Tragedia na Śląsku. Znaleziono zatopiony samochód. Nie żyje 60-latek

Tragedia nad zalewem Pogoria w Będzinie w Śląskiem. Rowerzysta zauważył tam rano zatopiony samochód. Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli z wody mężczyznę. 60-latka nie udało się uratować. Rano nad zalewem Pogoria w Będzinie rowerzysta zauważył zatopiony samochód. Na miejsce zostali wezwani strażacy, oni rozpoczęli akcje ratunkową. Niestety – nie udało się uratować 60-letniego mężczyzny.

Nie wiemy, jak doszło do tego zdarzenia. W tej chwili trudno ocenić, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy np. celowe działanie samobójcze – powiedział PAP oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie kom. Paweł Łotocki.

Samochód znajdował się ok. 20 metrów od brzegu zbiornika, w pobliżu ścieżki przeznaczonej dla pieszych i rowerzystów, zamkniętej dla ruchu kołowego. Auto ma częściowo zgnieciony dach. Płetwonurkowie sprawdzali, czy ktoś jeszcze mógł znajdować się w zatopionym aucie. Na miejscu pracowało ok. 20 strażaków z siedmiu zastępów, a także policjanci i załoga pogotowia ratunkowego. Postępowanie w tej sprawie będzie prowadzone pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano 37-latka, który jest sprawcą śmiertelnego wypadku. Ukrywał się w stodole

Policjanci zatrzymali 37-letniego mężczyznę, który prawdopodobnie jest sprawcą niedzielnego wypadku na ul. Lubiejewskiej, w wyniku którego zginęły 2 osoby – poinformowała polsatnews.pl sierż.szt. Marzena Laczkowska z KPP w Ostrowi Mazowieckiej. W wyniku wypadku zginęły dwie osoby: piesza i kierowca innego auta. Policja ustaliła, że zmarli byli małżeństwem. Trzy osoby trafiły do szpitala.

– Mężczyznę zatrzymali policjanci z wydziały kryminalnego przed godz. 16. Podejrzewany o spowodowanie wypadku został przewieziony na komendę policji. O jego dalszej przyszłości zdecyduje prokurator – powiedziała nam sierż. szt. Marzena Laczkowska.

– 37-latek ukrywał się w stodole, był bardzo głęboko zakopany w sianie – mówiła Polsat News Elżbieta Edyta Łukasiewicz, z Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Białystok: Pijany wyprzedzał na przejściu dla pieszych. Po zatrzymaniu rzucał nożami w policjantów

Nożami rzucił w policjantów kierowca, który był kontrolowany w Białymstoku po tym, jak wyprzedził na przejściu dla pieszych inne auto. Okazało się, że mężczyzna był pijany i pod wpływem środków odurzających, do tego nie miał prawa jazdy.

Jak podał we wtorek zespół prasowy podlaskiej policji, całe zdarzenie zaczęło się od kontroli drogowej 32-letniego kierowcy osobowego opla, który w Białymstoku na przejściu dla pieszych wyprzedzał inny pojazd. Patrol od razu go zatrzymał, a mężczyzna przyznał, że nie ma prawa jazdy. Ponieważ funkcjonariusze wyczuli od niego woń alkoholu, nakazali wyłączyć silnik i wyjąć kluczyki ze stacyjki.

Wtedy kierowca zaczął zachowywać się agresywnie, padły wyzwiska pod adresem policjantów. Kiedy przez okno ze swojej strony (tam stali funkcjonariusze) rzucił dwa noże, funkcjonariusze wyciągnęli go z auta i obezwładnili, wzywając też kolejny patrol.

Zatrzymany został też wstępnie przebadany na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu; alkomat wskazał ponad pół promila. Również badanie na zawartość środków odurzających w organizmie dało wynik pozytywny. Pies tropiący pomógł znaleźć w samochodzie (pod osłoną przy skrzyni biegów) porcję marihuany. Po sprawdzeniu danych kierowcy w policyjnych systemach, potwierdziło się, że nie ma on uprawnień do kierowania; stracił je w tym roku za jazdę pod wpływem środków odurzających.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ekwador: Próbowali przemycić zmarłego w aucie

W związku z epidemią koronawirusa na całym świecie wprowadzono ograniczenia, które mają pomóc w powstrzymaniu jego rozprzestrzeniania się. Do najważniejszych należy zakaz zgromadzeń. Z tego powodu w pogrzebach może brać tylko kilka osób. W Polsce wstrzymano wydawanie zezwoleń na sprowadzenie zwłok. Podobne restrykcje obowiązują w Ekwadorze. Pewna rodzina myślała, że uda się je obejść.

Jak informuje ekwadorska gazeta „El Universo” prawdziwość wideo potwierdzili funkcjonariusze grupy wielozadaniowej Ekwadoru. Inne media podają, że samochód został zatrzymany przez policję na trasie Guayaquil-Cerecitas. Mundurowych zaciekawił jeden z podróżnych, który w przeciwieństwie do reszty, nie odpowiadał na pytania. Okazało się, że to krewny pozostałych osób w aucie. Bliscy tłumaczyli, że mężczyzna śpi. Szybko okazało się, że jest martwy. Rodzina próbowała go wywieźć z prowincji, by móc go pochować.

Rodziny muszą mieszkać ze zwłokami

Jak podają hiszpańskojęzyczne media w tym kolumbijski dziennik „El Espectador” sytuacja w Ekwadorze jest dramatyczna. W znajdującym się w środku epidemii Guayaquili służby porządkowe usunęły w weekend ponad 770 ciał osób, które zmarły w swoich domach w ostatnich tygodniach. W tym samym czasie w szpitalach zmarło 631 chorych.

Uważa się, że wszyscy zginęli na skutek zakażenia koronawirusem, ale nie zostali ujęci w statystykach. Na 15 kwietnia liczba zmarłych w całym Ekwadorze miała wynieść 369 osób. Sam prezydent Ekwadoru Lenin Moreno przyznał jednak, że rejestry nie odzwierciedlają prawdziwej sytuacji. Tłumaczył, że służby „nie nadążają” za tym, co się dzieje. Hiszpański „El Pais” twierdzi, że niektóre rodziny przez wiele dni czekają na odbiór zwłok, będąc zmuszonymi jeść i spać w tym samym pokoju, w którym znajdują się zmarli.

W kostnicach brakuje miejsc, dochodzi do kradzieży ciał

W kostnicach, domach pogrzebowych i na cmentarzach brakuje miejsc. W internecie pojawiły się nagrania, na których widać zwłoki leżące na ulicach, ich prawdziwość jest jednak trudna do zweryfikowania.

Jak podaje „El Comercio” zdarzają się włamania do kostnic i kradzieże zwłok. Zdesperowani krewni decydują się na taki krok z powodu problemów z odnalezieniem zmarłego, którego personalia zgubiono, a jego samego uznano za osobę NN.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Brzeg: Pościg za pijanym kierowcą. W aucie było 7 osób

Łamał przepisy drogowe, prowadził pod wpływem alkoholu, a na dokładkę w aucie osobowym przewoził sześć osób. Młodemu kierowcy z Brzegu na Opolszczyźnie grozi teraz do pięciu lat więzienia.

Policjanci, patrolując w środku nocy centrum miasta, zauważyli opla wjeżdżającego pod zakaz ruchu. Uruchomili sygnały świetlne i dźwiękowe, dali wyraźny znak kierowcy do zatrzymania się. Ten jednak zignorował polecenie i zaczął uciekać. Rozpoczął się pościg.

Siedem osób w samochodzie

– Siedzący za kierownicą samochodu mężczyzna nadal lekceważył polecenie i uciekał ulicami miasta. Po drodze łamał niemal wszystkie przepisy drogowe. Zignorował znak stop, wyprzedzał inne pojazdy na podwójnej ciągłej linii, a sposób jego jazdy wskazywał, że może być pod wpływem alkoholu. Pościg trwał kilkanaście minut i zakończył się zatrzymaniem mężczyzny kilkanaście kilometrów za miastem – informuje Patrycja Kaszuba, rzecznik brzeskiej policji.

Przypuszczenia funkcjonariuszy potwierdziły się. 22-letni kierowca był nietrzeźwy – miał w organizmie promil alkoholu, a ponadto złamał czteroletni sądowy zakaz prowadzenia pojazdów.

– Okazało się też, że pojazdem podróżowało łącznie siedem osób – dodaje Kaszuba.

Za kierowanie pod wpływem alkoholu, złamanie zakazu prowadzenia pojazdów i niezatrzymanie się do kontroli 22-latkowi grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jerozolima: Nieznany sprawca wjechał autem w tłum ludzi

W Jerozolimie nieznany sprawca wjechał samochodem w ludzi stojących na przystanku autobusowym. Jak poinformowały nad ranem służby medyczne, co najmniej 14 osób zostało rannych, w tym jedna ciężko. Sprawca odjechał z miejsca zdarzenia i jest poszukiwany przez izraelskie służby bezpieczeństwa.

Izraelskie władze uważają, że był to celowy atak, a nie wypadek. W minionych latach w Izraelu, a zwłaszcza na okupowanym Zachodnim Brzegu, dość często dochodziło do ataków, w których sprawcy wjeżdżali samochodami w grupy izraelskich żołnierzy lub cywilów.
Źródło info i foto: TVP.info

Odnaleziono ciało zaginionego radnego

Policja zakończyła poszukiwania radnego z Terespola Tomasza Sylwesiuka. Jak podają lokalne media, ciało 45-latka znaleziono w rzece Krzna. Od ubiegłego tygodnia policja poszukiwała radnego z Terespola Tomasza Sylwesiuka.

W ubiegłą sobotę służby zostały powiadomione, że w miejscowości Starzynka samochód osobowy wpadł do rzeki. Kiedy auto zostało wyciągnięte z wody okazało się, że wewnątrz pojazdu nikogo nie było. Policjanci ustalili właściciela auta, to 45-letni poszukiwany radny.

Od soboty służby przeszukiwały koryto rzeki Krzna i dzisiaj w wodzie odnaleziono zwłoki mężczyzny. Tożsamość zmarłego potwierdzi sekcja zwłok. Policja nie podaje na razie jaka była bezpośrednia przyczyna śmierci radnego.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Zabili 52-latkę samochodem, ciało wrzucili pod most

– Nie dali jej żadnej szansy. Martwili się tylko o swoją skórę. Wrzucili jak psa do rowu, wciągnęli do rury, aby nikt jej nie znalazł – płacze pani Józefa (67 l.), siostra ofiary. – To nie był zwykły wypadek, a morderstwo – dodaje. Przekonana jest o tym także prokuratura. Oskarżyła o zabójstwo kierowcę i pasażera, którzy w Milczy na Podkarpaciu potrącili autem Zofię K. († 52 l.), a potem ukryli jej ciało. Obaj właśnie stanęli przed sądem.

Była noc 5 grudnia 2018 r. Pani Zofia ostatnim autobusem wracała z pracy w fabryce do domu. Z przystanku do domu miała zaledwie kilka kroków. Wtedy została potrącona przez opla corsa. Jej ciało rano znalazł sąsiad, który wyszedł z psem na spacer. Najpierw zobaczył na ulicy but, a potem nogi kobiety wystające spod przepustu. Od początku sprawa nie wyglądała na zwykły wypadek. Oprawcy zadali sobie dużo trudno, aby wsunąć ciało Zofii K. do wąskiej rury.

– Obok ustawili jeszcze ładnie torebkę – dodaje siostra. Biegli nie pozostawiają wątpliwości, pani Zofia po potrąceniu mogła nawet żyć przez 45 minut i gdyby pomoc dotarła natychmiast, miałaby szanse na ratunek. Dlatego śledczy oskarżyli kierowcę Dawida M. (23 l.) oraz jego pasażera Piotra B. (22 l.) o zabójstwo. Według prokuratury, po wypadku obaj koledzy uciekli i zacierali ślady. Jeden z nich zdjął nawet kalesony, którymi wycierał samochód.

Mężczyźni kilka dni po zdarzeniu zostali zatrzymani i teraz przed Sąd Okręgowym w Krośnie toczy się ich proces. Do zabójstwa się nie przyznają.

Zofia miała dwóch synów i dwuletnią wnuczkę, którą bardzo kochała. Feralnego dnia rano pakowała dla niej prezent na Mikołaja.

– Wiele w życiu przeszła. Była wdową, zaledwie trzy lata wcześniej pochowała córkę Dianę, która zginęła w wypadku. Teraz obie spoczywają w tym samym grobie – opowiada siostra zmarłej.

Oprawcom grozi dożywocie. Kierowca samochodu jest w areszcie, a jego pasażer odpowiada z wolnej stopy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zakończył się proces Kamila B. Zabił autem kobietę i dwójkę dzieci

Przed wołomińskim sądem rejonowym zakończył się proces Kamila B., który w 2018 r. z dużą prędkością wjechał samochodem w czteroosobową rodzinę. Zabił kobietę i jej dwie córki, ich męża i ojca ciężko ranił. Prokurator zażądał dla niego ośmiu lat więzienia. Wyrok w sprawie zapadnie 15 listopada.

Przed Sądem Rejonowym w Wołominie wygłoszono mowy kończące proces Kamila B. oskarżonego o spowodowanie w kwietniu 2018 r. wypadku ze skutkiem śmiertelnym trzech osób.

W wyniku kolizji samochodu z rowerzystami, do której doszło na poboczu drogi w miejscowości Sitne w woj. mazowieckim, zginęła 43-letnia kobieta oraz jej dwie córki w wieku sześciu i ośmiu lat. Ojciec dzieci doznał ciężkich obrażeń. Z ustaleń biegłych wynika, że kierowca ponad dwukrotnie przekroczył dozwoloną prędkość.

Na rozprawie prokurator zawnioskował o wymierzenie oskarżonemu kary ośmiu lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów, 50 tys. zł nawiązki dla pokrzywdzonych i podania wyroku do wiadomości publicznej. Według prokuratora Kamil B. umyślnie naruszył przepisy prawa drogowego.

Śledczy podkreślił, że w tej sprawie brakuje okoliczności łagodzących odpowiedzialność oskarżonego. Wskazał, że zachowanie Kamila B. ukazało jego całkowity brak rozwagi, wyobraźni i umiejętności przewidywania skutków swojego zachowania.

Oskarżyciel posiłkowy, pełnomocnik poszkodowanego mec. Daniel Szeliga, podzielił opinię prokuratora i również zawnioskował o maksymalny wymiar kary. Jego zdaniem nie ma wątpliwości, że Kamil B. dopuścił się przestępstwa, w wyniku którego zginęły trzy osoby, a czwarta została poszkodowana.

– Tylko odpowiednio surowe karanie sprawców takich przestępstw może spowodować, że mentalność kierowców zmieni się i że zaczną myśleć o konsekwencjach swojego zachowania. O tym nie pomyślał oskarżony, niszcząc rodzinę poszkodowanego – powiedział mec. Szeliga.

Jak dodał, wypadek spowodowany przez Kamila B. powinien być kwalifikowany jako katastrofa w ruchu lądowym.

Z kolei obrońca oskarżonego mec. Andrzej Różyk złożył wniosek o wymierzenie Kamilowi B. kary dwóch lat pozbawienia wolności i nawiązki na rzecz poszkodowanego. Taką samą sankcję proponował wcześniej sam sprawca, przyznając się do winy i wyrażając chęć dobrowolnego poddania się karze. Zdaniem oskarżycieli to konsekwencje zbyt łagodne.

Adwokat argumentował, że oskarżony przyznał się do winy, żałuje tego, co zrobił i ma świadomość, że musi ponieść konsekwencje swojego zachowania. Dodał, że oskarżony podczas całego procesu nie utrudniał postępowania i starał się pomóc rodzinie poszkodowanego. Jego zdaniem są to okoliczności łagodzące, które powinny być wzięte pod uwagę. Sam Kamil B. wyraził skruchę i przeprosił rodzinę poszkodowanych.

– Jest mi strasznie żal. Cały czas jest to w mojej głowie. Cały czas to czuję. Ciężko mi o tym mówić. Cały czas chcę pomóc i jeszcze raz przeprosić całą rodzinę za to, co zrobiłem – powiedział przed sądem.

Sędzia Agnieszka Bus-Masłosz zamknęła proces i odroczyła orzeczenie wyroku do 15 listopada.

Z ustaleń prokuratury wynika, że do tragicznego zdarzenia doszło na poboczu drogi w Sitnem. Czteroosobowa rodzina wracająca rowerami z wycieczki zatrzymała się na poboczu, ponieważ jedna z dziewczynek straciła równowagę. Po chwili w rowerzystów uderzył jadący ze znaczną prędkością opel.

W wyniku zderzenia matka i starsza córka zginęły na miejscu; młodsza dziewczynka zmarła po przewiezieniu do szpitala. Ojciec doznał ciężkich obrażeń m.in. nogi, ręki i miednicy. Do dziś nie odzyskał pełnej sprawności.

Kierowca samochodu Kamil B. podczas wypadku był trzeźwy; o własnych siłach wydostał się z auta i – jak twierdzi – rozpoczął udzielanie pierwszej pomocy poszkodowanej kobiecie.

Proces w tej sprawie ruszył w październiku 2018 r. Prokuratura oskarżyła Kamila B. o powodowanie wypadku, w wyniku którego zginęły trzy osoby. Prokurator zarzucił mężczyźnie, że „umyślnie naruszył przepisy o ruchu drogowym, rażąco przekraczając dopuszczalną administracyjnie prędkość”, czyli 50 km/h. Powołany w tej sprawie biegły ocenił, że kierowca mógł jechać z prędkością między 90 a 111 km/h.

Według jednego z sąsiadów B. „licytował się z kolegami, kto z większą prędkością wejdzie w ten zakręt”.
Źródło info i foto: TVP.info

Policyjny pościg za piratem drogowym. Uciekał z trójką dzieci w aucie. Kierowca był poszukiwany

Policyjny pościg za piratem drogowym, strzały w opony, a w środku ściganego samochodu trójka małych dzieci. To sceny z okolic Malborka na Pomorzu. 34-letni kierowca, który uciekał, był poszukiwany. Dziś ma usłyszeć zarzuty. Funkcjonariusze ruszyli w pościg za mężczyzną, który nie zatrzymał się do kontroli i próbował potrącić policjantów, a w terenie zabudowanym przekroczył prędkość o 57 km/h.

Mężczyzna uciekał przez kilka kilometrów. Policjanci użyli broni palnej. Nie podają, ile dokładnie strzałów padło, ale trafiona została opona samochodu. Wtedy mężczyzna porzucił swój pojazd i uciekł w pole kukurydzy.

Okazało się, że w aucie są dwie kobiety i trójka dzieci – roczne, trzyletnie i czteroletnie. Jedno z nich było dzieckiem kierowcy. Policja zapewnia, że funkcjonariusze ruszając w pościg i decydując się na oddanie strzałów nie wiedzieli o tym, kto jest w środku. Według naszych nieoficjalnych informacji, jedna z policjantek, która brała udział w tej akcji, potrzebowała pomocy policjantów.

Okazało się, że 34-letni kierowca był poszukiwany. Nie miał też uprawnień do prowadzenia samochodu.

Dziś 34-latek ma zostać doprowadzony na przesłuchanie do prokuratury. O tym, jakie zarzuty usłyszy, decydować będzie prokurator. W grę wchodzić może czynna napaść na funkcjonariusza, ale też stworzenie zagrożenia dla pasażerów samochodu.
Źródło info i foto: RMF24.pl