Sąd w Lublinie oddalił wniosek o aresztowanie Zbigniewa Stonogi

Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi, któremu śledczy zarzucili przywłaszczenie 253 tys. zł na szkodę prowadzonej przez niego fundacji. Nakazał natychmiastowe zwolnienie podejrzanego. Zbigniew Stonoga, zatrzymany dziś przez śledczych, nie został aresztowany. Sąd Okręgowy w Lublinie poinformował PAP w postanowieniu o nieuwzględnieniu wniosku prokuratury.

Sąd postanowił wniosku prokuratury nie uwzględnić i zarządzić natychmiastowe zwolnienie Zbigniewa S. – powiedziała Barbara Markowska, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

Zbigniew Stonoga bez aresztu. Sąd: Nie utrudnia postępowania

W ocenie sądu „co do niektórych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. brak jest dużego prawdopodobieństwa ich popełnienia, a w przypadku pozostałych nie występuje zagrożenie surową karą” – wyjaśniała Markowska. Sąd odniósł się też do przesłanki matactwa. Zdaniem śledczych komunikując się przez media społecznościowe Stonoga utrudnia prowadzenie postępowania. W ocenie sądu jest to jednak za mało, by uznać że utrudnia sprawę.

– Prokuratura podnosiła też przesłankę matactwa ze strony podejrzanego, wskazując na posiadanie (przez Stonogę, przyp.) telefonu komórkowego, który wykorzystuje do kontaktu z innymi ludźmi i swojej działalności w mediach społecznościowych. Fakt samego korzystania z telefonu przez podejrzanego nie pozwala zdaniem sądu przyjąć, iż przez to utrudnia postępowanie – tłumaczyła rzeczniczka lubelskiego sądu.

W kolejnej ze spraw Stonogi chodzi o przywłaszczenie 253 tys. zł pochodzących z wpłat darczyńców na konta fundacji, w okresie od października do grudnia 2019 r. Śledczy zarzucają mu działanie na szkodę fundacji swojego imienia oraz uczynienie sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także pranie pieniędzy.

W warunkach recydywy grozi za nie do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: Protesty na Krakowskim Przedmieściu po aresztowaniu Margot

Na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie trwają protesty po przewiezieniu do aresztu aktywistki Margot. Uczestnicy manifestacji twierdzą, że mają do czynienia z agresją ze strony policjantów. Z kolei rzecznik stołecznej policji podkreśla, że to funkcjonariusze zostali zaatakowani. W piątek sąd na wniosek prokuratury zastosował dwumiesięczny areszt wobec jednej osoby w związku ze sprawą uszkodzenia homofobicznej furgonetki. Chodzi o Margot, aktywistkę grupy Stop Bzdurom, która jest związana m.in. z akcją umieszczenia tęczowych flag na warszawskich pomnikach.

Margot w momencie przybycia policjantów znajdowała w siedzibie Kampanii Przeciwko Homofobii na warszawskim Powiślu. Na miejscu pojawiła się także grupa protestujących. Margot nie została tam jednak zatrzymana i razem z protestującymi przeszła na Krakowskie Przedmieście. Tam aktywistka została doprowadzona do radiowozu i przewieziona do aresztu. Protestujący podjęli próbę blokowania policyjnego auta.

„Pod siedzibą KPH Margot wyszła i dobrowolnie chciała poddać się aresztowaniu. Bezskutecznie. Doszło do niego dopiero wtedy i tam, gdzie można było uczynić pokaz siły opresyjnego państwa, którym staje się Polska” – pisała na Twitterze posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Z kolei reporter Radia ZET Maciej Sztykiel donosił, że „Policja użyła wobec protestujących przemocy”. Dziennikarz i posłanka KO Magdalena Filiks mieli zostać uderzeni przez funkcjonariuszy. „Nie było ANI JEDNEGO wezwania do rozejścia się. Ani jednego” – wskazywał reporter. „Policja siłą usunęła aktywistów. Mnie przepychano chociaż pokazywałem legitymacje poselską. Siła staje się jedynym argumentem władzy” – relacjonował poseł Lewicy Maciej Gdula.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zażalenie na tymczasowe aresztowanie Sławomira Nowaka

Złożyliśmy zażalenie na tymczasowe aresztowanie ws. Sławomira Nowaka – poinformował w środę adwokat Antoni Kania-Sieniawski, obrońca byłego ministra transportu podejrzanego m.in. o korupcję w związku z przetargami drogowymi na Ukrainie.

Decyzję o zastosowaniu aresztu tymczasowego na okres trzech miesięcy wobec Nowaka i innego podejrzanego w tej sprawie biznesmena Jacka P. warszawski sąd rejonowy podjął w ubiegłą środę. Wobec Dariusza Z., b. dowódcy „Gromu” zastosowano wówczas areszt warunkowy; jeśli wpłaci on 1 mln zł poręczenia majątkowego, wyjdzie na wolność.

„Zachowując 7 dniowy termin w sprawie Sławomira Nowaka złożyliśmy zażalenie na tymczasowe aresztowanie. Teraz czekamy na termin posiedzenia sądu” – poinformował w środę na Twitterze Antoni Kania-Sieniawski.

Zgodnie z przepisami Sąd Okręgowy w Warszawie ma teraz siedem dni na rozpatrzenie tego zażalenia.

Podejrzenie korupcji

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został zatrzymany w ubiegły poniedziałek w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano Dariusza Z. i Jacka P.

Po złożeniu wyjaśnień w prokuraturze Nowak usłyszał zarzut kierowania w okresie od października 2016 r. do września 2019 r. zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Były polityk jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej

Dariuszowi Z. i Jackowi P. postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy oraz przyjmowania korzyści majątkowych. Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest równolegle przez CBA i Prokuraturę Okręgową w Warszawie, a także Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną w Kijowie oraz Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy. W sprawie toczą się odrębne śledztwa w Polsce i na Ukrainie, a dowodami wymienia się i działania koordynuje specjalnie w tym celu powołany zespół śledczych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rodzice aresztowani w związku ze śmiercią miesięcznego Wiktora z Rudy Śląskiej. Usłyszeli zarzuty

O aresztowaniu rodziców podejrzanych ws. śmierci miesięcznego chłopca z Rudy Śląskiej, który w środę zmarł w szpitalu w Katowicach, zdecydował w piątek wieczorem Sąd Rejonowy w Gliwicach. Wcześniej oboje rodzice usłyszeli w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach zarzuty znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, a także spowodowania urazu, którego skutkiem była jego śmierć.

Jak poinformowała prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury, sąd przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie aresztu wobec obojga rodziców. Prokuratura przesłuchała w piątek zatrzymanych jeszcze w środę rodziców Wiktora – 29-letnią matkę i 30-letniego ojca. W piątek rano na podstawie wyników sekcji zwłok podała, że przyczyną śmierci dziecka był rozległy uraz czaszkowo-mózgowy.

Zarzuty dla rodziców

O zarzutach przedstawionych po kilkugodzinnym przesłuchaniu poinformowała w piątek po południu prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury.

– Matce małoletniego Wiktora przedstawiono dwa zarzuty: pierwszy zarzut dotyczy znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem (…). Drugi zarzut dotyczy natomiast udzielania pomocy do zabójstwa małoletniego dziecka – powiedziała prok. Spruś.

Przypomniała, że pierwszy z tych czynów jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 8, a drugi – podobnie jak samo dokonanie zabójstwa – karą od 8 lat do dożywocia.

– Ojcu przedstawiono dwa zarzuty. Pierwszy zarzut jest zarzutem łącznym: znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem i spowodowania u niego urazu czaszkowo-mózgowego, którego skutkiem była śmierć małoletniego dziecka – wskazała prok. Spruś.

– Natomiast drugi z zarzutów dotyczy sprawy z ub. roku, która była prowadzona w Rudzie Śląskiej, a która została przejęta do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach – i jest to zarzut spowodowania obrażeń ciała u małoletniej Wiktorii (starszej siostry Wiktora – red.): złamania trzech żeber, naruszających czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni – dodała.

Pierwszy z zarzuconych ojcu czynów jest zagrożony karą dożywocia; drugi – karą od 3 miesięcy do lat 5 pozbawienia wolności.

Nie przyznali się do winy

– Oboje podejrzani nie przyznali się do stawianych im zarzutów. W swoich bardzo obszernych wyjaśnieniach przedstawili swoją wersję, natomiast z uwagi na to, że konieczna jest weryfikacja tych wyjaśnień, nie mogę przytoczyć ich szczegółów – zastrzegła prok. Spruś.

Zasygnalizowała, że prowadzący sprawę prokurator złoży jeszcze w piątek do Sądu Rejonowego w Gliwicach wniosek o tymczasowe aresztowanie obojga rodziców. Posiedzenie aresztowe – według ustaleń prokuratury – miałoby się odbyć w sobotę rano. Prokuratura badała już wcześniej i umorzyła postępowanie ws. obrażeń ciała u dziewczynki. Ubiegłoroczna opinia biegłego była niejednoznaczna. Nie wskazała, w jaki sposób mogło dojść do urazu. Teraz to postępowanie wznowiono i połączono ze sprawą śmierci miesięcznego Wiktora.

Pytana w piątek o tę kwestię prok. Spruś zaznaczyła, że nie zna całości materiału w tym postępowaniu i nie wie, czy uzyskano w nim kolejną opinię czy też zreinterpretowano dotychczasową. W tej sprawie sąd uchylił decyzję o umorzeniu wskutek zażalenia wywiedzionego przez kuratora dziecka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sławomir Nowak wpadł przez system inwigilacji Pegasus?

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka domaga się informacji na temat tego, czy sprawa Sławomira Nowaka nie była pretekstem do inwigilowania polityków opozycji i zdobywania w nielegalny sposób informacji na temat kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego. „Rzeczpospolita” twierdzi, że materiał dowodowy, jaki zgromadzono w śledztwie ws. Nowaka jest mocny – opiera się głównie na zabezpieczonych rozmowach na szyfrowanych komunikatorach, dzięki zastosowaniu systemu inwigilacji Pegasus.

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został w poniedziałek zatrzymany w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano w Warszawie b. Dariusza Z., a w Gdańsku biznesmena Jacka P. We wtorek Nowak usłyszał zarzuty, a wczoraj tymczasowo aresztowany.

Nowak jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Lider PO Bory Budka pytany w TVN24 o areszt dla byłego polityka Platformy (zarazem osoby, która pracowała dla sztabu kandydata KO na prezydenta Rafała Trzaskowskiego) powiedział, że nie ma wiedzy „co jest w sprawie” Nowaka. Dodał, że o ewentualnej winie b. ministra transportu wypowie się sąd.

Zwrócił jednak uwagę na fakt, że zarzuty, które Nowakowi postawiła prokuratura, dotyczą okresu jego pracy na Ukrainie.

Ten okres skończył się jesienią ubiegłego roku, natomiast cała operacja służb, również służb polskich, z tego co donoszą media, trwała do teraz, w związku z czym należy się zastanowić co było prawdziwą intencją tego, że ta sprawa trwała tak długo i czy możliwe jest to, że ta sprawa została wykorzystana do tego, by inwigilować polską opozycję – podkreślił Budka.

Budka zastanawia się, czy skoro Sławomir Nowak był obiektem prac operacyjnych polskich służb, to może nie chodziło o niego, ale o wiedzę dotyczącą kampanii wyborczej i tego, co działo się w sztabie Trzaskowskiego.

Przewodniczący PO w Polsat News przyznał, że Nowak był jedną z osób, które „doradzały i dzieliły się swoją wiedzą w kampanii”. To była wymiana informacji, omawianie pewnych strategii, wymiany myśli. Jeżeli prawdą jest to, co mówią niektóre media, że celem polskich służb nie było wyjaśnianie czegoś, co już dawno było zamknięte na Ukrainie, a monitorowanie przeciwników politycznych, w tym samego kandydata na prezydenta, to mamy rzecz bulwersującą i skandaliczną. Służby powinny się zajmować tym, od czego są – powiedział.

Zapowiedział, że PO będzie żądać „pełnej i rzetelnej” informacji na temat tego, czy politycy opozycji byli inwigilowani przez służby pod pretekstem sprawy Nowaka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rozbito gang oszukujący metodą „na BLIK”

Lubuska Policja rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą dokonującą oszustw metodą „na BLIK”. Efektem niesłychanie żmudnej i wytężonej pracy śledczych było dotarcie do hermetycznego środowiska, zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie 7 osób, które przestępczy proceder realizowały na terenie całej Polski. W sprawie, która jest rozwojowa, a nadzorowana przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. już postawiono ponad 200 zarzutów.

Przestępczy proceder trwał co najmniej od stycznia 2019 do maja 2020 roku. Realizowany był przez zorganizowaną grupę przestępczą, która z wyłudzeń i oszustw uczyniła sobie stałe źródło dochodu. Na czym zatem polegał mechanizm przestępczy? Oszuści wykorzystywali do tego celu aplikację BLIK. A w zasadnie zaufanie i naiwność osób, bo sama aplikacja jest bardzo bezpieczna. W pierwszej kolejności wykorzystywali oprogramowanie do przejmowania kont na Facebooku. Po kliknięciu na sugerowane do obejrzenia filmy zamieszczane na stronach internetowych znanych wydawców następowało przekierowanie na automatyczne przetwarzanie danych teleinformatycznych. Kiedy oszuści już dysponowali loginem i hasłem, nie pozostawało nic innego jak zalogowanie się do określonego konta na Facebooku. A pokrzywdzeni żyli w przekonaniu, że korespondują ze znajomymi. Przestępcy prosili zatem przez komunikator o przesłanie kodu BLIK. Po zdobyciu zaufania i przekonania, że jest to nasz znajomy, nie było większych problemów, aby taki kod przesłać. A co za tym idzie, umożliwić wypłacanie przez oszustów pieniędzy z bankomatów.

Z reguły były to transakcje od tysiąca do 3 tys. zł. Na tę chwilę lubuscy policjanci w sprawie mają ponad 200 pokrzywdzonych. Dotarcie do tej zorganizowanej grupy przestępczej było niezwykle trudne. Do sprawy oddelegowano najbardziej doświadczonych śledczych z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą oraz Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp., którzy wspólnie z Prokuraturą Okręgową krok po kroku zbliżali się do przełomowych ustaleń. Szukali punktów odniesienia, które pozwolą na dotarcie do grupy, w której jej liderzy wykorzystywali tzw. słupy. Żmudna i ciężka praca połączona z doświadczenie rzuciła światło na ten przestępczy proceder.

W październiku 2019 roku doszło do pierwszych zatrzymań na terenie Gorzowa Wlkp. Choć to jedno z wielu punktów na mapie Polski, gdzie oszuści prowadzili swą przestępczą działalność. Ślady zostawili również w Gdańsku, Warszawie, Gryfinie, Poznaniu, Wrocławiu czy Gorzowie Wlkp. oraz innych miastach w kraju. Sześć osób zostało zatrzymanych między październikiem 2019 a styczniem 2020 roku przez policjantów śledczych i zwalczających przestępczość gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Wszystkie usłyszały zarzuty związane z oszustwem, także komputerowym i zostały tymczasowo aresztowane. Podczas przeszukań policjanci zabezpieczyli specjalistyczny sprzęt służący do tego rodzaju przestępczości. Jak nie trudno się domyślić były to komputery stacjonarne, laptopy, oprogramowania, telefony komórkowe, modemy, routery, zestawy startowe, karty SIM, karty sieciowe, bankomatowe, dyski itp.

21 maja br. na terenie Szczecina funkcjonariusze z Lubuskiej Policji zatrzymują lidera zorganizowanej grupy przestępczej. To osobą kierująca wszystkimi działaniami w grupie, w której istniał swoisty podział na role. 34-latek z województwa zachodniopomorskiego usłyszał łącznie 35 zarzutów związanych z oszustwami oraz wydawaniem poleceń. Bartosz P. kierował zorganizowaną grupą przestępczą, z której wszyscy jej członkowie uczynili sobie stałe źródło dochodu. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. Pozostałej szóstce 8 lat. Sprawa ma charakter rozwojowy i nadzorowana jest przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. ustalają w tej sprawie kolejnych pokrzywdzonych, przejmując do prowadzenia podobne sprawy z całej Polski.
Źródło info i foto: Policja.pl

Poszukiwany 46-letni Tomasz Sienkiewicz. Zabił kobietę w ciąży

46-letni mężczyzna poszukiwany jest listem gończym w sprawie zabójstwa kobiety, która była w czwartym miesiącu bliźniaczej ciąży. Podejrzanemu Tomaszowi Sienkiewiczowi grozi dożywotnie pozbawienie wolności. Podejrzewany o zabójstwo mężczyzna do tej pory nie został złapany. Prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu mu zarzutu zabójstwa i wystąpiła do sądu o tymczasowe aresztowanie. Na stronie policji pojawił się także list gończy z rysopisem i zdjęciem podejrzanego.

Tomasz Sienkiewicz poszukiwany listem gończym w sprawie morderstwa 37-letniej kobiety

Tomasz Sienkiewicz jest średniej budowy ciała, waży ponad 90 kilogramów i ma około 190 cm wzrostu. Ma krótkie, proste włosy koloru ciemny blond oraz jasne oczy. Ma 46 lat. Do morderstwa doszło w mieszkaniu kobiety w Rumi w województwie pomorskim. Mężczyzna miał zadać jej kilka ciosów nożem.

Dziennikarze „Faktu” dotarli do brata zamordowanej kobiety. Według mężczyzny kobieta poznała Tomasza Sienkiewicza niespełna dwa lata temu. Rodzina zamordowanej nie miała o jej partnerze dobrego zdania – mężczyzna dużo pił, jednak nie przejawiał żadnej agresji względem 37-latki.

– Arleta nosiła pod sercem dwoje dzieciaczków, chłopczyka i dziewczynkę. Bardzo się cieszyła na ich narodziny, to miały być jej pierwsze, długo wyczekiwane dzieciątka – powiedział brat zamordowanej. Po zabójstwie mężczyzna miał zabrać z domu tylko swojego psa. – Mam nadzieję, że policja znajdzie go żywego, bo chciałbym, żeby odpowiedział przed sądem za to, co zrobił – dodaje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Stany Zjednoczone oskarżyły Nicolasa Maduro o „terroryzm narkotykowy”

Szef departamentu sprawiedliwości William Barr oświadczył w czwartek, że rząd Stanów Zjednoczonych oskarżył rządzącego Wenezuelą Nicolasa Maduro oraz kilku jego najbliższych współpracowników o „terroryzm narkotykowy”. William Barr poinformował, że Waszyngton oferuje 15 milionów dolarów nagrody za wszelkie informacje, mogące przyczynić się do aresztowania Nicolasa Maduro. Szef departamentu obrony USA oświadczył w czwartek, że Stany Zjednoczone oskarżają przywódcę socjalistycznego reżimu w Wenezueli o „terroryzm narkotykowy”.

„Ich celem jest zalanie Stanów Zjednoczonych kokainą”

Oskarżeniem objęci zostali też: ważny polityk partii rządzącej Diosdado Cabello, minister obrony Vladimir Padrino Lopez i przewodniczący Sądu Najwyższego Maikel Moreno. USA oskarżają ich o „uczestnictwo w strukturze przestępczej, w skład której wchodzi wyjątkowo brutalna organizacja terrorystyczna, jaką są Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC)”.

– Ich celem jest zalanie Stanów Zjednoczonych kokainą – powiedział Barr na konferencji prasowej. – Przez ponad 20 lat Maduro i wielu wysokiej rangi urzędników w Wenezueli współpracowało z FARC, przez co tony kokainy zostały przerzucone do Stanów Zjednoczonych – dodał.

Podkreślił, że USA nie uznają Nicolasa Maduro jako prezydenta Wenezueli, podobnie jak nie uznały Manuela Noriegi jako prezydenta Panamy, który przez Waszyngton także został oskarżony w 1989 roku o handel narkotykami.

Szef dyplomacji Wenezueli: oskarżenia ukazują desperację elity waszyngtońskiej

W odpowiedzi wenezuelski minister spraw zagranicznych Jorge Arreaza powiedział, że oskarżenia USA ukazują „desperację elity waszyngtońskiej”. Dodał, że decyzja administracji prezydenta USA Donalda Trumpa o zaoferowaniu nagród za aresztowanie Maduro i innych wysokich rangą urzędników jest aktem „obsesji” Waszyngtonu na tle Wenezueli.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Włamywali się do domów w Łodzi. Policja zatrzymała 3 osoby

Policjanci z wydziału kryminalnego komendy wojewódzkiej w Łodzi , na terenie woj. kujawsko-pomorskiego, zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 26,36 i 44 lat podejrzewanych o kradzieże z włamaniem do domów jednorodzinnych na łódzkim osiedlu Mileszki i Nowosolna. Podczas przeszukania funkcjonariusze zabezpieczyli m.in.bizuterię zagrabioną podczas ostatniego skoku. Sprawcom grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Sprawa pozostaje cały czas rozwojowa.

Łódzcy policjanci zarówno z komendy miejskiej jak i wojewódzkiej w ostatnim czasie bardzo intensywnie pracowali nad wykryciem sprawców włamań na łódzkim osiedlu Mileszki i przyległych do niego. W efekcie tych działań, 13 marca 2020 roku, kryminalni z komendy wojewódzkiej w Łodzi, namierzyli wytypowanego opla na autostradzie A1, na punkcie poboru opłat. Pochodzący z wypożyczalni pojazd został zatrzymany w kujawsko -pomorskim. Podróżowali nim trzej mieszkańcy Pomorza w wieku 26,36 i 44 lat. Najstarszy aktualnie poszukiwany był listami gończymi wydanymi do innych spraw karnych. Podczas przeszukania policjanci znaleźli narzędzia służące do włamań oraz ukryta w poszyciu drzwi skradziona w marcu w Łodzi biżuterię. Cała trojka trafiła do policyjnego aresztu. Po przedstawieniu zarzutu funkcjonariusze z KP 6 KMP w Łodzi wystąpili do prokuratury o to aby ta skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanych. Sprawa pozostaje rozwojowa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Sąd nie zgodził się na areszt dla Zbigniewa S.

Sąd Rejonowy w Kielcach nie zgodził się na tymczasowe aresztowanie Zbigniewa S., podejrzanego o kierowanie gróźb po adresem ministra sprawiedliwości i jego żony Patrycji Koteckiej. Zbigniew S. ma dozór policji, zakaz opuszczania miejsca stałego pobytu i zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych. Prokuratura zapowiedziała odwołanie.

Zbigniew S. został zatrzymany we wtorek na polecenie Prokuratury Okręgowej w Kielcach przez funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji. Prokuratura postanowiła o zmianie i uzupełnieniu zarzutów wobec niego.

Śledztwo wszczęto w oparciu o zawiadomienie o przestępstwie na szkodę funkcjonariuszy publicznych, tj. konkretnie prokuratorów z jednej z krakowskich prokuratur. Materiały przekazano do prowadzenia Prokuraturze Okręgowej w Kielcach. Następnie do sprawy dołączano sukcesywnie materiały z innych postępowań, które związane były podmiotowo jak i przedmiotowo z tym postępowaniem – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz. Dodał, że „zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy dał podstawy do przedstawienia Zbigniewowi S. szeregu zarzutów”.

Dotyczących przede wszystkim znieważania funkcjonariuszy publicznych, m.in. prokuratorów, sędziów, funkcjonariuszy służby więziennej i policji oraz wywierania groźbami bezprawnymi wpływu na ich prawne czynności służbowe, a nadto kierowania wobec nich gróźb bezprawnych oraz znieważania i zniesławiania tych funkcjonariuszy – podkreślił Prokopowicz.

„Zbigniew S. nie zaprzestał przestępczej działalności”

14 maja 2019 roku prokurator przedstawił Zbigniewowi S. 145 zarzutów. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Zbigniew S. nie przyznał się wówczas do zarzuconych mu przestępstw i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

Mimo to Zbigniew S. nie zaprzestał swojej przestępczej działalności. Systematycznie gromadzony nowy materiał dowodowy uzasadniał wydanie postanowienia o uzupełnieniu mu zarzutów, ogłoszenia ich podejrzanemu, jego przesłuchania oraz podjęcia decyzji co do stosowania środków zapobiegawczych. Te okoliczności legły u podstaw decyzji o zatrzymaniu podejrzanego – zaznaczył Prokopowicz.

Wśród nowych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. znalazły się przestępstwa kierowania gróźb pozbawienia życia matki ministra sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro. Groźby te zostały przedstawione w materiale wideo opublikowanym na stronie internetowej Zbigniewa S.

Kolejne nowe zarzuty dotyczą czynów popełnionych przez Zbigniewa S. wspólnie i w porozumieniu z inną ustaloną osobą. Polegały one na rozpowszechnianiu fałszywych zdjęć i informacji mających zdyskredytować ministra sprawiedliwości i zastępcę Prokuratora Generalnego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beatę Marczak. Ofiarą tych działań padła także żona Zbigniewa Ziobro – powiedział Prokopowicz.

Jak ustaliła prokuratura, „te działania Zbigniewa S., mają na celu wywarcie bezprawnego wpływu na pracę prokuratorów w sprawach dotyczących Zbigniewa S. i innych osób podejrzanych o popełnienie poważnych przestępstw”. Wśród osób pokrzywdzonych bezprawnymi działaniami Zbigniewa S. są też politycy, a wśród nich prezydent RP Andrzej Duda, a także posłowie Jarosław Kaczyński i Jacek Sasin.

Prokuratura chciała, by Zbigniew S. trafił do aresztu

We wtorek prokurator przedstawił Zbigniewowi S. zarzuty popełnienia 188 przestępstw. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Zbigniew S. nie przyznał się do popełnienia żadnego z zarzucanych mu czynów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień – poinformował Prokopowicz. W środę prokurator zdecydował o skierowaniu do Sądu Rejonowego w Kielcach wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego.

Kielecki sąd w czwartek nie zgodził się jednak na ten środek zapobiegawczy. „Sąd zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji. Podejrzany ma obowiązek zgłaszania się raz w tygodniu do jednostki policji najbliższej jego miejsca zamieszkania. Sąd połączył ten dozór z zakazem opuszczania miejsca stałego pobytu oraz zakazem kontaktowania się podejrzanego z osobami pokrzywdzonymi w tym postępowaniu – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Prokopowicz dodał że „sąd uznał, iż zarzuty, które przedstawiliśmy podejrzanemu, zostały w sposób należyty, wymagany przepisami prawa uwiarygodnione dowodami zgromadzonymi w tym postępowaniu”. Sąd uznał też, że istnieją podstawy do stosowania środków zapobiegawczych. Nie zgodził się natomiast z tym, że jedynie środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania zabezpieczy w sposób prawidłowy to postępowanie – powiedział.

Prokopowicz zaznaczył, że prokuratura nie zgadza się z decyzją sądu. Będziemy składać zażalenie na to postanowienie do Sądu Okręgowego w Kiecach – zapowiedział.
Źródło info i foto: RMF24.pl