Austria: Zatrzymano 60 ekologów

Austriacka policja poinformowała o zatrzymaniu 60 spośród około 150 demonstrantów ekologicznego ruchu Extinction Rebellion (XR), którzy zablokowali skrzyżowanie w centrum Wiednia w proteście przeciwko zmianom klimatu.

„Na mocy ustawy o zgromadzeniach publicznych wobec pozostających wciąż na miejscu demonstrantów podjęto postępowanie w związku z ich zachowaniem. Zażądano od nich wylegitymowania się i przy stosownej formie przymusu zostali stamtąd zabrani” – oświadczyła wiedeńska policja. Według funkcjonariuszy zatrzymania miały na celu ustalenie tożsamości, co było wcześniej z różnych względów niemożliwe. 75 uczestnikom postawiono zarzut udziału w zgromadzeniu zorganizowanym bez wcześniejszego zgłoszenia. Ale demonstracja miała całkowicie pokojowy przebieg. Przez dwa tygodnie od 7 października mają trwać protesty aktywistów z Extinction Rebellion. Odbędą się one w około 60 miastach na świecie. Między innymi w Londynie, Berlinie, Amsterdamie, Nowym Jorku i Sydney.
Źródło info i foto: TVP.info

Szczegóły masakry w austriackim Tyrolu. „Położył na blacie pistolet oraz nóż i oświadczył, że właśnie zamordował pięć osób”

25-letni mężczyzna zastrzelił w niedzielę pięć osób w kurorcie narciarskim Kitzbuehel w austriackim Tyrolu. Ofiary to jego 19-letnia była dziewczyna, jej rodzice, brat i nowy chłopak. Po dokonaniu morderstwa mężczyzna oddał się w ręce policji. Mężczyzna pojawił się w komisariacie około godziny 6 rano.

– Położył na blacie pistolet oraz nóż i oświadczył, że właśnie zamordował pięć osób – relacjonował austriackiej agencji APA szef tyrolskiego Krajowego Biura Kryminalnego Walter Pupp. Funkcjonariusze udali się natychmiast na miejsce zdarzenia, gdzie znaleźli pięcioro zastrzelonych. Próby ich reanimowania nie dały żadnego rezultatu. Burmistrz Kitzbuehel Klaus Winkler nazwał zbrodnię „zaskakującą i niepojętą tragedią”. Jak zaznaczył, zarówno zaatakowana rodzina, jak i rodzina sprawcy cieszyły się szacunkiem lokalnej społeczności.

Pokłócił się z byłą partnerką, zabił ją i jej rodzinę

Zdaniem Puppa, młody mężczyzna nie był w stanie pogodzić się z tym, że jego związek z 19-latką przed dwoma miesiącami się rozpadł i że związała się ona z nową osobą. Mężczyzna zadzwonił około godziny 4. rano do drzwi domu, w którym mieszkała wraz ze swą rodziną jego była dziewczyna. Drzwi otworzył jej ojciec, który po krótkiej utarczce słownej polecił intruzowi odejść. 25-latek wrócił do domu i zabrał z sejfu pistolet, posiadany legalnie przez jego brata.

Do domu byłej dziewczyny przybył ponownie około godziny 5.30. Drzwi tak jak poprzednio otworzył jej ojciec, by zaraz paść od kuli zabójcy. Jego los podzielili po wejściu sprawcy do budynku 25-letni syn i 51-letnia żona. Nieświadomi wszystkiego 19-latka i jej nowy 24-letni partner spali w tym czasie we własnym mieszkaniu, oddzielonym od reszty domu drzwiami z zamkniętym zamkiem. Napastnik przedostał się do mieszkania przez balkon i oboje zastrzelił. Policja ustaliła na razie, że sprawca działał sam i w momencie popełnienia czynu nie był pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Austria: 25-latek zastrzelił 5 osób w znanym kurorcie narciarskim

Pięć osób zastrzelił w niedzielę w znanym jako ośrodek narciarski miasteczku Kitzbuehel w austriackim Tyrolu 25-letni mężczyzna, który zaraz potem oddał się w ręce policji. Ofiary to jego 19-letnia była przyjaciółka oraz jej rodzice, brat i nowy przyjaciel. Mężczyzna pojawił się na komisariacie około godziny 6. rano.

– Położył na blacie pistolet oraz nóż i oświadczył, że właśnie zamordował pięć osób – relacjonował austriackiej agencji APA szef tyrolskiego Krajowego Biura Kryminalnego Walter Pupp. Funkcjonariusze udali się natychmiast na miejsce zdarzenia, gdzie znaleźli pięcioro zastrzelonych. Próby ich reanimowania nie dały żadnego rezultatu.

Motywem mogła być zazdrość

Zdaniem Puppa, młody mężczyzna nie był w stanie pogodzić się z tym, że jego związek z 19-latką przed dwoma miesiącami się rozpadł i, że znalazła ona sobie nowego przyjaciela. W wieczór poprzedzający zbrodnię w jednym z lokali doszło do kłótni dwojga byłych partnerów.

Mężczyzna zadzwonił około godziny 4. rano do drzwi domu, w którym mieszkała wraz ze swą rodziną jego była przyjaciółka. Drzwi otworzył jej ojciec, który po krótkiej utarczce słownej polecił intruzowi odejść. 25-latek wrócił do swego domu i zabrał z sejfu pistolet, posiadany legalnie przez jego brata.

Do domu byłej przyjaciółki przybył ponownie około godziny 5.30. Drzwi tak, jak poprzednio otworzył jej ojciec, by zaraz paść od kuli zabójcy. Jego los podzielili po wejściu sprawcy do budynku 25-letni syn i 51-letnia żona. Nieświadomi wszystkiego 19-latka i jej nowy 24-letni przyjaciel spali w tym czasie we własnym mieszkaniu, oddzielonym od reszty domu drzwiami z przekręconym zamkiem. Desperat przedostał się do mieszkania przez balkon i oboje zastrzelił.

Nie był pod wpływem alkoholu

Policja ustaliła na razie, że sprawca działał sam i w momencie popełnienia czynu nie był pod wpływem alkoholu. Burmistrz Kitzbuehel Klaus Winkler nazwał zbrodnię „zaskakującą i niepojętą tragedią”. Jak zaznaczył, zarówno zaatakowana rodzina, jak i rodzina sprawcy cieszyły się znacznym szacunkiem lokalnej społeczności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Oficer austriackiej armii podejrzany o szpiegowanie na rzecz Rosji

Emerytowany oficer armii austriackiej, którego podejrzewa się o ponad dwudziestoletnią działalność szpiegowską na rzecz Rosji, oczekuje na zatwierdzenie jego tymczasowego aresztowania przez sąd – podała dziś zajmująca się tą sprawą prokuratura w Salzburgu.

Według jej rzecznika zatrzymany przebywa w areszcie zabezpieczającym i jest poddawany intensywnym przesłuchaniom, w których wyniku może zostać złożony wniosek o tymczasowe aresztowanie. Uzasadnieniem wniosku mogłaby być na przykład groźba dalszego popełniania czynów karalnych lub groźba ucieczki.

Powołując się także na rzecznika prokuratury, dziennik „Kleine Zeitung” poinformował, że decyzję w sprawie zatwierdzenia tymczasowego aresztowania sąd powinien wydać w poniedziałek bądź najpóźniej we wtorek. W razie zastosowania wobec domniemanego szpiega wojskowych przepisów prawa karnego groziłaby mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Jak relacjonuje „Kleine Zeitung”, przesłuchiwany 70-letni pułkownik w stanie spoczynku szpiegował na rzecz Rosji przez 28 lat. Od 1990 roku pracował w ministerstwie obrony w Wiedniu, najpierw we „względnie nieliczącym się” wydziale opracowywania regulaminów, ale przez ostatnie pięć lat przed przejściem na emeryturę w wydziale planowania strukturalnego. Wcześniej miał też stacjonować na Cyprze i na Wzgórzach Golan w ramach sił pokojowych ONZ.

Według weekendowego wydania dziennika „Salzburger Nachrichten”, uczęszczał także na kursy NATO i miał dostarczać Rosjanom informacje na ten temat.

Jak poinformowało austriackie ministerstwo spraw zagranicznych, jego szefowa Karin Kneissl przeprowadziła rozmowę telefoniczną z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. Wcześniej oskarżył on Austrię o sięgnięcie w sprawie szpiega do „dyplomacji megafonowej” zamiast podjęcia poufnych konsultacji z Moskwą.

– Chodzi tu o sprawy ze sfery podległej prawu karnemu, które spowodowały konieczność interwencji organów prokuratorskich i szerokiego poinformowania opinii publicznej – powiedziała Kneissl Ławrowowi. Jak podkreśliła, „podstawą działań austriackiego rządu są oczywiste fakty”.
Źródło info i foto: onet.pl

Austria: Kard. Christoph Schoenborn: Imigrantów popełniających przestępstwa należy odesłać

Metropolita Wiednia kardynał Christoph Schoenborn oświadczył, że imigranci, którzy popełnili przestępstwa, „powinni zostać odesłani do swoich krajów zgodnie z duchem przepisów”. Dodał, że w więzieniach w Austrii osadzonych jest wielu imigrantów z Afryki.

W wywiadzie dla rzymskiego dziennika „Il Messaggero” w niedzielę austriacki dostojnik, który uczestniczył w synodzie biskupów na temat młodzieży, odniósł się do sprawy 16-latki zgwałconej i zabitej w Rzymie przez grupę nielegalnych imigrantów z Afryki, handlarzy narkotyków.

– Przypadek ten odwołuje się do tematu bezpieczeństwa. Chociaż na synodzie nie poruszono go, panuje zaniepokojenie w całej Europie, gdzie jest imigracja. Widzę to w Austrii – oświadczył kardynał Schoenborn.

– Również my mamy więzienia pełne Afrykanów przyłapanych na handlu narkotykami. To oczywiste, że jeśli nie są obywatelami austriackimi, powinni wyjechać, zostać odesłani do kraju pochodzenia – dodał.

W nawiązaniu do sytuacji w Austrii zaznaczył: „Są przypadki, gdy dochodzi do wydalenia tylko dlatego, że procedura azylowa zostaje uznana za niewystarczającą, nawet gdy ma miejsce wspaniała integracja”, a „dzieci mówią doskonale po niemiecku”.

– Potrzebne jest zatem spojrzenie z rozeznaniem, czyli to, co papież Franciszek często powtarza. Konieczne jest naturalnie przestrzeganie prawa, ale jednocześnie podchodzenie z empatią do konkretnych przypadków i sytuacji – ocenił metropolita Wiednia.

Zapytany o czterech imigrantów z Afryki aresztowanych w Rzymie pod zarzutem zgwałcenia i zabicia nastolatki, odparł: „Powinni zostać odesłani do swoich krajów, zgodnie z duchem przepisów”.
Źródło info i foto: TVP.info

Poszukiwany ENA wpadł w otwockim markecie

Policjanci z zespołu patrolowo-interwencyjnego karczewskiego komisariatu, osadzili w policyjnym areszcie 20-letniego obywatela Rumunii, który próbował wynieść ze sklepu przy ulicy Kołłątaja w Otwocku artykuły spożywcze. Jak ustalono, miał już na koncie jedną kradzież w tym samym sklepie. Po sprawdzeniu w policyjnych bazach danych okazało się, że jest podejrzany o 11 kradzieży i włamań popełnionych w Austrii. 20-latek usłyszał już zarzut podwójnej kradzieży w otwockim markecie. Na mocy postanowienia Sądu Okręgowego Warszawa Praga został tymczasowy aresztowany do czasu wykonania procedury deportacyjnej. Za przestępstwa popełnione w Austrii grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.

W jednym z otwockich sklepów, pracownicy ochrony ujęli mężczyznę, który z reklamówkami pełnymi artykułów spożywczych, próbował wyjść ze sklepu nie płacąc za zakupy.

Na miejsce interwencji sklepowej pojechała policyjna załoga prewencyjna z karczewskiego komisariatu. Funkcjonariusze wylegitymowali podejrzanego o kradzież, a następnie sprawdzili mężczyznę w policyjnych bazach danych. Okazało się, że legitymowany przez policjantów 20-letni obywatel Rumunii jest poszukiwany przez austriacki wymiar sprawiedliwości. Z Europejskiego Nakazu Aresztowania, który wydany został w celu ścigania 20-latka, wynikało że jest on podejrzany o 11 przestępstw, w tym włamań do domów, firm, garaży i różnych obiektów na terenie Austrii.

Zatrzymany trafił najpierw do policyjnego aresztu w otwockiej komendzie. Podczas kolejnych czynności dochodzeniowcy zebrali dowody, które wstępnie wykazały, że 20-latek dwukrotnie dopuścił się kradzieży w tym samym markecie w Otwocku.

Ostatecznie obywatelowi Rumunii przedstawiono zarzut popełnienia podwójnej kradzieży. Po przesłuchaniu w charakterze podejrzanego, 20-latka doprowadzono do Sądu Okręgowego Warszawa Praga, który zastosował tymczasowy areszt do czasu deportacji.

20-latek trafił już do zakładu karnego, w którym będzie oczekiwał na konwój deportacyjny do Austrii, gdzie stanie prawdopodobnie przed sądem. Za przestępstwa tam popełnione grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Lubelskie: Złodzieje wpadli po tym jak kamera monitoringu nagrała ich twarze. Mieli też charakterystyczny samochód

Niedługo cieszyła się łupem para rabusiów, która napadła na mały sklep spożywczy w gminie Mełgiew na Lubelszczyźnie. Ich twarze nagrały kamery monitoringu, a charakterystyczny samochód zapamiętali świadkowie.

Para, która na stałe mieszka w Austrii, niedawno przyjechała do Polski. 35-latek i 28-letnia kobieta zatrzymali się w wynajętym domku nad jeziorem. Gdy skończyły im się pieniądze, postanowili obrabować kasę w gminnym sklepie we wsi Dominów.

Tuż przed napadem 35-latek dla niepoznaki założył kominiarkę, jak się później okazało zrobił to przed kamerą monitoringu, i wtargnął do sklepu. Mężczyzna wymachiwał czymś, co przypominało pistolet, zmusił ekspedientkę do wydania z kasy znacznej sumy pieniędzy. Następnie wybiegł ze sklepu i odjechał samochodem, w którym czekała na niego kobieta.

Jak ustalił „Super Express”, który ochrzcił parę przydomkiem „głupi i głupsza” nawiązując tym samym do słynnej komedii z 1994 roku, rabusie poruszali się charakterystycznym samochodem, starym kabrioletem marki Renault. Auto zapamiętali świadkowie napadu, a policjanci z drogówki w Świdniku łatwo je namierzyli. Zatrzymali parę do kontroli. W środku znajdował się 35-letni mężczyzna oraz 28-letnia kobieta, którzy odpowiadali rysopisowi sprawców. Para została zatrzymana i doprowadzona do świdnickiej komendy.

Podczas przeszukania domku policjanci odnaleźli pistolet na naboje CO2, którym posłużył się sprawca podczas napadu oraz kominiarki, rewolwer hukowy, amunicję, pieniądze, tablice rejestracyjne oraz nieznaczne ilości narkotyków.

Zatrzymanym grozi kara do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Austria: 500 policjantów, 220 żołnierzy i blackhawki. Wszystko na wypadek napływu migrantów

Austriacka Partia Ludowa (OeVP) kanclerza Sebastiana Kurza, która wygrała w zeszłym roku wybory, obiecała zapobiec powtórce napływu uchodźców z lat 2015-16. OeVP rządzi w koalicji z prawicowo-populistyczną Austriacką Partią Wolności (FPOe). Premier Słowenii ocenił ćwiczenia jako „nieco prowokacyjne”.

W opinii Agencji Reutera ćwiczenia mają zademonstrować, że Austria jest przygotowana na ewentualną powtórkę kryzysu migracyjnego w Europie i współgrają z dążeniem prawicowego rządu austriackiego, który stara się zniechęcić migrantów do wędrówki przez ten kraj.

Austriacka Partia Ludowa (OeVP) kanclerza Sebastiana Kurza, która wygrała w zeszłym roku wybory, obiecała zapobiec powtórce napływu uchodźców z lat 2015-16. OeVP rządzi w koalicji z prawicowo-populistyczną Austriacką Partią Wolności (FPOe). Premier Słowenii ocenił ćwiczenia jako „nieco prowokacyjne”.

– Państwo, które nie jest w stanie chronić swych granic, traci wiarygodność – powiedział austriacki minister spraw wewnętrznych Herbert Kickl (FPOe). Podkreślił, że jest zdeterminowany, żeby nie dopuścić do powtórzenia się takich sytuacji, jak ta z 2015 r. i że takie właśnie przesłanie strona austriacka chce przekazać, organizując ćwiczenia przy granicy ze Słowenią.

Kickl oświadczył, że jego resort i policja mają „prawo i obowiązek” odsyłać ludzi, którzy chcą przybyć do Austrii nielegalnie lub „w złych zamiarach”. Minister obrony Mario Kunasek (FPOe) podkreślił, że ćwiczenia „pokazują zdolność do ochrony granicy”.

Słoweński premier Miro Cerar oświadczył z kolei: „Te ćwiczenia nie są potrzebne. Postrzegam je nawet jako nieco prowokacyjne”. Minister spraw wewnętrznych Słowenii Vesna Gyoerkoes zaprotestowała przeciw ćwiczeniom, pisząc do ministra Kickla, że nie służą one dobrym relacjom między obu krajami ani wspólnym staraniom o zapanowanie nad problemem uchodźców.

Austria zorganizowała ćwiczenia na przejściu granicznym Spielfeld, gdzie na początku 2016 r. wprowadziła system umożliwiający kontrolę napływu migrantów.

Agencja Reutera odnotowuje, że scenariusz tych ćwiczeń nie przewidywał – w odróżnieniu do tych organizowanych na mniejszą skalę przez poprzedni rząd – aktów przemocy ze strony migrantów ani aresztowań.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Afera szpiegowska. Na celowniku wywiadu polska ambasada w Wiedniu?

Władze Austrii żądają od Niemiec „pełnego wyjaśnienia” dlaczego niemiecki wywiad prowadził na szeroką skalę działalność szpiegowską na terenie Austrii.

O skandalu napisał m.in. austriacki dziennik „Der Standard”, który publikuje listę inwigilowanych” obiektów”. Sprawę zbada niemiecki parlament. Austriackie media ujawniły listę instytucji, urzędów, przedstawicieli austriackiego oraz międzynarodowego biznesu, ale także polityków, którzy w latach 1999 – 2006 byli szpiegowani przez niemiecki wywiad BND. Na liście znajduje się także ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Wiedniu.

„Pomiędzy przyjaciółmi takie rzeczy nie powinny mieć miejsca” – powiedział austriacki kanclerz Sebastian Kurz. „To jest niespotykane i nie do zaakceptowania” – dodał prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Austria: Jack Unterweger po uwolnieniu w latach 80. wciąż mordował kobiety

O uwolnienie Jacka Unterwegera apelowały w latach 80. w liście do prezydenta elity Austrii. Gdy w końcu wyszedł na wolność, obracał się w najwyśmienitszych kręgach. Pisał książki, reżyserował sztuki teatralne, często bywał na salonach. W międzyczasie mordował kobiety.

Johann Unterweger (szerzej znany jako Jack Unterweger) urodził się 16 sierpnia 1950 roku w Judenburgu. Był synem austriackiej prostytutki i prawdopodobnie amerykańskiego żołnierza. Matka porzuciła go, kiedy miał dwa lata, a wychowaniem zajął się dziadek, alkoholik. Swoje dzieciństwo Unterweger opisywał później jako bardzo ciężkie, pozbawione matczynej miłości. To matkę obwiniał także za swoje późniejsze życiowe błędy.

A błędy Unterweger zaczął popełniać już jako nastolatek. W wieku 16 lat wyspecjalizował się w kradzieżach, rabunkach i oszustwach. Gdy miał dwadzieścia lat uprowadził młodą dziewczynę i próbował zmusić ją do stosunku. Policja wielokrotnie otrzymywała na niego skargi od różnych kobiet.

W 1974 roku, pod pretekstem podwiezienia do domu, wywiózł za miasto młodą dziewczynę, brutalnie ją pobił i unieruchomił związując pończochami. Następnie, masturbując się, zgwałcił metalowym prętem. Dziewczyna opowiedziała o wszystkim policji i zidentyfikowała napastnika. Unterweger trafił do więzienia. Ale, jak się okazało, nie na długo. 

Za kratami zażył dużą ilość środków przeciwbólowych, które udało mu się przemycić do celi. Próba samobójcza poskutkowała przeniesieniem go do szpitala psychiatrycznego, z którego wkrótce został zwolniony.

Miesiąc później Unterweger zamordował 18-letnią dziewczynę dusząc ją jej własnym biustonoszem.

„Czyściec”

W lipcu 1976 roku Unterweger został skazany na dożywocie. Badający go psycholog orzekł, że ma sadystyczne skłonności psychopatyczne ze skłonnościami do narcyzmu i histerii.

Siedząc w więzieniu morderca ukończył liceum oraz kurs pisania (za który zapłaciła oczarowana nim wtedy dziennikarka) i napisał serię opowiadań, wierszy i sztuk teatralnych. Najważniejszym jego dziełem okazała się jednak autobiografia.

„Czyściec”, bo tak zatytułował swoją książkę, przedstawia smutną historię życia Unterwegera. Autor opowiada o życiu bez matki, ciągłej tęsknocie za nią. Przedstawia siebie jako biedne dziecko, które żyło w strasznych warunkach, śpiąc z dziadkiem alkoholikiem w jednym łóżku. Unterweger opisuje, że ma depresją z powodu pobytu w więzieniu. Często śni mu się moment zakładania kajdanek na ręce. Rozważa samobójstwo.

W książce morderca przedstawia siebie jako ofiarę złego losu. Stara się poruszyć czytelnika swoją historią i robi wrażenie człowieka, który bardzo chciałby żyć normalnie. Co ciekawe, nie wspomina o dokonanej zbrodni – „Czyściec” kończy się w 1971 roku, kiedy Unterweger trafia do więzienia za kradzież samochodu.

„Dzieło” napisane przez więźnia zrobiło ogromne wrażenie na czytelnikach, którymi w większości byli wiedeńscy artyści i intelektualiści. Uwierzyli oni, że Jack Unterweger jest skruszonym przestępcą, który za kratami przeszedł wewnętrzną przemianę. Na zabójstwo, którego dokonał, zaczęli patrzeć, jak na przykry skutek pasma nieszczęść ciągnącego się przez całe jego życie.

Literacka twórczość Unterwegera przysporzyła mu wielu zwolenników i niemałej sławy. W więzieniu zaczęto go traktować pobłażliwie, a nawet pozwolono na wieczory autorskie w zakładowej auli. Odwiedzali go intelektualiści, przedstawiciele rządu oraz dziennikarze. Pozwolono mu także pojawić się w Teatrze Ludowym na premierze jego sztuki i ekranizacji „Czyśćca”. Niewysoki, szczupły kryminalista o młodzieńczej twarzy rzucił urok na wpływową części Austriaków. Nie znając nawet dokładnie kartoteki Unterwegera, postanowili oni walczyć o jego uwolnienie.

Uwolnić mordercę

W 1985 roku austriackie elity podpisały list do ówczesnego prezydenta Austrii, Rudolfa Kirchschlagera . Apelowali w nim o uwolnienie Unterwegera. W tamtym momencie  odsiedział on za kratkami zaledwie 10 lat . Prezydent odmówił wcześniejszego wypuszczenia mordercy wyjaśniając, że zgodnie z prawem Austrii, przestępca skazany na dożywocie może być warunkowo zwolniony po co najmniej 15 latach. W związku z takim stanowiskiem, intelektualiści zaczęli liczyć, że Unterweger będzie mógł wyjść na wolność po odsiedzeniu najkrótszego, zgodnego z prawem wyroku.

Patrząc na wszystko z perspektywy czasu, wiele ważnych osobistości pewnie chciałoby wymazać z przeszłości swoje stanowcze apele. Sekretarz generalny reprezentujący austriackich pisarzy organizacji IG Autoren pisał wtedy np.

Abstrahując od ogólnych humanitarnych zasad, wiarygodność Ministerstwa Sprawiedliwości w kwestii rehabilitacji zostanie utrzymana lub pogrzebana zależnie od tego, jaki los spotka Jacka Unterwegera.
Jeden z najwybitniejszych w Austrii seksuologów Ernest Borneman napisał w liście do ministra sprawiedliwości:

Ten człowiek popełnił poważne przestępstwo, lecz wyraził głęboką skruchę, rozumie motywy swojego ówczesnego postępowania, przejawia cechy, które nigdy nie pozwolą mu na powrót do dawnego życia. Jako profesjonalny seksuolog jestem w stanie wydać bardziej merytoryczną ocenę niż niejeden psychiatra. Jestem zatem przekonany, że nigdy już nie popełni żadnego przestępstwa, i w związku z tym popieram jego starania o wcześniejsze zwolnienie z więzienia.
Warto zaznaczyć, że swój apel Boreman wystosował nie znając osobiście Unterwegera, ale jedynie po przeczytaniu „Czyśćca”. Podobnie zresztą zrobili niemal wszyscy zwolennicy jego uwolnienia.

W 1990 roku, po 15 latach w więzieniu, rozpoczęła się procedura zwolnienia warunkowego. Unterweger miał wtedy po swojej stronie ogromną część pisarzy i artystów, a nawet wielu polityków. Podczas procesu reprezentował go George Zanger – prawnik wiedeńskiej śmietanki towarzyskiej. Aby wyjść na wolność Unterweger potrzebował jednak nie tylko ważnych sprzymierzeńców, ale także pozytywnej opinii psychiatrycznej. Wydała ją Michaela Happala, doktor z niedużym doświadczeniem.

Happala opierała się w swojej opinii na temat Unterwegera głównie na… lekturze „Czyśćca”, niemal cytując niektóre jego fragmenty. Nie przeprowadziła jakichkolwiek niezależnych badań przeszłości mordercy. Nie przeczytała akt. Stwierdziła, że w osobowości Unterwegera zaszły pozytywne zmiany i nie zagraża on społeczeństwu. Dodatkowo, jak się później okazało, naczelnik więzienia nalegał, aby opinia na temat więźnia była możliwie jak najbardziej pozytywna.

Proces o zwolnienie warunkowe Unterwegera był przesądzony. 23 maja 1990 roku wyszedł na wolność.

Wolność

Jack świetnie odnalazł się na wolności. Jako przykład udanej resocjalizacji często zapraszany był do różnych programów publicystycznych oraz na wystawne przyjęcia. Do tego był artystą, autorem bestsellera i sztuk teatralnych.

W ciągu zaledwie roku od wyjścia z więzienia opublikował dwie książki i wyreżyserował dwie sztuki, na które dostał spore dotacje z Ministerstwa Edukacji i Kultury. Zaczął pracować także jako reporter. Obracał się w najwyśmienitszych kręgach i działał jak magnes na kobiety. Mieszkał w dużym apartamencie w eleganckiej części miasta i jeździł dobrym samochodem.

W tamtym czasie Wiedeń należał do najbezpieczniejszych miast na świecie. Do lat 90. XX wieku, policja nie miała tam żadnego przypadku seryjnego zabójstwa, a morderstwa nie zdarzały się często.

Kiedy wiosną 1991 roku przyzwyczajeni do spokojnego trybu pracy policjanci znaleźli w Lesie Wiedeńskim zwłoki prostytutki, byli w szoku. Kobieta była naga i leżała twarzą do ziemi. Zabójca rozłożył jej nogi w taki sposób, aby części intymne rzucały się w oczy znalazcy. Wokół szyi ofiara miała owiniętą pończochę. Sprawca wykonał skomplikowaną pętlę, która umożliwiała mu na przemian zaciskanie i rozluźnianie, co mogło przedłużyć cierpienie ofiary. Zwłoki, na których zabójca położył kilka gałęzi i trochę liści, pokryte były już warstwą niebieskawych grzybów, a prawa noga została niemal w całości zjedzona przez zwierzęta. Widok był przerażający.

Kilka dni później w lesie znaleziono zwłoki kolejnej prostytutki. Nagie ciało było ułożone w taki sam sposób jak w poprzednim przypadku. Tym razem zabójca do uduszenia ofiary użył elastycznej bluzki kobiety. Sposób wiązania był identyczny. Obrażenia twarzy świadczyły o tym, że przed śmiercią prostytutka musiała zostać dotkliwie pobita przez oprawcę.

W tamtym momencie wiedeńscy policjanci mieli już dwie zamordowane prostytutki, a kolejne dwie zaginęły. Śledczy przypuszczali, że one również padły ofiarą zabójcy. Prasa zaczęła rozpisywać się na temat seryjnego mordercy prostytutek.

Zapalony reporter

Jednym z reporterów zajmujących się tą sprawą był Unterweger. Przeprowadził serię wywiadów z prostytutkami, a także z szefem komendy głównej policji Maxem Edelbacherem. Unterweger opowiadał swoim rozmówcom, że zlecenie zrobienia reportażu w tej sprawie otrzymał ze względu na swoje wyjątkowe kompetencje: Jego ciotka była prostytutką i została zamordowana w 1967 roku przez swojego ostatniego klienta. Od niej dowiedział się wiele o „tamtym świecie”. Historię ciotki Unterweger umieścił także w swojej książce.

„Zapalony reporter” wydawał się być bardzo zaangażowany w temat wyjaśnienia morderstw prostytutek. Tymczasem znalazł się w kręgu podejrzanych. Dzień przed wywiadem z Maxem Edelbacherem, do komendy głównej zadzwonił emerytowany inspektor policji August Schenner i przypomniał, że Unterweger „bardzo dawno temu” zamordował dwie prostytutki. Ale w związku z tym, że wspomniany przestępca miał w przeszłości na koncie tylko jedną ofiarę i zgodnie z aktami nie była ona prostytutką, zgłoszenia nie potraktowano jednak poważnie.

Tydzień po przeprowadzeniu wywiadu, Unterweger znów pojawił się w komendzie u Edelbachera i oznajmił, że ma zamiar wyjechać do Los Angeles (miał przydzielonego kuratora i musiał zgłaszać takie plany policji). Powiedział, że chce napisać reportaż o tamtejszej przestępczości i sposobach działania organów ścigania. Mimo, że  Unterweger był na liście podejrzanych w sprawie morderstw prostytutek, Edelbacher udzielił mu zgody na wyjazd.

Morderca w „Mieście aniołów”

W Los Angeles Unterweger skontaktował się z tamtejszą policją. Wydawał się bardzo zainteresowany przestępczością w dużym mieście i sposobami walki z nią.

W trakcie pięciu tygodni jego pobytu w Ameryce, morderstwa w Wiedniu ustały. W tym czasie znaleziono jednak ciała trzech prostytutek w Los Angeles. Wszystkie nagie, zostały uduszone własnymi stanikami. Analizując te sprawy, amerykańscy policjanci szybko doszli do wniosku, że mają u siebie seryjnego zabójcę. Dodatkowo badania potwierdziły, że sposób wiązania stosowany przez sprawcę był wyjątkowo wymyślny i we wszystkich przypadkach taki sam.

W tamtym czasie w Stanach Zjednoczonych zjawisko seryjnego morderstwa było już czymś dobrze znanym i policjanci błyskawicznie łączyli ze sobą kolejne przypadki. Mając już trzy ofiary tego samego zabójcy, śledczy zaczęli intensywnie patrolować okolice, w których kobiety były widziane po raz ostatni. Mieli nadzieję, że morderca zaatakuje po raz kolejny. Tak się jednak nie stało. Funkcjonariusze z Los Angeles podejrzewali, że w takim razie przestępca albo zginął, trafił za kratki za inne przestępstwo, albo gdzieś wyjechał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl