Poszukiwany 46-letni Tomasz Sienkiewicz. Zabił kobietę w ciąży

46-letni mężczyzna poszukiwany jest listem gończym w sprawie zabójstwa kobiety, która była w czwartym miesiącu bliźniaczej ciąży. Podejrzanemu Tomaszowi Sienkiewiczowi grozi dożywotnie pozbawienie wolności. Podejrzewany o zabójstwo mężczyzna do tej pory nie został złapany. Prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu mu zarzutu zabójstwa i wystąpiła do sądu o tymczasowe aresztowanie. Na stronie policji pojawił się także list gończy z rysopisem i zdjęciem podejrzanego.

Tomasz Sienkiewicz poszukiwany listem gończym w sprawie morderstwa 37-letniej kobiety

Tomasz Sienkiewicz jest średniej budowy ciała, waży ponad 90 kilogramów i ma około 190 cm wzrostu. Ma krótkie, proste włosy koloru ciemny blond oraz jasne oczy. Ma 46 lat. Do morderstwa doszło w mieszkaniu kobiety w Rumi w województwie pomorskim. Mężczyzna miał zadać jej kilka ciosów nożem.

Dziennikarze „Faktu” dotarli do brata zamordowanej kobiety. Według mężczyzny kobieta poznała Tomasza Sienkiewicza niespełna dwa lata temu. Rodzina zamordowanej nie miała o jej partnerze dobrego zdania – mężczyzna dużo pił, jednak nie przejawiał żadnej agresji względem 37-latki.

– Arleta nosiła pod sercem dwoje dzieciaczków, chłopczyka i dziewczynkę. Bardzo się cieszyła na ich narodziny, to miały być jej pierwsze, długo wyczekiwane dzieciątka – powiedział brat zamordowanej. Po zabójstwie mężczyzna miał zabrać z domu tylko swojego psa. – Mam nadzieję, że policja znajdzie go żywego, bo chciałbym, żeby odpowiedział przed sądem za to, co zrobił – dodaje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

63-latek zaatakował kolegę siekierą. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa

Jak poinformował rzecznik wołomińskiej policji, do zdarzenia doszło kilka dni temu w podwarszawskich Markach. – Policjanci zostali powiadomieni przez centrum powiadamiania ratunkowego o mężczyźnie, który miał doznać obrażeń głowy zadanych siekierą – powiedział asp. szt. Sitek.

– Do zdarzenia miało dojść podczas awantury w pomieszczeniu zajmowanym przez jednego z jej uczestników. Poszkodowany z poważnymi obrażeniami ciała został przetransportowany do jednego z warszawskich szpitali – przekazał policjant.

Wskazał, że ustalenia miejscowych funkcjonariuszy wskazały, że między dwoma mężczyznami doszło do kłótni, w trakcie której 63-latek uderzył siekierą swojego kolegę w głowę. – Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niego ponad 1,2 promila alkoholu – podał.

Zatrzymany 63-latek po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu zagrażającego życiu innej osobie. Decyzją Sądu Rejonowego w Wołominie 63-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiąca.

Za zarzucane mu czyny może grozić kara 25 lat więzienia albo dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Grupa oszustów aresztowana. Wykorzystywali stan klęski epidemicznej

Funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu w wyniku działań operacyjnych zatrzymali kobietę i dwóch mężczyzn podejrzanych o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, która doprowadziła wiele osób i podmiotów gospodarczych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem powodując straty w kwocie blisko 70 tys. zł. Zawierali oni umowy kupna-sprzedaży środków ochrony osobistej i dostarczania ich do placówek medycznych czy szpitali, a służących do walki z koronawirusem. Oczywiście takiego towaru nie posiadali. Sąd, na wniosek Prokuratury Rejonowej Wrocław Stare Miasto, zastosował wobec dwojga zatrzymanych tymczasowym areszt.

Funkcjonariusze z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu zatrzymali trzy osoby podejrzane o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. W okresie od lutego br. do 26 marca br. nie tylko we Wrocławiu, ale też w innych miastach Polski, wykorzystując jedną z działalności gospodarczych, doprowadzili ponad 200 osób fizycznych i podmiotów gospodarczych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem powodując straty w kwocie blisko 70 tys. zł. Wprowadzali pokrzywdzonych w błąd, co do zamiaru sprzedaży im środków ochrony osobistej w postaci maseczek, rękawiczek, kombinezonów ochronnych i płynów antybakteryjnych, które to miały m.in. służyć do ochrony przed możliwością zarażenia koronawirusem. Oczywiście wyrobów tych nie posiadali. Część z poszkodowanych osób chciała zakupić środki ochrony po to, by przekazać je w ramach dobrego uczynku placówkom medycznym czy szpitalom.

Podczas sprawdzenia miejsca zamieszkania oraz samochodów należących do zatrzymanych, policjanci ujawnili kilka telefonów komórkowych, karty sim, karty bankomatowe, komputery oraz sporą gotówkę. Podejrzani usłyszeli zarzuty w prokuraturze. Wobec dwóch sprawców, którzy wykorzystali ogłoszony w naszym kraju stan epidemiczny, sąd już zastosował tymczasowy areszt. Za oszustwa grozić im może kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

Okoliczności całej sprawy wyjaśniają teraz funkcjonariusze z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Grudziądz: 63-latek oblał konkubinę denaturatem i podpalił

Bożena B., (53-l) ma poparzone 50 procent powierzchni ciała. Jest w stanie krytycznym. Wszystko przez swojego partnera Mirosława K. (63-l). Ten w sobotę (28 marca) został tymczasowo aresztowany. Trzy najbliższe miesiące spędzi w areszci.

W minioną środę (25 marca), około godziny 20 w kamienicy przy ulicy Wybickiego w Grudziądzu (województwo kujawsko-pomorskie) wybuchł pożar. Na miejscu zdarzenia szybko pojawiła się straż pożarna. Dzięki temu pożar został sprawnie ugaszony. Okazało się, że jedna z osób z płonącego mieszkania jest nieprzytomna.

Natychmiast po nim do specjalistycznego szpitala została przetransportowana Bożena B., Połowa ciała tej 53-letniej kobiety wyglądała jak zwęglony kawałek pochodni.

Policjanci po zdarzeniu zatrzymali jej partnera Mirosława K., Był pijany. To niepozorny mężczyzna chodzący o kuli. Biegły z zakresu pożarnictwa ustalił gdzie wybuchł ogień i w jakich okolicznościach. Akta sprawy trafiły do prokuratury.

Tam Mirosław K. usłyszał zarzut usiłowania morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Najpierw miał oblać Bożenę B. denaturatem, a potem rzucić w nią niedopałkiem od papierosa. W sobotę (28 marca) Sąd Rejonowy w Grudziądzu aresztował Mirosława K. na najbliższe trzy miesiące.

Mirosław K., nie przyznaje się do winy. Mówi, że to był wypadek.
Źródło info i foto: se.pl

Łódź: 82-letnia kobieta oszukana metodą „na policjanta”. Zatrzymano podejrzanego

Do 12 lat więzienia grozi 40-latkowi, który „metodą na policjanta” oszukał jedną z mieszkanek osiedla Dąbrowa w Łodzi. Kobieta – przekonana, że pomaga policji – przekazała mężczyźnie ponad 23 tys. zł. Jeszcze w niedzielę ma zapaść decyzja, czy 40-latek zostanie aresztowany. Poinformował o tym Adam Kolasa z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Jak wyjaśnił, do zdarzenia doszło w piątkowe popołudnie. Policjanci idąc ul. Tatrzańską w Łodzi zauważyli nietypowo zachowującego się mężczyznę. Prowadził on rozmowę przez telefon, rozglądając się przy tym, czy nikt za nim nie idzie. W pewnym momencie podszedł pod jeden z balkonów skąd wyrzucono niewielki pakunek. W pośpiechu wziął torebkę i zaczął się szybko oddalać.

Policjanci nabrali jeszcze większych podejrzeń i zaangażowali do pomocy swoich kolegów. Dotarli do mieszkania skąd chwilę wcześniej wyrzucono paczkę. Okazało się, że były to pieniądze dla rzekomych policjantów, którzy prowadzą jakąś akcję.

Mężczyzna został zatrzymany. W jego plecaku znajdowało się ponad 23 tys. złotych, które 82-letnia kobieta wyrzuciła przez okno. Chwilę przed przekazaniem pieniędzy rozmawiała telefonicznie z osobą podającą się za policjanta. Mężczyzna przekonał ją, że policjanci prowadzą ważną akcję i do jej zakończenia muszą zabezpieczyć gotówkę będącą w dyspozycji pokrzywdzonej. Kobieta zgodziła się przekazać oszczędności. Miała je wyrzucić przez balkon, gdy biorący udział w rzekomej akcji mężczyzna podejdzie pod blok i da sygnał.

Jak poinformował Kolasa zatrzymany 40-latek w przeszłości odpowiadał m.in. za przestępstwa przeciwko mieniu. Teraz odpowie w warunkach recydywy. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności. Jeszcze w niedzielę sąd ma zadecydować, czy podejrzany zostanie tymczasowo aresztowany.

Kolasa przypomina również, że prawdziwi funkcjonariusze policji nigdy nie informują o prowadzonych przez siebie działaniach telefonicznie. Nigdy przez telefon nie wypytują o dane personalne oraz o oszczędności i miejsca ich przechowywania. Nigdy nie proszą o przekazanie pieniędzy nieznanym osobom lub pozostawienie ich we wskazanym przez nich miejscu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Żużlowiec Rafał Sz. aresztowany na trzy miesiące. Usłyszał zarzuty

Rafał Sz., który w ubiegły wtorek doprowadził do wypadku drogowego w Rybniku, został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Były żużlowiec ROW-u usłyszał dwa zarzuty. W tej chwili grozi mu do 12 lat więzienia.

– Odbyło się już posiedzenie sądu, na którym zapadła decyzja o tymczasowym aresztowaniu 38-letniego mężczyzny na okres trzech miesięcy – poinformowała nas Bogusława Kobeszko, rzecznik prasowa rybnickiej policji.

Były żużlowiec ROW-u Rybnik usłyszał dwa zarzuty – spowodowania wypadku drogowego, którego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu innej osoby (art. 177 par. 2 Kodeksu Karnego) oraz nieudzielania pomocy poszkodowanej w zdarzeniu (art. 162 par. 1 Kodeksu Karnego).

– Mógł pomóc poszkodowanej, która znajdowała się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, ale postanowił zbiec z miejsca zdarzenia – dodała Kobeszko.

Sz. grozi kara pozbawienia wolności do 12 lat. Może się jednak okazać, że były żużlowiec usłyszy kolejne zarzuty. Policja i prokuratura dalej nie znają wyników badań krwi, jakie przeprowadzono u 38-latka po wypadku. Ten nie poddał się bowiem badaniu alkomatem.

– Z autopsji wiem, że na te wyniki możemy czekać nawet tydzień – zaznaczyła rzecznik rybnickiej policji.

Sz. we wtorkowy wieczór jechał swoim Volkswagenem z Raciborza w kierunku Rybnika. Na ul. Raciborskiej, nie upewnił się co do tego, czy posiada wystarczająco miejsca, aby dokonać manewru wyprzedzania pojazdu marki Renault. W efekcie zderzył się czołowo z nadjeżdżającą z naprzeciwka Mazdą, kierowaną przez 33-latkę z powiatu raciborskiego. Znajduje się ona w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 w Rybniku w stanie krytycznym.

38-latek zbiegł pieszo z miejsca zdarzenia. Policjanci złapali go kilkaset metrów dalej. Wówczas ten zwyzywał funkcjonariuszy, podawał im też błędne dane odnośnie swojej tożsamości i miejsca zamieszkania.

Sz. żużlową licencję zdobył w roku 1998. Swego czasu uznawany był za jeden z większych talentów w polskim żużlu, co potwierdzał licznymi sukcesami w gronie juniorskim. W trakcie swojej kariery reprezentował kluby z Rybnika, Równego i Częstochowy. Po raz ostatni w meczu ligowym wystąpił w sezonie 2017.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp

RPA: Zarażony koronawirusem nie przestrzegał kwarantanny. Oskarżono go o próbę zabójstwa

52-letni biznesmen z Ladysmith w Republice Południowej Afryki zignorował prośby służb i pomimo tego, że był zarażony koronawirusem, poszedł do pracy. Został aresztowany po kilku dniach. Trwają poszukiwania osób, które miały z nim kontakt.

52-latek otrzymał pozytywny wynik testu na koronawirusa w środę 18 marca. Prawdopodobnie zaraził się podczas jednej z zagranicznych podróży. Mężczyzna nie był w poważnym stanie, dlatego też nakazano mu pozostawanie w domu przez dwa tygodnie.

W izolacji chory wytrzymał… trzy dni. Już 21 marca udał się do pracy i obsługiwał klientów swojego lokalu usługowego. W międzyczasie brał też udział w uroczystościach religijnych.

Kontakt z kilkudziesięcioma osobami

Mężczyzna został ostatecznie zatrzymany 24 marca w niedzielę, a następnie przewieziony do szpitala. Służby nie informują o jego stanie.

Policja podejrzewa, że 52-latek mógł mieć kontakt z co najmniej 27 osobami. Za narażenie ich życia i zdrowia na niebezpieczeństwo, postawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa. Rzecznik policji Vish Naidoo informuje jednak, że rozprawa zostanie prawdopodobnie odroczona z powodu troski o bezpieczeństwo stron i próbę zahamowania rozprzestrzeniania się wirusa.

Liczba zakażonych koronawirusem w RPA w środę wzrosła do 709. W ciągu doby odnotowano 155 nowych przypadków. W tym kraju nie odnotowano dotychczas zgonów z powodu koronawirusa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci nie zastali w domu bossa „wnuczkowej mafii”. Będzie list gończy

Funkcjonariusze policji w środę (25 marca) rano przekazali do sądu materiały wskazujące na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” listem gończym. „Hoss” specjalizował się w przestępstwach metodą „na wnuczka”. Jak poinformował mł. insp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, funkcjonariusze we wtorek, po otrzymaniu dokumentacji z sądu, podjęli próbę zatrzymania „Hossa”.

„Nakaz zatrzymania nie mógł zostać zrealizowany. Arkadiusz Ł. nie przebywał pod adresem wskazanym sądowi. Dlatego w środę rano funkcjonariusze pojechali do sądu, by dostarczyć dokumentację wskazującą na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. listem gończym” – powiedział Borowiak.

Jak wyjaśniał we wtorek sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu, w przypadku braku możliwości zatrzymania „Hossa” w miejscu, w którym miał przebywać, zostanie za nim wydany list gończy.

Areszt międzyinstancyjny

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił w poniedziałek wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” tymczasowego aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

„We wrześniu w sprawie ‚Hossa’ została orzeczona nieprawomocnie kara siedmiu lat pozbawienia wolności, czyli kara surowa. Obecnie jest rozpoznawana apelacja. Sposób jej rozpoznania będzie miał bezpośrednie przełożenie na postępowanie, które zostało umorzone w ubiegłym tygodniu” – wyjaśniła w poniedziałek prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

„Żeby zabezpieczyć wykonanie kary, prokurator wniósł o zastosowanie międzyinstancyjnego aresztu tymczasowego, uzasadniając wniosek wysokim prawdopodobieństwem prawomocnego orzeczenia kary siedmiu lat pozbawienia wolności, a także uzasadnioną obawą, że oskarżony będzie uciekał, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości” – dodała prok. Chyr.

Prokurator przypominała, że „Hoss” zachowywał się w opisany sposób „na gruncie sprawy, która została właśnie umorzona”.

„Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił wniosek. Zgodził się, że to, jak się oskarżony zachowuje w kontaktach z organami ścigania, jest przesłanką do zastosowania tymczasowego aresztowania. Areszt został zastosowany na okres sześciu miesięcy” – dodała.

Ten okres aresztowania powinien wystarczyć do rozpoznania apelacji od wrześniowego wyroku, którą wniosły strony.

Zażalenie na decyzję z 18 marca

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przygotowuje także zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu, podjętą 18 marca.

Jak wyjaśniał w minionym tygodniu sędzia Aleksander Brzozowski, „18 marca sąd umorzył wobec Arkadiusza Ł. postępowanie z uwagi na to, że czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku. Sąd wówczas przyjął koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, uznał za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje takie same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego okresu uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później. W związku z umorzeniem postępowania sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu” – poinformował sędzia Brzozowski.

„Król wnuczkowej mafii”

„Hoss” został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na siedem lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet.

Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na sześć lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

Ponowne zatrzymanie

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez warszawską prokuraturę. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie „Hossa”.

W sprawie głos zabrał także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podkreślając, że „przestępca, który grasuje ze swoją szajką w całej Europie, okradając starszych ludzi z oszczędności ich życia, nie powinien się dłużej cieszyć wolnością”.

Ukrywał się w wynajętym mieszkaniu

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Ujęli go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Jej finałem była decyzja z 18 marca o umorzeniu postępowania.
Źródło info i foto: interia.pl

48-latek z Rudy Śląskiej zmasakrował młotkiem sąsiada

48-latek z Rudy Śląskiej (woj. śląskie) wyszedł niedawno z więzienia. Szybko do niego wróci, gdyż z nieznanych dotąd przyczyn skatował młotkiem mężczyznę, który przebywał w sąsiednim mieszkaniu. Zatrzymując agresora policjanci musieli zachować specjalne środki ostrożności, gdyż u jego partnerki podejrzewano zakażenie koronawirusem.

Do brutalnego pobicia doszło w piątek, ale informują o nim dopiero teraz, m.in. ze względu na specjalne środki ostrożności, które musieli podjąć w trakcie zatrzymania. Wszystko zaczęło się od zgłoszenia, iż w jednym z rudzkich mieszkań doszło do awantury. Szybko okazało się, że 48-letni recydywista zaatakował młotkiem młodszego mężczyznę. – Policjanci natychmiast przystąpili do działania i zatrzymali sprawcę. Zatrzymany przyznał się policjantom do pobicia – relacjonują mundurowi. 45-letnia ofiara bandyty w ciężkim stanie trafiła do rudzkiego szpitala.

Interwencja nie przebiegała standardowo, gdyż u partnerki zatrzymanego występowało podejrzenie zakażenia koronawirusem. Z tego względu policjanci policjanci m.in. nosili maseczki, a 48-latek trafił do specjalnie odizolowanej policyjnej celi.

– Mężczyzna ma na swoim koncie kilka przestępstw, za które odbywał już kary pozbawienia wolności. Niecałe dwa tygodnie temu wyszedł on z wiezienia – informują śledczy. 48-latek został już doprowadzony do rudzkiego sądu, który zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Sędzia przychylił się do tego wniosku. Agresorowi grożą 3 lata więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policja zlikwidowała plantację marihuany

Jeleniogórscy policjanci zatrzymali czterech mężczyzn, którzy w jednym z budynków jednorodzinnych w Jeleniej Górze zorganizowali profesjonalną plantację konopi indyjskich i miejsce do ich przetwarzania. Funkcjonariusze zabezpieczyli blisko 200 doniczek z roślinami w różnych fazach wzrostu, 350 sztuk suszących się krzewów, a także znaczne ilości marihuany oraz profesjonalny sprzęt służący do uprawy. Łącznie z zabezpieczonych roślin oraz suszu można by było uzyskać blisko 37 kg gotowego narkotyku. Zatrzymanym za popełnione przestępstwa grozić może kara do 15 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze prowadząc czynności, uzyskali informację, że w jednym z budynków w Jeleniej Górze zorganizowana została plantacja konopi indyjskich. W wyniku podjętych działań policjanci ujawnili i zabezpieczyli blisko 200 doniczek z krzewami konopi znajdującymi się w różnych fazach wzrostu, 350 sztuk suszących się roślin oraz znaczne ilości marihuany ukrytej w różnych miejscach budynku. Nielegalna uprawa znajdowała się w specjalnie przygotowanych do tego pomieszczeniach wyposażonych w urządzenia sterujące ogrzewaniem, oświetleniem i wentylacją. Przestępcy kontrolowali wszelkie parametry potrzebne do należytego wzrostu roślin. Z zabezpieczonego suszu oraz krzewów można by było uzyskać blisko 37 kg marihuany, której czarnorynkowa wartość to około pół miliona złotych.

Zatrzymano 37-letniego mieszkańca powiatu świdnickiego i 3 mieszkańców województwa opolskiego w wieku od 29 do 51 lat podejrzanych o uprawę konopi indyjskich oraz wytwarzanie znacznych ilości narkotyków. Ponadto 37-latek dodatkowo podejrzany jest o nielegalne posiadanie broni i amunicji.

Obecnie policjanci wyjaśniają szczegółowo wszystkie okoliczności tej sprawy. Mężczyźni trafili do policyjnego aresztu. Teraz za popełnione przestępstwa grozić im może nawet do 15 lat pozbawienia wolności. Sąd zastosował wobec 37-latka środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.
Źródło info i foto: Policja.pl