Polski kapitan statku UBC Savannah aresztowany w Meksyku trafił do szpitala. Zatrzymano go, gdy odkrył przemyt

Polski kapitan statku UBC Savannah, którego całą załogę aresztowano w Meksyku, trafił do szpitala. Jego stan w areszcie gwałtownie się pogorszył po tym, jak zarekwirowano lekarstwa, które musi przyjmować codziennie. Następnie jednak, wbrew decyzji sądu, został przewieziony z powrotem do więzienia.

Załoga pływającego pod cypryjską banderą masowca UBC Savannah została aresztowana w Altamirze na atlantyckim wybrzeżu Meksyku na początku sierpnia. Do zatrzymania trzech Polaków – kapitana, pierwszego oficera i pracownika maszynowni – oraz 19 Filipińczyków doszło po tym, gdy kapitan statku ujawnił przemyt kokainy. Narkotyki mogły zostać podrzucone podczas załadunku towaru w Kolumbii, co kontrolowały tamtejsze władze.

Meksykańscy śledczy przeszukali statek i zarekwirowali wszystkie dokumenty jednostki, a także komputery, pieniądze oraz rzeczy osobiste załogi w tym leki, które kapitan statku musi przyjmować każdego dnia. Kiedy w areszcie jego stan się pogorszył, przewieziono go do szpitala, a decyzję o hospitalizacji podtrzymał sąd.

– Personel szpitala wiedział o tym, że jest sądowy nakaz hospitalizacji, ale pod presją policji kapitan został „wydany”. Zadajemy więc sobie pytanie, jak działa prawo w Meksyku, skoro wyrok sądu jest ignorowany przez stróżów prawa? Chcielibyśmy takie pytanie zadać ambasadorowi meksykańskiemu w Polsce, dlaczego w ten sposób policja traktuje polskiego obywatela? – oświadczył przedstawiciel firmy, która zatrudnia załogę UBC Savannah.

W areszcie kapitan otrzymał osobną celę, ale pozostałych 21 członków załogi przebywa we wspólnej celi, w której temperatura sięga 40 stopni. Śpią na podłodze lub na ławkach. Wszyscy siedzą w więzieniu w Ciudad Victoria odległym o 300 km od portu w Altamirze. Firma zatrudniająca załogę informuje, że jej pracownicy starają się o zezwolenie na dostarczanie marynarzom żywności i odzieży.

Firma złożyła także skargę na łamanie praw konstytucyjnych członków załogi. Chodzi o przetrzymywanie w areszcie przez 72 godziny i kolejne trzy doby bez postawienia zarzutów.

MSZ zapewnia, że również konsul RP w Meksyku udał się do Ciudad Victoria. Podejmuje działania i interwencje wobec władz meksykańskich celem poszanowania praw i godności polskich obywateli, zapewnienia im uczciwego i zgodnego z prawem postępowania oraz prawa do obrony.
Źródło info i foto: TVP.info

Sąd nie umieścił Kamila Durczoka w areszcie

Kamil Durczok, który w piątek spowodował kolizję na autostradzie A1, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, na razie nie trafi do aresztu – informuje Wirtualna Polska. Dziennikarz zgodził się na publikację jego wizerunku.

Wniosek o tymczasowe aresztowanie Durczoka, któremu za spowodowanie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi więzienie oraz grzywna, wpłynął do sądu rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim w niedzielę.

W poniedziałek decyzja sądu ws. aresztu została jednak przełożona – i dziennikarz, zatrzymany po wypadku – wychodzi na wolność. Po posiedzeniu sądu Durczok przeprosił swoich bliskich za swoje zachowanie.

Kolizja z udziałem samochodu Durczoka miała miejsce ok. 13 na autostradzie A1, w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Samochód prowadzony przez Durczoka, który w wydychanym powietrzu miał 2,6 promila alkoholu (takie informacje przekazała policja), w pewnym momencie wypadł z pasa ruchu i staranował barierki na autostradzie.

Kamil Durczok to były dziennikarz TVP, wieloletni prowadzący „Faktów” w TVN, w ostatnim czasie prowadził program publicystyczny w Polsat News.
Źródło info i foto: rp.pl

Jest wniosek o areszt dla Kamila D. Dziennikarz z zarzutami

Zarzuty prowadzenia pod wpływem alkoholu i spowodowania zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym usłyszał dziennikarz Kamil D. Prokuratura wnioskuje też o areszt dla mężczyzny – podaje „Gazeta Wyborcza”, powołując się na portal wiadomosci-lodz.pl.

Kamilowi D. może grozić nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Prokuratura w Piotrkowie Trybunalskim złożyła też wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie dziennikarza. Decyzja w tej sprawie może zapaść jeszcze dziś.

Kamil D. został zatrzymany przez policję w piątek po tym, jak na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim wziął udział w kolizji. Mężczyzna miał w 2,6 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu. Dziennikarz najechał na pachołki oddzielające pasy ruchu. Następnie jeden z pachołków uderzył w auto nadjeżdżające z przeciwka – relacjonuje zdarzenie policja.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W Stanach aresztowano 16 marines podejrzanych m.in. o przemyt imigrantów

Szesnastu żołnierzy piechoty morskiej USA, podejrzanych o przestępstwa narkotykowe i przemyt nielegalnych imigrantów przez granicę z Meksykiem, zostało aresztowanych w czwartek czasu miejscowego w bazie wojskowej w Kalifornii – poinformował rzecznik bazy.

Aresztowanie 16 marines wynikło z osobnego dochodzenia w sprawie dwóch żołnierzy z tej samej bazy, którzy 3 lipca zostali aresztowani, a następnie oskarżeni o przemyt nielegalnych imigrantów dla osobistego zysku. Aresztowanym żołnierzom grozi proces przed sądem wojskowym, ale na razie nie usłyszeli formalnych zarzutów.

W tle narkotyki

Nie ujawniono, na czym dokładnie polegały przestępstwa, jakich mieli dopuścić się marines. Poinformowano jedynie, że są podejrzani o udział w przemycaniu z Meksyku do USA nielegalnych imigrantów oraz o różne, bliżej niesprecyzowane przestępstwa narkotykowe.

Korpus Piechoty Morskiej USA poinformował ponadto, że trzech innych marines zatrzymano w celu przesłuchania w związku z osobną sprawą dotyczącą przestępstw narkotykowych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kibic, który pobił 14-latka w czasie Marszu Równości w Białymstoku trafił do aresztu

Zarzuty udziału w dwóch pobiciach usłyszał 24-latek, którego policja poszukiwała po Marszu Równości. Mężczyzna był podejrzany m.in. o pobicie 14-latka. Kibic Jagiellonii Białystok sam zgłosił się na policję.

– Sąd w Białymstoku przychylił się do wniosku i aresztował na okres 2 miesięcy mieszkańca powiatu monieckiego, którego poszukiwaliśmy jako osobę podejrzaną o dokonanie dwóch pobić – informuje nadkom. Tomasz Krupa, oficer prasowy podlaskiej policji.

Mężczyzna był poszukiwany po marszu m.in. za pobicie 14-latka. W czasie marszu ubrany był w charakterystyczną koszulkę w barwach Jagiellonii Białystok. Policja podaje, że jeden z podejrzanych w tej sprawie został zatrzymany jeszcze w dniu marszu. Aresztowany 24-latek zgłosił się na policję w poniedziałek w towarzystwie adwokata.

Trwa ustalanie tożsamości kilkudziesięciu osób, które zakłócały Marsz Równości w Białymstoku. Policja powołała specjalny zespół składający się z 21 policjantów. Zajmują się oni ustaleniem i identyfikacją osób łamiących prawo podczas zgromadzenia.
Źródło info i foto: se.pl

Cypr: 12 nastolatków z Izraela aresztowanych. Śledczy badają sprawę gwałtu

Decyzją sądu 12 nastoletnich izraelskich turystów trafiło na osiem dni do aresztu na Cyprze. Zostali tam umieszczeni ramach śledztwa w sprawie domniemanego gwałtu na młodej Brytyjce w nadmorskiej miejscowości Ajia Napa na południowym wschodzie wyspy. Sędzia sądu w miejscowości Paralimni zaakceptował wniosek policji o osiem dni aresztu dla podejrzanych, aby dać czas śledczym na przeprowadzenie dochodzenia, które mogłoby doprowadzić do oskarżenia o „gwałt” i „gwałt z premedytacją”.

Dwunastu Izraelczyków aresztowano w środę po doniesieniu 19-letniej brytyjskiej turystki o tym, że padła tego dnia ofiarą gwałtu w hotelu w Ajia Napa, gdzie mieszkała zarówno ona, jak i podejrzani. Przesłuchanie, na które podejrzani przybyli zasłaniając twarze, odbyło się za zamkniętymi drzwiami, gdyż część z nich to osoby nieletnie.

Izraelski konsul w Nikozji Jossi Wurmbrand podał, że podejrzani mają od 15 i pół do 18 i pół roku. Izraelskie MSZ napisało w oświadczeniu, że „konsul obserwuje sprawę i jest w kontakcie z zatrzymanymi, a ich rodziny są informowane na bieżąco” o sytuacji.

Popularny cypryjski kurort

Cypryjski kurort Ajia Napa, znany z nocnego życia i przepięknych plaż, gości co roku wielu młodych turystów. Cypr odwiedza rocznie 1ponad 1,3 mln turystów, a Brytyjczycy stanowią wśród nich największą grupę. Wakacje spędza tam też wielu Rosjan i Izraelczyków.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Bartłomiej Misiewicz chce pozwać Patryka Vegę

Bartłomiej Misiewicz (29 l.) jest oburzony i głęboko poruszony ujawnionymi przez nas scenami z najnowszego filmu Patryka Vegi (42 l.) „Polityka”. – Chodzi m.in. o obyczajowe sceny z filmu, wręczanie łapówek, czy wciąganie narkotyków – ujawnia w rozmowie z „Super Expressem” znany poznański adwokat, mec. Zbigniew Kruger, pełnomocnik Bartłomieja Misiewicza, który chce pozwać znanego reżysera.

Prawie dwa tygodnie temu Bartłomiej Misiewicz opuścił tarnowski areszt. Teraz próbuje znaleźć swoje miejsce, nadrabia życie towarzyskie, wrócił też do luksusów. Pierwszy weekend na wolności spędził w Warszawie, po której jeździł swoją elegancką limuzyną. Zawitał też do rodzinnego domu w podwarszawskich Łomiankach, a spotkania z nim nie mogła się doczekać jego przyjaciółka, słynna pięściarka Ewa „Tygrysica” Piątkowska (35 l.). Ale czerpanie przyjemności z wolności przeplata się z kolejnymi problemami. Były rzecznik MON i bliski współpracownik Antoniego Macierewicza (71 l.) jest oburzony scenami z filmu „Polityka” Patryka Vegi. Narkotyki, praca za seks, związek z szefem – właśnie tak wygląda resort obrony w filmie, a jedną z głównych ról, postać ewidentnie wzorowaną na Misiewiczu, gra Antoni Królikowski (30 l.). I zapewne owe kontrowersyjne sceny z jego udziałem rozjuszyły byłego bliskiego współpracownika szefa MON.

– Zgłosił się do mnie pan Bartłomiej Misiewicz z problemem filmu Patryka Vegi. Analizuję materiał i będziemy rozważać kroki prawne. Chodzi m.in. o kontrowersyjne obyczajowe sceny z filmu, wręczanie łapówek, czy wciąganie narkotyków – mówi nam mec. Zbigniew Kruger. – Mam prawników, środki na toczenie konfliktu – kwitował w „SE” Patryk Vega.

Przypomnijmy, że dwa tygodnie temu Misiewicz wyszedł z tarnowskiego aresztu. Spędził tam prawie 5 miesięcy. Prokurator zarzuca mu przekroczenie uprawnień oraz działanie na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej. On sam twierdzi, że jest niewinny, co zamierza udowodnić przed sądem.
Źródło info i foto: se.pl

Policjant oskarżony o współpracę z przestępcami. Trafił do aresztu na 3 miesiące

33-letniemu policjantowi z komisariatu w Iłowej podległego KPP w Żaganiu postawiono zarzuty o współpracę z przestępcami. Został aresztowany na 3 miesiące – poinformował prokurator Andrzej Stefanowski z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

„Mężczyzna usłyszał trzy zarzuty. Najpoważniejszy dotyczy niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jest on zagrożony karą od roku do 10 lat więzienia. Dwa pozostałe wynikają z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii – chodzi o posiadanie i nieodpłatne udzielanie narkotyków” – powiedział prok. Stefanowski.

Podejrzany funkcjonariusz jest jedną z kilku osób podejrzanych w sprawie dotyczącej działalności grupy przestępczej zajmującej się włamaniami do bankomatów. Dotychczas podczas tego śledztwa aresztowano pięć osób i prokuratura określa je jako „rozwojowe”.

„Na tym etapie postępowania nie możemy jeszcze ujawniać ustaleń dotyczących roli podejrzanego funkcjonariusza, gdyż nadal trwają intensywne czynności procesowe” – dodał prok. Stefanowski.

Śledztwo w opisanej sprawie prowadzi zielonogórska prokuratura okręgowa. Podstawą do objęcia policjanta zarzutami były materiały dowodowe zgromadzone przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Do zatrzymania mężczyzny doszło 28 czerwca br. na jednej z ulic w Gozdnicy (Lubuskie).

Jak poinformował Grzegorz Jaroszewicz z zespołu prasowego lubuskiej policji, prowadzący wewnętrzne postępowanie w tej sprawie Komendant Powiatowy Policji w Żaganiu wszczął już procedurę związaną z usunięciem funkcjonariusza z policji. Służył w niej od 2010 r.

Informację o zatrzymaniu policjanta podała we wtorek na swoim portalu „Gazeta Lubuska”, powołując się na swojego informatora.
Źródło info i foto: interia.pl

Sri Lanka: Areszt dla urzędników po zamachu wielkanocnym

Szef policji i sekretarz w ministerstwie obrony Sri Lanki zostali aresztowani w związku z zaniechaniami, które uniemożliwiły zapobieżenie zamachowi w Niedzielę Wielkanocną. Zdaniem prokuratora generalnego funkcjonariusze publiczni mieli m.in. zignorować informacje indyjskiego wywiadu.

Zawieszonego wcześniej w obowiązkach szefa policji Pujitha Jayasundera oraz byłego sekretarza w ministerstwie obrony Hemasiriego Fernando zatrzymano pod zarzutem zaniedbań podczas pełnienia stanowisk publicznych. Funkcjonariuszom nie udało się zapobiec zamachowi, w którym zginęły 258 osoby.

Ostatnie ostrzeżenie przed godz. 7 rano w dzień zamachu

Fernando i Jayasundera mieli m.in. zignorować informacje indyjskiego wywiadu o planowanym zamachu. Zdaniem przewodniczącego Konferencji Episkopatu Sri Lanki kard. Malcolma Ranjitha ostatnie ostrzeżenie miało miejsce przed godz. 7 rano w dzień zamachu. Kardynał stwierdził, że gdyby otrzymał ostrzeżenie, zamknąłby kościoły i zawrócił ludzi do domów.

Prokurator generalny Dappula de Livery nazwał postępowanie szefa policji i sekretarza „ciężkimi przestępstwami przeciw ludzkości”.

Prokurator wydał nakaz aresztowania już 27 czerwca, lecz policja prawie tydzień ociągała się z podjęciem działań wobec podejrzanych. Dopiero drugi list ponaglający z 1 lipca wymusił działania policji wobec byłego szefa policji i sekretarza. W momencie aresztowania obaj byli hospitalizowani ze względu na zły stan zdrowia.

Obaj funkcjonariusze byli wcześniej zawieszeni w obowiązkach służbowych przez prezydenta Maithripala Sirisena. Podczas zeznań przed komisją parlamentarną powołaną przez premiera Ranila Wickremesinghe sugerowali, że prezydent również dopuścił się zaniedbań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójca 9-miesięcznej Blanki z Olecka wciąż poszukiwany

To nie ojciec przyczynił się do śmierci maleńkiej Blanki. W poniedziałek Grzegorz W. odzyskał wolność, bo prokuratura uchyliła wobec niego tymczasowy areszt. Okazało się, że w skatowanie i zgwałcenie dziecka wrabiała go jego partnerka Anna W. Kto zatem jest autorem tej przerażającej zbrodni? Czy to ów tajemniczy mężczyzna, właściciel białego suv-a, którego wiele razy widzieli pod domem sąsiedzi?

To był sensacyjny zwrot w śledztwie. Poniedziałkowa konfrontacja Grzegorza W. i Anny W. w suwalskiej prokuraturze pozwoliła śledczym na ostateczne zweryfikowanie pierwotnej wersji zdarzeń. Wynikała ona z zeznań kobiety, która wskazała swego partnera jajko sprawcę zbrodni. Tymczasem zgromadzone przez śledczych dowody – zeznania świadków, wydruki połączeń telefonicznych i lokalizacja telefonu komórkowego Grzegorza W. – kłóciły się z oskarżeniami, bo wskazywały, że mężczyzny nie było na miejscu zbrodni. A gdy jeszcze badania DNA wykluczyły, że ślady biologiczne ujawnione na ciele Blanki pochodzą od jej ojca, stało się jasne, że Grzegorz W. nie jest sprawcą zarzucanych mu czynów.

„Wobec takich dowodów prokuratura nie miała innego wyjścia jak wypuścić pana Grzegorza. Obecnie jest pod opieką swojej rodziny. Po tym co go spotkało, potrzebuje pomocy psychologa” – mówi adwokat mężczyzny, mecenas Wojciech Stpiczyński.

Mimo zwolnienia z aresztu, prokuratura nie wycofała wobec Grzegorza W. postawionych mu zarzutów

„Musimy jeszcze wykonać pewne czynności i dopiero za jakiś czas będziemy rozważać taką ewentualność” – komentuje Ryszard Tomkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.

Tymczasem śledczy nie wykluczają udziału w zbrodni osób trzecich, nie wykluczają też kolejnych zatrzymań. I stanowczo dementują, aby ktokolwiek poza Anną W. i Grzegorzem W. został w związku z tą sprawą zatrzymany. Wniosek? Prawdziwy gwałciciel dziewięciomiesięcznej Blanki wciąż pozostaje na wolności. Czy jest nim tajemniczy mężczyzna, o którym wspominają sąsiedzi Anny W.? Podobno wiele razy pod dom podjeżdżał biały suv na suwalskich blachach. – Wysiadał z niego mężczyzna w wieku około 50 lat – mówią sąsiedzi.
Źródło info i foto: se.pl