Znęcał się nad rodziną podczas kwarantanny. Został aresztowany

Przebywający wraz z bliskimi w kwarantannie 47-letni mieszkaniec pow. ostrołęckiego (Mazowieckie) usłyszał zarzuty znęcania się nad rodziną. Mężczyzna uderzył żonę, zniszczył telewizor i telefon. Grozi mu do 5 lat więzienia. Jak poinformował w poniedziałek rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Ostrołęce podkom. Tomasz Żerański, w piątek wieczorem dyżurny policji otrzymał zgłoszenie dotyczące przemocy w rodzinie. W jednym z mieszkań w pow. ostrołęckim awanturujący się mężczyzna groził swoim bliskim, uderzył żonę oraz zniszczył telewizor oraz telefon.

Ponieważ rodzina była objęta kwarantanną, na miejsce pojechali funkcjonariusze wyposażeni w indywidualne środki ochrony. 47-letni agresor był w mieszkaniu, podczas gdy jego bliscy wyszli przed dom. Zachowanie mężczyzny wskazywało, że jest on pod wpływem alkoholu.

47-latek został przewieziony do pomieszczenia dla osób zatrzymanych, które jest przystosowane do przebywania w nim osób poddanych kwarantannie. Mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące znęcania się nad rodziną. Przestępstwo to jest zagrożone karą do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: Ze względu na kwarantannę rośnie liczba przypadków przemocy domowej

Minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner poinformował, że francuska policja odnotowała 32-proc. wzrost liczby przypadków interwencji w związku z przemocą domową w tygodniu po wprowadzeniu administracyjnego nakazu pozostawania w domu. W regionie paryskim odnotowano o 36 proc. więcej przypadków przemocy domowej – podał Castaner.

Minister zapowiedział utworzenie systemu alarmowego dla ofiar przemocy, który będzie funkcjonował w aptekach, gdzie osoby bite i maltretowane będą mogły w pierwszej kolejności poinformować o zajściach i skontaktować się z policją. Castaner zapowiedział w stacji telewizyjnej France2 w czwartek, że walka z przemocą domową jest priorytetem policji. Poinformował, że funkcjonariusze odnotowali do tej pory 225 tys. przypadków łamania nakazu pozostawania w domu przy przeprowadzonych 3,7 mln kontroli.

Administracyjny nakaz pozostawania w domu obowiązuje we Francji od 17 marca. Wyjście z domu możliwe jest jedynie z pisemnym upoważnieniem w celu zrobienia zakupów, dojazdu do pracy i pilnej wizyty lekarskiej. Dozwolone są też krótkie wyjścia rekreacyjne w obrębie do kilometra od domu i nie dłużej niż przez godzinę. Na oficjalnym formularzu upoważnienia muszą zostać umieszczone dane osoby wychodzącej, cel i godzina wyjścia z domu.

Złamanie zakazu karane jest grzywną w wysokości 135 euro, a przypadku ponownego naruszania zasad – karą 1500 euro. Jeśli dojdzie do czterech naruszeń w ciągu 30 dni kara wyniesie 3700 euro i sześć miesięcy pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Policja z Rybnika publikuje wizerunek podejrzewanego o śmiertelne pobicie

Policja z Rybnika szuka mężczyzny, który pobił na śmierć 36-latka. Podejrzewanym jest człowiek z nagrania kamer monitoringu. Jak podaje rybnicka policja, do zdarzenia doszło 1 grudnia na ulicy Zamkowej w Rybniku. Nic nie zwiastowało tragedii. 36-latek wraz z kobietą robili sobie zdjęcia na tle pomnika byłego burmistrza miasta.

W pobliżu przechodziła inna para. Doszło do awantury, która zmieniła się w szarpaninę. Mężczyzna zaatakował 36-latka, który po uderzeniu w głowę upadł na ziemię.

„W wyniku odniesionych obrażeń pokrzywdzony zmarł w szpitalu. Kobieta i mężczyzna oddalili się z miejsca zdarzenia” – ŚLĄSKA POLICJA

Agresor udał się dalej w nieznanym kierunku. Policja poszukuje pary, której wizerunek opublikowała dzięki nagraniom z kamer monitoringu. Wszyscy, którzy rozpoznają te osoby, proszeni są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Rybniku pod numerem telefonu (32) 429 52 55, Wydziałem Kryminalnym KMP w Rybniku osobiście lub mailowo: kryminalny@rybnik.ka.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sąsiedzi o rodzicach zaginionego 5-latka. „Kłócili się po nocach, aż matka uciekła z domu”

To było piekło. Sąsiadów regularnie zrywały ze snu odgłosy dzikich awantur dochodzące zza ściany. Twierdzą, że Paweł Ż. (+32 l.) od dawna pastwił się nad swoją rosyjską żoną, aż w końcu urządził jej taką awanturę, że kobieta spakowała manatki i uciekła. Prawdopodobnie właśnie to doprowadziło do tragedii: tydzień temu mężczyzna uprowadził synka Dawidka (5 l.), żonie powiedział, że nigdy już nie ujrzy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Czy przed samobójczą śmiercią zabił także syna?

Niewielkie, czteropiętrowe bloki, na środku plac zabaw, a dookoła ogrodzenie i ochrona – na takim osiedlu przy ul. Żydowskiej w Grodzisku Mazowieckim wynajmowali mieszkanie Paweł Ż. (+32 l.) z żoną Julią i synkiem Dawidkiem.

– To był skryty człowiek, raczej z nikim się nie przyjaźnił. Tylko: dzień dobry, do widzenia. Często przesiadywał na krześle na balkonie. Teraz po nim to krzesło zostało… A ona? Miła, zadbana, ale coś ją gryzło. Miała zawsze spuszczoną głowę. Ich synek z kolei bawił się z innymi dziećmi na naszym placu zabaw. Za każdym razem był pod czyjąś opieką, ale rodzice nie nawiązywali z nami większych relacji – słyszymy anonimowo od mieszkańców osiedla.

Sąsiedzi przypominają sobie, że Paweł Ż. lubił hazard i alkohol. I zapewne ta mieszanka nałogów sprawiała, że mężczyzna regularnie wszczynał w domu awantury. – Zawsze krzyczeli po rosyjsku. A podczas kłótni na podłogę leciały talerze, a nawet meble – mówią otwarcie mieszkańcy klatki.

Trzy tygodnie temu Julia powiedziała: dość. Po kolejnej awanturze spakowała walizki i wyprowadziła się do Warszawy. Czy zamierzała zabrać Dawidka i wyjechać z Polski? Paweł Ż. mógł to podejrzewać, bo tak właśnie uczyniła jego pierwsza żona, która z 9-letnią córką uciekła od niego na Ukrainę. Czy pomny tych doświadczeń postanowił odegrać się teraz na Julii?

– Prawdopodobnie był w głębokiej depresji. Chciał ukarać żonę, a samobójcza śmierć miała wpędzić ją w poczucie winy. A jeżeli okaże się, że popełnił jeszcze zbrodnię, to znaczy, że potrzeba zemsty na żonie była silniejsza od uczucia miłości do syna – komentuje prof. Brunon Hołyst, ekspert w dziedzinie kryminalistyki.

Do tragedii doszło w środę 10 lipca. Paweł Ż. zabrał synka od dziadków, żonie powiedział przez telefon, że już nigdy nie zobaczy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Co się stało z Dawidkiem? Od tygodnia szukają go zastępy policjantów. Jedna z wersji śledztwa zakłada, że przed samobójcza śmiercią ojciec zabił synka i ukrył jego ciało.
Źródło info i foto: se.pl

Radom: Nowe informacje dotyczące dziecka zamkniętego w pralce. „W domu często był alkohol i narkotyki”

O dwuletnim Kacprze z Radomia mówi cała Polska. Wszystko przez nagranie, na którym mężczyźni zamykają go w pralce. Filmu opublikował Mateusz Syryjczyk, znajomy matki Kacpra i jej partnera, podejrzany w tej sprawie. Mężczyzna udzielił nam wywiadu, ujawniając nieznane wcześniej szczegóły sprawy. Twierdzi, że o wszystkim od kilku tygodni wiedziała matka chłopca, ale nie zrobiła nic, aby go ratować.

Kacper jest synem 21-letniej Żanety D., do niedawna wychowanki domu dziecka. Kobieta mieszkała wraz z partnerem i dzieckiem w wynajmowanym mieszkaniu.

Sąsiadka: awanturowali się bez przerwy, krzyki były nawet w nocy

– W domu często był alkohol i narkotyki: marihuana, mefedron. Żaneta często piła alkohol, czasem paliła, a tak to Tomek zażywał i to i to. Raz podczas kłótni kopnął drzwi, kiedy Żaneta się zamknęła w pokoju. Szyba pękła i wiozłem go do szpitala jego samochodem – powiedział Mateusz Syryjczyk, który ujawnił film w internecie.

– Mogę powiedzieć, że się awanturowali bez przerwy, krzyki były nawet w nocy – opowiadała sąsiadka pary.

Zdaniem Mateusza Syryjczyka, Kacper niemal cały dzień spędzał w dziecięcym łóżeczku.

– Tam ma szczelinę, żeby wyjść, to była ona dociśnięta do ściany. Czasem go wyjmowali, ale to było, że tak powiem, święto, jak nie był w łóżeczku – stwierdził.

„Wyjechali na wakacje, a dziecko zostało pod opieką współlokatorów”

W wychowaniu syna pani Żanecie pomaga jej partner – 22-letni Tomasz K. Razem z nimi w wynajmowanym mieszkaniu był jeszcze współlokator: 18-letni Adam B.

– Ponad pół roku go znam na pewno – powiedziała nam o Adamie B. Żaneta D. Na pytanie, czy nie bała się zostawiać dziecka z obcą osobą, stwierdziła, że Kacper „zostawał na chwilkę”.

Innego zdania jest Mateusz Syryjczyk. – Nawet wyjechali sobie gdzieś na wakacje, a dziecko zostało pod opieką współlokatorów. Taki był wymóg. Kto u nich mieszkał musiał się opiekować dzieckiem. Ono wyglądało na trochę zagłodzone, bo kto by co nie jadł, to od razu wystawiało rączkę, żeby coś mu dać – przekazał.

Mężczyzna twierdzi, że zdjęcie, na którym dwuletni Kacper ma w ustach włożonego papierosa dostał od matki dziecka. A nagranie z pralką od współlokatora Adama B. Zdecydował się je opublikować, bo para „mówiła jego temat różne rzeczy oraz bo nie chciał, żeby się dziecko zmarnowało”.

Żaneta D.: kiedy oni nagrywali ten film, to ja byłam w pracy

Nagranie pojawiło się w internecie w ubiegły piątek. Wykonano je 13 maja tego roku. W ciągu jednej nocy film obejrzało ponad pół miliona osób.

– Żaneta dowiedziała się o tym nagraniu jakoś w połowie czerwca, bo przypadkiem miała telefon Adasia w ręku. Tomek powiedział jej, że to ja z Adasiem to nagranie stworzyłem i zamknęliśmy to dziecko w pralce – mówił 19-letni Mateusz Syryjczyk.

– Wiem, że on mówi, że wiedziałam o wszystkim. Tylko, że kiedy oni nagrywali ten film, to ja byłam w pracy. Dowiedziałam się dopiero w piątek, kiedy film został udostępniony – utrzymuje Żaneta D.

Nagraniem umieszczonym w sieci zainteresowała się policja i prokuratura. Dzień po publikacji, Tomasz, Adam i Mateusz zostali zatrzymani. Wszyscy trzej otrzymali zarzut znęcania się nad dzieckiem. Dwaj pierwsi przyznali się do winy i zostali aresztowani na 3 miesiące.

– Na konfrontacji pani prokurator postraszyła, że informatycy ściągną z bębna pralki twarze, to zaczęli pękać – twierdzi Mateusz Syryjczyk.

„Nigdy nie zachowywałem się niestosownie wobec dziecka”

– Co do trzeciej z zatrzymanych osób, zachodziło podejrzenie, że uczestniczył on również w innych przypadkach, związanych z tym dzieckiem, dotyczyło to zdarzenia z sikaniem do kubka dziecka, kubka z którego dziecko korzystało. Co do tego mężczyzny, materiał dowodowy nie pozwalał na wystąpienie do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania – poinformował Janusz Kaczmarek z Prokuratury Rejonowej Radom Zachód.

– Nie sikałem do kubka. To jest zmyślone. Adaś zeznał, że ja rzekomo u nich wtedy tam spałem, a nie było takiej sytuacji, żebym ja spał tam u nich w domu. Nigdy nie zachowywałem się niestosownie wobec dziecka. Jedyne, co mam sobie do zarzucenia, to że mogłem to jakoś anonimowo zgłosić – powiedział Mateusz Syryjczyk.

Mężczyzna nie przyznaje się do udziału w nagraniu. Podobnie jak jego kompani, ma jednak w sprawie status podejrzanego. Wszystkim trzem mężczyznom grozi 10 lat więzienia. Śledczy wciąż badają też, jaką rolę odegrała w sprawie matka Kacpra.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brutalna bójka w barze w Belgii

Do brutalnych scen doszło w w Antwerpii w jednym z barów z kebabem. Właściciel zareagował na picie alkoholu w jego lokalu. Szybko doszło do awantury. W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie. Dwie osoby – ojciec i syn – zostały ranne. Zostały zabrane przez pogotowie do szpitala. Ojciec ma złamaną nogę, syn ranę głowy.

Niektóre media informują, że zostali zaatakowani przez właściciela lokalu z kebabem, w którym siedzieli. Jednak z relacji belgijskich mediów, sytuacja wyglądała nieco inaczej. Mężczyzna i jego syn siedzieli na tarasie baru z kebabem i popijali alkohol, którego nie wolno tam pić. Właściciel zareagował i zwrócił im uwagę. To zdenerwowało jednego z mężczyzn, który miał go uderzyć.
Źródło info i foto: wp.pl

Wielkopolska: 15-latek zabił nożem ojczyma

W jednym z mieszkań w Nowych Skalmierzycach (woj. wielkopolskie) rozegrał się prawdziwy dramat. 15-letni chłopak chwycił za nóż i śmiertelnie zranił swego 37-letniego ojczyma – informuje portal wlkp24.info.

Do zdarzenia doszło w nocy, 26 marca. 15-letni chłopak chwycił za nóż i śmiertelnie zranił nim swego 37-letniego ojczyma. Wiadomo, że sprawca sam zgłosił się na komendę. Według nieoficjalnych informacji, w mieszkaniu bardzo często dochodziło do awantur: ojczym miał znęcać się nad nastolatkiem. Prawdopodobnie chłopak nie wytrzymał podczas kolejnej z awantur i chwycił za nóż. Jak ustalił portal wlkp.24.pl, w mieszkaniu znajdowały się jeszcze dwie osoby w wieku 10- oraz 15-lat. – Otrzymaliśmy zgłoszenie z prośbą o interwencję dotyczącą uszkodzenia ciała mężczyzny. Niestety, w wyniku obrażeń mężczyzna zmarł. Policjanci pod nadzorem prokuratora wyjaśniają teraz okoliczności tego zdarzenia – powiedziała Małgorzata Łusiak, rzecznik policji w Ostrowie Wielkopolskim.
Źródło info i foto: se.pl

Atak na dziennikarkę TVP. Jest reakcja Jacka Kurskiego

TVP złoży zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – zapowiedział prezes TVP Jacek Kurski. Wszystko po ataku na dziennikarkę telewizji publicznej.

Na demonstracji Obywateli RP przed Sejmem doszło do awantury, podczas której dziennikarze TVP zostali obrzuceni wyzwiskami: „Szoruj stąd!”, „śmieciarze”, „odpuść, do g… się nie przemawia”. A to jedynie te łagodniejsze sformułowania.

„Więcej mam szacunku dla k…y spod latarni, niż dla ciebie” – takie między innymi słowa usłyszała reporterka Anna Machińska, która na co dzień przygotowuje materiały do programu „W tyle wizji”. Nagranie z tej sytuacji szybko trafiło do sieci.

Wywołało to lawinę komentarzy na portalach społecznościowych.

Pojawiły się także pytania, co zamierza w tej sytuacji zrobić telewizja. Wywołany niejako do odpowiedzi, głos zabrał Jacek Kurski.

„TVP złoży zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z utrudnianiem wykonywania obowiązków służbowych i atakiem na naszą dziennikarkę” – napisał na Twitterze.

Zadeklarował także pomoc dziennikarce, jeśli ta zdecyduje się wystąpić na drogę cywilną.
Źródło info i foto: wp.pl

Ełk: Tunezyjczyk oskarżony o zabójstwo po awanturze przed kebabem

Prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Suwałkach akt oskarżenia wobec Tunezyjczyka, oskarżonego o zabójstwo w Ełku w noc sylwestrową 21-letniego mężczyzny. ​Do tragedii doszło w pobliżu prowadzonego przez cudzoziemców baru z kebabem. Awantura przed lokalem zaczęła się po tym, jak wybiegł z niego młody mężczyzna, zabierając stamtąd dwie butelki napojów.

W pościg za 21-letnim Danielem ruszyły dwie osoby z baru: Tunezyjczyk pracujący tam jako kucharz oraz właściciel, z pochodzenia Algierczyk. Gdy dogonili 21-latka, doszło do szarpaniny. Pchnięty nożem chłopak zmarł.

Początkowo prokuratura obu cudzoziemcom postawiła zarzuty zabójstwa. Ostatecznie, po zebraniu różnych dowodów, w tym przeprowadzeniu wizji lokalnych, właścicielowi baru zmieniła zarzuty na łagodniejsze: udziału w bójce i nieudzielenia pomocy poszkodowanemu. Akt oskarżenia w jego sprawie trafił już wcześniej do sądu w Ełku.

Najdłużej trwało śledztwo wobec Tunezyjczyka. Przy zarzucie zabójstwa grozi mu nawet dożywocie. Od czasu zatrzymania i postawienia zarzutów przebywa w areszcie.

Prokuratura zarzuca mu, że – używając noża i narażając tym samym 21-letniego Daniela na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia – wziął udział w bójce i działając umyślnie z zamiarem bezpośrednim pozbawienia chłopaka życia, zadał mu śmiertelny cios nożem w okolicę klatki piersiowej.

Jak powiedział rzecznik suwalskiej prokuratury okręgowej Ryszard Tomkiewicz, składając kilka razy wyjaśnienia w śledztwie, Tunezyjczyk nie przyznał się do zabójstwa. Nie zaprzeczył, by w trakcie szamotaniny miał w ręce nóż, ale twierdzi, że nie zadawał nim ciosów.

W październiku do Sądu Rejonowego w Ełku trafił akt oskarżenia wobec właściciela baru, Algierczyka z pochodzenia z podwójnym, algiersko-polskim obywatelstwem.

Mężczyzna przyznał się do udziału w bójce i nieudzielenie pomocy. Najpierw do sądu trafił wniosek o orzeczenie kary bez przeprowadzania rozprawy. We wniosku była mowa o roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata, dozorze policyjnym i 5 tys. zł zadośćuczynienia dla pokrzywdzonych – rodziny zmarłego.

Ełcki sąd zdecydował jednak, że odbędzie się proces – na proponowaną karę nie zgodzili się bowiem bliscy zmarłego; chcą zdecydowanie surowszej.

Po śmierci 21-latka w Ełku wybuchły zamieszki. W tłumie mieszkańców, którzy zebrali się na ulicy przed barem, by wyrazić sprzeciw wobec przemocy, były osoby pijane i agresywne. Rzucano petardami, butelkami i kamieniami w stronę policjantów i radiowozów, wybijano szyby w witrynie lokalu.

W związku z tymi wydarzeniami policja zatrzymała ponad 30 osób. Większość podejrzanych już dobrowolnie poddała się karze.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Artur W. powiedział jak mordował 20-letnią Kaję?

Sąd uwzględnił wniosek łódzkiej prokuratury o przedłużenie do trzech miesięcy aresztu dla 29-letniego Artura W. podejrzanego o zabójstwo 20-letniej kobiety. W trakcie przesłuchania mężczyzna przyznał się do winy. Mężczyznę poszukiwanego listem gończym udało się zatrzymać we wtorek w Koszalinie.

Śledczy przewidują uzupełnienie zarzutów wobec mężczyzny po uzyskaniu potwierdzenia jego wcześniejszej karalności. W środę podejrzany złożył bardzo obszerne wyjaśnienia w łódzkiej prokuraturze.
 
– Z jego relacji wynika, że w nocy z 14 na 15 sierpnia doszło do awantury; powodem jego agresji były zastrzeżenia co do sposobu postępowania 20-letniej partnerki. Można powiedzieć, że awantura była rozłożona w czasie, eskalacja przemocy nastąpiła ok. godziny 2.00. Wówczas to doszło do pozbawienia kobiety życia przez uduszenie – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Chciał uciec z dzieckiem ofiary
 
– Nad ranem podejrzany zdecydował się ukryć zwłoki w wersalce; nie miał pewności, czy ofiara nie żyje. Zakrył usta, związał ciało i schował w wersalce, następnie na wersalkę, w której znajdowała się kobieta, położył kolejną wersalkę i fotel – dodał.
 
Jak mówił Kopania, pierwotnie mężczyzna zamierzał uciec z dzieckiem ofiary. – Odstąpił od tych planów i zawiózł chłopca do rodziny partnerki. Jak wynika z ustaleń, mężczyzna od dokonania zbrodni i przekazania dziecka rodzinie, przemieszczał się po różnych miejscach w Polsce. Jego relacje wskazują, że liczył się z zatrzymaniem, co więcej – stwierdził, że czekał tylko, kiedy zostanie zatrzymany – powiedział prokurator.

Chłopczyk mógł widzieć widzieć zabójstwo matki

W czasie awantury, do której doszło z 14 na 15 sierpnia, w mieszkaniu wynajmowanym przez matkę Artura W. najprawdopodobniej znajdował się 2,5-letni syn jego partnerki. Dziecko mogło widzieć ciało zamordowanej matki, a nawet samo zabójstwo.

– Chłopiec trafił obecnie do ojca i znajduje się poza Łodzią. Dziecko zostało otoczone opieką psychologiczną; jego zachowania mogą wskazywać, że co najmniej widział ciało swojej matki – podkreślił Kopania.

Śledczy nie podjęli jeszcze decyzji, czy będą chcieli przesłuchać dziecko.

– Musimy się nad tym poważnie zastanowić. To chłopiec, który ma ukończone zaledwie dwa lata. Tego typu decyzje muszą być poprzedzone opinią psychologiczną. Aktualnie byłoby to bardzo trudne, uwzględniając chociażby obecny stan psychiczny dziecka – wyjaśnił rzecznik prokuratury.

Kobieta mogła być w ciąży

Kopania odniósł się także do ujawnianych przez rodzinę ofiary informacji o domniemanej ciąży 20-latki.

– Z relacji, które do nas dotarły wynika, że taką świadomość posiadał również podejrzany. Niestety, zmiany pośmiertne uniemożliwiły wyciąganie wniosków w tym zakresie. Podczas sekcji nie udało się stwierdzić objawów ciąży, aczkolwiek nie jest wykluczone, że kobieta była w początkowym jej stadium – zaznaczył Kopania.

Przypomniał też, że zwłoki zostały znalezione dopiero 26 sierpnia wieczorem, a więc kilkanaście dni po zabójstwie. W czasie sekcji pobrano materiał biologiczny do dalszych badań pod kątem wykrycia ciąży, jednak śledczy jeszcze nie wiedzą, czy ich wyniki pozwolą na wyciąganie wniosków w tym zakresie.

Skrępowane sznurem ciało ukryte w wersalce

29-latek jest podejrzany o zamordowanie swojej partnerki. Zgłoszenie o jej zaginięciu wpłynęło do policji 17 sierpnia. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli, kobieta dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat partnera. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta pozostała w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

Policja znalazła ciało kobiety 26 sierpnia, w mieszkaniu wynajmowanym przez Artura W. na łódzkim osiedlu Teofilów. Skrępowane sznurem ciało ukryte było w wersalce. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.

„Zatrzymanie odbyło się w sposób kulturalny”

Za Arturem W. wydano list gończy; prokuratura skierowała też do sądu wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Został zatrzymany we wtorek na jednej z ulic Koszalina.

– Załoga ruchu drogowego w Koszalinie zauważyła podobnego mężczyznę i przystąpili do zatrzymania. Mężczyzna był całkowicie zaskoczony, tak że zatrzymanie odbyło się w sposób kulturalny, spokojny – opisał okoliczności zatrzymania poszukiwanego Robert Opas z Komendy Głównej Policji.

Policja ustaliła, że Artur W. pod innym nazwiskiem w 2011 roku został skazany w Wielkiej Brytanii na cztery lata więzienia za gwałt. Z kolei w 2015 roku w Niemczech usłyszał wyrok za uszkodzenie ciała.

– Będziemy weryfikować informacje co do jego karalności i odbywania przez niego kary pozbawienia wolności. Prawdopodobnie zajdzie konieczność uzupełnienia zarzutów i przyjęcie, że działał w warunkach recydywy – powiedział wcześniej Kopania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl