Posts Tagged “atak”

Na przystanku autobusowym w Katowicach doszło do ataku z użyciem noża i gazu na kontrolerów biletów. 33-letni sprawca został złapany.

Do napaści doszło wczoraj kilka minut po godzinie 19.00 na ulicy Chorzowskiej, gdy dwaj kontrolerzy sprawdzali w autobusie bilety. Jeden z pasażerów odmówił pokazania biletu i dowodu osobistego, a kiedy autobus zatrzymał się na przystanku, wypchnął mężczyznę na zewnątrz, po czym wyciągnął gaz i nóż.

Jednego kontrolera zranił w udo, a drugiego – w policzek. Mężczyźni złapali jednak napastnika i wezwali policję. Okazało się, że 33-latek jest poszukiwany za inne przestępstwo.

Życiu kontrolerów nic nie grozi.

O dalszym losie zatrzymanego mężczyzny zdecyduje prokurator.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Członkowie Gwardii Rewolucyjnej zabili terrorystę, który zorganizował zamach w Ahwazie – poinformowała we wtorek ta elitarna irańska formacja wojskowa. We wrześniowym ataku na paradę wojskową w położonym na zachodzie Iranu mieście zginęło 25 osób.

W operacji odwetowej Gwardii Rewolucyjnej w prowincji Dijala na wschodzie Iraku obok organizatora zamachu zabito również czterech innych bojowników. Terrorysta był członkiem Państwa Islamskiego (IS) – podały irańskie media.

W zamachu śmierć poniosło 25 osób

22 września kilku zamachowców przeprowadziło atak na paradę wojskową w Ahwazie. W zamachu śmierć poniosło 25 osób, w tym 12 żołnierzy Gwardii Rewolucyjnej, a 60 ludzi zostało rannych.

Według irańskiej telewizji państwowej zamach w Ahwazie wymierzony był w trybunę, z której przedstawiciele władz przyglądali się paradzie wojskowej zorganizowanej w narodowym dniu sił zbrojnych i dla upamiętnienia rocznicy wybuchu wojny irańsko-irackiej z lat 1980-1988.

Atak nie będzie ostatnim

Odpowiedzialność za zamach wzięła na siebie organizacja dżihadystyczna Państwo Islamskie; jej rzecznik zagroził, że atak nie będzie ostatnim. Do przeprowadzenia zamachu przyznał się również Arabski Ruch Walki o Wyzwolenie Ahwazu, regionalna arabska organizacja separatystyczna walcząca o niepodległość Chuzestanu, prowincji, której stolicą jest Ahwaz.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża poinformował w niedzielę, że uprowadzonej w marcu w Nigerii przez dżihadystów pracownicy medycznej grozi śmierć w ciągu najbliższej doby. Zaapelował do władz Nigerii o pomoc w uwolnieniu kobiety – pisze Reuters.

“Pośpiech jest niezbędny, gdyż w ciągu 24 godzin może dojść do zabicia kolejnej pracownicy” – twierdzi w komunikacie Czerwony Krzyż.

Boko Haram terroryzuje Nigerię

Agencja Associated Press (AP) pisze z kolei o dwóch uprowadzonych pracownicach pomocy medycznej, których życie znajduje się w niebezpieczeństwie i które mogą podzielić los koleżanki zabitej przez ekstremistów we wrześniu. AP pisze, że trzy pracownice medyczne zostały uprowadzone w marcu na północnym wschodzie Nigerii, gdzie tysiące ludzi szukały ucieczki przed zagrożeniem ze strony ekstremistów.

Władze Nigerii twierdzą, że podejmują próby uwolnienia wszystkich przetrzymywanych przez ekstremistów. Nigeria od dziewięciu lat wstrząsana jest terrorystyczną działalnością dżihadystycznej organizacji Boko Haram, która zabiła już ponad 20 tys. osób, a setki tysięcy zmusiła do opuszczenia miejsc zamieszkania.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Policja poszukuje mężczyzny, który zgwałcił mieszkankę Gdyni, a kilka godzin później zaatakował inną kobietę. Śledczy nie wykluczają, że w obu przypadkach sprawca był ten sam. 22-latka, której udało się obronić przed gwałcicielem opisała całe zajście na Facebooku. – Jeśli ktoś z was coś wie lub widział bardzo proszę go o kontakt z policją! Niech go złapią i nie pozwolą skrzywdzić więcej dziewczyn!! – apeluje kobieta.

Policjanci z Gdyni otrzymali zgłoszenia od dwóch pokrzywdzonych kobiet. – W nocy z czwartku na piątek na ul. Morskiej na Chyloni została zgwałcona kobieta. Natomiast w piątek rano, również na tle seksualnym została zaatakowana 22-letnia mieszkanka Gdyni. Kobicie udało się jednak obronić przed napastnikiem. Nie wykluczamy, że w obu przypadkach sprawca był ten sam – poinformował w rozmowie z Fakt24.pl kom. Krzysztof Kuśmierczyk, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.

22-latka, której udało się spłoszyć gwałciciela opisała całe zdarzenie na swoim profilu na Facebooku.

“Dzisiaj o godzinie 6 nad ranem zostałam zaatakowana w drodze do domu. Napastnik napadł mnie pod klatką, w bloku w którym mieszkam. Nie chciał nic ukraść, chociaż miał do tego okazję, chciał czegoś innego – dokładnie wiecie czego. Mi udało się obronić, ale z tego co dowiedziałam się na policji inna dziewczyna na Chyloni nie miała takiego szczęścia, została zgwałcona, a napastnik to najprawdopodobniej ta sama osoba!!” – czytamy w poście pani Lucyny.

Kobieta podała również rysopis sprawcy.

“Napastnik miał ubraną szaro-niebieską kurtkę ortalionowa i szary plecak przewieziony przez oba ramiona, miał kaptur na głowie ale jestem pewna, że był łysy lub miał krótkie bardzo jasne włosy. Wzrost koło 170-180, na oko wiek 27 lat.” – pisze pani Lucyna.

Z relacji kobiety wynika, że mężczyzna wysiadł za nią z autobusu nr 150, a po nieudanym ataku uciekł w stronę ul. Zielonej.

“Prawdopodobnie wysiadł za mną z autobusu 150 (jechałam z wzgórza św. Maksymiliana o 5.39 i wysiadałam na końcowej stacji o 6.06), może też jechaliście tym autobusem i kojarzycie tego mężczyznę? Po nieudanej napaści uciekał ul. Płk Dąbka w stronę ul. Zielonej. Jeśli ktoś z was coś wie lub widział bardzo proszę go o kontakt z policją! Niech go złapią i nie pozwolą skrzywdzić więcej dziewczyn!!” – apeluje pani Lucyna.

Do jej apelu dołącza się rownież policja w Gdyni.

Wszystkie osoby, które mogą mieć jakiekolwiek informacje na temat tożsamości lub miejsca pobytu napastnika, są proszone o niezwłoczny kontakt z policją. W tym celu należy udać się na najbliższy komisariat albo zadzwonić na numer alarmowy 112 lub 997.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Mężczyzna zaatakował w piątek niebezpiecznym narzędziem pracownika ochrony w szczecińskim sądzie. 43-latek miał przy sobie kanistry – prawdopodobnie z paliwem.

Policjanci zatrzymali 43-letniego szczecinianina. Mężczyzna wszedł w piątek do budynku sądu przy ul. Małopolskiej i niebezpiecznym narzędziem zranił pracownika ochrony – poinformowała PAP rzecznik prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie nadkom. Alicja Śledziona.

Jak dodała, według relacji świadków po ataku mężczyzna wyszedł z budynku i ponownie do niego wszedł. Wtedy został obezwładniony przez osoby postronne. Na miejscu zjawili się policjanci, którzy zatrzymali 43-latka. Pracownik ochrony został przewieziony do szpitala. Według wstępnych informacji nic nie zagraża jego życiu. Przy napastniku zabezpieczono kanistry z substancją, która – jak powiedziała nadkom. Śledziona – może być paliwem.

O zdarzeniu została powiadomiona prokuratura.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Rosyjski portal Fontanka ogłosił w środę, że Wielka Brytania “jest gotowa wskazać” współpracownika dwóch agentów rosyjskiego wywiadu (GRU), którzy dokonali ataku na Siergieja Skripala w angielskim Salisbury. Według portalu jest to prawdopodobnie Siergiej Fiedotow. Z kolei czeskie radio publiczne podało w środę, iż “wydaje się, że Rosjanie utworzyli grupę operacyjną, która śledziła Skripala na długo przed próbą zabójstwa”. Fontanka.ru twierdzi, że Fiedotow był w Wielkiej Brytanii przynajmniej trzykrotnie – w marcu 2016 roku, w marcu 2017 roku oraz w marcu roku 2018.

Był na Wyspach w czasie ataku

Portal informuje, że mężczyzna w tym roku przybył do Zjednoczonego Królestwa 2 marca i opuścił ten kraj 4 marca, w dniu próby zabójstwa Skripala. W tych samych dniach w Wielkiej Brytanii przebywali wcześniej zidentyfikowani w związku ze sprawą agenci wywiadu rosyjskiego Anatolij Czepiga i Aleksandr Miszkin, nazywani początkowo Rusłan Boszyrow i Aleksander Pietrow. Fiedotow przyleciał do kraju innym lotem, a 4 marca odleciał z Wielkiej Brytanii razem z nimi – podaje Fontanka.ru. Scotland Yard według portalu wiedział o tym “od samego początku”, jednak z jakichś powodów postanowił nie upubliczniać tych informacji. Fontanka.ru uważa, że prędzej czy później brytyjskie służby ogłoszą oficjalnie informacje o Fiedotowie.

O Boszyrowie i Pietrowie łatwo było informować naraz, ponieważ mężczyźni razem pojawiali się na nagraniach z monitoringu. Z kolei Fiedotow poruszał się w Wielkiej Brytanii w pojedynkę – czytamy na petersburskim portalu.

Bez śladów

Na nazwisko Fiedotowa – podkreśla Fontanka.ru – w Rosji nie figurują żadne nieruchomości, samochody czy telefony komórkowe. Nie istnieje on także w mediach społecznościowych. W tekście czytamy też, że numer jego paszportu różni się 1-2 cyframi od numerów dokumentów wydawanych obywatelom Rosji, którzy jako miejsce zameldowania wymieniali adres siedziby Zarządu Głównego (GU) rosyjskiego Sztabu Generalnego, czyli wywiadu wojskowego, noszącego dawniej nazwę GRU.

O trzecim agencie zamieszanym w sprawie Skripala pisał już pod koniec września brytyjski dziennik “Telegraph”, jednak nie ujawnił jego tożsamości. Gazeta podawała, że agent miał odwiedzić Salisbury, by pomóc zaplanować atak, zanim dwaj jego koledzy wwieźli na brytyjskie terytorium wysoce toksyczny środek bojowy określany jako Nowiczok.

“Śledzili Skripala”

Natomiast czeskie radio publiczne Radiożurnal również w środę poinformowało, że Czepiga i Miszkin przebywali w Czechach w 2014 roku, gdy był tam również Skripal. “Wydaje się, że Rosjanie utworzyli grupę operacyjną, która śledziła Skripala na długo przed próbą zabójstwa” – podała rozgłośnia, powołując się na “godne zaufania źródło w tajnych służbach”. Według rozmówcy radia, Miszkin, pod nazwiskiem Pietrow, był w dniach 13-16 października 2014 roku w hotelu w Ostrawie, po czym pojechał do Pragi. Natomiast Czepiga, który przedstawiał się jako Boszyrow, udał się do czeskiej stolicy 11 października. “Niestety nie znamy daty ich wyjazdu z Republiki Czeskiej” – powiedział zajmujący się sprawą dziennikarz śledczy radia Janek Krupa.

Wciąż zgodnie z informacjami źródła czeskiej rozgłośni Skripal również był w Czechach w drugiej połowie października 2014 roku, gdzie pomagał tamtejszym służbom w zidentyfikowaniu domniemanych rosyjskich szpiegów działających w tym kraju. W środę rzecznik prezydenta Rosji Władimira Putina Dmitrij Pieskow poinformował, że Kreml nie będzie komentował publikowanych w ostatnich dniach przez media doniesień na temat dwóch domniemanych agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Aleksander Miszkin – tak według brytyjskiego portalu śledczego Bellingcat nazywa się drugi sprawca ataku w Salisbury. Ma on być lekarzem pracującym dla rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Mężczyzna posługiwał się nazwiskiem Aleksandr Pietrow. Według śledczych była to fałszywa tożsamość.

39-letni Miszkin urodził się we wsi Łojga w rejonie Archangielska na północy Rosji, a następnie ukończył elitarną Wojskową Akademię Medyczną im. Kirowa w Petersburgu ze specjalizacją lekarza marynarki wojennej. Jeszcze w trakcie studiów mężczyzna został zrekrutowany przez rosyjski wywiad wojskowy GRU i przeniósł się do Moskwy.

W kolejnych latach – używając już nowej, fałszywej tożsamości – podróżował wielokrotnie na Ukrainę i do nieuznawanej przez społeczność międzynarodową Nadniestrza. Zdaniem dziennikarzy Miszkin ma prawdopodobnie rangę podpułkownika lub pułkownika rosyjskiego wywiadu.

Poprawna identyfikacja

Szczegóły śledztwa ws. Miszkina mają zostać przedstawione we wtorek w brytyjskim parlamencie. Wydarzenie zapowiedział portal we współpracy z posłem Partii Konserwatywnej Bobem Seely. Telewizja Sky News potwierdziła w źródłach zbliżonych do służb bezpieczeństwa, że przeprowadzona przez Bellingcat identyfikacja mężczyzny jest poprawna.

Wcześniej pod koniec września Bellingcat ujawnił także prawdziwą tożsamość pierwszego z mężczyzn poszukiwanych w związku z próbą zabójstwa byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala w angielskim Salisbury. Napastnik, który posługiwał się pseudonimem Rusłan Boszyrow, to pułkownik GRU Anatolij Czepiga.

Według ustaleń dziennikarzy 39-letni Czepiga służył wcześniej na misjach w Czeczenii i na Ukrainie, a w 2014 roku otrzymał nawet nadawany przez prezydenta Rosji Władimira Putina tytuł honorowy Bohatera Federacji Rosyjskiej, prawdopodobnie za działalność na wschodzie Ukrainy. Mężczyzna jest od 17 lat związany z rosyjskimi siłami specjalnymi Specnaz. Przez co najmniej ostatnie dziewięć lat używał swojej drugiej tożsamości: Rusłan Boszyrow.

Na początku września brytyjska premier Theresa May powiedziała, że mężczyźni podejrzani przez prokuraturę o próbę zabójstwa Skripala i jego córki Julii byli zidentyfikowani jako oficerowie rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Jak oceniła, musieli działać za przyzwoleniem władz w Moskwie.

Nakazy aresztowania

Wcześniej brytyjska prokuratura poinformowała o wydaniu nakazów aresztowania dwóch obywateli Rosji: Aleksandra Pietrowa i Rusłana Boszyrowa. Śledczy ujawnili wówczas także szczegóły ich pobytu w Wielkiej Brytanii.

Kilka dni później rosyjska telewizja państwowa RT nadała wywiad z dwoma mężczyznami przedstawiającymi się jako Pietrow i Boszyrow. Rozmówcy RT – telewizji uważanej za tubę propagandową Kremla – przekonywali, że byli w Salisbury w celach turystycznych z rekomendacji przyjaciół. Zachwycił ich 123-metrowa wieża zegarowa i słynny zabytkowy zegar.

Marcowy zamach na Skripalów na terytorium Wielkiej Brytanii wywołał jeden z największych kryzysów dyplomatycznych w relacjach brytyjsko-rosyjskich od zakończenia zimnej wojny i doprowadził do wydalenia ponad 150 rosyjskich dyplomatów z państw Zachodu, w tym USA i większości krajów Unii Europejskiej.

Pod koniec czerwca br. do szpitala w Salisbury zostały przyjęte dwie kolejne osoby, które przypadkowo natrafiły na porzuconą buteleczkę perfum, wykorzystaną przez rosyjskich napastników podczas próby otrucia Skripala. Jedna z nich – 44-letnia Dawn Sturgess – zmarła w wyniku kontaktu z toksycznym środkiem.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Trzy lata więzienia grożą 30-latkowi z Sosnowca za napaść na ratowników medycznych i uniemożliwienie udzielenia pomocy choremu, do którego wezwano karetkę. Ze statystyk pogotowia wynika, że do tego typu incydentów, gdzie ofiarami są ratownicy, dochodzi coraz częściej.

O ataku na ratowników, do którego doszło wieczorem przed blokiem mieszkalnym w sosnowieckiej dzielnicy Pogoń, poinformował w sobotę zespół prasowy śląskiej policji. Pogotowie zostało wezwane do potrzebującego pomocy mężczyzny.

Na miejsce pojechał zespół ratownictwa medycznego, jednak zanim ratownicy dotarli do chorego, przed blokiem zostali zatrzymani przez nietrzeźwego i agresywnego mężczyznę, który stanął przed karetką i uniemożliwiał przejazd. Pobudzony 30-latek, poproszony o zejście z drogi, zaczął wyzywać obsługę karetki, szarpać ratownika i kopać samochód.

Napadnięci ratownicy wezwali drugą załogę, by udzieliła pomocy oczekującemu na ich przyjazd pacjentowi, a sami powiadomili policję. Na miejsce przyjechał patrol, który zatrzymał napastnika. Badanie trzeźwości wykazało w jego organizmie blisko 1,5 promila alkoholu. 30-latek spędził noc w areszcie, a rano usłyszał zarzuty naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego.

Choć ratownik medyczny w świetle prawa jest funkcjonariuszem publicznym i za naruszenie jego nietykalności można trafić do więzienia na 3 lata, statystyki wskazują, iż w woj. śląskim liczba ataków na interweniujących pracowników pogotowia stale rośnie. Według danych Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego, w 2015 r. doszło do co najmniej czterech takich przypadków, w roku 2016 było już 17 takich zdarzeń, a w ubiegłym roku odnotowano ich około 20.

Także w tym roku doszło do ataków na ratowników. Np. w lipcu 30-letni nietrzeźwy mężczyzna zaatakował ratowników medycznych niosących pomoc jego partnerce w Jastrzębiu-Zdroju. Napastnik wyzywał sanitariuszy, szarpał ich i groził im śmiercią. Nie reagował na polecenia interweniujących policjantów, twierdząc, że “nie podda się bez walki”.

Dyrektor największej struktury pogotowia ratunkowego w Polsce – Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach – Artur Borowicz wspominał wówczas przypadki obrzucania kamieniami karetek jadących na sygnale, niszczenia sprzętu niosącym pomoc ratownikom czy ich opluwania. Podkreślał, że takich zachowań nie można pozostawić bez kary. “Ratownik musi się czuć bezpiecznie, gdy udziela pomocy drugiemu człowiekowi” – mówił dyrektor.

Jesienią 2017 roku kilkudziesięciu ratowników z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach podczas specjalnego szkolenia uczyło się, jak postępować z agresywnymi pacjentami lub osobami z ich otoczenia – rad udzielał im policyjny ekspert. Podkreślano, że każdy atak na ratownika trzeba zgłaszać na policję.

Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach jest największą strukturą pogotowia w Polsce. Obsługuje obszar zamieszkany przez prawie 3 mln osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Pasażer tramwaju obrażał innego “ze względu na jego przynależność narodową i religijną”. Na rasistowski atak zareagowała tylko jedna kobieta. Teraz sprawcy poszukuje policja i publikując jego zdjęcia prosi o pomoc w zidentyfikowaniu napastnika.

Jak relacjonuje kobieta, podczas ataku mężczyzna krzyczał: „Nie chcemy w Polsce takich jak ty. Tacy jak ty to terroryści, mordują kobiety w Niemczech”.

Do zdarzenia doszło w tramwaju numer 6, na odcinku Katowice Centrum–Brynów. Sprawca ubrany był w czerwoną czapkę z daszkiem, białą koszulkę z czerwonym nadrukiem, szare krótkie spodenki oraz czarne buty sportowe, a na głowie miał białe słuchawki. Do zdarzenia doszło 1 września.

Jak się okazało, motorniczy nie zgłosił tego zdarzenia. Sprawę nagłośniła kobieta, która jako jedyna zareagowała na atak. Kobieta złożyła na policji zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia człowieka na tle rasistowskim.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

– Tę młodzież wykorzystuje się do celów politycznych, jak za Hitlera – mówi w rozmowie z portalem tvp.info 56-letnia śpiewaczka operowa polskiego pochodzenia, zaatakowana przez kilku młodych uczestników wiecu Antify w Moguncji. Ofiara ataku wracała z demonstracji przeciw przemocy, w której uczestniczyli przedstawiciele wielu narodowości.

Dorota Panek-Schünemann, mieszkająca od blisko 30 lat w Niemczech śpiewaczka operowa, pod koniec września uczestniczyła w Moguncji w demonstracji przeciwko przemocy.

– To nawet nie była demonstracja prawicowa, myślę że wręcz bardziej lewicowa niż prawicowa. Stał obok mnie Rumun z rumuńską flagą, ja z drugą Polką miałyśmy polską. Był Turek, Ahmed, był pewien Żyd – wylicza pani Panek-Schünemann w rozmowie z portalem tvp.info.

– Antifa zorganizowała kontrdemonstrację. Ale nawet nie słuchali o czym mówimy, tylko wrzeszczeli bezkrytycznie „Hau-ab!!!”, tzn. „Wynocha!”. Wyzywali nas od nazistów i rasistów. Nawet mój znajomy z Konga – czarny jak heban – został przez tych samych lewicowców na innej demonstracji w Moguncji nazwany rasistą i „Nazi” – opowiada Polka.

W pewnym momencie jeden z uczestników demonstracji – „młody, brodaty, o wyglądzie arabskim, czy tureckim” – zaczął zaczepiać naszą rozmówczynię.

– Krzyczał na mnie „du Fotze”, co oznacza dokładnie „ty piz…”. Stał tuż przed policjantami i wrzeszczał na mnie bez przerwy, obrażając mnie publicznie. Zapytałam nawet w obecności funkcjonariuszy, czy o mnie konkretnie chodziło. I on nie bał się nawet potwierdzić tego przy policjantach. Co więcej nadal mnie wyzywał – mówi Dorota Panek-Schünemann.

Ponieważ policjanci nie reagowali, Polka złożyła na niego skargę zarzucając mu rasizm, dyskryminację i publiczne znieważenie. Pani Dorota nie wyklucza, że późniejsza napaść była związana z tym doniesieniem.

– Ludzie boją się nawet zgłaszać Arabów na policję, bo potem przyjdzie taki i zabije – mówi.

Napaść na Polkę miała miejsce podczas powrotu z demonstracji. Gdy szła do swojego samochodu, z bramy wyskoczyło trzech młodych Niemców (ich wiek nasza rozmówczyni określa na 20–25 lat), których, jak mówi pani Dorota, wcześniej świadkowie widzieli na demonstracji Antify.

– Jeden z nich kopnął mnie mocno w kostkę, żebym upadła, ale na szczęście mu się nie udało. Mam wprawdzie 56 lat, ale jestem wysoka i wysportowana. Gdyby był ktoś drobniejszy… ale ja mam 178 cm no i nie dam sobie w kaszę dmuchać. Udało mi się oprzeć na parasolu. Zaczęłam się bronić używając parasola – opowiada.

– Jeden z nich, rosły, mocny blondyn, zaczął mi go wyrywać. Krzyczał „du Polnische Schalmpe”, to znaczy „ty polska dziwko”, a w pewnym momencie szarpnął mnie i rzucił z całej siły na jezdnię prosto pod jadący samochód – mówi kobieta.

Zaatakowana Polka nie ma wątpliwości, że była to próba zabójstwa. W ten sposób zeznawała też na policji. Twierdzi, że uratował ją refleks kierowcy nadjeżdżającego samochodu, który zdołał zatrzymać się tuż przed nią.

Choć nie doszło do najgorszego, atak bojówkarzy wiele kosztował panią Dorotę. – Nie mogłam ruszać szyją, czułam ogromny ból głowy. No i ogromny szok, wstrząs. Do dziś się leczę, a poza tym boję się wychodzić z domu – skarży się napadnięta Polka.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »