śledczy ze szczecińskiego „Archiwum X” podaje, że ich działania „pozwoliły na ujawnienie dwóch kolejnych ukrytych ciał obu poszukiwanych pokrzywdzonych”.

Mężczyzna pozostaje tymczasowo aresztowany. Śledztwo wciąż trwa. Mariuszowi G. grozić może nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policyjne Archiwum X. Będzie przełom ws. zabójstwa policjanta sprzed 25 lat?

Śledztwo prowadzone przez łódzkie Archiwum X doprowadziło do zatrzymania 44-latka podejrzanego o zabójstwo policjanta, popełnione 25 lat temu w okolicach Sieradza. Decyzją sądu mężczyzna trafił na trzy miesiące do aresztu; grozi mu dożywocie.

O zatrzymaniu i aresztowaniu podejrzanego poinformował rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka. Jak podał, 44-letni Janusz K. został zatrzymany 2 sierpnia na jednej ze stacji paliw przy zachodniej granicy kraju. Mężczyzna wracał samochodem z Niemiec, gdzie pracował od kilku lat; był zaskoczony zatrzymaniem i nie stawiał oporu. W przeszłości był wielokrotnie notowany przez policję.

Jeszcze tego samego dnia Janusz K. został przewieziony do Prokuratury Okręgowej w Sieradzu, gdzie usłyszał zarzut zabójstwa. W okresie, gdy popełniono zbrodnię, podejrzany miał 19 lat. Decyzją sądu na najbliższe trzy miesiące trafił do aresztu. Grozi mu dożywocie.

Sprawa dotyczy zabójstwa st. sierż. Henryka Stolarka, popełnionego w marcu 1994 roku. Dzielnicowy z komisariatu w Brzeźniu k. Sieradza wyruszył wieczorem w teren służbowym polonezem. Następnego ranka wystający z wody dach radiowozu zauważono w stawie w rejonie wsi Pyszków. Na tylnym siedzeniu było ciało 38-letniego policjanta z licznymi obrażeniami powstałymi po uderzeniu tępym narzędziem.

Jak wówczas ustalono, do zabójstwa funkcjonariusza doszło prawdopodobnie na trasie Zapole – Barczew, skąd sprawca przewiózł zwłoki nad staw i zatopił radiowóz, aby zatrzeć ślady. Z kabury dzielnicowego zniknął służbowy pistolet P-64 i dwa magazynki amunicji.

Henryk Stolarek został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta RP Krzyżem Zasługi za Dzielność.

Mimo szeregu czynności podjętych przez policję i prokuraturę na miejscu odnalezienia samochodu, w wytypowanym miejscu zbrodni i na trasie, którą jechał radiowóz, a także zgromadzenia 21 tomów akt, śledczy nie zdołali przedstawić zarzutów żadnemu podejrzanemu. W 1996 roku sprawa została umorzona.

Dokumenty zdeponowano w archiwum, ale policjanci nie zapomnieli o poległym na służbie koledze. Po latach sprawą zajęło się łódzkie Archiwum X, w którym pracują najbardziej doświadczeni funkcjonariusze z Wydziału Kryminalnego i Dochodzeniowo-Śledczego, którzy nawiązali współpracę z sieradzką prokuraturą. O niewyjaśnionej sprawie zabójstwa przypomniały również lokalne i ogólnopolskie media.

Zgromadzony po latach materiał dowodowy dał podstawę do wydania prokuratorskiego postanowienia o zatrzymaniu Janusza K. Śledczy nie wykluczają jednak kolejnych zatrzymań w tej sprawie, bo podejrzewają, że 44-latek nie działał wówczas sam.
Źródło info i foto: TVP.info

Ojciec z zarzutami zabójstwa dwóch niemowląt

Tłumaczył, że jego 5-miesięczny syn wypadł mu z rąk. Dziecko zmarło. Na podstawie obrażeń stwierdzono jednak, że to ojciec prawdopodobnie umyślnie zabił chłopca. Usłyszał zarzuty i trafił za kraty. Po latach śledztwa policjanci z tzw. Archiwum X ustalili, że wcześniej 27-latek mógł zamordować także 3-miesięczną córeczkę.

We wrześniu 2017 roku do szpitala na warszawskich Bielanach trafił 5-miesięczny chłopczyk. Dziecko zostało przywiezione na oddział przez rodziców. Z relacji ojca wynikało, że syn wypadł mu z rąk. Niestety, pomimo dramatycznej walki lekarzy o życie niemowlęcia, nie udało się go uratować.

Dwie tragedie rodzinne w ciągu roku

– Początkowo nic nie wskazywało na to, że dziecko mogło paść ofiarą przestępstwa. Jednak obrażenia u chłopca na tyle zaniepokoiły personel szpitala, że o wszystkim zostali powiadomieni policjanci. Przeprowadzona przez Zakład Medycyny Sądowej sekcja zwłok dziecka nie potwierdziła wersji ojca. Obrażenia chłopca były na tyle poważne, że nie mogły powstać w tych okolicznościach, które podawał mężczyzna – tłumaczy Magdalena Bieniak z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Sprawą zajęli się więc policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw, przy współpracy z Prokuraturą Okręgową w Warszawie. Zebrano na tyle mocne dowody, że w listopadzie 2017 roku ojciec chłopca został zatrzymany i usłyszał zarzut zabójstwa. Sąd zdecydował o jego tymczasowym areszcie.

Pracujących nad sprawą funkcjonariuszy zaniepokoiło jednak to, że ponad rok wcześniej w tej rodzinie doszło do jeszcze jednej tragedii. Okazało się, że chłopiec miał siostrę, która zmarła mając zaledwie trzy miesiące. Wtedy uznano, że nastąpiło to z przyczyn naturalnych. Okoliczności, w których doszło do zabójstwa 5-miesięcznego dziecka, były jednak na tyle brutalne, że policjanci postanowili również przyjrzeć się śmierci dziewczynki.

Dziewczynka ofiarą zbrodni

Sprawą zajęli się funkcjonariusze ze specjalnej grupy, tzw. Archiwum X, powołanej do rozwiązywania najtrudniejszych spraw i najokrutniejszych zbrodni. – Przez prawie dwa lata śledczy gromadzili materiał dowodowy w postaci dokumentacji lekarskiej, opinii i ekspertyz wybitnych specjalistów z całego kraju, który został zebrany w ponad 30 tomów akt. Przeprowadzono także ekshumację zwłok dzieci i wykonano szereg innych czynności operacyjnych, które potwierdziły podejrzenia policjantów. Okazało się, że 3-miesięczna dziewczynka również padła ofiarą brutalnej zbrodni, a związek z jej śmiercią może mieć także ojciec – informuje Magdalena Bieniak.

– Sposób działania sprawcy ustalony przez śledczych świadczył o tym, że miała to być „zbrodnia doskonała”. Zebrany materiał dał podstawy do przedstawienia zarzutów ojcu dzieci. 27-letni mężczyzna usłyszał m.in. dwa zarzuty za zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególnie potępienie, w tym jeden zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem – wylicza policjantka.

Mundurowi nie chcą podawać więcej szczegółów tych dwóch zbrodni, zasłaniając się dobrem śledztwa. Ojcu dzieci grozi dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Dziś mija 9 lat od zaginięcia 19-latki

Historia Iwony Wieczorek, która zaginęła 17 lipca 2010 r., wracając do domu z sopockiego klubu Dream Club, mimo upływu 9 lat nadal interesuje dziennikarzy i porusza zwykłych ludzi. Ukazała się nawet książka „Co się stało z Iwoną Wieczorek?”, pióra Janusza Szostaka, reportera i prezesa Fundacji Na Tropie. Publikujemy jej fragment.

Od zaginięcia Iwony Wieczorek minęło 9 lat. 19-letnia dziewczyna w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku wyszła z jednego z sopockich klubów i zaginęła w drodze do domu. O poszukiwaniach nastolatki głośno było w mediach. Pomimo licznych przesłuchań, przeszukań, sprawdzania billingów i innych czynności operacyjnych, nadal nie ma przełomu w tej sprawie.

Autor twierdzi, że odpowiedź na pytanie, co stało się z nastoletnią mieszkanką Gdańska, znajduje się w pierwszym rozdziale tej wydanej nakładem Wydawnictwa Harde książki. Jest ona wynikiem jego reporterskiego śledztwa oraz analizy niemal 40 tomów policyjnych akt, rozmów z osobami związanymi z dramatem i funkcjonariuszami policji.

Śledztwo w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek prowadziła Komenda Wojewódzka Policji i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W poszukiwania kobiety zaangażowani byli również „Łowcy cieni”, policjanci z Poznania specjalizujący się w tropieniu najbardziej niebezpiecznych przestępstw, detektywi, jasnowidze, radiesteci. Podczas śledztwa przesłuchano 300 świadków, a także przeszukiwano pas nadmorski i okolice, które mogły być związane z jej zaginięciem. Sprawdzono kilkanaście hipotez. Akta tej sprawy zostały poddane wielokrotnej analizie, przez niezależne od siebie zespoły, wszystkie wnioski zostały zweryfikowane.

We wrześniu 2018 roku akta dotyczące śledztwa trafiły do Prokuratury Krajowej w Warszawie, a w pierwszej połowie tego roku zostały przekazane do ,,Archiwum X”, będącego częścią Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Śledczy z policyjnego Archiwum X wracają do sprawy sprzed 21 lat

W październiku 1997 r. w niewielkiej miejscowości Łagiewniki, w powiecie włocławskim, doszło do szokującej zbrodni. Zamordowano 76-letnią Stanisławę Rybkę. Do dzisiaj nikt za to nie odpowiedział. Do sprawy wrócili policjanci z bydgoskiego Archiwum X. Może wiesz o czymś, co mogłoby pomóc śledczym?

10 października 1997 roku, w lesie nieopodal domu znaleziono zwłoki 76-letniej Stanisławy Rybki. W toku prowadzonego przed laty śledztwa ustalono, że kobieta ok. godziny 7:30 poszła do sklepu, w centrum wsi. Droga z jej domu do sklepu wiodła przez las. To właśnie tam kobieta została zaatakowana i uduszona. Niewykluczone, że motywem działania sprawcy był rabunek, bowiem nie znaleziono przy ofierze, ani pieniędzy, ani sakiewki, którą miała.

Policjanci szukają świadków

Wówczas, pomimo przesłuchania wielu osób, zabezpieczenia śladów i dowodów przestępstwa, nie ustalono sprawcy tego zabójstwa. Policjanci z Archiwum X wracają do rozwikłania tej sprawy. Od kilku tygodni analizują akta, zeznania świadków i zabezpieczone ślady. Śledczy podejrzewają, że istnieje świadek, nawet bezpośredni, tej zbrodni, do którego nie udało się do tej pory dotrzeć. Policjanci apelują do osób, które pamiętają sprawę zabójstwa Stanisławy Rybki i proszą o przekazywanie wszelkich informacji, które mogłyby doprowadzić do przełomu w śledztwie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Nowy trop w śledztwie wyjaśniającym zabójstwo Iwony Cygan

Policjanci krakowskiego Archiwum X pracują nad sprawą zabójstwa 33-letniego Tadeusza Draba. Dziś rozpoczęli eksplorację nurtu Wisły w powiecie dąbrowskim w poszukiwaniu wraku łodzi motorowej, która została użyta podczas tej zbrodni. Drab w 1999 roku miał być świadkiem zabójstwa Iwony Cygan.

Ciało Tadeusza Draba wyłowiono z Wisły w 1999 roku. Mężczyzna ostatni raz był widziany w styczniu 1999 r. w jednym z okolicznych barów. Przebywał wówczas w towarzystwie kilku młodych mężczyzn, którym miał się pochwalić, że wie, kto zabił Iwonę Cygan. Po tym, jak nie pojawił się w domu, rodzina zgłosiła jego zaginięcie.

Na początku maja 1999 r. zwłoki 33-latka zostały wyłowione z Wisły kilkanaście kilometrów dalej, na wysokości miejscowości Słupiec. Przypadek ten został potraktowany jako nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. 

Archiwum X wyklucza samobójstwo
W roku 2008 to zdarzenie zostało poddane analizie przez policjantów krakowskiego Archiwum X. Wykluczyli oni samobójstwo oraz nieszczęśliwy wypadek. Ustalono m.in., że denat mieszkając całe życie nad wodą był doskonałym pływakiem. Zebrane w tej sprawie dowody spowodowały, że sprawa ta została włączona do śledztwa w sprawie Iwony Cygan.

Z chwilą skierowania przez Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie do Sądu aktu oskarżenia w sprawie zabójstwa Iwony Cygan w 2016 r., wątek tajemniczego zgonu 33-latka został wyłączony do odrębnego postępowania.

Poszukiwania wraku łodzi

Wczoraj w miejscowości Łęka Szczucińska w powiecie dąbrowskim rozpoczęto poszukiwania m.in. wraku łodzi motorowej,  która według ustaleń śledczych została użyta podczas zabójstwa Tadeusza Draba. W poszukiwaniach biorą udział m.in.  funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej z Krakowa. Podczas pierwszego etapu akcji strażacy przeszukują koryto Wisły przy użyciu sonaru.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śledczy z policyjnego Archiwum X rozwiązali sprawę sprzed 14 lat

39-letnia Grażyna H. zaginęła w połowie lipca 2004 roku. Na początku sierpnia tego samego roku znaleziono jej ciało, ale tożsamość udało się potwierdzić dopiero 11 lat później, dzięki badaniom genetycznym. Początkowo uznano, że kobieta zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Teraz jednak śledczy twierdzą, że mają dowody na to, iż została zamordowana, a wypadek upozorowano. W środę zarzut zabójstwa usłyszeli syn Grażyny H. i jego partnerka. Nie zostali jednak aresztowani. Nie zastosowano wobec nich także żadnych środków zapobiegawczych.

Do wznowienia sprawy po 14 latach przyczynili się policjanci z Archiwum X w Krakowie, badającego najtrudniejsze niewyjaśnione zbrodnie. Prokuratura wnosiła o aresztowanie na trzy miesiące podejrzanych o zabójstwo: syna ofiary Michała H. i jego konkubiny Katarzyny Ż. – Sąd nie uwzględnił wniosków prokuratury – poinformowała w czwartek po posiedzeniu sądu Grażyna Rokita z biura prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie. Jak dodała, sąd nie zastosował również żadnych innych środków zapobiegawczych wobec podejrzanych. W środę 4 kwietnia 35-letni syn zaginionej i jego 31-letnia konkubina usłyszeli zarzuty zabójstwa. Jak poinformował w czwartek prokurator Krzysztof Dratwa z Prokuratury Okręgowej w Krakowie, podejrzani złożyli obszerne wyjaśnienia, w których nie przyznali się do winy. Prokuratura wystąpiła z wnioskami o zastosowanie wobec nich aresztu tymczasowego na trzy miesiące. W czwartek po południu sąd nie uwzględnił tych wniosków.

Wyszła po zakupy, ślad po niej zaginął

W połowie lipca 2004 roku rodzina majętnej 39-letniej mieszkanki Krakowa zgłosiła jej zaginięcie. Według relacji syna, matka wyszła rano na zakupy na pobliski plac targowy i ślad po niej zaginął. O nowych ustaleniach w sprawie zbrodni sprzed lat przez policjantów z małopolskiego Archiwum X poinformował w czwartek rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. – Krakowscy policjanci nawiązali kontakt z wieloma instytucjami, sprawdzali także wszelkie powiązania: rodzinne, towarzyskie i zawodowe. Czynności poszukiwawcze prowadzone były na szeroką skalę, jednak nie przyniosły odpowiedzi na pytanie, co stało się z kobietą – informuje Sebastian Gleń, rzecznik prasowy małopolskiej policji.

Sprawa w Archiwum X

W 2005 roku sprawa zaginięcia Grażyny H. trafiła do krakowskiego Archiwum X. W Prokuraturze Rejonowej w Krakowie wszczęto śledztwo. W latach 2006-2007 przeprowadzono kilka akcji poszukiwawczych. Zwłok szukano między innymi w okolicach kopca Kościuszki. – Ciała kobiety jednak nie znaleziono, a czynności wykonywane w tej sprawie nie pozwoliły na postawienie nikomu zarzutów. Śledztwo zostało umorzone, choć nadal pozostawało w stałym zainteresowaniu policjantów z Archiwum X – dodaje Gleń.

Zidentyfikowali zwłoki

Pod koniec 2014 roku z pomocą funkcjonariuszom przyszedł GENOM, czyli system identyfikacji osób oraz zwłok po kodzie DNA. Do systemu włączono dane genetyczne krewnych osób zaginionych. – Rozpoczęło się przeszukiwanie zasobów bazy pod kątem porównania kodu osób zaginionych z danymi niezidentyfikowanych zwłok znalezionych do tej pory – informuje Gleń.

I dodaje: – Jak się okazało, ciało ujawnione na początku sierpnia 2004 roku na krakowskim Podgórzu to prawdopodobnie zwłoki Grażyny H. Zostały znalezione wówczas przez przechodnia i były w bardzo dużym rozkładzie. Śledztwo wykazało, że kobieta zginęła na skutek nieszczęśliwego upadku z dużej wysokości. Jej ciało zostało później pochowane w bezimiennym grobie. – Po wykonaniu dodatkowych badań porównawczych w 2015 roku ostatecznie potwierdzono, że ciało znalezione ponad dziesięć lat wcześniej, to zwłoki zaginionej Grażyny H. Nadto przeanalizowanie przez biegłego z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie dokumentacji obrażeń ciała oraz kości denatki wykazało, że zwłoki po upadku były przemieszczane. W związku z tym Prokuratura Rejonowa podjęła na nowo śledztwo w sprawie zabójstwa – informuje rzecznik.

Śledczy: to było zabójstwo

Zarówno śledczy, jak i biegli wrócili na miejsce znalezienia zwłok. Przeprowadzono eksperyment procesowy, który miał na celu ustalenie, czy niektóre uszkodzenia kości kobiety są wynikiem działania osób trzecich. Eksperyment wykazał, że obrażenia ciała kobiety nie powstały w wyniku upadku z wysokości. – Przeprowadzona później sekcja szczątków potwierdziła wynik eksperymentu procesowego. Kobieta zginęła po uderzeniu narzędziem tępokrawędzistym. Następnie jej ciało zostało zrzucone z urwiska w celu upozorowania wypadku – podaje Gleń. Podejrzewany w tej sprawie był starszy syn kobiety, między innymi dlatego, że w pewnym momencie zależało mu na odnalezieniu ciała matki. Jak dodaje rzecznik – prawdopodobnie po to, aby odziedziczyć po niej majątek.
Źródło info i foto: tvn24.pl