Uderzenie CBŚP w gang „Psychofans”

Kolejne uderzenie organów ścigania w grupę przestępczą „Psychofans” powiązaną ze środowiskiem pseudokibiców jednego ze śląskich klubów piłkarskich. Na polecenie prokuratury funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 5 osób, dwie kolejne osoby zostały doprowadzone z aresztu śledczego. Wszyscy usłyszeli zarzuty dotyczące m.in. wprowadzeniem na rynek dużych ilości narkotyków oraz udziału w ustawkach pseudokibiców.

Na polecenie prokuratora funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 5 osób wchodzących w skład zorganizowanej grupy przestępczej „Psychofans”, powiązanej ze środowiskiem pseudokibiców jednego ze śląskich klubów piłkarskich.

Zatrzymania miały miejsce w ubiegłym tygodniu na terenie Katowic, Rudy Śląskiej i Świętochłowic – poinformowała nadkom. Iwona Jurkiewicz z Centralnego Biura Śledczego Policji. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Policjantów CBŚP wspierali antyterroryści z Katowic.

Zatrzymani mężczyźni mają od 23 do 30 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Akcja CBA w areszcie śledczym w Bydgoszczy

Agenci CBA zatrzymali kierownika zmiany w areszcie śledczym w Bydgoszczy. Zdaniem śledczych, Ryszard R. brał łapówki w zamian za różne „usługi” dla osadzonych. Za pieniądze umożliwiał im m.in. wcześniejsze wyjście na wolność czy… wizytę w restauracji. Mężczyzna usłyszał zarzuty korupcyjne i został już tymczasowo aresztowany.

O sprawie poinformowało Radio ZET. Udało nam się potwierdzić ustalenia rozgłośni w Centralnym Biurze Śledczym. Według informacji zebranych przez śledczych z CBA i prokuratury, zatrzymany funkcjonariusz aresztu śledczego w Bydgoszczy miał nawet specjalny cennik za nielegalne usługi dla osadzonych.

– Jeden miesiąc wcześniejszego wyjścia na wolność kosztował tysiąc złotych, a jeden dzień przepustki 100 – 150 złotych. Wcześniejsze warunkowe zwolnienie to w tym specyficznym „cenniku” już znacznie droższa pozycja. Za pieniądze można było także zamówić wizytę w fast-foodzie czy w restauracji podczas konwoju aresztanta – wylicza w przesłanej Onetowi informacji Wydział Komunikacji Społecznej CBA.

– Pomimo obowiązujących przepisów kodeksu karnego wykonawczego, osadzonym zezwalano na nielegalne kontakty z osobami trzecimi oraz robienie zakupów, a następnie wnoszenie ich na teren aresztu – dodają agenci Biura.

Według ustaleń śledczych, funkcjonariusz miał współpracować z jednym z osadzonych, który pośredniczył w załatwianiu spraw. Obecne zarzuty dotyczą przyjęcia korzyści majątkowej przez zatrzymanego w wysokości blisko 36 tys. zł.

– Sąd przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie tego byłego już funkcjonariusza służby więziennej. Śledztwo prowadzi CBA z Bydgoszczy pod nadzorem miejscowej Prokuratury Okręgowej – informuje Biuro.

Jak przewiduje kodeks karny, za przyjęcie przez funkcjonariusza publicznego korzyści majątkowej lub osobistej, może mu grozić nawet do 12 lat więzienia.
Żródło info i foto: onet.pl

Były poseł trafił do aresztu na 3 miesiące ws. podżegania do zabójstwa

Sąd Rejonowy w Łodzi na wniosek łódzkiej prokuratury apelacyjnej podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie dla redaktora naczelnego tygodnika „Fakty i Mity”, Romana K. – poinformowała Grażyna Jeżewska z biura prasowego sądu okręgowego w Łodzi. Jak powiedziała Jeżewska, we wniosku o areszt Prokuratura Apelacyjna w Łodzi przedstawiła red. naczelnemu antyklerykalnego pisma siedem zarzutów, w tym o podżeganie do zabójstwa.

– Wobec grożącej podejrzanemu surowej kary oraz obawie o matactwo sąd przychylił się do wniosku prokuratury i Roman K. został przewieziony do aresztu śledczego w Łodzi. Sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące, to jest do 15 maja – zaznaczyła.

48-letni K. został zatrzymany w redakcji antyklerykalnego pisma, którego jest redaktorem naczelnym. Był również posłem na Sejm VII kadencji. Do parlamentu dostał się w 2011 roku z 1. miejsca listy komitet komitetu wyborczego Ruch Palikota w okręgu wyborczym w Łodzi.

Jak poinformowała prokuratura, przeszukanie w redakcji „Faktów i Mity” przeprowadzono w celu pozyskania dokumentacji księgowej spółki i dowodów bezpośrednio związanych z przestępstwami o charakterze kryminalnym stanowiącymi przedmiot jednego ze śledztw toczących się w tutejszej prokuraturze.

Zastępca Prokuratora Apelacyjnego w Łodzi Marek Kujawski dodał, że wskazane śledztwo i dokonane w dniu 15 lutego czynności procesowe nie mają żadnego związku z działalnością dziennikarską redakcji tygodnika ani działalnością dziennikarską jej pracowników.

W tekście zamieszczonym na stronie internetowej tygodnika „Fakty i Mity” można przeczytać m.in., że na zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi do redakcji weszło kilkunastu agentów Centralnego Biura Śledczego Policji, którzy dokonali zatrzymania redaktora naczelnego i wydawcy „Faktów i Mitów”.

„Przez 11 godzin agenci CBŚP zabierali również i wynosili z naszego budynku kopie dysków redakcyjnych i księgowych oraz m.in. część dokumentów księgowych w wersji papierowej. Przesłuchano także czterech pracowników redakcji” – napisano na stronie internetowej tygodnika.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Uciekinierzy usłyszęli zarzuty

Uciekinierzy z zakładu karnego w Grudziądzu, których policja zatrzymała we wtorek w Poznaniu, usłyszeli w środę zarzuty. Mogą spędzić w więzieniu o trzy lata dłużej, niż wynosiły ich dotychczasowe wyroki. Czterogodzinne przesłuchanie uciekinierów odbyło się w środę na terenie aresztu śledczego w Toruniu. Ze względów bezpieczeństwa funkcjonariusze nie zdecydowali się na przewiezienie mężczyzn do więzienia w Grudziądzu, z którego uciekli.

Recydywiści usłyszeli zarzuty dotyczące „samouwolnienia się przy udziale innych osób”. Każdemu z nich za ucieczkę grożą trzy lata więzienia. W czwartek sąd przesłucha 23-latka, który jest podejrzewany o to, że pomógł więźniom w ucieczce.

Trzy dni na wolności

Trzej skazani zbiegli z zakładu karnego w sobotę wieczorem. Jak informowały media, od momentu, kiedy po raz ostatni byli widziani na terenie więzienia, do chwili odkrycia ich ucieczki minęła około godzina. Według medialnych doniesień skazani mieli przepiłować kraty w oknie swojej celi i przez mur wydostać się poza teren zakładu karnego. Śledczy nie informują o szczegółach sprawy.

W niedzielę policja upubliczniła dane zbiegów. We wtorek Prokuratura Rejonowa w Grudziądzu wydała listy gończe, a sąd postanowienia o tymczasowym aresztowaniu. Uciekinierzy zostali zatrzymani we wtorek w wynajmowanym mieszkaniu na jednym z osiedli w Poznaniu. Wraz z nimi zatrzymano mieszkańca województwa warmińsko-mazurskiego. Figuruje on w policyjnych kartotekach w związku przestępstwami narkotykowymi oraz przeciwko zdrowiu i życiu.

Recydywiści skazani na rozboje

Zbiegowie to recydywiści skazani za rozboje i oszustwa: 40-letni Bartosz Ś. (skazany na 15 lat, miał wyjść w 2025 r.), 39-letni Robert B. (skazany na 11 lat, miał wyjść w 2024 r.) i 23-letni Marcin P. (skazany na 4 lata, miał wyjść na wolność w 2017 r. W związku z ucieczką we wtorek minister sprawiedliwości Borys Budka, na wniosek dyrektora Służby Więziennej, odwołał ze stanowiska dyrektora okręgowego SW w Bydgoszczy. Dyrektor generalny SW odwołał dyrektor Zakładu Karnego nr 2 w Grudziądzu.
Żródło info i foto: TVP.info

Adrian K. uciekł z aresztu

Brawurową ucieczką Artura K. (27 l.), który na początku lutego zbiegł z aresztu śledczego w Lubaniu na Dolnym Śląsku, przez kilka tygodni żyła cała Polska. Mężczyzna przeciął siatkę, przeskoczył przez mur i odjechał zaparkowanym w pobliżu mercedesem. Wpadł dopiero po 23 dniach w oddalonym o niespełna 50 km Zgorzelcu. Teraz drobny złodziejaszek z narkotykami na koncie chce dobrowolnie poddać się karze. Tyle, że to niemałej już puli lat do odsiadki dojdzie mu jeszcze więzienie za kradzież samochodu. K. miał wyjątkowego pecha. Już w Zgorzelcu ukradł samochód nauczycielki, która okazała się… żoną prokuratora.

Śledczy z Lubania skierowali właśnie do sądu akt oskarżenia przeciwko Adrianowi K. – Prokurator rejonowy zarzuca 27-latkowi ze Zgorzelca dokonanie samouwolnienia się z aresztu śledczego w Lubaniu – mówi portalowi Fakt.pl Ewa Węglarowicz-Makowska, prokurator okręgowa w Jeleniej Górze. – Mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa. Złożył też wniosek o dobrowolne poddanie się karze w wymiarze 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności – dodaje.

Adrian K. uciekł z więziennego spacerniaka 3 lutego. Jak przyznał śledczym, nie zrobił tego pod wpływem chwili, a cała akcja była zaplanowana już wcześniej. Zanim strażnicy zorientowali się, co i jak, mężczyzna zdążył przeciąć siatkę, sforsować mur i zniknąć. Przepadł na ponad 3 tygodnie. Kilka dni po brawurowej ucieczce zbiega, ze stanowiskami zdążyli pożegnać się ważni przedstawiciele dolnośląskiego więziennictwa: dyrektor aresztu, w którym K. odsiadywał wyrok oraz jego przełożony, szef okręgowy służby więziennej we Wrocławiu. Jak tłumaczyła wówczas służba więzienna, ucieczka złodziejaszka z czterema wyrokami na koncie nie była przyczyną tych odwołań, ale miała na nie wpływ.

W tym czasie policjanci szukali zbiega. Na trop K. wpadli w jego rodzinnym mieście – Zgorzelcu, oddalonym o niespełna 50 km od lubańskiego aresztu. Ukrywał się w jednym z tamtejszych mieszkań. Kiedy do drzwi zapukali mundurowi, najpierw nie chciał ich wpuścić do środka, a potem – w przypływie agresji – zaczął okładać ich pięściami i kopać. Szybko został obezwładniony. Trafił na „dołek”, a potem do więzienia o zaostrzonych środkach ochrony.

Jak ustaliliśmy, nawet kiedy delektował się życiem z dala od krat, jego przestępcza natura dała o sobie znać. 27-latek ukradł zaparkowany pod szkołą samochód. Jak się okazało, jednej z nauczycielek. Pech chciał, że – przy okazji – jest ona żoną… prokuratora. Prawdopodobnie zamierzał go sprzedać. Nie zdążył. – W tej sprawie toczy się odrębne postępowanie – mówi Węglarowicz-Makowska. Za to dostanie kolejny wyrok i lata do odsiadki.

A za co siedział w Lubaniu? – Odbywał karę pozbawienia wolności, orzeczoną czterema wyrokami sądu rejonowego w Zgorzelcu, między innymi za kradzieże i posiadanie środków odurzających – wylicza prokurator okręgowa. Za to miał siedzieć do września 2017 roku. Za ucieczkę z aresztu, jeśli na zaproponowaną przez Adriana K. karę przystanie sąd, doliczone zostanie kolejne 1,5 roku. A za kradzież – dodatkowe lata do odsiadki. Wszystko wskazuje na to, że do 2020 roku raczej nie opuści więziennych murów.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Adrian M. jest już w Polsce

Przed południem na przejściu granicznym w Kołbaskowie 31-letni Adrian M., podejrzany o porwanie 10-letniej Mai z Wołczkowa został przekazany przez Niemców stronie polskiej. Mężczyzna trafi teraz do aresztu w Szczecinie. Do uprowadzenia 10-letniej Mai doszło w ubiegłym tygodniu, gdy dziewczynka wracała do domu po szkole. Podejrzany wywiózł ją do Niemiec, gdzie następnego dnia został zatrzymany przez tamtejszą policję i osadzony w zakładzie karnym w Buetzow pod Rostockiem, około 250 km od miejsca porwania.

Przekazanie M. nastąpiło na przejściu granicznym, po stronie niemieckiej, w siedzibie niemieckich funkcjonariuszy. Mężczyzna został dowieziony do komisariatu policji niemieckiej w konwoju trzech pojazdów. Wszedł do budynku w kurtce na głowie. Miał ręce skute kajdankami. Procedura przekazania go stronie polskiej trwała niecałe pół godziny. Potem policjanci z wydziału konwojowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie wyprowadzili mężczyznę, który miał kajdanki także na nogach i zawieźli go nieoznakowanym busem do aresztu śledczego w tym mieście.

Był spokojny, nie rozmawiał w czasie transportu

Jak mówiła Irena Kornicz z biura prasowego zachodniopomorskiej policji, mężczyzna był spokojny. Pytana, czy M. rozmawiał podczas transportu zaprzeczyła. Poinformowała też, że zgodnie z procedurą, mężczyzna musiał być przeszukany. Prokurator Jacek Powalski z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie powiedział, że jest szansa, iż jeszcze dziś prokurator ogłosi mu zarzuty.

Prokurator prowadzący śledztwo będzie chciał „w możliwie krótkim czasie” wysłuchać też ewentualnych wyjaśnień podejrzanego. Podczas przesłuchania ustalane będą okoliczności zdarzenia, a także wyjaśniana motywacja mężczyzny – dodał.

Sama dziewczynka nie została jeszcze przesłuchana – nie zgodził się na to biegły, który wyraził opinię, że ze względu na stan dziecka nie będzie to możliwe przez najbliższe kilka dni. Jak podkreślił Powalski, dziewczynka ma być przesłuchana przed sądem, by nie było potrzeby ponownego jej przesłuchania podczas ewentualnego procesu. Zanim jednak to się stanie, musi być wydana ponowna opinia biegłego, która na to zezwoli – dodał.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano sympatyka IS planującego zamachy w Toronto

Straż graniczna Kanady zatrzymała zwolennika dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS), podejrzanego o przygotowywanie zamachów w Toronto m.in. na konsulat USA – poinformował dziennik „National Post”. Zatrzymany mężczyzna to 33-letni Pakistańczyk Jahanzeb Malik, który mieszkał w Kanadzie od ponad 10 lat. Zwrócił na siebie uwagę kanadyjskich służb, gdy w 2013 roku pojechał do Afryki Północnej.

Straż graniczna (CBSA) podała, że chodzi o sympatyka islamistycznej organizacji Państwo Islamskie, który – jak sam powiedział – szkolił się w obozie dla islamistów w jednym z krajów północnoafrykańskich. Mężczyznę rozpracował działający pod przykrywką funkcjonariusz.

– Planowanie ataków było już na zaawansowanym etapie – zaznaczyła Jessica Lourenco z CBSA. Zatrzymany miał przeprowadzić zamachy na amerykański konsulat i inne budynki w finansowej dzielnicy Toronto. W poniedziałek mężczyzna trafił do aresztu śledczego. Straż graniczna podała, że nie zostaną mu postawione zarzuty, ale ponieważ stanowi potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa Kanady – zostanie wydalony do Pakistanu.

Adwokat Malika twierdzi, że jego klient jest niewinny. Jego zdaniem świadczy o tym właśnie fakt, że władze nie postawiły mu zarzutów. W październiku ubiegłego roku w Kanadzie doszło do dwóch zamachów – najpierw w prowincji Quebec nawrócony na islam mężczyzna uderzył samochodem dwóch żołnierzy, zabijając jednego z nich, a kilka dni później inny zamachowiec w Ottawie postrzelił ze skutkiem śmiertelnym innego żołnierza i wtargnął do parlamentu. Obaj napastnicy zostali zabici przez siły bezpieczeństwa.
Żródło info i foto: wp.pl

Marcin P. przeniesiony do nowego aresztu

Były szef Amber Gold jest już transportowany do aresztu śledczego w Piotrkowie Trybunalskim. Marcin P. będzie siedział w jednym z najnowocześniejszych polskich aresztów. Podejrzany były prezes Amber Gold, który ma czasowo przyznany status „szczególnie chronionego”, zostanie przewieziony do jednego z najnowocześniejszych polskich aresztów – Aresztu Śledczego w Piotrkowie Trybunalskim. Jak poinformował Robert Witkowski z gdańskiego aresztu, Marcina P. wywieziono z Gdańska go po 8:00. Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Laurent Gbagbo przed sądem

Były prezydent Wybrzeża Kości Słoniowej, Laurent Gbagbo, został oskarżony o przestępstwa gospodarcze. Prokuratura zarzuca mu m.in. kradzieże i sprzeniewierzenie pieniędzy publicznych – informuje w piątek BBC. Podobne zarzuty postawiono też żonie Gbagbo, Simone. Oboje zostali zatrzymani w kwietniu i osadzeni w areszcie domowym. Teraz przeniesiono ich do aresztu śledczego. Po wyborach na Wybrzeżu Kości Słoniowej w listopadzie ubiegłego roku, wygranych przez obecnego prezydenta Alassane Ouatarrę, Gbagbo odmówił przekazania władzy. Żródło info i foto: tvn24.pl

Zatrzymano poszukiwanych

Funkcjonariusze ze Stargardu Szczecińskiego zatrzymali 34-letniego mężczyznę, który przez ostatnich 5 lat ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Poszukiwany był aż 10 listami gończymi w tym Europejskim Nakazem Aresztowania. W Starogardzie Gdańskim funkcjonariusze zatrzymali z kolei 35-latka starogardzka Prokuratura wszczęła aż 6 poszukiwań w celu ustalenia miejsca pobytu, a Sąd Rejonowy w Starogardzie Gdańskim wydał nakaz doprowadzenia do najbliższego aresztu śledczego. Żródło info i foto: Policja.pl