Sąd nie zgodził się na areszt dla Zbigniewa S.

Sąd Rejonowy w Kielcach nie zgodził się na tymczasowe aresztowanie Zbigniewa S., podejrzanego o kierowanie gróźb po adresem ministra sprawiedliwości i jego żony Patrycji Koteckiej. Zbigniew S. ma dozór policji, zakaz opuszczania miejsca stałego pobytu i zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych. Prokuratura zapowiedziała odwołanie.

Zbigniew S. został zatrzymany we wtorek na polecenie Prokuratury Okręgowej w Kielcach przez funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji. Prokuratura postanowiła o zmianie i uzupełnieniu zarzutów wobec niego.

Śledztwo wszczęto w oparciu o zawiadomienie o przestępstwie na szkodę funkcjonariuszy publicznych, tj. konkretnie prokuratorów z jednej z krakowskich prokuratur. Materiały przekazano do prowadzenia Prokuraturze Okręgowej w Kielcach. Następnie do sprawy dołączano sukcesywnie materiały z innych postępowań, które związane były podmiotowo jak i przedmiotowo z tym postępowaniem – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz. Dodał, że „zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy dał podstawy do przedstawienia Zbigniewowi S. szeregu zarzutów”.

Dotyczących przede wszystkim znieważania funkcjonariuszy publicznych, m.in. prokuratorów, sędziów, funkcjonariuszy służby więziennej i policji oraz wywierania groźbami bezprawnymi wpływu na ich prawne czynności służbowe, a nadto kierowania wobec nich gróźb bezprawnych oraz znieważania i zniesławiania tych funkcjonariuszy – podkreślił Prokopowicz.

„Zbigniew S. nie zaprzestał przestępczej działalności”

14 maja 2019 roku prokurator przedstawił Zbigniewowi S. 145 zarzutów. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Zbigniew S. nie przyznał się wówczas do zarzuconych mu przestępstw i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

Mimo to Zbigniew S. nie zaprzestał swojej przestępczej działalności. Systematycznie gromadzony nowy materiał dowodowy uzasadniał wydanie postanowienia o uzupełnieniu mu zarzutów, ogłoszenia ich podejrzanemu, jego przesłuchania oraz podjęcia decyzji co do stosowania środków zapobiegawczych. Te okoliczności legły u podstaw decyzji o zatrzymaniu podejrzanego – zaznaczył Prokopowicz.

Wśród nowych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. znalazły się przestępstwa kierowania gróźb pozbawienia życia matki ministra sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro. Groźby te zostały przedstawione w materiale wideo opublikowanym na stronie internetowej Zbigniewa S.

Kolejne nowe zarzuty dotyczą czynów popełnionych przez Zbigniewa S. wspólnie i w porozumieniu z inną ustaloną osobą. Polegały one na rozpowszechnianiu fałszywych zdjęć i informacji mających zdyskredytować ministra sprawiedliwości i zastępcę Prokuratora Generalnego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beatę Marczak. Ofiarą tych działań padła także żona Zbigniewa Ziobro – powiedział Prokopowicz.

Jak ustaliła prokuratura, „te działania Zbigniewa S., mają na celu wywarcie bezprawnego wpływu na pracę prokuratorów w sprawach dotyczących Zbigniewa S. i innych osób podejrzanych o popełnienie poważnych przestępstw”. Wśród osób pokrzywdzonych bezprawnymi działaniami Zbigniewa S. są też politycy, a wśród nich prezydent RP Andrzej Duda, a także posłowie Jarosław Kaczyński i Jacek Sasin.

Prokuratura chciała, by Zbigniew S. trafił do aresztu

We wtorek prokurator przedstawił Zbigniewowi S. zarzuty popełnienia 188 przestępstw. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Zbigniew S. nie przyznał się do popełnienia żadnego z zarzucanych mu czynów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień – poinformował Prokopowicz. W środę prokurator zdecydował o skierowaniu do Sądu Rejonowego w Kielcach wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego.

Kielecki sąd w czwartek nie zgodził się jednak na ten środek zapobiegawczy. „Sąd zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji. Podejrzany ma obowiązek zgłaszania się raz w tygodniu do jednostki policji najbliższej jego miejsca zamieszkania. Sąd połączył ten dozór z zakazem opuszczania miejsca stałego pobytu oraz zakazem kontaktowania się podejrzanego z osobami pokrzywdzonymi w tym postępowaniu – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Prokopowicz dodał że „sąd uznał, iż zarzuty, które przedstawiliśmy podejrzanemu, zostały w sposób należyty, wymagany przepisami prawa uwiarygodnione dowodami zgromadzonymi w tym postępowaniu”. Sąd uznał też, że istnieją podstawy do stosowania środków zapobiegawczych. Nie zgodził się natomiast z tym, że jedynie środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania zabezpieczy w sposób prawidłowy to postępowanie – powiedział.

Prokopowicz zaznaczył, że prokuratura nie zgadza się z decyzją sądu. Będziemy składać zażalenie na to postanowienie do Sądu Okręgowego w Kiecach – zapowiedział.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kalifornia: Masakra podczas rodzinnej imprezy

Kalifornijska policja poinformowała o aresztowaniu sześciu mężczyzn podejrzanych o zastrzelenie czterech osób podczas rodzinnego przyjęcia. Zatrzymani są członkami gangu i przyznali się do zbrodni. Do masakry doszło 17 listopada w mieście Fresno. Podejrzani zakradli się na podwórko domu i otworzyli ogień z broni półautomatycznej do osób oglądających mecz futbolu amerykańskiego. Zginęły cztery osoby, a sześć zostało rannych.

Szef policji we Fresno Andy Hall oświadczył na konferencji prasowej, że podejrzani przyznali się do ataku; miał on być zemstą na rywalizującym gangu, który według sprawców strzelaniny był odpowiedzialny za zabicia brata jednego z nich kilka godzin wcześniej.

Wszystkie ofiary to członkowie grupy etnicznej Hmong, wywodzącej się z Azji Południowo-Wschodniej. Strzelanina wstrząsnęła miastem, w którym mieszka druga co do wielkości społeczność Hmong w Stanach Zjednoczonych.
Źródło info i foto: TVP.info

Turek: 19-latek usłyszał zarzut zabójstwa brata

19-letni Maciej J., który miał śmiertelnie ranić nożem swojego brata, usłyszał zarzut zabójstwa. Dziś zapadnie także decyzja o tymczasowym aresztowaniu nastolatka. W czasie przesłuchania nastolatek nie przyznał się do winy i nie złożył wyjaśnień. Wcześniej sekcja zwłok potwierdziła, że 9-latek zmarł od ran zadanych nożem.

– Czynności prowadzone wobec Macieja J. się zakończyły. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa za co grozi od 8 lat do dożywocia. Decyzja o tymczasowym areszcie zapadanie dzisiaj – powiedział reporter Polsat News Marcin Wojciechowski.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koninie Aleksandra Marańda powiedziała, że Maciejowi J. został przedstawiony zarzut zabójstwa swojego młodszego brata Adama. – Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień – powiedziała. Dodała, że prokuratura złoży w czwartek wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie Macieja J. na trzy miesiące.

„Śmierć nagła i gwałtowna”

Wstępne wyniki sekcji zwłok przeprowadzonej w środę potwierdzają, że 9-letni Adaś został najprawdopodobniej zakłuty zabezpieczonym przez śledczych nożem kuchennym i zmarł „śmiercią nagłą i gwałtowną”. Do awantury doszło około południa w Sylwestra w bloku na Osiedlu Wyzwolenia w Turku. 19-letni Maciej J. miał wpaść w szał i zabić dziecko. Prokuratura nie podała jednak oficjalnie motywu zabójstwa.

Prokurator prowadzący śledztwo ma podjąć decyzję o zasadności tymczasowego aresztowania. Prokuratura musi podjąć tę decyzję do godzin południowych w czwartek, gdy upływa termin 48-godzinnego zatrzymania.

Jakie były przyczyny zabójstwa w Turku?

– Wbrew doniesieniom mediów prokurator nie ustalił, jaka była przyczyna zabójstwa – poinformowała w środę prokurator Aleksandra Marańda, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie.

Media poinformowały, że między braćmi miało dojść do kłótni o grę komputerową.

– 31 grudnia około godziny 12:45 dyżurny komendy powiatowej policji w Turku został poinformowany o awanturze domowej, która według zgłaszającego miała miejsce w jednym z bloków na osiedlu wyzwolenia w Turku. Na miejsce od razu zadysponowano patrol z wydziału prewencji, który po dotarciu na wskazany adres w jednym z pokoi ujawnił zwłoki dziecka. Później okazało się, że są to zwłoki 9-letniego Adasia – powiedziała prokurator Marańda.

Według niej dzwoniła „osoba mieszkająca w bloku”.

Bezskuteczna reanimacja defibrylatorem

Wezwany na miejsce zespół pogotowia ratunkowego podjął niezwłocznie czynności reanimacyjne – poinformowała prokurator. Jednak po podłączeniu defibrylatora okazało się, że serce chłopca nie podjęło pracy. Został stwierdzony jego zgon.

– Już podczas tych pierwszych czynności na ciele dziecka ujawniono rany kłute – powiedziała prokurator Marańda.

Przez wiele godzin trwały oględziny miejsca zdarzenia. Na miejsce przyjechała grupa dochodzeniowo-śledcza policji, prokurator i biegły z zakresu medycyny sądowej. Śledczy podczas przeszukania lokalu znaleźli nóż kuchenny z rękojeścią, na którym były ślady „przypominające świeżą krew”.

Podejrzewany i ofiara byli mieszkaniu

– Podczas przeprowadzonych na miejscu oględzin biegły ujawnił co najmniej kilka ran kłutych – podała prok. Marańda. Biegły uznał także wstępnie, że rany te mgły zostać zadane zabezpieczonym nożem.

– Według Biegłego dziecko zmarło śmiercią nagłą, gwałtowną, wskutek odniesionych obrażeń – podała rzeczniczka prokuratury.

Prokuratura poinformowała, że podejrzanego o zabójstwo dziecka 19-letniego Macieja J. znaleziono w domu. W chwili tragedii w mieszkaniu, w którym doszło do zabójstwa miały przebywać matka i babcia braci. Maciej J. został zatrzymany. Policja ustaliła, że nie był pod wpływem alkoholu, ale prokurator podjął decyzję o pobraniu krwi, aby ustalić, czy w chwili zdarzenia był pod wpływem substancji odurzających.

Prokuratura Rejonowa w Turku wszczęła już śledztwo w sprawie zabójstwa.

19-letniemu Maciejowi J. grozi dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Warszawski neonazista trafił do aresztu. Zaatakował członków Food Not Bombs

22-letni neonazista, który wraz z dwoma innymi osobami zaatakował członków Food Not Bombs, został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Mężczyźnie przedstawiono siedem zarzutów, w tym jeden dotyczący publicznego propagowania faszyzmu.

W niedzielę członkowie organizacji Food Not Bombs (FNB) zostali zaatakowani, gdy rozdawali przed wejściem do stacji metra Centrum posiłki potrzebującym. Na nagraniu umieszczonym na koncie FNB na Facebooku widać, jak trzech mężczyzn podchodzi do osób związanych z tą organizacją i niszczy im baner. – Oblano nas gazem, poszarpano oraz zwyzywano – podali na Facebooku działacze. Mężczyźni mieli również wznosić nazistowskie gesty i okrzyki oraz atakować przypadkowych przechodniów.

Jeszcze tego samego dnia policjanci zatrzymali w związku ze sprawą 16-letniego mężczyznę. Następnego dnia zatrzymano 22-latka. Drugiemu z mężczyzn śledczy przedstawili łącznie siedem zarzutów, w tym zarzut publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa (art. 256 kk). Pozostałe zarzuty dotyczą naruszenia nietykalności cielesnej zarówno członków FNB jak i osób, które zareagowały na napaść (art. 217 a kk oraz art. 217 kk), znieważenia (art. 216 kk) oraz zmuszania pokrzywdzonych przemocą do określonego zachowania (art. 191 par. 1 kk). Jak poinformował prok. Łukasz Łapczyński, zarzuty te dotyczą popełnienia przestępstw w warunkach występku chuligańskiego. Ponadto czyny z art. 217 kk oraz 216 kk, ścigane z oskarżenia prywatnego, prokurator objął ściganiem z urzędu.

– Po wykonaniu czynności z podejrzanym prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie. Posiedzenie aresztowe odbyło się dziś rano. Sąd podzielił argumentację wskazaną we wniosku prokuratora i zastosował tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy – poinformował prokurator Łapczyński. Policjanci ustalili również dane trzeciego mężczyzny biorącego udział w zajściu. Jest on nadal poszukiwany.
Źródło info i foto: Fakt.pl

33-letni recydywista zabił 24-latka

Łódzka prokuratura przedstawiła 33-letniemu bezdomnemu zarzuty popełnienia w warunkach recydywy zabójstwa 24-latka. Podejrzany zwłoki ofiary ukrył w studni. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego więzienia. Skierowano wniosek o jego tymczasowe aresztowanie.

O zatrzymaniu mężczyzny i przedstawieniu mu zarzutów poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Jak podał, policja pod nadzorem prokuratury poszukiwała sprawcy zabójstwa 24-latka. Zwłoki odnaleziono 16 grudnia br. w studni na posesji przy ul. Zgodnej w Łodzi.

Ofiara, której zaginięcie pod koniec listopada zgłosiła matka, miała obrażenia głowy. Przeprowadzona sekcja zwłok potwierdziła, że przyczyną śmierci były bardzo rozległe rany okolic czaszki i twarzoczaszki. Śledczy prowadzili działania w kierunku zabójstwa.

– Po zebraniu dowodów zatrzymano 33-latka, który jeszcze przed kilkoma dniami przebywał w pustostanie znajdującym się w pobliżu studni, gdzie odnaleziono ciało. To właśnie tam doszło do pozbawienia życia 24-latka. Zatrzymany mężczyzna jest bezdomny, trudni się zbieractwem. W ostatnich dniach zmienił miejsce swojego pobytu. Do jego zatrzymania doszło przedwczoraj przy ul. Obywatelskiej. Był nietrzeźwy, miał 1,2 promila alkoholu w organizmie – wyjaśnił prok. Kopania.

Dodał, że podczas przesłuchania podejrzany przyznał się do pozbawienia życia 24-latka i ukrycia jego zwłok w studni. Był już wcześniej karany m.in. za pobicie ze skutkiem śmiertelnym, spowodowanie obrażeń ciała i bezprawne pozbawienie wolności. Odbywał za to kary pozbawienia wolności. Zakład karny opuścił w 2015 r. Dało to podstawy do stwierdzenia, że działał w warunkach recydywy. W poniedziałek prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kamil Durczok na wolności. Jest zażalenie prokuratury na decyzję sądu

Prokuratura złożyła zażalenie na decyzję katowickiego sądu rejonowego, który w ubiegłym tygodniu nie uwzględnił jej wniosku o aresztowanie Kamila Durczoka, podejrzanego o oszustwo i podrobienie weksla.

Informacja o złożeniu zapowiadanego wcześniej zażalenia pojawiła się w czwartek na stronie internetowej Prokuratury Regionalnej w Katowicach. „Prokurator, nie podzielając stanowiska sądu o niezastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego Kamila D., złożył w dniu 11 grudnia 2019 roku zażalenie na to postanowienie” – napisano w komunikacie.

Sprawą zajmie się Sąd Okręgowy w Katowicach.

Znany dziennikarz został w ubiegłym tygodniu zatrzymany pod zarzutem oszustwa i podrobienia weksla. Po przesłuchaniu prokuratura domagała się jego aresztowania na trzy miesiące. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie uwzględnił jej wniosku. Jak później uzasadnił, choć powaga czynu zarzucanego Durczokowi (zgodził się na podawanie nazwiska) jest bezdyskusyjna, jednak prokuratura nie wykazała, że podejrzany mógłby utrudniać śledztwo i tylko aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania.

Według sądu, analiza zebranych dotychczas dowodów wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Kamila Durczoka zarzucanych mu przestępstw, dotyczących podrobienia dokumentów w celu użycia ich za autentyczne, uznał jednak, że dowody nie wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, iż dopuścił się także oszustwa. Sąd nie podzielił stanowiska prokuratury o uzasadnionej obawie utrudniania śledztwa. W jego ocenie, znacząca część dowodów jest już zgromadzona i Durczok nie ma możliwości wpływania na przebieg postępowania.

Prokuratura Regionalna w Katowicach decyzję sądu uznała w ubiegłym tygodniu za „nieracjonalną i niezrozumiałą”. „Sąd łagodniej potraktował podejrzanego, przyznając mu swoisty +immunitet celebryty+, wpływając negatywnie na dalszy tok postępowania” – ocenili prokuratorzy, zapowiadając wówczas złożenie zażalenia.

PAP otrzymała z sądu treść uzasadnienia tamtego postanowienia, po zanonimizowaniu i z wykreślonymi fragmentami dokumentu, których ujawnienie mogłoby naruszyć tajemnicę śledztwa.

W uzasadnieniu sąd przypomniał treść art. 249 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi, że środki zapobiegawcze można stosować w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, a wyjątkowo także w celu zapobiegnięcia popełnieniu przez oskarżonego nowego, ciężkiego przestępstwa; można je stosować tylko wtedy, gdy dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany lub oskarżony popełnił przestępstwo. Przywołał też art. 258 kpk, zgodnie z którym areszt lub inne środki zapobiegawcze można stosować w razie uzasadnionej obawy ucieczki, ukrywania się podejrzanego czy obawy nakłaniania przez niego świadków do składania fałszywych zeznań czy innego utrudniania postępowania oraz zagrożenia surową karą.

Na obydwa te przepisy powołała się prokuratura, składając wniosek o aresztowanie dziennikarza.

Według sądu, analiza zebranych dotychczas dowodów wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Durczoka zarzucanych mu przestępstw, dotyczących podrobienia dokumentów w celu użycia ich za autentyczne, uznał jednak, że dowody nie wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, iż dopuścił się także oszustwa. Sąd uznał tym samym, że przesłanka ogólna do stosowania środka zapobiegawczego (dotycząca prawdopodobieństwa popełniania zarzucanych czynów) została spełniona tylko w zakresie części zarzutów. Nie podzielił stanowiska prokuratury o uzasadnionej obawie utrudniania śledztwa i grożącej Durczokowi surowej karze. Prokurator przytoczył jedynie treść przepisów wskazujących na zaistnienie takich przesłanek, ale lakonicznie podał, że musi wykonać dalsze czynności procesowe z osobowych źródeł dowodowych – napisał sąd.

Co ważne, zdaniem prokuratora dla zastosowania wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania wystarczającym jest, że grozi mu surowa kara, i nie musi wykazywać innych przesłanek – dodał sąd, podkreślając, że obawa matactwa powinna wynikać z konkretnych okoliczności. Sąd takich okoliczności na obecnym etapie śledztwa nie dostrzegł. W jego ocenie, znacząca część dowodów jest już zgromadzona i Durczok nie ma możliwości wpływania na przebieg postępowania.

Powaga zarzucanego podejrzanemu czynu jest bezdyskusyjna, ale brak rzeczowego uzasadnienia dla wykazania obawy matactwa i to występującej w takim stopniu natężenia, konkretnej i realnej, że tylko tymczasowe aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć dalszy tok śledztwa – podkreślił sąd. Przypomniał, że informacje o sfałszowaniu weksla pojawiały się mediach już w sierpniu br. i nie stwierdzono, by Durczok próbował torpedować śledztwo i by miał ku temu jakiekolwiek możliwości.

Poprzednio dziennikarz został zatrzymany pod koniec lipca br., po tym, jak uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku drogi krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim. Jak się okazało, prowadząc samochód miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury rejonowej, gdzie usłyszał dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Za takie przestępstwa grozi nawet 12 lat więzienia. Durczok przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu, co jest zagrożone karą do 2 lat więzienia.

Prokuratura rejonowa skierowała wtedy do sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego, ale sąd nie przychylił się do tego i zastosował wobec dziennikarza poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Zażalenie od tej decyzji złożyła do sądu II instancji Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim, która przejęła śledztwo. Sąd Okręgowy podtrzymał decyzję sądu I instancji. Zmienił natomiast wysokość poręczenia – kwotę 15 tys. zł podwyższył do 100 tys. zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Policja zatrzymała zwolenniczkę IS. Chciała wrócić do kraju

Niemiecka policja zatrzymała przy wjeździe do kraju wydaloną przez Turcję Niemkę, która miała być zwolenniczką tzw. Państwa Islamskiego. Niemieckie służby bezpieczeństwa zatrzymały podczas wjazdu do Niemiec domniemaną zwolenniczkę tzw. Państwa Islamskiego. Prokuratura federalna w Karlsruhe zarzuca Niemce tureckiego pochodzenia przynależność do bojówek tej organizacji terrorystycznej.

Zatrzymana wraz z inną kobietą została wydalona przez władze tureckie i przybyła samolotem liniowym w piątek wieczorem do Frankfurtu nad Menem. Jak poinformowały służby bezpieczeństwa, na pokładzie maszyny znajdował się także funkcjonariusz Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA).

Pieniądze od ISIS

Prokuratura generalna zarzuca zatrzymanej, że pod koniec 2014 r. wyjechała do Syrii, by żyć na terytorium tzw. Państwa Islamskiego. W 2015 r. kobieta miała poślubić jednego z dżihadystów, z którym przeniosła się do Iraku, gdzie zamieszkali w jednym z domów udostępnionych przez ISIS.

Kobieta zajmowała się gospodarstwem domowym, aby jej mąż mógł pozostać bez ograniczeń do dyspozycji organizacji. Podejrzana miała otrzymywać miesięcznie od ISIS 100 dolarów oraz posiadała karabin szturmowy. Para miała później wrócić do Syrii, gdzie na początku 2019 r. została zatrzymana przez kurdyjskie siły bezpieczeństwa.

Sędzia śledczy zadecyduje o aresztowaniu

Kobieta jeszcze w sobotę stanie przed sędzią śledczym Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH), który zadecyduje o wydaniu nakazu aresztowania i umieszczenia jej w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: interia.pl

Była prezes Wisły Kraków nie zostanie aresztowana

Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie byłej prezes Wisły Kraków – poinformowało w piątek biuro prasowe Sądu Okręgowego w Poznaniu. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec Marzeny S.-C. środków zapobiegawczych w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. zł oraz dozoru policji. Z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie byłej prezes Wisły Kraków w czwartek wystąpiła do sądu Prokuratura Regionalna w Poznaniu.

Marzena S.-C. oraz trzy inne osoby w przeszłości wchodzące w skład zarządu i rady nadzorczej spółki Wisła Kraków oraz – powiązane ze środowiskiem kibicowskim klubu – zostały zatrzymane we wtorek na polecenie Prokuratury Regionalnej w Poznaniu. Zatrzymanym postawiono zarzuty m.in. uczestniczenia w zorganizowanej grupie przestępczej oraz dokonania nadużyć i wyrządzenia strat finansowych na niekorzyść spółki Wisła Kraków na łączną kwotę około 10 mln zł.

Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw. Wszystkim grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polski kapitan statku UBC Savannah aresztowany w Meksyku trafił do szpitala. Zatrzymano go, gdy odkrył przemyt

Polski kapitan statku UBC Savannah, którego całą załogę aresztowano w Meksyku, trafił do szpitala. Jego stan w areszcie gwałtownie się pogorszył po tym, jak zarekwirowano lekarstwa, które musi przyjmować codziennie. Następnie jednak, wbrew decyzji sądu, został przewieziony z powrotem do więzienia.

Załoga pływającego pod cypryjską banderą masowca UBC Savannah została aresztowana w Altamirze na atlantyckim wybrzeżu Meksyku na początku sierpnia. Do zatrzymania trzech Polaków – kapitana, pierwszego oficera i pracownika maszynowni – oraz 19 Filipińczyków doszło po tym, gdy kapitan statku ujawnił przemyt kokainy. Narkotyki mogły zostać podrzucone podczas załadunku towaru w Kolumbii, co kontrolowały tamtejsze władze.

Meksykańscy śledczy przeszukali statek i zarekwirowali wszystkie dokumenty jednostki, a także komputery, pieniądze oraz rzeczy osobiste załogi w tym leki, które kapitan statku musi przyjmować każdego dnia. Kiedy w areszcie jego stan się pogorszył, przewieziono go do szpitala, a decyzję o hospitalizacji podtrzymał sąd.

– Personel szpitala wiedział o tym, że jest sądowy nakaz hospitalizacji, ale pod presją policji kapitan został „wydany”. Zadajemy więc sobie pytanie, jak działa prawo w Meksyku, skoro wyrok sądu jest ignorowany przez stróżów prawa? Chcielibyśmy takie pytanie zadać ambasadorowi meksykańskiemu w Polsce, dlaczego w ten sposób policja traktuje polskiego obywatela? – oświadczył przedstawiciel firmy, która zatrudnia załogę UBC Savannah.

W areszcie kapitan otrzymał osobną celę, ale pozostałych 21 członków załogi przebywa we wspólnej celi, w której temperatura sięga 40 stopni. Śpią na podłodze lub na ławkach. Wszyscy siedzą w więzieniu w Ciudad Victoria odległym o 300 km od portu w Altamirze. Firma zatrudniająca załogę informuje, że jej pracownicy starają się o zezwolenie na dostarczanie marynarzom żywności i odzieży.

Firma złożyła także skargę na łamanie praw konstytucyjnych członków załogi. Chodzi o przetrzymywanie w areszcie przez 72 godziny i kolejne trzy doby bez postawienia zarzutów.

MSZ zapewnia, że również konsul RP w Meksyku udał się do Ciudad Victoria. Podejmuje działania i interwencje wobec władz meksykańskich celem poszanowania praw i godności polskich obywateli, zapewnienia im uczciwego i zgodnego z prawem postępowania oraz prawa do obrony.
Źródło info i foto: TVP.info

Sąd nie umieścił Kamila Durczoka w areszcie

Kamil Durczok, który w piątek spowodował kolizję na autostradzie A1, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, na razie nie trafi do aresztu – informuje Wirtualna Polska. Dziennikarz zgodził się na publikację jego wizerunku.

Wniosek o tymczasowe aresztowanie Durczoka, któremu za spowodowanie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi więzienie oraz grzywna, wpłynął do sądu rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim w niedzielę.

W poniedziałek decyzja sądu ws. aresztu została jednak przełożona – i dziennikarz, zatrzymany po wypadku – wychodzi na wolność. Po posiedzeniu sądu Durczok przeprosił swoich bliskich za swoje zachowanie.

Kolizja z udziałem samochodu Durczoka miała miejsce ok. 13 na autostradzie A1, w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Samochód prowadzony przez Durczoka, który w wydychanym powietrzu miał 2,6 promila alkoholu (takie informacje przekazała policja), w pewnym momencie wypadł z pasa ruchu i staranował barierki na autostradzie.

Kamil Durczok to były dziennikarz TVP, wieloletni prowadzący „Faktów” w TVN, w ostatnim czasie prowadził program publicystyczny w Polsat News.
Źródło info i foto: rp.pl