7 osób z zarzutami. Chodzi o wyłudzenie 1.5 mln złotych z NFZ

Siedem osób usłyszało zarzuty w związku ze śledztwem dotyczącym wyłudzenia 1,5 mln zł z NFZ. Wśród podejrzanych jest lekarka i dwoje właścicieli aptek z powiatu przemyskiego, którzy – decyzją sądu – trafili do aresztów.

Śledztwo w sprawie oszustw na szkodę podkarpackiego NFZ nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Dotyczy ono doprowadzenia podkarpackiego oddziału NFZ, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości. W postępowaniu ustalono, że chodzi o około 1,5 mln zł.

Rzecznik rzeszowskiej prokuratury okręgowej prok. Artur Grabowski poinformował, że podejrzani wyłudzali refundacje z podkarpackiego NFZ na leki zawierające srebro koloidalne. Mieli w tym celu wprowadzać w błąd co do zasadności wskazanego rodzaju i sposobu leczenia i pozorować obrót tymi lekami.

Siedem osób podejrzanych
Podejrzanymi jest siedmioro mieszkańców powiatu przemyskiego: 55-letnia lekarka Ella S., właściciele aptek: 33-letni Rafał K. i 62-letnia Krystyna K., a także 63-letni Andrzej K., 32-letnia Natalia K., 36-letnia Katarzyna K. i 27-letnia Anna C.

W śledztwie ustalono, że właściciele aptek na terenie powiatu przemyskiego: Krystyna K. i Rafał K. „weszli w porozumienie z lekarzem rodzinnym Ellą S.”. Lekarka miała wypisywać recepty na farmaceutyki na schorzenia dermatologiczne dla tzw. osób zaufanych.

Prok. Grabowski dodał, że te zaufane osoby to głównie członkowie rodziny właścicieli aptek.

Na podstawie tych recept w punktach aptecznych miała być sporządzana maść, w której skład wchodziło srebro koloidalne.

„Lekarz stwarzała jedynie pozory leczenia. Recepty poświadczały nieprawdę, były wystawiane instrumentalnie, bez potrzeb medycznych. Zastosowanie składników tego leku recepturowego było bezzasadne i obecnie niestosowane w lecznictwie dermatologicznym. Leki nie były też faktycznie realizowane w aptekach, leczy tylko formalnie wprowadzane do systemu” – wyjaśnił prok. Grabowski.

Dodał, że faktury przedstawione NFZ przez prowadzących apteki, które miały potwierdzić zakup składników do wytworzenia maści wynikających z recept, zostały zakwestionowane jako sfałszowane przez przedstawiciela hurtowni farmaceutycznej wskazywanej jako sprzedawca tych maści.

Ponadto dokumentacja przekazywana przez właścicieli apteki do Funduszu zawierała nieprawdziwe dane, na których podstawie uzyskiwano refundacje.W ten sposób wyłudzono refundacje z Narodowego Funduszu Zdrowia na kwotę ponad półtora miliona złotych.

Do 15 lat pozbawienia wolności

Jak poinformowała w czwartek w komunikacie Prokuratura Krajowa pięcioro z podejrzanych zostało zatrzymanych w poniedziałek. Wszyscy podejrzani (siedmioro) usłyszeli zarzuty popełnienia oszustw dotyczących mienia wielkiej wartości, fałszowania i posługiwania się fałszywymi dokumentami.

Lekarce grozi kara pozbawienia wolności do lat 10, właścicielom aptek – do 15 lat, ponieważ – jak informuje prokuratura – z popełnienia przestępstwa uczynili sobie stałe źródło dochodów. Podejrzani prowadzili swój proceder od 2016 do 2018 r. Z podejrzanych tylko Rafał K. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu.

Na poczet obowiązku naprawienia szkody i kary grzywny prokurator zabezpieczył mienie należące do podejrzanych na kwotę około 1,3 mln zł. Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec lekarki Elli S. i dwojga właścicieli aptek: Krystyny K. i Rafała K. areszty na trzy miesiące.
Źródło info i foto: interia.pl

Mamed Ch. wyszedł z aresztu

Jak donosi serwis „SportoweFaktyWP”, Mamed Ch. opuścił areszt. Sąd odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie byłego zawodnika MMA. Mamed Ch. został zatrzymany we wtorek na Warmii i Mazurach przez Biuro Operacji Antyterrorystycznych.

Dzień później były zawodnik MMA usłyszał zarzuty dotyczące m.in. paserstwa luksusowych samochodów oraz naruszenie nietykalności cielesnej policjantów. Prokuratura prowadząca śledztwo wystąpiła o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci aresztu dla byłego zawodnika. Sąd jednak odrzucił ten wniosek.

– Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o areszt, podważając tym samym wiarygodność świadka i jakość formułowanych przez niego zarzutów – mówi jedna z osób z otoczenia Ch.

W związku z tą decyzją Mamed Ch. opuścił już areszt.
Źródło info i foto: meczyki.pl

Mamed Ch. z zarzutami. Grozi mu do 5 lat więzienia

Mamed Ch. usłyszał 11 zarzutów w sprawie paserstwa luksusowych samochodów. Byłemu zawodnikowi MMA grozi do 5 lat więzienia. Na polecenie prokuratora (11 czerwca 2019 roku) funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali Mameda Ch., który po doprowadzaniu do prokuratury usłyszał zarzuty. Prokurator skieruje do Sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania.

Luksusowe samochody pochodziły z Czech

W toku postępowania prowadzonego przez Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach prokurator ustalił, że zatrzymany dokonywał paserstwa pojazdów. Nabywał on samochody od osób, które weszły w ich posiadanie za pomocą czynu zabronionego takiego jak kradzież czy przywłaszczenie. W toku postępowania ustalono, że samochody pochodziły z zagranicy m.in. z Czech. Wśród samochodów znajdowały się m.in. luksusowe pojazdy takie jak Porsche Panamera, Range Rover Evoque, BMW M6, BMW serii 7.

Zatrzymany usłyszał zarzuty

W toku postępowania prokurator przedstawił Mamedowi Ch. siedem zarzutów paserstwa samochodów kwalifikowane z art. 291 par. 1 kodeksu karnego oraz jeden zarzut usiłowania paserstwa z art. 13 par. 1 kk w zw. z art. 291 par. 1 kk. Podejrzany dopuścił się tych czynów od kwietnia 2016 roku do lutego 2017 roku. Mamed Ch. jest również podejrzany o nakłonienie w kwietniu 2017 roku w Warszawie i Rybniku innych osób i kierowanie wykonaniem przestępstwa polegającego na spaleniu dwóch samochodów kwalifikowane z art. 18 par. 1 i 2 kk w zw. z art. 288 par. 1 kk. Ponadto usłyszał on zarzuty użycia w październiku 2018 roku w Olsztynie przemocy i naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji w celu zmuszenia ich do zaniechania zatrzymania i przymusowego doprowadzenia innej osoby kwalifikowane z art. 222 par. 1 kodeksu karnego i art. 224 par. 2 kk oraz znieważenia funkcjonariuszy Policji kwalifikowane z art. 226 par. 1 kk.

Środki zapobiegawcze

Z uwagi na konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, prokurator skieruje do sądu wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Skierowanie wniosku uzasadnione jest zarówno rozwojowym charakterem sprawy, jak i uzasadnioną obawą, że podejrzany będzie w bezprawny sposób utrudniał postępowanie karne, tym bardziej, że prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie.

Podejrzanemu grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: onet.pl

Były prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari aresztowany pod zarzutem korupcji

Były prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari i członek Pakistańskiej Partii Ludowej (PPP) został w poniedziałek aresztowany w związku z zarzutami o korupcję – przekazały lokalne władze. Pakistańskie media informują, że byłego prezydenta zatrzymano w ramach śledztwa w sprawie fałszywych kont bankowych oraz prania brudnych pieniędzy. Pakistańska Partia Ludowa, której Asif Ali Zardari jest członkiem, utrzymuje że jego aresztowanie motywowane jest politycznie.

Zardari objął urząd prezydencki po wyborach w 2008 roku. Złożył go pięć lat później. Komentatorzy oceniają, że w zwycięstwie pomogło mu współczucie wyborców z powodu śmierci jego żony, premier Benazir Bhutto, która w 2007 rok zginęła w zamachu.

„Pan 10 procent”

Już w latach 80. i 90. był wielokrotnie oskarżany o korupcję, dzięki czemu uzyskał przydomek „Pan 10 procent” od wysokości „marży”, jaką rzekomo pobierał przy podejrzanych transakcjach. Oskarża się go m.in. o zakupienie nieruchomości w Wielkiej Brytanii za łapówki uzyskane na kontraktach rządowych, a także o ukrycie ok. 60 mln dolarów w szwajcarskim banku. Od 2018 roku w Pakistanie rządzi partia Pakistański Ruch na rzecz Sprawiedliwości (PTI) byłego krykiecisty Imrana Khana.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Janusz T., ps. „Krakowiak” po ponad 20 latach aresztu wychodzi na wolność

Janusz T., ps. Krakowiak jeszcze we wtorek wyjdzie na wolność, po ponad 20 latach spędzonych w areszcie – wynika z informacji PAP. Zwolnienie było możliwe po posiedzeniu sądu, który połączył wszystkie dotychczasowe wyroki skazujące T. w jeden – 15 lat więzienia.

Rzecznicy sądów, z którymi rozmawiała PAP, wskazywali, że okres odbywania kary przez T. upływał w październiku 2021 r. Jednak we wtorek katowicki sąd na wniosek skazanego połączył mu wszystkie 14 wyroków skazujących w jeden i wymierzył łączną karę 15 lat pozbawienia wolności. Sąd wydał zarazem nakaz natychmiastowego zwolnienia T. Według informacji z dwóch niezależnych źródeł Janusz T. jeszcze we wtorek opuści areszt w Tarnowskich Górach. Po południu trwały jeszcze związane z tym procedury.

Janusz T. został aresztowany w styczniu 1999 r., wraz z kilkudziesięcioma członkami jego gangu. Ostatni wyrok skazujący prawomocnie „Krakowiaka” na 15 lat więzienia zapadł w kwietniu br. przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach, w głównym procesie jego grupy. Część stawianych mu i 9 innym oskarżonym poważnych zarzutów będzie musiał jednak rozpoznać ponownie sąd I instancji. Sąd Apelacyjny rozpoznawał odwołania od orzeczenia sądu okręgowego z 2016 r., który wymierzył „Krakowiakowi” karę 25 lat więzienia. Sąd zarazem uchylił Januszowi T. areszt, w którym był od stycznia 1999 r.

Sąd Apelacyjny nie miał wątpliwości, że grupa dowodzona przez „Krakowiaka” istniała i ma na koncie wiele przestępstw. W głównym procesie oskarżeni odpowiadali za kilkadziesiąt czynów, m.in. zabójstwa, rozboje, handel bronią i narkotykami. Pierwszy proces w tej sprawie ruszył w 2001 r. Wówczas na ławie oskarżonych zasiadało 36 osób, większość z nich została już wcześniej prawomocnie osądzona. Część poprzedniego wyroku, z 2008 r., dotyczącą najpoważniejszych czynów, już raz uchylił sąd apelacyjny, nakazując sądowi okręgowemu powtórzenie procesu.

Zdaniem prokuratury kierowany przez „Krakowiaka” związek przestępczy należał do najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Działał od 1991 do 1999 roku, głównie na południu kraju. Według śledczych i sądu gang miał ustaloną strukturę i hierarchię z niekwestionowanym przywódcą oraz z „organami” wyznaczonymi do poszczególnych zadań. Grupę udało się rozbić m.in. dzięki zeznaniom świadków koronnych. Ich wiarygodność podczas całego procesu kwestionowała obrona i sami oskarżeni.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Budapeszt: Areszt dla kapitana statku turystycznego, który uczestniczył w kolizji

Węgierski sąd zatwierdził w sobotę decyzję prokuratury o aresztowaniu na okres 30 dni ukraińskiego kapitana statku turystycznego Viking Sigyn, który zderzył się w środę na Dunaju w Budapeszcie ze statkiem spacerowym, powodując jego natychmiastowe zatonięcie.

Na pokładzie znacznie mniejszej od Viking Sigyn spacerowej jednostki Hableany (Syrena) było łącznie 35 ludzi: 33-osobowa grupa turystyczna z Korei Południowej oraz dwuosobowa węgierska załoga. Siedem osób uratowano, ciała siedmiu innych już odnaleziono, a poszukiwania 21 pozostałych trwają.

Pochodzący z Odessy ukraiński kapitan został zatrzymany jeszcze w czwartek. W sobotnim orzeczeniu sąd dał mu możliwość wyjścia na wolność za kaucją w wysokości 15 mln forintów (198 tys. złotych) bez prawa opuszczania Budapesztu i z obowiązkiem noszenia bransoletki elektronicznej. Jednak prokuratura zgodę na kaucję zaskarżyła.

Węgierska policja poinformowała w sobotę, że zidentyfikowano zwłoki wszystkich siedmiu południowokoreańskich ofiar wypadku, ale nie podała ich personaliów. „Mogliśmy tego dokonać wykorzystując odciski ich palców i dłoni oraz fotografie pokazane członkom rodzin ofiar, którzy zidentyfikowali swych bliskich” – powiedział policyjny rzecznik Kristof Gal.

Poszukiwania zaginionych mają być kontynuowane
Jak podała południowokoreańska agencja Yonhap powołując się na węgierskie władze, poszukiwania zaginionych mają być kontynuowane na powierzchni Dunaju na odcinku 50 kilometrów w dół od miejsca wypadku. W tym celu lokalne władze udostępniły łodzie także ekipom południowokoreańskim. Warunki hydrologiczne są nadal trudne, ale południowokoreańscy i węgierscy nurkowie spodziewają się, że w poniedziałek lub nawet wcześniej będą mogli ruszyć do akcji pod wodą.

Noszący szwajcarska banderę Viking Sigyn, który nie doznał w kolizji większych szkód, jeszcze w piątek przed południem wyruszył z Budapesztu w dalszy rejs. Należący do spółki Viking Cruises z siedzibą w Bazylei statek może zabierać na pokład do 190 pasażerów, a poziomem komfortu nie odbiega od luksusowych hoteli. Do służby wszedł dopiero w bieżącym roku.

Adwokat zatrzymanego kapitana Gabor Elo oświadczył, że nie ma podstaw, by uważać jego klienta za podejrzanego o spowodowanie kolizji, a rzeczywistym motywem aresztowania jest wyłącznie to, iż jest on obywatelem Ukrainy. Powiedział, że aresztantowi, zgodnie z węgierskim prawem nazywanemu tylko Jurijem C. z Odessy, „jest bardzo przykro z powodu uwikłania w wypadek, w którym tak wielu ludzi straciło życie lub zaginęło”.

„Nie popełnił żadnego błędu nawigacyjnego”

„Nie popełnił żadnego błędu nawigacyjnego. W obecnym postępowaniu zabrakło wielu danych, co nie pozwala nam na stwierdzenie, kto i w jakim stopniu jest winien. Czy był to kapitan lub ktoś inny, czy zadziałały tam czynniki zewnętrzne?” – formułuje swe wątpliwości Elo.

Dotychczasowe wysiłki w celu wydobycia wraku statku Hableany, w którego wnętrzu znajdują się zapewne ciała niektórych ofiar, nie przyniosły żadnego rezultatu ze względu na wezbranie wód Dunaju i przyspieszenie jego prądu. Węgierski państwowy zarząd wodny podał w swym komunikacie, że fala kulminacyjna minie Budapeszt jeszcze w sobotę, a poziom Dunaju powinien się potem obniżyć z obecnych blisko 6 metrów do około 4 metrów w połowie przyszłego tygodnia, co ułatwiłoby prace przy wraku.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja: Zamachowiec z Lyonu był w kontakcie z dżihadystami

Główny podejrzany ws. ostatniego zamachu w Lyonie 24-letni Mohamed Hichem M. przyznał podczas przesłuchania, że planował eksplozję i samodzielnie skonstruował ładunki – podała agencja AFP powołując się na źródła w agencji ds. walki z terroryzmem (Sdat).

Mający korzenie algierskie 24-latek, który w piątek podłożył ładunek wybuchowy w centrum Lyonu, a w poniedziałek został zatrzymany, znajduje się w areszcie Sdat na przedmieściach Paryża. Do policyjnego aresztu trafili również jego rodzice i brat.

Dotychczasowe śledztwo potwierdziło, że kod genetyczny, jaki udało się zidentyfikować na częściach bomby, jest tożsamy z profilem Mohameda Hichema M. Rewizja przeprowadzona w domu podejrzanego w miejscowości Oullins w departamencie Rodanu, ujawniła obecność w jego mieszkaniu tych samych materiałów, które zostały użyte przy eksplozji.

Również zabezpieczona podczas przeszukania zawartość twardego dysku w komputerze domniemanego sprawcy wskazuje, że pozostawał on w kontakcie ze strukturami organizacyjnymi dżihadystów i sprawdzał, jak przygotować ładunek wybuchowy.

Agencja AFP zaznacza w komentarzu, że mimo przyznania się przez 24-latka do przygotowania ładunku wybuchowego, jego motywy wciąż pozostają niejasne. On sam również owiany jest aurą tajemniczości. Media francuskie pisały początkowo, że jest on studentem informatyki. Później wyjaśniło się jednak, że jest bezrobotny, a jego sąsiedzi i koledzy ze szkoły nie mają o nim nic szczególnego do opowiedzenia.

Najważniejsza kwestia – czy młody człowiek uległ radykalizacji i w jaki sposób, do tego doszło, wciąż pozostaje nierozstrzygnięta – pisze AFP.

Do zamachu doszło w piątek w godzinach popołudniowych. Domniemany sprawca zamachu, nagrany przez kamery uliczne, szedł deptakiem prowadząc rower. Ładunek podłożył przy wejściu do piekarni w centrum miasta.

Mężczyzna był zamaskowany. Policji udało się uchwycić ślad podejrzanego dzięki monitoringowi, a także dzięki dokładnej analizie logowania się do sieci mobilnej i zakupów dokonywanych przez młodego Algierczyka w internecie.

Według policji ładunek, który eksplodował, był bombą domowej roboty, o średniej sile rażenia, wypełnioną m. in. śrubami. Według źródeł zbliżonych do śledztwa istnieją silne podejrzenia, że użyty ładunek zawierał nadtlenek acetonu, substancję, która została użyta m.in. podczas przeprowadzonych przez dżihadystów zamachów terrorystycznych w Paryżu w listopadzie 2015 r.

Z powodu obaw, że domniemany sprawca może mieć tę substancję w domu, do jego zatrzymania doszło na ulicy.
Źródło info i foto: TVP.info

18-letni napastnik ze szkoły w Brześciu Kujawskim trafi do aresztu

Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla sprawcy ataku na szkołę w Brześciu Kujawskim. Marek N. trzy miesiące spędzi na oddziale psychiatrii sądowej w areszcie śledczym w Szczecinie. Wcześniej mężczyzna usłyszał zarzuty. Przedwczoraj 18-letni były uczeń szkoły podstawowej wtargnął do budynku z bronią. Postrzelił uczennicę oraz pracownicę szkoły. Wczoraj do późnych godzin wieczornych trwało jego przesłuchanie.

W trakcie wtorkowego, trwającego kilka godzin przesłuchania, prokuratorzy przedstawili 18-latkowi trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób i sprowadzenie niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób. Chodzi o wniesienie do szkoły i odpalenie materiałów wybuchów domowej produkcji. Swoich zamiarów – jak podkreśla prokuratura – napastnik nie osiągnął, z uwagi na ucieczkę zagrożonych osób.

Dwa kolejne zarzuty dotyczą usiłowania zabójstwa 11-letniej uczennicy oraz pracownicy szkoły i spowodowania u nich obrażeń skutkujących dłuższym niż tydzień pobytem w szpitalu. Według Super Expressu u rannej 11-latki kilka lat temu zdiagnozowano raka kości. Dziewczynka cały czas jest w trakcie leczenia.

Dostała trzy kule. Jedna na szczęście ominęła obojczyk, ale dwie utkwiły w biodrze. Z miejsca trafiła na stół operacyjny. Przez dwie godziny lekarze wyciągali z niej te kule – mówi tata 11-latki rozmowie z Super Expressem. Okazało się, że jedna z kul drasnęła wątrobę a druga dosłownie o milimetry minęła rdzeń kręgowy – dodaje matka dziewczynki.

18-latek składa obszerne wyjaśnienia

Napastnik przyznał się do winy. W trakcie przesłuchania złożył też obszerne wyjaśnienia – powiedział RMF FM Wojciech Fabisiak z Prokuratury Okręgowej we Włocławku. Śledczy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Nie odpowiadają także na pytania dotyczące motywu jakimi kierował się 18-latek. Rutynowo przejdzie on badania psychiatryczne.

Trzeba sprawdzić, czy mężczyzna, o którym wiadomo, że wcześniej leczył się psychiatrycznie – był poczytalny. Od wyników badań będzie zależeć, czy przed sądem będzie mógł odpowiadać za to co zrobił. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zgorzelec: Proboszcz podejrzewany o pedofilię trafił do aresztu na 3 miesiące

Zgorzelecki sąd zadecydował o trzymiesięcznym aresztowaniu księdza, proboszcza z miejscowości Ruszów w powiecie Zgorzeleckim na Dolnym Śląsku, który jest podejrzany o czyny pedofilskie. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia. Jak powiedział w poniedziałek PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, prokurator Tomasz Czułowski, policję o podejrzeniu molestowania małoletniej dziewczynki zawiadomiła matka dziecka.

– Po szybkiej weryfikacji prokurator wydał nakaz zatrzymania księdza z jednej z parafii w miejscowości powiatu zgorzeleckiego – powiedział PAP prokurator Czułowski.

Chodzi o proboszcza parafii w miejscowości Ruszów. Duchowny usłyszał zarzut dopuszczenia się wobec osoby małoletniej innych czynności seksualnych. – Zarzut dotyczy zdarzeń, które wydarzyły się niedawno – powiedział prokurator.

Na wniosek zgorzeleckiej prokuratury tamtejszy sąd aresztował księdza na trzy miesiące. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były prezes Widzewa aresztowany. Jest podejrzany w sprawie SKOK Wołomin

Sąd Rejonowy w Gorzowie Wlkp. zaaresztował na trzy miesiące Andrzeja P. Biznesmenowi i byłemu prezesowi klubu piłkarskiego Widzew Łódź prokuratura postawiła 45 zarzutów, m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej wyłudzającej wielomilionowe pożyczki i kredyty ze SKOK w Wołominie.

Zarzuty dotyczą okresu od 2010 do 2014 roku. „A.P. został zatrzymany na polecenie prokuratora z początkiem bieżącego tygodnia w związku z prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. śledztwem dotyczącym wyłudzeń kredytów i pożyczek na szkodę SKOK w Wołominie. Czynność zatrzymania realizowali funkcjonariusze DPK ABW w Warszawie” – poinformowała w czwartek Prokuratura Krajowa.

„Ponadto zatrzymany usłyszał 19 zarzutów związanych z dostarczaniem poświadczających nieprawdę dokumentów w postaci zaświadczeń o zatrudnieniu i wysokości osiąganych dochodów, umów o pracę, druków ZUS RMUA ze spółek bezpośrednio powiązanych z podejrzanym, tj. Plus H2O Drinki Sp. z o.o. (aktualnie +H2O Drinki Sp. z o.o. w upadłości likwidacyjnej), Andy Sp. z o.o” – podała PK.

Według prokuratury podejrzany brał udział w ustanawianiu hipotek na nieruchomościach o znacznie zawyżonej wartości na podstawie poświadczających nieprawdę operatów szacunkowych, by zabezpieczyć pożyczki i kredyty uzyskiwane ze SKOK w Wołominie. Doprowadziło to do uzyskania z tego banku co najmniej 19 pożyczek i kredytów o łącznej wartości ponad 45,4 mln złotych.

Do 15 lat więzienia

W zamian za pieniężne korzyści za namową biznesmena i byłego prezesa Widzewa pożyczki i kredyty na swoje dane pozyskiwały osoby z najbliższej rodziny podejrzanego i pracownicy prowadzonych przez niego firm.

„Podejrzanemu ogłoszono również 25 zarzutów dotyczących prania brudnych pieniędzy. Analiza historii uzyskanych w toku śledztwa rachunków bankowych i bazy systemu SKOK.com pozwoliła na ustalenie, że uprzednio wyłudzone ze SKOK w Wołominie pożyczki i kredyty przekazywane były w dużej części bezpośrednio ze SKOK w Wołominie na rachunki bankowe spółki Plus H2O Drinki Sp. z o.o., a także na rachunki bankowe żony i syna, do których podejrzany miał stosowne pełnomocnictwo. Kwota zarzutów związanych z podejrzeniem popełnienia przez podejrzanego przestępstwa prania brudnych pieniędzy wynosi aktualnie co najmniej 19 553 900 złotych” – przekazała w czwartek PK.

W środę Sąd Rejonowy w Gorzowie Wlkp. na wniosek Prokuratury Okręgowej w tym mieście zastosował wobec Andrzeja P. tymczasowy areszt na trzy miesiące. Grozi mu nawet do 15 lat więzienia.

„Sprawy dotyczące działającej na terenie Polski w okresie od lutego 2009 roku do października 2014 roku zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się uzyskiwaniem wielomilionowych pożyczek pieniężnych ze SKOK w Wołominie nadzorowane są obecnie w trzech prokuraturach tj. Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie, Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku oraz w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie prowadzone są dwa śledztwa” – podała PK.

Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej

Jak informuje PK, głównym pomysłodawcą i koordynatorem grupy przestępczej był P. P., do 2012 roku wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej SKOK w Wołominie, ściśle współpracujący z byłymi członkami zarządu, tj. prezesem i wiceprezesami. Prokuratorzy badają co najmniej 1500 pożyczek i kredytów na łączną kwotę 2 511 339 850 złotych.

„Prokurator Krajowy z uwagi na szczególną wagę i zawiły charakter tych postępowań objął je zwierzchnim nadzorem służbowym, jak również w dniu 12 lipca 2016 roku wydał zarządzenia o powołaniu zespołów prokuratorów do prowadzenia przedmiotowych śledztw w Prokuraturach Okręgowych w Gorzowie Wielkopolskim i Warszawa-Praga w Warszawie” – poinformowała PK.
Źródło info i foto: polsatnews.pl