Rzeszów: 36-latek podciął ojcu gardło. Trafił do aresztu

36-letni mieszkaniec Rzeszowa został w piątek tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Mężczyzna jest podejrzewany o zabójstwo swojego ojca. Grozi mu dożywocie. Mężczyznę podejrzewa się o zabójstwo ojca. Do zbrodni dojść miało w czwartek w jednym z bloków przy ulicy Krakowskiej w Rzeszowie. Na klatce schodowej policja znalazła nieprzytomnego 57-latka, który miał widoczne obrażenia ciała. Rany wskazywać miały na udział osób trzecich.

– 36-letniemu mężczyźnie przedstawiliśmy zarzut zabójstwa. Podejrzany przyznał się do stawianego zarzutu, złożył dość obszerne wyjaśnienia, opisujące przebieg wydarzeń – powiedział w rozmowie z portalem rzeszow-news.pl Wojciech Przybyło, szef Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.

36-letni mieszkaniec Rzeszowa decyzją Sądu Rejonowego w Rzeszowie został aresztowany na trzy miesiące. Za zabójstwo ojca 36-latkowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Pomimo złożenia przez podejrzanego szczegółowych wyjaśnień, prokuratura nie ujawnia ich treści. Obecnie przesłuchiwani są świadkowie, w tym m.in. członkowie rodziny.

Narzędziem zbrodni był najprawdopodobniej nóż. Motyw zabójstwa również nie został ujawniony. Aresztowany syn mieszkał wspólnie z rodzicami.
Źródło info i foto: wp.pl

32-latek wystawił lewe faktury na blisko 35 mln złotych. Trafił do aresztu

Do aresztu trafił 32-latek, który wystawił ponad 1,6 tys. „pustych” faktur na blisko 35 mln zł, czym spowodował uszczuplenie należności Skarbu Państwa na przeszło 12 mln zł. W samochodzie zatrzymanego znaleziono blisko 1,3 mln zł. Jak poinformowała w poniedziałek rzeczniczka mazowieckiej policji podinsp. Katarzyna Kucharska, mężczyznę zatrzymali we wtorek na terenie Wielkopolski policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.

32-latek poruszał się po całej Polsce tymczasowo użytkowanymi pojazdami. W różnych miejscowościach spotykał się z osobami, które chciały nabyć od niego fikcyjne faktury VAT. Od kupujących pobierał prowizję płatną w gotówce, w wysokości stanowiącej połowę wartości VAT wskazanej na fakturach.

– Mężczyzna podrobił i przekazał nie mniej niż 1682 puste faktury, opiewające łącznie na kwotę blisko 35 mln zł. Spowodowało to uszczuplenia Skarbu Państwa na ponad 12 mln zł – przekazała Kucharska.

Telefony komórkowe, komputery, nośnik danych…

W pojeździe użytkowanym przez 32-latka znajdowało się kilkanaście telefonów komórkowych, komputerów i nośników danych oraz drukarka, a także torba z zawartością pieniędzy w złotówkach i euro o łącznej wartości blisko 1,3 mln zł.

Mężczyzna został zatrzymany. Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła mu zarzuty popełnienia zbrodni VAT-owskiej, za co grozi kara nawet 25 lat pozbawienia wolności. Decyzją Sądu Rejonowego dla Wrocławia Śródmieścia został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Funkcjonariusze mazowieckiej policji pod nadzorem Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu prowadzą śledztwo dotyczące procederu dystrybuowania i nabywania za pośrednictwem internetu nierzetelnych faktur VAT, oferowanych w ogłoszenia tych typu „dam koszty”. Dotychczas zarzuty przedstawiono 82 podejrzanym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wniosek o przedłużenie aresztu wobec Sławomira Nowaka?

W piątek Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu wniosek dotyczący przedłużenia aresztu wobec Sławomira Nowaka, b. ministra transportu w rządzie PO – dowiedziała się nieoficjalnie Polska Agencja Prasowa. Pojawił się w nim nowy zarzut w sprawie, dotyczący przyjmowania przez kilka lat przez polityka 3,5 tys. zł miesięcznie od b. szefa PKN Orlen za załatwienie stanowiska.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie chce przedłużenia aresztu wobec Sławomira Nowaka, b. ministra transportu w rządzie PO. Jak podał PAP, miał on przez kilka lat przyjmować 3,5 tys. zł miesięcznie od b. szefa PKN Orlen za załatwienie stanowiska. Wniosek skierowano do sądu w piątek, po uzupełnieniu zarzutów.

Ze źródeł zbliżonych do sprawy wynika, że 2 października po południu Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa wniosek o przedłużenie aresztu stosowanego od lipca wobec Sławomira Nowaka. Jedną z głównych przesłanek za dalszym trzymaniem b. ministra transportu w izolacji miała być obawa matactwa procesowego. W momencie zamykania sądu Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie przekazała PAP, że wniosek prokuratury nie został jeszcze zarejestrowany w mokotowskim sądzie i prawdopodobnie nastąpi to w poniedziałek, 5 października.

Dodatkowe zarzuty

Jak poinformował PAP, w piątek b. minister transportu usłyszał w prokuraturze dodatkowe zarzuty korupcyjne dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych (w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych) od Wojciecha T., byłego wiceprezesa PGE i Energi za pośrednictwem Leszka K. Miał także przyjąć blisko 200 tys. zł w latach 2012-2016 od byłego prezesa PKN Orlen Dariusza K. za pośrednictwem „osoby trzeciej” (określenie użyte przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie w oficjalnym komunikacie).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd zdecydował ws. aresztu dla byłego prezesa PKN Orlen

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uwzględnił w środę wieczorem wniosek o areszt byłego wiceprezesa PGE. Były wiceprezes PKN Orlen będzie odpowiadał z wolnej stopy. Biznesmeni podejrzani są o przekupienie Sławomira Nowaka w zamian za stanowiska w spółkach.

Prokuratorskie wnioski o tymczasowe aresztowanie zatrzymanych we wtorek trzech mężczyzn, trafiły do Sekcji Postępowania Przygotowawczego XIV Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa w środę o godzinie 12.20. Sąd wyznaczył posiedzenia co 20 minut od godziny 14.30, jednak ogłoszenie decyzji nie było możliwe jeszcze przez wiele godzin, m.in. z uwagi na fakt, że obrońcy podejrzanych zapoznawali się z aktami.

Po godz. 22 sąd zaczął ogłaszać podjęte decyzje. Przychylił się do wniosku prokuratora o tymczasowe aresztowanie Wojciecha T. b. wiceprezesa PGE i Energi. Jednak zastosował tzw. areszt warunkowy. Oznacza to, że aresztowany może go opuścić po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 200 tys. zł. Wobec byłego prezesa PKN Orlen Dariusza K. oraz Leszka K. (podejrzanego o pośredniczenie między Wojciechem T. a Sławomirem Nowakiem) zastosowano tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze.

Były prezes PKN Orlen Dariusz K., były wiceprezes PGE i Energa Wojciech T. oraz pośrednik pomiędzy T. a ministrem Nowakiem nie przyznali się do stawianych im korupcyjnych zarzutów, złożyli wyjaśnienia, o których prokuratura na tym etapie śledztwa nie informuje.

Były prezes PKN Orlen został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne we wtorek po godz. 6 rano w swoim domu w Warszawie.

– W oparciu o zgromadzony w śledztwie obszerny materiał dowodowy ustalono, że w latach 2012-2016 Dariusz K. udzielił Sławomirowi N., pełniącemu wówczas funkcję Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej korzyści majątkowe w łącznej kwocie niemal 200 tysięcy złotych – podała prokurator Aleksandra Skrzyniarz.

Jak ustaliła prokuratura, łapówki miały być przekazywane za pośrednictwem osoby trzeciej. Sławomir Nowak miał w zamian za pieniądze pomagać Dariuszowi K. w uzyskiwaniu korzystnych warunków kontraktu na pełnienie funkcji prezesa PKN Orlen. CBA zatrzymało we wtorek także Wojciecha T., byłego wiceprezesa PGE i Energi, podejrzanego o wręczanie łapówek w zamian za stanowiska w zarządach tych spółek.

Wojciech T. miał dwukrotnie przekupić Sławomira Nowaka. Pierwszy raz, gdy ten pełnił jeszcze funkcję szefa gabinetu politycznego Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska. – Wówczas Wojciech T. miał przekazać Sławomirowi N. kilkadziesiąt tysięcy złotych w zamian za pomoc w uzyskaniu dla siebie stanowiska w zarządzie spółki działającej na rynku energetycznym. Pomocy w dokonaniu przedmiotowego czynu zabronionego udzielił mu – wg śledczych – trzeci podejrzany tj. Leszek K., który podjął się pośrednictwa w przekazaniu korupcyjnej propozycji – poinformowała prok. Skrzyniarz.

Drugą łapówkę Sławomir Nowak przyjąć miał już jako minister transportu. Kilkadziesiąt tysięcy złotych miało zapewnić Wojciechowi T. stanowisko wiceprezesa spółki Energa. Wojciech T. i Leszek K. zostali przesłuchani we wtorek, ale prokuratura nie informuje o treści złożonych przez nich wyjaśnień. Decyzja o zastosowaniu wobec nich środków zapobiegawczych zostanie podjęta dopiero po przesłuchaniu ostatniego podejrzanego, czyli Dariusza K.

W śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie Sławomir Nowak podejrzany jest o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Oprócz byłego ministra transportu status podejrzanego w tej sprawie ma sześć osób. – Wobec czterech podejrzanych stosowany jest środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania oraz dokonano zabezpieczeń majątkowych na łączną kwotę ponad 7,5 miliona złotych, na poczet przepadku uzyskanych korzyści i kary grzywny – przekazała prok. Skrzyniarz.

Prokuratura planuje przeprowadzenie dodatkowych czynności z aresztowanym do tej sprawy Sławomirem Nowakiem, jednak ich termin nie jest znany. Chodzi o rozszerzenie zarzutów.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymanie ABW. Niemiec podejrzany o udział w grupie terrorystycznej

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała obywatela Niemiec podejrzewanego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze terrorystycznym. Mężczyzna miał prezentować radykalne antysystemowe poglądy i popierać skrajne organizacje prawicowe. Sąd aresztował go na trzy miesiące.

Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn powiedział, że zatrzymania dokonali agenci z bydgoskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Gdańsku w ubiegłym tygodniu na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Śledztwo dotyczące „działalności zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze terrorystycznym” prowadzone jest pod nadzorem Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Grupa przestępcza, w której miał uczestniczyć obywatel RFN działa w Polsce i innych krajach. Swoje skrajne poglądy prezentował w sieci i głównie w mediach społecznościowych – powiedział Żaryn.

Podczas przeszukania ujawniono m.in. kostki trotylu

„Według ustaleń ABW mężczyzna mógł posiadać broń oraz materiały wybuchowe, dlatego czynności wobec niego prowadzone były przy udziale oddziału antyterrorystycznego, zespołu pirotechniczno-minerskiego, a także przy wsparciu mobilnego laboratorium Biura Badań Kryminalistycznych ABW” – stwierdził rzecznik.

Jak przekazała Prokuratura Krajowa, podczas przeszukania w miejscu pracy Jurgena K. ujawniono m.in. dwie kostki trotylu o łącznej wadze 1,2 kg, amunicję do broni palnej bojowej i sygnałowej, zapalnik oraz granat łzawiący.

„Biegły z zakresu broni, materiałów wybuchowych i amunicji, który uczestniczył w przeszukaniach wskazał, że zabezpieczone materiały stanowią substancję wybuchową, na której posiadanie wymagane jest zezwolenie. Trotyl został zabezpieczony przez patrol saperski” – poinformował Dział Prasowy PK.

Posiadał amunicje bez zezwolenia

W gdańskiej prokuraturze zatrzymanemu przez ABW mężczyźnie przedstawiono zarzuty posiadania amunicji strzeleckiej bez wymaganego zezwolenia oraz materiałów wybuchowych, które mogły sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób. Sąd rejonowy Gdańsk-Południe przychylił się do wniosku prokuratora o trzymiesięczny areszt.

Czyny zarzucane podejrzanemu zagrożone są karą do 8 lat pozbawienia wolności. Prokuratura Krajowa poinformowała, że śledztwo ma charakter rozwojowy i możliwe są kolejne zatrzymania w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stalker, który złamał zakaz zbliżania się, trafił do aresztu

Funkcjonariusze z komisariatu policji w Kętach zatrzymali 40-latka, który złamał sądowy zakaz zbliżania się i kontaktowania z byłą partnerką. Stalker kierował pod jej adresem groźby karalne. Mężczyzna trafił do aresztu. Funkcjonariusze z kęckiego komisariatu doskonale znali 40-latka. W ubiegłym roku prowadzili wobec niego postępowanie w związku z prześladowaniem partnerki. Jak informuje małopolska policja, mężczyzna nachodził 38-latkę w domu i w pracy, groził jej, śledził ją i obserwował.

Prowadzone pod nadzorem oświęcimskiej prokuratury postępowanie zakończyło się złożeniem aktu oskarżenia. W lutym 2020 roku sąd w Oświęcimiu wydał wyrok skazujący. 40-latek otrzymał też zakaz zbliżania się do swojej byłej partnerki i zakaz kontaktowania się z nią.

Jak informuje policja, w połowie września mężczyzna złamał wspomniany zakaz. Nie tylko nawiązał kontakt z kobietą, ale też kierował pod jej adresem groźby karalne. 24 września „policjanci zatrzymali 40 – latka i doprowadzili go przed oblicze prokuratora, a następnie sędziego, który zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt tymczasowy” – czytamy na stronie małopolskiej policji. Tego samego dnia mężczyzna znalazł się za kratami.

Stalking to stosunkowo nowe pojęcie w polskim prawie, które reguluje art. 190a Kodeksu karnego. Oznacza on uporczywe nękanie osoby. To forma przemocy psychicznej, w której osoba pokrzywdzona jest zastraszana poprzez ciągły wymuszony kontakt, nachodzenie, śledzenie, czy stosowanie gróźb.
Źródło info i foto: interia.pl

Masowe zatrzymania na Białorusi, „leje się krew”.

Na Białorusi dochodzi do masowych zatrzymań demonstrantów. Z szacunków wynika, że na godzinę 22 czasu polskiego liczba osób, które trafiły do aresztów, przekroczyła 100 i „zwiększa się z minuty na minutę”. Są też ranni.

W środę na Białorusi doszło do zaognienia protestów z powodu oficjalnego zaprzysiężenia Alaksandra Łukaszenki, które odbyło się za zamkniętymi drzwiami i nie było wcześniej zapowiadane. Jak relacjonuje Informacyjna Agencja Radiowa, najwięcej zatrzymań miało miejsce w Mińsku, gdzie OMON przy użyciu armatek wodnych i milicyjnych pałek rozproszył kilkutysięczną demonstrację opozycji. Protesty odbywają się w kilku miejscach w stolicy, dlatego informacje o zatrzymaniach będą spływały z opóźnieniem.

„Służby działają bardzo brutalnie. Leje się krew. W Mińsku media informują o strzelaniu i wybuchach. Stosowano też armatki wodne i gaz łzawiący. Obrazki jak z pierwszych dni po wyborach. Dla każdego jest oczywiste, dlaczego Łukaszenka musiał potajemnie robić swoją inaugurację” – poinformował po godzinie 21 dziennikarz Andrzej Poczobut.

Z informacji niezależnych mediów wynika, że OMON znów postępował brutalnie, bijąc demonstrantów podczas zatrzymań. Media społecznościowe obiegły zdjęcia zakrwawionych osób, które zostały ranne podczas protestów. Do zatrzymań doszło również w Grodnie, Homlu czy Brześciu. Według szacunków agencji Interfax na ulice wyszło co najmniej 7 tys. protestujących, którym wyszły naprzeciw wzmocnione oddziały sił specjalnych.

„Lista zatrzymanych rośnie z minuty na minutę” – podała telewizja Biełsat. Jak wskazali dziennikarze, według stanu na godzinę 21 czasu polskiego do aresztów w różnych miastach na Białorusi trafiło co najmniej 90 osób, które zostały zidentyfikowane z imienia i nazwiska przez obrońców praw człowieka ze stowarzyszenia Wiasna. Poczobut niewiele później informował już o 116 zatrzymanych, którzy są znani z nazwiska.

Do działań funkcjonariuszy OMON-u odniosła się też rzeczniczka białoruskiego MSZ Wolha Czemadanawa, która w rozmowie z agencją Interfax nazwała pokojowe protesty „nielegalnymi akcjami”. – Milicjanci będą działać z uwzględnieniem zmiany sytuacji – dodała.

W ciągu dnia w Mińsku odbyła się niezapowiedziana inauguracja prezydentury Aleksandra Łukaszenki. Zaraz potem wyszli protestować najpierw studenci, a potem zwykli mieszkańcy. Protesty na Białorusi trwają od 9 sierpnia, gdy ogłoszono tam wyniki wyborów prezydenckich, w których oficjalnie zwyciężył Alaksandr Łukaszenka. Zdaniem opozycji i wielu Białorusinów wyniki zostały sfałszowane.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Afera w GetBack. Zarzuty wobec Leszka Cz. Jest też wniosek o areszt. Możliwy list gończy

Zbigniew Ziobro zabrał głos ws. afery trefnych obligacji GetBack. – Leszek Cz. naraził wielu klientów Idea Banku na szkody w ogromnym rozmiarze. Zasadne było wystąpienie z wnioskiem o areszt, jeśli sąd się za tym opowie, zostanie wystawiony list gończy – powiedział. Dodał, że dotyczy to kwoty 130 mln zł. Cz. przebywa za granicą.

– Praworządne państwo jest wtedy, gdy nawet ci, którzy są silni, nie są silniejsi od tych, których oszukują. Stąd śledztwo, którego celem było wyjaśnienie oszustw na bardzo wielką skalę, wobec bardzo wielu obywateli w ramach tak zwanej afery GetBack – powiedział prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

– Prawdą jest, iż warszawska prokuratura postanowiła wystosować zarzuty wobec pana Leszka Cz. Naraził klientów Idea Banku na straty w ogromnej skali. Zachodziły wszelkie przesłanki, by wystąpić do sądu o tymczasowe aresztowanie – dodał.

W połowie września media obiegła informacja, że prokuratura chce aresztować Leszka Cz. w związku z aferą GetBack. Śledczy uznali, że za działanie piramidy finansowej odpowiadać powinni nie tylko twórcy, ale również właściciele banków, które sprzedawały obligacje.

Papiery można było kupić między innymi za pośrednictwem należącego do Cz. Idea Banku, więc – zdaniem prokuratury – biznesmen również ponosi odpowiedzialność za aferę.
Źródło info i foto: money.pl

37-latek aresztowany za napaść na ratowników medycznych

37-latek zatrzymany po interwencji grodziskich policjantów w jego domu usłyszał zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy publicznych oraz znieważenia ich. Mężczyzna zaatakował nożem ratowników medycznych wezwanych w celu udzielenia mu pomocy. Decyzją sądu został aresztowany na 3 miesiące. Za popełnione przez niego przestępstwo grozi mu kara pozbawienia wolności do 10 lat.

Tuż przed północą grodziscy policjanci otrzymali zgłoszenie o ataku na ratowników medycznych w jednym z domów. Funkcjonariusze natychmiast pojawili się na miejscu, gdzie zastali dwóch ratowników medycznych i wskazanego przez nich agresora. Z ich wyjaśnień wynikało, że zostali wezwani w celu udzielenia pomocy mężczyźnie, który miał mieć problemy z oddychaniem. Na miejscu okazało się, że osoba ta była pod wpływem alkoholu i nie wymagała pomocy. Po pouczeniu o niepotrzebnym wezwaniu pacjent wszczął awanturę, w czasie której chwycił nóż i skierował go w stronę ratowników, wyzywając ich. Mężczyznom udało się obezwładnić napastnika. 37-latek został zatrzymany.

Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy publicznych i znieważenia ich podczas wykonywania obowiązków służbowych. Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na okres 3 miesięcy. Za popełniony czyn grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Katastrofa busa na Śląsku. 67-letni Jerzy S. aresztowany

Gliwicki sąd podjął decyzję ws. aresztu dla 67-letniego Jerzego S., który usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Prokuratura zarzuca mężczyźnie, że swoim zachowaniem na drodze krajowej nr 88 doprowadził do wypadku, w którym zginęło dziewięć osób, a siedem zostało rannych. Z ustaleń śledczych wynika, że Jerzy S. w chwili wykonywanie manewru wyprzedzania miał nie zauważyć jadącego z naprzeciwka busa. To doprowadziło do tragedii.

Sędzia Szymon Markowicz z gliwickiego sądu zdecydował, że Jerzy S. nie trafi do aresztu. Wobec 67-latka nie zastosowano także żadnego innego środka zapobiegawczego. Sąd argumentował swoją decyzję tym, że kierowca volkswagena jest oskarżony o niemyślne działanie. W dodatku nie był nigdy karany, a ponieważ ma dom i pracę, nie zachodzi obawa, że będzie się ukrywał lub wpływał na świadków, ponieważ kluczowe dla sprawy osoby, zostały już przesłuchane.

– Będziemy składać zażalenie na taką decyzję sądu – powiedziała prok. Karina Spruś, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Próbował wyprzedzać. Nie widział busa?

Mieszkańcowi Cieszyna Jerzemu S. postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której zginęło dziewięć osób, a siedem odniosło obrażenia.

Koszmar rozegrał się w sobotę 22 sierpnia około godziny 22.30 na drodze nr 88 w pobliżu węzła Kleszczów (woj. śląskie). Z ustaleń policji i prokuratury wynika, że 67-latek próbował wyprzedzić jadący przed nim pojazd, ale nie zauważył lub nie widział, jadącego z naprzeciwka busa renault trafic. 29-letni kierowca próbował uniknąć zderzenia i wykonał manewr, który doprowadził do przewrócenia się busa.

Bus zderzył się z autokarem

Następnie renault sunąc po jezdni, zderzyło się dachem z jadącym z naprzeciwka autobusem. Zarówno kierowca busa, jak i pasażerowie zmarli na miejscu. Do szpitala trafiło siedem osób z autokaru. Najciężej ranny został kierujący pojazdem, który musiał przejść operację nogi. Szczęśliwie, rannym nie zagraża niebezpieczeństwo.

W chwili wypadku Jerzy S. również podjął manewr obronny i zjechał na pobocze, a następnie się zatrzymał. Ani jemu, ani osobie, z którą jechał, nic się nie stało. W niedzielny poranek policja postanowiła przesłuchać 67-latka, a następnie zatrzymać.

Mówi, że nie pamięta, co się stało

Mężczyzna przekonywał, że nie wie, co się właściwie wydarzyło. Mówił, że nie widział jadącego z naprzeciwka busa i nie pamięta przebiegu wypadku. Miał jedynie usłyszeć huk. Wniosek o aresztowanie 67-latka prokuratura motywowała grożącą mu surową karą oraz koniecznością zapewnienia prawidłowego toku postępowania, a także weryfikacji wyjaśnień podejrzanego. Mężczyźnie grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Za miesiąc mieli się pobrać, zginęli w tej samej chwili

Ofiary wypadku to w większości mieszkańcy Podkarpacia. Samochód prowadził mieszkający w Polsce, obywatel Słowenii. W wypadku zginęli m.in. narzeczeni 23-letnia Karolina i Patryk, którzy jechali do Holandii, by zarobić na wesele. Miało się ono odbyć za miesiąc.
Źródło info i foto: Fakt.pl