Zatrzymano nożownika z warszawskiego hostelu. Trzy dni ukrywał się przed policją

Policjanci z warszawskiej Woli zatrzymali 35-latka podejrzanego o usiłowanie zabójstwa – poinformowała w środę rzeczniczka wolskiej policji komisarz Marta Sulowska. Dodała, że mężczyzna był od niedzieli poszukiwany po awanturze w jednym z warszawskich hosteli, gdy ranił innego mężczyznę nożem. Został zatrzymany na warszawskich Włochach.

Z informacji przekazanych przez Komendę Stołeczną wynika, że informacja o awanturze w pokoju jednego ze stołecznych hosteli na Woli wpłynęła ok. godz. 16. W zajściu miało brać udział dwóch mężczyzn, jeden z nich w trakcie awantury wyciągnął nóż i ranił drugiego w plecy. Mężczyzna z raną kłutą trafił do szpitala.

Jak podaje policja, sprawca ataku uciekł z miejsca zdarzenia. – Na miejsce skierowano przewodnika z psem – poinformował w niedzielę kom. Piotr Świstak. Dodał, że w oględzinach miejsca zdarzenia uczestniczą technicy kryminalistyki.

Sprawca był wcześniej notowany

W środę rzeczniczka wolskich policjantów poinformowała, że funkcjonariusze po intensywnych czynnościach ustalili możliwą tożsamość napastnika. – 35-latek został zatrzymany na warszawskich Włochach w pokoju hostelowym. Zaskoczony wizytą operacyjnych, nie stawiał oporu, został doprowadzony do komendy – powiedział komisarz Sulowska.

Mężczyzna był już wcześniej notowany i ośmiokrotnie przebywał w zakładzie karnym za liczne wykroczenia i przestępstwa przeciwko mieniu, dopuścił się także przestępstwa znieważenia i naruszenia nietykalności policjantów. Dodała, że po skompletowaniu dokumentów podejrzewany mężczyzna zostanie przekazany do prokuratury rejonowej, gdzie będą wykonywane z nim dalsze czynności.

Jak wynika z nieoficjalnych informacji rannym jest ok. 40-letni Ukrainiec.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabrze: Po weselu zaatakowała męża nożem

Takiego finału pięknego wesela w Zabrzu nikt się nie spodziewał. 48-letni mężczyzna wrócił z imprezy do domu przed swoją żoną. A gdy ta się zjawiła, doszło do awantury. Podczas kłótni 58-latka wpadła w szał! Chwyciła za nóż i dokonała krwawej masakry.

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w minioną niedzielę rano, 18 października, w jednym z mieszkań w centrum Zabrza. Około godz. 7:30 oficer dyżurny otrzymał zgłoszenie dotyczące mężczyzny, który z ranami brzucha miał leżeć nieprzytomny w swoim mieszkaniu. Na miejsce skierowano policyjną grupę operacyjno-procesową. – Funkcjonariusze ustalili, że poprzedniego wieczoru mężczyzna był ze swoją żoną na weselu. Z uroczystości wrócił wcześniej niż partnerka, a kiedy i ona zjawiła się w mieszkaniu, doszło do awantury. Podczas kłótni 58-latka zadała swojemu partnerowi kilka ciosów nożem i innym przedmiotem w okolicę klatki piersiowej – relacjonują mundurowi.

Pomimo przeprowadzonej przez lekarzy operacji, 48-latek zmarł jeszcze tego samego dnia w szpitalu. Kobietę zatrzymano, miała w organizmie blisko dwa promile alkoholu. Zebrany materiał dowodowy umożliwił prokuratorowi przedstawienie jej zarzuty jednaj z najcięższych zbrodni. – Decyzją sądu, mieszkanka Zabrza została tymczasowo aresztowana na 3 miesiące. Grozi jej dożywocie – mówią policjanci z Zabrza.
Źródło info i foto: se.pl

Warszawa: Śmiertelne pobicie w domu opieki

Tragicznie zakończyła się awantura, do jakiej doszło kilka dni temu w jednym z domów opieki na warszawskiej Białołęce. 68-letni mężczyzna pokłócił się z 75-latkiem. Zaczęli się szarpać, w ruch poszły pięści. Starszy z mężczyzn zmarł od ciosów 68-latka. Sprawca pobicia został ujęty, usłyszał zarzuty prokuratorskie i trafił do aresztu na trzy miesiące.

– Policjanci z warszawskiej Białołęki zatrzymali 68-letniego pensjonariusza podejrzanego o pobicie ze skutkiem śmiertelnym 75-latka w domu opieki – powiedziała PAP mł. asp. Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI.

Jak relacjonuje policjantka, do zdarzenia doszło kilka dni temu w jednym z domów opieki na warszawskiej Białołęce. Według ustaleń policjantów, pomiędzy dwoma mężczyznami, 68-latkiem i starszym o 7 lat, doszło do awantury. W jej trakcie młodszy miał dotkliwie pobić 75-latka, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł. – Rozpoznanie w miejscu zdarzenia przeprowadzili policjanci z białołęckiego wydziału patrolowego i to oni zatrzymali mężczyznę, który mógł mieć bezpośredni związek z tą sprawą – informuje Sulich. W chwili zatrzymania sprawca miał ponad promil alkoholu w organizmie.

Dzięki zebranym informacjom m.in. z oględzin miejsca zdarzenia w domu opieki, przesłuchania świadków i analizy zabezpieczonej dokumentacji medycznej, można było przedstawić w prokuraturze zarzuty zatrzymanemu. – Odpowie on za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, skutkującego śmiercią – wyjaśnia mł. asp. Irmina Sulich.

Decyzją sądu 68-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. – Zgodnie z kodeksem karnym za to przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności od lat 5, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywotniego pozbawienia wolności – dodała.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Tajemnice morderstwa w Białymstoku. Mariusz K. zgotował rodzinie piekło

Z każdą godziną śledztwa w sprawie eksplozji w domu przy ul. Kasztanowej w Białymstoku (woj. podlaskie) na jaw wychodzą nowe fakty. Wiadomo już, że to nie wybuch był przyczyną śmierci czterech osób. To Mariusz K. (+47 l.) najpierw zasztyletował własną matkę, żonę i 10-letnią córeczkę, a potem odkręcił gaz i sam odebrał sobie życie. Ofiary nie poddały się jednak potworowi bez walki.

Kiedy po wybuchu na miejscu pojawili się strażacy, pierwsze, co zobaczyli, to leżącą na asfalcie przed domem zakrwawioną dziewczynkę. Jej życie próbował ocalić przypadkowy przechodzień, który odważnie wkroczył do budynku, wydostał ją na zewnątrz i prowadził masaż serca. 10-letniej Izabeli nie udało się już jednak uratować.

Strażacy po odcięciu dopływu gazu i ugaszeniu niewielkiego na szczęście pożaru mogli przeszukać willę. Najpierw znaleźli 72-letnią panią Marię, zaś w kolejnym pomieszczeniu jej 40-letnią synową Joannę – babcię i matkę 10-latki. Obie miały liczne rany od noża. To jednak nie koniec szokujących odkryć. W jeszcze innym pomieszczeniu ratownicy natknęli się na ciało 47-letniego Mariusza K., syna, męża i ojca ofiar. Na szyi miał zaciśniętą pętlę wisielczą.

Wiele wskazuje na to, że tragedia jest finałem wydarzeń z 30 maja tego roku, gdy w domu rodziny doszło do awantury i policja zatrzymała 47-latka. Otrzymał on wówczas od prokuratora zakaz kontaktów z bliskimi i musiał wyprowadzić się z domu. Wywiązywał się z tego obowiązku aż do tragicznego poniedziałku, gdy wrócił i krwawo rozprawił z bliskimi.

Matka, żona i córka nie poddały się jednak bez walki i stawiły opór szaleńcowi.

– „Ślady na ciele ofiar wskazują na to, że broniły się przed napastnikiem” – potwierdza podinsp. Tomasz Krupa (46 l.), rzecznik podlaskich policjantów.

Niestety, nie miały żadnych szans w starciu z uzbrojonym w nóż mężczyzną. Agresor po wszystkim odkręcił gaz i odebrał sobie życie. Dopiero później doszło do wybuchu.
Źródło info i foto: se.pl

Atak w Poznaniu. Nowe ustalenia policji

Na jednym z poznańskich osiedli doszło do awantury. Mężczyzna groził braciom z ormiańskiej rodziny. Interweniowali sąsiedzi, którzy obezwładnili agresora. Mężczyznę zatrzymała policja, która w sobotę przekazał nowe informacje w tej sprawie. Do zdarzenia doszło 28 sierpnia na Os. Armii Krajowej. Agresywny mężczyzna umyślnie trącił barkiem idących z naprzeciwka chłopców. Wywiązała się między nimi dyskusja. Całe zdarzenie z okna oglądała matka kłócących się braci. Kobieta postanowiła pomóc swoim synom.

Wymiana zdań była coraz głośniejsza. Jeden z sąsiadów widząc sprzeczkę, zadzwonił po policję. Postanowił pomóc kobiecie z dziećmi i stanął w ich obronie. Pomógł mu drugi sąsiad, który parkował akurat samochód. Atakujący był coraz bardziej wulgarny i agresywny. Mężczyźni obezwładnili go i poczekali na mundurowych.

Policja zatrzymała agresywnego mężczyznę. Świadkowie myśleli, że agresor był pod wpływem środków odurzających. Wezwano karetkę pogotowia. Zatrzymany trafił do szpitala, gdzie pobrano mu krew do badań. Jak poinformowała w sobotę policja, funkcjonariusze przesłuchali już wszystkich uczestników incydentu i naocznych świadków. Z ich zeznań wynika, że zatrzymany mógł skierować groźby karalne pod adresem jednego z sąsiadów. Dokumenty tej sprawy zostały przesłane do prokuratury, do oceny prawno-karnej.
Źródło info i foto: o2.pl

Rybotycze: Awantura zakończona atakiem nożem

Do nieporozumień pomiędzy dwoma mężczyznami doszło przed jednym z budynków w miejscowości Rybotycze. 41-latek ugodził nożem 34-latka, który trafił do szpitala. Podejrzany 41-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło w piątek około południa, wtedy dyżurny przemyskiej jednostki otrzymał zgłoszenie, że w miejscowości Rybotycze, przed jednym z budynków, doszło do awantury między dwoma mężczyznami, w trakcie której jeden z nich został ranny. Policjanci pojechali pod wskazany adres, poszkodowanego przetransportowano helikopterem do szpitala.

Z ustaleń policji wynika, że awanturze towarzyszył alkohol, a w trakcie sprzeczki 41-latek ugodził nożem swojego 34-letniego znajomego. Śledczy przesłuchiwali świadków, a także, pod nadzorem prokuratora, prowadzili oględziny miejsca, zabezpieczając ślady niezbędne do ustalenia dokładnych okoliczności i przebiegu zdarzenia. Na szczęście okazało się, że życiu rannego 34-latka nie zagraża niebezpieczeństwo.

41-latek został zatrzymany i przewieziony do policyjnego aresztu. Mężczyzna usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa. W niedzielę sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Za usiłowanie zabójstwa grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

16-latka ugodzona nożem podczas domowej awantury. Interwencja antyterrorystów

Do awantury, która wymknęła się spod kontroli, doszło w Mirosławcu Górnym (Zachodniopomorskie). Efekt: 16-latka ugodzona nożem i interwencja antyterrorystów.

Do dramatycznej sytuacji doszło wieczorem 21 lipca w Mirosławcu Górnym w powiecie wałeckim. Nie wiadomo o co poszło i kto zaczął. To bada teraz policja. Wiadomo, że doszło do przepychanki i szarpaniny przed blokiem. Brali w niej udział dwaj mężczyźni i dwie dziewczyny. Noża po dłuższej kłótni miał użyć 37-latek. Ranni zostali: 16-letnia dziewczyna i młodszy mężczyzna. 37-latek wrócił do swojego mieszkania w bloku, przed którym doszło do awantury.

– Gdy na miejsce przyjechała policja, odmówił wpuszczenia funkcjonariuszy i groził wysadzeniem budynku. Negocjacje trwały pięć godzin. Wreszcie na miejsce przyjechali antyterroryści ze Szczecina. Podjęta została decyzja o siłowym wejściu do mieszkania – przekazała podinsp. Alicja Śledziona, rzecznik prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

Po wejściu antyterrorystów okazało się, że mężczyzna sam okaleczył się nożem. Obecnie przebywa w szpitalu.

„Śledztwo na wczesnym etapie”

Obecni na miejscu strażacy sprawdzili mieszkanie. – Nie było tam żadnych substancji niebezpiecznych – informuje mł. kpt. Marcin Kulczyk z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Wałczu.

Teraz policjanci sprawdzają, co było przyczyną zajścia. – Śledztwo w tej sprawie jest na wczesnym etapie i nie mogę udzielić zbyt wielu informacji, ponieważ są one nadal weryfikowane – zaznacza podinsp. Alicja Śledziona. Przekazała jednak, że dwie ugodzone nożem osoby odniosły tylko lekkie obrażenia i po opatrzeniu ran opuściły szpital.

Beata Marcinkowska, zastępca prokuratora rejonowego w Wałczu, poinformowała, że postępowanie prowadzone jest pod kątem zarzutu uszkodzenia ciała. Nikt nie został zatrzymany, a czynności trwają.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Krwawa awantura domowa w Teksasie. Nie żyją trzy osoby

Trzy ofiary wezwania do awantury domowej w Teksasie. Uzbrojony 23-latek zastrzelił dwóch policjantów, którzy zapukali do jego drzwi. Gdy na miejsce dotarły posiłki, zabił również siebie.

Do tragicznej interwencji doszło w sobotę po południu w McAllen. Funkcjonariusze Edelmiro Garza (45 l.) i Ismael Chavez (39 l.) przyjechali na miejsce wezwania, gdzie miało dojść do przemocy domowej. Po rozmowie z osobami, które prosiły o pomoc, poszli do domu Audona Ignacio Camarillo (23 l.). Ten otworzył drzwi i nie zamierzając wdawać się w rozmowę, wyciągnął broń i strzelił.

Chwilę później, słysząc policyjne syreny, 23-latek schował się za samochodem. Mundurowi nie zdążyli nawet podjąć próby aresztowania, bo kilka minut później mężczyzna strzelił sobie w głowę. Jak się okazało, był dobrze znany organom ścigania, m.in. ze zgłoszonej miesiąc wcześniej napaści.

W sobotni wieczór lokalni policjanci upamiętnili zabitych kolegów, podążając za karetką z ich ciałami kawalkadą aut do siedziby koronera hrabstwa Hidalgo. – Oni tylko wykonywali swoją pracę – skomentował szef policji w McAllen Victor Rodriguez.
Źródło info i foto: se.pl

Zabójstwo polskiego kierowcy we Włoszech. Zginął ugodzony nożem

45-letni polski kierowca tira Ryszard K. zmarł w wyniku odniesionej rany zadanej nożem podczas alkoholowej awantury z dwoma Białorusinami i Polakiem na parkingu koło miasta Savona w Ligurii we Włoszech – podała w niedzielę agencja Ansa. Trzech mężczyzn aresztowano. Ansa poinformowała, że w sobotę wieczorem Polak zjadł na parkingu kolację z trzema innymi kierowcami, w trakcie której wypili dużo alkoholu. Wybuchła między nimi awantura, zakończona zadaniem rany nożem kuchennym.

Kiedy trzech mężczyzn zobaczyło, że ich kolega wykrwawia się, przenieśli go w miejsce, by nie dostrzegli go inni obecni tam kierowcy.

Ranny zdołał się podnieść i doszedł do swojej ciężarówki, gdzie w kabinie próbował zatamować krwotok taśmą klejącą. W tym czasie inne obecne w pobliżu osoby wezwały pogotowie i policję. Ratownicy niestety nie zdołali uratować mężczyzny. Funkcjonariusze policji odnaleźli trzech mężczyzn; dwaj z nich mieli rany, odniesione podczas bójki z użyciem kawałków potłuczonych talerzy. Wszyscy usłyszeli zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.
Źródło info i foto: TVP.info

Ukrainiec raniony nożem przed sklepem na Mokotowie

– Wczesnym popołudniem na ul. Konduktorskiej na Mokotowie doszło do awantury z użyciem noża – przekazuje w sobotę policja. Jedna osoba została ranna, trzy inne zatrzymali funkcjonariusze. Jeden z napastników nadal przebywa na wolności.

– W pobliżu jednego ze sklepów przy ul. Konduktorskiej doszło do awantury między jednym mężczyzną a czterema innymi. Ten pierwszy został ugodzony nożem. Schował się w sklepie i zamknął się tam razem z ekspedientką – mówił w rozmowie z portalem tvnwarszawa.pl Robert Koniuszy z mokotowskiej komendy.

Policjant dodał, że poszkodowany i pracownica sklepu wezwali patrol oraz pogotowie. – Policja zatrzymała jednego ze sprawców ataku na miejscu, dwóch w bezpośrednim pościgu, a czwartego poszukują. To kwestia czasu, aż go znajdą – zapewnia Koniuszy.

RMF FM informuje, że raniony mężczyzna jest obywatelem Ukrainy – podobnie jak napastnicy. Trafił już do szpitala. – Lekarze twierdzą, że życiu mężczyzny nie zagraża niebezpieczeństwo. Został on na obserwacji w szpitalu – dodał Koniuszy.

Policja prowadzi czynności, na miejscu pracują technicy kryminalistyki, którzy zabezpieczają ślady oraz przesłuchują świadków zdarzenia. O niebezpiecznym zdarzeniu na Mokotowie zawiadomiono także prokuraturę.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl