Córka zabiła matkę podczas alkoholowej libacji

Tragiczny finał miała libacja alkoholowa w Bruśniku (gm. Ciężkowice), do której doszło 9 lipca. Brały w niej udział dwie kobiety: 80-latka oraz jej 56-letnia córka. W pewnym momencie doszło między nimi do sprzeczki, która przerodziła się w bójkę. 56-latka wielokrotnie uderzyła swoją matkę oraz doprowadziła do jej śmierci przez uduszenie.

Kara dożywotniego pozbawienia wolności grozi 56-letniej kobiecie, która zabiła swoją matkę. Jak informuje portal tarnow.net.pl, do zdarzenia doszło w piątek (9 lipca) w Bruśniku (gm. Ciężkowice), podczas libacji alkoholowej. Alkohol spożywały tam dwie kobiety: 80-latka oraz jej 56-letnia córka. W pewnym momencie wywiązała się między nimi sprzeczka, a młodsza z kobiet zaczęła zachowywać się niezwykle agresywnie. Najpierw brutalnie pobiła swoją matkę, a następnie doprowadziła do jej śmierci przez uduszenie. 56-latka sama zadzwoniła na policję i poinformowała o tym, co zaszło w jej domu. Kobieta została zatrzymana, w jej organizmie było wówczas 1,5 promila alkoholu. Po wytrzeźwieniu usłyszała zarzut zabójstwa. Przyznała się do winy, choć nie potrafiła wytłumaczyć śledczym motywów swojego postępowania. Twierdziła również, że nie chciała zabić swojej matki. Sąd zastosował wobec niej środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

– Podczas wspólnego spożywania alkoholu 56-latka zadawała pokrzywdzonej uderzenia po całym ciele, na skutek czego ta doznała licznych wielonarządowych obrażeń, w tym obrzęku mózgu. Bezpośrednią przyczyną zgonu było gwałtowne uduszenie – powiedział portalowi tarnow.net.pl prokurator Mieczysław Sienicki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymano poszukiwanego czerwoną notą Interpolu

Policjanci z częstochowskiego wydziału ruchu drogowego zatrzymali do kontroli drogowej toyotę, za kierownicą której siedział 25-letni obywatel Gruzji. Mężczyzna ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości w związku z popełnionym przestępstwem na terenie jednego z krajów członkowskich Interpolu. Decyzją sądu trafił już do aresztu.

W ubiegły czwartek przy alei Monte Cassino w Częstochowie patrol drogówki zauważył pojazd marki Toyota, którego kierujący popełnił wykroczenie drogowe. Mundurowi zatrzymali go do kontroli. Podczas legitymowania okazało się, że kierujący – 25-letni mieszkaniec Warszawy – jest poszukiwany czerwoną notą Interpolu. Oznaczało to, że mężczyzna ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości w związku z popełnionym przestępstwem na terenie jednego z blisko 200 krajów członkowskich Interpolu.

Jak się okazało, 25-latek poszukiwany był od lutego 2020 roku za kradzież kilkudziesięciu tysięcy dolarów na terenie Iraku.

Z uwagi na to, że od momentu popełnienia przestępstwa ukrywał się, Biuro Interpolu wprowadziło jego dane do wszystkich baz danych, z których korzystają państwa członkowskie Interpolu. Dlatego też, podczas legitymowania na terenie naszego kraju, policjanci otrzymali informację o tym, że jest poszukiwany.

Mężczyzna na 7 dni trafił do aresztu. Teraz o jego dalszym losie zdecyduje sąd.
Źródło info i foto: Policja.pl

Białoruś: Dziennikarze wypuszczeni z aresztu

Niezależni białoruscy dziennikarze: Studzińska, była wieloletnia reporterka Radia Swaboda oraz Hruzdziłowicz i Daszczyński z tej samej redakcji a także Iliasz i Halota z telewizji Biełsat zostali wypuszczeni z aresztu w Mińsku – poinformowały w poniedziałek rano niezależne media.

Inna Studzińska, Aleh Hruzdziłowicz i Aleś Daszczyński ze Swabody oraz Ihar Iliasz i jeszcze jedna dziennikarka Biełsatu Hanna Halota zostali zatrzymani 16 lipca. Tego dnia funkcjonariusze resortów siłowych Białorusi przeprowadzili co najmniej kilkanaście rewizji w mieszkaniach dziennikarzy oraz w redakcjach niekontrolowanych przez państwo mediów, w tym wielu mediów lokalnych.

Daszczyńskiego i Halotę zwolniono z aresztu w piątek.

Władze i rządowe media twierdzą, że niezależne redakcje i organizacje pozarządowe, które również stały się celem masowych rewizji, przesłuchań i zatrzymań, działały na rzecz „mocodawców z Zachodu” i uczestniczyły w „finansowaniu protestów” na Białorusi. Radio Swaboda jest finansowane przez USA, a telewizja Biełsat przez Polskę. Dziennikarze tych mediów pracujący na Białorusi są obywatelami tego kraju.
Źródło info i foto: TVP.info

Walia: Daniel S. oskarżony o zasztyletowanie 53-letniego mężczyzny z Bangor

Daniel S. trafił do aresztu po tym jak oskarżono go o zasztyletowanie 53-letniego mężczyzny z Bangor w Walii. Motywy zbrodni nie są znane. Wkrótce odbędzie się rozprawa ws. Polaka. Polak trafił do aresztu za zasztyletowanie 53-letniego Nigela Orra. Do brutalnego morderstwa doszło 14 lipca na Beatrice Road w Bangor w Walii.

Jak przekazuje „Belfast Telegraph” policja otrzymała zgłoszenie kilka minut po północy. Mimo szybkiego dotarcia na miejsce nie udało im się uratować 53-latka. Mężczyzna zmarł na miejscu. Motywy zbrodni nie są jasne. Chociaż śledczy dysponują wystarczającymi dowodami przeciwko Polakowi, proszą o pomoc każdego, kto ma informacje w sprawie lub widział podejrzane zdarzenia tamtej nocy.

Akt oskarżenia nie został odczytany Danielowi S. Obrona zapewnia jednak, że 35-latek rozumie zarzuty i jest świadomy istnienia dowodów, że to on stoi za zbrodnią.
Źródło info i foto: o2.pl

Zabójcy prezydenta Haiti twierdzą, że chcieli go aresztować

Zamachowcy podejrzani o zabójstwo prezydenta Haiti Jovenela Moise twierdzą, że zamierzali go jedynie aresztować – informuje „Miami Herald”, powołując się na osoby, które rozmawiały z zatrzymanymi. Wchodzący w skład 28-osobowego komanda, dwaj haitańscy Amerykanie twierdzą, że byli tylko tłumaczami. Do zabójstwa 53-letniego prezydenta Moise i postrzelenia jego żony doszło w nocy z wtorku na środę w rezydencji głowy państwa. Nie wiadomo, kto przygotował spisek.

Zgodnie z informacjami przekazanymi mediom przez szefa haitańskiej policji Leona Charlesa, wśród 28 zatrzymanych, podejrzanych o udział w zabójstwie prezydenta, byli Kolumbijczycy, dwaj haitańscy Amerykanie, którzy „podkreślają teraz, że pełnili tylko funkcje tłumaczy” i czterej obywatele Dominikany. Oznacza to, że zabójstwo haitańskiego prezydenta wykracza poza granice Haiti i dotyczy całego regionu.

„Miami Herald” podało, powołując się na osoby, które rozmawiały z zamachowcami, że zamierzali oni jedynie zatrzymać Moise’a. Według źródła bliskiego śledztwu dwaj haitańscy Amerykanie, James Solages i Joseph Vincent, mieli powiedzieć śledczym, że byli tłumaczami dla kolumbijskiego komanda. Zapewniali, że celem jednostki było zatrzymanie prezydenta i że gdy przybyli na miejsce, był on już martwy. Policja haitańska nie komentuje sprawy.

W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia rentgenowskie, mające rzekomo pochodzić z autopsji Moise’a. Widać na nich, że ciało jest podziurawione kulami. Widoczne są także złamania kości, m.in. czaszki. Dziennikarzom nie udało się potwierdzić autentyczności zdjęć.

Narasta chaos

Tymczasem kraj pogrąża się w chaosie. Stany Zjednoczone odrzuciły prośbę tymczasowego rządu o wysłanie misji wojskowej, a ONZ potrzebowałaby autoryzacji Rady Bezpieczeństwa przed podjęciem takiej decyzji. Zgodnie z konstytucją Haiti Moise powinien był być zastąpiony przez przewodniczącego Sądu Najwyższego, lecz szef haitańskiego wymiaru sprawiedliwości zmarł w ostatnich dniach z powodu COVID-19.

W piątek (rozwiązany przez Moisego) Senat Haiti, który zebrał się w okrojonym składzie, ogłosił swego przewodniczącego Josepha Lamberta tymczasowym prezydentem. Będzie on pełnić tę funkcję do wyborów przewidzianych na ostatnią dekadę września.
Źródło info i foto: TVP.info

Chorzów: 23-letni Kamil W. zgwałcił 14-latkę, uniknął aresztu

23-letni Kamil W. miał zgwałcić 14-letnią dziewczynkę. Do zdarzenia doszło 23 maja tego roku. Dyżurny policji otrzymał informację o tym zajściu o godz. 23.00. Sprawą zajęli się kryminalni z chorzowskiej komendy. Okazało się, że 23-latek przyjechał do dziewczynki z Rzeszowa. Zabrał ją na przejażdżkę samochodem, która zakończyła się dramatem. Kamil W. zjechał w ustronne miejsce i tam miało dojść do gwałtu. Mężczyzna został po jakimś czasie zatrzymany. Tymczasem Sąd Rejonowy w Chorzowie wydał szokująca decyzję, by wobec rzeszowianina nie zastosować żadnych środków zapobiegawczych. 23-latek znowu pojawił się na Śląsku…

O sprawie informowaliśmy miesiąc temu. 23-letni Kamil W. z Rzeszowa przyjechał na Śląsk, aby zobaczyć się z poznaną w Internecie 14-latką. Mężczyzna zabrał ją na przejażdżkę samochodem. W pewnym momencie miał zjechać w ustronne miejsce i tam zmusić nieletnią do stosunku płciowego. Poszkodowana po wszystkim opowiedziała rodzicom, co się stało. Ci zawiadomili policję. Zdarzenie miało miejsce 23 maja. Śledczy na podstawie m.in. zapisu z monitoringu ustalili tożsamość sprawcy. Mężczyzna został zatrzymany. Prokuratura chciała, by trafił do aresztu, ale Sąd Rejonowy w Chorzowie nie zastosował żadnego środka zapobiegawczego wobec mężczyzny. Sędzia miała wątpliwości, czy rzeczywiście zdarzenie miało charakter gwałtu.

Jak podaje „Fakt” śledczy byli oburzeni decyzją i złożyli odwołanie do Sądu Rejonowego w Katowicach. Sędziowie przychylili się do wniosku. Ale 23-latek nadal przebywał na wolności. Dzień przed złożeniem zażalenia przez jego mecenasa na zastosowanie aresztu, Kamil W. znów pojawił się w Chorzowie. Mężczyzna podjechał pod dom 14-latki. Rodzice poszkodowanej zadzwonili na policję. Stróże prawa schwytali mężczyznę.

– 23-letni mieszkaniec Rzeszowa w maju zgwałcił 14-letnią mieszkankę miasta. Wówczas chorzowski sąd nie zastosował wobec niego żadnej sankcji, jednakże sad okręgowy przychylił się do prokuratorskiego zażalenia i zastosował wobec mężczyzny tymczasowy areszt. Wczoraj kryminalni z chorzowskiej komendy namierzyli i zatrzymali gwałciciela, który kolejny raz pojawił się w Chorzowie. Obecnie mężczyzna przebywa już w areszcie – napisali 2 lipca chorzowscy policjanci.
Źródło info i foto: se.pl

Andżelika Borys napisała list z areszt

21.09.2015 Bialystok , klub Fama . Przewodniczaca Zwiazku Polakow na Bialorusi Andzelika Borys .
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

„U mnie wszystko dobrze, na ile to jest możliwe” – napisała z aresztu szefowa Związku Polaków na Białorusi (ZPB) Andżelika Borys w liście do Tadeusza Gawina, jednego z założycieli tej organizacji i jej byłego przewodniczącego.

W „sanatorium”, w którym przebywam, zaaklimatyzowałam się. Tak jakbym cofnęła się o osiemdziesiąt lat. Jednak także tutaj spotykam normalnych i pozytywnych ludzi – pisze w liście z datą 24 czerwca Andżelika Borys. List jest języku białoruskim, bo, jak ocenia Borys, po polsku „mógłby nie dojść”. Chociaż moje myśli są w języku polskim – zauważa szefowa ZPB.

Dzisiaj, na swoje urodziny (Gawin świętuje 70-lecie) dostałem prezent, list od Andżeliki Borys. Ponieważ wszyscy się o Nią martwimy, postanowiłem go upublicznić – poinformował. – Borys przekazuje, że w areszcie uczy współwięźniarki języka polskiego. Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy jestem nauczycielem wolontariuszem – dodaje.

Działaczka opowiada również, że dostaje listy od ludzi z różnych zakątków Białorusi, a nawet z Moskwy i Petersburga, z wyrazami solidarności. Większość z nich to Białorusini i bardzo jest mi miło, że to Białorusini wysyłają mi słowa wsparcia – zaznacza.

Zarzuty i areszt

Borys została zatrzymana w Grodnie 23 marca, najpierw za organizację imprezy kulturalnej, Jarmarku Kaziuki, który władze uznały za „nielegalny”. Nie wyszła już jednak z aresztu, bo wszczęto wobec niej i innych działaczy sprawę karną o rzekome „podżeganie do nienawiści”. Prokuratura twierdzi, że miała miejsce „rehabilitacja nazizmu”. Oprócz Borys aresztowano jeszcze czwórkę polskich działaczy – Andrzeja Poczobuta, Irenę Biernacką, Marię Tiszkowską i Annę Paniszewą. Trzy ostatnie zgodziły się na uwolnienie pod warunkiem opuszczenia Białorusi i w maju przyjechały do Polski.

Cała piątka została uznana przez białoruskich obrońców praw człowieka za więźniów politycznych. Borys od chwili zatrzymania przebywała w areszcie, najpierw w Grodnie, potem w Mińsku, a następnie w podmińskim Żodzino. W ostatnim czasie dyrektorka telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy informowała o pogorszeniu się stanu zdrowia Andżeliki Borys.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Tajna zrzutka na kaucję dla Sławomira Nowaka. „Każdy dawał, ile mógł”

Partyjni koledzy nie chcą się chwalić, że pomogli byłemu ministrowi – donosi we wtorek dziennik „Fakt”

– „Krewni, znajomi i koledzy z PO zebrali milion złotych, żeby oskarżany o korupcję Sławomir Nowak nie musiał wracać do aresztu” – pisze gazeta.

– „Koledzy i koleżanki udzielali panu Nowakowi pożyczek. Każdy dawał, ile mógł” – mówi Faktowi Małgorzata Kidawa-Błońska.

„Wsparcie kolegów”

„Gazeta przypomina, że Sławomir Nowak opuścił areszt w kwietniu. Jednak 2 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że ma wrócić za kratki, chyba że wpłaci milion złotych poręczenia. Na zebranie tej astronomicznej kwoty dał czas do 18 czerwca. Nowak wpłacił kaucję. Udało mu się zebrać pieniądze dzięki wsparciu kolegów z dawnej partii” – czytamy.

Jak podaje „Fakt”, o zbiórce wiedziała również Małgorzata Kidawa-Błońska. – Uważamy, że to jest ludzka przyzwoitość, żeby pomóc. Pan Nowak jak najszybciej powinien stanąć przed sądem – mówi dziennikowi Kidawa-Błońska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd zdecydował ws. patostreamerów, którzy znęcali się nad niepełnosprawnym chłopakiem

Youtuber, któremu zarzuca się znęcanie się nad niepełnosprawnym chłopakiem, pozostanie w areszcie jeszcze dłużej. Sąd Rejonowy w Szczecinie przedłużył areszt dla Łukasza W., znanego jako „Kamerzysta” o kolejny miesiąc. Sąd przyznał rację prokuratorowi, który twierdził, że przebywając na wolności youtuber może mataczyć.

Nagranie na którym pokazano jak grupa młodych ludzi w upokarzający sposób traktuje niepełnosprawnego chłopaka trafiło do sieci w kwietniu 2021 roku i wstrząsnęło całą Polską. Patostreamerzy kazali mu m.in. taplać się prawie nago w błotnej kałuży, rozbijać cegły głową czy jeść kocie odchody. Łukasz W., czyli youtuber o pseudonimie „Kamerzysta” został zatrzymany i trafił do aresztu na miesiąc. Sąd Okręgowy w Szczecinie zmienił postanowienie Sądu Rejonowego i przedłużył mężczyźnie areszt o kolejny miesiąc. Łukasz W. miał pozostać za kratkami do 15 czerwca.

Prokurator złożył jednak wniosek o przedłużenie aresztu dla patostreamera, w obawie, że ten może mataczyć. Sąd przychylił się do wniosku, uznając, że mężczyzna musi pozostać w izolacji, by nie utrudniać śledztwa. Łukasz W. pozostanie więc w areszcie przez kolejny miesiąc. Orzeczenie nie jest prawomocne, co oznacza, że podejrzany może złożyć od niego zażalenie do Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Patostreaming to niepokojące zjawisko, które pojawiło się zaledwie kilka lat temu i niestety wciąż narasta na sile. Dla sławy i pieniędzy youtuberzy często posuwają się często do obrzydliwych rzeczy, publicznie poniżając i upokarzając osoby słabsze. Główną widownią filmów publikowanych przez patostreamerów są niestety bardzo młodzi ludzie, którzy często biorą przykład ze swoich „idoli” i próbują ich naśladować w prawdziwym życiu, co może mieć fatalne skutki.
Źródło info i foto: se.pl

Rosyjski opozycjonista opuścił kraj. Boi się aresztowania

Dmitrij Gudkow – były parlamentarzysta i działacz opozycji antykremlowskiej – poinformował, że wyjechał na Ukrainę w obawie przed sfingowaną według niego sprawą karną i możliwym aresztowaniem. Twierdzi, że wydano pozwolenie, aby jego sprawę rozwiązać „wszelkim sposobem”. Gudkow chciał startować w wyborach do rosyjskiego parlamentu. W mediach społecznościowych Gutkow poinformował, że jedzie do Kijowa.

„Kilka zbliżonych źródeł z otoczenia administracji prezydenta (Władimira Putina) poinformowało, że jeśli nie opuszczę kraju, to sfingowana sprawa karna będzie prowadzona nadal, aż do mojego aresztowania. Zezwolono na to, by – jeśli zostanę – kwestię Gudkowa rozwiązać ‚wszelkim sposobem’ – napisał polityk na Facebooku.

Wyraził przekonanie, że sprawa karna, w której ma status podejrzanego została wszczęta po to, by uniemożliwić mu udział w wyborach do niższej izby parlamentu Rosji, Dumy Państwowej, we wrześniu.

1 czerwca Gudkow został zatrzymany na 48 godzin jako podejrzany w sprawie karnej dotyczącej spowodowania strat finansowych na szkodę merostwa Moskwy. Wobec Giennadija Gudkowa – ojca Dmitrija, również byłego parlamentarzysty – także wszczęto sprawę karną, dotyczącą nielegalnego posiadania broni.

Rewizja w mieszkaniu

Portal Meduza podał, powołując się na źródła zbliżone do administracji prezydenta Putina, że pod naciskiem władz Moskwy śledczy nie zdecydowali się na zatrzymanie Dmitrija Gudkowa w areszcie. Jedno ze źródeł oświadczyło, że na wszczęcie sprawy karnej wobec opozycjonisty nalegało MSW Rosji. Z merostwem Moskwy, według tych źródeł, Gudkow miał dość dobre kontakty.

Policja przeprowadziła 1 czerwca rewizję na daczy Dmitrija Gudkowa i w jego mieszkaniu, a także w mieszkaniach jego krewnych i współpracowników – łącznie w 10 miejscach. Udział w przeszukaniach brało 140 funkcjonariuszy.

Działalność opozycjonisty

Dmitrij Gudkow w latach 2011-2012 brał udział w masowych protestach zorganizowanych przez opozycję przeciwko Putinowi. W parlamencie zasiadał w latach 2011-2016. W 2013 roku został wraz z ojcem wykluczony z partii Sprawiedliwa Rosja. Związał się z opozycyjną partią Jabłoko i był jej kandydatem w kolejnych wyborach do Dumy Państwowej, ale nie zdobył mandatu. Zamierzał kandydować ponownie w tegorocznych wyborach do Dumy.
Źródło info i foto: tvn24.pl