Zatrzymanie Sławomira Nowaka. Areszt wobec Aleksandra D.

Warszawski sąd zdecydował w czwartek o zastosowaniu tymczasowego trzymiesięcznego aresztu wobec Aleksandra D. zatrzymanego w śledztwie prowadzonym przeciwko byłemu ministrowi transportu Sławomirowi Nowakowi – poinformowała Prokuratura Okręgowa w Warszawie. W środę Aleksander D. usłyszał zarzut złożenia mu obietnicy udzielenia korzyści majątkowej znacznej wartości.

Aleksander D. został zatrzymany we wtorek jako czwarta osoba w śledztwie przeciwko byłemu ministrowi transportu Sławomirowi Nowakowi (zgodził się na ujawnienie danych i wizerunku), podejrzanemu o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji.

„Chodzi o kwotę ponad 700 tysięcy złotych”

Następnego dnia D. usłyszał zarzut o charakterze korupcyjnym. – Aleksander D. usłyszał zarzut złożenia Sławomirowi N., pełniącemu wówczas funkcję szefa ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor, obietnicy udzielenia korzyści majątkowej znacznej wartości – podała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz. Dodała, że chodzi o kwotę ponad 700 tysięcy złotych. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

Jak przekazała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej, Aleksander D. od 2016 do 2018 roku reprezentował polską spółkę zajmującą się zarządzaniem projektami infrastrukturalnymi. Spółka ta była zainteresowana świadczeniem usług na Ukrainie.

Z informacji przekazanych przez śledczych wynika, że Sławomir Nowak miał wpływać na wybór oferty dotyczącej inwestycji drogowych złożonej przez spółkę Aleksandra D. W zamian Aleksander D. miał udzielić Sławomirowi Nowakowi korzyść majątkową w wysokości 10 procent wartości kontraktu opiewającego na 1 mln 650 tys. euro. W czwartek warszawski sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego trzymiesięcznego aresztu wobec Aleksandra D.

Sławomir Nowak aresztowany na trzy miesiące

Sławomir Nowak został zatrzymany przez CBA 20 lipca w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i prania brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano w Polsce dwie osoby: byłego dowódcę jednostki Grom Dariusza Z. oraz biznesmena Jacka P. Zarzuty, jakie postawiła Nowakowi prokuratura, dotyczą okresu od października 2016 roku do września 2019 roku, kiedy był szefem ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor.

Dariuszowi Z. i Jackowi P. postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy oraz przyjmowania korzyści majątkowych.

Dwa dni później sąd zdecydował o aresztowaniu Nowaka i P. na trzy miesiące. Adwokat Nowaka Antoni Kania-Sieniawski poinformował o złożeniu zażalenia na areszt. W stosunku do Dariusza Z. podjęto decyzję o warunkowym aresztowaniu. Jeśli wpłaci on milion złotych – będzie mógł wyjść na wolność. 29 lipca prokuratura złożyła do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa zażalenie na zastosowanie takiego poręczenia majątkowego.

Śledztwo prowadzone jest jednocześnie przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i Prokuraturę Okręgową w Warszawie, oraz Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną w Kijowie i Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tychy: Dziecko ranione nożem w szyje. Matka aresztowana na 3 miesiące

40-latka z Tychów, podejrzana o usiłowanie zabójstwa swojego półtorarocznego syna, została aresztowana na trzy miesiące. Zdecydował o tym Sąd Rejonowy Katowice-Wschód, przychylając się do wniosku prokuratury w tej sprawie. Stan dziecka, które trafiło do szpitala z podciętym gardłem, jest stabilny.

Decydując o zastosowaniu wobec podejrzanej tymczasowego aresztu sąd podzielił argumenty prokuratury, wskazującej m.in. na obawę matactwa oraz grożącą kobiecie surową karę – za usiłowanie zabójstwa grozi od 18 do 25 lat więzienia lub dożywocie. Wcześniej prokuratura zapowiedziała powołanie biegłych psychiatrów, którzy mają ocenić poczytalność podejrzanej i sprawdzić, czy nie cierpi ona na choroby lub zaburzenia psychiczne.

W sobotę kobieta została przesłuchana w katowickiej prokuraturze okręgowej i usłyszała zarzut. Podczas trwającego kilka godzin przesłuchania nie kwestionowała ustalonego przez śledczych przebiegu wydarzeń, ale nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego raniła synka nożem.

– „Kobieta składała wyjaśnienia. W zasadzie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu usiłowania zabójstwa, natomiast w swoich wyjaśnieniach nie podała racjonalnych powodów wskazujących na motyw, na pobudki swojego zachowania” – relacjonowała rzeczniczka katowickiej prokuratury prok. Marta Zawada-Dybek.

Wcześniej śledczy przesłuchali świadków, w tym matkę i brata podejrzanej, z którymi kobieta i jej dziecko dotąd mieszkali. Zabezpieczyli też nóż, którym matka raniła dziecko. Ze względu na przedstawione matce zarzuty prokurator skierował również do sądu rejonowego wniosek o ustanowienie kuratora, który będzie reprezentował prawa dziecka w postępowaniu karnym.

Stan dziecka jest stabilny

Ranny chłopczyk jest leczony w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka im. Jana Pawła II w Katowicach. Trafił tam w piątek z poważnymi, zagrażającymi życiu ranami szyi. Najgłębsza z nich naruszała mięśnie i naczynia krwionośne.

Obecnie, po ratującej życie operacji, stan dziecka jest stabilny, a rokowania lekarzy co do pomyślności leczenia – dobre. Dziecko jest w śpiączce farmakologicznej na oddziale intensywnej terapii dzieci.
Źródło info i foto: TVP.info

Rodzice chorego na autyzm 7-latka, którzy uciekli z Holandii do Polski poszukiwani ENA

Adwokat Bartosz Lewandowski powiedział w rozmowie z PAP, że obecnie polska policja aktywnie poszukuje rodziców i domaga się od pełnomocników informacji o miejscu ich pobytu.

– Za rodzicami chorego na autyzm 7-letniego Martina Holandia wystawiła już europejski nakaz aresztowania. Rodzice deklarują, że dobrowolnie stawią się w prokuraturze – poinformował Lewandowski.

O sprawie 7-letniego cierpiącego na autyzm Martina świat usłyszał w lutym 2018 r., kiedy w środku nocy chłopiec został odebrany rodzicom przez holenderską opiekę społeczną.

– Powodem były zarzuty rzekomych zaniedbań ze strony rodziców formułowane przez sąsiadów – przekazywał wcześniej PAP mec. Bartosz Lewandowski, jeden z pełnomocników rodziny.

Chłopiec przyszedł na świat w australijsko-rosyjskiej rodzinie, która od kilkunastu lat mieszkała w Holandii. Ojciec Martina – Conrad jest informatykiem, a mama chłopca – Katya z wykształcenia prawniczką.

Martin dorastał w Holandii, gdzie wskutek starań rodziców, zdiagnozowano u niego ciężką postać autyzmu.

– Władze holenderskie, które zainteresowały się rodziną z uwagi na sygnały od sąsiadów, zlekceważyły rozpoznane u Martina zaburzenie rozwojowe polegające m.in. na braku komunikacji z rówieśnikami adekwatnego do wieku czy niekontrolowane wybuchy złości, przypisując ich przyczynę zaniedbaniom rodzicielskim i rzekomej przemocy ze strony rodziców – wyjaśniał mec. Bartosz Lewandowski.

Przez pierwsze 13 miesięcy po odebraniu chłopca rodzicom Conrad i Katya mieli ograniczone możliwości widzeń z synkiem.

– Wskutek walki o dziecko umożliwiono rodzicom widzenia z Martinem kilka godzin w tygodniu. Podczas spotkań z mamą i tatą, chłopiec wykazywał ogromną radość oraz nawiązywał z nimi kontakt, co nie miało miejsca w odniesieniu do innych osób. U Martina z uwagi na rozłąkę nastąpił znaczny regres rozwojowy. Chłopiec w trakcie spotkań zakomunikował rodzicom chęć ucieczki – powiedział mec. Lewandowski.

Wówczas Conrad i Katya podjęli decyzję o zostawieniu całego majątku w Holandii, zabraniu synka bez powiadamiania władz i ucieczki do Polski w celu zapewnienia mu rehabilitacji i terapii, która nie była zapewniana ze strony holenderskich organów.

– Jest to kolejna sprawa, w której polskie organy są proszone o udzielenie ochrony niesłusznie i bezprawnie rozbitym rodzinom, pochodzącym z wysoko rozwiniętych krajów – powiedział mec. Lewandowski.

W zeszły czwartek mec. Lewandowski poinformował też, że został złożony formalny wniosek o azyl dla rodziny den Hertog na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Dodał, że liczy na wsparcie Ministerstwa Sprawiedliwości, ponieważ ta sprawa „powinna być bezwzględnie rozstrzygnięta na korzyść rodziców”.
Źródło info i foto: onet.pl

Iran ściga Donalda Trumpa. Prokurator wydał nakaz aresztowania prezydenta USA

Irański prokurator wydał nakaz aresztowania prezydenta USA Donalda Trumpa, którego obwinia o śmierć generała Kasema Sulejmaniego. Władze Iranu wystąpiły do Interpolu o pomoc w zatrzymaniu amerykańskiego przywódcy.

Donald Trump stanie przed sądem?

Irański prokurator z Teheranu, Ali Alqasimehr prowadzi postępowanie w sprawie śmierci generała Kasema Sulejmaniego, który zginął po ataku amerykańskiego drona w styczniu tego roku. Śledczy wydał nakaz aresztowania Donalda Trumpa, który miał wydać rozkaz w tej akcji. Oprócz prezydenta USA we wniosku wymienionych jest jeszcze innych 30 osób, nie wymienionych jednak z nazwiska.

Prokurator poprosił też o pomoc w zatrzymaniu Interpol, który miałby umieścić przywódcę USA na liście najbardziej poszukiwanych przestępców. Instytucja ta nie skomentowała sprawy. O nakazie aresztowania napisał portal wprost.pl powołując się na agencję informacyjną ISNA – irańską agencję studencką, kontrolowaną przez irańskie władze. Prokurator chce, żeby Trump stanął przed sądem, nawet jeśli skończy się wcześniej jego kadencja.

USA i Iran wzajemnie oskarżają się o terroryzm

Generał Kasem Sulejmani zginął 3 stycznia br. w wyniku ataku amerykańskiego drona. w pobliżu Międzynarodowego Portu Lotniczego w Bagdadzie. Wojskowy był dowódcą elitarnej jednostki Al Kuds, działającej w ramach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskie, uznawanego przez USA za organizację terrorystyczną, i jednym z dowódców irackiej milicji Abu Mahdi al-Muhandis. Władze USA obwiniały gen. Sulejmaniego o śmierć wielu Amerykanów i swoich koalicjantów, a także za akcje przeciwko bazom koalicyjnnym w Iraku. Miał on też zatwierdzić ataki na ambasadę Stanów Zjednoczonych w Bagdadzie.

W odpowiedzi po śmierci generała, w styczniu br. irański parlament uznał Departament Obrony USA oraz wszystkie firmy i instytucje, które były powiązane z tym atakiem, za organizacje terrorystyczne. Parlament przekazał też 200 mln euro jednostce dowodzonej przez Sulejmaniego o nazwie Al Kuds.
Źródło info i foto: wp.pl

49-latek chciał spalić dom wraz z rodziną. Trafił do aresztu

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 22.03.2015. n/z: policjanci kontroluja predkosc

49-letni mieszkaniec gminy Ślesin (woj. wielkopolskie) chciał spalić dom z rodziną znajdującą się w budynku. Mężczyzna usłyszał prokuratorski zarzut usiłowania zabójstwa, do którego się nie przyznał. Decyzją sądu wobec mężczyzny zastosowano trzymiesięczny areszt.

O sprawie poinformowała konińska policja. Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem. Funkcjonariusze otrzymali informacje, że w jednej z miejscowości gminy Ślesin mężczyzna podpalił poddasze swojego domu, w którym była jego żona wraz z dwójką dzieci w wieku 13 i 15 lat oraz szwagierka z 8-letnim dzieckiem.

„49-latek podłożył ogień na poddaszu, a uciekając z domu powiedział swojej szwagierce, że ich spali. Na szczęście wszyscy domownicy zdążyli opuścić budynek, a strażacy ugasili pożar. Policjanci rozpoczęli poszukiwania sprawcy, który po chwili został zatrzymany i doprowadzony do policyjnego aresztu” – podała policja.49-latek usłyszał prokuratorski zarzut usiłowania zabójstwa. Nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Decyzją sądu wobec mężczyzny zastosowano tymczasowe aresztowanie. Za zarzucane mężczyźnie przestępstwo grozi nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nigeryjczyk udawał amerykańskiego żołnierza. Wyłudził co najmniej 230 tysięcy złotych od sześciu kobiet

Obywatel Nigerii podawał się za amerykańskiego żołnierza i wyłudzał od kobiet pieniądze. Zatrzymali go w Warszawie policjanci z wydziału do walki z cyberprzestępczością. Mężczyzna trafił już na trzy miesiące do aresztu. Sprawca działał od co najmniej roku. Wyłudził co najmniej 230 tysięcy złotych od sześciu kobiet.

Nigeryjczyk kontaktował się z kobietami przez portale randkowe. Te – zauroczone oszustem – decydowały się spełniać jego prośby i przesyłać pieniądze. Jak im pisał – miały to być na przykład opłaty celne za wysłaną do Polski przesyłkę ze złotem i opłata za pin do karty w nigeryjskim banku, na której miało być ponad pół miliona dolarów.

Oszust szantażował jedną z ofiar, grożąc ujawnieniem pikantnych szczegółów korespondencji z nią.

W trakcie przeszukania mieszkania oszusta oraz jego pojazdu, policjanci zabezpieczyli gotówkę w obcej walucie i fałszywy paszport. Mężczyzna posługiwał się nim do zakładania rachunków bankowych, na które pokrzywdzone kobiety dokonywały wpłat. Zabezpieczono również dokumentację bankową oraz nośniki danych.

Śledczy sprawdzają, czy mężczyzna oszukał więcej osób i ostrzegają przed łatwowiernością.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano oszustów działających metodą „na policjanta”

Po brawurowej akcji i pościgu, w ręce wolskich policjantów wpadło dwóch oszustów. Mieli przy sobie 23 tysiące złotych, które wyłudzili od starszej kobiety. W mieszkaniu jednego z nich znaleziono poza tym narkotyki. Obydwaj trafili na 3 miesiące do aresztu.

Do 80-letniej mieszkanki Woli zadzwonił mężczyzna, podający się za policjanta. Przekonał starszą panią, że jest w trakcie rozpracowywania grupy przestępczej oszukującej starsze osoby. Aby akcja się powiodła, potrzebuje pieniędzy. 80-latka przekonana, że pomaga prawdziwym policjantom, poszła do banku gdzie wzięła kredyt.

O całej sprawie dowiedzieli się wolscy policjanci, którzy postanowili przygotować zasadzkę na oszustów. Do przekazania gotówki miało dojść na ulicy Żywnego na Mokotowie. Po godzinie 13 w wyznaczonym miejscu pojawiła się kobieta, która przekazała kwotę 23 tysięcy złotych, podającym się za policjantów dwóm mężczyznom.

Dalej cała sytuacja rozegrała się błyskawicznie. Do akcji wkroczyli wolscy, prawdziwi policjanci. 21-letni mężczyzna, gdy zobaczył mundurowych, zaczął uciekać. W rękach dzierżył plik banknotów. Jednak policjant był szybszy i po chwili oszust został obezwładniony. W tym samy czasie, drugi mężczyzna rzucił się do zaparkowanego nieopodal audi i chciał uciec. Ta ucieczka również się nie udała i 25-latek wpadł w ręce policjantów.

Oszuści trafili na komendę, a mundurowi przeszukali ich mieszkania i przyjrzeli się życiorysom. Okazało się, że 21-latek miał u siebie tabletki psychotropowe, a jego kolega miał już na swoim koncie oszustwa i udział w grupie przestępczej. Obydwaj trafili na 3 miesiące do aresztu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Policjant z Minneapolis, który zabił Afroamerykanina trafił do aresztu

Policjant oskarżony o zabójstwo w Minneapolis George’a Floyda został w piątek aresztowany. Śmierć tego Afroamerykanina spowodowała gwałtowne protesty w Minneapolis, które rozszerzają się one na kolejne miasta w USA, m.in. Nowy Jork i Waszyngton. Tłum wznosi antyrasistowskie i antypolicyjne hasła, dochodzi też do starć z funkcjonariuszami.

46-letni czarnoskóry mężczyzna zmarł w szpitalu zaraz po tym, gdy został zatrzymany przez policję. Funkcjonariusze podejrzewali, że płacił sfałszowanymi czekami. Podczas aresztowania policjant Derek Chauvin przydusił mężczyznę kolanem do ziemi, mimo błagań Afroamerykanina, który nie mógł oddychać.

Po nagłośnieniu sprawy w mediach społecznościowych w mieście wybuchły protesty przeciwko brutalności policji. 44-letni Chauvin pracował w policji przez 19 lat. Mimo ogłoszonej godziny policyjnej trwa czwarta noc demonstracji w Minneapolis. By uspokoić tłum policja używa gazu łzawiącego. Lokalne media donoszą, że splądrowano budynek poczty. Podczas poprzednich nocy zrabowano wiele sklepów.

Demonstranci napadli na budynek telewizji

Burzliwa sytuacja panowała w piątek wieczorem w Atlancie. Tłum wtargnął do siedziby stacji telewizyjnej CNN. Pojawiają się doniesienia o zniszczeniu kilku budynków oraz spaleniu policyjnego samochodu.

– Jeśli dbacie o nasze miasto, to pójdzie do domu – zaapelowała do demonstrantów burmistrz miasta Keisha Lance Bottoms. W późnych godzinach wieczornych manifestacje w największym mieście Georgii słabły.

W piątkowy wieczór protest odbył się też w Nowym Jorku. Na Brooklynie policja wzywała do jego rozwiązania. Doszło do starć z funkcjonariuszami, w ruch poszły policyjne pałki, niektórzy manifestujący zostali aresztowani.

Przed Białym Domem krzyczeli „nie zabijecie nas”

Niespokojnie było też przed Białym Domem, gdzie protestowało kilkaset osób. W rezydencji prezydenta USA podwyższono środki bezpieczeństwa. Wznoszono okrzyki „Bez sprawiedliwości nie ma pokoju” oraz „Nie zabijajcie nas”. Stołeczni policjanci byli wyzywani, dochodziło do przepychanek. Niektórzy z czarnoskórych demonstrantów wznosili w górę zaciśniętą prawą pieść.

– Widzieliście co stało się w Minneapolis, to przyjdzie do Waszyngtonu. Nas jest więcej niż was – zapowiadał jeden z demonstrujących. Na sobotę w stolicy USA zaplanowano kilka demonstracji.

Mieszkańcy Minneapolis zaczęli rabować sklepy

Do Minneapolis skierowano żołnierzy Gwardii Narodowej; od piątku do niedzieli od godzin wieczornych ma obowiązywać godzina policyjna. Podczas wcześniejszych trzech nocy dochodziło m.in. do grabieży sklepów oraz spalenia komisariatu. Policjanci biorący udział w zatrzymaniu zostali zwolnieni ze służby, a FBI wszczęło w ich sprawie dochodzenie. Zabójstwo bulwersuje Amerykanów, a policja musi mierzyć się z zarzutami o rasizm i niewspółmierną przemoc.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Radom: Trzy osoby aresztowane w związku z porwaniem 9-letniego chłopca

Trzy osoby zostały zatrzymane w związku z uprowadzeniem w Radomiu dziewięcioletniego chłopca. Dziecko było w tym czasie pod opieką partnerki ojca. Do aresztu trafił 20-latek, który uprowadził chłopca, a wobec pomagającego mu mężczyzny i matki dziecka sąd zastosował dozory policyjne. Jak poinformowała w piątek 22 maja rzeczniczka mazowieckiej policji podisnp. Katarzyna Kucharska, do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem w jednym z domów w Radomiu.

20-latek wszedł do mieszkania przez balkon. Zaatakował kobietę, która tam przebywała, groził jej i użył broni gazowej, po czym uprowadził dziecko. Kobieta, będąca partnerką ojca dziecka, natychmiast powiadomiła o zajściu oficera dyżurnego radomskiej policji. „Krótko po tym, gdy mężczyzna szedł z chłopcem, został zatrzymany przez policjantów. 20-latek trafił do policyjnej celi, a dziecko wróciło do domu” – przekazała Kucharska.

Policjanci zatrzymali również 38-latka, który pomagał w uprowadzeniu dziecka oraz 39-letnią matkę chłopca, która najprawdopodobniej w ten sposób chciała odzyskać dziecko. Jak wynika z policyjnych ustaleń, trwa postępowanie o ustalenie prawa opieki nad małoletnim.

20-letni mieszkaniec powiatu grójeckiego został doprowadzony do prokuratury, gdzie przedstawiono mu zarzuty m.in. uprowadzenia małoletniego, pozbawienia wolności, uszkodzenia ciała. Sąd przychylił się do wniosku śledczych i zastosował wobec mężczyzny tymczasowy areszt na czas trzech miesięcy.

Wobec pozostałych osób, które miały związek z tym przestępstwem, zastosowano policyjne dozory. 39-letnia kobieta odpowie za podżeganie do przestępstwa, a 38-latek za pomocnictwo.
Źródło info i foto: interia.pl

Gniezno: Zaatakował policjantów. Złamał nogę jednemu z nich. Wylądował w areszcie

Sąd rejonowy w Gnieźnie (woj. wielkopolskie) aresztował na trzy miesiące 25-latka, który w nocy z czwartku na piątek zaatakował dwóch policjantów. Napastnik złamał nogę jednemu z funkcjonariuszy. Podejrzanemu grozi do pięciu lat więzienia.

W nocy z czwartku na piątek w Kiszkowie w powiecie gnieźnieńskim patrol policji interweniował w jednym z domów w sprawie nieporozumień dotyczących opieki nad psem.

Po zakończonej interwencji 25-letni mieszkaniec Gniezna zaczął wulgarnie zwracać się do policjantów. Gdy ci postanowili zatrzymać mężczyznę, wywiązała się szamotanina, w czasie której 25-latek złamał nogę jednemu z policjantów. Drugi z funkcjonariuszy trafił do szpitala na obserwację.

Mężczyzna był pod wpływem alkoholu

25-latek miał 0,6 promila alkoholu we krwi. Mężczyzna został zatrzymany przez policjantów wezwanych do wsparcia zaatakowanego patrolu. Ranny funkcjonariusz miał w piątek operowaną nogę. W sobotę 25-latkowi przedstawiono zarzuty. Gnieźnieński sąd rejonowy, na wniosek śledczych, tymczasowo aresztował mężczyznę na okres trzech miesięcy – przekazała prokurator rejonowa w Gnieźnie Małgorzata Rezulak-Kustosz.

Podejrzany usłyszał szereg zarzutów dotyczących m.in. znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. – Głównym czynem, za który będzie odpowiadał, jest przestępstwo zmuszenia przemocą i groźbą bezprawną funkcjonariuszy publicznych do zaniechania prawnej czynności służbowej – powiedziała prokurator.

Przyznał się tylko częściowo

– Podejrzany częściowo przyznał się do stawianych zarzutów. Generalnie potwierdził, że doszło między nim a policjantami do starcia, natomiast umniejszył skalę swojej agresji. Twierdził np. że nie złamał nogi policjantowi, a funkcjonariusz doznał urazu na skutek upadku – opisała prokurator.

Dodała, że 25-latek tłumaczył swoje zachowanie zdenerwowaniem spowodowanym rozstaniem ze swoją partnerką. – Generalnie umniejszył swoją rolę mówiąc, że przebieg zdarzenia był o wiele mniej burzliwy, niż przedstawiają to pokrzywdzeni – powiedziała.

25-latek nie był w przeszłości karany. Grozi mu od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl