Ukrainiec raniony nożem przed sklepem na Mokotowie

– Wczesnym popołudniem na ul. Konduktorskiej na Mokotowie doszło do awantury z użyciem noża – przekazuje w sobotę policja. Jedna osoba została ranna, trzy inne zatrzymali funkcjonariusze. Jeden z napastników nadal przebywa na wolności.

– W pobliżu jednego ze sklepów przy ul. Konduktorskiej doszło do awantury między jednym mężczyzną a czterema innymi. Ten pierwszy został ugodzony nożem. Schował się w sklepie i zamknął się tam razem z ekspedientką – mówił w rozmowie z portalem tvnwarszawa.pl Robert Koniuszy z mokotowskiej komendy.

Policjant dodał, że poszkodowany i pracownica sklepu wezwali patrol oraz pogotowie. – Policja zatrzymała jednego ze sprawców ataku na miejscu, dwóch w bezpośrednim pościgu, a czwartego poszukują. To kwestia czasu, aż go znajdą – zapewnia Koniuszy.

RMF FM informuje, że raniony mężczyzna jest obywatelem Ukrainy – podobnie jak napastnicy. Trafił już do szpitala. – Lekarze twierdzą, że życiu mężczyzny nie zagraża niebezpieczeństwo. Został on na obserwacji w szpitalu – dodał Koniuszy.

Policja prowadzi czynności, na miejscu pracują technicy kryminalistyki, którzy zabezpieczają ślady oraz przesłuchują świadków zdarzenia. O niebezpiecznym zdarzeniu na Mokotowie zawiadomiono także prokuraturę.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Otwock: 38-latka udawała zmarłą siostrę, wydano za nią 13 nakazów

38-letnia mieszkanka Otwocka przez długi czas wodziła za nos mundurowych. Jednak szczęście nie trwa wiecznie, a czujność policjantów zakończyła jej fart. Kobieta podawała się za swoją zmarłą siostrę, a gdy w końcu podała swoje prawdziwe dane okazało się, że jest poszukiwana aż 13 nakazami!

Na jednym z osiedli w Otwocku wybuchła karczemna awantura pomiędzy ojcem a córką. W końcu rodziciel nie wytrzymał i wezwał policjantów, żeby uspokoili awanturującą się kobietę. Mundurowi wylegitymowali ojca, a gdy przyszła kolej na córkę, ta stwierdziła, że dokumentów nie ma, ale przedstawi się policjantom.

Funkcjonariusze sprawdzili podaną tożsamość w bazach danych i okazało się, że taka osoba nie żyje. Gdy zagrozili kobiecie konsekwencjami, ta w końcu podała swoje prawdziwe imię i nazwisko. Kiedy policjanci sprawdzili te dane w bazie odkryli, że za kobietą wystawionych jest 13 nakazów. Sześć dotyczyło doprowadzenia do zakładu karnego w celu odsiedzenia kary, kolejne sześć to ustalenia miejsca pobytu i do tego nakaz zatrzymania i doprowadzenia na przesłuchanie.

38-latki szukały sądy, prokuratura i policja. Dzięki czujności policjantów udało się w końcu zawieźć poszukiwaną kobietę tam gdzie powinna być. Prosto z komendy trafiła zakładu karnego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Głogów: Przyszedł do rodziny objętej kwarantanną. „Wszczął awanturę, zaatakował syna nożem i uciekł”

Rodzina 66-letniego mieszkańca Głogowa (województwo dolnośląskie) jest objęta kwarantanną. On sam nie, mieszka oddzielnie. Teraz, jak informuje policja, mężczyzna odwiedził rodzinę. Wszczął awanturę, zaatakował syna nożem i uciekł. Musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami karnymi i finansowymi.

– Otrzymaliśmy zgłoszenie o mężczyźnie, który miał zranić nożem swojego syna i uciec z miejsca zdarzenia – informuje Łukasz Szuwikowski z policji w Głogowie. I dodaje, że mundurowym udało się zatrzymać 66-letniego mieszkańca miasta.

Przyszedł do rodziny objętej kwarantanną, zaatakował i uciekł

Z ustaleń policjantów wynika, że mężczyzna przyszedł do mieszkania w którym znajdowała się jego żona i syn. Na lokatorów – w związku z powrotem z zagranicy – nałożona jest obowiązkowa 14-dniowa kwarantanna. Jak relacjonuje Szuwikowski 66-latek najpierw wszczął awanturę, a w jej trakcie ugodził kuchennym nożem syna. Po wszystkim uciekł.

66-latek był pijany. Badanie wykazało, że w organizmie miał ponad dwa promile alkoholu. – W związku ze złamaniem zasad obowiązkowej kwarantanny, której poddani byli domownicy, podejrzany został przewieziony do przygotowanego na okres pandemii pomieszczenia dla osób zatrzymanych we Wrocławiu – przekazuje Szuwikowski.

Mężczyzna odpowie za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za to grozi mu do trzech lat więzienia. Policjanci skierują także, do głogowskiego sanepidu, wniosek o nałożenie na mężczyznę grzywny za złamanie kwarantanny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

48-latka trafi do więzienia za atak z nożem na córkę

Na sześć lat więzienia skazał łódzki sąd okręgowy 48-letnią kobietę, która podczas rodzinnej awantury wbiła nóż w plecy swojej 19-letniej córce. Wyrok jest nieprawomocny – poinformował we wtorek rzecznik SO ds. karnych sędzia Damian Krakowiak.

Do zdarzenia doszło w lutym ub. roku w jednym z mieszkań przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi. Kobieta wraz ze swoim znajomym piła alkohol w mieszkaniu, gdzie także byli jej 13-letni syn i 19-letnia córka. Po wyjściu mężczyzny pomiędzy kobietami doszło do awantury, w trakcie której matka kazała nastolatce wyjść z mieszkania. Gdy ta odmówiła, matka złapała ją za włosy i uderzała pięściami po głowie i po plecach. Następnie chwyciła nóż myśliwski i wbiła go dziewczynie w plecy.

Nastolatka uciekła przez okno na ulicę, gdzie poprosiła przechodnia o wezwanie karetki. Po przewiezieniu 19-latki do szpitala okazało się, że doznała ona poważnych urazów. Matka dziewczyny została zatrzymana przez policję. Miała 1,5 promila alkoholu we krwi. Po wytrzeźwieniu usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa córki.

6 lat więzienia

Jak poinformował Krakowiak sąd uznał, że oskarżona działała z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia swojej córki. Zadała jej „cios nożem typu myśliwskiego w plecy, (…) powodując odmę opłucnową i krwiak, które to obrażenia ciała spowodowały u pokrzywdzonej chorobę realnie zagrażającą życiu”. Zamierzonego celu nie osiągnęła z uwagi na ucieczkę pokrzywdzonej i interwencję lekarską.

Sąd wymierzył oskarżonej karę sześciu lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poznań: 18-latek zmarł na komisariacie. Mężczyzna został zatrzymany po domowej awanturze

18-latek zmarł po przewiezieniu go do komisariatu policji w Poznaniu. Mężczyzna został zatrzymany po tym, jak jego matka zgłosiła, że jest agresywny. Sprawę badają policja i prokuratura. Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak poinformował, że w środowe popołudnie na numer alarmowy zadzwoniła kobieta. Poinformowała, że jej syn jest agresywny i prawdopodobnie zażył narkotyki.

Gdy funkcjonariusze dotarli na miejsce zobaczyli, że młody mężczyzna szarpie się z kobietą i ją bije. Mieszkanie było zdemolowane. Żeby zatrzymać agresywnego 18-latka trzeba było wezwać drugi patrol – podał Borowiak.

18-latek trafił do komisariatu, gdzie w pewnym momencie zaczął tracić przytomność. Jak podał Borowiak, mężczyzna został natychmiast rozkuty, policjanci rozpoczęli resuscytację. Na miejsce wezwane zostało pogotowie ratunkowe. Po kilkudziesięciu minutach reanimacji lekarz stwierdził zgon 18-latka.

Z informacji uzyskanych od rodziny wynika, że mężczyzna chorował na serce i że zażywał substancje psychoaktywne. Wcześniej w miejscu jego zamieszkania wielokrotnie podejmowane były interwencje policji po zgłoszeniach matki agresywnego 18-latka – podał Borowiak.

Sprawę bada prokuratura. Przebieg zdarzenia jest też weryfikowany przez funkcjonariuszy z Wydziału Kontroli Komendy Wojewódzkiej Policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Marcin K. ps. „Wściekły”skazany

„Wściekły” – brat „Szkatuły” z dwuletnim zakazem stadionowym i grzywną za awanturę podczas meczu Legii Warszawa z Koroną Kielce w 2018 r. – dowiedział się portal tvp.info. Marcin K., znany także jako „Belmondziak”, został skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia za wtargnięcie na murawę, uderzenie porządkowego i prowokowanie kibiców z Kielc.

42-letni Marcin K. ps. „Belmondziak” vel „Wściekły”, jest od lat bohaterem kronik kryminalnych i sądowych. Według policji i prokuratury jest numerem dwa w gangu swojego brata przyrodniego Rafała S. ps. „Szkatuła”.

Z ustaleń prokuratury i CBŚP wynika, że w latach 2008-11 gang „Szkatuły” brał udział w przemycie narkotyków na terenie państw Unii Europejskiej, w tym Polski, i wprowadzaniu ich do obrotu. Chodzi o 3,7 tony marihuany, ponad 500 kg amfetaminy, 300 kg kokainy i blisko 250 kg heroiny.

Jako że „Szkatuła” siedzi w więzieniu, a „Belmondziak” cieszy się wolnością, czekając na rozstrzygnięcia w kolejnych procesach, to on zdaniem śledczych jest bossem. Czemu sam zdecydowanie zaprzecza. Okazało się, że Marcin K. dał się poznać policji i prokuraturze z zupełnie innej strony. Będąc zapalonym kibicem Legii Warszawa (wielu członków jego gangu należy do bojówek tej drużyny), pojawił się 1 grudnia 2018 r. na meczu z Koroną Kielce. Najwyraźniej jednak dał się ponieść emocjom, ponieważ w pewnym momencie miał się wedrzeć na murawę.

Na jego drodze znalazł się porządkowy K. T. „Belmondziak” miał mu zadać trzy ciosy pięścią w głowę. A chwilę potem podbiegł do sektora gości i jak napisano w oficjalnych dokumentach: „prowokował kibiców klubu Korona Kielce do działań zagrażających bezpieczeństwu tej imprezy poprzez wykonywanie przed ich trybuną nieprzyzwoitych gestów”,

Jako że w tumulcie tym brało udział kilka innych osób, osądzenie chuligańskiej akcji zajęło blisko rok. W październiku 2019 r, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Marcina K. za winnym wszystkich zarzucanych mu czynów. Decyzją sądu „Belmondziak” ma dwuletni „zakazu wstępu na imprezy masowe obejmujący wszelkie imprezy masowe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz mecze piłki nożnej rozgrywane przez polską kadrę narodową lub polski klub sportowy poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”.

Ponadto gangster musi uiścić 3,5 tys. zł grzywny i zapłacić 500 zł zadośćuczynienia pobitemu porządkowemu. Wyrok jest nieprawomocny. Smaczku sprawie dodaje fakt, że zapadł w dniu urodzin Marcina K.

Pęd do wolności i nauki

„Belmondziak” cieszy się wolnością od zimy 2018 r, po tym jak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił mu areszt niedługo po tym, jak uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia. Sprawa wróciła do Sąd Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku.

Sąd Najwyższy warunkował zwolnienie K. wpłaceniem 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko miało miejsce. Gangster nie może opuszczać kraju i musi się raz na dwa tygodnie meldować na policji.

Co ciekawe, na tym posiedzeniu SN obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej, potwierdzające gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

Zdaniem śledczych rozpracowujących gang „Szkatuły”, Marcin K. konsekwentnie dążył do uchylenia ciążących na nim aresztów. Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, swój wniosek o uchylenie wspomnianej sankcji motywował „chęcią nauki”.

– Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”; uchylenie aresztu oznaczało, że może uczyć się zakładzie karnym. Sędzia Andrzej Krasnodębski, znany z surowych wyroków wobec gangsterów, uznał, że ta argumentacja go przekonuje.

Handlarz telefonami

„Belmondziak” został zatrzymany w październiku 2009 r., po ponaddwuletnim ukrywaniu się przed policją. Schwytali go policjanci elitarnej grupy warszawskiego CBŚ, tzw. łowcy głów. To specjalna jednostka pościgowa, której jedynym zadaniem jest polowanie na ukrywających się najgroźniejszych bandziorów. Po niespełna dwóch latach działania, na jej bazie utworzono w centrali CBŚ specjalny wydział pościgowy, nazywany teraz „łowcami cieni”.

Funkcjonariusze znaleźli przy nim i w jego mieszkaniu 72 telefony komórkowe. Przy sobie miał „tylko” 12 aparatów, do najpilniejszych kontaktów. Każdy aparat był używany tylko do kontaktu z jednym konkretnym członkiem gangu. K. nie wiedział, że jego rozmowy były od kilku miesięcy nagrywane, próbował nawet przekonać śledczych, że miał tak dużo aparatów, bo zajmuje się „obwoźnym handlem telefonami”.

Według zeznań skruszonych członków gangu, w grupie obowiązywały bardzo surowe zasady bezpieczeństwa. Telefony, będące na wyposażeniu gangu, były zawsze wymieniane w przypadku zatrzymania jakiegokolwiek członka grupy. Ponadto bez względu na okoliczności telefony były zmieniane średnio co dwa tygodnie.

Z kolei inny świadek przytaczał wypowiedź Marcina Z. ps. „Misiek” o tym, co się działo na spotkaniu z Marcinem K.: „Belmondziak” jak zwykle miał przy sobie z 50 telefonów tak, że nie miał ich nawet jak w samochodzie poukładać”.

Marcin K. starał się być zawsze bardzo ostrożny. Nawet, gdy rozmawiał przez „bezpieczny”, jak mu się wydawało, telefon, nie używał nazw narkotyków. Tylko cyfr, np. trzy dla X, cztery dla Y. Chodziło o liczbę kilogramów dla konkretnego odbiorcy.

K. nie wiedział jednak, że jego wszystkie rozmowy z najbliższymi współpracownikami są podsłuchiwane przez CBŚ. Co ciekawe, funkcjonariusze inwigilujący dziesiątki bandyckich numerów, przypisali „Wściekłemu” niegodnie brzmiący kryptonim „Gucio 180”.

Potwierdzeniem zaangażowania gangstera w handel narkotykami są także jego nerwowe rozmowy z kompanami, kiedy w sierpniu 2009 r. policja zatrzymała handlarzy narkotykami z Dębicy, którzy właśnie zakupili narkotyki od „Szkatułowych”. W ciągu kilkudniowej akcji wpadło kilku członków bandy.

Na wieść o wsypie, „Wściekły” nakazał kompanom „przemeblowanie mieszkań”, „zmianę dyliżansu” i „wybicie z dokumentów”. Chodziło o usunięcie z mieszkań zakazanych przedmiotów, zmianę samochodu oraz dokumentów.

Jednocześnie K. zachował na tyle zimną krew, że kazał osobie odpowiedzialnej za zajęte narkotyki oddać pieniądze. Z nagranych rozmów wynikało, że wpadka była wynikiem „niezachowania ostrożności”.

W imieniu brata

Przez dwa lata „Belmondziak” miał być według prokuratury oficjalnym liderem grupy. Rafał S. „Szkatuła” ukrywał się wówczas tak skutecznie, że policja podejrzewała nawet, iż został dyskretnie zamordowany.

Kierowany przez niego sojusz większości stołecznych gangów oplótł siecią swych powiązań niemal całą Warszawę. Podporządkował sobie bossów i watażków grup z Pragi, Śródmieścia, Żoliborza i niedobitków dawnej mafii mokotowskiej. Aby ta niecodzienna federacja nie rozbiła się o ambicje poszczególnych liderów, mianował ich swoimi kapitanami. Tylko z nimi utrzymywał bezpośrednie kontakty.

Z zeznań świadków wynika, że „Wściekły”, początkowo był „tylko” jednym z ważniejszych członków gangu swojego brata przyrodniego – Rafała S. ps. „Szkatuła”. Skruszeni przestępcy twierdzą, że K. był łącznikiem między koalicją stołecznych gangów a swym krewniakiem. Według śledczych Marcin K. miał przez swoich ludzi kontrolować zbieranie haraczy w stolicy. Gang „opodatkował” właścicieli lawet i holowników, taksówkarzy z centrum stolicy, lichwiarzy z kasyn i Służewca, handlarzy z bazarów Różyckiego Wolumen, a także kilkadziesiąt agencji towarzyskich i sex-shopów.

Pieniądze z „punktów” (tak nazywano miejsca, skąd ściągano haracz) w dużej części trafiały na specjalny fundusz gangu, przeznaczony na pomoc dla uwięzionych lub ukrywających się kamratów. Co ciekawe, z notatek gangsterów wynika, że niektórzy ich kompani dostawali pieniądze nawet przez pięć do ośmiu lat pobytu za kratami.

Gangsterzy szybko rozprawiali się z dłużnikami czy handlarzami niepłacącymi haraczu. Opór właścicieli sklepu wędkarskiego i sex-shopu skończyły się „tajemniczym” spaleniem tych pomieszczeń. Równie brutalnie bandyci przejęli haracze od przydrożnych prostytutek, które znajdowały się pod „opieką” gangu markowskiego. Po prostu skatowali kobiety, aby przez kilka dni nie mogły pracować. Bili jednak tak, aby prostytutki zbyt długo się nie leczyły, tylko mogły zarabiać już dla gangu „Szkatuły”.

Królowie stołecznego podziemia kryminalnego

Gang „Szkatuły” jest uważany przez policję za najbardziej niebezpieczną warszawską grupę przestępczą nowego stulecia. W śledztwie przeciwko członkom bandy ustalono m.in., że grupa kontrolowała 90 proc. stołecznych agencji towarzyskich, tirówki pod Wyszkowem i Górą Kalwarią, handel amfetaminą i heroiną oraz haracze.

Od 2008 r. zaczęło się rozbijanie bandy. Do końca 2010 r. ponad 100 najważniejszych członków gangu Rafała S. trafiło za kraty. 28 maja 2012 r. w czasie wielkiej obławy zatrzymano 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy warszawskiej Legii, zwanych Teddy Boys 95. Z ustaleń prokuratury i Centralnego Biura Śledczego wynika, że brali oni udział w przemycie i rozprowadzaniu w sumie setek kilogramów marihuany, kokainy i heroiny wartej miliony złotych.

Czołową rolę w narkobiznesie odgrywał aresztowany Arkadiusz K. ps. „Chory”, uważany za zastępcę Rafała S. ps. „Szkatuła”. To on miał koordynować współpracę gangu z „Teddy Boysami”. W 2013 r. policja rozbiła gang Rafała B. ps. „Bukaciak”, uważanego za następcę „Szkatuły”. Na początku grudnia 2013 r. policjanci odkryli w garażu w Konstancinie przestępczy arsenał, zawierający 26 sztuk broni, w tym szturmowe kałasznikowy, skorpiony i pistolety CZ z tłumikami. Arsenał miał należeć wcześniej do grupy „Szkatuły”.

Od września 2013 r. policja i prokuratura zatrzymały blisko 100 osób związanych z tym gangiem.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest wyrok w sprawie gwałtu w Dubience. 27-latek twierdzi, że pomylił żonę z jej siostrą

Jest wyrok ws. gwałtu po rodzinnej imprezie w Dubiance pod Chełmem. Mężczyzna został uznany winnym wykorzystania seksualnego młodszej siostry swojej żony. Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom 27-latka. Ten mówił o pomyłce. Wyrok w sprawie, która miała swój początek podczas Świąt Wielkanocnych już niemal dwa lata temu, wydał właśnie Sąd Rejonowy w Chełmie. 27-latek został skazany na karę siedmiu miesięcy więzienia i ma zapłacić 5 tys. zł zadośćuczynienia kobiecie, którą wykorzystał – podaje nowytydzien.pl. Mężczyzna ma zwrócić także ponad 4 tys. zł, które ofiara wydała na koszty sądowe.

Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom Tomasza K., który wydarzenia z nocy w kwietniu 2018 r. tłumaczył pomyłką. Tego dnia w domu rodziców w Dubiance w woj. lubelskim we wspólnej imprezie uczestniczyły dwie dorosłe już córki z mężami. Był też alkohol, a wieczorem wszyscy rozeszli się do pokojów gościnnych.

Domowników obudziły odgłosy awantury. Okazało się, że mąż młodszej siostry nakrył w jej pokoju szwagra.
Źródło info i foto: wp.pl

Bobrowniki: Pijana 19-latka zabiła ojczyma

Będąca pod wpływem alkoholu 19-latka zasztyletowała swojego ojczyma, raniąc go w gardło. Do tragedii doszło w Bobrownikach, najprawdopodobniej w trakcie rodzinnej kłótni. Po wszystkim nastolatka uciekła, jednak niedługo później została zatrzymana przez policję. O tragedii poinformowały lokalne media, między innymi „Dziennik Zachodni” oraz będziński oddział portalu naszemiasto.pl.

Nastolatka po wszystkim uciekła z miejsca zdarzenia

Według doniesień portalu naszemiasto.pl, zabójstwo miało miejsce w piątek około godziny 23.00. 19-latka przyjechała do Bobrowników (województwo śląskie) odwiedzić mieszkającą tam matkę. Wieczorem najprawdopodobniej pomiędzy członkami rodziny wywiązała się awantura. 19-latka zraniła swojego ojczyma nożem, rozcinając mu gardło. Ugodzony ostrym narzędziem mężczyzna zmarł. Jak wynika z ustaleń policji, nastoletnia sprawczyni była pod wpływem alkoholu.

„Po całym zdarzeniu 19-latka uciekła z miejsca zdarzenia. Została zatrzymana godzinę później przez policję w Piekarach Śląskich. Trafiła do policyjnej izby zatrzymań. Obecnie wspólnie z prokuraturą trwa wyjaśnianie wszystkich okoliczności tego zdarzenia” – PAWEŁ ŁOTOCKI, OFICER PRASOWY KOMENDY POWIATOWEJ POLICJI W BĘDZINIE W ROZMOWIE Z NASZE MIASTO.PL

Śledczy zabezpieczają miejsce zdarzenia. Trwa również przesłuchiwanie świadków tragedii – czytamy w „Dzienniku Zachodnim”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

44-latek aresztowany za atak z nożem na konkubinę. Wcześniej miał się znęcać nad kobietą

Decyzją sądu w Gnieźnie na trzy miesiące trafił do aresztu mężczyzna, który kilkakrotnie ugodził nożem konkubinę, wcześniej miał się nad nią znęcać. 44-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Zdarzenie miało miejsce w ostatnich dniach na terenie gminy Łubowo. Jak poinformowała rzeczniczka gnieźnieńskiej policji asp. sztab. Anna Osińska, mężczyźnie grozi dożywotnie więzienie.

– W minioną niedzielę wieczorem policjanci z Czerniejewa odebrali zgłoszenie dotyczące awantury domowej. Na miejscu okazało się, że w mieszkaniu znajduje się ranna kobieta. Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe, które udzieliło pokrzywdzonej pierwszej pomocy. Jak się później okazało kilka ciosów nożem w różne części ciała zadał jej konkubent – podała Osińska.

Funkcjonariusze ustalili, że całe zdarzenie trwało dwa dni. – Konkubent nie tylko poranił kobietę, ale też znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie, groził partnerce pozbawieniem życia. Kobieta nosiła ślady pobicia – powiedziała Osińska.

Badanie stanu trzeźwości zatrzymanego na miejscu mężczyzny wykazało, że w jego organizmie było prawie 1,5 promila alkoholu. 44-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Decyzją sądu trafił do aresztu na trzy miesiące.
Źródło info i foto: onet.pl

Tragiczny finał rodzinnej awantury. Żona zabiła męża nożem

– W trakcie awantury domowej kobieta miała śmiertelnie uderzyć swojego męża nożem. Na miejsce skierowano mundurowych, którzy potwierdzili to zdarzenie – przekazał polsatnews.pl mł. asp. Kamil Raczyński z Komedy Powiatowej Policji w Kłobucku (Śląskie). Do zajścia doszło we wsi Zimnowoda koło Parzymiech w gminie Lipie (woj. śląskie). Policja otrzymała zgłoszenie po północy.

Na miejsce przyjechali policjanci kryminalni z Kłobucka, którzy znaleźli ciało mężczyzny. – Zabezpieczono ślady kryminalistyczne i przedmiot, który prawdopodobnie był narzędziem zbrodni – przekazał Raczyński. Podejrzewana o ugodzenie męża nożem kobieta została zatrzymana przez mundurowych. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Częstochowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl