Niemcy: Rośnie liczba przestępstw motywowanych antysemityzmem

W Niemczech rośnie liczba przestępstw motywowanych antysemityzmem, zwiększa się też liczba czynów karalnych spowodowanych ksenofobią. Szef MSW Horst Seehofer przedstawił we wtorek statystyki dotyczące przestępstw o podłożu politycznym.

Liczba przestępstw motywowanych politycznie spadła w 2018 r. o 8,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Policja zarejestrowała 36062 takie przypadki. Jednak jeśli chodzi o przestępstwa o podłożu antysemickim i ksenofobicznym, to w tych kategoriach nastąpił wyraźny wzrost.

W 2018 r. policja zanotowała 1799 antysemickich incydentów – o 19,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Według statystyk w 89,1 proc. przypadków sprawcami były osoby o poglądach skrajnie prawicowych. W RFN, jeśli nie udaje się ująć sprawców, antysemickie wystąpienia są automatycznie przypisywane przez policję skrajnej prawicy.

Inny obraz wyłania się z sondażu Agencji Praw Podstawowych UE (FAR) opublikowanego w grudniu 2018 r. 41 proc. Żydów ankietowanych w Niemczech wśród sprawców ataków wskazuje muzułmanów. Na drugim miejscu znajdują się prawicowi radykałowie (20 proc.), a na trzecim – lewacy (16 proc.).

Z kolei według niemieckiej policji akty antysemityzmu zgłoszone w 2017 r. w 94 proc. miały podłoże prawicowe, a tylko za 5 proc. odpowiadali muzułmanie. Liczba przestępstw o podłożu ksenofobicznym wzrosła w ubiegłym roku w RFN o 19,7 proc. z 7913 do 8113.
Źródło info i foto: TVP.info

Sri Lanka: Fala przemocy po zamachach terrorystycznych. Władze blokują media społecznościowe

Rząd Sri Lanki ogłosił, że dostęp do większości serwisów społecznościowych będzie czasowo zablokowany w związku z falą przemocy, która ogarnęła kraj po krwawych zamachach, do jakich doszło w Wielką Niedzielę. W komunikacie rządowym wskazano, że przyczyną decyzji o zablokowaniu serwisów są coraz liczniejsze przypadki obrzucania kamieniami meczetów oraz sklepów, których właścicielami są muzułmanie. Do wielu takich incydentów doszło w niedzielę. Także w niedzielę miało miejsce brutalne pobicie mężczyzny w mieście Chilaw, które zostało wywołane wcześniejszą kłótnią na Facebooku.

Fala przemocy jest podsycana mową nienawiści, która zalała lankijskie serwisy społecznościowe – twierdzą władze.

Fala przemocy na wyspie

Apele Kościoła katolickiego na Sri Lance, który wezwał w ubiegły poniedziałek do spokoju, nazajutrz po starciach między chrześcijanami a muzułmanami, w wyniku których trzy osoby zostały ranne, nie znalazły posłuchu. Na wyspie wciąż dochodzi do aktów przemocy wobec muzułmanów. Setki członków sił bezpieczeństwa rozmieszczono przed tygodniem w Negombo, mieście położonym ok. 30 km na północ od największego miasta Sri Lanki Kolombo, po tym, jak zostało tam zaatakowanych kilkadziesiąt domów, samochodów i sklepów należących do muzułmanów.

Zamachy w Niedzielę Wielkanocną

W zamachach podczas świąt wielkanocnych zginęło ponad 250 osób, w tym 42 obcokrajowców. Seria skoordynowanych ataków na kościoły i luksusowe hotele były największymi na Sri Lance, odkąd w 2009 roku w kraju zakończyła się wojna domowa. Władze Sri Lanki oskarżają o zamachy lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama’ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. Nie wykluczono również, że ataki były zorganizowane z zagranicy. Odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie Państwo Islamskie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Odpowiedzialni za ataki terrorystyczne na Sri Lance są zatrzymani lub martwi

– Wszyscy bezpośrednio powiązani z wielkanocnymi atakami na kościoły są zatrzymani lub martwi – powiedział minister obrony Sri Lanki, Chandana Wickramaratne. W związku z zamachami zatrzymano ponad 150 podejrzanych.

W oświadczeniu wygłoszonym w poniedziałek, Chandana Wickramaratne, który pełni także rolę inspektora generalnego policji, powiedział że siły bezpieczeństwa skonfiskowały materiały do budowy kolejnych bomb. Władze Sri Lanki oskarżają o zamachy lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama’ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. Nie wykluczono również, że ataki były zorganizowane z zagranicy. Odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie tak zwane Państwo Islamskie. Władze ogłosiły stan wyjątkowy, aby dać większą swobodę siłom bezpieczeństwa podczas ścigania podejrzanych o zamachy na luksusowe hotele i kościoły chrześcijańskie, w których zginęło ponad 250 osób.

Strach przed kolejnymi zamachami

Kościół katolicki na Sri Lance zrezygnował z wcześniejszych planów wznowienia już w najbliższą niedzielę odprawiania mszy. Decyzję podjęto ze względu na „konkretne zagrożenie” kolejnymi zamachami w co najmniej dwóch świątyniach. Szkoły publiczne, które zamknięto w ramach środków ostrożności, ponownie otwarto w poniedziałek, ale wciąż pozostają strzeżone.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rząd Sri Lanki zakazał wszelkich form zasłaniania twarzy po zamachach w niedzielę wielkanocną

Rząd Sri lanki wydał wczoraj dekret, w którym zakazuje się wszelkich form zasłaniania twarzy, w tym burek i nikabów. Zakaz poparła organizacja muzułmańskich duchownych.

Zakaz został wprowadzony w związku z ostatnimi atakami w niedzielę wielkanocną na kościoły i hotele na Sri Lance. W ich wyniku zginęło ponad 350 osób, ponad 500 zostało rannych. W dekrecie władze argumentują, że zakaz zasłaniania twarzy spowodowany jest względami bezpieczeństwa.

Poparła go nawet organizacja muzułmańskich duchownych All Ceylon Jamiyyathul Ulama (ACJU). Duchowni zaapelowali do muzułmanek, by unikały zasłaniania twarzy nikabem i nie utrudniały służbom utrzymania bezpieczeństwa narodowego.

Premier Sri Lanki, Ranil Wickremesinghe, zapowiedział, że dekret będzie jeszcze konsultowany z ministrem sprawiedliwości.
Źródło info i foto: rp.pl

Aleppo: Zmasowane ataki dżihadystów. Zginęło 17 bojowników związanych z reżimem prezydenta Syrii

17 bojowników sprzymierzonych z reżimem syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada zginęło, a 30 zostało rannych w sobotnich atakach przeprowadzonych przez dwie grupy dżihadystów w prowincji Aleppo, na północy kraju – podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Związane z Al-Kaidą „grupy Tahrir al-Szam i Hurras ad-Din zaatakowały przed świtem pozycje sił reżimowych na południu i południowym zachodzie” prowincji Aleppo – poinformował w rozmowie z AFP szef Obserwatorium Rami Abdel Rahman. Jak dodał, walki, które wybuchły w wyniku ataków, „trwały do godzin porannych i zakończyły się interwencją rosyjskiego lotnictwa”.

Moskwa od 2015 roku wspiera militarnie Asada.

Dzięki pomocy Moskwy siły wierne prezydentowi zdołały odzyskać kontrolę nad większością terytorium Syrii. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka w trwającej od marca 2011 roku wojnie domowej w Syrii zginęło między 370 tys. a 570 tys. osób.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Indie: Cykliczne ataki na szkoły chrześcijańskie

W ostatnich dniach w Indiach radykałowie hinduscy zaatakowali dwie szkoły chrześcijańskie, a wobec nauczycieli i uczniów wielu innych dopuszczali się pogróżek i innych rodzajów agresji. Zdaniem chrześcijańskich obrońców praw człowieka przypadki te potwierdzają narastający klimat wrogości wobec chrześcijan.

Wieczorem 25 kwietnia podpalono szkołę średnią św. Józefa w Sugnu w dystrykcie Chandel we wschodnioindyjskim stanie Manipur – powiedział włoskiej agencji misyjnej AsiaNews ks. Felix Anthony, rzecznik Kościoła katolickiego w tej części kraju. Zaznaczył, że jest to druga najstarsza szkoła katolicka w tym stanie, zbudowana 55 lat temu, aby umożliwić naukę ubogim członkom miejscowych plemion, przede wszystkim Kuki i Anal. Ogień zniszczył wszystkie rejestry i dokumenty szkolne, a uczy się tam ok. 1,4 tys. dzieci.

Powodem tego ataku było, według rzecznika, postępowanie dyscyplinarne wobec 6 uczniów, podjęte 19 kwietnia. Zamieścili oni wcześniej w sieciach społecznościowych film, na którym obrażali nauczyciela w czasie lekcji i samą szkołę. Po wykryciu nagrania dyrekcja zawiesiła jego autorów na miesiąc, ale ojciec jednej z uczennic – miejscowy przywódca polityczny – podburzył członków Związku Uczniów Kuki przeciw szkole, żądając odwołania zakazu. Gdy mu odmówiono, 25 bm. grupa uczniów podpaliła budynek.

Dyrektor Organizacji Młodzieży Katolickiej Manipuru ks. Jacob Chapao ostro potępił wydarzenie. – Ten barbarzyński akt wandalizmu przeciw instytucji szkolnej jest wymierzony w całą ludzkość – powiedział.

23 kwietnia Chrystusową Szkołę Podstawową w dystrykcie Palghar w stanie Maharasztra zaatakowali członkowie radykalnego ugrupowania hinduskiego Antarrashtriya Hindu Parishad, związanego z ugrupowaniem paramilitarnym skrajnej prawicy nacjonalistycznej Vishwa Hindu Parishad. Napastnicy wybili szyby w klasach i ustawili przed budynkiem transparent wzywający rodziców, aby nie posyłali swych dzieci do tej placówki. Przyczyną ich gniewu były fałszywe oskarżenia pod adresem 14 nauczycieli, jakoby dokonywali oni przymusowych nawróceń na chrześcijaństwo.

Przewodniczący Ogólnoindyjskiej Rady Chrześcijan Sajan K. George w rozmowie z AsiaNews nazwał te wydarzenia „alarmującymi”, dodając, że napastnicy głoszą poglądy tzw. Hindutva, tzn. panowania w kraju hinduizmu. Przypomniał, że były to już kolejne ataki na szkoły i podkreślił, że „mniejszość chrześcijańska czuje się zagrożona i jest zagrożona przez większość”. Tymczasem „Indie są krajem świeckim, a wolność religijną gwarantuje konstytucja” – stwierdził z mocą rozmówca agencji.
Źródło info i foto: TVP.info

Służby Sri Lanki wiedziały o zagrożeniu zamachami od ponad dwóch tygodni

Tragiczne zamachy na kościoły i hotele w Sri Lance, które kosztowały życie niemal 300 osób, mogły zostać powstrzymane. Tak przynajmniej wynika z deklaracji lankijskich polityków, którzy po tragedii ujawnili, że ostrzeżenia o zagrożeniu atakami pojawiały się regularnie od początku kwietnia. Dlaczego zostały zignorowane?

Kiedy w wielkanocną niedziele w kościołach i hotelach na Sri Lance wybuchły bomby, cały kraj był w szoku, a kiedy wydłużająca się lista ofiar trafiła do zagranicznych mediów, do położonego nad Oceanie Indyjskim państwa zaczęły spływać kondolencje z całego świata.

Wszystko wskazuje jednak na to, że zamachowi można było zapobiec. Jak donosi CNN, szereg członków rządu Sri Lanki i służby specjalne kilku krajów wiedziały, że atak terrorystyczny jest prawdopodobny. Mimo tego, z powodu politycznych konfliktów między lankijskimi politykami, ostrzeżenia zostały zignorowane.

Zignorowane ostrzeżenia

Wywiad USA i Indii po raz pierwszy poinformowały rząd Sri Lanki o potencjalnym zagrożeniu jeszcze na początku kwietnia. Ostrzeżenia powtarzane były kilkakrotnie i były na tyle szczegółowe, że zawierały listy potencjalnych podejrzanych.

W poniedziałek podczas konferencji prasowej po zamachach rzecznik rządu (i zarazem minister zdrowia) Rajith Senaratne potwierdził, że już 11 kwietnia rząd dysponował raportem, który stwierdzał, że lokalna organizacja islamistyczna National Thowheeth Jama’ath (NTJ) może dokonać ataków na kościoły.

Natomiast ostatnie ostrzeżenie ze strony służb wywiadowczych innych państw przekazane zostało lankijskim władzom… 10 minut przed atakami.

Polityczne podziały

Dlaczego wszystkie te ostrzeżenia zostały zignorowane? Przez ostatni rok Sri Lanka paraliżowana była przez konstytucyjny kryzys. Prezydent Maithripala Sirisena próbował zastąpić urzędującego premiera Ranil’ego Wickremesingha swoim sojusznikiem. Ostatecznie plan prezydenta nie powiódł się i w wyniku presji Sądu Najwyższego Wickremesinghe powrócił na stanowisko w grudniu.

Jednak od tego czasu między prezydentem a premierem trwał ciągły konflikt, Minister gospodarki Harsha de Silva w wywiadzie dla CNN przyznał, że premier był „utrzymywany w niewiedzy” w kwestii ostrzeżeń. Ponadto został on usunięty z Rady Bezpieczeństwa Narodowego

Gdy w niedzielę doszło do serii ataków na kościoły i hotele na Sri Lance, premier Wickremasinghe sam zwołał nadzwyczajne spotkanie Rady Bezpieczeństwa, ponieważ prezydent przebywał poza krajem z zagraniczną wizytą. Według rzecznika rządu członkowie Rady nie przyszli na spotkanie.

– Po raz pierwszy w historii widzieliśmy, że Rada Bezpieczeństwa odmówiła stawienia się na spotkanie z premierem kraju – podkreślił Rajith Senaratne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kolejne rosyjskie cyberataki przed wyborami do Kongresu USA

Grupa hakerów powiązana z władzami Rosji próbowała zakłócić procesy demokratyczne przed listopadowymi wyborami do Kongresu USA. Cyberprzestępcy tworzyli fikcyjne domeny internetowe, wymierzone w amerykańskie organizacje polityczne – podaje Microsoft.

Jak przekazał koncern technologiczny, rosyjscy hakerzy stworzyli fałszywe domeny łudząco podobne do stron internetowych dwóch konserwatywnych think tanków: Hudson Institute oraz International Republican Institute, a trzy inne wykryte domeny zaprojektowano tak, by wyglądały na należące do amerykańskiego Senatu.

Po wejściu na podstawioną domenę komputer danego internauty byłby infiltrowany, jego aktywność w sieci potajemnie monitorowana, a on sam naraziłby się na kradzież danych.

Nic nie wskazuje, by hakerom udało się skłonić kogokolwiek do wejścia na fałszywe strony – ocenił szef działu prawnego i korporacyjnego Microsoft Brad Smith. Jak dodał, wygląda na to, że tym razem hakerom chodziło „przede wszystkim o zakłócenie procesów demokratycznych”, a nie działanie na korzyść czy szkodę konkretnej partii.

Smith wskazał jako sprawców ataku grupę hakerską znaną jako Strontium, a także jako APT28 i Fancy Bear. Śledztwo prowadzone przez specjalnego prokuratora Roberta Muellera sugeruje powiązanie tej grupy z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU oraz jej udział w atakach hakerskich przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku, których ofiarą padł Narodowy Komitet Partii Demokratycznej (DNC) i kandydatka Demokratów na prezydenta Hillary Clinton.

Hudson Institute oraz International Republican Institute (IRI) przekazały, że starają się uważać na ryzyko wyłudzenia danych drogą mailową, ponieważ z uwagi na swą działalność na rzecz demokracji często są celem ataków autorytarnych rządów. We władzach IRI zasiada m.in. sześciu republikańskich senatorów i Mitt Romney, głośny krytyk polityki Rosji, ubiegający się w tegorocznych wyborach o mandat senatora.

Dotychczas Microsoft doprowadził drogą sądową do zamknięcia 84 stworzonych przez hakerów stron internetowych, w tym domen, o których dziś poinformował. Koncern zaoferował też darmową ochronę przed cyberatakami wszystkim kandydatom, sztabom wyborczym i innym organizacjom politycznym w USA przed wyborami. Podobną pomoc zadeklarowały już wcześniej Facebook i Google.
Źródło info i foto: onet.pl

Brazylia: Ataki na obozy uchodźców z Wenezueli

Grupy mieszkańców Pacaraimy w północnej Brazylii zaatakowały w sobotę dwa prowizoryczne obozy dla uchodźców z Wenezueli. Jak poinformowały lokalne media, był to odwet za rzekome pobicie dzień wcześniej przez Wenezuelczyków miejscowego sklepikarza.

Napastnicy podpalali i niszczyli namioty uchodźców a także ich dobytek, zmuszając wielu z nich do powrotu do swojego kraju. Według policji nikt nie został ranny. Nikogo też nie aresztowano.

12-tysięczne miasto Pacaraima leży przy granicy z Wenezuelą, w stanie Roraima, na głównym szlaku, którym dziesiątki tysięcy Wenezuelczyków uciekły już z ogarniętego kryzysem politycznym i gospodarczym kraju. Jak twierdzą miejscowe władze, masowy napływ migrantów z Wenezueli doprowadził do wzrostu przestępczości i nastrojów ksenofobicznych.

Problemy z żywnością i lekami

Rząd Wenezueli wyraził zaniepokojenie doniesieniami o atakach na swoich obywateli i poprosił Brazylię o zagwarantowanie im bezpieczeństwa. Oświadczenie ministerstwa spraw zagranicznych mówi, że przemoc była podsycana przez ksenofobię.

Wenezuela jest pogrążona w kryzysie gospodarczym i społecznym od ponad czterech lat; zmaga się z recesją i trzycyfrową inflacją, niedoborami żywności i leków. Opozycja oskarża prezydenta Nicolasa Maduro, który sprawuje najwyższy urząd w państwie od śmierci Hugona Chaveza w 2013 roku, o doprowadzenie kraju do ruiny gospodarczej i o autorytarne zapędy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

To nie koniec działań Al-Kaidy. Gdzie teraz są jej członkowie?

Żołnierze walczący od 17 lat na wojnie Ameryki w Afganistanie, stają w obliczu zagadki: co się stało z al-Kaidą, wrogiem, który ich tam ściągnął? Nie wiadomo, czy niedobitki grupy, która przeprowadziła ataki 11 września 2001, wciąż jeszcze knują międzynarodowe spiski, a jeśli tak to gdzie, pisze Wesley Morgan z POLITICO.

Al-Kaida, grupa, której ataki terrorystyczne z 11 września spowodowały amerykańską inwazję w 2001 roku, popadła w pewne zapomnienie wśród innych misji wojskowych w Afganistanie, wyparta przez nowsze zagrożenia, takie jak lokalne oddziały Państwa Islamskiego (ISIS). Jest też kwestią do dyskusji, jaka część al-Kaidy pozostająca na terenie Afganistanu wciąż koncentruje się na przeprowadzaniu ataków zagranicą, mówią byli i obecni wojskowi, urzędnicy, eksperci i Afgańczycy z obszarów, na których działa grupa.

Jedynie niewielki odsetek z 15 tys. amerykańskich żołnierzy w Afganistanie jest zaangażowanych w misję antyterrorystyczną, którą wojsko nazywa „kluczowym celem” na tym terenie. Jeszcze mniej z nich ściga al-Kaidę, której obecność w kraju skurczyła się po latach ataków dronów. Zamiast tego amerykańskie siły specjalne koncentrują się na afgańskiej komórce ISIS, mniej sekretnego ugrupowania, która pod pewnymi względami stanowi łatwiejszy cel.

Zmiana charakterystyki amerykańskiej misji, która dziś skoncentrowana jest na pomocy afgańskiemu rządowi w wojnie domowej z Talibami, pokazuje jak hierarchia celów w tym konflikcie ewoluowała w porównaniu z oryginalnym zadaniem: zapobieżeniem powtórce 9/11 i ukaraniem jego sprawców. Taka była również intencja Kongresu, który w 2001 roku zgodził się na wojnę. Pentagon wciąż bazuje na tej decyzji wysyłając oddziały bojowe do krajów Bliskiego Wschodu i Afryki.

„Zdziesiątkowaliśmy al-Kaidę” w Afganistanie, powiedział w czerwcu w Kongresie kolejny amerykański generał, który ma objąć dowództwo misji USA i NATO. Militarna ocena opublikowana w tym samym miesiącu głosi, że ci nieliczni z przywódców al-Kaidy, którzy pozostają w Afganistanie „koncentrują się na własnym przetrwaniu”, a członkowie lokalnych podgrupek al-Kaidy głównie pomagają Talibom na polu walki, a nie obmyślają ataki zagranicą.

Al-Kaida znika z radarów
Jednak niektórzy eksperci ostrzegają, że wojsko nie powinno tracić tego ugrupowania z pola widzenia. Twierdzą, że al-Kaida usilnie próbuje zniknąć z radaru i zamaskować swoje prawdziwe intencje, przez co amerykańskim agencjom wywiadowczym niezwykle trudno jest je wyśledzić i ocenić.

– Al-Kaida mogła uznać: „Zapomnijmy na razie o zagranicznych atakach i skupmy się na samym Afganistanie i pomocy Talibanowi” – mówi Seth Jones, ekspert od spraw terroryzmu w Center for Strategic and International Studies, który doradza oddziałom antyterrorystycznym. – To może być strategiczna decyzja na tę chwilę, która za jakiś czas zostanie odwołana.

Eksperci twierdzą również, że brakuje dowodów, by afgańska komórka ISIS była zaangażowana w planowanie ataków w Stanach Zjednoczonych. Oddział ISIS, według oceny amerykańskiego wywiadu, składa się głównie z Afgańczyków i Pakistańczyków, którzy walczą zarówno przeciwko afgańskiemu rządowi jak i Talibanowi.

Za rządów Obamy najważniejszym zadaniem ściśle tajnego oddziału antyterrorystycznego w Afganistanie było polowanie na kilku członków globalnego kierownictwa al-Kaidy. Dotyczy to wąskiej grupy, która zdaniem amerykańskiego wywiadu wciąż, ponad dekadę po 11 września, aktywnie koordynuje przyszłe ataki na Zachód z odizolowanych kryjówek w trudno dostępnej północnowschodniej części kraju.

Jednak w ataku wojskowych dronów przeprowadzonym pod koniec 2016 roku, zginęła większość spośród tych liderów. Od tego czasu ataki wymierzone w ISIS w Afganistanie są znacznie częstsze niż te na al-Kaidę, twierdzi dwóch oficerów sił specjalnych, którzy o tajnych operacji zgodzili się mówić pod warunkiem zachowania anonimowości.

– Amerykanie wciąż ścigają tu al-Kaidę przy pomocy dronów i operacji specjalnych, ale ISIS jest teraz dla nich dużo większym priorytetem – mówi w wywiadzie Bilal Sarwary, kandydat do parlamentu i dziennikarz z północnowschodniej prowincji Kunar, w której al-Kaida obecna jest od dawna.

Afgańscy urzędnicy mówią, że aktywność al-Kaidy w tej okolicy zmalała po latach ataków dronów. – Obecnie w górach siedzi tylko garstka Arabów. Są schwytani w pułapkę – powiedział w zeszłorocznym wywiadzie Mawlawi Shahzada Shahid, duchowny, który służy jako łącznik pomiędzy rządem, a afgańskimi powstańcami. – Teraz raczej wyjeżdżają do Syrii, Libii i Iraku zamiast przyjeżdżać tutaj.

To pokrywa się z militarną analizą z 2017 roku, która opisuje exodus „najważniejszych ludzi al-Kaidy” z Afganistanu i Pakistanu na Bliski Wschód. Wprawdzie grupa pozostanie zapewne aktywna w Afganistanie, prognozowali autorzy raportu „to przyszły strategiczny kierunek rdzenia al-Kaidy będzie prawdopodobnie bliżej związany z dynamiką wydarzeń w Lewancie”, co stanowi nawiązanie do twierdzy jaką stworzyła sobie al-Kaida w chaosie syryjskiej wojny domowej.

Al-Kaida przeniosła się na Bliski Wschód?
Opublikowany w ubiegłym miesiącu raport Rady Bezpieczeństwa ONZ sugeruje, że „eksperci al-Kaidy ds. uzbrojenia i materiałów wybuchowych”, przenieśli się ostatnio z Afganistanu do Syrii.

– Z perspektywy al-Kaidy nie wiem, czemu mieliby jeszcze trzymać swoje dowództwo w Afganistanie, gdzie są zabijani, podczas gdy Jemen i Syria są znacznie wygodniejsze dla ich celów – wtóruje Jonathan Schroden dyrektor programu operacji specjalnych w Center for Naval Analyses, think-tanku finansowanego przez rząd.

Jednak „nie sądzę, by mieli całkowicie wynieść się z Afganistanu”, przestrzega wysoki rangą oficer oddziałów specjalnych z doświadczeniem antyterrorystycznym na tym obszarze. – Są świetni w zapadaniu się pod ziemię i ponownym objawianiu się w innych formach.

To właśnie, zdaniem niektórych ekspertów, którzy zajmują się al-Kaidą, grupa dokładnie robi w Afganistanie – przestaje się koncentrować na małej grupie zagranicznych agentów, którzy potajemnie planują globalne ataki, na rzecz większej, nowszej regionalnej podgrupy zwanej al-Kaidą Subkontynentu Indyjskiego.

Założona w 2014 roku podgrupa subkontynentu indyjskiego jest czasami lekceważona jako „nieprawdziwa al-Kaida”, mówi Thomas Joscelyn, analityk ds. terroryzmu w Foundation for the Defense of Democracies – po części dlatego, że składa się w większości z lokalnych mieszkańców, a nie Arabów, którzy pełnią wiele spośród kluczowych funkcji w al-Kaidzie.

O ile większość kierownictwa al-Kaidy „próbuje się ukryć”, to jak mówił w ubiegłym roku odchodzący dowódca w Kabulu, generał John Nicholson, członkowie podgrupy są „bardziej aktywni”, ale skoncentrowani na szkoleniu Talibów do walki z afgańskim rządem.

Afgański minister obrony stwierdził w tym tygodniu, że zagraniczni bojowcy brali udział w ataku Talibów na położone na wschodzie miasto Ghazni, stolicę prowincji, w której w ostatnich latach podgrupa al-Kaidy działała wspólnie z Talibami.

Ostatnim razem, kiedy wojskowi pochwalili się zabiciem znanego lidera al-Kaidy, był to Pakistańczyk, zastępca dowódcy podgrupy. Armia poinformowała o jego śmierci – w ataku pod Ghazni w grudniu ubiegłego roku – przedstawiając go jako doradcę Talibów i nie wspominając o planowanych atakach poza Afganistanem.

Dla odmiany, kiedy dron w 2016 roku zabił długoletniego komendanta al-Kaidy w Afganistanie, posiadającego podwójne, saudyjsko-katarskie obywatelstwo Farouqa al-Qahtaniego, wojsko podało, że był on „bezpośrednio zaangażowany w planowanie ataków przeciwko USA w ubiegłym roku”.

Joscelyn mówi, że wyznaczanie zdecydowanego podziału pomiędzy główną grupą, a regionalną podgrupą, jest błędem. – Nie ma czytelnej linii pomiędzy ludźmi planującymi ataki zagraniczne, a tymi którzy szkolą lokalnych powstańców – mówi, zauważając, że Qahtani, który był powszechnie uważany za członka najściślejszego kierownictwa al-Kaidy, był również głęboko zaangażowany w szkolenie lokalnych talibskich bojowników.

Wojsko podkreśla, że nigdy nie straciło z oczu al-Kaidy w Afganistanie, mimo że rzadko ostatnio ogłasza ataki przeciwko grupie, a od potwierdzenia śmierci jakiegoś znanego bojownika zaangażowanego w przygotowywanie zamachów za granicą minęły prawie dwa lata.

– Aktywnie ścigamy al-Kaidę od najprostszego szeregowca po ich emira i każdego pomiędzy – mówił Nicholson w wywiadzie dla POLITICO na początku roku.

Rzecznik kwatery Nicholsona powiedział, że w tym roku w operacjach wojskowych zginęło 65 członków al-Kaidy, ale nie potrafił ocenić, ilu z nich było częścią podgrupy lub jak wielu było cudzoziemcami. W tym tygodniu wspierani przez USA afgańscy komandosi poinformowali o zabiciu agenta al-Kaidy – prawdopodobnie Egipcjanina – który pomagał Talibom na południu, daleko od regionu północnowschodniego, uznawanego tradycyjnie za główny bastion grupy w Afganistanie.

Nicholson przyznaje jednak, że „większość” antyterrorystycznych ataków lotniczych jest obecnie wymierzonych w cele ISIS.

Przeznaczanie więcej dronów i innych aktywów na atakowanie ISIS w Afganistanie sprawia, że mniej środków zostaje na ściganie al-Kaidy, mówią nasze dwa źródła w siłach specjalnych.

Al-Kaidy nie należy spuszczać z oczu
Do 2016 roku siły antyterrorystyczne w Afganistanie służyły głównie do ścigania al-Kaidy. Jednak, gdy nowy oddział ISIS zaczął wdzierać się do wschodniego Afganistanu, administracja Obamy poinstruowała jednostki antyterrorystyczne, że mają użyć swojej morderczej mieszanki dronów i ataków lądowych, by powstrzymać tę ofensywę.

– Istniała obawa, że jeżeli USA nie będą uważać, to możemy mieć w Afganistanie powtórkę z tego, co stało się w Mosulu i Ramadi – mówi Jones analityk ds. terroryzmu w Center for Strategic and International Studies, nawiązując do ofensywy ISIS w Iraku w 2014 roku. „Priorytetem Waszyngtonu stał się ISIS”, mimo że zdaniem Jonesa bardzo mało wskazywało, by bojowcy ISIS w Afganistanie mieli ambicje przeprowadzania ataków poza Azją Południową.

Tak jest do dzisiaj. Pytany w tym tygodniu, czy afgański odział ISIS stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych lub Europy, głównodowodzący amerykańskiej armii, generał Joseph Votel, udzielił wymijającej odpowiedzi. Powiedział, że „być może” były zagraniczne spiski związane z afgańską grupą, ale on nie może sobie przypomnieć żadnego.

W ubiegłym miesiącu raport ONZ sugerował, że „niektóre spiski, które wykryto i zneutralizowano w Europie miały swoje korzenie” w ISIS w Afganistanie. Autorzy raportu powołali się przy tym na władze niesprecyzowanego kraju.

Jednak nieliczne publiczne dowody, takie jak plan ataku na Nowy Jork z 2016 roku sugerują, że choć liderzy ISIS w Afganistanie mogą utrzymywać pośredni kontakt z rodzimymi bojowcami, którzy knują swoje spiski zagranicą, a potem starają się o błogosławieństwo grupy, ISIS nie planuje, ani nie wydaje rozkazów z Afganistanu w sprawie własnych ataków zagranicznych, tak jak to robi al-Kaida.

Rangersi prowadzący misję antyterrorystyczną w Afganistanie, chętnie zabrali się za tropienie ISIS, powiedziały dwa źródła z sił specjalnych. Wynika to po części z faktu, że w porównaniu z agentami al-Kaidy, którzy żyją w górach i nauczyli się unikać podsłuchów, ISIS kontroluje cały dystrykt i może zostać łatwo namierzony i zaatakowany z powietrza.

ISIS „stało się głównym celem, ponieważ z góry szła presja, by powstrzymać ich ekspansję, a ponadto okazji nie brakowało”, mówi jeden z oficerów. – W przypadku al-Kaidy była to długa i żmudna robota wywiadowcza, natomiast z ISIS podrywasz drona, dostrzegasz ruch i uderzasz.

Przyjście Trumpa niczego w tej kwestii nie zmieniło. – Mamy zgodę na uderzanie w wiele łatwych celów, co jest dużo bardziej satysfakcjonujące niż ściganie miesiącami al-Kaidy, po to by na końcu zabić może jednego z nich – mówi drugi z oficerów.

Podczas prawie dwóch lat od zabicia ostatniego poważnego stratega al-Kaidy w Afganistanie – Qahtaniego – oddział antyterrorystyczny zlikwidował już kilku kolejnych liderów ISIS w tym kraju.

Odgadnięcie prawdziwych zamiarów i możliwości konkretnej komórki tajnej grupy, takiej jak al-Kaida, zawsze było trudne i „subiektywne” i zawsze takie będzie, mówi Jeff Eggers, były dowódca Navy SEAL i wysoki rangą urzędnik ds. zwalczania terroryzmu w administracji Obamy. – Ktoś mógłby ocenić, że mają zamiar, ale już nie możliwość, aż do dnia, w którym przeprowadziliby atak na Zachodzie.

Rozsądnie jest traktować al-Kaidę w Afganistanie jako międzynarodowe niebezpieczeństwo, nawet jeżeli dowody nie są jednoznaczne, zgadza się Joshua Geltzer, były wysoki rangą urzędnik ds. zwalczania terroryzmu, zarówno w administracji Obamy jak i Trumpa, ponieważ wiedza o prawdziwych zamiarach tej grupy jest tak szczątkowa.

Oficjalna ocena służb wywiadowczych jest taka, że bez względu na to, czy planują oni misje zagraniczne, to zarówno niedobitki głównej organizacji al-Kaidy w Afganistanie jak i ich koledzy w afgańskiej podgrupie „utrzymują zamiar przeprowadzania ataków wymierzonych w Stany Zjednoczone i Zachód”.

Jeżeli al-Kaida nie może być zniszczona w Afganistanie, oczywistą alternatywą dla armii jest „nieustanne ściganie ich, żeby musieli się ukrywać”, mówi Eggers. – To może być skuteczne, ale również kosztowne i nie wiadomo jak trwałe.

Niekończące się operacje wojskowe nigdy jednak całkowicie nie zneutralizują ataków al-Kaidy, mówi Jones, ponieważ grupa zawsze może przerzucić się na model stosowany przez ISIS – wspieranie na odległość rodzimych ekstremistów, którzy nigdy nie wystawili nosa poza Zachód, nie mówiąc już o odbyciu uciążliwej podróży do obozu treningowego w górach Afganistanu.

To podejście pozwala ISIS podczepiać się pod strzelaniny, zamachy bombowe, ataki nożowników czy z użyciem ciężarówek, dokonywane przez lokalnych ekstremistów od Stanów Zjednoczonych i Kanady po Wielką Brytanię i Francję.

– Wielu napastników dzisiaj i tak nie potrzebuje zagranicznego szkolenia – mówi Jones. – Być może nie potrzebowali go tak naprawdę także w przeszłości, ale ataki takie jak te w Manchesterze i Nicei pokazują, że z pewnością nie potrzebują go teraz.
Źródło info i foto: onet.pl