Jest list gończy za „Hossem”

Jest list gończy za Arkadiuszem Ł. ps. „Hoss”. Sąd Okręgowy w Poznaniu podjął taką decyzję po tym, jak policja nie zastała „króla wnuczkowej mafii” pod wskazanym przez niego adresem.

Sąd został rano poinformowany przez policję, że funkcjonariusze nie zastali Arkadiusza Ł. pod adresem, pod którym miał przebywać, a w związku z tym nie udało się go zatrzymać. Dlatego została podjęta decyzja o wydaniu listu gończego za oskarżonym. W tym momencie każda jednostka policji w kraju, która pozyska informację o miejscu pobytu Arkadiusza Ł., ma obowiązek go zatrzymać i doprowadzić do najbliższego aresztu śledczego – powiedział sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Poznańskiej policji nie udało się zatrzymać „Hossa”. Funkcjonariusze dziś rano przekazali do sądu materiały wskazujące na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. listem gończym.

Jak poinformował mł. insp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, funkcjonariusze we wtorek po otrzymaniu dokumentacji z sądu podjęli próbę zatrzymania „Hossa”.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił w poniedziałek wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” tymczasowego aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

We wrześniu w sprawie Hossa została orzeczona nieprawomocnie kara 7 lat pozbawienia wolności, czyli kara surowa. Obecnie jest rozpoznawana apelacja. Sposób jej rozpoznania będzie miał bezpośrednie przełożenie na postępowanie, które zostało umorzone w ubiegłym tygodniu – wyjaśniła w rozmowie z PAP prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Żeby zabezpieczyć wykonanie kary, prokurator wniósł o zastosowanie międzyinstancyjnego aresztu tymczasowego, uzasadniając wniosek wysokim prawdopodobieństwem prawomocnego orzeczenia kary 7 lat pozbawienia wolności, a także uzasadnioną obawą, że oskarżony będzie uciekał, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości – dodała prok. Chyr.

Prokurator przypominała, że „Hoss” zachowywał się w opisany sposób „na gruncie sprawy, która została właśnie umorzona”.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił wniosek. Zgodził się, że to, jak się oskarżony zachowuje w kontaktach z organami ścigania, jest przesłanką do zastosowania tymczasowego aresztowania. Areszt został zastosowany na okres sześciu miesięcy – dodała.

Ten okres aresztowania powinien wystarczyć do rozpoznania apelacji od wrześniowego wyroku, którą wniosły strony.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przygotowuje także zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu, podjętą 18 marca.

Jak wyjaśniał w minionym tygodniu sędzia Aleksander Brzozowski, „18 marca sąd umorzył wobec Arkadiusza Ł. postępowanie z uwagi na to, że czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku. Sąd wówczas przyjął koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, uznał za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje takie same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego okresu uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później. W związku z umorzeniem postępowania sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu” – poinformował sędzia Brzozowski.

Skazany za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”

„Hoss” został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na 7 lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet.

Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez warszawską prokuraturę. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie „Hossa”.

W sprawie głos zabrał także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podkreślając, że „przestępca, który grasuje ze swoją szajką w całej Europie, okradając starszych ludzi z oszczędności ich życia, nie powinien się dłużej cieszyć wolnością”.

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Ujęli go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Jej finałem była decyzja z 18 marca o umorzeniu postępowania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W areszcie śledczym zmarł znachor, który zalecił karmić półroczną Magdę wodą i mlekiem. Dziecko nie żyje

W wieku 72 lat zmarł Marek H., który odsiadywał w Krakowie wyrok 3,5 roku więzienia w związku ze śmiercią półrocznej Magdy z Brzeznej. Mężczyzna mimo braku odpowiedniego wykształcenia udzielał „porad” zdrowotnych, pobierając za to jednocześnie opłaty. 72-letni Marek H. zmarł w szpitalu więziennym w areszcie śledczym w Krakowie – podaje „Gazeta Wyborcza”. Mężczyzna odsiadywał wyrok 3,5 roku więzienia w związku z przyczynieniem się do śmierci półrocznej Magdy z Brzeznej.

Dziewczynka zmarła w maju 2014 r. Jak ustaliła wówczas prokuratura, mężczyzna udzielał rodzicom instrukcji dotyczących żywienia dziecka, pielęgnacji, a także „zakazał korzystania z profesjonalnej opieki medycznej i kontaktów z członkami najbliższej rodziny”.

Znachor Marek H. nie żyje

„Rodzice pokrzywdzonej przez podawanie niewłaściwych i niewystarczających ilości pożywienia, a pod koniec życia dziecka zaniechanie podawania pokarmu doprowadzili do stopniowego wyniszczenia organizmu córki, zaniku funkcji życiowych, świadomie narażając Magdalenę P. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia” – informował sześć lat temu Sąd Okręgowy w Nowym Sączu. Dziecko miało być karmione tylko mlekiem kozim i wodą.

Rodzice Magdy nie byli jedynymi klientami Marka H. Mężczyzna działał najprawdopodobniej co najmniej od 2005 r. i za pieniądze udzielał porad zdrowotnych – „rozpoznawał” choroby i wskazywał, jak je leczyć za pomocą niekonwencjonalnych metod. Śledczy zdołali udowodnić, że znachor udzielił porad 30 osobom ustalonym i innym nieustalonym i pobrał za to co najmniej ponad 60 tys. zł. Został skazany w 2017 r. na 3,5 roku więzienia, ów wyrok podtrzymał później sąd apelacyjny. Rodzice dziewczynki trafili do więzienia na 6 miesięcy, zostali również skazani na 2 lata prac społecznych.

„Mesjasz” po maturze

„Wprost” w reportażu z 2014 roku opisywał, że Marek H. miał tylko maturę, wcześniej pracował jako kierowca i magazynier. Ziołolecznictwa miał nauczyć się od matki, a rośliny zbierał na nasypie kolejowym. Sam uważał się za „mesjasza”.

Półroczne dziecko miało być leczone na atopowe zapalenie skóry. Jednak już wcześniej H. był wiązany z innymi sprawami dotyczącymi śmierci. M.in. w 2006 roku, po sprawie śmierci Aleksandra M., który „leczył” u znachora bóle brzucha i zmarł nagle po wyjściu z jego domu. W tym samym roku zmarł też pięcioletni Przemek, który chorował na nerczycę. H. miał nakazać odstawienie leków. Matka dziecka wypierała się znajomości ze znachorem, choć w chwili przyjazdu policji H. był w domu rodziców chłopca.

Przeciwko Markowi H. toczyła się też sprawa skarbowa. Urząd oskarżył mężczyznę o niezgłoszenie działalności gospodarczej i niezłożenie PIT. Za znachorem świadczyło wówczas 118 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd aresztował 8 mężczyzn, którzy zakatowali na śmierć 41-latka

11.10.2017 Zielona Gora kajdanki N/z Kajdanki kajdankach kajdankami kajdanek skuty skuwanie zakuwanie zakuty zakladanie zaklada zakuwa rece w kajdanki rece zakute kajdankami fot. Piotr Jedzura/REPORTER

Do dziesięciu lat więzienia grozi ośmiu mężczyznom, którzy zakatowali na śmierć 41-letniego mieszkańca – przekazała PAP kielecka prokuratura. Podejrzani zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. Do dramatu doszło 11 września, niedaleko Aresztu Śledczego w Kielcach. Do 41-latka podeszła grupa mężczyzn. W ośmiu zaczęli bić i kopać ofiarę. Pobity nie przeżył – zmarł dwa dni później w szpitalu.

O aresztowaniu podejrzanych powiedział rzecznik kieleckich śledczych, Daniel Prokopowicz. Mundurowi ustalili tożsamość napastników i na polecenie prokuratury zatrzymali ich w ostatni czwartek, 3 października. Jeszcze tego samego dnia usłyszeli zarzut „udziału wspólnie i w porozumieniu w pobiciu pokrzywdzonego i spowodowania u niego obrażeń, w następstwie których zmarł kilka dni później”.

„Z uwagi na całokształt ustaleń śledztwa prokurator wystąpił do Sądu Rejonowego w Kielcach z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie wszystkich podejrzanych na okres 3 miesięcy. W piątek i sobotę sąd te wnioski uwzględnił” – DANIEL PROKOPOWICZ, RZECZNIK PROKURATURY OKRĘGOWEJ W KIELCACH
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Marek Falenta po badaniach przewieziony do właściwej jednostki

Marek Falenta, który został skazany w aferze podsłuchowej przechodził na Białołęce badania psychologiczno-psychiatryczne, które się zakończyły. Następnie przetransportowano go do właściwej jednostki, gdzie odsiaduje karę. To standardowa procedura – powiedziała portalowi tvp.info rzeczniczka prasowa Dyrektora Generalnego Służby Więziennej ppłk Elżbieta Krakowska.

Jak ustaliło Radio ZET, Falenta został nagle przeniesiony z aresztu śledczego Warszawa Białołęka w nieznane miejsce. Według rozgłośni prawnicy skazanego biznesmena nie wiedzieli o przeniesieniu.

Jak ustalił nieoficjalnie portal tvp.info, Falenta został przewieziony do aresztu śledczego na warszawskim Służewcu.

Marek Falenta, biznesmen skazany w tzw. aferze podsłuchowej, odsiaduje wyrok 2,5 roku więzienia, który zapadł w 2016 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych.

Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika. Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.

Falenta został zatrzymany w Hiszpanii na początku kwietnia. Wcześniej sąd na wniosek policji wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania, ponieważ 1 lutego nie stawił się w zakładzie karnym, by odbyć karę więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Była prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner oskarżona o korupcję

Proces byłej prezydent Argentyny Cristiny Fernandez de Kirchner (2007-2015), oskarżonej o korupcję, rozpoczął się we wtorek w Buenos Aires. Akt oskarżenia zarzuca jej, że w okresie sprawowania najwyższego urzędu w państwie przyznała 51 publicznych kontraktów w prowincji Santa Cruz jednemu przedsiębiorcy i po zawyżonych cenach.

Oskarżonym w tym procesie jest też były minister planowania Julio De Vido oraz byli członkowie rządu Kirchner, od miesięcy przebywający w areszcie śledczym. Byłą prezydent, która jest obecnie senatorem, przed aresztowaniem chroni immunitet.

Była prezydent napisała we wtorek na Twitterze, że stawianie jej zarzutów korupcyjnych jest „politycznym prześladowaniem”.

Proces zbiegł się z początkiem kampanii wyborczej w Argentynie. Fernandez de Kirchner ogłosiła w sobotę, że zamierza ubiegać się o urząd wiceprezydenta u boku szefa centrolewicowej partii Front Jedności Obywatelskiej Alberto Fernandeza (zbieżność nazwisk przypadkowa), który w wyborach 23 października będzie walczył o urząd prezydenta. Konserwatywny prezydent Mauricio Macri chce w tych wyborach zapewnić sobie reelekcję.

Przeciwko Kirchner prowadzonych jest kilka dochodzeń, w większości dotyczących korupcji. Wyrok w rozpoczętym we wtorek procesie jest oczekiwany w 2020 r.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójca Pawła Adamowicza działał na zlecenie?

Zabójca prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza już kilka lat temu, podczas pobytu w więzieniu, spędził półtora miesiąca na oddziale psychiatrycznym aresztu śledczego. Lekarze stwierdzili, że Stefan W. jest silnie zaburzony i leczyli go farmakologicznie. Po wyjściu z zakładu karnego 27-latek przestał przyjmować leki. Czy to mogło mieć wpływ na jego zachowanie? – pytają reporterzy programu „Alarm!”.

– Zdarzają się przypadki, że ktoś w chorobie psychicznej doświadcza bardzo silnych imperatywnych omamów słuchowych, które mu nakazują coś robić i nie ma poczucia rzeczywistości i traktuje to jako rzeczywistość – przyznaje psychiatra prof. Andrzej Kokoszka.
Źródło info i foto: TVP.info

38-latek zaatakował maczetą

W Polsce maczety najczęściej używają pseudokibice. W Wodzisławiu Śląskim po nią sięgnął… zakochany. I z tego tytułu 38-latek w areszcie śledczym posiedzi parę miesięcy, a w więzieniu znacznie, ale to znacznie, dłużej. Bo to nie był jego pierwszy kryminalny występ.

Możliwe, że o tym zdarzeniu wiedzieliby tylko obaj panowie, 19-letni pomocnik mistrza maczety i 20-letnia panna przez którą, albo dla której, polała się krew. Przypadek zdecydował, że stało się inaczej. Policjanci drogówki wykonujący tzw. czynności w zupełnie innej sprawie, zobaczyli, że pogotowie ratunkowe przywiozło na SOR strasznie pobitego, zakrwawionego pacjenta. Zainteresowali się nim, porozmawiali i okazało się, że poszkodowany, 24-latek, został pobity, zdzielony przez głowę maczetą i na dodatek brutalny znajomy okradł go. Na szczęście rana głowy nie była tak groźna, jak mogło się wydawać, więc poszkodowany miał czas, by wyspowiadać się mundurowym. Ci przekazali wieści dyżurnemu oficerowi. Ten wysłał patrol pod wskazany adres. Policjanci zastali w nim kobietę i mężczyznę. 19-latek malował właśnie farbą zakrwawione ściany, próbując zatrzeć ślady przestępstwa. Mężczyznę, któremu miłość odebrała rozum, policja ujęła niedaleko miejsca zdarzenia.

W komunikacie policyjnym wydanym w czwartek (18 października) czytamy: „W toku dalszych czynności ustalono, że zatrzymany 38-latek i 19-latek, którego policjanci zastali w mieszkaniu, dopuścili się rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Wszystko rozegrało się w mieszkaniu przy ulicy Kubsza, w którym przebywało trzech mężczyzn i kobieta. Do mieszkania podstępem zwabiono 24-latka. Mężczyzna był zakochany we właścicielce mieszkania, więc nie było to trudne.

Okazało się, że gdy chłopak 20-latki dowiedział się o natarczywym rywalu, postanowił się z nim „rozprawić”. 38-latek napadł na nieświadomego niczego mężczyznę w jednym z pokoi i zaczął go bić. Następnie poprosił swojego kompana, aby ten podał mu plecak, z którego wyjął maczetę i dwukrotnie uderzył nią poszkodowanego w głowę. Gdy mężczyzna był już całkowicie bezbronny, sprawcy ukradli mu zegarek i telefon…”. Pobitemu udało się uciec. Czy faktycznie chciał odbić recydywiście narzeczoną, tego jeszcze nie ustalono. A nawet gdyby tak było, nie będzie to okolicznością łagodzącą dla aresztowanego.
Źródło info i foto: se.pl

Jest wniosek o areszt dla „Tulipana”. Rozkochiwał w sobie kobiety. Wyłudził ponad 1.8 mln złotych

Prokuratura w Piasecznie skierowała w poniedziałek do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie Konrada K. Podejrzewa 29-latka o oszukanie kobiet w całym kraju. Miał je w sobie rozkochiwać, a potem prosić o pożyczki, których nie zwracał. W sumie chodzi o ponad 1,8 mln zł.

Konrad K. został zatrzymany 5 lipca w Gdańsku przez policjantów z Piaseczna, bo tamtejsza prokuratura wydała za 29-latkiem list gończy. Na 14 dni został umieszczony w areszcie śledczym. W piątek prokurator przedstawił mu zarzuty.

– Mężczyzna podejrzany jest o 28 przestępstw popełnionych na szkodę kobiet, które weszły z nim w różnego rodzaju relacje, często towarzyskie. Kobiety ulegały prośbom Konrada K. o pożyczenie określonych sum pieniędzy, które zobowiązał się oddać, ale tego nie uczynił. Zarzuty dotyczą lat 2013-2018. Kolejny zarzut dotyczy posługiwania się podrobionym prawem jazdy i dowodem osobistym, które ujawniono przy podejrzanym podczas zatrzymania – powiedział PAP w poniedziałek prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Konrad K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Poinformował, że nie był wcześniej karany. Prokuratura w Piasecznie zbiera informacje z całego kraju, by to zweryfikować. Poszukiwane są też kolejne pokrzywdzone.

Na razie ustalono 28 kobiet, które miały stracić na rzecz Konrada K. ponad 1,8 mln zł. Rekordową kwotę 29-latek otrzymał od mieszkanki Piaseczna, która przekazała mu 209 tys. zł.

Pochodzący z Warszawy Konrad K. ma średnie wykształcenie, z zawodu jest stolarzem. Kobiety, od których pożyczał pieniądze, miały po około 30 lat i pochodziły głównie z województwa mazowieckiego. Podejrzany poznawał je za pośrednictwem portali randkowych. Każdej miał mówić, że jest w trudnej sytuacji finansowej. Niektóre brały dla niego kredyty albo pożyczały pieniądze od bliskich. Kilka podpisało z nim umowy pożyczki, ale i tak pieniędzy nie odzyskały.

Konradowi K. grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest oświadczenie Stanisława Gawłowskiego ws. domniemanej agencji towarzyskiej w jego mieszkaniu

Kategorycznie stwierdzam, że nie miałem żadnej wiedzy, aby w wynajmowanym mieszkaniu świadczone były przez najemcę usługi „wątpliwe moralnie” – przekazał w oświadczeniu Stanisław Gawłowski (PO). Polskie Radio Szczecin podało w niedzielę, że w mieszkaniu należącym do posła PO działa agencja towarzyska.

Oświadczenie odczytał w poniedziałek dziennikarzom pełnomocnik posła PO, Rafał Wiechecki, po widzeniu z nim w Areszcie Śledczym w Szczecinie.

„Kategorycznie stwierdzam, że nie miałem żadnej wiedzy, aby w wynajmowanym mieszkaniu świadczone były przez najemcę usługi wątpliwe moralnie” – napisał Gawłowski. Jak podkreślił, umowa najmu „została zawarta ponad dwa lata temu z kobietą w średnim wieku, która prowadzi działalność gospodarczą w zakresie usług gastronomicznych”.

„Dochody z najmu były opodatkowane i ujawnione” w oświadczeniach majątkowych – dodał poseł PO.

„Nie miałem żadnych sygnałów, informacji – i tym podobnych – o tym, że w wynajmowanym mieszkaniu dochodzi do jakichkolwiek nieprawidłowości” – podkreślił w oświadczeniu poseł. Poinformował też, że udzielił Wiecheckiemu pełnomocnictwa do rozwiązania umowy z najemcą mieszkania „w celu transparentności”.

Gawłowski dodał, że informacje mediów publicznych odebrał jako „kolejny bezpardonowy atak” na siebie, „mający na celu poniżenie” go w oczach opinii publicznej.

Wiechecki poinformował, że podczas widzenia odebrał też od posła pełnomocnictwo, aby móc skierować do sądu sprawę, „co do naruszenia dóbr osobistych” przez Polskie Radio Szczecin i telewizję publiczną.

Polskie Radio Szczecin podało w niedzielę na swojej stronie internetowej, że w szczecińskim apartamencie posła Gawłowskiego świadczą usługi prostytutki. Radio Szczecin poinformowało, że rozgłośni udało się ustalić nieoficjalnie z trzech niezależnych źródeł, kto jest właścicielem nieruchomości.

O sprawę byli pytani posłowie opozycji w niedzielnym programie TVP Info. Andrzej Halicki (PO) zarzucił prowadzącemu stosowanie „ubeckich metod”. „Gawłowski nie ma możliwości się bronić, bo zastosowano wobec niego areszt” – podkreślił.

Stanisław Gawłowski przebywa w areszcie od 15 kwietnia. Prokuratura przedstawiła mu pięć zarzutów, w tym trzy korupcyjne. Śledztwo szczecińskiej delegatury Prokuratury Krajowej prowadzone jest w sprawie tzw. „afery melioracyjnej”.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Aneta K. podejrzana o otrucie staruszka. Policja szuka innych pracodawców

Policja w Duisburgu podejrzewa Anetę K. o otrucie 87-letniego staruszka. Polka zajmowała się jego domem. Policja w Duisburgu opublikowała zdjęcie i dane Polki podejrzanej o otrucie 87-letniego staruszka. 30-letnia Aneta K. została aresztowana w marcu w Badenii-Wirtembergii i przebywa w areszcie śledczym. Kobieta pracowała jako pomoc domowa u staruszka w Dinslaken. Jest podejrzana o podanie mu śmiertelnej dawki środka przeciwbólowego.

Teraz śledczy sprawdzają, czy w regionie doszło do podobnych przypadków. Próbują się dowiedzieć, czy Aneta K. opiekowała się też innymi chorymi w regionie lub pomagała im w prowadzeniu domu.

Jak donosi portal „Rheinische Post”, do tej pory policja nie otrzymała wskazówek świadczących o innych śmiertelnych przypadkach. Sprawa Anety K. nie ma żadnego związku z przypadkiem polskiego pielęgniarza aresztowanego w Monachium pod zarzutem zamordowania swoich podopiecznych – czytamy na portalu nadreńskiej gazety.

Aneta K., z zawodu fryzjerka, była w grudniu 2016 r. przez sześć dni zatrudniona w domu 87-latka w Dinslaken. Ten po upadku trafił do szpitala i dzień później zmarł. Po znalezieniu w jego mieszkaniu środka przeciwbólowego, który nie został przepisany mu przez lekarza, prokuratura zleciła badanie chemiczno-toksykologiczne.

Ekspertyza była gotowa dopiero w lutym tego roku i wykazała, że przyczyną śmierci mężczyzny mogła być zbyt duża dawka środka przeciwbólowego.
Źródło info i foto: onet.pl