Belgia: Salah Abdeslam oskarżony o organizacje krwawych zamachów terrorystycznych

Salah Abdeslam, organizator ataków terrorystycznych we Francji z listopada 2015 r., został w poniedziałek formalnie postawiony w stan oskarżenia w Belgii w związku z atakami terrorystycznymi z marca 2016 r. w Brukseli. Belgijska prokuratura, jak podaje AFP, oskarżyła 29-letniego Abdeslama o „udział w działaniach grupy terrorystycznej” w związku z zamachami w stolicy Belgii.

Proces w sprawie ataków terrorystycznych w Brukseli rozpocznie się w przyszłym roku i ma potrwać od 6 do 8 miesięcy. Mohamed Abrini i Osama Krayem, aresztowani w kwietniu 2016 r., są głównymi podejrzanymi w tej sprawie. Jak dotąd w stan oskarżenia postawiono 12 osób. Proces zamachowców z Paryża, jak przekazuje AFP, rozpocznie się najwcześniej w 2021 r. W tym szeroko zakrojonym śledztwie postawiono zarzuty łącznie 14 osobom.

W marcu 2016 r. w serii trzech skoordynowanych zamachów bombowych w Brukseli – dwóch na lotnisku w Zaventem i jednym przy stacji metra Maelbeek – zginęły 32 osoby i trzech zamachowców samobójców, a ok. 340 osób zostało rannych. Do przeprowadzenia zamachów przyznało się tzw. Państwo Islamskie (IS). Był to najkrwawszy atak terrorystyczny w historii Belgii.

Kilka miesięcy wcześniej, w listopadzie 2015 r., w Paryżu doszło do serii skoordynowanych krwawych zamachów terrorystycznych, w tym do ataku na salę koncertową Bataclan, gdzie terroryści przetrzymywali zakładników. W atakach zginęło 130 osób, a ponad 350 zostało rannych. Również do tych zamachów przyznało się Państwo Islamskie. Było to najtragiczniejsze wydarzenie, jakie dotknęło Francję od czasów II wojny światowej.

Po listopadowych zamachach w Paryżu Abdeslam ukrywał się w Brukseli, gdzie mieszkał wcześniej. W marcu 2016 r. domniemany koordynator krwawych ataków w Paryżu, został postrzelony podczas obławy w dzielnicy Molenbeek w Brukseli i schwytany.

W kwietniu br. został skazany przez belgijski sąd na 20 lat pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa policjantów w Brukseli w 2016 roku. Wyrok dotyczy strzelaniny, do której doszło podczas policyjnej obławy po zamachach w Paryżu z 2015 roku.

Abdeslam jest jedynym żyjącym członkiem grupy dżihadystów, która dokonała zamachów terrorystycznych w stolicy Francji. 29-latek jest obywatelem francuskim, urodzonym i wychowanym w rodzinie marokańskich imigrantów w Brukseli.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Białystok: Policja szuka kolejnych podejrzanych po sobotnich atakach

Podlaska policja opublikowała w środę wizerunki kolejnych osób, które miały naruszyć prawo podczas sobotniego Marszu Równości w Białymstoku. Do tej pory funkcjonariusze ustalili tożsamość 72 osób. Cztery z nich usłyszały zarzuty. 

Marsz Równości w Białymstoku zakończył się burdą. Po sobotnich wydarzeniach podlaska policja ustaliła już tożsamość 72 osób. W środę ma opublikować wizerunki kolejnych kilkunastu, które mogły naruszyć prawo. Już teraz udostępniono zdjęcia dwóch podejrzanych mężczyzn.

Każdy, kto może pomóc w ustaleniu tożsamości osób, proszony jest o kontakt z Komendą Miejską Policji w Białymstoku pod numerem telefonu 85 745 59 97. Na każdym ze zdjęć specjalnie został naniesiony numer – to w celu ułatwienia identyfikacji przez osoby przekazujące informacje.

Przypomnijmy, że w sobotę uczestnicy Marszu Równości w Białymstoku spotkali się z agresją kontrmanifestantów i przeciwników „promocji LGBT”. Doszło do starć, pobito m.in. 14-latka i kobiety. Oprócz wyzwisk, w ruch poszły petardy, jajka, kamienie i butelki.

Łącznie podlascy policjanci ustalili już tożsamość 72 osób, które w sobotę podczas pierwszego Marszu Równości w stolicy Podlasia łamały prawo. Z 51 osobami zostały już wykonane lub są wykonywane czynności w związku z popełnionymi przestępstwami lub wykroczeniami.

Co więcej, we wtorek Sąd Rejonowy w Białymstoku aresztował na dwa miesiące 24-latka z Moniek podejrzanego o pobicie 14-latka. Mężczyźnie zostały przedstawione zarzuty udziału w dwóch pobiciach.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Prezydent Egiptu ponownie przedłużył stan wyjątkowy

Prezydent Egiptu Abd el-Fatah es-Sisi po raz dziewiąty wydał dekret o przedłużeniu stanu wyjątkowego na trzy miesiące. Stan trwa od kwietnia 2017 roku, kiedy w atakach na koptyjskie kościoły zginęło około 45 osób. Szef egipskiego rządu Mustafa Kamal el-Madbuli zadekretował z kolei wznowienie na trzy miesiące godziny policyjnej w częściach prowincji Synaj Północny ze względu na liczne ataki terrorystyczne, które mają miejsce w tym regionie od 2013 roku.

W sobotę linie lotnicze British Airways zawiesiły loty do Kairu na siedem dni bez podania konkretnej przyczyny. Przewoźnik poinformował w oświadczeniu, że w tym czasie w egipskiej stolicy ma zostać przeprowadzona kontrola bezpieczeństwa. Tego samego dnia na zawieszenie lotów zdecydowały się niemieckie linie Lufthansa, jednak w niedzielę połączenia zostały przywrócone.

Przedłużający się stan wyjątkowy po atakach na kościoły

Stan wyjątkowy daje egipskiemu wojsku i policji dodatkowe uprawnienia, mające ułatwić im walkę z terroryzmem oraz pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa obywatelom. Na północnym Synaju stan wyjątkowy jest utrzymywany bez przerwy od 2014 roku. W połowie kwietnia 2017 roku prezydent Sisi zarządził trzymiesięczny stan wyjątkowy po zamachach bombowych na koptyjskie kościoły w mieście Tanta w Delcie Nilu i w Aleksandrii, gdzie zginęło łącznie co najmniej 45 ludzi. Ataki w Niedzielę Palmową przeprowadziło Państwo Islamskie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Hongkong: Brutalny atak na stację metra. Co najmniej 45 osób zostało rannych

​Co najmniej 45 osób zostało rannych, w tym jedna jest w stanie krytycznym, po ataku zamaskowanych osobników na podróżnych na stacji metra w Hongkongu – podały w poniedziałek władze. Według świadków atakowano głównie osoby podejrzewane o udział w antyrządowym proteście.

Na amatorskich nagraniach publikowanych w internecie widać dziesiątki ubranych na biało mężczyzn, goniących i bijących bambusowymi kijami podróżnych na stacji metra Yuen Long na Nowych Terytoriach – w dzielnicy położonej pomiędzy wyspą Hongkong a granicą z Chinami kontynentalnymi. Atak miał miejsce w niedzielę ok. godz. 22.30 czasu miejscowego (godz. 16.30 w Polsce).

Do szpitali zgłosiło się co najmniej 45 osób, które ucierpiały w tym ataku – poinformowały w poniedziałek hongkońskie służby medyczne. Jeden z rannych jest w stanie krytycznym i walczy o życie, a obrażenia odniesione przez pięć innych osób określono jako ciężkie. Według lokalnych mediów wśród poszkodowanych jest kobieta w ciąży, poseł hongkońskiego parlamentu i co najmniej dwoje dziennikarzy.

Świadkowie zdarzeń na stacji Yuen Long pisali w mediach społecznościowych, że napastnicy atakowali głównie podróżnych w czarnych ubraniach, gdyż prawdopodobnie podejrzewali ich o udział w antyrządowym proteście, który odbył się wcześniej w niedzielę na wyspie Hongkong. Większość uczestników tej demonstracji ubrana była na czarno.

Wątpliwości wokół działań policji

Tymczasem hongkońska policja broni się przed zarzutami, że nie wykonywała swoich obowiązków i nie chroniła podróżnych przed zamaskowanymi bandytami. Krytycy wskazują, że policjanci rozpoczęli interwencję na stacji Yuen Long po ponad 30 minutach od zgłoszenia, gdy atak dobiegł już końca, a w ramach późniejszych operacji nikogo nie zatrzymano.

Brutalny atak na stacji metra potępił zarówno rząd Hongkongu, jak i stowarzyszenia dziennikarskie i opozycja. Obóz demokratyczny zarzucił ponadto policji, że „współpracowała z członkami triad” (hongkońskich gangów), pozwalając im na bicie niewinnych osób. Poseł Lam Cheuk-ting, któremu po ataku założono 18 szwów, ocenił w rozmowie z RTHK, że policjanci powinni ponieść odpowiedzialność karną.

Zastępca komendanta policji w dzielnicy Yuen Long, Yau Nai-keung, oświadczył w poniedziałek, że po otrzymaniu zgłoszenia na stację wysłano patrol. Funkcjonariusze zastali tam „spór pomiędzy dwiema grupami ludzi” i ocenili, że przyczyną konfliktu są różnice zdań na temat polityki. Uznali również, że nie mogą interweniować natychmiast, ponieważ „ich bezpieczeństwo nie może być zagwarantowane”, więc czekali na wsparcie – powiedział Yau, cytowany przez publiczną rozgłośnię RTHK.

Posiłków nie można było wysłać wcześniej, ponieważ „w tym samym czasie w tej dzielnicy było wiele innych walk i przypadków palenia ognia, którymi trzeba było się zająć” – wyjaśnił rzecznik policji John Tse. Kategorycznie zaprzeczył przy tym, że policja współpracuje z jakimikolwiek przestępcami, i zapewnił, że sprawcy zostaną zatrzymani, gdy tylko funkcjonariusze zgromadzą wystarczające dowody.
Źródło info i foto: interia.pl

Atak na hotel w Somalii. Nie żyje 13 osób

Do co najmniej 13 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych ataku bojowników islamistycznej organizacji Al-Szabab na hotel w mieście Kismaju w południowej Somalii. Siły bezpieczeństwa tego kraju opanowały sytuację w sobotę. „Operacja wymierzona w bojowników zakończyła się” – powiedział agencji Reutera przez telefon przedstawiciel policji major Mohamed Abdi.

„Do tej pory możemy stwierdzić, że zginęło 13 osób. Wiele osób zostało uratowanych. Czterech napastników zastrzelono” – poinformował.

Do ataku doszło w nocy z piątku na sobotę w pobliżu siedziby lokalnych władz. Zapoczątkował go wybuch samochodu pułapki przed wejściem do hotelu Medina, który sąsiaduje z budynkiem administracji publicznej. Bezpośrednio po eksplozji do budynku hotelowego wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn. Doszło do wymiany ognia między napastnikami i przybyłymi na miejsce służbami.

Do przeprowadzenia zamachu przyznała się islamistyczna organizacja Al-Szabab, która ma mocne powiązania z Al-Kaidą.

Somalia jest pogrążona w krwawej wojnie domowej od 1991 r. Sprawcami większości zamachów są bojownicy tej islamistycznej organizacji militarnej, walczącej o narzucenie w kraju surowej wersji islamu. Choć ekstremiści ponieśli w ostatnich latach straty, ich ugrupowanie nadal przeprowadza krwawe ataki w wielu rejonach Somalii, przede wszystkim – w stolicy kraju, Mogadiszu.

Ugrupowanie Al-Szabab zostało wpisane na listę grup terrorystycznych przez Australię, Kanadę, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone.
Źródło info i foto: interia.pl

W Niemczech zatrzymano Bośniaka, który stoi za zamachami w Paryżu w listopadzie 2015 roku

W Saksonii-Anhalcie, w środkowych Niemczech, zatrzymano Bośniaka poszukiwanego na mocy wydanego przez Belgię Europejskiego Nakazu Aresztowania w związku z zamachami w Paryżu w listopadzie 2015 roku – poinformowała drezdeńska prokuratura. 39-letni mężczyzna przebywa obecnie w tymczasowym areszcie ekstradycyjnym. Nie podano, o co konkretnie jest podejrzewany.

Dpa pisze, że Bośniakiem śledczy zainteresowali się podczas postępowania przeciwko jego dwóm rodakom, podejrzanym o złamanie prawa dotyczącego kontroli broni wojskowej. Zatrzymali go tydzień temu koło Halle funkcjonariusze sił specjalnych Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA). Nie znaleziono przy nim żadnej broni ani innych zabronionych przedmiotów.

Seria ataków w Paryżu

13 listopada 2015 roku terroryści z tak zwanego Państwa Islamskiego (IS) zamordowali w Paryżu 130 ludzi. Dziewięciu mężczyzn zaatakowało kilka punktów w stolicy Francji. Na Stade de France trzech dżihadystów wysadziło się w powietrze, zabijając jedną osobę i raniąc kilkadziesiąt. W barach i restauracjach zastrzelonych zostało 39 osób, a dwie zostały ciężko ranne, gdy zamachowiec samobójca zdetonował swój ładunek.

Najwięcej – 90 osób – poniosło śmierć w sali koncertowej Bataclan, gdzie napastnicy strzelali do tłumu zgromadzonego na koncercie, a następnie wzięli zakładników. Po rozpoczęciu operacji policyjnej dwaj terroryści wysadzili się w powietrze, a trzeci został zastrzelony przez siły bezpieczeństwa. Były to najbardziej krwawe zamachy w historii Francji. W 2018 w Brukseli skazano Salaha Abdeslama, jedynego żyjącego członka grupy dżihadystów, która dokonała tamtejszych zamachów. Abdeslam odsiaduje wyrok 20 lat pozbawienia wolności za udział w późniejszej strzelaninie w belgijskiej stolicy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

„Amerykański talib” na wolności. Wciąż „wierzy w dżihad”

John Walker Lindh, nazywany „amerykańskim talibem”, wyszedł w czwartek na wolność – podaje Reuters. Mężczyzna, walczący po stronie afgańskich terrorystów został skazany na 20 lat więzienia kilka miesięcy po atakach na World Trade Center w 2001 roku. Zakład karny opuszcza trzy lata przed końcem wyroku. John Walker Lindh opuścił w czwartek mury więzienia federalnego w Terre Haute w stanie Indiana, gdzie trafił 17 lat temu. Był pierwszym Amerykaninem, skazanym w ramach globalnej wojny z terroryzmem, wypowiedzianej przez Georga W. Busha po atakach z 11 września 2001 roku. Teraz ponownie trafi do amerykańskiego społeczeństwa. Jak podaje NPR, wyrok Lindha został zmniejszony ze względu na jego dobre sprawowanie.

Jego wolność będzie jednak mocno ograniczona: będzie potrzebował zgody na korzystanie z internetu, znajdzie się pod ścisłą obserwacją i nie będzie mógł podróżować. Jak przekazał jego prawnik, mężczyzna będzie mieszkać w Wirginii, zgodnie z poleceniem swojego kuratora sądowego. Lindh zapowiedział jednak, że chce przeprowadzić się do Irlandii. Oprócz amerykańskiego ma także irlandzkie obywatelstwo.

„Jest w tym coś głęboko niepokojącego”

Wiele wskazuje na to, że Lindh wciąż pozostaje radykalnym islamistą. Pojawiają się doniesienia, że w czasie swojego pobytu w więzieniu sympatyzował z tak zwanym Państwem Islamskim. W jednym z wywiadów telewizyjnych zapowiedział, że po wyjściu na wolność nadal będzie szerzył przesłanie radykalnego islamu. Jak wynika z tajnych rządowych dokumentów, opublikowanych przez magazyn Foreign Policy, jeszcze w 2016 roku władze USA określały Lindha jako posiadającego „ekstremistyczne poglądy”. Uwolnienie amerykańskiego taliba wprawiło w duże zdziwienie sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, który fakt ten nazwał „niewytłumaczalnym i niezrozumiałym”. – Z tego, co wiem, on wciąż grozi Stanom Zjednoczonym i nadal wierzy w dżihad. Jest w tym coś głęboko niepokojącego i złego – powiedział szef amerykańskiej dyplomacji w telewizji Fox News.

Amerykanin, który został talibem

John Walker Lindh wychował się w San Francisco. Pochodzi z katolickiej rodziny, ale w wieku 16 lat przyjął islam. Rok później wyjechał ze Stanów Zjednoczonych do Jemenu studiować arabistykę. Stamtąd udał się do Pakistanu, gdzie dostał się w szeregi ekstremistycznego islamskiego ugrupowania. Zradykalizowany wyjechał następnie do Afganistanu. Tam jako talibski ochotnik zgłosił się do obozu szkoleniowego Al-Kaidy.

W szeregach terrorystów zajmował się głównie studiowaniem map i specjalizował w materiałach wybuchowych. Walczył na pierwszej linii frontu po stronie talibów. Spotkał się nawet osobiście z samym Osamą bin Ladenem. Po atakach na World Trade Center z 11 września 2001 roku, Waszyngton rozpoczął globalną wojnę z terroryzmem. Miesiąc po tym, jak samoloty uderzyły w nowojorskie wieże rozpoczęła się amerykańska interwencja w Afganistanie. Walczący z bronią w ręku po stronie talibów Lindh został schwytany przez amerykańskich żołnierzy na północy kraju w listopadzie 2001 roku. Był wówczas ranny. Mężczyzna przyznał się do walki po stronie talibów. Zaznaczył jednak, że nigdy nie miał zamiaru „walczyć z Ameryką” i zaprzeczał, że należał do siatki terrorystycznej odpowiedzialnej za zamach na WTC. Przekonywał też, że dżihad nie musi wiązać się z „antyamerykanizmem”.

W 2002 roku Lindh stanął przed amerykańskim sądem cywilnym. Oskarżono go o udział w spiskach terrorystycznych w celu mordowania Amerykanów, popieranie Al-Kaidy oraz reżimu talibów i inne mniejsze przestępstwa. Groziła mu kara dożywotniego więzienia. Lindh poszedł na układ z prokuraturą i przyznał się przed sądem federalnym w Alexandrii (Wirginia), że „od sierpnia do grudnia 2001 roku oddawał usługi talibom” i „dokonywał przestępstw, nosząc broń i dwa granaty”. Zgodził się na karę 20 lat więzienia, dzięki czemu uniknął dożywotniego więzienia i procesu. Trafił do więzienia o średnim rygorze w stanie Indiana, które w czwartek opuścił.

Pompeo: Lindh był zamieszany w śmierć agenta CIA

Po informacjach o uwolnieniu Lindha sekretarz stanu Mike Pompeo przypomniał, że po aresztowaniu został on osadzony w więzieniu w Mazar-i-Szarif w północnym Afganistanie i tam 25 listopada 2001 roku był przesłuchiwany przez agenta CIA Johnny’ego Micheala Spanna. Jeszcze tego samego dnia w tym zakładzie karnym więźniowie wywołali zamieszki, w których Spann zginął, stając się pierwszym Amerykaninem, zabitym w walce po inwazji USA na Afganistan w 2001 roku. – Byłem wtedy szefem CIA. Johnny Micheal Spann był jednym z nas, niesamowicie uczciwym i odważnym człowiekiem. Teraz pozwalamy na uwolnienie z więzienia kogoś, kto był zamieszany w jego śmierć – mówił Pompeo. Dodał, że swoje zaniepokojenie wyraziło także kilku innych urzędników państwowych w USA.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sri Lanka: Fala przemocy po zamachach terrorystycznych. Władze blokują media społecznościowe

Rząd Sri Lanki ogłosił, że dostęp do większości serwisów społecznościowych będzie czasowo zablokowany w związku z falą przemocy, która ogarnęła kraj po krwawych zamachach, do jakich doszło w Wielką Niedzielę. W komunikacie rządowym wskazano, że przyczyną decyzji o zablokowaniu serwisów są coraz liczniejsze przypadki obrzucania kamieniami meczetów oraz sklepów, których właścicielami są muzułmanie. Do wielu takich incydentów doszło w niedzielę. Także w niedzielę miało miejsce brutalne pobicie mężczyzny w mieście Chilaw, które zostało wywołane wcześniejszą kłótnią na Facebooku.

Fala przemocy jest podsycana mową nienawiści, która zalała lankijskie serwisy społecznościowe – twierdzą władze.

Fala przemocy na wyspie

Apele Kościoła katolickiego na Sri Lance, który wezwał w ubiegły poniedziałek do spokoju, nazajutrz po starciach między chrześcijanami a muzułmanami, w wyniku których trzy osoby zostały ranne, nie znalazły posłuchu. Na wyspie wciąż dochodzi do aktów przemocy wobec muzułmanów. Setki członków sił bezpieczeństwa rozmieszczono przed tygodniem w Negombo, mieście położonym ok. 30 km na północ od największego miasta Sri Lanki Kolombo, po tym, jak zostało tam zaatakowanych kilkadziesiąt domów, samochodów i sklepów należących do muzułmanów.

Zamachy w Niedzielę Wielkanocną

W zamachach podczas świąt wielkanocnych zginęło ponad 250 osób, w tym 42 obcokrajowców. Seria skoordynowanych ataków na kościoły i luksusowe hotele były największymi na Sri Lance, odkąd w 2009 roku w kraju zakończyła się wojna domowa. Władze Sri Lanki oskarżają o zamachy lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama’ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. Nie wykluczono również, że ataki były zorganizowane z zagranicy. Odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie Państwo Islamskie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Odpowiedzialni za ataki terrorystyczne na Sri Lance są zatrzymani lub martwi

– Wszyscy bezpośrednio powiązani z wielkanocnymi atakami na kościoły są zatrzymani lub martwi – powiedział minister obrony Sri Lanki, Chandana Wickramaratne. W związku z zamachami zatrzymano ponad 150 podejrzanych.

W oświadczeniu wygłoszonym w poniedziałek, Chandana Wickramaratne, który pełni także rolę inspektora generalnego policji, powiedział że siły bezpieczeństwa skonfiskowały materiały do budowy kolejnych bomb. Władze Sri Lanki oskarżają o zamachy lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama’ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. Nie wykluczono również, że ataki były zorganizowane z zagranicy. Odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie tak zwane Państwo Islamskie. Władze ogłosiły stan wyjątkowy, aby dać większą swobodę siłom bezpieczeństwa podczas ścigania podejrzanych o zamachy na luksusowe hotele i kościoły chrześcijańskie, w których zginęło ponad 250 osób.

Strach przed kolejnymi zamachami

Kościół katolicki na Sri Lance zrezygnował z wcześniejszych planów wznowienia już w najbliższą niedzielę odprawiania mszy. Decyzję podjęto ze względu na „konkretne zagrożenie” kolejnymi zamachami w co najmniej dwóch świątyniach. Szkoły publiczne, które zamknięto w ramach środków ostrożności, ponownie otwarto w poniedziałek, ale wciąż pozostają strzeżone.
Źródło info i foto: tvn24.pl

FBI zatrzymało 26-latka. Planował zdetonować bombę na wiecu w Los Angeles

W wyniku tajnej operacji FBI aresztowało weterana wojny w Afganistanie, który planował zdetonować bombę na wiecu białych nacjonalistów w Los Angeles – poinformowała w poniedziałek prokuratura federalna. Miała to być zemsta za ataki na meczety w Nowej Zelandii.

26-letni Mark Steven Domingo, były żołnierz piechoty morskiej USA, weteran wojny w Afganistanie, który przeszedł na islam, został aresztowany w piątek po otrzymaniu od zakonspirowanego informatora Federalnego Biura Śledczego (FBI) bomby domowej roboty. Prokuratura zapewniła, że ładunek nie był uzbrojony i w żadnym momencie nie stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

Wcześniej Domingo wielokrotnie spotykał się z działającym pod przykryciem informatorem FBI. Podczas tych spotkań mówił o swym poparciu dla radykalnych form islamu, w tym dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie. Deklarował także, że chce zostać „męczennikiem” za swą wiarę.

Zemsta za ataki w Christchurch

Według FBI Domingo rozważał m.in. zdetonowanie bomby na molo w Santa Monica. Ostatecznie celem jego ataku miał być zaplanowany na niedzielę na przedmieściach Los Angeles wiec zwolenników skrajnej prawicy. Domingo – jak twierdzi prokuratura federalna – chciał zabić jak najwięcej ludzi. Zamach miał być zemstą za ataki na meczety w nowozelandzkim mieście Christchurch w marcu tego roku. Zginęło w nich 50 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Domingo postawiono zarzut wspierania terroryzmu. Grozi mu do 15 lat więzienia.

W sobotę, w strzelaninie w synagodze Chabad-Lubawicz w Poway w pobliżu San Diego na południu Kalifornii, zginęła jedna osoba, a trzy zostały ranne. Sprawcą jest 19-letni John T. Earnest, biały mężczyzna z San Diego. Miesiąc wcześniej był on przesłuchiwany w sprawie podpalenia meczetu, ale został wypuszczony wobec braku przesłanek wskazujących, że miał w tym udział.
Źródło info i foto: polsatnews.pl