Kamil Durczok nie zostanie aresztowany

Kamil Durczok nie trafi do aresztu. Tak zdecydował katowicki sąd, który rozpatrywał dzisiaj zażalenie prokuratury na wcześniejszą decyzję sądu pierwszej instancji o braku aresztu dla dziennikarza. Kamil Durczok, który usłyszał zarzuty dotyczące oszustwa i podrobienia weksla, pozostanie na wolności.

Sąd odrzucił zażalenie śledczych w sprawie aresztu dla Kamila Durczoka. Decyzja Sądu Okręgowego w Katowicach oznacza, że Durczok w toczącym się wobec niego postępowaniu będzie odpowiadał z wolnej stopy. Dziennikarz musi jednak wpłacić 200 tys. zł poręczenia, nie może też opuszczać kraju.

Przypomnijmy, że prokuratura postawiła znanemu dziennikarzowi zarzuty podrobienia weksla zabezpieczającego kredyt hipoteczny na zakup domu w Szczyrku na prawie 2,9 mln zł.

Wczoraj Kamil Durczok, który unikał komentowania tej sprawy, opublikował na Facebooku oświadczenie. Nazwał w nim posiedzenie Sądu Okręgowego w Katowicach w swojej sprawie „jednym z przełomowych momentów w życiu”.

„Dotąd milczałem. Nie komentowałem ani decyzji Sądu I instancji, ani informacji wyciekających z Prokuratury. (…) Dziękuję znajomym i nieznajomym, którzy nie stracili wiary we mnie. Dajecie mi mnóstwo siły. Tych, którzy już mnie osądzili, proszę: nie ferujcie wyroków nie znając szczegółów. Jestem zwykłym obywatelem, takim, jak Wy” – czytamy we wpisie. Durczok zapewnił też, że jego „linią obrony jest mówienie prawdy”.

O sprawie związanej z wekslem media informowały już w sierpniu tego roku. Kamil Durczok został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze Policji w tej sprawie na początku grudnia. Katowicka prokuratura przedstawiła mu zarzuty podrobienia dokumentów umożliwiających uzyskanie kredytu za zakup domu i przedłożenia ich w banku oraz doprowadzenia banku do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości.

Jak wynika z ustaleń śledczych, kiedy Kamil Durczok przestał spłacać raty za dom, bank zwrócił się o wykup weksla do jego byłej żony. Śledztwo zostało wszczęte w sierpniu tego roku z zawiadomienia byłej żony dziennikarza oraz banku. Kobieta miała oświadczyć, że podpis został podrobiony, a jej nie było przy sporządzeniu weksla ani go nigdy nie widziała.

Prokuratura od początku domagała się aresztowania Kamila Durczoka

Prokuratura domagała się aresztowania Durczoka na trzy miesiące. Argumentowała to m.in. grożącą mu karą – nawet 25 lat pozbawienia wolności. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie uwzględnił tego wniosku. Wskazał m.in., że zagrożenie wysoką karą nie jest wystarczające do przyjęcia, że aresztowanie jest konieczne. W ocenie sądu Durczok nie ma możliwości wpływania na przebieg postępowania. Przypomniał też, że nie stwierdzono, by dziennikarz próbował torpedować śledztwo i by miał ku temu jakiekolwiek możliwości.

Prokuratura Regionalna w Katowicach taką decyzję nazwała „nieracjonalną i niezrozumiałą”. Uznała, że sąd przyznał podejrzanemu „immunitet celebryty”.

– Sąd rozmija się z faktami, uznając, że w sprawie nie istnieje możliwość utrudniania przez podejrzanego śledztwa, z uwagi na zgromadzony już materiał dowodowy. W rzeczywistości w śledztwie badane są również wątki, związane z możliwością popełnienia innych fałszerstw. Prowadzone czynności procesowe obejmować będą z pewnością również przesłuchania świadków. Przekonanie sądu, że podejrzany, któremu grozi surowa kara, nie będzie wpływał na tych świadków, jest nieuzasadnione i co najmniej przedwczesne – wskazali śledczy w zażaleniu.

Prokuratorzy przypominali, że sąd nie zastosował wobec podejrzanego żadnego środka zapobiegawczego, który „mógłby w sposób prawidłowy zabezpieczyć dalszy tok śledztwa”. W opublikowanym komunikacie argumentowali, że w przypadku zagrożenia karą co najmniej ośmiu lat pozbawienia wolności, „potrzeba zastosowania tymczasowego aresztowania, w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, jest uzasadniona”.
Źródło info i foto: onet.pl

Kamil Durczok na wolności. Prokuratura nie wykazała obawy matactwa

Powaga czynu zarzucanego Kamilowi Durczokowi jest bezdyskusyjna, jednak prokuratura nie wykazała, że podejrzany mógłby utrudniać śledztwo i tylko aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania – tak katowicki sąd uzasadnił odmowę aresztowania dziennikarza.

Durczok został w ubiegłym tygodniu zatrzymany pod zarzutem oszustwa i podrobienia weksla. Po przesłuchaniu prokuratura domagała się jego aresztowania na trzy miesiące. W nocy z wtorku na środę Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie uwzględnił jej wniosku. Prokuratura zapowiada zażalenie.

PAP otrzymała z sądu treść uzasadnienia tamtego postanowienia, po zanonimizowaniu i z wykreślonymi fragmentami dokumentu, których ujawnienie mogłoby naruszyć tajemnicę śledztwa.

W uzasadnieniu sąd przypomniał treść art. 249 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi, że środki zapobiegawcze można stosować w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, a wyjątkowo także w celu zapobiegnięcia popełnieniu przez oskarżonego nowego, ciężkiego przestępstwa; można je stosować tylko wtedy, gdy dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany lub oskarżony popełnił przestępstwo. Przywołał też art. 258 kpk, zgodnie z którym areszt lub inne środki zapobiegawcze można stosować w razie uzasadnionej obawy ucieczki, ukrywania się podejrzanego czy obawy nakłaniania przez niego świadków do składania fałszywych zeznań czy innego utrudniania postępowania oraz zagrożenia surową karą.

Na obydwa te przepisy powołała się prokuratura, składając wniosek o aresztowanie dziennikarza.

Według sądu, analiza zebranych dotychczas dowodów wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Durczoka zarzucanych mu przestępstw, dotyczących podrobienia dokumentów w celu użycia ich za autentyczne, uznał jednak, że dowody nie wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, iż dopuścił się także oszustwa. Sąd uznał tym samym, że przesłanka ogólna do stosowania środka zapobiegawczego (dotycząca prawdopodobieństwa popełniania zarzucanych czynów) została spełniona tylko w zakresie części zarzutów. Nie podzielił stanowiska prokuratury o uzasadnionej obawie utrudniania śledztwa i grożącej Durczokowi surowej karze. Prokurator przytoczył jedynie treść przepisów wskazujących na zaistnienie takich przesłanek, ale lakonicznie podał, że musi wykonać dalsze czynności procesowe z osobowych źródeł dowodowych – napisał sąd.

Co ważne, zdaniem prokuratora dla zastosowania wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania wystarczającym jest, że grozi mu surowa kara, i nie musi wykazywać innych przesłanek – dodał sąd, podkreślając, że obawa matactwa powinna wynikać z konkretnych okoliczności. Sąd takich okoliczności na obecnym etapie śledztwa nie dostrzegł. W jego ocenie, znacząca część dowodów jest już zgromadzona i Durczok nie ma możliwości wpływania na przebieg postępowania.

Powaga zarzucanego podejrzanemu czynu jest bezdyskusyjna, ale brak rzeczowego uzasadnienia dla wykazania obawy matactwa i to występującej w takim stopniu natężenia, konkretnej i realnej, że tylko tymczasowe aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć dalszy tok śledztwa – podkreślił sąd. Przypomniał, że informacje o sfałszowaniu weksla pojawiały się mediach już w sierpniu br. i nie stwierdzono, by Durczok próbował torpedować śledztwo i by miał ku temu jakiekolwiek możliwości.

Poprzednio dziennikarz został zatrzymany pod koniec lipca br., po tym, jak uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku drogi krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim. Jak się okazało, prowadząc samochód miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury rejonowej, gdzie usłyszał dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Za takie przestępstwa grozi nawet 12 lat więzienia. Durczok przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu, co jest zagrożone karą do 2 lat więzienia.

Prokuratura rejonowa skierowała wtedy do sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego, ale sąd nie przychylił się do tego i zastosował wobec dziennikarza poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Zażalenie od tej decyzji złożyła do sądu II instancji Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim, która przejęła śledztwo. Sąd Okręgowy podtrzymał decyzję sądu I instancji. Zmienił natomiast wysokość poręczenia – kwotę 15 tys. zł podwyższył do 100 tys. zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

WB: Wśród ciał znalezionych w ciężarówce było 10 nastolatków

Wśród osób, których ciała znaleziono 23 października w kontenerze ciężarówki w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii, było 10 nastolatków, a nie jeden, jak początkowo przypuszczano – podała w piątek brytyjska policja, publikując personalia ofiar. Tak jak wcześniej informowano, wszystkich 39 zmarłych miało obywatelstwo Wietnamu. Najmłodszymi ofiarami byli dwaj 15-letni chłopcy, najstarszą – 44-letni mężczyzna. Ogółem wśród zmarłych było 31 mężczyzn i osiem kobiet. Aż 20 osób pochodziło z prowincji Nghe An w północno-środkowym Wietnamie.

Do makabrycznego odkrycia doszło w nocy z 22 na 23 października w parku przemysłowym Waterglade Industrial Park w hrabstwie Essex, ok. 30 km na wschód od Londynu. Ciała znajdowały się w kontenerze chłodni umieszczonym na naczepie ciężarówki. Kontener przypłynął tej samej nocy z belgijskiego Zeebrugge do angielskiego portu Purfleet, gdzie odebrał go kierowca ciężarówki, która – jak się przypuszcza – przyjechała z Irlandii Północnej.

Aresztowania w Wietnamie

Początkowo sądzono, że wszystkie ofiary to obywatele Chin i tę wersję wstępnie potwierdzały policja i chińskie władze, później w miarę rozwoju śledztwa pojawiało się coraz więcej poszlak wskazujących, że ofiary były Wietnamczykami.

Władze brytyjskie na razie postawiły zarzuty dwóm osobom: 25-letniemu kierowcy ciężarówki, który został aresztowany tego samego dnia, kiedy odkryto ciała oraz 23-letniemu mężczyźnie zatrzymanemu później w Irlandii. Obaj pochodzą z Irlandii Północnej. Postawiono im zarzuty zabójstwa, uczestnictwa w przemycie ludźmi oraz pomocy w nielegalnym przedostaniu się na terytorium Wielkiej Brytanii. Policja poszukuje ponadto dwóch innych mężczyzn, braci, którzy również mieszkają w Irlandii Północnej.

W Wietnamie w związku z tą sprawą aresztowano dotychczas 11 osób.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejne aresztowania ws. znalezienia ciał 39 osób w ciężarówce

Brytyjska policja poinformowała w piątek po południu, że aresztowała czwartą osobę w związku ze śmiercią 39 ludzi, których ciała znaleziono w ciężarówce w Anglii. Wcześniej w piątek aresztowano mężczyznę i kobietę, którzy są podejrzani są o przemyt ludzi i zabójstwo. Zastępca komendanta policji w Essex Pippa Mills przekazała, że 48-letni mężczyzna z Irlandii Północnej został zatrzymany na lotnisku Stansted, również pod zarzutem przemytu ludzi i zabójstwa.

Wcześniej aresztowano 25-letniego kierowcę ciężarówki, który też mieszka w Irlandii Północnej. Trwają jego przesłuchania.

W czwartek brytyjska policja poinformowała, że wszystkie 39 osób, których zwłoki znaleziono w nocy z wtorku na środę w naczepie ciężarówki w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii, były obywatelami Chin. Tego samego dnia funkcjonariusze przeszukali dwie nieruchomości w Irlandii Północnej, aby zbadać, czy w sprawę przemytu ludzi były zaangażowane zorganizowane grupy przestępcze.

W piątek ambasada Wietnamu w Londynie potwierdziła, że skontaktowała się z brytyjską policją w związku z podejrzeniem, że jedna z kobiet, których ciała znaleziono w ciężarówce, jest Wietnamką.

11 ciał przewieziono do szpitala w Chelmsford, gdzie ma rozpocząć się sekcja zwłok.

Ofiarami najtragiczniejszego w skutkach zdarzenia tego typu w historii Wielkiej Brytanii byli również Chińczycy. W czerwcu 2000 roku w porcie w Dover w kontenerze ciężarówki znaleziono ciała 58 chińskich nielegalnych imigrantów, którzy się udusili; dwie osoby przeżyły. Rok później holenderski kierowca ciężarówki został skazany na 14 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się przemytem ludzi.
Źródło info i foto: interia.pl

Zamachowiec z Halle przyznał się do winy. Działał z pobudek antysemickich

Mężczyzna, który w środę 9 października próbował wtargnąć do synagogi w mieście Halle, a następnie zastrzelił dwie osoby, przyznał się do winy. Podczas przesłuchania stwierdził także, że działał z pobudek antysemickich.

O tym, że 27-letni Staphan Balliet przyznał się do zarzucanych mu czynów, poinformowała niemiecka prokuratura generalna. Mężczyzna zeznawał podczas kilkugodzinnego przesłuchania, które w czwartek wieczorem przeprowadził sędzia śledczy Sądu Federalnego. Jak informuje „Die Welt”, Balliet przyznał się, że jego działania były powodowane jego ekstremistycznymi i antysemickimi poglądami. 27-latek znajduje się obecnie w areszcie śledczym. W nakazie aresztowania, który wydano w czwartek wieczorem, oskarża się go o podwójne morderstwo oraz siedmiokrotne usiłowanie zabójstwa.

Niemcy: Zamachowiec z Halle nagrał atak i zamieścił nagranie w internecie

Stephan Balliet został aresztowany w środę po tym, jak na jednej z ulic w mieście Halle zastrzelił 40-letnią kobietę i 20-letniego mężczyznę. Wcześniej próbował wedrzeć się do synagogi, aby zaatakować znajdujących się tam Żydów. W tym czasie w świątyni znajdowało się 51 osób, które obchodziły żydowskie święto Jom Kippur. Podczas ucieczki Balliet strzelił też do 40-letniej kobiety i 41-letniego mężczyzny. Zostali oni przetransportowani do szpitala. Według śledczych Stephan Balliet miał przy sobie materiały wybuchowe oraz cztery rodzaje broni palnej. Jak informuje „Deutsche Welle”, mężczyzna filmował swój czyn kamerą na kasku i zamieścił nagranie w internecie.

Niemcy: Mieszkańcy Halle w żałobie. Niemiecka prasa komentuje antysemicki atak
Mieszkańcy Halle opłakują ofiary antysemickiego ataki. Na rynku w Halle oraz przed synagogą układają kwiaty i znicze. Niemieckie dzienniki analizują zamach, zadając sobie pytanie o to, jakie są nastroje w społeczeństwie.

„Nawet jeśli strzelał tylko Stephan B., to i tak jest on elementem niemieckiej i międzynarodowej sieci prawicowych ekstremistów. Walka przeciwko temu narastającemu zagrożeniu powinna w zasadzie być umieszczona na samym szczycie najważniejszych działań politycznych, ale tak nie jest. Zamachowiec z Halle mógł poczuć się umocniony w swojej postawie i zachęcony do podjęcia działań o jednoznacznie terrorystycznym charakterze nie tylko przez ludzi o faszystowskich poglądach, którzy działają w ukryciu na całym świecie. Mogła go do nich skłonić także nienawiść i wrogość do Żydów i migrantów ze strony tak wielu, nie rzucających się na co dzień w oczy obywateli, którzy dają jej stale wyraz w internecie. Czy akt terroru z Halle przynajmniej dla części z nich okaże się przestrogą i ostrzeżeniem?” – pyta „Sueddeutsche Zeitung” cytowany przez serwis „Deutsche Welle”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

134 egzekucje skazanych na śmierć w Arabii Saudyjskiej

Arabia Saudyjska wykonała w 2019 roku już 134 egzekucje. Część z nich przeprowadzono przy użyciu wyjątkowo brutalnych metod. W co najmniej 6 przypadkach egzekucja w Arabii Saudyjskiej została wykonana na osobach, które były dziećmi w chwili aresztowania.

Wielu skazańców było torturowanych. Po brutalnych torturach odbierano im życie, w niektórych przypadkach przez ścięcie głowy lub ukrzyżowanie – wynika z raportu zaprezentowanego przez Radę Praw Człowieka ONZ w Genewie.

Przynajmniej 58 zabitych przez Arabię Saudyjską to obcokrajowcy. Wśród nich było m.in. 21 osób z Pakistanu, 15 z Jemenu, 5 z Syrii i 4 z Egiptu. Większość obcokrajowców stracono za szerzenie szyizmu, co jest zakazane w kraju, w którym dominującą religią jest islam sunnicki.

W tym roku miała miejsce przerażająca masowa egzekucja. W kwietniu straconych zostało 37 osób. Większości skazanych ścięto głowy, a jednego z nich ukrzyżowano. Wszystkich skazano na karę śmierci w związku z terroryzmem.
Źródło info i foto: o2.pl

Nastolatkowie zaatakowali taksówkarza. Są zarzuty

On zastraszył taksówkarza nożem, ona zabrała pieniądze. W taki sposób para młodych ludzi dokonała w Pruszkowie rozboju. Zamierzali uciec do Katowic, ale szybko zostali zatrzymani. Usłyszeli już zarzuty, jest też decyzja sądu w sprawie aresztowania 17-latka. W piątek Sąd Rejonowy w Pruszkowie na wniosek prokuratury aresztował 17-latka na trzy miesiące. Sprawę 16-latki rozpatrzył Sąd Rejonowy w Warszawie – dziewczyna najbliższe trzy miesiące spędzi w schronisku dla nieletnich.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w środę w Pruszkowie na jednym z niestrzeżonych parkingów. W trakcie rozliczania płatności za kurs z Warszawy 17-letni pasażer wyjął nóż, którym zastraszył kierowcę, a następnie zażądał pieniędzy. Obecna w pojeździe 16-letnia pasażerka zabrała pokrzywdzonemu pieniądze.

Napad zarejestrowała kamera wewnątrz taksówki, a nagranie trafiło do mediów społecznościowych i na kanał YouTube. Udostępnił je m.in. Związek Zawodowy „Warszawski Taksówkarz”, który apelował o pomoc w odnalezieniu napastnika i jego towarzyszki.

Na nagraniu widać dwoje młodych ludzi podróżujących taksówką; gdy zbliżają się do celu, taksówkarz podaje cenę za kurs. Wówczas nastolatek pyta kierowcę, czy będzie miał wydać ze stu złotych. Gdy kierowca sięga do portfela, chłopak chwyta go za gardło, przystawiając nóż. – Bierz pieniądze! – krzyczy do dziewczyny. Następnie oboje uciekają.

W sobotę Komenda Powiatowa Policji w Pruszkowie poinformowała, że po dokonaniu napadu sprawcy udali się na dworzec PKP w Warszawie i wsiedli do pociągu w kierunku Katowic. – Nie spodziewali się, że pruszkowscy policjanci błyskawicznie ustalili, gdzie się znajdują, i podjęli współpracę z funkcjonariuszami z Wydziału Kryminalnego w Opocznie. Już po dwóch godzinach od napadu, dzięki sprawnym działaniom policjantów, sprawcy zostali zatrzymani na stacji PKP w Opocznie – poinformowała policja.

Za dokonanie rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Emerytowany proboszcz zatrzymany. Usłyszał zarzuty molestowania 14 dzieci

16 zarzutów dotyczących seksualnego molestowania nieletnich usłyszał 62-letni ksiądz – emerytowany proboszcz parafii w Godowie koło Wodzisławia Śląskiego. W środę prokuratura skierowała do sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego.

O sprawie jako pierwszy napisał w środę po południu portal „Gazety Wyborczej” w Katowicach. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska potwierdziła PAP postawienie księdzu zarzutów, zapowiadając, że komunikat prokuratury w tej sprawie zostanie wydany w czwartek, kiedy sąd podejmie decyzję dotyczą aresztowania podejrzanego, o co wnioskuje prokuratura.

Według „GW”, zarzuty dotyczą lat 2001-2004, kiedy ksiądz był proboszczem parafii św. Józefa Robotnika w Godowie. Miał się wówczas dopuszczać molestowania nieletnich – ministrantów i dziewczynek z kościelnego chóru. Pokrzywdzonych w tej sprawie jest 14 osób.

Śledztwo – jak napisała gazeta – wszczęto z inicjatywy kurii archidiecezjalnej w Katowicach. 62-letni Kazimierz G., mieszkający obecnie w Katowicach, nie przyznał się do winy. Zatrzymali go na polecenie prokuratury policjanci z komendy w Wodzisławiu Śląskim.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były komornik w rękach policji. Miał przywłaszczyć prawie 3 mln złotych

Ponad rok trwała wnikliwa praca policjantów zwalczających przestępczość korupcyjną, aby ustalić dokładne okoliczności przywłaszczenia przez byłego komornika blisko 3 mln zł. Wysiłki śledczych skutkowały zatrzymaniem 61-latka, przedstawieniem mu niemal 400 zarzutów korupcyjnych i tymczasowym aresztowaniem. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu.

Policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. wspólnie z Prokuraturą Okręgowa w Zielonej Górze prowadzą śledztwo przeciwko byłemu komornikowi podejrzanemu o niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i przywłaszczenia powierzonych mu środków finansowych w ramach postępowań egzekucyjnych. Mężczyzna działał tym samym na szkodę interesu publicznego i stron postępowania egzekucyjnego to jest o czyny z art. 231 § 2 k.k. i z art. 284 § 2 k.k. Śledztwo w przedmiotowej sprawie wszczęto w wyniku zawiadomienia złożonego przez Przewodniczącego Rady Izby Komorniczej w Poznaniu po uzyskaniu wyników wizytacji w toku której stwierdzono niedobory kasowe w łącznej kwocie 2.810.031,30 zł.

W toku śledztwa policjanci ustalili, że komornik prowadząc kancelarię komorniczą przywłaszczył powierzone mu środki na szkodę 527 ustalonych wierzycieli, nieterminowo i ze znacznymi opóźnieniami dokonywał przelewów należności uzyskanych od dłużników w postępowaniach egzekucyjnych. Ponadto nie wywiązywał się również z obowiązku spłaty odsetek wierzycielom za nieterminowe przekazywanie należności.

W poniedziałek /20 maja/ został zatrzymany przez policjantów w swoim mieszkaniu. Dzień później Sąd Rejonowy na wniosek Prokuratora Okręgowego w Zielonej Górze zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Marek Falenta zatrzymany. Groził, że skoczy z balkonu

Marek Falenta został zatrzymany w piątek w mieście Cullera nieopodal Walencji. Hiszpańska policja opublikowała nagranie z momentu aresztowania. Falenta groził samobójstwem.  

Marek Falenta ukrywał się w luksusowym mieszkaniu w hiszpańskiej prowincji Walencja. Jak informują hiszpańskie służby, Falenta w momencie zatrzymania groził, że skoczy z balkonu na 9. piętrze. Na opublikowanym przez policję nagraniu widać, jak jest prowadzony przez czterech funkcjonariuszy. 

Marek Falenta aresztowany  

„Tak jak mówiłem, @PolskaPolicja jak zawsze dała radę. Marek Falenta zatrzymany. Słowa uznania kieruję do funkcjonariuszy zaangażowanych w tę akcję” – napisał w piątek wieczorem na Twitterze Brudziński. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za Falentą Europejski Nakaz Aresztowania.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego. W marcu Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie o wydaniu za biznesmenem listu gończego.

Marek Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia, w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Obrońcy Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego, czekają także na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, do którego w styczniu ubiegłego roku trafił wniosek o ułaskawienie Falenty.

Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Chodziło o nagrywane od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osoby z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl