Eryk G. aresztowany na 3 miesiące. Skatował turystkę na Nowym Świecie

Eryk G., naćpał się i totalnie mu odbiło! Mężczyzna, rozebrał się na ulicy, kładł się na jezdni, zaczepiał przechodniów, demolował ogródki piwne i groził ich obsłudze. Na koniec zmasakrował turystkę. Kobieta trafiła do szpitala. Ma połamane oczodoły. Bandzior został zatrzymany kilka minut po ataku. Przyznał się, że chwilę przed atakiem brał Ecstasy. Został aresztowany na 3 miesiące.

Do tych mrożących krew w żyłach scen doszło w minioną niedzielę na Nowym świecie w Warszawie. Eryk G, pseudobokser, wziął pigułkę i zaczął wariować. Mężczyzna najpierw biegał po ulicy i krzyczał. Potem się rozebrał i kładł na jezdni. Ale na tym się nie skończyło. Demolował ogródki piwne i groził obsłudze. – To było straszne. Wpadł wściekły, przewracał stoły i krzesła. Krzyczał na obsługę i groził, że im wpier….. – mówi przerażony świadek zdarzenia. Przechodnie natychmiast powiadomili policję. Zanim jednak patrol dotarł na miejsce, agresor podbiegł do turystki, która szła chodnikiem mężem i synem i… zadał jej cios z pięści w twarz. – To był moment. Ta kobieta się tego nie spodziewała. Dostała strzał i spadła na chodnik – tłumaczy pani Ewelina. Na ratunek 42-latce rzucili się przechodnie. Wezwano pogotowie ratunkowe. Turystka natychmiast trafiła do szpitala. Ma pęknięte oczodoły. Zaraz po ataku napastnik uciekł. Po krótkim pościgu policjanci dopadli bandziora i skuli w kajdanki. – Wezwani na miejsce funkcjonariusze
Źródło info i foto: se.pl

Były prezes Sądu Okręgowego w Przemyślu zatrzymany przez CBA

Dziś (środa) ma się odbyć w sądzie tzw. posiedzenie aresztowane, na którym zostanie podjęta decyzja o ewentualnym tymczasowym aresztowaniu sędziego. O zatrzymaniu sędziego Marka Z. byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu, Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało na swoim oficjalnym koncie na portalu społecznościowym Twitter.

– „Funkcjonariusze rzeszowskiej delegatury CBA zatrzymali byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu” – twierdzi CBA.

Oprócz tego jednego zdania nie przekazano innych szczegółów sprawy, w dalszej części informacji CBA powołała się na informację opublikowaną w „dzienniku.pl”.

Decyzja o uchyleniu immunitetu sędziowskiego

Wczoraj w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego odbyło się posiedzenie w sprawie uchylenia sędziemu Markowi Z. immunitetu. Wnioskowała o to Prokuratura Krajowa. Śledztwo w sprawie sędziego prowadzi Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej.

W październiku ub. roku Sąd Dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie zdecydował o uchyleniu immunitetu sędziemu Markowi Z. Postanowienie było nieprawomocne, odwołał się od niego obrońca sędziego. Dzisiaj, na posiedzeniu niejawnym Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego oddaliła zażalenie obrony.

Sędzia Marek Z. został przez CBA zatrzymany zaraz po wyjściu z sądu. O sprawie sędziego Marka Z., byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu, pisaliśmy w lutym obecnego roku.
Źródło info i foto: przemysl.naszemiasto.pl

Zabójstwo prezydenta Gdańska. Stefan W. zostaje w areszcie

14.01.2019 Gdansk Stefan W. ktory zaatakowal nozem Pawla Adamowicza w prokuraturze gdanskiej Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Areszt wobec Stefana W., podejrzanego o dokonanie  w styczniu 2019 roku zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, został przedłużony o kolejne trzy miesiące – 3 października bieżącego roku. Jak powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sąd zdecydował o przedłużeniu tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego o zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza do 3 października br.

Zabójstwo Pawła Adamowicza

Stefan W. został zatrzymany na scenie bezpośrednio po morderstwie Adamowicza. Mężczyzna kilkukrotnie pchnął nożem prezydenta Gdańska podczas 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który odbywał się 13 stycznia 2019 r. na Targu Węglowym. Rządzący Gdańskiem od 1998 roku samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Pomimo przeprowadzonej akcji ratunkowego, następnego dnia zmarł. 

Stefan W. usłyszał zarzuty zabójstwa, ale prokuratura nie skierowała w tej sprawie aktu oskarżenia do sądu, bo czeka na opinię biegłych psychiatrów ws. poczytalności podejrzanego.W ostatnich dniach zespół biegłych poprosił o wydłużenie czasu na przygotowanie opinii, bo konieczne będzie badanie psychologiczne podejrzanego o zabójstwo.

W związku z kolejnym badaniem biegli przygotowujący opinię na temat poczytalności Stefana W. złożyli wniosek o wydłużenie czasu na przygotowanie opinii do końca lipca br. Śledztwo ws. zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zostało przedłużone do 13 października br.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano kolejne osoby z gangu, który odpowiedzialny jest za napady na placówki bankowe

Policjanci wydziału kryminalnego częstochowskiej komendy zatrzymali kolejne trzy osoby podejrzewane o związek ze sprawą napadów na placówki bankowe. Grupa działała od kilku lat i poza samymi napadami zajmowała się również kradzieżami bankomatów. Jak dotąd, w tej sprawie sąd zastosował cztery areszty oraz dwa dozory policyjne.

O sprawie zatrzymania trzech sprawców, którzy usiłowali skraść pieniądze z jednej z placówek bankowych w Częstochowie informowaliśmy kilka dni temu. Zdarzenie miało miejsce w miniony piątek 26 czerwca br. około godz.14.00 w jednej z placówek bankowych w dzielnicy Północ. Dwaj zamaskowani mężczyźni weszli do banku i przedmiotem przypominającym broń oraz siekierą sterroryzowali kasjera, żądając wydania pieniędzy. Swojego celu nie osiągnęli z uwagi na zdecydowaną postawę pracownika. Uciekli samochodem osobowym, którym kierował trzeci ze sprawców. Policjanci już kilka minut po zdarzeniu zatrzymali sprawców. To mieszkańcy Częstochowy w wieku 32, 34 i 43 lat.

Jak się okazało, to nie jedyne przewinienia zatrzymanych. Policjanci ustalili, że dwóch z nich na początku kwietnia napadło również na inną częstochowską placówkę bankową oraz pocztową. Tam także skradziona została gotówka.

Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty, a sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu sprawców.

Policjanci z wydziału kryminalnego w toku prowadzonego postępowania ustalili kolejnych mężczyzn związanych ze sprawą. Na wniosek prokuratora, w poniedziałek rano stróże prawa zatrzymali 40-latka z Częstochowy, 30-latka z okolicy tego miasta oraz 30-letniego mieszkańca powiatu kłobuckiego. Zatrzymani usłyszeli zarzut kradzieży i usiłowania kradzieży bankomatu. Dwóch z nich zostało objętych policyjnym dozorem oraz zastosowano poręczenie majątkowe, trzeci natomiast został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: Policja.pl

Policja użyła armatek wodnych. Ponad 300 aresztowanych w Hongkongu

We wtorek chiński parlament przyjął nowe, kontrowersyjne prawo o tzw. bezpieczeństwie narodowym w Hongkongu. Przewiduje ono, że działania uznane za zagrożenie dla stabilności miasta mogą być karane nawet dożywociem. W proteście przeciw decyzji na ulicach odbyły się manifestacje. Zatrzymano ponad 300 osób, a dziewięciu postawiono zarzuty.

23 lata temu Hongkong został zwrócony przez Wielką Brytanię Chińskiej Republice Ludowej. Rząd w Pekinie musiał jednak zagwarantować, że status byłej kolonii nie ulegnie zmianie przez kolejne 50 lat, czyli do 2047 roku. Przyjęcie we wtorek przez chiński parlament ustawy o tzw. bezpieczeństwie narodowym odbierane jest jednak, zarówno przez hongkońską opozycję, jak i władze wielu państw zachodnich, jako ograniczenie autonomii regionu. Na mocy ustawy dożywociem karane mają być m.in. działania uznane za terrorystyczne, secesjonistyczne czy spiskowanie z obcymi siłami. Od sądów zależeć będzie natomiast, czy działania opozycji będą uznawane za zagrożenie dla bezpieczeństwa Hongkongu, czy też nie.

W Pekinie rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian wezwał kraje do obiektywnego spojrzenia na sytuację i powiedział, że Chiny nie pozwolą na ingerencję zagraniczną w sprawy wewnętrzne.

Zakazano corocznego marszu

Rząd w Pekinie przekonuje, że nowe prawo ma na celu wyłącznie uporządkowanie sytuacji w mieście. Szefowa władz Hongkongu Carrie Lam uważa, że przyjęcie ustawy to najważniejsze wydarzenie w historii Hongkongu od 23 lat. Miejscowa policja zakazała środowiskom prodemokratycznym przeprowadzenia marszu organizowanego co roku przy okazji rocznicy przejęcia zwierzchnictwa nad regionem przez Chiny, tłumacząc decyzję względami epidemicznymi. Jednak ludzie tak wyszli na ulice i zaprotestowali m.in. przeciw nowemu prawu.

Jak podaje BBC News, wobec demonstrantów policja użyła armatek wodnych, gazu łzawiącego i pieprzowego. Ponad 300 z nich zostało zatrzymanych, a dziewięciu osobom postawiono zarzuty naruszenia uchwalonego we wtorek prawa. Aresztowany został m.in. mężczyzna, który trzymał flagę z napisem „niepodległość Hongkongu”.

W zeszłym roku w Hongkongu doszło do wielu antyrządowych demonstracji, które kończyły się starciem z policją. W ich trakcie domagano się między innymi w pełni wolnych wyborów w Hongkongu i amnestii dla ponad sześciu i pół tysiąca aresztowanych demonstrantów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Marek J. wydany USA. Przez 25 lat ukrywał się w Polsce

9 grudnia 1995 r. w Lake Forest w stanie Illinois doszło do śmiertelnego wypadku. O spowodowanie go oskarżono Polaka, Marka J., który prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Mężczyzna początkowo został aresztowany, ale wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji i uciekł do Polski. Przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości ukrywał się przez blisko 25 lat.

J. został oskarżony o spowodowanie wypadku na trasie 41, w wyniku którego zginął Dennis Bourass. Z ustaleń śledczych wynika, że Polak był pod wpływem alkoholu i jechał pod prąd.

Kierowca został aresztowany, ale wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji. Gdy wydawało się, że mężczyzna będzie czekać na proces w USA, prokurator zaostrzył zarzuty, oskarżając J. o „lekkomyślne zabójstwo”. Wiedząc, że w świetle prawa musi zostać ponownie aresztowany, a kaucja będzie wyższa, oskarżony uciekł do Polski. Z powodu obowiązujących przepisów o ekstradycji, Marek J. nie mógł zostać przekazany Amerykanom.

Aresztowany w 2020 r.

Przez prawie 19 lat sprawa stała w miejscu. Amerykańscy śledczy nie dali jednak za wygraną – na mocy nowej umowy o ekstradycji, polskie służby mogły ostatecznie przekazać go swoim odpowiednikom w USA. W 2014 r. do sprawy przydzielono policjanta Marka Sengera, który nawiązał współpracę z FBI i amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości. Ich celem było ustalenie dokładnego miejsca pobytu oskarżonego.

Poszukiwania J. zakończyły się w 2018 r. Mężczyzna został aresztowany przez polskie służby, a następnie… wypuszczony na wolność. Obiecał wówczas, że będzie pojawiał się w sądzie – słowa dotrzymał.

Decyzję o ostatecznym aresztowaniu mężczyzny polski sąd podjął po otrzymaniu listu, w którym rodzina zmarłego Dennisa Bourassa wyjaśniała całą sytuację ze swojej perspektywy. Ostatecznie J. trafił do aresztu w Przemyślu w lutym tego roku. Po czterech miesiącach i opóźnieniach w związku z pandemią koronawirusa, został przekazany stronie amerykańskiej 25 czerwca.

66-letni Marek J. 27 czerwca trafił do więzienia w Lake County 27 czerwca. Kaucję wyznaczono na milion dolarów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były policjant seryjnym mordercą i gwałcicielem. Ruszył proces Josepha DeAngelo

„Zrobiłem to. Nie byłem w stanie pozbyć się go ze swojej głowy. Był moją częścią, zmusił mnie do tego” – takie słowa szeptał Joseph DeAngelo w pokoju przesłuchań po tym, jak został aresztowany w 2018 roku w związku z zamordowaniem 13 osób. Wczoraj w sądzie w Sacramento ruszył proces 74-letniego byłego policjanta. Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

Policja, zanim po wielu latach poszukiwań schwytała, Josepha DeAngelo, nazwała go Zabójcą z Golden State. 74-latek jest oskarżony o 13 zabójstw. Zdaniem policji dopuścił się też kilkudziesięciu gwałtów. Nie usłyszał jednak w związku z tym zarzutów – z powodu przedawnienia.

Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. XX wieku w Kalifornii. Początkowo policja nie łączyła ich z jedną osobą, później jednak nabrała pewności, że wszystkich dokonał jeden seryjny zabójca. Ofiary, które przeżyły atak mordercy, opowiadały, że wkradał się on nocą do mieszkań przez okno. Mężczyzn krępował i groził, że ich zastrzeli, jeśli wydadzą choćby dźwięk w czasie, gdy gwałcił kobiety. Według aktu oskarżenia zabił 13 osób – w tym ojca, który próbował ochronić swoją 16-letnią córkę przed uprowadzeniem.

Morderca przez lata pozostawał nieuchwytny. Policja wpadła na jego trop dopiero w 2018 roku. Funkcjonariusze wykorzystali do tego celu stronę z drzewami genealogicznymi, w której były zapisane kody DNA.

74-letni Joseph DeAngelo nigdy wcześniej nie był brany pod uwagę w śledztwie jako podejrzany. Okazało się, że w momencie zbrodni pracował w Kalifornii jako policjant. Doskonale znał teren, w którym dopuszczał się przestępstw.

DeAngelo był wcześniej mechanikiem, jest też weteranem wojny w Wietnamie. Do momentu złapania prowadził spokojne życie dziadka.

Wczoraj w sądzie w Sacramento DeAngelo przyznał się do zarzutu 13 zabójstw. „Winny”, „Zrobiłem to” – tylko takie słowa padły z ust starszego, ubranego w pomarańczowy więzienny kombinezon mężczyzny. Jego twarz, w związku z przepisami sanitarnymi w czasie epidemii koronawirusa, zakrywała przyłbica. Dzięki temu, że się przyznał, nie grozi mu kara śmierci lecz dożywocie. Wyrok ma zostać wydany w sierpniu.

W 2018 roku, tuż po aresztowaniu, DeAngelo został na chwilę sam w pokoju przesłuchań. Jak ujawnił prokurator, mężczyzna zaczął wtedy mówić sam do siebie. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z kimś. Zrobiłem to. Nie miałem siły, by go odepchnąć. To on mnie zmusił. Wszedł we mnie, był w mojej głowie, był częścią mnie – mówił DeAngelo. Nie chciałem tego robić. Pozbyłem się Jerry’ego i wiodłem szczęśliwe życie. Zrobiłem to wszystko, zniszczyłem ich życie. Teraz więc muszę za to zapłacić – stwierdził DeAngelo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Ponad 100 anarchistów trafiło do aresztu

Departament Sprawiedliwości USA zatrzymał ponad 100 anarchistów za udział w zamieszkach i niszczenie mienia federalnego. Taką informację przekazała rzeczniczka Białego Domu Kayleigh McEnany. W USA nie słabną manifestacje podsycane przez środowiska lewicowe.

Przed tygodniem demonstrujący przed Białym Domem próbowali przy pomocy lin obalić pomnik Andrew Jacksona, siódmego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zapobiegła temu interwencja policji. Wcześniej na postumencie narysowano graffiti swastyki oraz pojawiły się napisy „Hiroshima” i „Nagasaki”.

Aby rozproszyć tłum, funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego. Policjanci ustawili się następnie na ulicy przed parkiem, blokując dostęp do pomnika. Stacja CNN informowała, że obecnych w poniedziałek wieczór Białym Domu dziennikarzy poproszono o opuszczenie prezydenckiej rezydencji.

Prezydent USA Donald Trump upoważnił władze federalne do zatrzymania osób niszczących pomniki i ukarania ich karą do 10 lat więzienia. „Upoważniłem rząd federalny do aresztowania każdego, kto dewastuje lub niszczy jakikolwiek pomnik, statuę lub inną federalną własność, karą do 10 lat więzienia” – napisał przed tygodniem na Twitterze prezydent, powołując się na ustawę o ochronie pomników weterana.

W poniedziałek rzecznik Białego Domu Kayleigh McEnany poinformowała, że Departament Sprawiedliwości USA zatrzymał ponad 100 anarchistów za udział w zamieszkach i niszczenie mienia federalnego. W myśl zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa może im grodzić nawet 10 lat więzienia.

Z kolei grupa kilkunastu mieszkańców Seattle złożyła pozew zbiorowy przeciwko miastu za naruszenie gwarantowanego im przez konstytucję prawa własności. Bezpośrednim powodem jest pozostawienie bez nadzoru służb obszaru, który został założony przez uczestników protestów po śmierci George’a Floyda w dzielnicy Capitol Hill. Sygnatariusze pozwu argumentują między innymi, że ich nieruchomości znajdujące się na tym terenie są bezkarnie dewastowane.
Źródło info i foto: TVP.info

Policyjny pościg i strzelanina

W nocy z czwartku na piątek ostrowscy kryminalni zatrzymali dwóch sprawców kradzieży Mercedesa Sprintera z komisu znajdującego się na terenie powiatu wysokomazowieckiego. Decyzją sądu dwaj mieszkańcy powiatu ostrowskiego najbliższe 3 miesiące spędzą w areszcie.

W nocy 25/26 czerwca br. ostrowscy kryminalni poszukiwali skradzionego z komisu na terenie powiatu wysokomazowieckiego mercedesa. Policjanci posiadali informację, że sprawcy poruszają się skradzionym mercedesem oraz mitsubishi. Po zauważeniu pojazdu w Czyżewie (powiat wysokie mazowieckie) policjanci próbowali zatrzymać auto, jednak kierujący nie stosował się do poleceń. Dopiero po zablokowaniu drogi kierowca mercedesa zatrzymał się, lecz tylko na chwilę. W momencie, gdy policjanci podbiegli do auta, sprawca zaczął cofać, wykonując ten manewr próbował najechać na policjantkę. Funkcjonariuszka zdążyła w ostatniej chwili odskoczyć i widząc, że kierujący cofając nadal próbuje uciekać strzeliła w przednie koło mercedesa. Kierujący nie mając drogi ucieczki zatrzymał się. Policjanci zatrzymali 2 mieszkańców powiatu ostrowskie (42 i 31 lat).

Mężczyźni usłyszeli zarzuty kradzieży z włamaniem do mercedesa oraz niezatrzymania się do kontroli drogowej. Dodatkowo 42-latkowi został postawiony zarzut zmuszenia policjantki do zaniechania prawnej czynności służbowej, natomiast 31-latkowi udowodniono kradzież z włamaniem do ostrowskiego sklepu z odzieżą w kwietniu tego roku. Sąd Rejonowy w Ostrowi Mazowieckiej przychylił się do wniosku prokuratora i aresztował mężczyzn na 3 miesiące. Za popełnione przestępstwa grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

49-latek chciał spalić dom wraz z rodziną. Trafił do aresztu

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 22.03.2015. n/z: policjanci kontroluja predkosc

49-letni mieszkaniec gminy Ślesin (woj. wielkopolskie) chciał spalić dom z rodziną znajdującą się w budynku. Mężczyzna usłyszał prokuratorski zarzut usiłowania zabójstwa, do którego się nie przyznał. Decyzją sądu wobec mężczyzny zastosowano trzymiesięczny areszt.

O sprawie poinformowała konińska policja. Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem. Funkcjonariusze otrzymali informacje, że w jednej z miejscowości gminy Ślesin mężczyzna podpalił poddasze swojego domu, w którym była jego żona wraz z dwójką dzieci w wieku 13 i 15 lat oraz szwagierka z 8-letnim dzieckiem.

„49-latek podłożył ogień na poddaszu, a uciekając z domu powiedział swojej szwagierce, że ich spali. Na szczęście wszyscy domownicy zdążyli opuścić budynek, a strażacy ugasili pożar. Policjanci rozpoczęli poszukiwania sprawcy, który po chwili został zatrzymany i doprowadzony do policyjnego aresztu” – podała policja.49-latek usłyszał prokuratorski zarzut usiłowania zabójstwa. Nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Decyzją sądu wobec mężczyzny zastosowano tymczasowe aresztowanie. Za zarzucane mężczyźnie przestępstwo grozi nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl