Jest list gończy za „Hossem”

Jest list gończy za Arkadiuszem Ł. ps. „Hoss”. Sąd Okręgowy w Poznaniu podjął taką decyzję po tym, jak policja nie zastała „króla wnuczkowej mafii” pod wskazanym przez niego adresem.

Sąd został rano poinformowany przez policję, że funkcjonariusze nie zastali Arkadiusza Ł. pod adresem, pod którym miał przebywać, a w związku z tym nie udało się go zatrzymać. Dlatego została podjęta decyzja o wydaniu listu gończego za oskarżonym. W tym momencie każda jednostka policji w kraju, która pozyska informację o miejscu pobytu Arkadiusza Ł., ma obowiązek go zatrzymać i doprowadzić do najbliższego aresztu śledczego – powiedział sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Poznańskiej policji nie udało się zatrzymać „Hossa”. Funkcjonariusze dziś rano przekazali do sądu materiały wskazujące na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. listem gończym.

Jak poinformował mł. insp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, funkcjonariusze we wtorek po otrzymaniu dokumentacji z sądu podjęli próbę zatrzymania „Hossa”.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił w poniedziałek wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” tymczasowego aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

We wrześniu w sprawie Hossa została orzeczona nieprawomocnie kara 7 lat pozbawienia wolności, czyli kara surowa. Obecnie jest rozpoznawana apelacja. Sposób jej rozpoznania będzie miał bezpośrednie przełożenie na postępowanie, które zostało umorzone w ubiegłym tygodniu – wyjaśniła w rozmowie z PAP prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Żeby zabezpieczyć wykonanie kary, prokurator wniósł o zastosowanie międzyinstancyjnego aresztu tymczasowego, uzasadniając wniosek wysokim prawdopodobieństwem prawomocnego orzeczenia kary 7 lat pozbawienia wolności, a także uzasadnioną obawą, że oskarżony będzie uciekał, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości – dodała prok. Chyr.

Prokurator przypominała, że „Hoss” zachowywał się w opisany sposób „na gruncie sprawy, która została właśnie umorzona”.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił wniosek. Zgodził się, że to, jak się oskarżony zachowuje w kontaktach z organami ścigania, jest przesłanką do zastosowania tymczasowego aresztowania. Areszt został zastosowany na okres sześciu miesięcy – dodała.

Ten okres aresztowania powinien wystarczyć do rozpoznania apelacji od wrześniowego wyroku, którą wniosły strony.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przygotowuje także zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu, podjętą 18 marca.

Jak wyjaśniał w minionym tygodniu sędzia Aleksander Brzozowski, „18 marca sąd umorzył wobec Arkadiusza Ł. postępowanie z uwagi na to, że czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku. Sąd wówczas przyjął koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, uznał za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje takie same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego okresu uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później. W związku z umorzeniem postępowania sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu” – poinformował sędzia Brzozowski.

Skazany za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”

„Hoss” został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na 7 lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet.

Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez warszawską prokuraturę. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie „Hossa”.

W sprawie głos zabrał także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podkreślając, że „przestępca, który grasuje ze swoją szajką w całej Europie, okradając starszych ludzi z oszczędności ich życia, nie powinien się dłużej cieszyć wolnością”.

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Ujęli go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Jej finałem była decyzja z 18 marca o umorzeniu postępowania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

„Hoss”, król mafii wnuczkowej skazany

Na 7 lat więzienia skazał we wtorek poznański sąd Arkadiusza Ł. ps. Hoss, nazywanego „królem mafii wnuczkowej”. Wobec jego brata Adama P. orzeczono karę 6 lat pozbawienia wolności. Obaj oskarżeni byli o kradzieże i wyłudzenia kilku milionów złotych w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu.

Proces Arkadiusza Ł. ps. Hoss, nazywanego „królem mafii wnuczkowej”, toczył się przed poznańskim sądem okręgowym ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu w latach 2012-2014 w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne.

Mężczyzna miał wprowadzać obywateli innych państw w błąd co do tożsamości, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji. Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem Adamem P., który odpowiadał z wolnej stopy.

We wtorek poznański sąd uznał Arkadiusza Ł. za winnego zarzucanych mu przestępstw i wymierzył mu karę łączną 7 lat więzienia. Wobec jego brata orzeczono karę 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody, oraz pokrycie kosztów sądowych.

Sędzia Karolina Siwierska podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że „przestępczy proceder prowadzony przez oskarżonych, z którego uczynili sobie stałe źródło dochodu, był wyjątkowo odrażający moralnie”.

– Oskarżeni oszukiwali ludzi w podeszłym wieku, wykorzystując ich nieporadność, naiwność, dobre serce i w ten sposób pozbawiali ich oszczędności całego życia, czy pamiątkowej, rodzinnej biżuterii – dodała.

Wydany we wtorek wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Gotowy akt oskarżenia przeciwko „Hossowi”. Szef gangu działającego metodą „na wnuczka” w całej Europie

Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił akt oskarżenia przeciwko Arkadiuszowi Ł., ps. Hoss, domniemanemu szefowi grupy wyłudzającej od starszych osób pieniądze metodą na wnuczka. Śledczy zarzucają mu oszustwa na około 1,6 mln zł.

O skierowaniu aktu oskarżenia prokuratura poinformowała w środę. – Prokurator zarzucił Arkadiuszowi Ł., ps. Hoss, popełnienie 10 przestępstw metodą na wnuczka. Miał ich dokonać od maja 2013 r. do kwietnia 2014 r. Zgodnie z poczynionymi ustaleniami oskarżony z popełniania przestępstw uczynił sobie stałe źródło dochodów – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński.

Pokrzywdzeni to seniorzy ze Szwajcarii i Niemiec. Hoss i jego wspólnicy telefonowali do nich z Polski. Podawali się za członków rodziny i namawiali ich, by przekazywali im pieniądze.

Seniorzy przekazywali po pół miliona złotych

Oto przykład. 28 maja 2013 r. do starszego małżeństwa w Zurychu zadzwonił mężczyzna podający się za ich krewnego mieszkającego w Czechach. Miał niewyraźny głos, co tłumaczył ostrym przeziębieniem. Wyjaśniał, że jest akurat w Szwajcarii i zamierza kupić tam mieszkanie, ale brakuje mu pieniędzy. Przedstawił wersję, że w jego banku źle zarejestrowano datę przelewu. Poinformował, że chodzi o 125 tys. franków szwajcarskich, czyli około 500 tys. zł. Obiecał oddać je następnego dnia i przy okazji odwiedzić dawno niewidzianych krewnych. Emeryci zgodzili się mu pomóc. Chcieli zrobić przelew. Telefonujący poprosił o gotówkę. Miała ją odebrać żona notariusza, rzekoma „pani Schmidt”. Seniorzy przekazali pieniądze zgodnie z instrukcją.

Inny pokrzywdzony przekazał 150 tys. franków, czyli ok. 600 tys. zł. Kolejna seniorka oddała biżuterię wartą ponad pół miliona złotych i planowała przekazać równowartość 170 tys. zł w gotówce.

Wszystkie przestępstwa wyglądały podobnie. Oszuści podawali się za siostrzeńców, synów czy bliskich znajomych. – W niektórych przypadkach pokrzywdzeni decydowali się przekazać pieniądze oszustom, mimo że w banku, z którego pobierali pieniądze na prośbę oszustów, otrzymali ulotki informujące o przestępstwach metodą na tzw. wnuczka” – mówił Łapczyński.

Z podsłuchów, które niemiecka policja założyła m.in. „Hossowi” wynika, że to właśnie Arkadiusz Ł. nadzorował każde oszustwo. Dzwoniono do niego po wytyczne, informowano o przebiegu i wyłudzonych kwotach. Na miejscu – w Niemczech i Szwajcarii – pieniądze odbierały osoby zwane odbierakami.

Ofiar szukali w książce telefonicznej

Numery telefonów przyszłych ofiar i ich dane przestępcy brali z książek telefonicznych. Według śledczych wybierali imiona mogące wskazywać na starszy wiek.

– Oskarżony, działając wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, wyłudził od pokrzywdzonych pieniądze w łącznej kwocie ponad 1,6 mln zł oraz biżuterię o wartości ponad 530 tys. zł – poinformował Łapczyński. Hoss ma także zarzuty za usiłowanie wyłudzenia 1,5 mln zł. Nie udało mu się tego dokonać dzięki postawie pokrzywdzonych.

Śledczy powołali biegłego z zakresu fonoskopii. Porównał on głos z nagrań z podsłuchów z zarejestrowanym podczas przesłuchania głosem Arkadiusza Ł. Ekspert orzekł, że na nagraniach, w których omawiane są szczegóły oszustw, zarejestrowany jest głos Hossa oraz m.in. jego synów – Romana K., Piotra K. i Marcina K., ps. Lolli. Tego ostatniego niemiecki sąd skazał w styczniu na 12,5 roku więzienia za oszustwa metodą na wnuczka.

Zatrzymany w lutym 2017 r. Arkadiusz Ł. początkowo przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw. Między innymi dzięki tej postawie uniknął tymczasowego aresztowania. Jednak po zażaleniu prokuratury sąd zdecydował o izolacji podejrzanego. Hossa poszukiwała policja w całym kraju. Po zatrzymaniu wycofał wcześniejsze wyjaśnienia i odmówił składania kolejnych.

Proces ws. wyłudzeń metodą na krewnego

Arkadiuszowi Ł. za zarzucane przestępstwa grozi do 15 lat więzienia. Mężczyzna nie był wcześniej karany, ale przed Sądem Okręgowym w Poznaniu toczy się proces, w którym on i jego brat Adam P. odpowiadają za wyłudzenie około 2 mln zł metodą na krewnego.

W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie prowadzone są także inne postępowania karne wobec osób współdziałających w przestępczym procederze z Arkadiuszem Ł., w tym wobec jego synów oraz żony Sylwii K. Krewnych Hossa zatrzymało wiosną 2016 r. Centralne Biuro Śledcze Policji.

W połowie sierpnia do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił akt oskarżenia przeciwko Sorayi P., siostrze Hossa. Oskarżonej zarzuca się udział w zorganizowanej grupie przestępczej i usiłowanie dokonania ośmiu oszustw metodą na wnuczka na kwotę 360 tys. zł. W jednym przypadku udało jej się wyłudzić od pokrzywdzonej obywatelki Niemiec ponad 20 tys. zł. Soraya P. przebywa w areszcie śledczym. Grozi jej do 15 lat więzienia. Ponadto Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał ją na dwa lata więzienia za podobne przestępstwa w przeszłości.

Śledztwo w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie przeciwko Hossowi i osobom z nim współpracującym wszczęto w maju 2013 r. na wniosek prokuratury w Hamburgu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Człowiek „Hossa” w końcu wpadł w ręce policji

Mocny cios w mafię okradającą emerytów metodą na wnuczka. Policja dorwała kolejnego bossa gangu, romskiego pastora o ksywie Murzyn. On i jego rodzina pławili się w luksusach, wyłudzając pieniądze od dobrodusznych staruszków ze Śląska. Banda jest blisko związana z Arkadiuszem Ł. ps. Hoss (49 l.), który kilkanaście lat temu wymyślił tę metodę.

58-letni dziś pastor zaczynał swoją wnuczkową karierę właśnie u Arkadiusza Ł. Osławiony król romskiej mafii o pseudonimie Hoss wraz ze swoim bratem Adamem P. (44 l.) i żoną Sylwią K. (48 l.) wpadli na pomysł naciągania starszych osób, wciskając im przez telefon wstrząsające historie. Z początku o krewnym w nagłej potrzebie, a później o policjancie prowadzącym tajną akcję i proszącym o przekazanie funduszy. Zarobili miliony. A że „Hoss” i „Murzyn” są dalekimi kuzynami, król nauczył pastora i jego rodzinę, jak okręcić sobie emeryta wokół palca i wydoić z niego ostatnią złotówkę.

„Murzyn” okazał się pojętnym uczniem i kradł na potęgę. W internecie chwalił się zdjęciami z wycieczek do Ameryki, na egzotyczne wyspy, luksusowymi autami i rezydencjami, przy których te ze słynnego serialu „Dynastia” wypadają blado. I chociaż był ostrożny i miał ludzi, którzy wykonywali za niego brudną robotę, w końcu wpadł.

– 58-latek został zatrzymany. Usłyszał zarzut kierowania grupą przestępczą, która zajmowała się popełnianiem oszustw przy wykorzystaniu tzw. metody na policjanta. Do zarzucanego czynu się nie przyznał – mówi Marta Zawada-Dybek z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

W więzieniu nie będzie samotny, bo za kraty trafił także jego 48-letni zięć „Dziuniek”. – Mężczyzna usłyszał zarzut udziału w grupie przestępczej. Okazało się, że był poszukiwany do odbycia kary 4,5 roku więzienia – informuje śląska policja. Jak udało nam się ustalić, „Dziuniek” unikał odsiadki, bo wyłudzonymi od emerytów pieniędzmi opłacał lekarzy, którzy zapewniali, że jest bardzo chory. Podczas styczniowej akcji wpadli też córka pastora, wybitna oszustka „Hamba”, i jej brat „Lasio” oraz dwoje członków ich rodzin. – Wszystkie te osoby zostały tymczasowo aresztowane na okres trzech miesięcy. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności – mówi prok. Zawada-Dybek.

Zdumiewa jednak fakt, że śledczy przedstawili Cyganom zarzuty oszustw opiewających na sumę zaledwie 280 tys. zł. Mniej więcej tyle warte były zegarki i auta, które zabezpieczono podczas zatrzymania! Ale policjanci zapewniają, że sprawa jest rozwojowa. Być może wkrótce zatrzymają pozostałych krewnych „Murzyna” i odnajdą ukryty majątek.
Źródło info i foto: se.pl

„Hoss” zeznaje w sądzie. Oszust działający metodą „na wnuczka” nie czuje się winny

Jestem niewinny, zrobiono ze mnie ofiarę medialną – powiedział w sądzie Arkadiusz Ł. ps. „Hoss”, który, według prokuratury, jest pomysłodawcą oszustw metodą „na wnuczka”. W piątek poznański sąd okręgowy kontynuował jego proces. Druga rozprawa trwała niecałe 20 min.

Śledczy zarzucają Arkadiuszowi Ł. udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu w latach 2012-14 w sumie kilku mln zł w różnych walutach, oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Mężczyzna miał wprowadzać obywateli innych państw w błąd co do tożsamości, poprzez pozorowanie bliskiego stosunku pokrewieństwa lub innej znajomości. W swoich działaniach miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Zirytowany „Hoss”

W piątek w sądzie, „Hoss” poirytowany obecnością dziennikarzy na sali rozpraw, powiedział, że jest niewinny, i że to prokuratura zrobiła z niego „ofiarę medialną”. W sądzie nie było drugiego z oskarżonych – brata „Hossa”, Adama P. który odpowiada z wolnej stopy.

Na piątkowej rozprawie sąd miał przesłuchać żonę Adama P. – Żanetę B., oraz konkubinę „Hossa” – Sylwię K. Obie kobiety skorzystały jednak z przysługującego im prawa odmowy składania zeznań. Dwóch pozostałych świadków, którzy mieli zostać przesłuchani, nie stawiło się na rozprawie.

Sędzia Karolina Siwierska poinformowała w piątek, że odrzuca wnioski obrońcy Adama P. o zwrócenie się do niemieckiej prokuratury z prośbą, by ta nadesłała zgody właściwych sądów na prowadzone w Niemczech podsłuchy kilkudziesięciu rozmów telefonicznych, które służą obecnie za dowód przeciwko „Hossowi”. Obrona chciała też wnioskować do niemieckiej prokuratury o informację, czy w tej sprawie została wdrożona procedura zawarta w Konwencji o pomocy prawnej w sprawach karnych pomiędzy państwami członkowskimi UE.

Jak tłumaczyła sędzia, „dowodu nie można uznać za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie że został uzyskany z naruszaniem przepisów postępowania”. – Wobec czego do rozstrzygnięcia przedmiotowej sprawy nie ma znaczenia to, czy materiały operacyjny w postaci zapisów utrwalanych rozmów telefonicznych zostały zgromadzone z ewentualnym naruszeniem porządku prawnego obowiązującego w Republice Federalnej Niemiec, gdyż nie można uznać ich za dowody objęte bezwzględnym zakazem dowodowym – podkreśliła sędzia Siwierska.

Obrońca Adama P. mec. Paweł Sołtysiak powiedział mediom po rozprawie, że zupełnie nie zgadza się z argumentacją odrzucającą wnioski obrony. Jak mówił, „w procesie karnym nie jest możliwe wykorzystywanie nagrań zgromadzonych nielegalnie”.

– Nagrania rozmów miały miejsce w 2012, 2013 i do połowy 2014 roku. Wtedy nie obowiązywał przepis na który powołał się dzisiaj sąd. Ten przepis obowiązuje od 1 stycznia 2015 roku i dodatkowo był jeszcze w międzyczasie zmieniany. To, czy nagrania były legalne czy nielegalne należy ocenić według przepisów obowiązujących w dniu kontroli operacyjnej, w dniu nagrywania – podkreślił.

Jak dodał, „nawet w Niemczech tych nagrań pana Arkadiusz Ł. i Adama P. nie można wykorzystać. Niemcy w swoim postępowaniu uważają te podsłuchy za nielegalne” – mówił obrońca.

– Teraz jest taka paradoksalna sytuacja, że sądy i prokuratura niemiecka mówią tak: my niestety nie możemy nic z tym robić, bo przepisy nasze są naruszone, bo nie wydaliśmy zgód na kontrolę operacyjną, nie zapytaliśmy państwa polskiego (…), ale proszę, wysyłamy to do was Polacy, wy macie inne przepisy, wy sobie to wykorzystajcie. Jest to nonsens! Skoro według prawa niemieckiego jest to nielegalne, to musi to też być nielegalne według prawa polskiego. Nigdy te nagrania nie powinny trafić do Polski – dodał Sołtysiak.

Obrońca podważył także wiarygodność tłumaczeń tych nagrań. Jak mówił, zostały one sporządzone przez osoby nieposiadające odpowiednich uprawnień.

Prokurator Marcin Szpond z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, powiedział w piątek dziennikarzom, że „od tego jest postępowanie dowodowe prowadzone przed sądem, żebyśmy wykazali zawinienie, więc poczekajmy do końca” – zaznaczył.

Odnosząc się do decyzji sądu, oddalającej wnioski obrońcy oskarżonego, prokurator podkreślił, że „zdecydowanie mamy zupełnie inny ogląd tej sprawy, inną ocenę, którą zaprezentowaliśmy. Zupełnie nie podzielam tego stanowiska (obrony – PAP)”.

Pytany, czy zgody na podsłuchy były rzeczywiście wydane tłumaczył – „oczywiście, że zgody były wydawane. Były też realizowane wnioski o pomoc międzynarodową, realizowane przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie i następnie te nagrania były przekazywane stronie niemieckiej. My nie mamy najmniejszych wątpliwości co do tego, że nagrania uzyskane w ten sposób są legalne” – powiedział.

– Są dwa porządki prawne: niemiecki i polski. Te porządki są różne, natomiast mamy przepisy, które pozwalają dostosować te wymogi dowodowe, uwzględnić różnice, więc jeżeli nie są one sprzeczne z porządkiem prawnym Rzeczpospolitej, nie ma powodów, dla których nie można ich wykorzystać, także są w pełni dopuszczalne – dodał.

Prokurator nie chciał komentować treści nagrań, powiedział jedynie, że są to „nagrania m.in. rozmów między oskarżonymi, które dotyczą zarzuconych im przestępstw”.

Odnosząc się z kolei do tłumaczeń tych nagrań, zaznaczył, że były one przekładane przez tłumaczy niemieckich. – Były one tłumaczone przez osoby, które znają język romski i w świetle procedury niemieckiej zostały dopuszczone do tłumaczenia – mówił. W rozmowie z dziennikarzami potwierdził także, że w trakcie wcześniejszych przesłuchań oskarżeni rozpoznali na nagraniach swój głos, przyznali się do winy i wówczas nawet negocjowali z prokuraturą wymiar kary.

Prokurator zaznaczył również, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy jest „mocny i jednoznacznie potwierdza zawinienie oskarżonych”.

„Hoss” już zdrowy

Proces „Hossa” kilkukrotnie nie mógł się rozpocząć m.in. ze względu na niestawiennictwo oskarżonego oraz stan jego zdrowia. W maju, po otwarciu rozprawy, Arkadiusz Ł. także źle się poczuł i poprosił o wezwanie pogotowia. Oskarżonemu udzielono pomocy medycznej i odprowadzono do aresztu śledczego. Proces ostatecznie ruszył pod koniec czerwca, ale obrona wskazywała, że oskarżony jest schorowanym człowiekiem i biegli powinni zdecydować, czy uczestnictwo w procesie nie pogorszy jego stanu zdrowia.

W trakcie piątkowej rozprawy sędzia Siwierska poinformowała strony, że do sądu wpłynęła już opinia biegłych w tej sprawie. Jak mówiła sędzia, według specjalistów z Instytutu Kardiologii w Warszawie, „aktualny stan zdrowia Arkadiusza Ł. jest dobry, i nie stanowi przeciwskazania do jego udziału w postępowaniu karnym w charakterze oskarżonego”.

Kolejna rozprawa ma się odbyć w listopadzie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Proces „Hossa” przerwany

W piątek przed sądem okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces dotyczący oszustw sposobem „na wnuczka”. Na ławie zasiadł Arkadiusz Ł. pseudonim „Hoss”, pomysłodawca metody. Rozprawa została jednak przerwana. Szef „gangu wnuczkowego” zasiadł na ławie oskarżonych razem ze swoim bratem Adamem P. Przed oblicze sądu został doprowadzony z poznańskiego aresztu śledczego. W piątek miał usłyszeń akt oskarżenia.

Rozprawę przerwano, gdyż „Hoss” miał źle się poczuć. Z sali zostali wyproszeni dziennikarze. Jego prawnicy zdążyli jedynie poprosić o dodatkowe badania psychiatryczne swojego klienta. Sąd odmówił. Piątkowa rozprawa była kolejną próbą rozpoczęcia procesu przeciwko „Hossowi”. Wcześniej kilkukrotnie starania spełzły na niczym. Arkadiusz Ł. nie stawiał się w sądzie. „Hoss” pierwotnie został zatrzymany na początku lutego tego roku na warszawskiej Woli. Prokuratura chciała jego aresztowania, ale Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji. Jako że Arkadiusz Ł. nie wypełniał swoich zobowiązań, sąd okręgowy zdecydował o jego aresztowaniu. Wtedy „Hoss” uciekł.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

„Hoss” dziś stanie przed sądem

Arkadiusz Ł. ps. „Hoss” zasiądzie w piątek na ławie oskarżonych w procesie przed poznańskim sądem okręgowym. Prokuratura zarzuca mu kierowanie grupą i wyłudzenie kilku mln zł w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu dzięki tzw. oszustwom metodą „na wnuczka”. Boss tzw. mafii wnuczkowej Arkadiusz Ł. na salę rozpraw ma zostać doprowadzony z poznańskiego aresztu śledczego, do którego został już przewieziony z Warszawy. Na ławie oskarżonych „Hoss” zasiądzie wraz ze swoim bratem Adamem P.

Piątkowa rozprawa będzie kolejną próbą rozpoczęcia procesu przez sąd – wcześniej kilkakrotnie rozprawy były odraczane m.in. z powodu niestawiennictwa „Hossa”.

„Cygański baron”

Arkadiusz Ł. nazywany jest przez poznańskie media „baronem cygańskim”, który przez lata, m.in. dzięki oszustwom, prowadził niezwykle wystawne życie. Określają go także jako „autorytet wśród oszustów”, który swą metodę dopracował do perfekcji.

– Wynajmowali pokoje w renomowanych hotelach, gdzie wydawali huczne przyjęcia. Z tego, co nam wiadomo, Ł. nadal kolekcjonuje luksusowe zegarki i samochody – miał opowiadać polskim prokuratorom jeden z niemieckich policjantów cytowany przez „Gazetę Wyborczą”.

„Nie lubią Niemców”

Oszustwa metodą „na wnuczka” za granicą – zdaniem śledczych – miały się członkom klanu bardziej opłacać, ponieważ emeryci w krajach Europy Zachodniej mieli większe oszczędności. W marcu brat „Hossa” Adam P. mówił dziennikarzom w poznańskim sądzie, że w Polsce „nie ukradli nawet cukierka”, a przestępstwa poza granicami kraju tłumaczył m.in. tym, że „nie lubią Niemców”, bo członkowie ich rodziny zginęli w niemieckim obozie w Oświęcimiu.

Poznańskie media wskazywały ponadto, że wysoki standard życia cenili sobie także inni członkowie tego romskiego rodu. Podawały, że „gdy jeden z członków rodziny Ł. organizował wesele, gości przywoził helikopter”. Członkowie rodziny być znani ze słabości do luksusowych samochodów oraz kasyn, w których w ciągu jednej nocy potrafili przegrać nawet 100 tys. euro.

Rodzinny proceder

W działania przestępcze, poza bratem, mieli być zamieszani także inni członkowie rodziny „Hossa”, w tym m.in. jego syn oraz siostra Soraya, która miała własną szajkę. 10 maja Prokuratura Krajowa poinformowała, że do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił już akt oskarżenia przeciwko kobiecie.

Sorayę P. oskarżono o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było wyłudzanie pieniędzy i innych cennych przedmiotów „poprzez pozorowanie stosunku pokrewieństwa lub bliskiej znajomości z ofiarami” oraz o wyłudzenie 5 tys. euro na szkodę obywatelki Niemiec i usiłowanie wyłudzenia kolejnych 45 tys. euro.

Kobieta, podając się za członka rodziny pokrzywdzonych lub bliską znajomą, miała zwracać się z prośbą o przekazanie pieniędzy. Następnie inni członkowie grupy zgłaszali się do pokrzywdzonych i odbierali pieniądze, które przewozili do Polski kurierzy. Od końca sierpnia ub. roku Soraya P. przebywa w areszcie śledczym. Grozi jej do 12 lat więzienia.

Zgolił włosy i brodę, założył okulary

„Hoss” po raz pierwszy został zatrzymany na początku lutego tego roku na warszawskiej Woli. Prokuratura chciała jego aresztowania, ale Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji, z którego mężczyzna się nie wywiązywał. Sąd okręgowy rozpatrując zażalenie prokuratury zdecydował w połowie lutego o aresztowaniu „Hossa”, mężczyzna jednak uciekł.

Wystawiono za nim list gończy, a w poszukiwania zaangażowali się policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania, specjalnej grupy zwanej „łowcy cieni”. 16 marca zatrzymali go na warszawskim Żoliborzu. Mężczyzna ukrywał się w wynajmowanym mieszkaniu; aby uniknąć zatrzymania zmienił wygląd – zgolił włosy i brodę, a także zaczął nosić okulary. Pomagał mu m.in. syn, który w przebraniu robotnika, donosił mu jedzenie. Od czasu zatrzymania go przez policję, „Hoss” przebywa w warszawskim areszcie.

Niemcy, Austria, Luksemburg

Poza sprawą w Poznaniu, przeciwko Arkadiuszowi Ł. prowadzone jest także śledztwo przez warszawską prokuraturę okręgową, w której „Hoss” jest podejrzany o cztery oszustwa na łączną kwotę ponad 1,4 mln zł dokonane m.in. w Niemczech, Austrii i Luksemburgu. Członkowie jego grupy mają na swym koncie wielomilionowe wyłudzenia; średnio, przy jednorazowych oszustwach, były to kwoty sięgające 40-50 tys. euro.

Sprawa przeciwko Arkadiuszowi Ł. prowadzona jest także w Austrii. Tamtejsi śledczy zarzucają mu wyłudzenie wraz z synem metodą „na wnuczka” ponad 1 miliarda euro w Austrii, Niemczech i Szwajcarii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Hoss” z przedłużonym aresztem

O kolejne trzy miesiące, do czerwca, przedłużył warszawski sąd areszt Arkadiuszowi Ł. ps. Hoss, który według śledczych jest liderem jednej z największych i najprężniej działających grup zajmujących się wyłudzaniem pieniędzy tzw. metodą na wnuczka.

Arkadiusz Ł. przebywa obecnie w areszcie na warszawskiej Białołęce. W poniedziałek został doprowadzony do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotów.

Posiedzenie było niejawne. „Hossa” konwojowali policjanci w kominiarkach. Podczas posiedzenia dot. przedłużenia aresztu skarżył się on m.in. na problemy zdrowotne. Także jego mecenas Aleksander Kowzan wnioskował o umieszczenie mężczyzny w szpitalu i przeprowadzeniu mu szeregu badań. Podkreślał, że jego klient uskarża się m.in. na bóle w klatce piersiowej i nie ma odpowiedniej opieki medycznej w areszcie.

Sąd do tego wniosku się przychylił, uznał – jak poinformował PAP mec. Kowzan – że przeprowadzenie badań jest konieczne. Sąd ma wystąpić do dyrektora aresztu, by ten ocenił czy badania można przeprowadzić na terenie aresztu czy konieczne będzie przewiezienie mojego klienta do szpitala MSWiA, gdzie już wcześniej go badano – powiedział. Przedłużenie aresztu sąd uzasadniał obawą ucieczki, ukrywania się i wysoką karą jaka Arkadiuszowi Ł. grozi.

„Hoss” jest podejrzany w śledztwie prowadzonym przez warszawską prokuraturę okręgową o cztery oszustwa na łączną kwotę ponad 1,4 mln zł dokonane m.in. w Niemczech, Austrii i Luksemburgu. Członkowie jego grupy mają na swym koncie wielomilionowe wyłudzenia; średnio, przy jednorazowych oszustwach, były to kwoty sięgające 40-50 tys. euro.

Ł. po raz pierwszy został zatrzymany na początku lutego na warszawskiej Woli. Prokuratura chciała jego aresztowania, ale Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji, z którego mężczyzna się nie wywiązywał. Sąd okręgowy rozpatrując zażalenie prokuratury zdecydował w połowie lutego o aresztowaniu „Hossa”, mężczyzna jednak uciekł.

Wystawiono za nim list gończy, a w poszukiwania zaangażowali się policjanci ze specjalnej grupy poszukiwawczej z Poznania, zwanej „łowcy cieni”. 16 marca zatrzymali go na warszawskim Żoliborzu. Mężczyzna ukrywał się w wynajmowanym mieszkaniu; aby uniknąć zatrzymania zmienił wygląd – zgolił włosy i brodę, a także zaczął nosić okulary. Pomagał mu m.in. syn, który w przebraniu robotnika, donosił mu jedzenie.

Na razie nie wiadomo kiedy „Hoss” będzie przesłuchiwany w warszawskiej prokuraturze. Według nieoficjalnych informacji PAP, potwierdzanych przez jego obrońcę, takie przesłuchanie miało odbyć się w poniedziałek. W rozmowie z PAP zaprzeczał temu rzecznik prokuratury Michał Dziekański. Na tę chwile termin nie jest jednak wyznaczony; mężczyźnie nie rozszerzono też dotąd zarzutów (takie informacje też się pojawiały – PAP).

To nie jedyna sprawa, która dotyczy „Hossa”. W Poznaniu kilka razy próbowano rozpocząć proces, w którym Ł. ma odpowiadać za organizowanie procederu „na wnuczka” i oszustwa dokonywane tą metodą. Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 19 maja.

Austriacka policja poinformowała w ubiegłym tygodniu, że Arkadiusz Ł. poszukiwany przez austriackich śledczych Europejskim Nakazem Aresztowania jest tam podejrzany o wyłudzenie wraz z synem metodą „na wnuczka” ponad miliarda euro w Austrii, Niemczech i Szwajcarii. 30 marca w warszawskim sądzie okręgowym ma odbyć się posiedzenie dotyczące wniosku – austriackiego – o wydanie Hossa na podstawie ENA.

Nieoficjalnie śledczy podkreślają jednak, że biorąc pod uwagę fakt, iż Arkadiusz Ł., jest obywatelem Polski wobec którego w Polsce toczy się postępowanie karne, szanse na jego wydanie, na obecnym etapie, są małe.

Sprawa „Hossa” ma jeszcze jeden wątek. Prokuratura Krajowa bada okoliczności analizowania przez Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów wniosku o aresztowania mężczyzny. Z terminarza, który był przez prokuraturę ujawniany, wynika bowiem, że samo posiedzenie w tej sprawie zostało zwołane na godzinę w której upłynął 24-godzinny termin przewidzianym dla sądu na taką decyzja. Trzy godziny później sąd zdecydował, że Arkadiusz Ł. nie zostanie aresztowany, w tym czasie był jednak cały czas zatrzymany – zdaniem śledczych – bezprawnie.

W tej sprawie śledztwo prowadzą prokuratorzy Prokuratury Krajowej. Badają, czy sędzia, która wówczas rozpatrywała wniosek areszt nie dopuściła się nieprawidłowości.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe informacje o zatrzymaniu „Hossa”

Arkadiusz Ł., pseudonim Hoss zanim trafił do aresztu śledczego źle się poczuł. Jak ustaliło Radio ZET, funkcjonariusze przez kilka godzin wozili go do szpitali na badania. Hoss jest po dwóch zawałach. Lekarze uznali, że nie ma przeszkód, by trafił do aresztu. Jak ustaliła reporterka Radia ZET Danka Woźnicka, poznańscy „łowcy głów” rozpracowywali Romów z Poznania. To rodzina Hossa okazała się najsłabszym ogniwem. Jego syn i żona doprowadzili śledczych na trop przestępcy, mimo że byli bardzo ostrożni i nie używali telefonów komórkowych.

Policjanci, podobnie jak przy sprawie Kajetana P., wykonali też niezwykle żmudną pracę przeglądania monitoringu. Mieli nagrania jeszcze z czasów, kiedy przestępca się nie ukrywał. Choć zmienił wygląd, to „łowcy głów” na nagraniach z Warszawy rozpoznali go po charakterystycznym chodzie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

„Hoss” zatrzymany w stolicy

Policja zatrzymała poszukiwanego listem gończym Arkadiusza Ł., pseud. „Hoss” – poinformowała w czwartek rzeczniczka Centralnego Biura Śledczego Policji kom. Agnieszka Hamelusz. 49-letni mężczyzna jest podejrzany o oszustwa metodą „na wnuczka” na łączną kwotę ponad 1,4 mln zł.

Do zatrzymania doszło w czwartek przed godz. 18.00 na warszawskim Żoliborzu. Zatrzymania dokonali „Łowcy Cieni” z CBŚP we współpracy z policyjnym Zespołem Poszukiwań Celowych z Poznania, który wcześniej wytropił na Malcie podejrzanego o brutalne zabójstwo Kajetana P.

„Hoss” pierwszy raz został zatrzymany na początku lutego na warszawskiej Woli. Usłyszał wtedy zarzuty popełnienia, w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, czterech oszustw metodą „na wnuczka” na łączną kwotę ponad 1,4 mln zł. Według śledczych członkowie jego grupy mają na swym koncie wielomilionowe wyłudzenia; średnio, przy jednorazowych oszustwach, były to kwoty sięgające 40-50 tys. euro.

Śledczy chcieli aresztu, sąd wyznaczył dozór

Prokuratura chciała jego aresztowania, ale Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję.

Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie Ł. – sąd okręgowy tak orzekł. Od tej decyzji odwołała się jeszcze obrona „Hossa”, a poszerzony skład SO rozpoznał w czwartek ich skargę. Zdecydował o podtrzymaniu postanowienia SO.

List gończy

W połowie lutego, po zniknięciu „Hossa” prokuratura wydała za nim list gończy. W sprawie okoliczności posiedzenia sądu I instancji, które zakończyło się po 24-godzinnym terminie przewidzianym dla sądu na decyzję ws. aresztu, z polecenia prokuratora generalnego trwa śledztwo Prokuratury Krajowej.

W czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie oddalając skargę obrony na decyzję o zmianie postanowienia – z odmowy aresztu na jego zastosowanie wskazał, że SR wprawdzie „dopuścił się naruszenia” i że podejrzany, w sytuacji gdy w ciągu 24 godzin nie otrzyma postanowienia ws. jego aresztowania, powinien zostać „bezwzględnie zwolniony”. Sąd ocenił jednak, że to „uchybienie” nie wpływało na kontynuację rozpatrywania wniosku o areszt, a tym bardziej – na rozpatrywanie sprawy przez sąd II instancji.

Obrońca zapowiedział kasację do SN

Równocześnie w ocenie SO istniały i nadal istnieją poważne przesłanki do tego, by Arkadiusz Ł. był tymczasowo aresztowany: nie ma stałego miejsca zamieszkania, istnieje obawa matactwa, był już poszukiwany listem gończym i grozi mu surowa kara.

Obrońca „Hossa” mec. Arkadiusza Kowzan zapowiedział kasację do Sądu Najwyższego. W jego ocenie SR nie wydając w ciągu 24 godzin decyzji ws. aresztowania jego klienta powinien go zwolnić, a postępowanie umorzyć.
Źródło info i foto: polsatnews.pl